Paradoks XXXIV

 

 

Josh przeciągnął się spoglądając na swoją najnowszą zdobycz.
Nie zamierzał żyć jak mnich, a po ostatnich wydarzeniach tylko utwierdził się w postanowieniu, że w trójkącie Anna, Maks i on, to właśnie on jest tym trzecim, który powinien się ulotnić.
Już miał przysunąć się do kochanki, ale zrezygnował.

Maks i Anna – samo wspomnienie spowodowało, że jego myśli powędrowały w inną stronę.

Nie zastanawiał się, czy mu z tym dobrze czy źle.
Po prostu doszedł do wniosku, że nie zawsze dostaje się to, na co ma się ochotę.
Może i nawet się zakochał.
W sumie to nadal coś do niej czuł, ale nie miał ochoty na konfrontację z Maksem – nie takim wcieleniu.
Cokolwiek kierowało jego wspólnikiem, jednego był pewien. Maks zrobiłby i zrobi wszystko, żeby ta kobieta należała do niego. Wyglądało to na obsesję, a po przeanalizowaniu wszystkich za i przeciw doszedł do wniosku, że najrozsądniejszym wyjściem będzie wycofanie się.
Jeśli miałby być szczery to przyznałby, że jego wyrachowany wspólnik po prostu oszalał. Na tyle, że sam prawie zniszczył siebie, a potem robił wszystko by to samo zrobić Annie.
Ostatnie wydarzenia były zresztą burzliwe, ale wygląda na to, że wszystko się ułożyło.

 

A było ciężko.

Najgorzej, gdy zbliżyli się do siebie po powrocie z festiwalu.
Gdy obudził się i odkrył, że jest obok niego w łóżku, myślał że jest już po jego samokontroli.
Wtedy z pomocą przyszła mu urażona męska duma – połączenie wiedzy, że Maks zabawiał się z nią w samolocie, z późniejszym nakryciem jej w czasie masturbacji, gdy wykrzyczała imię wspólnika.

Anna.

Obrazy same zaczęły przewijać się pod zamkniętymi powiekami Josha.
A tak naprawdę tylko jeden.

Gdy Maks udowodnił mu, że Anna jest już tylko jego.

 

Nigdy nie czuł się tak paskudnie obserwując wspólnika z kobietą.
Z nią.

Weszli do hotelu bocznym wejściem. Jego pobyt w Cannes miał być krótki – w sumie ograniczał się do jednego spotkania, z Anną.
To wszystko miało inaczej wyglądać.
Zupełnie inaczej.

Byli sami, gdy wjechali do apartamentu. Mieli porozmawiać tylko w trójkę.
Przekonani, że Anna wyskoczyła na zakupy. A potem dobiegł ich przytłumiony kobiecy jęk. I Maks z rzeczowego i chłodnego mężczyzny, zamienił się w drapieżnika, który poczuł krew.

Gdy Josh dotarł do sypialni, mógł już tylko obserwować.

Rozogniona Anna na łóżku krzycząca imię Maksa.
Jego wspólnik ze stężałą twarzą, klęczący nad nią na materacu.
Żadne z nich go nie widziało.
Cały ich świat zamknął się na tej drugiej osobie.

Myślał, że Maks w nią wejdzie, ale nie.
Po raz pierwszy był świadkiem sytuacji, gdy przedłożył rozkosz kobiety nad swoją!
Chociaż nie był pewien, czy nie czerpał z tego równie olbrzymiej przyjemności.
Jęcząca kobieta i zafascynowany nią mężczyzna.
Bezbronna delikatność i zwierzęce pożądanie.

To wydawało się trwać wieki. W końcu pragnienie zwyciężyło.
A może Maks po prostu przestał się kontrolować?

I nagle przestało być tak pięknie.
Maks chciał teraz rozkoszy dla siebie.
Anna krzyczała, ale to już nie była ekstaza tylko strach.
Nie chciała tego.
Bała się.

Josh w pierwszym odruchu chciał wpaść do sypialni i przerwać ten brutalny akt, ale się powstrzymał.
Może właśnie tak to ma wyglądać?
Może to jest rozwiązanie?
Maks musi ją zranić właśnie w ten sposób?

Odrzucił od siebie wspomnienia – Anny nie czekało nic miłego. Maks był duży, brutalny i lubił się ostro zabawić. Może wystarczy mu cipka, ale jeśli jest w amoku – a z tego, co Josh widział, to Maks najzwyczajniej w świecie oszalał, to nie przestanie dopóki nie zerżnie jej w każdy możliwy otwór.

Patrzył dalej
Anna na kolanach.
Już nie krzyczała. Przestała się wyrywać.
Znajdujący się za nią Maks.

I nagle coś, czego się nie spodziewał.
Maks zamiast w nią wejść, nagle złapał ją mocno w pasie, obrócił i rzucił z powrotem na łóżko.
Krzyk mężczyzny:

- Do cholery! Spójrz mi w oczy! Myślisz, że zamkniesz powieki i będziesz w myślach rżnąć się z nim?! Powiedziałem ci już! Jesteś moja i tylko moja. Nikogo innego. Nawet Josha! Jestem tylko ja! Masz na mnie patrzeć! Zbyt długo czekałem!

Gdy Anna go spoliczkowała był pewien, że to koniec.

Wtedy Maks zaczął wbijać się do jej wnętrza. Krzywdził ją.

Gwałt. To nie było nic innego niż gwałt. To powinno być obrzydliwe, ale nie mógł oderwać od nich wzroku.
Był podniecony jak nigdy w życiu.
Z jednej strony jego umysł protestował przeciwko takiej brutalności, ale z drugiej oddałby wszystko by być na miejscu Maksa.
Wszystko jedno w jaki sposób.
Nawet w taki.
Wbić się w nią.
Czuć jej drżenie.
Ciasność.
Za wszelką cenę

I nagle Maks się zatrzymał.

A potem wszystko się zmieniło.

Coś, co w pierwszej chwili było złe.
Co nie powinno się zdarzyć zamieniło się w ideał.
Josh nie rozumiał.
Przecież robiono jej krzywdę. Nie chciała tego!

A teraz mógł tylko obserwować coś, za co byłby w stanie zabić.
Dwoje ludzi.
Kobieca miękkość i delikatność. Męska siła i brutalność.
Tak doskonałe razem!
Idealnie się uzupełniające i współgrające.
I coś jeszcze – czego się nie da wytłumaczyć tylko fizycznym przyciąganiem. Maks nie rżnął Anny. On się z nią kochał.

Josh pragnął jej – chciał jej tylko dla siebie. Ale zdał sobie teraz sprawę, że był ktoś, kto pragnął jej o wiele bardziej – Maks

 

W pierwszym odruchu chciał to przerwać, wejść, dać znać, że jest obok. Nie był w stanie.
Później chciał się wycofać i przestać na nich patrzeć.
A potem już nie mógł oderwać wzroku od kołyszących się w miłosnym uścisku ciał.

Nie był na tyle silny by odejść.
Z jednej strony nadal trawiła go zazdrość, ale z drugiej wiedział, że jest świadkiem czegoś niesamowitego.
Tych dwoje razem to, co się działo było idealne.

Zbyt idealne.
I zbyt nowe i niezwykłe dla Maksa.

Wyczerpana Anna odpłynęła.
Maks dopiero po chwili zaczął się wycofywać. Zupełnie jakby nie chciał się z nią rozstać.

Możliwe, że przypomniał sobie o obecności Josha w apartamencie.
Jedno było pewne, nie spodziewał się, że odwracając głowę napotka wzrok aktora.

To była sekunda.
Ściągnięcie brwi.
Uzmysłowienie sobie, że Josh wszystko widział.
I wrócił stary Maks.

- Mówiłem Ci, że mi ulegnie. Każda ulega. Masz jeszcze jakieś wątpliwości? – Cyniczny i zimny głos wspólnika był jawnym ostrzeżeniem. Josh nie był idiotą. Skoro Maks chciał tak grać, nie pozostawało nic innego by się dostosować.
- Żadnych. Obserwowałem was od samego początku.

Maks odwiózł go na lotnisko.
Rozmowa w samochodzie była chyba jedną z najcięższych, jaką odbyli w swoim życiu,
Dotyczyła Anny.
Wracał do Londynu czując jednocześnie radość i przygnębienie.
Stracił ją.
Ale wyglądało na to, że jego przyjaciel ma jednak serce i właśnie je oddał tej kobiecie. Chociaż może nie być jeszcze tego do końca świadom.

Kolejne doniesienia z placu boju tylko potwierdzały, że dokonał właściwego wyboru.
Tych dwoje było dla siebie stworzonych, chociaż żadne z nich nie dokonało jeszcze w pełni tego odkrycia.
Z Maksem pewnie będzie ciężej, bo nie odda swojej niezależności bez walki, ale był pewien, że Anna da radę.

Josh już szykował się na czekające go atrakcje. Nie wątpił, że po napadzie w Cannes, gdy znowu znajdą się w zamku, będzie świadkiem ciekawych sytuacji.
No i sam będzie się musiał nauczyć patrzeć na Annę inaczej.
A już na pewno, gdy tych dwoje będzie razem – bo inaczej Maks go zabije.
Tego był pewien.

Leżąca obok niego kobieta jęknęła przez sen, ściągając go z powrotem na ziemię.

Uśmiechnął się do siebie.
Niedziela zaczyna się idealnie. Oby to był dobry znak – w końcu jutro mieli otworzyć mały skarbiec.

Zerknął niżej na imponującą erekcję.
Wspomnienia pobudziły krążenie, a obok czekała chętna kobieta.

Nie zdążył się odwrócić w jej stronę, gdy rozległ się cichy sygnał.
To nie była zwykła komórka.
Oboje z Maksem mieli telefony awaryjne, z których korzystali tylko w gardłowych sytuacjach.
To był właśnie ten telefon.

Podniecenie błyskawicznie zastąpił strach.
Coś się stało z Anną.

Gdy odebrał początkowo myślał, że śni.
Potem, ze Maks oszalał.
Dopiero w chwilę po rozmowie dotarło do niego, że to nie koszmar tylko prawda.
Anna wyrolowała ich obu.

Działał jak maszyna.
Standardowe wytłumaczenie związane z problemami w jednej z posiadłości i pozbył się balastu w postaci leżącej jeszcze chwilę wcześniej w łóżku aktoreczki.
Kilkadziesiąt minut później leciał do Irlandii.

Nie kontaktował się z Maksem.
W czasie wcześniejszej rozmowy zdołał tylko uzyskać szczątkowe wiadomości.
Wiedział tylko, że Anna napadła na wystawę.
Nie znali rozmiaru szkód. Nie wiedzieli ile ukradła.

W czasie lotu układał w głowie kolejne scenariusze i plany awaryjne.
Najgorsze, ze na część klejnotów mieli już kupców.
Za cenę o wiele wyższą od rynkowej – bo wiadomo było, że Leviev nie sprzeda niektórych swoich okazów.
Przez takie nieprzemyślane działanie tracili o wiele więcej niż zarobek.
Ich wypracowana pozycja właśnie zaczynała się chwiać w posadach.

Należało jak najszybciej ustalić co Anna ukradła i gdzie są pozostałe eksponaty.
Dopóki były w Europie mogli zorganizować kolejny napad.
Ryzykowne, ale mając z jednej strony utratę wiarygodności a co za tym idzie kolejnych zleceń, a z drugiej ryzyko związane z szybkim przygotowaniem kolejnej akcji – nie było nad czym się zastanawiać.

Check lista była gotowa zanim wylądował w Irlandii.
Już w czasie lotu na zamek, na pokładzie własnego śmigłowca, Josh wykonał kilka połączeń.
Teraz pozostało czekać.
Interpol i francuska policja udzielały tak mylnych i rozbieżnych informacji, również we własnych szeregach, że nie sposób było cokolwiek zaplanować.

Spodziewał się Maksa.
Nie było ani jego, ani towarzyszących mu w Cannes ochroniarzy.

Josh nie marnował czasu.
Uruchomił możliwe kontakty.
I znowu odbijał się od ściany – zero sprawdzonych informacji, co ukradziono. Zero potwierdzonych doniesień gdzie jest reszta wystawy.
Media spekulowały odnośnie wartości ukradzionych precjozów, oscylując w granicach kilku milionów euro.
Jeśli kilku to co się stało z resztą?!

Nerwowa reszta niedzieli i jeszcze gorsza noc nie przyniosły odpowiedzi.

W poniedziałek rano przyleciał Sean.
Wykończony zdał relację z ostatnich wydarzeń.
Maks rozpoczął polowanie.

Josh wysłuchiwał go w milczeniu, zastanawiając się jednocześnie gdzie popełnili błąd.
Jak mogli tak błędnie ocenić Annę.
Była szczera. Ufali jej.
A ona ich zawiodła, okłamała i zniszczyła.

Musiał wyłączyć emocje.
W tej chwili najgorsze, co mógł zrobić to traktować Annę i myśleć o niej tak jak przed tym zdarzeniem.
Frustrujący był brak kontaktu z Maksem.
Ale jeszcze bardziej brak odpowiedzi ze strony informatora w Interpolu. Cała grupa „Różowa Pantera” po prostu zamilkła.

Grać na czas.
Jedyne, co mógł to grać na czas.

Na razie z dostawcami.

Wymówka w postaci nadspodziewanie wzmożonej aktywności żandarmerii po napadzie i konieczność wykorzystania alternatywnych kanałów transportu o dziwo się sprawdziła.
Zachłanność ma to do siebie, ze oślepia.
Tak samo nałożyła klapki na oczy zamawiającym, którzy byli jak najbardziej skłonni poczekać na dostawę, byleby tylko dostać w swoje ręce tak upragnione skarby.

Przetrzymał do końca dnia i gdy był o krok od podjęcia próby kontaktu ze wspólnikiem usłyszał drugi śmigłowiec.
Maks!

Spotkali się w gabinecie i Josh po raz pierwszy się go przestraszył.
W Maksie nie pozostało nic dobrego.
Patrzył w oczy człowieka bez duszy.

Dopiero gdy zamknęli za sobą drzwi Maks się odezwał.
- Musimy ją znaleźć za wszelką cenę. Ukradła wszystko.

Josh oparł się o biurko.
Po raz kolejny myślał, że się przesłyszał.

- Ukradła wszystko. Ogłoszą to za kilka dni, ale zwinęła biżuterię za ponad 110 milionów dolarów. Pomijając drobiazgi, w jej rękach jest całe nasze zamówienie. Jeffrey jest na razie we Francji. – Josh milczał wiedząc, ze to nie koniec.

- Doszliśmy kto jej pomagał w hotelu. Wyciągnąłem z niego wszystko. Szukamy białego Renault Clio z 2003 roku. Tablice francuskie, ale mogła zmienić. Ten kretyn umarł zanim powiedział czy ma jakieś na zmianę.
Josha to nie zdziwiło. Sam po zdobyciu potrzebnych informacji pozbyłby się świadka
- Ostatnie miejsce, gdzie ktoś pamięta samochód to dziura – La Bastide. Mogła już samochód porzucić, ale będziemy mieli kolejny punkt na mapie. Znajdę ją.

To nie brzmiało dobrze. Josh sam chciał Annę znaleźć – oczywiście razem z artefaktami, ale w głosie Maksa było coś więcej.
Odłożył to.
Nie czas na analizowanie samopoczucia wspólnika.
Musieli znaleźć Annę.

Mieli dwa tygodnie. Tyle czasu udało się wynegocjować na dostawę.

Postawili na nogi wszystkie kontakty.
Anna nie zniknęła
Zostawiła ślad.
Kamery monitoringu uchwyciły ją na stacji benzynowej.
Potem znaleźli samochód.
Kilka godzin później dotarli do kierowcy tira, który podrzucił ją kilka kilometrów do innej miejscowości.
Kierunek, w którym się przemieszczała jasno wskazywał, że udaje się do Paryża.

Z Maksa wyszedł diabeł.
- Myśli, że w dużym mieście będzie bezpieczna i anonimowa. Niech tylko wpadnie w moje ręce. Będzie żałowała, że nie zdechła kiedy .. -
Nie skończył. Wyszedł.

A Josh zrozumiał, że zamiast pokochać, Maks znienawidził Annę ze wszystkich sił. Całym sobą, każdą komórką ciała pragnął ją zniszczyć, skrzywdzić i zranić.
Sprawić taki ból, by z każdym oddechem błagała o śmierć.

Pętla wokół kobiety zacieśniała się coraz bardziej.
Kończył im się czas, ale byli coraz bliżej.

Paryż.
Tylko gdzie?

Maks nie czekał, aż Anna się zjawi.
Rzucił wszystkie siły do Paryża.
Ostatnią z dyspozycji było przygotowanie do lotu helikoptera i prywatnego samolotu na pobliskim lotnisku.
Cel – Paryż.

- Zwariowałeś! – Josh oponował. – Nie możesz się zdradzić.
To był jedyny argument, który mógł trafić do Maksa.
Josh wiedział, ze jeśli Maks dotrze do Anny to obedrze ją żywcem ze skóry. Musiał odwlec wszystko w czasie i nieopatrznie złapał go za ramię.

Kilkanaście minut później Maks startował z lądowiska przy zamku, a Maria usiłowała ocucić nieprzytomnego Josha.
Jeden celny cios i Maks pozbawił go przytomności.
Nic nie mogło stać mu na przeszkodzie.
Celem nie była biżuteria.
Celem była Anna.

Gdy Josh doszedł całkowicie do siebie było już późno.
Najprawdopodobniej za późno dla Anny.
Maks wyleciał kilka godzin wcześniej

Znał wspólnika – był już zbyt blisko zwierzyny by jej nie złapać i by ta przeżyła.
Wątpliwości, że ją dopadnie nie miał żadnych.
I znał Maksa z byt długo, żeby nie wiedzieć, że jakakolwiek próba powstrzymania go nie ma sensu.
Maks był w tej chwili głuchy i ślepy – .

Jedyna rzecz na jaką sobie pozwolił był kontakt z Seanem, a dokładniej przesłanie wiadomości „gdy będzie po wszystkim daj mi znać.
Nie chciał pisać, że ma go poinformować gdy ją dopadną.

Krążył bez celu po zamku, zastanawiając się jak do cholery tak się to wszystko skomplikowało.
Jak mógł tak źle ją ocenić,
Gdzie popełnili błąd.
Ale coraz częściej jego myśli koncentrowały się na jednym.
Co jej zrobi Maks gdy ją dopadnie.

Sam nie wiedział kiedy zawędrował do dawnego pokoju Anny.
Podarowany obraz cały czas wisiał w saloniku.
W garderobie i szafach były jej ubrania.
Obok łózka leżał Milton i pusta butelka po kolekcjonerskim okazie Whisky,
Bezmyślnie złapał ją do ręki i powąchał.
Zero zapachu alkoholu.
Wypłukana?
Bez sensu!
Dlaczego jej nie wyrzuciła.
Odpowiedź przyszła sama – bo to była rzecz, na której Maksowi zależało. Nie umiała.

I wtedy przyszło opamiętanie.
Do cholery!
Jest jakieś wyjaśnienie tego, co się stało i co zrobiła
Maks ją złapie – to więcej niż pewne, ale musi ją ochronić zanim coś jej zrobi.
Musi dać jej możliwość wytłumaczenia się.
Szansę!

Zerwał się jak oparzony. Sięgnął po telefon by wydać dyspozycje dotyczące przygotowania kolejnego śmigłowca i samolotu na lot, gdy w tym samym momencie komórka zawibrowała.
Jeszcze nie miał złych przeczuć.
W końcu od wyjazdu Maksa minęło tylko kilka godzin.
Wiadomość od Seana „wracamy” odebrała mu oddech.
Wieczność – tyle czasu upłynęło od otrzymania wiadomości do wylądowania śmigłowca.
Josh czekał na nich na lądowisku.

Ochroniarze, na końcu Maks niosący większą torbę i koniec. Nikt więcej.

Maks minął go bez słowa.
Nawet na niego nie spojrzał.
Josh jak automat odwrócił się i podążył za wspólnikiem.

Nie miał wątpliwości, ze ją dopadli.
Nie chciał wiedzieć od innych co Maks zrobił Annie.
Chciał by on sam powiedział mu wszystko.
Patrząc w mu prosto w twarz przyznał się jak ją skrzywdził.

Chciał czekać, ale nie wytrzymał.
- Co z nią jest?

Maks zamknął drzwi gabinetu. Sprawdził czy zasłonięto wszystkie żaluzje i położył pakunek na biurku.
- Nie było jej. Ale było coś innego. Sprawdź.

Josh z niedowierzaniem otworzył torbę i zaczął wyciągać zawiniątka.
Rozwijał bibułę i jego oczom ukazywały się naszyjniki, bransolety i kamienie. Mógł praktycznie odhaczać kolejne punkty z listy z zamówieniami.
- Nie sprawdzałem, ale jestem pewien, ze jest wszystko, co ukradła.

Josh spojrzał z niedowierzaniem na wspólnika.
- Jak wszystko? A gdzie Anna?

Maks sięgnął do kieszeni i wyciągnął pogniecioną kartkę.
- Wszystkie ślady prowadziły do Paryża. Im bliżej tym więcej szczegółów. Potem jeden z naszych dotarł na Montparnasse. A w informacji chwilę wcześniej jakaś kobieta pytała się o Apostrophe hotel. Byliśmy tuż za nią. Inni szukali dalej, ale ja wiedziałem, że ona tam już jest. Zameldowała się dosłownie pół godziny wcześniej. Na łóżku były dwie rzeczy – ta torba i ten list.
Jej nie było. Nigdzie.

Josh patrzył na słowa. Odręczne pismo. Widać, że ktoś się spieszył. Ale charakter pisma i tak ładny. Już wcześniej taki widział – gdy Anna robiła odręczne notatki.

„Przepraszam. Nie chciałam. Zwracam wszystko. Nie szukajcie mnie. Nikomu nic nie powiem”

Gdy tylko Josh kończył czytać, wracał znowu na początek tekstu.

Anna uciekła.
Nie wiedział jak, ale jej się udało.
Czyli to już koniec.
Koniec cudownego i nierealnego epizodu
Koniec kłopotów.

Zaczerpnął powietrza by o tym powiedzieć Maksowi, ale się nie odezwał.
Wspólnik patrzył mu prosto w oczy – i jeśli spojrzenie mogłoby krzyczeć, to wszyscy w promieniu kilku kilometrów ogłuchliby od wrzasku pełnego gniewu, nienawiści i żądzy zemsty.
Gdyby nie to, że Josh wiedział, że ta nienawiść nie jest skierowana w jego stronę, to by go teraz zastrzelił w samoobronie.

Ledwo opanował odruch by się cofnąć, gdy Maks wstał. I tylko przytakiwał, gdy ten wydawał kolejne polecenia.

- Przygotuj towar do wysyłki. Wszystko oprócz tego szmaragdowego naszyjnika. On jest dla mnie. Zleć potem przygotowanie oświadczenia. Wszystko jedno co, wycofuję się. Może kupią bajeczkę o ucieczce na bezludzie by rozkoszować się odkrytą miłością. – Z każdego słowa Maksa ściekał jad.

- Jak długo cię nie będzie?

Maks nie patrzył na niego. Sam wyłowił interesujący go artefakt i oglądając go uważnie odpowiedział.
- nie wiem. Zależy od tego ile czasu zajmie mi polowanie.

Josh nie zadawał więcej pytań.
I tak miał pełno roboty.

Powrót do Londynu.
Dostarczenie towaru.
Agencja. Ta spisała się na medal – umieszczone w największych szmatławcach informacje dotyczące ucieczki milionera wraz z narzeczoną zapchały na chwilę rynek. A potem jego miejsce błyskawicznie zajęli inni. Uwagę zwracał, jako łajdaczący się wszędzie hulaka, a nie jako zakochany i porządny narzeczony.

Gdy Josh odzyskał chwilę oddechu zadzwonił do Maksa. A przynajmniej próbował.
Kolejny telefon – tym razem do Sean’a wyjaśnił wszystko.
Maks wyjechał.
Pracownikom oznajmił, że musi odpocząć.
Rozdysponował zadania na czas jego nieobecności i po prostu wyjechał.

- Na jak długo?
- Nie mówił.
- A zadania? Po tym nie wywnioskujesz? – Josh chwytał się już brzytwy.
- Nie szefie. To, co mamy robić może trwać tydzień, miesiąc i rok.
- A..? – nie skończył. Sean mu przerwał.
- Znajdzie ją. Szef wie, tak samo jak ja co robi. Musi ją złapać. I szef wie, że mu się to uda. Prędzej czy później, ale ją dopadnie. A wtedy niech Bóg ma ją w swojej opiece. To, co zrobił temu biednemu francuzowi by wyciągnąć od niego jak obrobiła wystawę będzie niczym.
Sean zamilkł, ale się nie rozłączył. Josh tkwił w bezruchu, sam nie rozumiejąc, dlaczego nie przerwał rozmowy.
I wtedy ochroniarz złamał się i coś dodał.
- nie powinienem tego mówić i jeśli szef się wygada to już nie żyję.
Cisza.
Dopiero po chwili kontynuował.
- Ja mam jedno zadanie. Helikopter, samochód i samolot mają być w ciągłej gotowości. A ja mam czekać na telefon i wtedy z takim pudełeczkiem jechać tam gdzie Maks mi każe. Natychmiast.
- Co jest w środku? – Josh spoważniał.
- Nie mogę otworzyć.
- Co jest w środku? – Josh ponowił pytanie, tym razem nie pozostawiając złudzeń, że nie wykonanie polecenia będzie szaleństwem
Sean zajęczał.
- Szefie. Mam zakaz. Maks będzie wiedział. Płaskie pudełko. Takie kwadratowe. Z zatrzaskiem, przewiązane wstążką. Nie da się zdjąć.

Josh kojarzył błyskawicznie. Pudełko na biżuterię, szmaragdowy naszyjnik, który Maks kazał zostawić, polowanie na Annę.
Wezwie Seana, gdy ją znajdzie.

Pytanie tylko czy wezwie go przed czy po tym jak z nią skończy.
I wtedy podjął decyzję.

Nie miał złudzeń, że Maks ja dopadnie, a kiedy dopadnie to wyładuje na niej cały gniew i nienawiść. Za to co mu zrobiła, za to co do niej poczuł i za to, że zaczęła go wyciągać z jego skorupy.
Anna na to nie zasługiwała.
Nie tak.
Nie w ten sposób.

Musiał też jej szukać. Musiał ją chronić.
Jeśli ja znajdzie pierwszy ma większe szanse by oboje przeżyli.
Jeśli Maks ją dopadnie przed nim, to musi mu przeszkodzić.
Istniał cień szansy, że w tej jego chorej zemście naszyjnik grał jakąś rolę. I może jakimś cudem poczeka. Nie zabije jej od razu.

- Sean. Słuchaj mnie uważnie. Natychmiast, bezwzględnie natychmiast, kiedy tylko Maks się z tobą skontaktuje, masz natychmiast do mnie zadzwonić. Nieważne co, gdzie i jak. Rozumiesz? I nie wolno wspomnieć o tym Maksowi. Nikomu nie wolno.

Przez pierwsze dni Josh nerwowo sprawdzał co chwilę komórkę.
Czy nie dzwoniła.
Jaki jest zasięg
Czy jest naładowana.

Dni zamieniły się w tygodnie.
Kontrolne telefony na zamek.
Sprawdzenie ludzi.
Raporty.
I zawsze rozmowa z Seanem ze standardowym pytaniem „czy wszystko bez zmian?”

Było bez zmian.
Maks się nie odzywał, ale ubywające fundusze na jednym z kont wskazywały, ze nadal żyje.

Krążył po Europie.
Czasami wybierał większą ilość gotówki.
Wtedy Josh ze zniecierpliwieniem czekał na kolejną wypłatę – nigdy nie było wiadomo, gdzie tym razem nastąpi.

Początkowo panował chaos.
Paryż.
Cannes.
Zurich
Rzym
Warszawa
Londyn

Nastał październik, gdy Josh ze zdziwieniem stwierdził, że Maks jest na wyspie.
Cork?

Kolejna wypłata również w Cork zapaliła czerwone światło.
Maks złapał trop.
Josh nie czekając na telefon, przyjechał do Irlandii.

Na razie został w Dublinie, ale przez skórę czuł, że niedługo nastąpi tak niechciana przez niego konfrontacja z Maksem.
A Anna?
Co z nią? Jak teraz wygląda? Jak dała radę tak długo się chować?
Czy zdąży na czas?

Telefon od Seana następnego dnia rano -  mimo iż spodziewany zatrzymał mu świat.
- Pamięta szef polanę, z której szefa odbieraliśmy z prezentem? Mam tam być jutro w południe.

Początkowo nie zrozumiał co Sean mówi. Jaka do cholery polana?
Jaki prezent.
I wtedy go olśniło.
Wróciła!

Wróciła w miejsce, gdzie ją spotkał.
Była tuż pod ich nosem.
Tak długo
I tak ją znaleźli.
Teraz najważniejsze było, żeby zdążył przed Maksem.

Co prawda z polany gdzie wtedy wylądował helikopter można było dotrzeć w różne miejsca, ale nie miał wątpliwości że Anna jest tam.
Błogosławiąc w duchu pieniądze i prywatny samolot leciał do Cork.
Tam czekał na niego przygotowany wcześniej landrover.
Pamiętał doskonale co się działo gdy jechał tą drogą p oraz ostatni

Nie mógł sobie pozwolić na żadne opóźnienia czy wypadek.
Już i tak było późno.

Modląc się by tym razem nie wysiadła nawigacja, prowadził na granicy bezpieczeństwa.
Najpierw myślał, ze źle widzi ale po chwili zwolnił przeklinając jak szewc
Zaczął padać śnieg
Nie powinien
Nie zapowiadali żadnych opadów

Dokładnie tak samo jak wtedy gdy ją znalazł
Znak?

Pieprzyć znaki
Musi dotrzeć do niej przed Maksem.

Zaczął rozpoznawać okolicę.
Skręcił. Ściemniało się coraz szybciej.
Tu rozbił się poprzednio. Jest już blisko.

Zwolnił jeszcze bardziej i wjechał w las by ukryć samochód, tym samym prawie przywalając w tył stojącego przed nim pojazdu.

Tez przyjechał przed chwilą – śnieg pokrywał cienką warstwą dach i tył wozu. Z przodu roztopił się pod wpływem ciepła dochodzącego spod maski.

Josh nie miał wątpliwości, ze to Maks.
Tak samo jak on, uznał to miejsce jako idealne na schowanie wozu.
Natychmiast wyłączył silnik.

Maks nie mógł być daleko, a  tym samym pewnie go już usłyszał.
Schował szybko broń w kieszeń kurtki – tam gdzie nigdy jej nie nosił i wyskoczył z  wozu

Ruszył na przełaj w kierunki wieży, usiłując jednocześnie wyłapać cokolwiek w coraz bardziej mrocznym otoczeniu.
Dojrzał wieżę. W oknie sypialni widać było światło. I do Josha wróciła ta zamieć i chwila gdy myślał, ze umiera i widzi anioła.

- Jesteś. – cichy szept. Nie mógł go pomylić.
Odwrócił się i spojrzał prosto w oczy stojącego za nim Maksa.

A przynajmniej tego, co z niego zostało.
Widząc go nie miał wątpliwości, że Maks ją zabije.

I wiedział, ze jest wspólnik, a właściwie były wspólnik jest tak zdeterminowany, że będzie musiał go zabić by mu w tym przeszkodzić.
Problem polegał na tym, ze teraz nie miał z nim najmniejszych szans.
Silniejszy i sprawniejszy w walce wręcz – dodatkowo napędzany przez nienawiść.
A on nie miałby teraz szansy na wyciągnięcie broni.

Musiał grać na zwłokę.
- Znaleźliśmy ją.  – Maks lekko podniósł brew. Nie zdążył odpowiedzieć, bo obaj usłyszeli charakterystyczne skrzypniecie.
Ktoś otworzył drzwi w wieży i dosłownie wyskoczył na zewnątrz.
Obaj z niedowierzaniem patrzyli na obracającą się wokół własnej osi kobietę.

Ubrana zbyt lekko, w jeansy i sweter wirowała wokół własnej osi, wystawiając twarz w stronę nieba.
Rozpuszczone włosy tańczyły razem z nią.
Na chwilę się zatrzymała, zamknęła oczy i pozwoliłaby płatki śniegu opadały na jej twarz.

Tak szybko jak się pojawiła, zniknęła w środku.
Josh bezwiednie ruszył w jej stronę i poczuł nagle przeszywający ból.
Gdy upadł zdołał się jeszcze odwrócić. Maks stał tuz nad.
- Wybacz, muszę to zrobić sam.

Drugi cios znokautował Josha na dobre.
Zanim stracił przytomność zobaczył Maksa idącego w stronę wieży.

 

 

** ** ** ** ** ** ** **

Paradoks – część XXXIII

Paradoks – część XXXV

Polubienia 78
Wyświetlenia 4399

Podobne wpisy:

  • lubię Twoje „na fali” :D

    • Dzięki. W innym tekście kogoś kroję i jakoś nie mogłam wyjść z klimatu

  • klo

    Więcej tej fali! Nie wiem co innego mogę dodać:)

  • Aleksandra

    Świetny fragment, w którym ujęłaś to czego brakowało w ostatnich epizodach. Po raz kolejny jestem pod wrażeniem. Dziękuję. :)

    • Uff .. to ja dziękuję. Pisanie wersji beta jest cięższe niż myślałam :D

  • ania s

    Lubie to!:)

  • Cała przyjemność po mojej stronie .. poważnie.

  • A tak z ciekawości i jak najbardziej poważnie – jak obstawiacie ciąg dalszy?
    Żeby nie było – wersja A jest już napisana, wersja B jest w trakcie tworzenia – ale intryguje mnie co u Was w głowach i sercach się dzieje?
    Maks, jednak Josh czy żaden?

    • klo

      Czuję, że Josh się nie pozbiera z ziemi i Maks zajmie się Anną, natomiast mam nadzieję że ogarnie się na czas albo Anna w końcu opanuje swoją chuć :D

      • ej … ma serio? Ma opanować chuć?
        Chociaż co tam się z nią działo przez te kilka miesięcy?
        Jedno czego nie będzie to ciąża – to by było takie banalne ;P

    • Nasty

      Myślę że Maks kocha główną bohaterkę ale jak większość facetów typu macho boi się sam przed sobą do tego przyznać :) do tego zdrada i ucieczka ukochanej uraziła jego męską dumę :)moim zdaniem facet zmięknie, w końcu mu na niej zależy no i zabrał ten naszyjnik co się jej podobał :D a ten Josh to taka męska pipa :P
      pozdrawiam Autorkę :) już nie mogę się doczekać zakończenia :) siper że wrocilas do publikacji tekstów:)

      • Dziękuję. Ja nie teoretyzuję bo pewnie za dużo bym zdradziła … jak nie to co sami tutaj niedługo przeczytacie to wersję książkową :D

    • klo

      Generalnie ciągle mam sprzeczne uczucia co do tego jakiego chce zakończenia. Dwie rzeczy strasznie mnie rażą mnie w oczy od samego początku. Co miał Josh w głowie chcąc dzielić się Anną z Maksem, który był wtedy jego najlepszym przyjacielem/bratem.. (wtf?!), pamiętamy ich niedoszły trójkącik. Druga rzecz to to cholerne niezdecydowanie bohaterki, chce być z Joshem a daje d… Maskowi. Bądź tu człowieku mądry. Najzdrowiej będzie jak się uwolni od nich chyba :D

      • hahaha … czyli będzie ciekawie.
        Nie ukrywam, że fajnie się czyta co myślicie na ten temat.

        PS> co do chęci dzielenia .. to fantazje i męskie pragnienia są różne. Sytuacja z życia wzięta tak na marginesie.

        • klo

          Tyle, że w tym przypadku co Josh z tego ma :) Pchnął Annę w ręce Maxa a ten dzielić się już nie zamierza :D

          Ale muszę przyznać, że sama bym takich samców chciała wokół siebie, może tylko trochę bardziej zrównoważonych :D

      • Natalia

        Mnie też razi te niezdecydowanie bohaterki , jest jak chorągiewka na wietrze , nigdy nie wiadomo czego się po niej spodziewać ;) Ja mimo wszystko mam nadzieję na happy end czyli na to że maks się opamięta i będą razem wydaje mi się że tylko on mógłby ją jakoś ogarnąć ;D

        • No żesz … jak opublikuję zakończenie będę się wypowiadać pod komentarzami. Cały czas się boję, że mi się za dużo wymsknie.

          Ale już tak pomijając „Paradoks” czy nigdy się Wam nie zdarzyło chcieć dwóch rzeczy, które wykluczały się nawzajem. No w tym przypadku ewidentnie ciągnie bohaterkę do obu mężczyzn. W jednym widzi pewne cechy, a coś zupełnie innego uwodzi ją w drugim.
          Jeden działa na jej umysł i daje poczucie bezpieczeństwa, a drugi doprowadza do szalu zmysły i sprawia, że zatraca się w nim całkowicie.
          I co wtedy wybrać? Co powinno wygrać?
          Rozsądek czy namiętność?
          Bezpieczeństwo czy pożądanie tak silne, że aż niszczące?

          … kurcze.. chyba użyję tych słów w opowiadaniu

          A co czy raczej kogo Wy byście wybrały?
          Bo czy da się żyć bez namiętności?
          Ale czy sama namiętność wystarczy?

          • Natalia

            Ja zdecydowanie wybrałabym Maksa , on wzbudza w niej nie tylko pożądanie ale myślę że przy nim też czuje się bezpiecznie ,a wydaje mi się ze ten typ faceta jak już odda komuś serce to na zawsze.

          • klo

            Ja czuję, że bohaterka wybierze Maksa jednak :) A co do bezpieczeństwa w sensie takim, że nikt jej nie skrzywdzi to jestem pewna, że on jej to zapewni. Gorzej już z tym bezpieczeństwem przy nim samym, bo jak on wybuchnie to będzie piekiełko :D

          • Natalia

            Mam nadzieję ze wybierze ;D Myślę że Maks tez by jej nie skrzywdził , najwyżej parę kłótni ale on tego jeszcze nikt nie umarł a i dodają one trochę smaku , w końcu najprzyjemniejsze jest godzenie się ;D a coś czuje że seks na zgodę tych dwojga to byłby istny pożar ;D

    • Miss B

      Obaj, ale na jej warunkach, bo to jednak twarda babka jest… hihihi :D

  • Gosia

    Wow! Odebrało mi mowę. Dosłownie.

    • Mam nadzieję, że to pozytywny odbiór był :)

      • Gosia

        No oczywiście że tak :)

  • a

    Kiedy kolejna czesc

  • Askaa

    Ja się o nią jakoś dziwnie boję…jaki miałam stres czytając.. najpierw na szybko literki „przelecialam”,a później dopiero na spokojnie:D

    Nie wiem co może się dalej wydarzyć,więc czekam…:)

    • heh .. ja też nie.
      I wiesz co? Uwielbiam pisać te opowiadania! Te teksty tworzą się same i ktoś mi kiedyś powiedział, że obserwując mnie nie wie kto z większą niecierpliwością czeka na rozwój sytuacji – czytelnicy czy ja :D

      • Askaa

        Wyobraź sobie jaką my mamy frajdę,że Ty się cieszysz,że piszesz,że my zaś możemy czytać:D
        BARDZO lubimy Twoja „falę”

  • magda

    cudowny soczysty dlugi kawal dobrego czytania:-)
    Jestem glupia i banalna romantyczka i lubie zwiazki kobiet z lajdakami dlatego tez mam nadzieje ze maksiu zmieknie jak ja ulzy i bedzie happy kurde end:-)

    • no.. nie powiem, jaki będzie koniec (ani tu, ani w książce)
      :D

  • Długo mnie nie było, ale jestem :)) „Miłość”, która ma w tle datę ważności człowieka jest trochę inna…

    Tutaj patrzę, że dzieje się tyle, aż wybuchnie :D. Jak mi Was wszystkich brakowało, boszz, jak ja mogłam odpuścić sobie Internety?!? Ale już będę ;)
    Pozdrawiam

    • Są priorytety i Internety :D
      Tez tęskniłam.

  • Nasty

    Powiedz Kochana Autorko że opublikujesz dzisiaj zakończenie ? :) Tak ładnie prosimy :) <3

    • Emma

      Niee, nie kończ jeszcze definitywnie tej historii. Ta trójka jest tak za****ta;), że nie możesz tego juz zakończyć!! Prooosze;)

      • Natalia

        Mi się wydaje że ta historia zbliża się już do końca i uważam że to dobrze, czasami lepiej zostawić niedosyt niż przedobrzyć i nie mogę się już doczekać kiedy nadejdzie koniec (mimo, że jestem fanką Paradoksu )

  • Lesiu

    TAAAK ! To jest to czego mi brakowało :) Kiedy kolejna część???? Mam nadzieje że nie długo :)

  • ufff.. właśnie kończę pracę na dzisiaj i siadam do mojego ukochanego zajęcia …. – dokładnie tak .. piszę.
    Znając siebie mogę trochę stracić kontakt z rzeczywistością, więc proszę się nie denerwować :)
    Tym razem postaram się również nie położyć na „5 minut” :D

    • thegirlfromPraga

      Ja tu wytrzymać do kolejnej części…

  • Wiktor

    Witaj!!!. Dzięki Aniu za nową część. Już się stęskniłem za Twoimi tekstami. Ależ się porobiło. Pozdrawiam Wiktor

  • karolinaaaaaaa

    a ja bym kopneła w dupe ich obu :)

    • Ktoś mnie na pewno kopnie. Jak tylko wydostanę się z pracy dopisuję resztę i publikuję :D
      I będzie po pierwszej części Paradoksu … ale aż prosi się o drugą. Bo przyznam się Wam, że cyrk i jazda dopiero się zaczynają :D

      • Emma

        Yeaah:)

  • wskakuję na chwilę – Paradoks potrzebuje kilku stron, ale wykończyłam nie opowiadanie tylko siebie. jeden dzień obsunięcia w planie jest karygodny, ale konieczny.
    przepraszam Was z całego serca

  • Nasty

    Czyli to znaczy Aniu że dzisiaj w nocy będzie nowa część ? :)

    • siedzę nad cholerstwem :)

      • thegirlfromPraga

        czekamy :D pisz spokojnie :)

  • Issle

    Najlepsze zakończenie to takie, w którym Maks ją zabija, Josh widzi to, ale niestety nie zdąży uratować ukochanej i z rozpaczy zabija Maksa a potem zaszywa się gdzieś w dziczy, dożywa późnej starości i codziennie wyrzuca sobie, że jej nie uratował. Nie może się z tym pogodzić i już nigdy nie zwiążę się z żadną kobietą i umrze w samotności. Piękne melodramatyczne zakończenie. Tylko tak uratujesz to opowiadanie :D

  • Miss B

    A ja myślę że Ania powinna wreszcie uświadomić obu panom, że nie są pępkami świata, że jej pragnienia też są ważne, bo do tej pory jakoś chyba im to umknęło… Myślę, że w czasie gdy się ukrywała, Przemyślała sobie wszystko, nabrała pewnego „dystansu”, teraz wreszcie naprawdę sama wie czego chce… Iiii… W końcu pokaże KTO TU NAPRAWDĘ RZĄDZI!!!
    ;)

  • jestem, jestem … wleci ten „P”, ale na koniec to się nie zanosi.. masakra

    • a

      Czekamy z niecierpliwoscia na ciąg dalszy.!!!!

    • Miss B

      Haaaaallooooo? Jest tu kto? :(

      • tak Miss B. Jestem. osobiste komplikacje. coś mi się wydaje, że ten koszmarny rok musi się zamknąć żeby w końcu zła passa się skończyła.

        • Miss B

          Mam podobnie…. Ale pocieszam się, że co nas nie zabije…. Więc uszy do góry ;D

          • Trzy godziny temu bym się pewnie z Tobą zgodziła, a teraz mam wrażenie że ta cholerna siła wyższa rzeczywiście chce mi wszystko złe skumulować w okresie 12 miesięcy.
            Jak tak dalej pójdzie, to jednak do 2 grudnia diabli mnie wezmą i się nie przekonam, czy moja teoria jest prawdziwa.

          • ?!

  • the

    istnieje jeszcze szansa na następną cześć?

  • Lesiu

    Kiedy kolejna część ??? Może na Mikołaja ? Kocham Twoje opowiadania ale mają jedną wadę… baaaardzo długo trzeba czekać na koleją część :D

    • Potrzebuję jeszcze chwili .. przepraszam za te opóźnienia – nawet nie wiesz jak mi z tym źle. Ale muszę się nabrać jeszcze siły.

      • Miss B

        Czekanie zaostrza apetycik… ;)
        A ja, już zacieram rączki :D

      • the

        Czekamy!!! Kurcze chyba będę musiała od początku całość przeczytać bo już nie pamiętam co się działo:P

  • Pardorka

    kochana ja cie bardzo proszę bo już nie mogę się doczekać zrób świąteczny prezent i wrzuć coś błagam jestem tu codziennie i sprawdzam :)

  • Pingback: Paradoks XXXIII | Skrywane pragnienia()

  • Pingback: Paradoks XXXV | Skrywane pragnienia()