Montana VII

- Wystarczy! – Wierzgnęłam ostro, o mało co nie trafiając go stopą w twarz.

Rzeczywiście miałam dość.
Wszystkiego!

Cokolwiek było z moją nogą miałam to już w głębokim poważaniu. Najwyraźniej jej nie złamałam, więc nic się nie dzieje. Poboli i przestanie. Wielkie mi co.
Natomiast wkurzał mnie DJ.
Wkurzał mnie mój własny pech.
Wnerwiał mnie mój przyspieszony oddech, gdy mojej skóry dotykał facet, na którego widok zaczynałam wysuwać kąsać.
A już najbardziej wyprowadzał mnie z równowagi fakt, że tkwię przed nim w szlafroku.

I to ostatnie przeważyło.
Życzyłam sobie być ubraną, a dopiero później mogłam stawić czoła całej reszcie – a przynajmniej próbować to zrobić.

Nie zważając na nic wygramoliłam się z tymczasowego legowiska i poszłam na górę się odziać, tym samym zostawiając DJ zupełnie samego.
W nosie miałam co sobie pomyśli.
Gorsze było to co myślałam ja.
A facet mnie wkurzał i wnerwiał tak jak mało kto.

A nie. Przepraszam.
Szeryf doprowadzał mnie do szewskiej pasji w podobnym stopniu.
A w DJ wnerwiało mnie wszystko.
Był blondynem. A ja miałam alergię na blondynów.
Nie podobało mi się jego zachowanie, arogancki i pełen wyższości ton.
Co za bufon.
W dodatku był dupkiem, który w nosie miał wszystkich i uważał, że wszystko można kupić.
O! Jak widać nie wszystko.
- No i się koleś przejechałeś. – Zachichotałam mściwie myśląc o domu. – Nie dość, że nie dostałeś tego miejsca w swoje łapy to w dodatku będziesz robił mi meble.

I wtedy przestało mi być tak wesoło.
Meble skojarzyły mi się z drewnem, a z drewnem z kolej powiązane były drzwi na taras. Będące smętnym wspomnieniem.
- Boże! Jeszcze i to. – Powoli zaczynały opuszczać mnie siły.
Było tego trochę za dużo jak na mnie jedną.

Okazało się, że nie tylko na mnie.

Schodząc zastałam DJ w tym samym miejscu w którym go zostawiłam.
Z głupim wyrazem twarzy rozglądał się po salonie, zatrzymując tylko wzrok na moim prowizorycznym legowisku na podłodze i postawionym pionowo materacu.

- Dlaczego? – Oszczędny w słowach. Komunikatywność na poziomie mistrzowskim. Ale i tak zrozumiałam o co mu chodzi.
- Musiałam zablokować dziurę. Nie miałam nic innego. – Machnął ręką w jakimś nieokreślonym geście, odepchnął materac po czym naszym oczom pokazała się imponująca dziura.
Z pięknego wyjścia na taras została uszkodzona ościeżnica.

- A reszta? – Nie widziałam powodu dla którego miałam kręcić.
- Łoś wyciągnął. – DJ spojrzał na mnie dziwnie, po  czym odwrócił się na pięcie i wyszedł.

Głuchy trzask zamykanych drzwi potwierdził, że tym oto sposobem pozbyłam się z domu samca alfa numer dwa.

Ale co się dziwić.
Pewnie stwierdził, że ma do czynienia z wariatką i wolał się oddalić. Zaczęłam nastawiać się mentalnie na wykonanie telefonu do Denise  – George’a nie czekały prace szklarskie tylko stolarskie, gdynagle rozległ się huk.

Zupełnie jakby ktoś kopał w drzwi wejściowe.
Bo kopał.
DJ.
Ręce miał zajęte przez deski i skrzynię – tylko nogi miał wolne.

Nic nie mówiąc wszedł z powrotem do środka, po czym przystąpił do zabijania nadprogramowego otworu w ścianie.
-Teraz nie mam na nic innego czasu. Wszystko i tak do wymiany, ale przynajmniej ci nic nie wejdzie. – Wrócił do gwoździ i młotka, ale i tak usłyszałam, co mruczy pod nosem. – Łoś na przykład.

Zacisnęłam zęby i zaczęłam robić kawę.
Musiałam się zająć czymkolwiek, bo inaczej przywaliłabym czymś w ten durny łeb – i nie miałam na myśli łosia.

A potem zostałam uraczona komunikatem:
- Spieszę się. – Po czym zostałam sama na środku salony, z dwoma kubkami gorącej kawy w rękach.

Ten neandertalczyk jak tylko skończył przybijać dechy zwinął cały majdan i wyszedł.
Nie porozmawiał o meblach.
Nie wykonał żadnych pomiarów pomieszczeń.
Nie zapytał się co konkretnie potrzebuję.
Polazł w jasną cholerę.

I zanim odzyskałam oddech zdążył odjechać.

Spodziewałam się wszystkiego tylko nie czegoś takiego.

Co miałam zrobić? Usiadłam przy wyspie w kuchni. Wypiłam najpierw pierwszą kawę, potem drugą, a następnie zadzwoniłam do Denise.
Osiągnęłam limit kretyńskich wydarzeń – przynajmniej na dzisiaj. I nie chciałam widzieć już nikogo więcej.
Nie wytrzymałabym nic więcej.

Tym co byłam w stanie ogarnąć były porządki. Przyłożyłam się jak nigdy.
Czynność prosta, nie wymagająca, za to nad wyraz męcząca.
Pod koniec dnia połowa domu lśniła, a ja padłam.
Nie miałam już siły by zatargać materac na piętro, więc chcąc nie chcąc ponownie spałam na podłodze w salonie.

Zasnęłam szybko, ale znowu miałam ten dziwny sen.

Byłam w lesie i przed czymś uciekałam. Słyszałam za sobą trzaski. Ciężki oddech stworzenia, które było za mną i powoli mnie doganiało.
To coś było coraz bliżej mnie.
Wbiegłam do domu i zatrzasnęłam drzwi. Powinnam być bezpieczna, ale nie byłam.
To coś znajdowało się bardzo blisko.
Za progiem.
I czułam, że chce mnie skrzywdzić.
Nagle znalazłam się na posłaniu. Spod wpółprzymkniętych powiek obserwowałam okna.
Mrok w domu. Podobnie na zewnątrz.
I nagle duży kształt przysunął się do szyby.
Zupełnie jakby ciemność skoncentrowała się w jednym miejscu i usiłowała wniknąć do środka.

To, że obudziłam się z wrzaskiem byłoby niedopowiedzeniem.
Oblana potem siedziałam wśród skopanej pościeli i darłam się jak opętana.

Oczywiście, że było jasno. I, że nie było tu nikogo oprócz mnie.

- Jezu. Anka. Weź się opanuj! – Byłam na dobrej drodze by zwariować.

 

 

** ** ** ** ** ** ** **

Montana – część VI

Montana – część VIII

 

Polubienia 33
Wyświetlenia 2115

Podobne wpisy:

  • Dzisiaj będzie krótko.
    Ale to „ciemno wszędzie” mnie wchłonęło.

    • anonimek

      Nie spodziewałam się, że tak na Ciebie wpłynę :D

  • Pandziorka

    Jupi prezent na weekend :] akcja z łosiem sprawiła ze śmiałam się jak wariatka :x co tam u szeryfa zastanawia mnie jego punkt widzenia na wydarzenia z posterunku :)

    • Łoś jest super A szeryf jeszcze swoje zrobi :)

  • Zastanawiam sie… oczywiscie inteligentnie jak na blond i wklepuje swoje chore mysli… czy chcialabym tak sie obudzic i miec takie odczucia. Powiem, ze sie udzielenie odpowiedzi nie jest proste…chociaz, kto normalny chcialby sie budzic swoim krzykiem :)

    Cos czuję, ze ktos nie zniosl presji i…uciekl…od wspolnej kawy :)

    • Ja się tak kiedyś obudziłam. Sen nałożył mi się na jawe. Nie napiszę nic więcej bo wykorzystam w tekście, ale byliśmy przekonani ze sąsiedzi policję zawolaja

  • klo

    Nie będzie z nią tak łatwo jak przypuszczał :) Podoba mi się.

    PS. Będą dzisiaj wszystkie 4 teksty z harmonogramu?

    • Ktoś mnie kiedyś zastrzeli za ten harmonogram. Pocieszające jest to, że najpierw będzie musiał mnie dopaść.

      Montana wleci na pewno …. może podzielę długi kawałek na dwa krótsze? To jest jakieś rozwiązanie.
      Zła decyzja mi się zmieniła, ale po modyfikacjach (Chryste… ja i drobne modyfikacje … ale ok – trzymajmy się tej wersji)… tak więc po modyfikacjach wrzucę pomiędzy Montanę.

      PS. Szykuję dwie niespodzianki, o których mam nadzieję będę mogła powiedzieć w ciągu miesiąca – dwóch i trochę mi się czas skurczył. Plus lecę na przeciwbólowych – piątkowa wizyta u dentysty konsekwencje ma do teraz .. a to jeszcze nie koniec,

      • klo

        Wiem co to znaczy taka wizyta u dentysty. W zeszłym roku miałam wycinane dziąsło..przed wigilią.. Musiałam wszystko gotowane jeść albo płynne bo nie mogłam szczeną ruszać. Do tego doszła zła reakcja na antybiotyk i gorączka.
        Także łącze się w cierpieniu, ale dla pocieszenia powiem, że to kiedyś mija :)) Trzymaj się!

  • Pingback: Opowiadania erotyczne | Montana VIII | Skrywane Pragnienia()

  • Pingback: Opowiadania erotyczne | Montana VI| Skrywane Pragnienia()