Montana IV

 

 

I znowu tu wylądował.
Ciemno, sypiący coraz mocniej śnieg, a jego coś go ciągnęło w to miejsce. Zależało mu tak naprawdę tylko na ziemi, ale po raz kolejny skierował konia w stronę opustoszałego domu Lessley’ów.

Beverly i Michael, po dosyć spektakularnym rozwodzie swojej córki i jej wyjeździe z miasta czuli się coraz bardziej wyobcowani.
Niby nie powinni, ale jednak ciążyła im sytuacja, gdy ich byłym zięciem był szef policji.
Rozmawiało z nimi coraz mniej ludzi.
Coraz mniej znajomych pojawiało się na Bridger Canyon Road.
Nic dziwnego, że w końcu zdecydowali się wyjechać. Gdy podjęli w końcu decyzję o sprzedaży rancza był pierwszym, który złożył im propozycję kupna.
Oczywiste posunięte. W końcu ich ranczo przylegało do jego terenów.
Nie byłby jednak sobą, gdyby nie próbował ostro negocjować ceny.  W końcu zależało mu tylko na samej ziemi, dom go nie obchodził.  Liczył, że nie znajdą tak łatwo kupca – zarówno na tak olbrzymi teren jak i równie imponującą posiadłość.
W dodatku zależało im na jak najszybszym opuszczeniu Bozeman.

Warknął ze złością.
Już miał ich prawie w kieszeni i wtedy niespodziewanie wszedł mu w paradę inny kupiec.
Gdy się o tym dowiedział było już za późno.
Transakcja odbyła się tak błyskawicznie, że nie zdążył nic zrobić.

Mógł mieć pretensje tylko do siebie, ale był mimo to zły na tego drugiego.
Co za wariat kupuje tak ogromny teren z dnia na dzień?
Nikt miejscowy – tego był pewien.

Uruchomił swoje kontakty by złapać delikwenta i po raz pierwszy natrafił na ścianę. Nikt nic nie wiedział.
Lessley’owie wyjechali a obsługująca transakcję Denise milczała i nie mówiła nic nawet swojemu mężowi.
Dopiero dzięki szczęśliwemu zbiegowi okoliczności i pomyłce przy dostawie fortepianu dowiedział się, że nową lokatorką jest kobieta.

Dopiero wtedy się wkurzył.
W paradę weszła mu baba.
Obcy babsztyl.
Pewnie jakaś stara wiedźma podjęła decyzję, że zamiast spędzać emeryturę na Florydzie, zabawi się w Montanie.
Nieprzyjemny uśmiech zagościł mu na twarzy. Zabawi się nabrało w jego głowie innego wymiaru.
Nikt kto go znał nie pozostałby spokojnym widząc taki grymas.
Wiązał z tą ziemią zbyt konkretne plany, by od tak z niej zrezygnować.

Nawet nie wiedział, kiedy podjechał pod sam dom.

Z reguły siedział na wzgórzu, ale skoro znalazł się tak blisko nie widział powodu by się wycofywać. I tak nikt go nie przegoni.
Przywiązał konia, a sam usiadł w łączniku pomiędzy budynkami. Zwykłe, zadaszone przejście z domu do czegoś w rodzaju domku gościnnego. Z zawieszoną pośrodku ławką.
Śmieszyło go to – do momentu, kiedy nie usiadł tu po raz pierwszy.
Idealne miejsce na papierosa.
Idealne miejsce na wiele rzeczy. Może kiedyś przywiezie tu jakąś pannę i wypróbuje tą drewniana konstrukcję wiszącą na łańcuchach.

Ale na razie sięgnął pod kurtkę i po chwili rozkoszował się zgubnym nałogiem.
Zaciągnął się i powoli wypuścił dym z płuc.
Cisza.
Prawie idealnie.

I wtedy usłyszał silnik samochodu, trzaski a potem w środku zapaliło się światło.
Błyskawicznie wycofał się i skrył w ciemnościach. Wstrzymał na chwilę oddech, a potem mógł już tylko obserwować.
Denise poznał od razu.
Ale po co przyjechała z nią ta druga?

Młoda nie była, ale stara też nie. Wyglądała na góra 30-lat.
Kto to w ogóle jest?!
Nie znał jej. Na studentkę za stara. Zresztą co studentka robiłaby tutaj z Denise. Nowy wykładowca na uniwersytecie?

I wtedy ściągnęła kurtkę, a on przestał myśleć.
Chociaż nie, owszem. Myślał.
O jej tyłeczku ściśle wypełniającym jeansy i cudownych, pełnych piersiach ukrytych pod grubym golfem.
Aż krzycząły by się nimi zajął.

Uwielbiał takie pełne kształty. Lubił złapać, wymasować, pobawić się.
Teraz miał przed nosem połączenie prezentu świątecznego z urodzinowym. Co prawda wolał blondynki, ale tym razem to długowłosa szatynka sprawiła, że przyspieszył mu puls.
- Odpakowałbym cię i bawił się całą noc. – Mruknął. – Gdzieś ty się chowała skarbie?

Cudo potrząsnęło głową, zniknęło mu z pola widzenia i pozwoliło tym samym zapanować nad zawartością spodni.
Rozejrzał się baczniej, zobaczył torby i nagle zrozumiał, że przed chwilą ujrzał nie materiał na niezobowiązujący romans, tylko kobietę, która kupiła ten dom.
Stara wiedźma? Jaka do cholery stara?!
Tak go to zaskoczyło, że po prostu zamarł i był tylko w stanie obserwować to co się dzieje w środku.

Denise w końcu odjechała. A kobieta najpierw krążyła po domu, by potem zejść na dół.

Zacisnął ze złością zęby, ale po chwili nieprzyjemny uśmiech rozjaśnił twarz.
Cóż – miała pecha. Trzeba było nie wchodzić mu w drogę.
Po chwili złapał się na tym, że nadal cały czas tkwi w miejscu.
To, że się na nią gapi nic mu nie da. A powoli zaczynało mu być coraz zimniej.

Już się odwracał, gdy zatrzymał go dźwięk fortepianu. Niesłyszana nigdy wcześniej melodia zatrzymała go w miejscu i oczarowała.
Smutek, żal, samotność – na chwilę przestał być bezwzględnym draniem, a stał się poruszonym słuchaczem.
Muzyka ucichła, a kobieta spojrzała w okno. I patrzyła w jedno miejsce – dokładnie tam gdzie się chował.
Niemożliwe, żeby go zobaczyła ale mimo to zamarł w bezruchu.

Była w tym jakaś magia. Coś dziwnego, nieuchwytnego i nienazwanego.

Nagle to stracił.
Dźwięk dzwoniącego telefonu oderwał jej wzrok od ciemności za oknem i pozwolił mu się wycofać.

Ale nie odjechał od razu.
Stanął na wzgórzu i oddalił się dopiero, gdy w domu zgasły światła.

Co prawda sprawy się skomplikowały, ale postawi na swoim i ta ziemia będzie należała do niego.
Prędzej czy później dostawał, czego chciał.
Zawsze!
I niezależnie od ceny.

Gdy dojechał do siebie, miał już w głowie plan. Następnego dnia powinien polecieć do Denver, ale to co miał sam zrobić, zlecił po prostu szefowi lokalnego biura.
Maila wysłał zaraz po powrocie z przejażdżki. Nie lubił zostawiać rzeczy na później.
Sam miał coś ważniejszego do zrobienia – musiał odwiedzić słodką i uroczą Denise.
Wiedział, że teraz dowie się o wiele więcej.

Zasnął myśląc o ziemi, ale o niej nie śnił.
W jego śnie pojawiła się nowa sąsiadka. Uciekała przed nim. Ale ją doganiał.
Obudził się w chwili, gdy wyciągał dłoń by złapać ją za włosy.

Było późno. Cholernie późno.
Ogarnął się błyskawicznie i wściekły, nie ruszając przygotowanego śniadania pojechał do Bozeman.

Pierwotnie miał zamiar od razu odwiedzić Denise, ale burczenie w żołądku i brak kofeiny go zamulały i to ostro.
- Niech to cholera weźmie. – Przekleństwo nie pomogło. Bez kawy mordował za cokolwiek, a nie mógł w takim nastroju wparować do agentki nieruchomości.

Zaparkował na pierwszym wolnym miejscu, trzasnął drzwiami i chciał przedostać się od razu na drugą stronę ulicy.
W tej samej chwili usłyszał przeraźliwy pisk opon i gdy odwrócił się w stronę źródła dźwięku zobaczył w odległości kilku centymetrów od siebie maskę terenowego forda.

Wina była jego, ale gdy podniósł wzrok by przeprosić kierowcę za wtargnięcie na ulicę zamarł.
W środku samochodu siedziała jego sąsiadka, a on zrozumiał, że tak naprawdę jest nie w humorze nie, dlatego, że nie wypił kawy tylko za wcześnie się obudził i nie zerżnął we śnie tej kobiety.
I wtedy wściekł się na poważnie.
Cholerna baba!
Trzeba ją będzie wykurzyć z miasta najszybciej jak to możliwe.
Może to będzie dla niej bolesne, ale miał to szczerze mówiąc gdzieś. Miała pecha, ale to nie jest jego problem.

Coś do niego mówiła. Spłynęło to po nim.
Chociaż nie.
Nie słuchał jej, ale nie mógł nie zauważyć tych cudownie wykrojonych warg.
Te usta wykorzysta w trochę inny sposób.
Ściągnął brwi, bo wyobraził sobie jak mu będzie tam ciepło i ciasno.
W sumie co mu szkodzi ją zaliczyć? Może nawet nie raz. Da jej coś na osłodę tego co ją będzie tu czekać.
Jest sama, obca, a umiejętnie sterowani ludzie sami ją wyrzucą.

Nie oglądając się już na powód jego problemów, przeszedł na drugą stronę ulicy i wszedł do baru.
Kawa, śniadanie i perspektywa zabawy zdecydowanie poprawiły mu humor.
A za zabawę uważał w tej chwili i zaliczenie sąsiadki i postawienie swojej ręki na ranchu.
Lubił wyzwania i grę. A zapowiadało się, że czeka go ciekawa rozgrywka.

 

To, że zaskoczył Denise byłoby niedopowiedzeniem. Celowo nie uprzedził jej o swoim przyjściu.
Liczył na to, że po zamknięciu tak dużej transakcji będzie w biurze i jak zwykle miał rację.
- DJ? – Nie na co dzień najbogatszy mieszkaniec miasta odwiedza biuro nieruchomości. Nie zdziwił się, że nie usłyszał zwyczajowej formułki grzecznościowej. Był dobrym psychologiem, inaczej nie zbiłby takiego majątku i nie utrzymał w ryzach biznesu.
Dlatego część z rzeczy, które mówił była prawdą.
Miała mu uwierzyć i miała sama z siebie chcieć mu pomóc. I osiągnął zamierzony cel.

Powiedział jak chciał kupić ziemię Lessley’ów, ale nie zdążył z ofertą. Że dzięki problemom z dostawą fortepianu wie więcej niż inni. Że nadal jest zainteresowany ziemią, ale nie wie czy nowy właściciel bierze pod uwagę sprzedaż części nieruchomości.
I potrzebuje jej wiedzy by znaleźć korzystne dla wszystkich rozwiązanie.

Dzięki temu dowiedział się znacznie więcej niż chciał.
Anna. Piękne imię.
Słysząc ile ma lat o mało się nie zdradził, że już ją widział.
Ile?! Jest starsza od niego.
W życiu by tego nie powiedziałby. Ale to nadal nie zmieniło jego planów – żadnych.

I wdowa.

Zamknął oczy by ukryć czające się w nich zadowolenie.
Sama pchała mu się w ręce.
Bezbronna, samotna, 40-letnia kobieta.

Wiedział, że żadna mu się nie oprze – nie wtedy kiedy mu zależało. A zależało mu cholernie!

Wychodziło na to, że wszystko będzie łatwiejsze niż przypuszczał.

Jednak zamarudził u Denise dłużej niż planował.
Nie wypadało mu jednak wychodzić od razu po uzyskaniu interesujących go informacji.
Zresztą wielkimi krokami zbliżał się coroczny bal, którego był współorganizatorem i niestety główną atrakcją. Przy okazji mógł załatwić i ten temat.
Delikatnie nakierował ją na ten temat, zaczęli rozmawiać i nagle się okazało, że jest po piątej.
Nie musiał wracać od razu do domu.

Zresztą porządnie zgłodniał i nabrał ochoty na coś solidnego. Skierował się w stronę Cooper’a, ale wchodząc do środka wyczuł, że coś jest nie tak.
I powodem nie był on mimo, iż to z reguły jego obecność wzbudzała sensację.
Owszem, wyłapał sporo zaskoczonych spojrzeń. Kilka kobiet wdzięcznie się uśmiechnęło, ale coś dziwnego unosiło się w powietrzu.

Atmosfera była jakaś inna.
Napięta.
I w knajpie było zdecydowanie za dużo ludzi.

Przywitał się z paroma osobami i dołączył do znajomego kapitana.

- Jack. Jak leci? – Wiedział, że w końcu tamten nie wytrzyma. I się nie pomylił.

- Słyszałeś? – Doszedł do wniosku, że dzisiaj ktoś otworzył worek z prezentami. Wychodziło na to, że jego urocza sąsiadka ma problemy szybciej niż sam je zaczął jej stwarzać. – Rancho kupiła jakaś fajna babka. Przyjechała wczoraj. Dzisiaj już zjawiła się w mieście. Nie wiedziałem jej, ale była u Alice. A potem podjechała do nas. I podobno doszło do niezłej awantury. Nie wiem dokładnie o co poszło, ale brał w niej udział szeryf. Tylko Margaret wszystko słyszała. Już prawie nikogo nie było na komendzie. Co za pech.

- I rzeczywiście nikt nic nie wie? – Wypadało zainteresować się bardzo delikatnie, a naprawdę zaczynało go ciekawić co się stało.

Chociaż domyślał się co się stało.
Josh po przebojach ze swoją byłą żonką miał uczulenie na samodzielne i pyskate feministki. A samotna kobieta na tak olbrzymim ranczo nie mogła oznaczać nic innego.
Nie miał co prawda okazji przyjrzeć się sąsiadce bliżej, ale na pokorną niewiastę to ona nie wyglądała.
Szeryf widocznie ocenił ją po wyglądzie, a może nawet się odezwała i wtedy podpadła mu w w całości. Powiedział co myślał, a baba się zbuntowała i zaczęła rzucać.
Głos Jacka przerwał rozważania.

- Nie. Margaret nie chce powiedzieć. Nasz nowy nabytek odjechał. Zresztą szeryf po chwili też. Nikt inny nic nie wie, a ci co wiedzą nic nie mówią.

Dexter rozparł się wygodnie.
Wygląda na to, że będzie musiał się pospieszyć jeśli chce ją zerżnąć, bo zaliczy wylot z miasta szybciej niż by się mógł spodziewać.
Jak tak dalej pójdzie to całą czarną robotę odwali ona sama, a jemu zostanie ta przyjemna część.

- O ile się nie będzie odzywać. – Mruknął do siebie i wbił zęby w burgera.
To był doskonały dzień.

W rewelacyjnym humorze wrócił do siebie. Wyjątkowo nie udał się na przejażdżkę.
Tym razem wolał spędzić wieczór ze szklanką whiskey przy kominku.
Nie musiał oglądać czegoś co wkrótce będzie jego.

Dzwonek telefonu i głos dziadka postawiły go na baczność.
Instynkt go nie zawiódł.

- Wiem, że nie robisz tego dla obcych, ale ona nie jest obca. Dałem jej słowo i wiem, że go dotrzymasz. Zadzwoni do ciebie. Dogadacie się. Ona jest inna.

Nie dowierzał temu, co słyszał. Był w stanie wydusić z siebie tylko jedno słowo.
- Dlaczego?  – Wcale nie chciał poznać odpowiedzi. Wiedział, że mu się nie spodoba.

- Wiesz, ten dom wcześniej miał duszę i mu ją odebrano. I coś mi się zdaje, ze teraz zamieszkał w nim ktoś, kto mu ja przywróci. Tylko trzeba jej trochę w tym pomoc. Poza tym to miła dziewczyna. I mądra. Tylko jest w niej dużo smutku, ale to można zmienić.

 

 

** ** ** ** ** ** ** **

Montana – część III

Montana – część V

 

Polubienia 34
Wyświetlenia 2228

Podobne wpisy:

  • Wrzucam co jest. Uśmiałam się bo wskoczylo chwilę po godzinie diabła. Korekta jutro pod wieczór . Wybaczcie. Dobranoc

  • Pingback: Opowiadania erotyczne |Montana III | Skrywane Pragnienia()

  • lkolac

    + (plusik)

  • Dew

    Powtarzam się, ale kiedy kolejna część? Zajrzałam w pracy na chwilę i teraz nie mogę przestać myśleć o tym co się stanie.

    • Jak mi sił starczy to dziś, a jak nie to jutro. Poszłam spać po trzeciej, odpuściłam trening, a jutro nie mogę. Musze być na nogach o 6 rano.
      Ale sama nie mogę się doczekać ciągu dalszego

  • C

    Błędów już staram się nie widzieć. Zresztą w większości je korygujesz. Skąd bierzesz te wszystkie historie? Za każdym razem spodziewam się powtórki i podobieństw i za każdym razem zaskakujesz.

    • Błędów staram się nie robić, aczkolwiek jak mnie pcha z treścią to nie zwracam uwagi na drobiazgi.
      I dziękuję …. lubię zaskakiwać :D

      • anonim

        A może zaskoczysz nas opowiadaniem „Niezdrowa fascynacja” !? :D
        Montana na 6+ ;)

        • „Niezdrowa fascynacja” w zamierzeniach jest całkowicie obdarta z romantyzmu i skoncentrowana na eksperymentach.
          Dojrzewam do podjęcia decyzji czy umieścić ją u siebie czy też w innym miejscu. :D.
          Tutaj moglibyście tego nie przeżyć, aczkolwiek specjalnie na te potrzeby stworzyłam dział „Krótko i na temat”.

          A za Montanę dziękuję.
          Nie wiem czy zdajecie sobie sprawę, ale tekst w innej wersji jest już gotowy. I zamiast głupia publikować to co miałam zaczęłam nanosić poprawki. W rezultacie podobna do pierwowzoru jest tylko część I, a reszta wykonała zwrot o 180stopni.

          PS. Właśnie mój kochany trener zlitował się nade mną i sobą i zaczynamy jutro o 7:30, a nie 6:45. Dodatkowe pół godziny snu … a mnie cały czas ciągnie do pisania. :D

  • Ach takie kocury…chcą te myszki, które niczego się nie spodziewają :)

  • a

    Zły glina i zły glina. Super!

  • Pandziorka

    oddaj kolejną cześć bo nie zasnę i będę cierpieć na bezsenność zaglądam i zaglądam i zaglądam i mowie no nic napisze :) tak w ogóle to już nie umiem stwierdzić które opowiadanie to moje ulubione :x

    • Idź spać – ja działam w trybie nocnym i zaraz usiądę do wpisu.
      A precyzyjniej – doładuję laptopa, biorę do łóżka i piszę.

      I bardzo się cieszę, że już nie wiesz które opowiadanie to Twoje ulubione! Taki dylemat to dla mnei zaszczyt

      • Pandziorka

        poszłam spać bo mnie ścięło oczywiście z rana ledwo oczy otworzyłam i już sprawdzam :)

  • klo

    Super, uwielbiam! Pan Łowca jeszcze nie wie na kogo trafił :)

    Mam nadzieje, że dzisiaj coś wpadnie bo w ostatnie dwa dni z rzędu zaspałam do pracy :P
    A tak na prawdę to nie jestem w stanie pójść spać przed 2 chociaż mi się chcę, taki głupi nawyk/chorba/odchył – niepotrzebne skreślić :)

    • siedzę. siedzę.
      wyśpij się.
      ja się dopiero rozkręcam. w dodatku przesunęłam jednomyślnie z moim aniołem i katem zajęcia na ósmą, więc nie muszę zrywać się o szóstej by zdążyć na trening,

      Nie wiem czy się do drugiej wyrobię. Ale na pewno wrzucę to co będę miała zanim położę się spać.

  • Pingback: Montana V | Skrywane pragnienia()