Geometria III – Marek

Opowiadanie, które niektórzy z Was już czytali – tworzone przez trójkę autorów: Mikę Kamaka, Marka Doprę i Annę Valetta.
Nie chcieliśmy by zniknęło i dlatego znalazło miejsce tutaj.

Autor części III: Marek Dopra

* * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * *

 

 

W końcu miałem czas na przemyślenia.
Dużo czasu.
A w zasadzie to w pizdu czasu.

Dawno nikt mnie tak nie wkurwił. Ale nie to było najgorsze. Najgorsze było to że mimo wszystko, kisiłem się, jak wrzód pod jej blokiem w swoim aucie, a ona nawet nie raczyła włączyć komórki.

I dlaczego to robiłem?

Wróciłem myślami do tej chwili gdy ją pierwszy raz zobaczyłem. A w zasadzie to nie ją, a jej kolana.
Sfrustrowany „udanym” pożyciem domowym, miałem już miał na końcu języka soczystą wiązankę, rojącą się od tępych bab, głupich cip itd, ale gdy otworzyłem drzwi jej auta, zobaczyłem te zgrabne kolanka i boskie, pełne uda niknące pod obcisłą spódniczką, wszystko to zniknęło, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Wobec kolan zawsze byłem bezbronny, a te rozjebały mnie na łopatki.
Łzy w oczach właścicielki tego cudu, spływające na świetnie widoczny z tej perspektywy biust, dopełniły dzieła.

W przeciągu 1 tysięcznej sekundy z trybu agresor przełączyłem się na tryb opiekun.

Doszło do mnie momentalnie że chuj z samochodem, bo na jej OC jeszcze zarobię. Wyciągnąłem tą zapłakaną ofermę z auta.
Nawet nie pamiętam, jak to się stało, że znalazła się w moich ramionach.

Pierwsze co poczułem, to uderzenie ciepła, które zdawało się przepływać w obie strony bez najmniejszego oporu. Było to cholernie dziwne, z tak nieznajomą osobą takie coś?
Nie zaprzątałem sobie długo tym głowy, gdyż moja dłoń niechcący osunęła się wzdłuż jej pleców niemal do pośladków.

Boszzzzzzz…. to ciałko.

Kolejna zmiana trybów …. tryb łowca.

Przycisnąłem ja lekko do siebie. Jej jędrne cycki przywarły do mego torsu. Przez chwilę delektowałem się ich sprężystością.
Mój rozporek otarł się, przez opiętą na kształtnych biodrach spódniczkę, o jej podbrzusze. Fala gorąca którą poczułem niemal zwaliła mnie z nóg.

Kolejna zmiana trybów: łowca zaawansowany.

Pierwsze co, to wyłączenie fiuta. Fiut dopiero na końcu. Fiut jest od bawienia, a nie od myślenia.
Inaczej tylko przeszkadza. Odsunąłem się odrobinę. Zero spojrzeń w dekolt, na kolanka itd.
Pełne skupienie, plan działania opracowany niemal natychmiastowo.
Bo to pierwszy raz? Przy mojej kochanej żonce musiałem nauczyć się jakoś radzić w terenie.
No i jakoś poleciało. Po nitce do kłębka. Jej kobiece uda zbiegając się pod spódniczką wyznaczały cel. Jakoś bardzo szybko uświadomiłem sobie, że chciałem jej cipeczkę dla siebie.
Chciałem w nią wniknąć penisem, biorąc w posiadanie… jednak tym razem było nieco inaczej.

Przypomniałem sobie jak po kawie… gdy już mogliśmy porozmawiać i nieco się poznać, odprowadzałem ją od drzwi.
Szła przede mną.
Wtedy moje pragnienia pierwszy raz wykroczyły poza zwykłe, płytkie dobranie się do jej cipki. Mianowicie idąc za nią i obserwując jej pełny tyłek, poruszający się z gracją pod obcisłą spódnicą, zapragnąłem jej cipki, ale w pozycji od tyłu. I z tą rozbudowaną wizją, postanowiłem spędzić kolejne dni.

Niestety ciągle jeszcze atakowały mnie wspomnienia tego dziwnego ciepła gdy byliśmy blisko, ale dusiłem je w zarodku gdyż, wywoływały one niepotrzebne zamieszanie w myślach. Życie domowe oduczyło mnie wiary w złudzenia.
Wkrótce pojawiły się jednak kolejne problemy. Spędziliśmy trochę czasu na kilku spotkaniach i zauważyłem że chyba zaczynam ją lubić.
Nie było mi to potrzebne do niczego. Chyba w mojej sytuacji było wręcz szkodliwe, dlatego czując to, momentalnie skupiałem się na jej udach i zastanawianiu się co ma między nimi.

Ale było coś jeszcze gorszego.

Pisanie sms’ów do niej zaczęło mi sprawiać przyjemność. Zauważyłem że wspomnienie chwili, gdy była przez chwilę w moich ramionach zaraz po wypadku, sprawiało że sms’y które pisałem były ciekawsze, lepiej odbierane itd.
Dlatego pozwalałem sobie na lekkie popuszczenie emocji.

 

Najważniejsze było to, że czułem iż wszystko jest pod kontrolą.

A właściwie to miałem takie przekonanie że wszystko jest pod kontrolą, do czasu gdy uświadomiłem sobie że tkwię pod jej blokiem jak ostatni osioł, od ponad godziny.
Ale co innego miałem do roboty?
Żonę udało się wyekspediować w ciepłe kraje. Wizja chatki na szczycie zawsze działała. Gdy chciałem osobno spędzić urlop wystarczyło rzucić to hasło. Nie to, że miałem coś przeciw luksusom. Ale wyjazdy z nią miały jedną wadę: ją.
Poza tym bywają przyjemniejsze zajęcia niż, sranie do pozłacanej muszli klozetowej gdzieś w tropikach. Choć to akurat lubiłem. Tam w tym wypasionym klopie, przynajmniej mogłem na chwilę zapomnieć, że obok szwenda się moja królowa śniegu.
W tym momencie miałem już po tropikach.

Czekając tak nie wiadomo na co, zaczynałem żałować że nie siedzę właśnie na… zresztą to ja sam się tak załatwiłem na amen.
Wtedy właśnie… mimo coraz gorszego nastroju, kolejny raz podnosząc słuchawkę do ucha i słysząc informację o braku zasięgu, pierwszy raz ogarnął mnie niepokój.
Nie o siebie. Ale przecież mogło się jej coś stać. Nie znałem jej jeszcze dobrze, ale na tyle że moja intuicja mówiła mi że nie zrobiła by mnie tak w trąbę.

Mijały kolejne minuty a mój niepokój rósł. Jej twarz pojawiała się niespodziewanie w moich myślach. Przypominały mi się fragmenty naszych spotkań. Jej głos, jej żarty. Obrazy te były o dziwo co raz bardziej natarczywe.

 

Wszystko to zniknęło w momencie gdy z daleka zobaczyłem jej samochód.

Całe miejsce świadomości wypełniło jedno wielkie … wkurwienie.

 

Wziąłem głęboki oddech i powiedziałem do siebie „Marek… nie nerwowo… „, lata treningu przy żonie zrobiły swoje.
Na wszelki wypadek uruchomiłem w myślach jednak zestaw motywujący: „jej cipka jeszcze nigdy nie była tak blisko”.
By jeszcze bardziej się zmotywować dodałem: „… jej cipka od tyłu. Nie spierdol tego”.
By bardziej trzymać nerwy na wodzy wyobraziłem sobie że może ma takie króciutkie włoski, jakie lubię.

Jakby to było dotykać to miejsce między jej szparką a dupką. A potem … złapać za nagie biodra i….
Starałem się trzymać emocje na wodzy. Zawsze to potrafię. Moja żonka wie o tym najlepiej, ale przy Ani miałem lekkie z tym problemy.
Dopiero na górze, przy ciepłej herbacie, gdy na nią patrzyłem, gdy była tak blisko, wszystko co złe odeszło. Wtedy przyszło mi do głowy : a co, gdyby naprawdę się jej coś stało? Nawet może bym o tym nie wiedział? Nie usłyszał już jej głosu, nie mógł wysłać smsa…”
Przez ułamek sekundy znowu się rozkleiłem.

Złapałem ją w ramiona:

– Do jasnej cholery. Już widziałem cię wbitą tym twoim złomem w jakiś słup. Martwiłem się kretynko!

Znowu poczułem to ciepło…
Znowu była tak blisko.
Czułem jej oddech, czułem bicie serca. Wiedziałem, że jej emocje tak samo jak moje szaleją, choć stara się to ukryć. Przez chwilę tak wirowało, było tak inaczej niż zwykle, a wszystko, jak za mgłą.

I znowu włączył mi się ten cholerny łowca. Łowca zaawansowany. Zmysły się wyostrzyły, mózg zaczął pracować na wysokich obrotach. W środku chciałem ją po prostu mocniej uścisnąć, tak byśmy jeszcze bardziej mogli się czuć, ale łowca kazał mi działać z wyczuciem.

Zbliżyłem swoje usta do jej szyi nie dotykając jej. Wiedziałem że najpierw ona sama musi sobie w pełni uświadomić, czego pragnie, że musi do niej dotrzeć bez czego nie może żyć. Moje usta przesuwały się tuż nad jej skórą w kierunku ucha tak, że czuła mój ciepły oddech. Końcówkami  warg niemal jej dotykałem, czasem oddalałem. Wzbraniała się nieco, odpychając mnie niepewnie dłońmi, ale opierała się bez przekonania.

Ciągle jeszcze moje usta nie dotknęły jej. Przesunąłem je nad jej policzek, nasze oddechy były co raz głębsze. W końcu lekko musnęliśmy się nosami. Patrzyliśmy sobie w oczy niemal się nie widząc. Jej usta lekko rozchyliły się i wiedziałem, że to właśnie tan moment. Ten moment w którym do niej dotarło czego pragnie.

Ten najlepszy momenty by….. właśnie jej tego nie dać.

 

 

Odsunąłem się od niej.

- No to co z tymi meblami? Same się nie złożą. – Powiedziałem z uśmiechem, jakby nigdy nic.

Złapałem ją za rękę i pociągnąłem za sobą do salonu. Domyślałem się co by było, gdybym jednak się nie powstrzymał. Pewno parę sekund odlotu, a potem w jej głowie pojawiło by się tysiące powodów dlaczego nie. Z wielkim wysiłkiem udało by jej się oprzeć samej sobie, a potem przez kolejne tygodnie wmawiała by sobie, jaka to jest z siebie dumna, że nie uległa. Jedno z typowych babskich, bzdurnych zachowań – odmawianie sobie.

Jakoś tak podświadomie czułem, że jak sama na mnie nie wskoczy, to nic z tego nie będzie. Najpierw trzeba wyłączyć kobiecie myślenie, bo jak kobieta myśli, to nigdy nic dobrego z tego nie wynika.
Miałem wielką ochotę, by ten wieczór zakończył się szczęśliwie dla nas obojga, czyli ostrym rypankiem. Wtedy oboje wygramy.

Wiedziałem co robić by do tego doszło. Ogarnąłem skrzynie z meblami wzrokiem. Sprawnymi ruchami pozbierałem woreczki ze śrubkami.

- Masz to i posegreguj, będziesz przydatna – powiedziałem wręczając jej. Wiedziałem że ustawienie jej w podległej roli dobrze podziała na jej podświadomość.
- Znalazł się kierownik – uśmiechnęła się, ale przyjęła woreczki.

Kolejny krok.
Podwinąłem rękawy.

To czasem działa na kobiety. Widok faceta przy pracy wykonującego ją fachowo i profesjonalnie.
A poza tym lubię sobie pomajsterkować. Jak coś robię, to robię to dobrze. Z pełnym skupieniem i zaangażowaniem. Wiedziałem że gdy się wciągnę, zaraz zacznie jej brakować mojej uwagi, w takim momencie sam na sam. Będzie musiała o nią walczyć.
I będzie nagradzana za tą walkę, ale nie za bardzo.
To ja stanę się nagrodą.
Dopasowywałem kolejne fragmenty mebli do siebie z wielką dbałością o to, czy prawidłowo przylegają.

Ania zakończyła właśnie układanie na stole śrubek od najmniejszej do największej. Co pewien czas zerkała w moją stronę czując się co raz bardziej niepotrzebna. Widziałem, że zaraz zacznie się ofensywa i nie pomyliłem się.
Założyła kolano na kolano podciągając spódniczkę. Jej kolana rozwalały moją psychikę. Do nich zawsze mam słabość.

Sprytnie.

Postanowiłem, że dam jej cukierka. Spojrzałem w jej stronę.

- Ale super …. – zrobiłem pauzę i cukierka zabrałem – te śrubki poukładałaś. Naprawdę. – Skierowałem swą uwagę z powrotem całą na meblach. Po chwili znowu spojrzałem w jej stronę – możesz podać tą złotą nakrętkę? – wskazałem palcem.
Ania postanowiła wytoczyć ciężkie działa.

Podając nakrętkę pochyliła się tak że koronka jej stanika ukazała się w rozpięciu bluzeczki.

 

Tym razem nie było cukierków. Reakcja na taki biust, to by było zbyt oczywiste.
Dlatego nie drgnęła mi nawet powieka, choć w myślach bawiłem się już tymi cyckami, ściskałem je, dawałem im klapsy, drażniłem sutki pociągając je i podszczypując.

Zabrałem śrubkę bez słowa. Chwilę w skupieniu okręcałem ją w palcach, tuż przy jej piersiach, nie zwracając na nie najmniejszej uwagi.

- To będzie ta. – powiedziałem i powróciłem do majsterkowania.
Oparła się z lekko naburmuszoną miną z powrotem na wersalce.
W końcu podniosła się. Kucnęła za mną. Pochylając się do przodu otarła się lekko o mnie ramieniem.
Spojrzałem na nią, ona na mnie.
Znów nasze twarze były blisko przez chwilę. Zrobiło mi się ciepło.
Nagroda musiała być. Odrobinę dłuższe spojrzenie w jej oczy, i dopiero po chwili wstałem zostawiając ją tak samą na dole.

- Posuń się trochę. – Powiedziałem, podnosząc większą część zmontowanego mebla.- Albo przytrzymaj teraz tamą część mocniej.

Ale Ania też miała swoje sztuczki.
Uklękła tyłem do mnie i sięgając po drewniany stojak który wskazałem, wypięła się. Jej spódniczka naciągnęła się mocno na tyłku, a podwijając się odsłoniła nieco koronek pończoch. A właściwie to więcej niż nieco.
Tkwiła tak chwilę niby niechcący poruszając pośladkami, a mnie brała kurwica mając taki tyłek tuż przed sobą, niedaleko mojego rozporka.
Westchnąłem tylko – „Ale ci potem będzie dobrze w moich łapach” pomyślałem.
Patrząc na to cudo czułem, że za niedługo będę się nim zajmował, robiąc różne nieprzyzwoite rzeczy z jej obiema dziurkami.

 

Przyszedł czas na kontratak.

- Złap mocno ten stojak – powiedziałem – bo teraz muszę ten trzpień tam wepchnąć do tego otworu.
- No trzymam, trzymam. – Powiedziała odwracając się ze stojakiem i nadstawiając go. Po chwili dodała zarumieniona.
– Możesz wpychać.

Kilka sekund siłowałem się z tym, ale nie wchodziło. Tym lepiej.

- Potrzymaj chwilę jeszcze. Dziurę zawsze trzeba przygotować. Zaraz ci po…każę, jak to się robi.

Podniosłem słoiczek ze smarem.
Nabrałem kawałek na palec, po czym delikatnie ale dokładnie zacząłem wpychać go w otwór w stojaku który trzymała.

– Jak tak teraz będę tym palcem jeździł to będzie w środku ślisko. – Dopiero po dłuższej chwili, ciągle gładząc nasmarowanym palcem w otworze dodałem. – Ty się zajmij w tym czasie trzpieniem.

Ania uśmiechnęła się tylko.

- Tak jest szefie. – Powiedziała nabierając smaru na palce, a następnie obejmując trzpień dłonią wcierała w niego zawartość słoika.

- Zobaczysz jak zaraz wejdzie bez problemów, jakby jedno było dla drugiego stworzone. – Oboje przerwaliśmy wcieranie – O patrz, jak w dobrze przygotowany otwór to wchodzi bez oporów.

Mówiąc to, przybliżyłem się do niej. Byliśmy pochyleni nad trzpieniem i otworem, i niemal stykaliśmy się czołami.

– Teraz przygotuj się – Powiedziałem niższym tonem zbliżając wypustek do dziury.
– Trzymaj tak wystawione ładnie i patrz uważnie. – Mówiąc to wepchnąłem powoli, ale stanowczo jedno do drugiego.

Oboje obserwowaliśmy z zapartym tchem jak trzpień wsuwa się w otwór centymetr po centymetrze.

– Nie tak od razu do końca. – Dodałem fachowo. – Teraz trochę trzeba wysunąć i znowu.

Mówiąc to robiłem dokładnie zgodnie ze własnymi słowami
– I tak parę razy. Coraz mocniej i mocniej, aż dojdzie do samego końca. – Gdy tak dopychałem i wyciągałem, jej oddech dziwnie przyspieszył, a nasze policzki znowu się się zbliżyły.

– O teraz jeszcze jest lekki opór. – Kontynuowałem. – Muszę tym trzpieniem trochę pookręcać w środeczku.

Mówiąc to zrobiłem kilka powolnych obrotów w jedną i drugą stronę. Teraz wyciągałem i wkładałem robiąc przy tym ruchy okrężne. Trwało to jakąś chwilę.

– Teraz muszę mocno złapać w dłoń to całe ustrojstwo i dopchać porządnie. – Powiedziałem, po czym stanowczo docisnąłem, tak że trzymając stojak wywróciła się. A ja na nią.
Niezdarnie próbując się ogarnąć podniosła jedną nogę, przypadkowo  mnie nią obejmując.
Niemal na niej leżałem, a nasze usta znalazły się tuż tuż obok siebie.

„Jeszcze nie” … pomyślałem choć nie byłem tego pewien.

Podniosłem się do płowy ale złapała mój krawat jakby chciała się nim podciągnąć. Wywróciłem się obok niej na plecy, a ona podnosząc się także się potknęła – tak, że usiadła okrakiem na moich biodrach.
„Jest dobrze” pomyślałem. „Wskoczyła na mnie”.
Ciekawiło mnie czy przestała już myśleć „czy?” a zaczęła rozmyślać „jak?”…

 

** ** ** ** ** ** ** **

Geometria – część II (Monika)

Geometria – część IV (Anna)

 

 

Polubienia 10
Wyświetlenia 1937

Podobne wpisy:

  • Pingback: Opowiadania erotyczne | Geometria II | Skrywane Pragnienia()

  • Sylwia

    Czujesz się już trochę lepiej?

    • Hej Sylwia.
      Nie wiem. Chyba tak. Gorączka jest. zawroty głowy są, ale przynajmniej nie kaszlę tak., że prawie płuca wyskakują.
      Aczkolwiek od trzech godzin siedzę nad jedną rzeczą i nie wyszłam poza wykrzyknik.
      Chyba tak dla rozgrzeszenia duszy wrzuciłam dwie kolejne części Geometrii …. :)

      • Sylwia

        Odpoczywaj i zbieraj siły, póki weekend. Najważniejsze, żebyś się dobrze czuła, my poczekamy na kolejne teksty tyle ile będzie trzeba. Życzę więcej odporności :)

        • Dziękuję. Wolałabym dodać dzisiaj wszystko co zaplanowane, ale nie przewidziałam komplikacji zdrowotnych – jak widać jednak złego diabli biorą.
          W najgorszym wypadku dzisiaj wleci Montana i Paradoks, a Pechowa w następnym tygodniu.

          • e.

            Z niecierpliwością czekam na Paradoks :)

          • Myślę, że nie tylko Ty. Dlatego go wrzucam w terminie.

            Późniejszą publikację Pechowej chyba przeżyjecie, ale co do Paradoksu to zbyt wiele osób czeka co zafundowałam bohaterom bym miała zmieniać termin.
            I chyba potem wyłączę sieć, bo aż będę się bała czytać Wasze komentarze :)

          • e.

            Każdy w głowie ma jakieś swoje zakończenie, swoją wizję, która w dużej mierze odpowiada aktualnemu humorowi czytelnika – sama raz prawie uśmierciłam głównych bohaterów, a kolejnego dnia, chciałam mega słodkiego zakończenia. Ile głów – tyle idealnych zakończeń Paradoksu :)
            Pozdrawiam serdecznie

          • Dziękuję :)
            Lubię współpracować z Waszą wyobraźnią i prowadzić grę z myślami

            PS. teraz się pakuję, taksówka o 3, samolot o 6 – zdążę coś wrzucić :D

          • e.

            Byłoby świetnie, gdyby się udało :) Zacząć dzień od Paradoksu – czego chcieć więcej? :D

          • Akurat ja bym chciała się spakować :) Próbuję od 3 godzin.

          • anonim

            Słowem, paradoksalna kicha…

  • Pingback: Opowiadania erotyczne | Geometria IV | Skrywane Pragnienia()