Geometria IV – Anna

Opowiadanie, które niektórzy z Was już czytali – tworzone przez trójkę autorów: Mikę Kamaka, Marka Doprę i Annę Valetta.
Nie chcieliśmy by zniknęło i dlatego znalazło miejsce tutaj.
Autor części IV: Anna Valetta

* * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * *

 

 

Wszystko miałam zaplanowane – cały przebieg rozmowy, ewentualne jego i moje możliwe reakcje.

Ale gdy się przysunął, gdy jego wargi przesuwały się w odległości milimetrów od mojej skóry – po prostu przestałam myśleć. Drżałam, było mi gorąco, ale nie byłam w stanie go odepchnąć. Jedyne, co zrobiłam, to w jakimś ostatnim przebłysku trzeźwego myślenia, gdy jego usta były tak blisko, nie wykonałam tego jedynego kroku do przodu, by w końcu mnie dotknął.
Chyba ktoś nade mną czuwał, bo Marek oprzytomniał, odsunął się szybko i zaciągnął mnie do salonu.

Cholerne meble!
W końcu on po to dzisiaj przyszedł, prawda? By skręcić te dechy, zjeść coś dobrego i pogadać. Z kimś normalnym!
Rany boskie!

Jak dobrze, że nic nie zrobiłam. Ośmieszyłabym się, a on? Pewnie by nie wiedział, co ma ze mną zrobić i jak się zachować. Odetchnęłam głębiej, próbując pozbyć się tego strasznego uczucia mrowienia w miejscach, których dotykały jego dłonie i oddech. I przede wszystkim wrócić do mojego planu – a mianowicie jednoznacznie i jasno zakomunikować, że znajomi tak, ale coś więcej to nie.
Tylko musiałam jeszcze siebie o tym przekonać.

Pomogło mi jego opanowanie. Gdy przerwał tą intymną sytuację w kuchni, zadziałało to na mnie lepiej, niż kubeł zimnej wody. W myślach ostro sobie dokopałam, utrwaliłam w głowie obraz obrączki na jego palcu i przyoblekłam twarz w uśmiech.

 

A potem podał mi woreczki ze śrubkami i polecił posegregować.
No tak, nie chciał żebym mu się pętała pod nogami. W jego pojęciu tylko do tego się nadawałam.
Coś tam mruknęłam i przez chwilę gapiłam się bezmyślnie na foliowe zawiniątka, zastanawiając się jak do cholery mam posegregować zawartość?! Normalnie wysypałabym to na wieczko od pudełka i sięgając czasami trafiłabym na właściwą śrubkę, a czasami nie.
No, ale miałam jakoś nad tym zapanować.

Nie chcąc być kompletnie nieprzydatna zaczęłam układać te śrubki – wielkościami!
Inna opcja nie przychodziła mi do głowy, a czynność była tak mechaniczna, że mogłam jednocześnie zerkać na Marka.

I to był błąd. Bardzo duży błąd.

Marek całkowicie skoncentrował się na składaniu mebli. Coś robił z tymi dechami, dopasowywał je i przymierzał. Ja bym po prostu dostawiła elementy na oko, przykręciła i najwyżej by trochę coś tam wystawało. Jego perfekcja i doskonałość w wykonywaniu wszystkiego, za co się złapał fascynowały mnie.
Ale tym razem deski i precyzja ich składania poszły w odstawkę, bo Marek podwinął rękawy koszuli.

To raczej było oczywiste, w końcu wykonywał fizyczną pracę. Ale widok jego silnych dłoni i mocnych przedramion, rozbił mnie ponownie. Nawet nie wiem jak ułożyłam to żelastwo. Zapatrzona na jego dłonie, płynne ruchy, grę mięśni pod skórą, koszulę opinającą się na jego ramionach i plecach, gdy po coś sięgał, znowu zapomniałam o wcześniejszych postanowieniach.

Usiadłam na oślep, cudem trafiając na poręcz fotela.
Jego spojrzenie na chwilę zatrzymało mi na chwilę oddech. A potem sobie zdałam sprawę, że patrzy na moje kolana.
I nogi.
I pończochy.
I się zarumieniłam.

Bo po pracy to ja planowałam się przebrać, ale przez spóźnienie nie zdążyłam i miał dzięki temu doskonały widok nie na to, co powinien.
Nie zwróciłam uwagi, kiedy spódniczka podjechała mi do góry i właśnie zaliczyłam kompromitującą wpadkę.
Niby jak miał nie spojrzeć, jeśli świeciłam mu bielizną tuż przed oczami?

Poderwałam się natychmiast. Co za wstyd! Zaczerwieniłam się jeszcze bardziej.

Marek, cały czas patrząc na mnie, zaczął coś mówić.

Byłam tak skoncentrowana na próbie zapanowania nad zawstydzającym mnie rumieńcem, że kompletnie nie złapałam początku.
Usłyszałam tylko końcówkę wypowiedzi.
Coś mu podać? Nakrętkę? Jaką do diabła nakrętkę?!

Po chwili wypatrzyłam to ustrojstwo. Złapałam pierwszą lepszą z brzegu i chciałam mu ją podrzucić, ale on ponownie skupił się na swojej aktualnej zabawce i klęczał przy tych deskach jakby to były największe skarby. Podeszłam do niego bliżej, ale nie odwrócił się by
odebrać to, o co prosił.
Miałam trzy wyjścia.

Zrzucić mu to na głowę, ale to byłoby zbyt niegrzeczne.
Ukucnąć, ale to odpadało ze względu na poprzednią wpadkę. Jeśli ponownie wyeksponowałabym w taki sposób nogi i bieliznę, to ewidentnie wysyłałabym sygnał, że chcę by na nie zwrócił uwagę, a to kompletnie mijało się z moimi planami i przemyśleniami.
Pozostało mi tylko jedno. Pochyliłam się nad nim i wyciągnęłam dłoń z tym ustrojstwem, prawie podtykając mu je pod nos.

Marek spojrzał jakoś dziwnie i skupił się na nakrętce, oglądając ją jakby to była platyna.

Mój wzrok pobiegł w dół i o mało co nie jęknęłam.
Wpadka za wpadką.
Cholerny biust. Spętany stanikiem i tak wyrywał się na wolność. Wspaniale wyeksponowany w rozcięciu koszulki, aż krzyczał ‘spójrz na mnie i podziwiaj’.
Teraz już nie byłam zarumieniona, byłam czerwona.

Marek zachował zimną krew, oglądał nakrętkę jak gdyby nic się nie stało. Ale dopiero, gdy usłyszałam:
- To będzie ta. – odetchnęłam z ulgą.

Najspokojniej jak mogłam wróciłam na fotel, tłumacząc sobie w duchu, ze jestem przewrażliwiona i ten facet naprawdę ostatnie, co ma w głowie to romansowanie ze mną. Nie zamierza mnie poderwać, tylko ja mam takie idiotyczne urojenia. Po chwili bezczynnego siedzenia, przestałam czuć się jak histeryczka, za to poczułam się głupio.

Człowiek męczy się, składa mi meble, a ja siedzę jak taka królewna i się obijam.

Wiedziałam, że mimo wszystko powinnam się trzymać od niego na dalszą odległość, ale kiedy to ja robiłam to, co powinnam?
No nic, trzeba mu jakoś pomóc.
Podeszłam do Marka i mając już w nosie spódnicę ukucnęłam patrząc, co mogę zrobić. I wtedy odwrócił głowę, spojrzał mi prosto w oczy, a ja zaliczyłam znowu zawieszenie w czasie.

I z hukiem zostałam sprowadzona na ziemię.
- Posuń się trochę. – Powiedział i podniósł jakiś większy kawał mojego umeblowania. – Albo nie. Przytrzymaj teraz tamtą część mocniej.
Nie zastanawiając się nad jakością wykonania, próbowałam elegancko złapać ten kawał drewna i pochyliłam się do przodu.
W efekcie runęłam jak długa przed siebie, cudem opierając się dłońmi o podłogę. W ostatniej chwili powstrzymałam się od rzucenia soczyście ‘kurwa’, składając sobie jednocześnie kąśliwie gratulacje za takie debilne posunięcie.

Tkwiłam z wypiętym do góry tyłkiem, co chwilę przenosząc ciężar ciała z przodu na tył i z powrotem, bo nie mogłam się zdecydować jak nie robiąc z siebie totalnego pośmiewiska wstać.

 

Uspokoił mnie brak jakiegokolwiek komentarza. Gdyby Marek patrzył na mnie w czasie tych dzikich akrobacji, na pewno wybuchnąłby już śmiechem. Istniała, więc szansa, że nie skompromitowałam się na amen.
W końcu odepchnęłam się zdecydowanie dłońmi od podłogi i w końcu udało mi się podnieść. Marek, zajęty skręcaniem kolejnych elementów, nawet nie zauważył tego faux pas.

Teraz miałam przytrzymać mu stojak.

- No trzymam, trzymam. – Powiedziałam odwracając się i nadstawiając go tak, że tylko trzeba było wepchnąć drugą część.

Coś mu jednak nie szło.
Cholernie mu nie szło.

Myślałam, że użyje młotka, ale sięgnął po smar. I wtedy odpłynęłam całkowicie.
Starałam się potakiwać jego słowom – w końcu mówił o skręcaniu moich przeklętych mebli. Ale widok jego palca delikatnie pocierającego gładką powierzchnię i lekko chropowaty głos wytrąciły mnie z równowagi. Polecenie bym też zajęła się smarowaniem, spowodowało taki zamęt w mojej głowie, że byłam w stanie tylko się uśmiechnąć i rzucić:

- Tak jest, szefie.

Przestałam się uśmiechać, gdy zaczął ponownie dopasowywać te części. Po chwili zaczęłam drżeć. Nie mogłam się opanować słysząc jego głos komentujący to, co robi. Nic nie mogłam poradzić, że od razu pomyślałam, czy w łóżku też tak się dopasowuje do swojej kobiety.

Gorzej.

Wyobraziłam to sobie.

 

W rezultacie nie trzymałam się zbyt pewnie na nogach i gdy pchnął porządniej, by w końcu wszystko połączyć, straciłam równowagę i poleciałam do tyłu – pociągając go przy okazji za sobą.

Zaczęłam się szamotać, usiłując wyplątać się spod niego za wszelką cenę.
Rozpaczliwie chwytałam co popadnie, w tym jego krawat, by złapać jakikolwiek punkt zaczepienia.
Musiał mieć dosyć takiej szarpaniny, bo pchnął mnie na bok i gdybym nie była taką łamagą to bym się podniosła bez problemu.

Niestety byłam.

Jakimś cudem ponownie straciłam równowagę i w efekcie usiadłam na nim okrakiem. W czasie tej szamotaniny spódnica mi się podwinęła, a pończochy kończyły się w połowie uda i całą sobą czułam jego mocne ciało.
Gorzej już być nie mogło.
Spojrzałam na niego i przestałam na chwile oddychać, bo jednak było gorzej.

Marek nie robił nic.

Nie podtrzymywał mnie, nie uśmiechał się. Po prostu mnie obserwował i pewnie się zastanawiał, co u diabła wyczyniam i o co mi może chodzić.

 

A mnie w tym momencie olśniło.

Oszukiwałam siebie od samego początku. Miałam gdzieś, że jest żonaty. Gdyby tylko skinął palcem poleciałabym jak ćma do ognia. Przez ostatnie kilka tygodni wszedł trwale w moją psychikę.
A teraz, w tej chwili, jedyne co miałam w głowie to Marek. Obok mnie i we mnie.
Dotykający mnie, całujący, czule kochający się ze mną i rżnący mnie mocno aż do utraty sił.

Diabli wzięli wszystkie moje szlachetne postanowienia i wcześniejsze zamiary.
Jednocześnie przyszło mi do głowy, że tak jak było do tej pory, już nie będzie nigdy. Zawsze będę chciała więcej niż będę mogła dostać.

Gorzej!
Zrobiłam z siebie właśnie koncertową kretynkę i zacznie mnie unikać, zerwie kontakt, pozbędzie się wariatki ze swojego otoczenia.
A ja nie będę nawet znała smaku jego ust. Właśnie go tracę, więc teraz jest już wszystko jedno, co zrobię.

To był impuls. Wyszeptałam tylko:

- Przepraszam.- Pochyliłam się i go pocałowałam.

 

Chciałam go tylko musnąć, delikatnie pocałować, po prostu poczuć. Nie myślałam, co będzie potem.

I nagle poczułam rękę Marka, przytrzymującą tył mojej głowy i jego wpijającego się mocno w moje usta.
To nie był zwykły pocałunek.
To był czysty, zwierzęcy głód.

Zgniótł moje wargi, wdarł się językiem do wnętrza. Poczułam jak jego druga dłoń sunie po mojej nodze i łapie za pośladek.
Wpił palce tak mocno, że krzyknęłam z zaskoczenia.
Prosto w jego usta.

Nie przestał, wręcz przeciwnie. Mruknął i przycisnął do siebie tak mocno, że byłam w stanie poczuć przez jego jeansy, jak bardzo jest podniecony.
Kręciło mi się w głowie, nie panowałam nad swoim ciałem, nie panowałam nad swoimi myślami.

Byłam przytłoczona jego głodem i siłą, ale chciałam więcej. On też.
Jednym ruchem przekręcił nas tak, że teraz znalazłam się pod nim. Dłoń, która wcześniej przytrzymywała mnie, bym nie uciekała od jego pocałunków, złapała mnie za włosy. Odgiął moją głowę mocno do tyłu i wpił się w szyję. Nie całował – gryzł.  Zamiast uciec, prężyłam
się chcąc być jeszcze bliżej niego. Jego ciało nacierało na moje. A ja pragnęłam czuć go wszędzie i intensywniej.
I przede wszystkim chciałam go poczuć w środku.

Marek nie był cierpliwy.

Odsunął się ode mnie na tyle, że mógł wyszeptać.
- Pobawimy się później. – Po czym podniósł się i złapał mnie na ręce.

To była chwila, gdy zostałam po prostu przełożona przez poręcz fotela z tyłeczkiem wypiętym do góry. Z wyprostowanymi nogami opartymi o podłogę i całą resztą ciała spoczywającą na siedzeniu, byłam unieruchomiona i bezbronna.

Nawet nie zdążyłam się zapytać, co chce zrobić, gdy podciągnął spódniczkę do góry i poczułam silny klaps w pośladek.
Wcale nie delikatny.

Krzyknęłam, bo zabolało i chciałam się odwrócić, ale dłoń Marka mocno złapała mnie za kark i przycisnęła do fotela.

- Zostań. – Niski, ochrypnięty z pożądania głos nie był subtelną prośbą kochanka. To było żądanie całkowitego posłuszeństwa.

Zamarłam i poczułam jak uderza ponownie w drugi pośladek. Krzyknęłam z bólu, ale się nie ruszyłam. Nie widziałam nic. Tylko czułam.
Złapał brzeg majteczek i zsunął je do kostek.

Szurnięcie.
Musiał się cofnąć.

Cisza.
Patrzył teraz na mnie?
Chyba tak.
Miał doskonały widok. Nogi w pończochach, pasek gołej skóry, wypięta pupa – pewnie zaczerwieniona w miejscach, które uderzył.

Mimo iż miałam złączone uda, wiedziałam, że mnie widzi. W takiej pozycji musiał widzieć wszystko.

Dźwięk rozsuwanego zamka jeansów.
Szurnięcie.
Zdążyłam tylko pomyśleć, że chyba znów jest blisko mnie, gdy poczułam na pośladkach jego dłonie.
Objął je maksymalnie jak mógł i zaczął masować okrężnymi ruchami. Nie myślałam, że coś takiego na mnie zadziała, ale te koliste ruchy, świadomość, że raz za razem rozdziela obie półkule tak, że bez żadnych ograniczeń widzi moją szparkę sprawiły, że byłam półprzytomna
z podniecenia.
Nagle jego dłoń musnęła mnie między pośladkami.

Zajęczałam.
Odczucie było tak intensywne jakby poraził mnie prąd.
Szarpnęłam się i znowu poczułam silny uchwyt na karku. Tym razem mnie już nie puścił.
Unieruchomiona mogłam już tylko jęczeć, gdy ponownie dotknął szparki. Ale tym razem, jego dłoń już tam została. Palce przesuwały się wzdłuż warg, muskając je, ale ich nie rozdzielając. To było nie do zniesienia. Nie wiem jak długo by się nade mną pastwił, gdybym nie krzyknęła.
W tej samej chwili jego palce wniknęły między płatki i wsunęły się do środka.
Matko!
Ja nie byłam wilgotna. Ja byłam mokra.
Mój umysł go pragnął, a ciało robiło wszystko by siebie udostępnić, by go zachęcić i zwabić.
Jego palce zanurzyły się we wnętrzu i bardzo powoli rozsmarowywały moje soki po całym kroczu.
Delikatne koliste ruchy – takie same, gdy przygotowywał drewno. Zastanawiałam się wtedy, jak postępuje ze swoją kobietą. Teraz już wiedziałam.

Nie omijał żadnego miejsca, czułam jego dotyk wszędzie. Co chwilę jego palce ponownie zagłębiały się w pochwę, niby tylko po kolejną porcję pożądania, ale za każdym razem masowały wnętrze.
Tylko dlatego, że przełożył mnie przez oparcie fotela, nie osunęłam się jeszcze na podłogę. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie czułam i nie dlatego, że wcześniej nikt mnie tak nie dotykał. Po prostu nigdy wcześniej nie dotykał mnie Marek.
Nagle coś się zmieniło.
Nie wiedziałam co, ale czułam, że było inaczej. Wodził palcami od łechtaczki, przez dziurkę, po wycięcie pomiędzy pośladkami. Po takich dwóch przejściach skoncentrował się na pochwie i zaczął się wciskać do środka.
Było tego za dużo, było nie tak
jak wcześniej! I wtedy się zorientowałam, że to nie jego palce tylko penis.
Czułam się maksymalnie rozciągana, gdy powoli, ale nieubłaganie zagłębiał się we mnie.

Puścił mój kark i teraz obie jego dłonie obejmowały moje biodra. Trzymały mnie jak w imadle, gdy jego kutas wdzierał się w moje wnętrze. Po chwili minimalnie się wycofał, ale natychmiast wbił głębiej.
I znowu to samo.
Za każdym razem, gdy czułam jak suwa się w moim wnętrzu mocno jęczałam. Za każdym razem byłam przekonana, że już nie dam rady, że nie da się wejść we mnie głębiej, że już nie mogę. Marek nie zważając na nic, nie przestawał wdzierać się w moje wnętrze. Znowu wycofał się minimalnie i wbił głębiej.

Krzyknęłam!
Zabolało!
Bardzo zabolało!

- Błagam. Już nie wejdziesz dalej. Rozerwiesz mnie. Proszę! – Usłyszał.

Dyszał ciężko, ledwo nad sobą panował, ale się zatrzymał. Tylko na sekundę. Tak samo jak wcześniej masował moje wnętrze palcami, teraz zaczął wykonywać delikatne ruchy biodrami.
Przyzwyczajał mnie do obecności swojego kutasa w moim wnętrzu. Powolnymi, kolistymi ruchami rozciągnął mnie maksymalnie.
Rozkosz była na granicy bólu, ale nie zrezygnowałabym z tego za żadne skarby ciała.
Głośno jęczałam, balansując od dawna na granicy orgazmu. I te powolne pieszczoty w moim wnętrzu zepchnęły mnie na dół.

Zaczęłam mocno drżeć i przetoczyła się przeze mnie fala skurczy. Doszłam tak mocno, że nie byłam w stanie zapanować nad sobą.

Gdy moje ciało zaciskało się spazmatycznie na penisie Marka, ten nieoczekiwanie złapał jeszcze mocniej moje biodra i wbił się jednym silnym ruchem do końca. Zawyłam czując, że znalazł się we mnie cały. Moje ciało ustąpiło i połączyło się ze nim do samego końca.

-Boże, jak dobrze! – Miałam te słowa w głowie, ale nie wiedziałam, kto je wypowiedział.

Nie byłam w stanie przestać drżeć.

Dygotałam głośno jęcząc, a Marek rozpoczął swój taniec.

Wysuwał się i wbijał. Rytmicznie i ostro.
Z każdym ruchem dobijał mocniej, nie dając mi najmniejszej szansy na zyskanie oddechu.
Każdym ruchem, wpychał mnie z powrotem w otchłań orgazmu.

Jego krzyk, ciężar jego ciała, ucisk zębów na karku, pulsowanie penisa w zmaltretowanej szparce – to było ostatnie, co zapamiętałam.

 

 

** ** ** ** ** ** ** **

Geometria – część III (Marek)

Geometria – część V (Monika)

Polubienia 4
Wyświetlenia 1629

Podobne wpisy: