Pogromca wampirzycy I

30 października, godzina 17:20.

Jeszcze kilka drobiazgów i będę wychodzić z biura. Powiadomienie o przychodzącej rozmowie zauważyłam czystym przypadkiem. Telefon jak zwykle ustawiony na milczy leżał odłogiem, wśród tony papierów i drobiazgów. Mignęło światło, nie patrząc nawet kto, dzwoni wetknęłam słuchawkę w ucho i odebrałam.
- Proszę? – Niech to szlag! Gdybym była spojrzała! Ale nie! Zapracowana idiotka nie raczyła zerknąć kto dzwoni! Za głupotę się płaci.
- Cześć Anka. Co tam u Ciebie? – Zapaliła mi się lampka. Na razie na pomarańczowo. Mój cudowny braciszek nie zwykł dzwonić od tak sobie. Każdy telefon był głęboko przemyślany i zawsze wiązał się z jakąś przysługą lub prośbą. Tym razem nie było inaczej.
- W porządku, jeszcze w pracy jestem. A co? – Od dawna przestałam bawić się w subtelności. Nie miało to żadnego sensu. W dodatku byłam zbyt zjechana pod koniec dnia, by zachować pozory swobodnej konwersacji. Misiu był dobry, ale ja zbyt wiele razy widziałam odstawiane przez niego akcje, by dać się nabrać. A przynajmniej tak uważałam.

- Jeszcze w robocie? Zupełnie się nie oszczędzasz. Zdecydowanie za dużo pracujesz. Powinnaś odpocząć i się zrelaksować. – Mała pomarańczowa lampka w mojej głowie zaczęła błyskać wściekle na czerwono.
- Michał, czego chcesz? – Może i nie było to uprzejme, ale moralizatorski ton wypowiedzi mojego braciszka zaczynał mnie mocno wkurzać.
- Zdecydowanie jesteś przepracowana. Tak się właśnie zastanawiałem z Małgorzatą i chciałem Tobie zaproponować, żebyś przyjechała jutro do nas wieczorem. Po ostatnim rozstaniu i tak będziesz siedziała w domu, a przynajmniej się rozerwiesz. – Nie odzywałam się tylko dlatego, że mnie zatkało. Moje życie nie powinno w takim stopniu zajmować mojej rodzinki. Ale niestety braciszek przyjął to za dobrą monetę. Kontynuował, a ja przynajmniej dowiedziałam się jak wygląda jego plan ratowania mojego zdrowia psychicznego.
- Zdecydowaliśmy się zaprosić grupę naszych znajomych z dziećmi na wieczór. Halloween daje tyle ciekawych możliwości i opcji. A jak wiesz każda szansa spotkania się z przyjaciółmi i w dodatku przebywania z pociechami jest warta wszelkich starań i wysiłków. Dołączyłabyś do nas. Nie będzie przecież tkwiła jak kołek w taki dzień. – O czym on mówił? Dzień, jak co dzień. Co za różnica co i gdzie będę robić? Teoretycznie odzyskałam już głos, ale nadal milczałam. Wcale nie zamierzałam ułatwiać zadania mojemu braciszkowi, a tego, że jeszcze nie skończył, byłam bardziej niż pewna.

Misiu odchrząknął i kontynuował.
- I skoro już będziesz to chciałbym prosić Ciebie o przysługę. Tobie to zajmie chwilkę, ale ktoś musiałby się zająć dziećmi. W końcu rozumiesz. Halloween, trzeba by z nimi pochodzić po okolicznych domach. Wiesz, coś w stylu „słodycze lub psikus”. – I wszystko było jasne. Już miałam powiedzieć Michałowie, gdzie może sobie wsadzić do spółki ze swoją małżonką wszystkie słodycze, gdy ten skurczybyk przekazał telefon swojemu synkowi. Jakim cudem z takiego ojca i takiej matki zrodziło się tak inteligentne i sympatyczne dziecko, nie mam zielonego pojęcia. Jakub, tak ochrzczono mojego bratanka, był przemiłym 7-latkiem, ufnym i pozytywnie nastawionym do całego świata, ze swoimi rodzicami włącznie. Nie przewidziałam, że mój cholerny braciszek zabezpieczył się na wszelki wypadek.
- Ciocia, ciocia, ciocia. – Aż słyszałam jak mu zadek podskakuje z emocji. – Serio pójdziemy razem? Będą jeszcze moi koledzy, ale będzie fajnie. Też się przebierzesz? Tata powiedział, ze się przebierzesz. Jak fajnie ciocia. Będziemy w jednej drużynie.
Na szczęście tylko pomyślałam ‘tak, po prostu kurwa zajebiście!’. Nie dość, że mnie Misiu na minę wpuścił to jeszcze podłożył świnię w postaci przebieranki. Gdybym tylko miała tego kretyna przy telefonie, a nie jego biedne dziecko! Gdyby ten idiota nie zdążył już swojemu synowi oznajmić jakie są plany, to bym mu kazała wepchnąć to wszystko obok słodyczy. Niestety nie mogłam. W tym przypadku najbardziej poszkodowany byłby Kuba, a on akurat najmniej zawinił. Co dziecko może za to, że ma ojca kretyna? Uspokajające oddechy chyba na stałe wejdą w mój repertuar. Odetchnęłam więc głębiej i na spokojnie się zapytałam.
– Kuba, a za kogo się przebierasz? – I mnie zastrzelił. Spodziewałam się super lub spider mana, Thora, no dajmy na to Jedi, ale w życiu nie van Helsinga. Skąd on u licha wytrzasnął van Helsinga? Za młody by to oglądać. Chyba. Wiek i kwestia, czy jest za młody czy nie i gdzie to widział zeszły na plan dalszy. W tej chwili miałam jedną zagadkę w głowie. Co niby mam założyć, żeby pasować do bratanka? Mnisi habit? Tam chyba był jakiś asystent. Mózg obumarł, nic nie byłam w stanie wykombinować. Stwierdziłam, że chociaż się zabezpieczę.
- Kuba, ja też mam się za kogoś konkretnego przebrać?
- No ciocia! Do mnie masz pasować! – Cholera, tyle to sama wiedziałam bez niczyjej pomocy. Zadałam pierwsze pytanie które mi przyszło do głowy.
- Może być strasznie? – I nagle pojawiło się światełko w tunelu. Młody zachichotał i odpowiedział z rozbrajającą szczerością.
- Nawet bardzo. Ale będzie zajebioza. – Po czym przekazał słuchawkę swojemu ojcu. Braciszek uznając temat za załatwiony nie wdawał się w szczegóły, po uzgodnieniu o której to mam się zjawić, by zabawić się w niańkę szybko skończył konwersację.

I w tym momencie zdałam sobie sprawę jak koncertowo zostałam we wszystko wmanewrowana. Mój braciszek załatwił sobie kolacyjkę ze znajomymi, moimi rękami ściągając ze wszystkich głów problem bachorów. Ni mniej ni więcej, będę robić za darmową niańkę. W dodatku wiadomo, że z poczucia obowiązku lepiej niż ktokolwiek inny zajmę się tym narybkiem.
I będzie mógł błyskać przed rodzinką jaki to jest troskliwy i martwi się o młodsza siostrę, która pewnie kolejny tak rozrywkowy wieczór spędziłaby samotnie. Po rozstaniu ze swoim aktualnym chłopakiem.

Cholera. I co z tego?

To, że trzydziestka zbliża się wielkimi krokami wiedziałam sama. Byłam samodzielna, miałam dobrą pracę, własne mieszkanie – co prawda z obciążoną hipoteką, ale nie czarujmy się, że bez kredytu byłabym w stanie mieszkać we własnych czterech ścianach. I aktualnie stanu wolnego. Po dość burzliwym związku nastąpiło równie burzliwe rozstanie. Bardzo niedawno.
Co ja takiego miałam w sobie, że zawsze przyciągałam takie egzemplarze? Już myślałam, że spotkałam mężczyznę moich marzeń, a okazało się, że to niespełnione wieczne dziecko, które usiłowało odnaleźć siebie w ramionach koleżanki z pracy. W jej ramionach, w naszym mieszkaniu. Z mieszkania wylecieli wtedy najpierw oni – drzwiami. A później jego rzeczy. Luzem, w milczeniu i przez okno. Milczałam ja, natomiast mój były i jego chyba aktualna dziewczyna strasznie krzyczeli, gdy spadały na nich kolejne przedmioty. Z drugiej strony kto im kazał stać pod oknami i próbować łapać to co leciało? Część rzeczy dało się chyba pozbierać, część ucierpiała w kontakcie z podłożem i zdaje się, że nie udało im się niczego złapać w locie. Były już amant, śmiertelnie się obraził, sąsiedzi mieli ubaw, a ja w końcu poznałam osobiście dzielnicowego. Chłop na szczęście myślał i widząc, że dostałam aż czkawki od płaczu, podarował wystawianie mandatu za zaśmiecanie, tylko spakował pozostały do wyrzucenia dobytek do worków na śmieci i wyniósł już schodami na zewnątrz.
Ktoś potem dodał dwa do dwóch, wyszło mu dziewięć i w efekcie część sąsiadów znająca prawdę mi współczuła, a część odsądzała mnie od czci i wiary. Poszła bowiem fama, ze przy pomocy dzielnicowego, żonatego i dzieciatego, wyrzuciłam bogu ducha winnego człowieka spod dachu. Machnęłam na to ręką, mając ciekawsze zajęcia niż prostowanie kretyńskich plotek. Tym niemniej dym powstał i aż cud, że jedna baba z drugą nie chciały mi przyszyć szkarłatnej litery.

Mając to wszystko na uwadze, wyskok braciszka był kropką nad i. Mściwie zmrużyłam oczy, bo zły charakter zawsze mi się przydawał. Gdy byłam na kogoś lub na coś zła, zawsze wtedy przychodziły mi do głowy najlepsze pomysły. Tak było i teraz.

Natchnienie na mnie spłynęło. Uśmiechnęłam się złośliwie, bo na właściwe wykonanie szansa tez była.
Może być strasznie? Super! Telefon był pod ręką, wybrałam numer i nie bawiąc się w pierdoły powiedziałam.

- Kaśka? Zrobisz ze mnie na jutro wieczór wampirzycę? Ale taką zajebistą! Przerażającą! Błagam! – Kasia należała do grona znajomych znających mnie niejako od podszewki. Umiała się dostosować błyskawicznie i bezbłędnie do panujących warunków. Nie zadawała głupich pytań. Ma być przerażający wampir, to będzie przerażający wampir. Po chwili miałyśmy ustalone wszystko. No, jak się miało wkrótce okazać prawie wszystko.
Moja koleżanka, cudowna istota, pracowała jako charakteryzatorka w Teatrze Wielkim. Pomijając niesamowity talent, dysponowała czasem, chęcią i ubraniami. Mogła stworzyć wszystko.

U braciszka miałam zjawić się około 7 wieczorem. Po zmianie czasu było już o tej porze ciemno, co wręcz idealnie odpowiadało moim planom. Misiu mieszkał pod Poznaniem. Borówiec był dziwnym miejscem, które zamieszkiwała zaskakująca mieszanina. Obok normalnych ludzi znajdowali się tutaj nuworysze, świecący bogactwem niczym pawiany zadkami. Obchodzenie tych domostw z koszykami na słodycze będzie zapewne oryginalnym doświadczeniem. Nie mówiąc o tym, że takich band jak nasza będzie pewnie sporo.
Machnęłam ręką. O to będę martwić się później.

 

31 października, piątek.

Noc przespałam zadziwiająco dobrze, po raz pierwszy od rozstania nie mocząc poduszki łzami. Pełna energii nawet nie wiedziałam kiedy mi minął dzień. Braciszek się nie odzywał uznając zapewne, że zostałam spacyfikowana w stopniu zgodnym z jego oczekiwaniami. I po raz pierwszy od dawna z pracy wyszłam o pierwszej. Nie było zmiłuj się. Kaśka jasno postawiła sprawę, że potrzebuje przynajmniej trzy, a najlepiej cztery godziny by mnie przygotować. Potrzebowałam około godziny by dojechać do Borówca.

Matematyka jest prosta i nie pozostawia zbyt dużo miejsca na improwizację. 

O drugiej wchodziłam do jej królestwa. Znajoma nie bawiła się w subtelności.

- Cześć. No nareszcie! Skocz jeszcze do łazienki, bo potem cię nie puszczę. A jak wrócisz, to w tempie rozbieraj się do bielizny. Wszystko od gorsetu, po buty dostaniesz ode mnie. - Gdy wróciłam jeszcze coś tam przenosiła, więc posłusznie nie czekając aż zacznie mnie poganiać, rozebrałam się do tak zwanego rosołu.Po czym spojrzałam w olbrzymie lustro w starej ramie, oparte o jedną ze ścian.

Szczupła, drobna blondynka. Z długimi włosami i olbrzymi oczami. Jakim cudem zrobi z takiego chucherka wampira? Rozważania przerwał mi lecący zwój materiału, który zasłonił szklaną taflę.
- Wystarczy tego dobrego. Obejrzysz się jak skończę. – Po czym wzięła mnie w obroty. Myślałam, że przegina. Serio. Cztery godziny?! Ja się malowałam w 5 minut! Wbrew swojej naturze, ponieważ zawsze i we wszystko lubię wsadzić swój noc, przez cały czas ‘obróbki’ siedziałam cicho i pozwoliłam sobą dyrygować.
- Wstań! Siadaj! Pochyl się. Zmarszcz brwi. Zamknij oczy. Wdech. Do jasnej cholery, wdech zrób! Jak mam ten gorset zawiązać. A teraz siadaj i zamknij powieki.
Gdy powoli zaczynałam się denerwować usłyszałam.
- No dobrze! Skończyłam! – Otworzyłam oczy, ale zwątpiłam. Coś było nie tak. Kaśka błyskawicznie mnie uspokoiła.
- Nie denerwuj się. Dla lepszego efektu nałożyłam takie specjalne soczewki. Wyglądają zabójczo, ale niestety trochę gorzej się w nich widzi. Stan teraz przed lustrem i jak będziesz gotowa to powiedz. Odsłonię lustro. - Była już osiemnasta. Nie miałam na co czekać.

Powiedziałam, że jestem gotowa, Kasia odsłoniła lustro a ja wrzasnęłam przerażona.

I w tym momencie zdałam sobie sprawę, że to nie koszmarny upiór tylko ja. Z szeroko otwartymi oczami chłonęłam każdy detal. Tak szczerze to każdy, który widziałam przez te cholerne soczewki.
Wszystko razem zapierało dech w piersi, ale charakteryzacja? Dziewczyna przeszła samą siebie. Biała suknia z mankietami i rozkloszowanym dołem, nadawała mi niesamowity wygląd. Do kompletu, by móc się okryć  w czasie chłodnej nocy, dostałam piękną białą etolę. W sumie to równie dobrze mogli mnie przenieść w czasie z XVIII wieku. Wyglądałam romantycznie, mrocznie i niepokojąco.

Natomiast twarz? Dzieło sztuki!

Biała, alabastrowa skóra. Krwisto czerwone usta. Oryginalnie zaczesane w kok włosy, dodatkowo pokryte odrobiną białej farby. Mocny makijaż oczu. I kwintesencja mojego przebrania – czarne soczewki pokrywające całą powierzchnię oka.

Wyglądałam przerażająco. Szeroki uśmiech na mojej twarzy mówił sam za siebie.
- Kaśka. Jesteś najlepsza!
Miałam godzinę w zapasie. Szczęśliwa, że chociaż raz się do braciszka nie spóźnię zaczęłam szukać w torebce kluczyków od samochodów. I w tym momencie zdałam sobie sprawę, że jednak równowaga we wszechświecie istnieje, a życie nie składa się tylko z dobrych chwili.
- Kaśka, cholera. Ja nic nie widzę. – Koleżanka spojrzała na mnie. Domyślam się, że zdziwiona, bo właśnie taki ton zabrzmiał w jej głosie.
- No tak, te soczewki.
- Fajnie, ale jak ja kurwa mam samochód prowadzić? – Gdyby nie była umówiona na wieczór, to by mnie zawiozła na tą wieś. Niestety była. Jęknęłam wściekła na siebie, na nią, dobra – na siebie!
- Taksówka! – Nastąpił cud. Taksówka miała być w ciągu kilku minut. Jak na piątek i taką godzinę w pobliżu opery było zadziwiająco mało ludzi. Kaśka załadowała moje rzeczy do bagażnika i zostawiła mnie samą. Mimo, iż nie wiało tak bardzo schowałam się obok kolumny przy wejściu do opery. Otulona etolą, ściskałam w dłoni małą torebeczkę, w której był cały mój aktualny dobytek. Klucze od samochodu i domu, chusteczki higieniczne, komórka i zwitek banknotów.
Widząc podjeżdżającą taksówkę, zbiegłam po schodach na dół i wyhamowałam pęd tuż przy chodniku. Taksówkarz bowiem na mnie spojrzał i zamiast się zatrzymać, dodał gazu i dmuchnął na czerwonym świetle, wjeżdżając w zakaz na Fredry.
- Co jest do cholery? – Mruknęłam po nosem i w tym momencie zdałam sobie sprawę jak wyglądam. Prawie zaczęłam się śmiać, ale momentalnie mi przeszło kiedy sobie uświadomiłam, że może to jest i zabawne, ale ja się spóźnię.
Wykręciłam szybko jeszcze raz numer do Centrali i wyjaśniłam, że jadę na bal kostiumowy i żeby ten nieszczęśnik się wrócił, albo niech podstawią inną taksówkę. Widocznie biedaka nie przekonali, że to charakteryzacja. Po kilkunastu minutach podjechała inna taksówka. Facet spokojny, totalnie wyluzowany. Usłyszałam, że nie takie rzeczy woził, po czym przestał być taki wyluzowany, gdy mu powiedziałam, że jak dojedziemy po siódmej to mi łeb urwą i nikt mu nie zapłaci. Okazało się, że umie dodać ostro gazu.

Dosyć filozoficznie zaczęłam się zastanawiać, która sensacja będzie na pierwszym miejscu., Taksówkarz pokonujący ulice Poznania z prędkością 150 km na godzinie, czy upiór siedzący na tylnym siedzeniu tejże taryfy.

O 18:59 zahamowaliśmy przed domem braciszka. Dorzuciłam kierowcy coś extra za stres, po czym ruszyłam w stronę drzwi wejściowych.

Suknia była super, gorset i buty również. Osobno. Razem uciskały mnie w trochę dziwny sposób, na początku niezauważalny, ale po chwili noszenia jednak znacząco wpływający na ruchy. Nie było innej opcji, musiałam się poruszać powoli i dostojnie, bardziej sunąc do przodu niż idąc. To w połączeniu z moją charakteryzacją powodowało, że rzeczywiście wyglądałam trochę nienaturalnie.

Byłam już blisko drzwi i wstrzeliłam się w moment, kiedy moja bratowa je otworzyła, by wyjrzeć na zewnątrz.

Ta kobieta miała cholernie irytującą cechę – jedną z wielu zresztą. Musiała wszystko sprawdzić. Każdy dźwięk, stukot, trzaśnięcie. Tak było i tym razem. Usłyszała widocznie silnik samochodu, trzaśnięcie drzwi, ale ponieważ po dłuższym czasie – bo nic nie poradzę, że potrzebowałam chwili by godnie się przemieścić, nikt nie zadzwonił, ciekawość u niej zwyciężyła i wyjrzała kto i do kogo mógł przyjechać.

I wszystko stało się w jednej chwili.

Otwarcie drzwi przez bratową.
Jej okropny krzyk i łomot upadającego ciała, gdy zemdlona po prostu runęła na ziemię.
Przerażone piski co niektórych Pań, które z holu mogły mnie zobaczyć.
I radosny krzyk Kuby.
- Cześć ciocia!

 

Polubienia 64
Wyświetlenia 3585

Podobne wpisy:

  • Styna

    Świetne!!!! :D Czekam niecierpliwie na dalszy ciąg….

    • Witam z powrotem :D
      I dzięki. Czytam sama po raz kolejny i znowu widzę rzeczy do skorygowania, ale kiedy to ja byłam dokładna … :P

  • lkolac

    I to ma byc w dwoch kawalkach. Niewierze

    Paradoks? :D

    • A Ty co za cieniackie prochy bierzesz? Miałaś spać przez tydzień :D
      Myślałam, że tu spokój będzie. Poszukiwania do Paradoksu odłożyłam (wiesz – wiek nie ten, już nie pamiętam co narozrabiałam, muszę zerknąć do archiwum), a tu „hello” :P

      PS> też cholera nie wierzę … no ale się postaram. Jak widzisz z dwóch kawałków zrobiły się już trzy :P

      • Lkolac

        Dobrze ze wszystkich swietych jest cyklicznie co roku, powinnas sie wyrobic :D

        Tak serio to sie mega ciesze ze masz juz ciut wiecej czasu

        Ps. Paradoks?

        • Budzik sobie ustawię – może się wyrobię :D

          PS> ręce opadają …. dobrze, że nic innego :D

          • Lkolac

            Cycki juz opadly. Co nie?

            Dlaczego mnie prowokujesz?

  • Cam

    Super :) kiedy dalsza czesc??

    • Dzisiaj w nocy grubo po północy :)

      • Zaintrygowana jestem i nie mogę spać (przez dzieci :-) )

      • Cam

        Miało byc jeden dzien a juz sa dwa!!!

        • Natah.

          Ojj tam jeden dzien czy jeden rok :)

  • Padnięta bratowa na koniec to jest to :D

  • Dzieciaki są świetne, a szwagierce się dostało. Sama słodycz :)

  • A.

    Anno naprawdę ubostwiam twoje opowiadania ale sama sobie szkodzisz tylko i tracisz przez to swoich fanów, smutne… Bo u ciebie bardzo często kończy się tylko na słowach mówisz ze wrzucisz to opowiadanie czy tamto a nie wrzucasz. Nie obiecuj bo ludzie nie lubią być ciągle rozczarowywani a przynajmniej ja. I jeszcze jedno nie skończyłas jeszcze ani jednego opowiadania a ciągle i ciągle rozpoczynasz nowe naprawdę co to ma być?… Może zrobiłabys w końcu porządek z tymi opowiadaniam w końcu zamiast znowu zaczynać coś od nowa.

    • Iska

      Zgadzam się z przedmówcą. Rozumiem, że codzienne obowiązki itd. nie pozwalają Ci na szybsze pisanie, ale wystarczyła by krótka informacja, że to co obiecywałas się jednak pojawi w innym terminie (nie zdradzaj w jakim, bo i tak nie dotrzymujesz słowa). Lubie Twoje opowiadania, ale takie oczekiwanie czy może jednak coś się pojawi w wyznaczonym przec Ciebie dniu jest irytujące i męczące.

    • Zuo

      Niby prawda. Najpierw zaglądam co godzinę po wyznaczonym terminie, później co 4-5, jeszcze później raz na dzień.
      Z drugiej strony, ja sama gdy mnie zarzuci nawał roboty, to ja z kolei rzucam wszystko i niech się dzieje co chce. Bo z jednej strony są dobre chęci, a z drugiej wszystko inne. Więc ja się nie czepiam i czekam (prawie cierpiliwie).
      A tak w ogóle… to „Diabeł” przecież zakończony jest :]

      • A.

        Niby zakończony ale przecież miała być jeszcze wersja beta tego zakończenia a więc to nie koniec z Diabłem jeszcze.

  • Styna

    Twoja przedłużająca się nieobecność zaczyna mnie martwić…. Wiem, że piszesz z pozostałą dwójką moich ulubionych autorek e-booka, ale mam nadzieję, że to jedyna przyczyna nie pojawiania się na stronce (nawet jako odpowiadająca na komentarze)……
    Czekam (nie)cierpliwie na ciąg dalszy Twojej twórczości ;)
    Życzę weny i pozdrawiam :)

    • Dziękuję za komentarz. Wysłałam Tobie email.

  • Bellla

    Bardzo mi przykro Anno, ale muszę to powiedzieć. Swoim zachowaniem, to znaczy obiecywaniem, a potem nie wstawianiem pokazujesz brak szacunku do swoich czytelników. My wszyscy rozumiemy, że każdy ma życie poza blogiem, ale przez trzy tygodnie można znaleźć ze 3 minuty i napisać co się dzieje. Chcielibysmy po prostu otrzymać wiadomość kiedy mamy się spodziewać tekstu, żeby nie wchodzić po 5 razy dziennie i nie sprawdzać.

    Pozdrawiam,
    Bellla

  • Przepraszam za nieobecność, nawet nie mam siły posta pisać.
    Jak dojdę do siebie, wrzucę wszystko co jest juz napisane.

    Dziękuję za wiadomości.
    Przeczytałam właśnie część ostatniego komentarza – nie wiem czy mam czytac resztę. Chyba wolę teraz nie.

    • martyna

      Aniu, jak dobrze, że dałaś znak życia! Wiesz, to nie chodzi tylko o teksty (chociaż je kochamy i nigdy nam dosyć) , po prostu czujemy się z tobą związani-mimo że się nie znamy.Martwi nas nagła nieobecność kogoś, kogo uważamy za dobrego znajomego on-line. Wszystkiego dobrego!

  • m

    Kochana odpoczywaj ąsobie, blog poczęła. Z rozumiemyewszystko. Przynajmniej niektóży.

  • lkolac

    tesknie za Ania, zwlaszcza ta z paradoksu…

  • Cam

    Chyba nasza autorka zapomniala o blogu :) a szkoda bo fajny byl :)

  • Przyszedł czas na kontynuację jednego z tekstów. Przypominam się z jego pierwszą częścią.

    • Gosia

      Świetny tekst. Od dawna się zastanawiałam czy będzie ciąg dalszy :)

      • Będzie tylko, że jak już mogłam cokolwiek pisać to się zrobił styczeń i temat trochę był nie na czasie.
        Zdaje się, że Kasi zadeklarowałam, że skończę … :D
        Poza tym cmentarz nie może mi się zmarnować!

        • lkolac

          Taaa, a to nie byl zart? :D
          Jak narazie to chyba nadal paradoks jest najbardziej wyczekiwNym tytulem.

  • Olka

    I znowu obiecujesz, obiecujesz, a słowa nie dotrzymujesz… Po co zapowiadasz, że cos wrzucisz, jak nie jestes w stanie przewidzieć, czy bedziesz miec czas, czy cos ci nie wypadnie. Rozumiem, ze blog to tylko hobby, ale miło by było, gdybys wywiązywała sie z danego wirtualnie słowa.

    • x

      Anna miała wczoraj pogrzeb. Chyba chwilowo nie funkcjonuje to i nie pamiętała o stronie.

    • @X: Dziękuję za odpowiedź, ale komentarz usunęłam. Proszę nie pisać o moich prywatnych sprawach na forum.
      @Olka – pewnych rzeczy nie przewidzisz. Jeśli uważasz, że tak to nie życzę Ci absolutnie tego co stało się mi. Akurat, że „to” mi wpadło nie przewidziałam.

      PS> Blog, a właściwie pisanie nie jest tylko hobby – ja to kocham i uwielbiam. Daje mi wytchnienie i pozwala funkcjonować.

  • Styna

    Anka :)
    Pamiętaj, że „jeszcze się taki nie urodził, co by wszystkim dogodził”, więc nie przejmuj się!!! Piszesz i wrzucasz teksty, kiedy możesz. My i tak mamy PRZEOGROMNĄ radochę mogąc to czytać. Niezadowoleni, niech sobie strzelają focha, ale jeśli są „uzależnieni” od Twojej twórczości, to i tak będą co jakiś czas zaglądać ;) Moja dobra rada (już chyba o tym pisałam w zeszłym roku… ;)) – zlikwiduj zakładkę „harmonogram”, to wtedy nikt nie będzie Ci zarzucał brak słowności jeśli chodzi o wpisy….
    Czekam (nie)cierpliwie na obiecaną, kolejną część ! :)
    Pozdrawiam w wieczór przed-halloween’owy ;)

    • lkolac

      tez tych harmonogramowe nienawidze, wrecz bym im oczy powykuwala jak bym mogla, usun usun, juz sa nas dwie, :)

      • Miss B

        Nie dwie tylko TRZY :D

        • I co ja mam Wam odpowiedzieć.
          Ta cholerna zakładka wywołuje u mnie ciepłe uczucia i nie mam serca pozbyć się jej całkowicie.
          A bez dat przejdzie?
          Albo chociaż planowane na dany miesiąc?
          Zlitujcie się nade mną … proszę

          • Natalia

            A ja tam nie mam nic przeciwko tej zakładce ;)

  • Natah.

    Wydawało mi się, że decyzja o założeniu własnej strony niesie za sobą coś więcej niż dodawanie tekstu (nawet tego samego) raz czy dwa na miesiąc. Odkąd założyłaś stronę nie robisz na niej prawie nic. Opowiadania z przed kilku miesięcy utknęły w miejscu,dodawane są tylko fragmenty tekstow które były w zapowiedziach już dawno temu. Jeśli nie ma się na coś czasu to po co się za to brać?

  • kochamsiebie

    Szybciutko proszę dalszą część tego jak i pechowej ósemki

  • Jestem wyłączona z funkcjonowania
    Miało być lepiej jest gorzej. Jakbym nie miała pisać zlikwidowalabym blog.
    Kiedy tylko chociaż lepiej się poczuje będzie też lepiej i tu

    • Alicja K.

      Ja cieszyłabym się nawet z dwóch na miesiąc. :) ale skoro tak,to życzę szybkiego powrotu do normalnego funkcjonowania i profilaktycznie będę zaglądać żeby sprawdzić czy „to już”, tylko może ograniczę się do jednego,zamiast 5/6 wejść dziennie ;) mam nadzieję że wszystko poukłada Ci się tak jak byś tego chciała, bo myślę że nie tylko ja już zdążyłam się porządnie stęsknić za Tobą i Twoimi tekstami tutaj… pozdrawiam i ściskam! :*

  • Karol

    Witaj. Czy w tym roku doczekamy się kontynuacji? Pozdrawiam

    • Karol – dziękuję za pozdrowienia. Jest takie głupie przysłowie „do trzech razy sztuka” i diabli mnie biorą, że jestem tego przykładem. Wampirzyca miała pecha i trafiła na zły moment.
      Ale nie mam już siły mieć jej „otwartej” na następny rok.
      Odpowiedź więc brzmi:
      tak – doczekacie się kontynuacji.

      Pozdrawiam serdecznie

      • Karol

        Chyba jednak znów nie wyszło