Montana VI

Bydlę mnie zauważyło i zamarło.
Ja też zastygłam w bezruchu, ale tylko po to by nabrać powietrza w płuca i chwilę potem powietrze przeszył przeraźliwy krzyk.
Mój.
I łoś wpadł w panikę.

Wycofał się równie błyskawicznie co mało subtelnie, przy okazji z donośnym hukiem wyciągając za sobą resztkę drzwi.

Nie wierzyłam w to co widzę.

Takiego nagromadzenia absurdalnych sytuacji w tak krótkim czasie nie miałam od dawna.
Przytomnie wyjrzałam na zewnątrz. Pierwsze co mi przyszło do głowy to nie poziom zniszczenia jaki osiągałam dookoła siebie w imponującym tempie, co obawa że jednak zwierzę się pokaleczy. Smętne kawałki drewna leżały porozrzucane w najbliższej okolicy, na szczęście bez kropli krwi.
Miałam więc na głowie tylko jeden problem w postaci olbrzymiej dziury, umożliwiającej swobodny dostęp do wnętrza domu wszystkiemu co pałętało się po okolicy.
Nagle wstrząsnął mną dreszcz.
Czy tu są wilki?
Musiałam jakoś doczekać poranka.
Nie namyślając się długo ściągnęłam z piętra materac. Postawiłam go pionowo , przysunęłam do ściany i tym samym zasłoniłam powstałą dziurę.
Nadal miałam wątpliwości czy to wystarczy, ale nie dysponowałam niczym co mogłoby dodatkowo zablokować tą dziwną konstrukcję.
Wtedy mój wzrok padł na fortepian. Po chwili i z niemałym wysiłkiem przepchnęłam go tak, że podpierał materac.
Od biedy mogło starczyć, ale strzeżonego i tak dalej. Jednym słowem do fortepianu dołączyła pościel i po chwili w salonie znalazło się również koszmarnie wyglądające, aczkolwiek nadspodziewanie wygodne legowisko.
Postanowiłam spać tuż przy tej dziwnej blokadzie licząc, że jeśli będzie się działo cokolwiek dziwnego to po pierwsze to usłyszę, a po drugie zdążę zareagować.
Na wszelki wypadek tuż obok położyłam rurę, ale wiedziałam, że muszę jak najszybciej dowiedzieć się jak załatwić broń.
Dlaczego nie załatwiłam tego wcześniej?
Zmarszczyłam brwi przypominając sobie powód. Wcześniej chciałam się zapytać o to w czasie rozmowy z szeryfem, ale przebiegła ona trochę inaczej niż to sobie wyobrażałam i już nie zdążyłam.
No nic. Trzeba będzie zapytać się o to Denise.
Myśląc o tym, że muszę poprosić George’a o naprawienie całych drzwi, a nie tylko szyby – zasnęłam. Coś tam jeszcze kołatało mi w głowie, że chyba o czymś zapomniałam, ale byłam tak wykończona tym co się działo, że to zignorowałam.

Zawsze miałam twardy sen. I zawsze mi się coś śniło. Od kompletnie abstrakcyjnych zdarzeń po sytuacje, które były odzwierciedleniem tego, co się działo w rzeczywistości. Nie powiem ile razy po przebudzeniu sprawdzałam coś w panice, będąc przekonaną, że jednak to zdarzyło się naprawdę.
W dodatku głęboki i aktywny sen, szedł w parze z opornym budzeniem się.
Cudem było usłyszenie budzika. A jeśli nawet – to ciało i umysł nigdy nie chciały od razu przejść ze stanu snu do jawy. Stawiały zaciekły opór i trzymały się łóżka pazurami i zębami.
Tak samo było tym razem.

Biegłam w lesie. Przed czymś uciekałam. Słyszałam swoje kroki i oddech, a za mną znajdowało się coś dużego, mrocznego. I było coraz bliżej.
Nagle znalazłam się w swoim domu. Teraz oprócz własnego oddechu słyszałam rytmiczny hałas. Zupełnie jakby ktoś pukał. Podniosłam się z podłogi, podeszłam do drzwi wejściowych i je otworzyłam.
Zadrżałam od podmuchu mroźnego powietrza. Po akcji z łosiem koja koszulka nocna nadawała się do prania i musiałam ratować się szlafrokiem. Tylko nim.
Do łóżka był to strój doskonały, ale nie sprawdzał się jako ochrona przed zimnem. Oparta o framugę objęłam się ramionami jakby to mogło w czymś pomóc.
A w progu stała moja niedoszła ofiara.
Ten sam facet, którego prawie nie rozjechałam jakiś czas temu.
Zamarł z ręką uniesioną do góry.
Patrzyłam na niego może przez chwilę za to całkowicie bezmyślnie, ale oczy mi się same zamykały.
I pewnie bym tak została, ale ponowny podmuch wiatru zmusił mnie do ruchu.

- Tylko umyj podłogę. – Mruknęłam sama nie wiedząc dlaczego, odwróciłam do niego plecami i wróciłam na swoje posłanie.
Zakopałam się w pościeli i to było to.
W końcu – po dłuższej chwili wiercenia się w układania w każdy możliwy sposób, znalazłam idealną pozycję.

I wtedy tuż obok mnie, rozległ się chrapliwy męski śmiech.
Tak mnie to przestraszyło, że zerwałam się na równe nogi przy okazji zaplątując się w pościel. Runęłabym jak długa, gdyby ktoś mnie nie przytrzymał.
Ktoś wysoki, cholernie silny i trzymający mnie zdecydowanie za blisko siebie.
Zakręciło mi się w głowie i nie widziałam nic oprócz mocnej szyi i silnie zarysowanej szczęki. Było mi za gorąco i duszno. I jeszcze ten zapach! Szarpnęłam się odruchowo do tyłu, ale to nic nie dało. Obcy podniósł mnie tak, że przestałam dotykać ziemi. Nie wiedziałam co się dzieje. Przed chwilą spałam i nagle okazało się, że obok mnie w domu ktoś jest. W panice zaczęłam wierzgać na oślep i po chwili wyłam z bólu. Bosą stopą przywaliłam z całej siły w jego nogę.
- Uspokój się do cholery! – Głośny krzyk, ale chyba bardziej niespodziewany i ostry ból mnie uspokoiły. Przestałam się szarpać. Mężczyzna postawił mnie na podłodze, ale gdy tylko odzyskałam grunt pod nogami krzyknęłam i runęłabym na ziemię, gdyby znowu mnie nie podtrzymał.
Musiałam na nim uszkodzić nogę.
- Nie ruszaj się. Nic ci nie zrobię. Trzeba to obejrzeć. – Gdyby nie ból, byłabym święcie przekonana, że to mi się śni. Sytuacja była tak koszmarnie absurdalna, że nawet nie wiedziałam jak to mam nazwać.
Leżałam na podłodze. Obok mnie klęczał obcy mężczyzna, którego kilka dni wcześniej prawie rozjechałam. I w dodatku sama go wpuściłam do domu.
Jestem prawie naga, a .. i nie było potem a.
Na samą myśl, że mam na sobie tylko ten kawałem materiału poczułam się nieswojo.

Usiłowałam się jakoś zasłonić, ale obcy momentalnie mnie usadził.
- Możesz się nie wiercić? Naprawdę nie ma tu nic do oglądania oprócz tej nogi. Uwzięłaś się na mnie czy co? Za jakie grzechy trafiam na ciebie. – I z powrotem wrócił do oglądania i delikatnego badania mojej stopy. Uspokoiłam się błyskawicznie. Żaden złodziejaszek czy morderca nie zachowuje się w ten sposób. Jeśli facet chciałby mnie skrzywdzić, to już dawno dałby mi łeb, albo zaczął się do mnie dobierać.

Był tak skupiony na tym co robił, że mogłam bez przeszkód go sobie obejrzeć.
Dlaczego najpierw spojrzałam na jego dłonie?
Może dlatego, że mnie dotykał. Silne, męskie i szorstkie. Nie umiałam tego inaczej określić. Były takie nieokrzesane – zupełnie jak ich właściciel.
Wzrok powędrował wyżej, przebiegł po szyi, silnie zarysowanej szczęce z widocznym zarostem. Trochę za długie włosy, ale mu pasowały. Też takie .. dzikie. Niby szatyn, ale z jaśniejszymi pasemkami. Śmieszne.
A potem utonęłam w zielono-brązowych oczach.

Spojrzał na mnie. Dlaczegóż by nie.
Ja też bym patrzyła na taką sierotę. Całkiem możliwe, że dokładnie tak samo.
Mieszanina wkurzenia, złości i irytacji, ze szczyptą lekceważenia.
I wtedy ciszę przerwało moje subtelne, zadane bardzo jadowitym tonem pytanie.
- Kto cię tu zapraszał? – Brew mu lekko drgnęła, ale nerwy miał jak ze stali. Nie speszył się ani odrobinę, z to odpowiedział w tym samym tonie.
- Ty. – I kontynuował.  – Musiałaś tak walić? Zawsze jesteś taka dzika? – Nie odpowiadałam, ale też mężczyzna nie oczekiwał, że to zrobię.

Zamknęłam się, bo co niby mogłam zrobić innego w takiej sytuacji.

U moich stóp klęczał nie kto inny tylko sam DJ Callahan.

 

** ** ** ** ** ** ** **

Montana – część V

Montana – część VII

Polubienia 36
Wyświetlenia 1962

Podobne wpisy:

  • Pingback: Montana V | Skrywane pragnienia()

  • a

    Za mało! !!!!

  • A.

    Popieram poprzedniczkę, za mało ;/ choć akcja świetna! :)

  • Wiktor

    Witaj Aniu!!!. Świetne!!!. Dzięki Aniu, że piszesz. Ciekawe To opowiadanie. Jak nie spali całego miasteczka to będzie sukces hihi. Chyba mieszkańcy nie wiedzą, że nadciągnął kataklizm. Pozdrawiam Wiktor

    • Nie zdradzaj fabuły, proszę.
      Nieświadomi żyją dłużej i są szczęśliwsi :P

    • Vika

      Wiktor. Diablica jednym słowem. Rzeczywiście może narozrabiać.Pozdrawiam

  • anonimek

    „ciemno wszędzie
    głucho wszędzie
    co to będzie…”
    ach… chyba jeszcze chwilę przyjdzie nam poczekać :(

    • chwilkę …. tak ze trzy godziny.
      dentystka mnie wykańcza …

  • Pingback: Opowiadania erotyczne | Montana VII | Skrywane Pragnienia()