Paradoks XXXVI

Dopiero gdy znalazłam się na peronie, dotarło do mnie, ze na czas podróży muszę rozstać się z torbą – a konkretniej wpakować ją na półkę nad siedzeniem.
- Uspokój się. – Powiedziałam do siebie w myślach. – Tylko ty wiesz, co tam masz.
Mój problem rozwiązał się szybciej niż przypuszczałam, bo przedział drugiej klasy świecił pustkami. Mogłam z powodzeniem wepchnąć torbę pod siedzenie obok.

Ale dlaczego w poniedziałkowe południe tak mało osób jedzie do Paryża? Z reguły jakieś niedobitki w ilości konkretnej pchały się do stolicy.
Było to na tyle dziwne, że zamiast skupić się na samym Paryżu i tym co mam tam robić, co chwilę wracałam w myślach do tej zagadki. Rozważania prowadziłam całkiem logicznie, bo mi wyszło, że ja po prostu nie jadę do Paryża, tylko znając swoje szczęście pomyliłam perony, pociągi i jadę diabli wiedzą gdzie.
Zanim zdążyłam porządnie wpaść w panikę, podszedł konduktor.

Zrezygnowanym ruchem podałam mu bilet, przygotowując się już w duchu na informację w stylu.
- Mademoiselle, ależ panienka jest w złym pociągu. – Tymczasem nic takiego nie nastąpiło. Mężczyzna sprawdził co miał sprawdzić, oddał mi bilet i poszedł dalej.
Nic z tego nie rozumiejąc zerknęłam na trzymany w ręku kawałek papieru.

A tam jak byk było napisane „Lyon Part-Dieu : Paris Gare de Lyon”.
Wyjazd o 13:05, planowany przyjazd na miejsce 15:02. 30 lipca 2013 roku.

Bilet wypadł mi z ręki.
Dzisiaj nie był poniedziałek. Dzisiaj był wtorek.
Dlatego byłam tak wyspana!
Dlatego pomimo opłacenia dwóch dób w hotelu, nikt się nie dziwił, gdy oddawałam klucz i wyjeżdżałam!
Straciłam cały jeden dzień.
Pytanie czy Maks też?

Dreszcz przebiegł mi po plecach i poczułam dziwne drętwienie w lewej ręce. To był jakiś koszmar, który konsekwentnie sobie fundowałam.
Bez jakiegokolwiek planu długo nie pociągnę. Już widziałam, że pójście na żywioł zadziałało raz, może i wypaliło, ale skutki są opłakane.

Sięgnęłam do torby po zgarnięte z pokoju hotelowego kartki i długopis. I chwilę, która mi została do Paryża wykorzystałam na stworzenie listy.
Dawno tego nie robiłam.
- Bo dawno nie byłaś w takiej czarnej dupie. – Mruknęłam. I rzeczywiście – takie wypunktowanie zadań stosowałam w sytuacjach, kiedy ogarniał mnie czarnoziem i tonęłam pod ilością rzeczy do wykonania. W panice łapałam się z reguły wszystkiego po trochu, co skutkowało totalnym chaosem, brakiem jakiejkolwiek logiki i zawalaniem wszystkiego. Lista przypominała mi o celach, priorytetach i nie pozwalała zapomnieć o najważniejszych rzeczach.
Uczepiłam się teraz tej myśli jak rzep psiego ogona – w końcu nie zaszkodzi a może pomóc.
Na jednej z kartek narysowałam pośrodku pionową linię. .
Na lewej połowie wpisałam u góry „30 lipca”, na prawej „ASAP”. Jakoś określenie by zrobić to, co tam umieszczę jak najszybciej wydawało mi się adekwatne do moich aktualnych odczuć i pobożnych życzeń.

Cele na dziś były proste:
1.    Meta w Paryżu na dwa – trzy dni
2.    Kupić coś do jedzenia
3.    Nie dać się złapać

Od razu zresztą dopisałam sobie przy „mecie” Montparnasse i Apostrophe.
Dawno, dawno temu szukałam dla jednego z klientów bardzo dyskretnego hotelu w dobrej lokalizacji. Obsługę mieli tak dyskretną, że klient z kochanką nikogo nie uświadczyli przez cały swój pobyt – chwaląc potem wszystko. Potrzebowałam takiego miejsca.
Nie mogłam co prawda sprawdzić nic teraz – pomny wszystkich nauk, od razu wyrzuciłam wszelką elektronikę i podróżowałam bez żadnych udogodnień w postaci komórki. Byłam zdana na tradycyjne mapy, budki telefoniczne i punkty informacyjne. Tym się akurat nie martwiłam. Po Paryżu metrem poruszać się umiałam, dotarcie z dworca kolejowego na Gare Montparnasse leżało w zasięgu moich możliwości, a o resztę się zapytam. Potem.

Teraz przyszła kolej na drugą kategorię – z bombami. W sumie też była prosta.
1.    Zdobyć papiery – najlepiej komuś ukraść.
2.    Znaleźć sposób na zdobycie pieniędzy, albo zaczepić się w miejscu gdzie nie będę ich potrzebować
3.    Ukryć się naprawdę dobrze i na zawsze
4.    Oddać rzeczy Maksowi i Joshowi

Przy ostatnim punkcie znowu się zawiesiłam.
Po wpływem chwili sięgnęłam po kolejną kartkę i na szybko nabazgrałam pierwsze słowa, które mi przyszły do głowy.
„Przepraszam. Nie chciałam. Zwracam wszystko. Nie szukajcie mnie. Nikomu nic nie powiem.”

 

Notatki wsunęłam do torby i w tym momencie wjechaliśmy na Gare de Lyon w Paryżu.

Nie zwlekając ani chwili, przedostałam się na stację metra Gare du Lyon. Linia 14, potem przesiadka na 4 i po chwili wysiadłam na Gare Montparnasse.
Jak na razie wszystko szlo zgodnie z planem.

Chwilę zabrało znalezienie mi punktu informacyjnego. Wkurzająco, miło, uczynny Francuz bardzo dokładnie wyjaśnił mi drogę do hotelu, podał adres i wszelkie inne namiary. Pozwolił nawet skorzystać z telefonu, bym się upewniła czy mają miejsca.
Rozmowę wykorzystałam do zarezerwowania pokoju i ruszyłam na piechotę w stronę hotelu.

Kolejny genialny pomysł! Po chwili plułam sobie w brodę.
Na mapie wydawało się blisko. Francuz powiedział w prawo, potem kawałeczek prosto, potem w lewo i będę na miejscu.
Pieprzony kawałeczek prosto!
Torba ciążyła mi coraz bardziej A ja szłam, szłam i tej cholernej Rue de Chevreusse jak nie było widać, ta nie było.
Po wydającej się wiecznością chwili zobaczyłam na raz dwie rzeczy.

Upragnioną przeze mnie uliczkę po lewej i sklep z winami znajdujący się po przeciwnej stronie. Kusił i to bardzo, ale przedostanie się tam wymagało niezłej gimnastyki.
Wybór był oczywisty. Wino było pożądane, ale nie uniosłabym grama więcej. Niczego!
Skręciłam w lewo do hotelu.
Gdyby nie to, że w informacji opisano mi budynek, w życiu bym tu nie trafiła. Z zewnątrz hotel wyglądał jak zadbana i pięknie ozdobiona motywem roślinnym kamienica.
Malutka recepcja.
Błyskawiczne załatwienie formalności ograniczających się do wymiany gotówka – klucz i po chwili zamknęłam drzwi od pokoju.
Z jednej strony nie chciało mi się już wychodzić, ale z drugiej wiedziałam, że za jakieś dwie godziny procenty we krwi będą mi potrzebne. Może gdybym jeszcze tego sklepu nie zobaczyła, ale przepadło.
Wino mnie zawsze uspokajało, wyciszało i wspomagało komórki mózgowe w myśleniu. Dziwny skutek uboczny picia alkoholu, ale jednak u mnie występował.

Solidny zamach i torba wylądowała na łóżku.
Wyciągnęłam z niej tylko wszystkie pieniądze. Początkowo chciałam wziąć kilka banknotów, ale pomyślałam, że może jeszcze na coś trafię i znając życie zabraknie mi pięciu euro.
Cofnęłam się. To był impuls, ale z torby wydobyłam jeszcze moją listę zadań.
- Chodź mała. – Mruknęłam. – Wolę mieć przy sobie listę życzeń z tekstem, żeby nie dać się złapać.

Wcisnęłam wszystko do małej torebki i wyszłam na zakupy – słusznie zakładając, że im wcześniej wyjdę tym szybciej wrócę.

Przedostanie się na drugą stronę bulwaru du Montparnasse do łatwych nie należało. Mały tor przeszkód, ale nie chciało mi się zasuwać kawałek dalej, by przejść jak człowiek. W końcu w całości dotarłam do sklepu. Chciałam się najpierw na spokojnie przyjrzeć temu co mają, więc stanęłam przed wystawą lustrując kolejne butelki.
I na chwilę oderwałam się od rzeczywistości skupiając się na poważniejszym w tej chwili problemie.
- Chardonnay? A może jednak nie?

- Idiotka. – Mruknęłam do siebie.- Jakbyś nie miała żadnych kłopotów.
Miałam ich masę, ale najgorzej ciążył mi jeden. I mimo, iż starałam się o nim nie myśleć to jednak Maks siedział mi w głowie.
Na tyle mocno, że myślałam o nim cały czas i widziałam go wszędzie.

Teraz też w odbiciu witryny mignęła mi jego sylwetka. Zamknęłam oczy tylko na chwilę.
Dlaczego nie mogę się go pozbyć z głowy?!
Chce mnie skrzywdzić. Wcześniej też nie było za dobrze.
Mogłam sobie próbować wytłumaczyć – i tak wszystkie argumenty odbijały się od mojej podświadomości jak od ściany.
Znowu to samo. Obcy człowiek, a ja widzę jego.
Postać mężczyzny przysłoniła przejeżdżająca furgonetka, a ja wbrew sobie odwróciłam się i spojrzałam uważniej na drugą stronę ulicy.
Samochód przejechał, a mój świat się zatrzymał.

Tuż na rogu stał Maks.

Widziałam wyraźnie jego profil. Wpatrywał się z uwagą w budynek, w którym znajdował się mój hotel.

 

 

** ** ** ** ** ** ** **

Paradoks – część XXXV

Paradoks – część XXXVII

Polubienia 34
Wyświetlenia 1872

Podobne wpisy:

  • Sylwia

    Potrafisz trzymać w napięciu. Super, jak zawsze. Strasznie się cieszę, ze w harmonogramie jest kura, bo mam do niej wielki sentyment. To było pierwsze opowiadanie, które przeczytalam i dzięki któremu goszczę tu praktycznie codziennie od bardzo długiego czasu. Dzięki Ci Anno za to, ze piszesz i wróciłaś.

  • Pingback: Paradoks XXXV | Skrywane pragnienia()

  • Aleksandra

    Anno, kolejna miła niespodzianka. Widzę, że wracasz do formy. To dobrze wróży dla 2016. :)
    Pozdrawiam.

    • Nic nie mówię, ale również mam nadzieję!

  • Lesiu

    Nie wiem jak ty to robisz <3 Mam nadzieje że niedługo kolejna część bo inaczej się posikam XD

    • Właśnie nad tym siedzę, ale znając moje podejście do realizacji harmonogramu (oj, znienawidzona przez wielu zakładka – ale mam do niej sentyment i jak to przystało na upartego Skorpiona – NIE USUNĘ) …. na wszelki wypadek wpisałam 5 stycznia :D

  • Em.

    A nie dodasz może już dzisiaj całości ? Proooosze:)
    Pozdrawiam Em.

    • Teoretycznie tak, ale praktycznie rozjechała mi się akcja po poprawianiu wersji roboczej.
      Bardziej bym się skłaniała ku kolejnej części.

  • Pingback: Paradoks XXXVII | Skrywane pragnienia()

  • Ooo..ile tego Dobrego…juz nadrabiam. Najśmieszniejsze, że wino wychwalane,ba…dziś też je piłam, a ja tam szału w smaku nie czuję…dogodź takiej babie hah :)