Zapowiedź … Tabu

 

Cholerny akumulator!

Nie!
Cholerna ja!

Coś mi się wczoraj wydawało, że słyszę jakiś dziwny dźwięk.
Tym dziwnym dźwiękiem było ni mniej ni więcej tylko pikanie, które wydaje mój samochód, gdy zapomnę wyłączyć światła.
Pikanie zignorowałam, świateł nie wyłączyłam – w efekcie rano wsiadłam do środka, przekręciłam kluczyk w stacyjce i na tym sobotni wyjazd na zakupy się skończył.

- Dupa jasna! – Zaklęłam, z hukiem zatrzaskując drzwi.

Cichy śmiech dochodzący zza żywopłotu uświadomił mi, że świadkiem mojej porażki jest ktoś jeszcze.
Facet!

Sąsiad?

Jaki sąsiad?!

Z tej strony mój dom graniczył z posesją nobliwej staruszki, o której można było powiedzieć wszystko, tylko nie to, że hasa o poranku przy płocie i w dodatku jej głos ma taką niską, męską barwę.
Byłam wściekła i zła jak osa – w tym wszystkim chyba najbardziej na siebie. I ostatnią rzeczą, na jaką miałam ochotę było sprawdzanie, kogo tak rozbawiłam.

Zamknęłam garaż, weszłam do domu i otworzyłam lodówkę zastanawiając się, czy z tymi resztkami przeżyję czy nie.
W sumie pal licho jedzenie.
Samochodu tak naprawdę i na gwałt potrzebowałam na poniedziałek.
To, że rozładowałam akumulator wiedziałam bez niczyjej pomocy.
Nawet nie próbowałam tego ustrojstwa ruszyć – nie miało to najmniejszego sensu, bo i tak na widok tych kabli, zamknęłabym ją równie szybko.

Skrzywiłam się na samą myśl o tym, co muszę zrobić.

W perspektywie miałam telefon do męża.

A dokładniej od 4 miesięcy – byłego męża.

 

Przyjedzie i pomoże – ależ oczywiście.
Jak zwykle bardzo chętnie i szybko wydobędzie mnie z kolejnych tarapatów, dając jednocześnie do zrozumienia, że czas najwyższy bym przyznała się do błędu i do niego wróciła.

Bo rozwód dla niego był moim błędem.
Dla mnie ostatnią szansą by odzyskać siebie.
Miałam się dzięki niemu uwolnić od Marka, ale jak zwykle do teoria wyglądała dobrze, gorzej wyszło z wykonaniem.

Rozwiedliśmy się kilka miesięcy temu, a ja nadal musiałam polegać na nim, przy co poważniejszych problemach.
Z mniej poważniejszymi starałam sobie dawać radę sama – co prawda z różnym efektem, ale jednak.
W akcie desperacji odpaliłam komputer, spojrzałam na wyniki wyszukiwania i równie szybko zamknęłam całe to ustrojstwo. Nie miałam ani koniecznych kabli, papieru ściernego – a już na pewno nie miałam na stanie innego sprawnego samochodu.

- Wpadłaś jak śliwka w kompot. – Mruknęłam do siebie. – Ten idiota pomyśli, że specjalnie rozładowałaś ten cholerny akumulator, żeby go tylko zobaczyć.

Sąsiadów nie chciałam prosić o pomoc.
Już nie.
Po rozwodzie kiedyś popełniłam ten błąd i skończyło się to dosyć nieprzyjemnie. Nie owijając w bawełnę – sąsiad dostał w twarz, bo założył, że prośbę o pomoc w przetkaniu rynny można też zinterpretować w inny sposób.
Były małżonek miał tę zaletę, że pomagał, ale nie oczekiwał w zamian loda.

Prychnęłam.
Jakie nie oczekiwał?!
Owszem, przyjąłby z przyjemnością i to wielką, ale okazywana wstrzemięźliwość była jednym ze stosowanych wobec mnie środków wychowawczych.
- Chciałaś dziewczynko rozwodu? To masz. Ale przypomnij sobie jak nam razem było cudownie. Jak wrócić do mnie ładnie i grzecznie przeprosisz, to będzie tak znowu.

Spojrzałam na komórkę i zrobiło mi się niedobrze.

Nie chciałam dzwonić do Marka, ale zdaje się nie miałam wyjścia.
Odwlekając ten moment jak mogłam, sięgnęłam po zabłąkane w lodówce piwo i z butelką w dłoni usiadłam na tarasie.
Pierwszy łyk i myśl, od której starałam się uciec tak samo jak od konieczności wykonania telefonu do byłego.

Kiedy moje życie tak się pokręciło?

W sumie to zaczęło się całkiem zwyczajnie.

Studentka pierwszego roku i student ostatniego.
Marek wypatrzył mnie na jednej z imprez dla pierwszoroczniaków, gdzie – jak później się dowiedziałam- starsze roczniki miały przegląd i dostęp do świeżego mięsa.

Pewnie wpadłam mu w oko. Możliwe, że chciał się tylko zabawić i przelecieć – może nawet kilka razy, jeśli przypadłabym mu bardziej do gustu.
I mu się nie udało.
Byłam trochę zdziczała, dyplomacja była mi jeszcze obca i dosyć gwałtowanie zareagowałam na niezbyt subtelny podryw wstawionego już Marka. Chlusnęłam mu w twarz zawartością trzymanej w ręku szklanki.

Towarzystwo się oburzyło, a Marek dla odmiany się zdziwił.

No bo jak to?!
Miałam wpaść mu w ramiona, a tu napotkał na ostry opór nieobliczalnej i trochę dzikiej dziewuszki.

A ja?
Doświadczenia damsko-męskie zdobywałam na cudzych błędach, nie pozwalając sobie jeszcze na własne.
A widząc powszechne rozpasanie, tylko się upewniałam w przeświadczeniu, że coś takiego i w takiej formie nie jest dla mnie.

Marek w pierwszej chwili mi się spodobał, ale jego zachowanie już nie.
Chciałam czegoś innego
I nieoczekiwanie sama stałam się czymś innym dla Marka.

Przystojny brunet chyba po raz pierwszy usłyszał nie.
Traktując moją odmowę, jako zwykłe przekomarzanie się, przystąpił do bardziej aktywnych działań, a ja najzwyczajniej w świecie przyłożyłam mu wtedy w twarz.
I wyszłam zostawiając własnemu losowi ten cały kocioł, który się wtedy rozpętał i oniemiałego Marka .

Całkiem możliwe, że to wtedy zdecydował, że idealnie nadam się na żonę.
Jeszcze nie zepsuta, bez niewygodnych i męczących nawyków – więc stwierdził, że przy odrobinie starań i uwagi po prostu wychowa sobie idealną kochankę, matkę swoich dzieci i strażniczkę domowego ogniska w jednym.

I co jak co, ale zabrał się do tego genialnie.

Polubienia 37
Wyświetlenia 2416

Podobne wpisy:

  • Dziękuję
    Ale „Pechowa ósemka” i „Kura bojowa” to w olbrzymiej części nie fikcja. W sumie nawet pewne rzeczy złagodziłam, bo zbyt łatwo by mnie wtedy można było rozpoznać :D

    A to opowiadanie jest napisane w o wiele większej części, ale po ostatnich akcjach ( w tym dzisiejszej – bo jak otworzyłam „Stajnię Augiasza” to szambo z pożyczającymi sobie pomysły się wylało) mam opory by publikować na blogu.
    Z jednej strony jest tu olbrzymie duże grono normalnych osób, którzy mają kręgosłup moralny i pewne rzeczy są dla nich nie do pomyślenia, a z drugiej strony niestety żerują na niej „podróbki” (no jak mam nazwać takiego pseudoautora).
    Sorry za taką osobistą wycieczkę, ale trochę rozgoryczona jestem.
    Się pozbieram.

  • „Kura bojowa” absolutnie nie jest skończona. Powiedziałabym, że to był wstęp :)

  • Zuzka Iwak

    Hej, też miałabym chęć poczytać ciąg dalszy, ale nie piszę dlatego. Piszę bo choć rozumiem frustrację i rozgoryczenie tym, że ktoś kradnie lub „pożycza” Twoje teksty, to nasunął mi się inny aspekt tej sytuacji. Po pierwsze to jesteś na tyle dobra, że ktoś chce Cię podrabiać, to swoisty hołd dla talentu i pracy. W sumie to może nawet jest to miłe. A po drugie, to podróbki których uszczknęłam na wspominanym blogu są żałosne. Może sobie dziewczyna korzystać i kraść nawet fragmenty, a i tak nie na pisze takiego opowiadania jak Ty. Bo po prostu nie potrafi i tyle.To tak jak było kiedyś z klockami lego, podróbki są, czasami ktoś się skusi, a potem klnie, bo lego jest tylko jedno. A więc don’t worry :) Let’s write ;-)

    • Dziękuję.
      Staram się już nie wałkować tematu – nie daje to nic dobrego.

      Wracam do tłumaczeń :)

  • się rozchorowałam … merde

  • Styna

    Kolejna fajna zapowiedź… Jak zwykle czekam (nie)cierpliwie na jeszcze i na dokończenie zaczętych opowiadań… ;)
    Kuruj się i nie daj się bakteriom, wirusom i innym paskudom, które powodują zły stan zdrowia!!! Trzymam kciuki za Twoje zdrówko i dopisująca wenę!
    Pozdrawiam:)

    • Dziękuję
      Szczerze mówiąc nie wiem co za cholera mnie dopadła i tak długo trzyma – ale rzadko co jest gorsze ode mnie, więc pewnie w końcu się z tym uporam :)
      Pozdrawiam

  • magda

    Anno czy juz nie bedziesz nic dodawać przez tych złodziejaszkow? ja tu czekam i czekam :-(

    • Hej Magda.
      Przepraszam – nie chciałam pisać, że mam kocioł ( w sumie ma go każdy). Na pewno ta akcja z plagiatem mnie spowolniła, ale zdecydowanie nie spowoduje, że to miejsce się zatrzyma.
      Kocham ten blog i mam nadzieję, że Wy też lubicie tu przebywać.

      Planowałam dodać dzisiaj kolejną część Paradoksu, ale pewnie będzie to jutro – przeceniłam trochę swoje siły i zaczynam powoli padać na twarz.

  • magda

    oj szkoda że nastały takie wredne czasy że człowiek nie ma czasu na nic poza obowiazkami.wiem cos o tym. Jednak codziennie zaglądam do Ciebie z nadzieją na nowy post :-) czekam cierpliwie. i życze wiecej wolnego czasu:-)
    magda

    • Złapałam język i wstawiłam z powrotem w paszczę.
      Teraz zobaczyłam, że jest prawie 17-ta.
      Łapie się dwadzieścia srok za ogon … a mogłam się skupić na 10-ciu? No mogłam.

      Dzisiaj wleci Paradoks .. przez weekend pisałam tak, że nie będę nawet o
      tym wspominać. A Josh musi swoje trzy grosze to tego cyrku dorzucić w
      końcu.

      • magda

        czekam z niecierpliwością w takim razie:-)