Geometria VI – Marek

 

Opowiadanie, które niektórzy z Was już czytali – tworzone przez trójkę autorów: Mikę Kamaka, Marka Doprę i Annę Valetta.
Nie chcieliśmy by zniknęło i dlatego znalazło miejsce tutaj.

Autor części VI: Marek Dopra

* * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * *

 

„Trafiony zatopiony” pomyślałem.

Majtki spadły, temat domknięty.
Podrapałem się po jajach i wlazłem do auta zaparkowanego pod jej blokiem.
No nareszcie ciśnienie zeszło. Będę mógł spokojnie pooglądać sobie mecz. Teraz to tamci na boisku będą się głowić, jak wpakować piłkę do bramki, a ja będę spokojnie sączył piwko.
W końcu obudziłem się wyspany.

Nic mi nie zaprzątało głowy. Mogłem spokojnie poczytać gazetę i delektować się różnymi drobnymi pierdołami. W pracy czas leciał szybko. Było kilka ważnych spraw do załatwienia które nawet interesowały mnie.
Dopiero w porze lunch’u nagle coś mnie trafiło.
Z początku nic takiego.
Przypomniałem sobie ten tyłek wypięty w moją stronę. Przeszły mnie ciarki. Ot miłe wspomnienie.
Jednak po chwili powróciło.
Potem kolejny i kolejny raz… potem znowu jakieś pojedyncze jej obrazy. Jakieś uśmiechy gesty… i zaś ten tyłek.
Cholera….
Doszło do mnie że chcę jeszcze.

Faceci dzielą się na cycniki i dupniki.

Ja należałem do tych drugich.
A jej wypięty tyłek był full wypas.
A może to nie tylko tyłek, a coś jeszcze?

Wzdrygnąłem się na samą myśl.

Prędko zapodałem sobie zestaw naprawczy.
Przypominałem sobie na siłę wszystkie jej drobne niedoskonałości. Każda je ma.
No tu trochę nie tak jak lubię, tam trochę nie tak.
Dobrze mi szło dopóki nie skapnąłem, że ten cały komplet jej wszystkich zalet i wad, po zebraniu w kupę tworzył jej pełną postać, którą bym tulił, pieścił.
Każda drobna wada na jej ciele wydawała mi się w tej chwili czymś uroczym, co całowałbym z wielką radością.
Nie było  już to ładniejsze, tamto mniej, a była cała osoba, która gdzieś tam przewijała się w moich myślach.
No może tylko ten tyłek jakoś stanowił odrębny fragment o którym mogłem myśleć niezależnie, tak po męsku.

Pomyślałem że czas na uruchomienie zestawu naprawczego nr dwa.

Wziąłem telefon do ręki.
Miałem tam parę fajnych numerów.

Jak to mówią klina klinem. Czym się trułeś, tym się lecz. Już miałem napisane „co słychać?”  i kilka adresatek dodanych do listy wysyłkowej. To zawsze działało, gdy pojawiły się kłopoty, albo coś poszło nie po mojej myśli. Zawsze jakaś podchwyciła. Gorzej, gdy więcej niż jedna. Bo potem można dostać pytanie czy dostałem okresu, bo zaczepiam, a potem nie drążę tematu.
Ufff ciężkie jest życie faceta…

Trzymałem palec nad przyciskiem wyślij. Dopiero po chwili kapnąłem się, że to nic nie da. Te numery były dla mnie w tej chwili tylko pustymi cyframi. A jedyny tyłek, jaki miałem przed oczyma, to był jej tyłek i żaden inny.

Odłożyłem telefon, kasując sms.
Czas zrobi swoje. W dodatku zbliżał się koniec dniówki. Pomyślałem, że dam sobie dziś niezły wycisk na siłowni.
Uwielbiałem to. Myśląc o tym, jaki dziś rekord spróbuję pobić uświadomiłem sobie, że są inne ciekawe sprawy oprócz kobiet.
A poza tym o tej porze często przychodzi na siłownie taka fajna czarnulka.

Wieczorem znowu wróciły TE myśli.

Żona na wczasach więc nie miał kto wkurwiać. W takich chwilach ma się dużo czasu na myślenie.
Za dużo! Czułem, że robię sobie kuku.

Ona samotna, ja nie.

To prędzej, czy później będzie prowadziło to pięknej, imponującej katastrofy. Jednak było już za późno na bycie mądrym. Jedyne co mnie pocieszało to to, że pewno ona już ochłonęła, dotarło do niej, że robi głupotę. Trzy dni będę chodził lekko wkurwiony, lecz będę miał to z głowy.

Wziąłem do ręki telefon głównie po to, by to potwierdzić.
Beznamiętnie zacząłem wstukiwać jakiś frazes.  W tym momencie aparat zapipał. Otworzyłem wiadomość.

- „Chciałam ci podziękować za te meble. Sama bym nie dała rady :) I co tam porabiasz?”

Od razu wyczułem zielone światło.
Jęknąłem przestraszony. Jest gorzej niż myślałem. Ona kooperuje.
Dlaczego właśnie ona?
Odpisałem bez wahania.

- „Jak to co porabiam? Myślę o Tobie :)”
- „To taki barbarzyńca, jak Ty, umie myśleć? :)”
- „No już całe 5 minut myślę :) Nawet nie wiesz, jak takie długie myślenie może być wykańczające dla barbarzyńców.”
- „Oj biedaczku. Wyobrażam sobie. Już ja tam wiem o czym sobie myślisz zboku :)”
- „Skoro wiesz o czym myślę, to Ty jesteś bardzo zboczona :P ”
- „No my tu gadu gadu, a nie wiem czy wiesz, ale jeszcze tu jedno pudło zostało do poskręcania”

No to wpadłem, jak śliwka w kompot.
Pewno ona wrzuciła sobie tryb ”a co sobie będę żałowała”.

Było dziwne to, co poczułem. Powinienem być zadowolony, lecz w jej wypadku to tak nie działało.
Jasne, że gdzieś tam było mi fajnie, ale w jej przypadku, w głowie pojawiały się coraz większe komplikacje, które to mogło wywołać.
Jedyne, co mi przyszło do głowy, to wrzucić sobie także tryb „a co sobie będę żałował”. Zresztą, jako facet i tak chyba bym nie mógł inaczej. To po co sobie w głowie mącić? Nie miałem co się czarować. Pewno i tak w jej przypadku, jakby ona nie zagaiła, to sam bym za jakiś czas atakował.
Zresztą żona wracała dopiero pojutrze, to i tak miałem jeszcze trochę luzu.

- „No to jutro wpadnę dokończę… z wielką chęcią”
- „Ale tylko meble :) pamiętaj. ”.

Oboje wiedzieliśmy, że na meblach się nie skończy.

Jeszcze miałem jakąś tam ulotną nadzieję, że jednak tylko o tym myśli, lecz zbyt dawno temu skończyłem 16 lat, by się tej wiary trzymać.
A miało być tak fajnie…

Znaczy nie było źle, a nawet bardzo dobrze, ale chciałem tak powoli, wstrzymywać się itd…
Jakaś gra wstępna, budowanie napięcia. Ale przy niej się nie dało cholera, no!

Moje łapy same do niej lgnęły, a ona za bardzo nie uciekała.

Po prostu złapałem ją na łóżku i wziąłem.

Leżała w samej koszuli, a ja obok. Może i dobrze, że tak szybko poszło.
Przynajmniej mogliśmy sobie pobyć od tak. Nie ma to, jak mężczyzna i kobieta po seksie.

Przed, a najbardziej przed pierwszym seksem, to takie sranie w kaktus, czarowanie, pozy itd, a po to w końcu można chwilę tak pobyć jak, człowiek z człowiekiem. Jeszcze, gdy obok leży ktoś, przy kim nie ma się ochoty założyć portek na tyłek i iść w swoją stronę, ktoś inny niż…
Znowu się uszczypnąłem.
Niepotrzebne mi były tego typu rozmyślania. Było fajnie i tyle.

- A dlaczego mnie nazwałaś barbarzyńcą? – zapytałem.
- No bo ty taki barbarzyńca. Przychodzisz do kobiety niby meble składać, a potem sobie pozwalasz. – Uśmiechnęła się. – Ładnie to tak?
- Ech… To nie barbarzyńca. Barbarzyńca to bierze wbrew woli. Kiedyś to było fajnie… – Rozmarzyłem się. – Tacy wikingowie, to wparowali do wioski, splądrowali i ci to dopiero, jak jakąś w łapy dorwali, to się działo. Ciekawe co taka czuła…
- Oj uwierz mi, nie chciałbyś wiedzieć – odpowiedziała. – Ty byś też chciał być takim wikingiem? – zapytała z lekkim niedowierzaniem.
- No ba!
- I co byś zrobił z taką bidulą? Też byś zrobił jej krzywdę.
-Najpierw bym dopadł taką w jej chacie… – Odwróciłem się w jej stronę i tkwiłem tak chwilę nad nią. Mój wzrok błądził po jej ciele. – Pewnie patrzyłaby na mnie z przestrachem, jak ty teraz, ale myślę, że taki wiking miałby to za nic. Po prostu dorwał by taką bidulę, złapał jej łapy od tak nad głową i przytrzymał. – Mówiąc to, uchwyciłem jej ręce w nadgarstkach i przytrzymałem je nad głową jedną dłonią.
- Myślę, że taka bidula by protestowała – powiedziała Ania – O tak: nie nie.. proszę… – mówiąc to z lekkim uśmiechem, zaczęła się delikatnie wyrywać.
- A według mnie, taki wiking to by się na to tylko zaśmiał zza swej bujnej brody i jedyne, co by chciał, to odsłonić przed sobą te wszystkie gładkie miękkości. – Mówiąc to, stanowczym szarpnięciem podciągnąłem cienką koszulę, odkrywając nagie ciało.

Jej bezbronne krągłości odsłoniły się przede mną. Nie mogła się nawet zasłonić – miała unieruchomione dłonie.

- Oj biedne te kobiety. Musiały tak leżeć?  Pewno się wiły przerażone… o tak – powiedziała i jej ciało zaczęło się wyginać.
- Wiedziały, co je czeka – dodałem, pochłaniając wzrokiem jej piersi, brzuszek, cipkę..

Przez chwilę wyobraziłem siebie, że to ja jestem takim wikingiem i to, co widzę czeka mnie, jako nagroda dla zwycięzców za walkę.
Aż mnie przeszły ciarki na tą myśl.
Pierwsze co mi przyszło do głowy, że sobie chciałem tą nagrodę wszędzie pomacać.

– Na pewno nie było taryfy ulgowej. – Mówiąc to, przygniotłem ją sobą częściowo. Moja wolna dłoń zaczęła błądzić po jej nagim ciele. Lubieżnie przesunęła się z brzucha po jej boku, aż do piersi. – Dawaj no mi cycucha – syknąłem.
- Tak robili? – Zapytała wijąc się, a ja łapczywie wpatrzony w jej pierś, ugniatałem ją, jak swoją własność, delektując się miękkością.
- Tak! I jeszcze tak. – Mówiąc to, złapałem jej sutek i pociągnąłem, że aż lekko zajęczała.

Potem moja dłoń zjechała niżej na jej biodro, udo i z powrotem na biodro. Złapałem ją tam mocno z boku.

– O tu pewno uwielbiali trzymać bo wiedzieli, gdzie za chwilę będą mocno trzymać gdy…
- Gdy? – zapytała. Jej oddech już dawno przyśpieszył. – Ale one musiały być biedne. Takie straszne rzeczy się im działy – powiedziała z lekko półprzymkniętymi powiekami.

Ja jeszcze zapamiętale znowu złapałem jej udo, jego wnętrze. Ściskałem je i ściskałem, a po chwili mocno rozszerzyłem, że aż jęknęła.

- Założę się że najpierw zanim zrobili krzywdę, swoimi paluchami sprawdzali co ich czeka. –
Przytrzymywałem jej udo, rozkraczone swoim kolanem.
- Nie! Nie mogli robić tak strasznych rzeczy – wysapała.
- Mogli, mogli… – odpowiedziałem z pełną pewnością. – Pokażę ci, jak to robili. Bez żadnej taryfy ulgowej i bez jakiegoś cackania się

Moja dłoń zbliżała się między jej uda. Próbowała poruszać biodrami, uciekając cipką przed moimi paluchami, ale na nic były wyrywania. W końcu, gdy już niemal jej dotykałem, zastygła patrząc z przejęciem, jak odgarniam sobie na bok spuchnięte wargi.

- Nie mogli tak robić.. nie mogli. To zbyt straszne … – szeptała.

Gdy wsunąłem paluchy, poczułem ciepło i wilgoć. Jej cipka pulsowała na nich. Znowu próbowała się wyrywać, ale moje palce badały jej wnętrze nie przejmując się protestami. Patrzyłem, jak się wije i nie przejmując się jej protestami delektowałem się dotykaniem jej w takim miejscu.  W końcu wyciągnąłem z niej dłoń.

- I pokażę ci, co jeszcze potem robili najgorszego – wysapałem.

Tak chciałem teraz w nią teraz wejść. To że oponowała, choć niezbyt mocno, kręciło mnie coraz bardziej. Trzymałem ją cały czas rozkraczoną przede mną. Widziałem jak się wije, a jej bezsilność, gdy starała się choć trochę zasłonić, kręciła mnie jeszcze bardziej.  Jej otwarta siłą szparka wyglądała tak zapraszająco. Jedyne, co miałem w głowie, to by w nią wejść.
Wejść jak najszybciej, nie zważając na nic.

- O ja biedna – wysapała. – Nie … błagam… nierób mi krzywdy… Tylko nie to!

Jednak nie było litości. Wyciągnąłem penisa i po prostu wepchałem się do środka, aż zawyła.
Wszedł gładko, jak nigdy. Była tak mokra, że niemal z niej ciekło.  Patrzyłem, jak w nią wchodzi i dopychałem.

- Nie było litości. – Zrobiłem kolejne pchniecie – O tak… tak … robili. I jeszcze raz tak – sapałem, napierając raz za razem.

Rzuciłem się ustami do jej sutka. Przygryzałem i pociągałem go zębami, ciągle wchodząc i wychodząc. Złapałem mocno za jej biodro z boku i uścisnąłem. Ponownie zawyła. Po chwili chwyciłem jej podwiniętą pod szyje koszulę i mocnym szarpnięciem rozerwałem ją na Ani tak, że została całkiem naga.  Ja, jak w jakimś amoku, wyszedłem z niej i przekręciłem szybko tyłem do
siebie.

– I jeszcze tak robili. Od tyłu też…
- Litości… – wystękała.

Jednak ja nie miałem zamiaru okazywać żadnej litości. Wikingowie przecież pewno jej nie mieli.
Ponownie wszedłem w nią od tyłu. Była naga w moich silnych dłoniach. Wiła się, jak oszalała, a ja trzymałem mocno jej biodra. Wystarczyło mi, że one były unieruchomione i nastawione dla mnie.
Nadziewając ją stanowczymi ruchami czułem jak niemal odlatuje. Chciałem, by to się nie kończyło. Nie trzeba było dużo czasu. Napęczniałem w niej mocno jak nigdy. Wiedziałem, że Ania czuje, jak w niej eksploduję i odlatuję pod niebo. Podążyła tam ze mną.
Długo czułem, jak drży napinając się na mnie.

Padłem, jak martwy, przygniatając ją swoim ciałem. Dopiero po chwili osunąłem się na bok. Leżeliśmy tak i dyszeliśmy. W pokoju było słychać tylko nasze oddechy.
Dopiero po kilku minutach odezwała się.

- Straszne rzeczy musiały tamte kobiety znosić. – Uśmiechnęła się do mnie, a ja do niej. – Ale ty byś mi tego nigdy nie zrobił. Prawda?
Przytuliłem ją do siebie.

- No oczywiście, że nie – mruknąłem – Ja bym cię tylko związał, zabrał na swój statek, ożenił się u siebie  i uczynił swoją księżniczką.
Dopiero po chwili jęknąłem w myślach.

„Ojej… ale dałem dupy”, pomyślałem, „chyba wpłynąłem na niebezpieczne tematy”.

Chwilę nic nie mówiłem. Myślałem, że cisza mnie uratuje.
Cisza jednak stała się nieznośnie ciężka.
Zauważyłem, że błogi uśmiech zniknął z jej twarzy. Po chwili wstała, wymykając się z mych ramion. Usiadła przy stoliku, okryła kocem i pociągnęła łyk kawy. Jej ruchy były lekko nerwowe.

- Chyba już czas na ciebie – powiedziała.

„Trafiony zatopiony” pomyślałem. Tym razem chyba jednak chodziło o mnie.
Popatrzyłem w jej okno i wlazłem do auta.
Czułem, że chyba coś się popsuło i za niedługo pójdzie sms do wielu.

Pomyślałem, że dobrze, że żona jutro wraca. Będzie miał mnie kto irytować i czym głowę zajmować.

Najgorsze było jednak to, że byłem ciągle nakręcony.

A jak mi co przyjdzie do głowy, jak będę z nią w łóżku? I jak sobie przypomnę, jak to robią wikingowie…  Chyba tego tak łatwo nie rozchodzę.

Znowu pomyślałem o Annie…. Poczułem, że robi mi się w głowie za duży mętlik.

Na szczęście ściągnąłem sobie fajną strzelankę, która czekała na mnie w domu…

 

** ** ** ** ** ** ** **

Geometria – część V (Monika)

 

Polubienia 6
Wyświetlenia 1615

Podobne wpisy: