Paradoks XL (koniec)

 

Dopiero teraz miałam tak naprawdę doświadczyć konsekwencji swoich czynów.
Nikt mnie tak wcześniej nie dotykał. Chociaż to, co właśnie robił mi Maks trudno nazwać dotykiem.
Usiłowałam się wyrwać, ale nie miałam najmniejszych czas.
Chrapliwy śmiech mężczyzny był jedyną odpowiedzią na moje pełne bólu wycie, gdy pomimo oporu i trudności jego palec wnikał coraz głębiej.
I nagle to się skończyło.
Dziwny dźwięk zakończony głuchym łomotem.
Opadające na mnie całym ciężarem nagle bezwładne ciało.
Czyjś jęk i słowa.
- Boże, co on zrobił.
Z niemałym wysiłkiem odwróciłam głowę i zobaczyłam stojącego tuż obok łóżka Josha. Resztki krzesła, którym uderzył wspólnika leżały porozrzucane na podłodze.

Sponiewierany, ledwie trzymał się na nogach, ale kompletnie nie zwracał uwagi na swój stan. Patrzył z niedowierzaniem na leżące na materacu ciała.
Zadrżałam i to go ocuciło. Ale tylko jego.

To, co się stało, to co zrobił mi Maks – nie wytrzymałam. Mój umysł tego nie wytrzymał.
Przestałam reagować na jakiekolwiek bodźce.
Milcząc, byłam w stanie rejestrować tylko kolejne obrazy pojawiające się przede mną. Ale na tym jakikolwiek mój udział w tym, co się działo się kończył.

- Na górę. Szybko! – Krzyk Josha.
Pojawiający się w drzwiach Sean.
Chyba zepchnęli ze mnie Maksa, bo zrobiło mi się zimniej i lżej.
Zostałam otulona kocami i zniesiona przez ochroniarza na dół.
Nie oglądałam się za siebie.

Wyniósł mnie na zewnątrz.
Samochód.
Znalazłam się na tylnym siedzeniu. Bieganina, wołania, w końcu Sean usiadł za kierownicą i ruszył – zostawiając tym samym obu mężczyzn, którzy wywrócili moje życie do góry nogami.
Lusterko wsteczne ustawił tak, by widzieć moją twarz.
Dopiero chwili się odezwał, ale mówił przez dłuższą chwilę. W sumie, to chyba cały czas powtarzał to samo.
- Anna. Jedziemy w bezpieczne miejsce. Josh wszystko przygotował. Ukryjemy cię. Będziesz bezpieczna.

Chyba – bo po tych kilku słowach przestałam słuchać, co mówi. Kojący i ciepły głos mężczyzny odniósł jednak niespodziewany efekt. Uspokoił mnie – o ile tak można to nazwać. Ale wyciszył na tyle, że po chwili zamknęłam oczy i odpłynęłam w sen,
Mocny.
Ciemny i pusty – po raz pierwszy w mojej głowie nie pokazały się żadne obrazy.
Ocknęłam się, gdy Sean wyciągał mnie z samochodu.
Mały domek. Chyba na pustkowiu, bo nigdzie nie było widać innych źródeł światła niż księżyc.
Skrzypienie śniegu, gdy stawiał kolejne kroki.
Dopiero, gdy znalazł się w środku wypuścił mnie z ramion – a dokładniej posadził na łóżku.
- Nie bój się. – Mówiąc to, położył jednocześnie coś obok mnie. – Załóż to. Poczekam na zewnątrz, aż się ubierzesz. Zawołaj, gdy skończysz.- I zostawił mnie samą, przymykając jedynie drzwi.
Zarzuciłam bluzę, dres, ponownie owinęłam się kocem i dopiero tak otulona byłam w stanie stawić mu czoło.
Teraz już uważnie słuchałam tego co mi mówił.
I próbowałam zrozumieć, co słyszę.
Sean pokazywał mi kolejne rzeczy.
Kilka kompletów dokumentów i kart na inne nazwisko, dane rachunków bankowych, pieniądze w gotówce. Dom, w którym się teraz znajdowaliśmy był kupiony na jedno z tych tożsamości. Podobnie samochód stojący pod wiatą.
I wśród tego wszystkiego, co chwilę pojawiało się jedno imię – Josh.
Szukał mnie na własną rękę, ale i pilnował Maksa. Przede wszystkim go pilnował. A w międzyczasie przygotowywał plan awaryjny ucieczki.
- Skąd wiedział, że mnie znajdzie? – Przerwałam mężczyźnie.
- Josh? Nie wiedział, ale był pewien, że Maks nie odpuści. – Przebiegł mnie dreszcz. Gdyby Josh zjawił się wcześniej, to nie doszłoby do tego wszystkiego.
Spojrzałam mu prosto w oczy. Zrozumiał.
I odpowiedział.

- Zjawili się razem, ale Maks nie pozwolił sobie przeszkodzić. – Nic nie rozumiałam. Dopiero po chwili, gdy zestawiłam tą wiadomość z poobijanym Joshem dotarło do mnie w jaki sposób Maks wygzekwował swoją wolę. I na swoim wspólniku i na mnie.
- Trochę to trwało zanim dotarłem. Dobrze, że nie później. Dla was obojga.

Zapadła cisza, ale tylko na chwilę.
Teraz była moja kolej na pytania.
- Jestem już bezpieczna? – Sean nie patrzył mi w oczy.
- Powinnaś. Przynajmniej na razie. Ale musisz uważać. Josh uważa, że Maks nie będzie cię szukał. A na pewno nie tutaj. Nie teraz. To wszystko zostało przygotowane o wiele wcześniej. – Dopiero po chwili dodał. – Od sierpnia. Jesteśmy praktycznie pod jego nosem, ale jak to mówią pod latarnią najciemniej. Nikt się nie spodziewał, że zrobisz to samo, ale to nam ułatwiło sprawę. Nikt nigdy nie wpadnie gdzie jesteś. Tego chciałaś, prawda? Znaleźć spokój. Miejsce, które będzie twoim domem.

Odwróciłam się do niego plecami. Nie chciałam słyszeć nic więcej. Zrozumiał i zamilkł.
Miałam mętlik w głowie.
Dlaczego Josh mi pomógł? Przecież o wiele prościej byłoby pozwolić, by Maks zrobi to co planował.
Co się teraz z nimi dzieje?
Czy naprawdę uda mi się przed nimi schronić?
Westchnęłam. Wcale nie chodziło o nich.
- Zostawisz mnie. – To nie było pytanie.
- Tak.
- Kto oprócz ciebie i Josha wie o tym wszystkim?
- Nikt.
Odwróciłam się gwałtownie.
- Zwariowaliście! Myślisz, że Maks odpuści wiedząc, że sprzątnęliście mu mnie sprzed nosa?!
- Maks o mnie nie wie. A Josh się wybroni.

To było bardziej pokręcone niż byłam w stanie zrozumieć. Niż ktokolwiek byłby w stanie pojąć.

Byłam teoretycznie bezpieczna.
Ale to co zrobił Josh było szaleństwem.
Dlaczego tak się zachował? Co nim kierowało? Przecież jakby nie patrzeć jego też oszukałam.
Zrobiłam idiotę i pogrywałam tak samo jak z Maksem. A mimo to naraził się wspólnikowi.

Jakichkolwiek odpowiedzi szukałam, zawsze dochodziłam do jednego wniosku.
Naprawdę prościej i taniej byłoby mnie sprzątnąć.

Stop!

Roztrząsanie po raz kolejny, co, kto i dlaczego mijało się z celem. Ani nic nie naprawi, a już tym bardziej nie zmieni.
Sean miał rację – dostałam to, czego chciałam.
Drugą szansę na spokojne i przewidywalne życie, bez żadnych huśtawek emocjonalnych i przede wszystkim bez Maksa.
Pożegnanie było co najmniej dziwne.
- Już się nie zobaczymy? – Spotkało się ze spontaniczną odpowiedzią mężczyzny.
- Oby nie.

Dopiero, gdy zostałam sama opadła trzymająca mnie w pionie adrenalina.
Byłam wycieńczona i obolała.
Dopiero teraz zaczynałam odczuwać fizyczny ból i wszystkie obtarcia.
Położyłam się pełna obaw, ale po raz pierwszy od dawna nie śniło mi się absolutnie nic.

Mijał dzień za dniem.
Tydzień za tygodniem.

A czas dosłownie przeciekał mi przez palce.
Poznanie domu.
Okolicy – chociaż trudno mówić tak o otaczającym mnie pustkowiu.
Sąsiadów w pobliżu na szczęście nie miałam żadnych.
Korzystając ze wskazówek pozostawionych przez Seana samodzielnie robiłam zakupy – tak szumnie nazywałam wypady raz na jeden, dwa tygodnie w czasie, których nabywałam wszystko – od produktów spożywczych począwszy na gwoździach czy paliwie kończąc.
Dużo spałam.
Biegałam.
Czasem oglądałam telewizję.
Ale przede wszystkim starałam się nie myśleć.
Przynajmniej do czasu.
Gdy już uważałam, że mam siebie pod kontrolą stało się coś, co przekreśliło wszystko, co zrobiłam do tej pory.

Zobaczyłam Josha.
Dokładniej wywiad z nim.
Nie byłam w stanie zmienić kanału. Nie rozumiałam, co mówi. Nie mogłam się skupić na słowach, bo przeraził mnie jego wygląd.
A wyglądał koszmarnie. Głos miał jeszcze gorszy.
Przybyło mu z dobrych dziesięć lat.
Podkrążone oczy.
Zmarszczki.
To nie był przepijaczony aktor, jakiego odgrywał czasem przed mediami, tylko człowiek wykończony zmartwieniami i problemami, który się już poddał.

I wtedy po raz pierwszy dopuściłam do siebie myśl.
- A co się dzieje z Maksem?
To co początkowo pojawiło się i zniknęło, po chwili wróciło ze zdwojoną mocą.
Był potworem. Pozbawioną ludzkich uczuć bestią, która bawiła się innymi.
Wiedziałam o tym.
Pamiętałam co mi zrobił i chciał zrobić.

Ale gdy tylko zamykałam oczy, widziałam go.
Wracały te chwile, gdy pokazywał ludzką twarz. Albo, gdy grał tę rolę najlepiej.
Powoli przestawało mieć dla mnie znaczenie, że wtedy udawał.
Bo do tego Maksa zaczynałam tęsknić.
Uśmiechniętego. Zmartwionego. Podnieconego.
Zaczynałam mieć dosyć własnej wegetacji.

I tak długo się trzymałam, ale granicę przekroczyłam kilka tygodni później.
Coś usłyszałam. Jakiś szmer.
Jakim cudem pomyślałam, że to był Maks? Nie wiem.
Ale najgorsze było to, że pragnęłam go tam zobaczyć.
W przypływie jakiejś dziwnej nadziei podbiegłam do drzwi wejściowych i szeroko je otworzyłam.

Puste pole. Samochód. To wszystko.
I zrozumiałam, że jeśli czegoś z tym nie zrobię będzie jeszcze gorzej.

Po raz pierwszy sięgnęłam wtedy po telefon, który zostawił mi Sean.
Prosty aparat na kartę.
Wystarczało kupować, co miesiąc doładowania by nie stracić numeru.

Usiadłam przy stole.
Wiedziałam, że jeśli zrobię to, co planowałam to zmieni się wszystko. I nie będę miała jak tego cofnąć.
Ale wtedy pomyślałam, co się stanie, jeśli nic nie zrobię.
Zrozumiałam, że nie mam wyjścia, że w inny sposób się nie uwolnię.

Wybrałam kombinację cyfr.
Numer podany dawno, dawno temu. Musiałam go zapamiętać.
Miał być wykorzystywany tylko w wyjątkowych sytuacjach.

Dopiero po kilku sygnałach osoba po drugiej stronie odebrała telefon.
Nic dziwnego.
Mogła dzwonić tylko dwoje ludzi, a połączenie przychodzące nie było od żadnego z nich.
- To ja. – Odpowiedziała mi cisza, ale nie miałam wątpliwości, że zostałam rozpoznana. Nie było już odwrotu. Wzięłam głęboki oddech i zaczęłam mówić.

Działałam jak w transie.
Przygotowałam się i ubrałam. Spakowałam tylko kilka rzeczy.
Jeśli mi się uda – wrócę po resztę. Jeśli nie, to nie będzie to mieć żadnego znaczenia.
A przynajmniej nie dla mnie.

W niecałe dwie godziny znalazłam się w umówionym miejscu.
Dokładnie pośrodku czekającej mnie drogi.
Parkując zobaczyłam czekający na mnie samochód. Czarny landrover z przyciemnionymi szybami.
I dopiero wtedy zaczęłam się bać. A jeśli się nie uda?
- Trochę za późno. – Pomyślałam z goryczą. Ale z drugiej strony nie mogłam po
Ale i tak dopiero po chwili, gdy opanowałam obezwładniające drżenie ud, byłam w stanie wysiąść z samochodu.
Droga, którą pokonałam z jednego samochodu do drugiego była najdłuższą w moim życiu.

Nie wiedziałam, kogo zobaczę po otwarciu drzwi.
Czy będzie tam tylko on?
Czy tez czeka mnie komitet powitalny.
Ulga jaką poczułam gdy go zobaczyłam, była nieporównywalna z niczym innym.
Wsiadłam do środka i dopiero wtedy wyszeptałam.
- Sean. – Objął mnie. Tak po prostu.
Przytulił i po prostu trzymał przez chwilę.

To były jedyne słowo, które padło w samochodzie. Zresztą nie było, o czym mówić. Wszystko, co było ważne powiedziałam już wcześniej.
Ryzykował tak samo jak ja. W tej chwili nie będzie żadnej taryfy ulgowej. Już nie.
Jeśli mi się nie uda, on również poniesie konsekwencje. Maks i Josh nie byli głupi i bez trudu domyślą się, kto mi pomógł.

Gdy dojechaliśmy na miejsce było już ciemno.
Sean zatrzymał się tak, że mogłam wysiąść niezauważona z samochodu.
Przez tyle miesięcy przebywania w posiadłości, nauczyłam się po niej poruszać tak, by pozostać niezauważoną.
Plątanina schodów i korytarzy. W końcu znalazłam się w swoich dawnych apartamentach.
Cicho zamknęłam za sobą drzwi i nagle cofnęłam się o kilka miesięcy.
Dokładnie tak wyglądały pokoje, gdy je opuszczałam.
Te same meble, przedmioty.
Zaskoczona zajrzałam do szaf.
Wszystko – łącznie z moimi ubraniami było na swoim miejscu.
Nie zapalałam świateł. W czasie bezchmurnej pełni nie było takiej potrzeby.
Byłam w sypialni, gdy usłyszałam dziwne skrzypnięcie.
To był odruch.
Sekunda i znalazłam się w łazience. Stojąc za półprzymkniętymi drzwiami, mogłam przez wąską szparę przy framudze podejrzeć co się dzieje w pokoju.
Stałam przez dłuższą chwilę w bezruchu, ale otaczała mnie tylko cisza.
Pokręciłam z niedowierzaniem głową.
Byłam przewrażliwiona.
W domu był tylko podstawowy skład załogi.
Maks i Josh mieli przyjechać jutro, a ja pod wpływem emocji zaczynałam słyszeć rzeczy których nie ma. Już miałam wyjść z ukrycia, gdy dźwięk się powtórzył.
Ktoś powoli otworzył drzwi wejściowe.
Przyłożyłam dłoń do ust, by stłumić oddech. Chociaż serce zaczęło uderzać tak mocno, że usłyszałam dudnienie w uszach.
Cichy trzask.
Kroki.

I postać mężczyzny, który całym sobą wypełnił sypialnię.
Stanął w nogach łóżka i wpatrywał się leżącą na nim pościel.

Tylko cudem nie krzyknęłam widząc Maksa tak blisko siebie.
Nie powinno go tu być!
Tkwiłam w bezruchu modląc się, by mnie nie zauważył.
Wcale nie byłam pewna, czy mnie jednak nie usłyszał. Albo nie wyczuł.

Nagle odwrócił się i wyszedł.
Trzask zamykanych drzwi.
Cisza.

Nie ruszyłam się.
Nie ufałam sobie. I nie ufałam jemu.
59.. 60… Głębokie wdechy i wydechy. Jak najwolniej. Jak najciszej.
189.. 190…
Dopiero, gdy doliczyłam do 600 odważyłam się ruszyć.
Byłam sama.

I natychmiast, gdy wyjrzałam z łazienki zrozumiałam dlaczego. A dokładniej to poczułam dlaczego.
Prawie niewyczuwalny aromat mocnego alkoholu nadal wisiał w powietrzu.
Maks nie trzymał w dłoni żadnej butelki, więc musiał już trochę wypić.
Nie miałam wątpliwości, że to mnie uratowało.

Ale nie na długo.
Myślałam, że mam więcej czasu, ale Sean nie przewidział, że Maks zmieni plany.
Nikt by tego nie przewidział.
Wątpiłam czy uda mi się ukryć aż do dnia następnego.
Musiałam działać teraz.
Przygotowania trochę trwały. Musiałam zachowywać się cicho. Połowę rzeczy robiłam po omacku.
W końcu byłam gotowa.

Wyjrzałam na korytarz.
Pusto.
Powoli – klucząc, chowając się i upewniając kilkanaście razy czy mogę niezauważona przejść dalej, pokonałam drogę do celu.
W środku było pusto.
Maks – gdziekolwiek był, na pewno nie trafił tutaj.
Jeszcze nie.

Zamknęłam za sobą drzwi, usiadłam plecami do wejścia.
Teraz pozostało mi tylko czekać.

Bicie zegara.
Czekanie jest najgorsze.
Zawsze.
Wtedy po głowie przebiega milion myśli, a wyobraźnia tworzy kolejne, coraz gorsze scenariusze.
Coraz bardziej się bałam.
A co jeśli się nie uda?

Bicie zegara.
Maksa nadal nie było.

Siedziałam na środku łóżka. Rozpuszczone włosy spływały kaskadą wzdłuż pleców. Pled, którym się okryłam powoli zsunął się w dół.
A pod spodem byłam nada.
I nagle poczułam dreszcz przebiegający wzdłuż kręgosłupa.
Zanim zdążyłam się zastanowić, co to może być usłyszałam kroki na korytarzu. Chociaż trudno było to tak nazwać ten dźwięk.
To mógł być tylko Maks.
Tylko on tu wchodził.
Nikt inny.

Łomot otwieranych drzwi i głośny huk, gdy zostały zamknięte.
I cisza.

Zobaczył mnie.
Musiał mnie zobaczyć.
I wtedy usłyszałam pijacki bełkot.
- O! Tu jesteś!
Zamarłam z przerażenia, ale zanim zdołałam cokolwiek zrobić znowu coś zdrowo huknęło. To Maks – pchnął drzwi od łazienki z całą dostępną siłą.

Potem usłyszałam złorzeczenie, gdy się rozbierał.
Szum prysznica.
Głuchy dźwięk – zupełnie jakby ktoś walnął pięścią o ścianę.

Zdążyłam tylko zsunąć się z łóżka i stanąć obok.
Nagle woda przestała lecieć.
Maks nawet się nie wytarł. Ociekając wodą wyszedł z łazienki i położył się na samym środku materaca. Odwrócił głowę i po prostu na mnie patrzył.

Zanim zdążyłam cokolwiek zrobić usłyszałam.
- Nie odchodź. -  Ciężko oddychał, walcząc z zamykającymi się powiekami. Nie chciał zasnąć. I wtedy zrozumiałam, że jest przekonany, iż jestem wytworem jego wyobraźni. Wzmocnionej przez spore ilości procentów. Tylko dlaczego nie chciał żebym zniknęła?
To był impuls.
- Maks? – Mój szept przerwał ciszę.
- Nie odchodź. – Wymamrotał.
Podeszłam bliżej. Jego oczy były smutne. Puste. Tak jakby ktoś bez rąk widział pędzle i płótna, czekające na farbę i dłoń, która je poprowadzi. Osoba bez nóg obserwowała parę wirującą w tańcu.
- Żadnych głupich ruchów. – Pragnienie, by go teraz pocałować, by się przytulić było tak silne, że prawie to zrobiłam. – Nie będzie drugiej szansy. Nie zmarnuj tego.
Potrzebowałam Maksa trzeźwego. Wziętego z zaskoczenia. Tylko wtedy miałam jakąkolwiek szansę. Zastanawiałam się co mam teraz zrobić, gdy zdarzył się cud.
- Jeśli obiecam, że cię nie dotknę położysz się obok? – Walczył ze sobą by nie spać, ale przegrywał.
Rozmawianie z pijanym nie jest dobrym pomysłem, ale Maks miał chwilę szczerości i musiałam to wykorzystać
- Dlaczego? – Proste pytanie. Wiele odpowiedzi.
- Znikasz. Za każdym razem, gdy wyciągam rękę to znikasz.
Uśmiechnęłam się delikatnie.
- Położę.
Przesunął się, robiąc mi miejsce.
- Będziesz rano? – Dodał.
- Boże. – Pomyślałam. – Będę, tylko czy ty będziesz z tego faktu zadowolony? – Po czym wzięłam głęboki oddech i powiedziałam.
- Tak.
- To dobrze. Muszę ci coś powiedzieć .. – I zasnął.
Dopiero po chwili podniosłam się, by przykryć go pościelą. Chciałam czuwać dopóki się nie obudzi, ale zbyt wiele się działo.
Co ja bredzę. Wszystko się działo.
Ale to nie miało znaczenia.
Byłam obok Maksa.
Patrzyłam na niego.
Czułam jego zapach i mimo dzielącej nas odległości, czułam jego ciepło.
I sama zasnęłam.

Nie było mi ciepło.
Było mi gorąco.
Kręciło mi się w głowie.
Nie mogłam oddychać.
A potem się obudziłam.
Nade mną klęczał wściekły Maks.
Dłonią trzymał mnie mocno za gardło – to dlatego miałam kłopoty ze złapaniem oddechu.
Gdy tylko zobaczył, że otworzyłam oczy wysyczał.
- Ty dziwko!

Zadziałałam odruchowo. Ręce miałam wolne.
Wbiłam złożone palce w okolicę żeber i w tej samej sekundzie mężczyzna ryknął z bólu. Nie chciałam zrobić mu krzywdy, zależało mi tylko na jego krótkim unieruchomieniu. Przekręt ciała i teraz to on leżał na plecach, a ja siedziałam na nim okrakiem.
Dłońmi oparłam się o jego przedramiona, tym samym przytrzymując je na materacu.
- Zamknij się w końcu! – Nie wytrzymałam.
Spojrzał na mnie z niedowierzaniem.
- Ty.. – Zaczął. A ja wiedziałam, że nie mogę pozwolić mu się nakręcić.
Pochyliłam się i go pocałowałam.
Nie mocno.
Dotknęłam go tak, jak chciałam to zrobić w nocy, gdy był tak strasznie samotny.
A ja tak strasznie tęskniłam.

Nie potrafiłam oderwać od niego ust. Wargi delikatnie wodziły po skórze.
Zaczynało kręcić mi się w głowie.
Ostatkiem sił odsunęłam się od Maksa, ale nie zwolniłam uchwytu.
Gdyby chciał już dawno by mnie zmiótł. Mógł to zrobic w każdej chwili.
Zamiast tego zadał pytanie. Na które było wiele odpowiedzi.
- Dlaczego? – Musiałam mu spojrzeć w oczy. Zimne. Bez wyrazu. Teraz już naprawdę nie miałam nic do stracenia.
- Bo jestem twoją narzeczoną. I tęsknię za twoimi głupimi uprzedzeniami i przekonaniami.– Drgnęła mu brew. – Za twoim głosem. I dotykiem. Zapachem. I dlatego, że nie ty mi rozkazujesz, ale ja tego chcę.

Kolejne pytanie, zadane głosem zupełnie bez emocji, odebrało mi nadzieję.
- Uwzględniłaś w swoich planach, że mogę już cię nie chcieć?

Czyli koniec.

- Tak. Ale zrozumiałam, ze jeśli nie przyjdę i się nie zapytam to się tego nigdy nie dowiem. A nie mam już siły zgadywać bez ciebie.

Nie miałam szans by go powstrzymać. Silna dłoń zacisnęła się ponownie na moim gardle.
- Wiesz, że cie zabiję. – To nie było pytanie. Sucho stwierdził fakt.

Nie sprawiał mi bólu. Jeszcze nie. Ale to już się nie liczyło. Podjęłam ryzyko, postawiłam wszystko na jedną kartę i przegrałam.
Ale nie żałowałam.
Ktoś powiedział, że niewiedza jest błogosławieństwem, ale się mylił.
Wolałam wiedzieć, że mnie nie chce – nawet za najwyższą cenę, niż bezsensownie wegetować łudząc się, że jakiś fragment mnie jest cały czas z nim.
- To już nie ma znaczenia. – Uśmiechnęłam się delikatnie.

I nagle poleciałam na bok.
- Ty idiotko! – W końcu coś go ruszyło. – Wiedziałem, że trzeba było cię utłuc na samym początku! Ten cały cyrk, kradzież, pogoń, robienie ze mnie pośmiewiska. To wszystko po to, bo ty chcesz mieć ostatnie słowo?!

Jęknęłam, gdy wgniótł mnie w materac.
Zabolało, Maks nie był ułomkiem.
I teraz nie był poruszony. Był wściekły.

- Jeszcze jeden taki numer! Jeden! I cię wypatroszę! Kretynka! Pomyślisz o czymś takim i będziesz żałować do końca życia.

Darł się. Strasznie wrzeszczał.
I nie ruszał się na centymetr.
Nie robił nic więcej.
Rzucał wyzwiskami.
Wygrażał.
Mówił co mi zrobi.

Tylko to.
Nic więcej.

 

Wtedy ją zobaczyłam.

Jedną łzę spływającą z kącika jego oka.

I poczułam, że sama nie mogę ich powstrzymać. Uśmiechałam się i płakałam jednocześnie.

Znalazłam mój dom.

 

 

** ** ** ** ** ** ** **

Paradoks – część XXXIX

Polubienia 35
Wyświetlenia 3426

Podobne wpisy:

  • Musiałam strasznie skrócić, bo mi się kolejna część szykowała. A co za dużo to niezdrowo :)

    • Julia

      Pomimo skrócenia treści i tak jestem usatysfakcjonowana :) Skończyło się tak jak chciałam ;) Całe opowiadanie – mistrzostwo :) Czekam na kontynuację kolejnych opowiadań :) Miłej nocki życzę :*

  • Pingback: Opowiadania erotyczne | Paradoks XXXIV | Skrywane Pragnienia()

  • To psychole…psycholove :)
    Oni są tak absurdalni, że to do nich pasuje, moment zakończenia chyba najlepszy do wybrnięcia. Nie było cukierkowo, słodycz nie zabiła…..i krzesło Josha tez.
    A że wariatka, to wzięła wariata :) dobrze jej tak…i to takiego…mrrr
    I wiem, że mogę pójść spać spokojna :)
    Hah. Ale miło mi wiesz.

    • Tacy wariaci są najlepsi.
      Jak się dobiorą to mogą razem świat zdobyć.
      Ale walcząc ze sobą – świat zniszczą.

  • Askaa

    A wiesz…jestem usatysfakcjonowana:)
    Nic mi tutaj nie brakuje. Ewentualnie wieści co z Josh’em .

    Dziękuję:)

  • Gosia

    Nic dodać, nic ująć. Zakończenie na 6+ :)

  • anonim

    A już miałam na dzieje, że się krew poleje… ;)
    Chyba jedyne co mi pozostaje to czekać na Pogromce Wampirzycy :D

    • Wampirzyca poszła zawiesić kły na kołek :D
      Będzie Montana

      • Drosera

        A pechowa? Tyle miesięcy już czekam…

        • W lutym będzie.
          Też się stęskniłam za Pawłem i naszą wariatką :) Chciałabym ją wykończyć (o opowiadaniu myślę, nie naszej bohaterce … oczywiście).
          Temat szczęki i dentysty jest u mnie właśnie na czasie … nic tylko usiąść i pisać – ale nie dzisiaj. Znieczulenie mi zeszło, jestem na prochach z antybiotykami .. ciekawa mieszanka na marginesie.Ale głowa mi leci i muszę isć spac. Co prawda strasznie dziwna godzina jak na mnie ale juz nie mogę.

  • No! I teraz mogę zacząć czytać :D
    Cieszę się :D

  • klo

    Liczyłam na więcej akcji i jakiś niespodziewany koniec po takim czasie oczekiwania ale trudno :) Ostatnie słowo należy do autora i trzeba się z tym pogodzić.
    Nie każdemu można dogodzić :)

    • I dlatego to jest wersja beta :)
      Jak ktoś chce niespodziewane … to dam znać gdy książka będzie do nabycia :D

      PS> Masz rację – nie dogodzi się wszystkim. Za to, czego Ci teraz brakuje niedawno ktoś mnie zjechał :D

  • e.

    I kurcze bardzo dobrze :D Trafił swój na swojego :D Na pewno nie będzie to nudna para :P A takie zakończenie otwiera drogę do kontynuacji przygód tej pary… :D Ta historia skończona ale skoro nikt nie umarł… zawsze mogą wpakować się w kolejne tarapaty i uprawiać duuużo seksu :D

    • Zdecydowanie nie nudna … i zdecydowanie nadająca się do uprawiania duuuuuużo seksu :)

  • WyznanieTajemnic

    Czekałam na ten moment kilka miesięcy. Idealnie. :) Uwielbiam jak piszesz, budujesz akcje i w ogóle. :)

  • Czekałam, czekałam, aż się doczekałam… No i w dodatku na to się doczekałam, na co czekałam :D
    Ja jednak mam słabość do happy endów. Inne zakończene… Cóż, gdyby wyszło Ci inne, bym je wzieła na klatę, ale cieszę się, że wystarczyła paczka jedynie paczka chusteczek ;). Chyba teraz wezmę się za Montanę, skoro ją ruszyłaś. Pozdrawiam :)

  • Babeczka

    To teraz se mogę przeczytać całość ;-)))

  • k

    wow, super na takie opowiadanie warto czekać.