Zła decyzja II

 

Powtórzyłam sobie w myślach:
- Spokojnie. Oddychaj. To twój urlop. Masz wypocząć. Masz się zrelaksować. I nie pakuj się więcej w żadne komplikacje.

Z mocnym postanowieniem, że posłucham przynajmniej tego ostatniego, ruszyłam w kierunku wyjścia i po chwili wspinałam się do mojej powietrznej taksówki.
Pierwsze koty za płoty.
Swoim zwyczajem zawsze musiałam coś namieszać.
Jak dotychczas ten lot pobił wszelkie rekordy, jeśli chodzi o durne zbiegi okoliczności i dziwne sytuacje. Jeśli schemat miał się powtórzyć czekał mnie nudny i przewidywalny urlop.
Oby!

Rzut oka na samolot i mina trochę mi zrzedła.
Kłębowisko ludzi przy okienkach nie wróżyło nic dobrego. Miałam tylko nadzieję, że jeśli robili zdjęcia to helikopterom i jeśli już złapali mnie w kadr to przynajmniej nie wyszłam za wyraźnie.

Po chwili miałam jednak inne zmartwienia na głowie.
Samolot, helikopter – mój błędnik nie lubił i jednego i drugiego.
Aviomarin przestawał działać – w sumie już nie działał.
A ten przelot trwał i trwał.

Usiłując powstrzymać reakcję organizmu na lot w chybotliwym małym czymś, kompletnie nie zwracałam uwagi na otoczenie. Chciałam jak najszybciej znaleźć się na w miarę stabilnym gruncie, a gdy już to osiągnęłam kolejnym celem było pozostanie.

 

Nie wiem czy sama obecność rodziny królewskiej czy jednak to moje zachowanie w samolocie przyczyniło się do innego przebiegu zdarzeń.

Komitet powitalny na dachu hotelu był trochę za liczny jak na zwykłą obsługę na lądowisku.
I w dość nietypowym składzie.
Złe przeczucie, że coś jest nie tak, nie pozostało niestety tylko przeczuciem.

Gnący się w dziwnych ukłonach oficjel, zupełnie niewyglądający na pracownika Burj Al Arab, postawił mnie przed faktem dokonanym.
Po przeprosinach związanych z wszelkimi niedogodnościami i obostrzeniami spowodowanymi pobytem w hotelu rodziny królewskiej, zostałam poinformowana o spotykającym mnie wyróżnieniu.
- Dla pani wygody proponujemy obecność asystentki. – Nie zareagowałam. Nie miało to najmniejszego sensu. Jakie proponujemy?! W tonie mężczyzny nie dawało się wyczuć żadnej sugestii czy propozycji. To był nakaz. – Pomoże pani ze wszystkimi formalnościami, jak również będzie służyła wszelką pomocą i poradą w czasie pani całego pobytu.

Pomoc i porada? Bzdura.
Mam najzwyczajniej w świecie na karku szpicla, który będzie pilnował każdego mojego kroku. Nie miałam już wątpliwości, że sama jestem sobie winna.
Widocznie cyrk odstawiony przeze mnie w samolocie został uznany za drobny pokaz moich możliwości. I woleli już dmuchać na zimne.

Westchnęłam z rezygnacją.
Cóż, ja i mój niewyparzony język nie szły chyba do końca w parze z kulturą Bliskiego Wschodu.

Może i bym zrobiła coś głupiego, ale miałam jeszcze w głowie świeżo poczynione postanowienie by nie pakować się w żadne komplikacje.
W dodatku mój osobisty szpieg okazał się przestraszoną, młodą dziewczyną i było mi jej trochę żal.
Dziwne zadanie w końcu dostała.
Pomijam to, że nadal mnie mdliło.

To wszystko spowodowało, że bez zbędnych protestów czy pytań podążyłam za moją przewodniczką do swoich pokoi.

Alima może i wyglądała na młodą, ale zarządziła wszystkim bezbłędnie.
Logistyka, bagaże – po chwili wszystko ze mną włącznie znalazło się w czymś, w czym miałam spać przez najbliższe dwa tygodnie.

Była trochę nieprzytomna, ale to, co zobaczyłam wstrząsnęło mną na tyle, że zostałam ustawiona do pionu.
Zdawałam sobie sprawę, że apartament jest spory, ale informacja podana w biurze podróży, że jest on w bardzo promocyjnej cenie, jest bardzo duży i, że będę miała ładny widok mi wystarczyła.
Zresztą, w jakiej promocyjnej?
Za standardową cenę dwóch nocy miałam zapewniony dwutygodniowy pobyt z przelotem pierwsza klasą i transferem na miejscy. To była okazja zdarzająca się raz na stulecie.
W dodatku na tyle duża, że nie sprawdziłam nic więcej i jak się okazało to był równie duży błąd.

Osobny pokój z barkiem, baldachimy w sypialniach, osobna jadalnia i pokój kąpielowy z kolumnami i z widokiem na ocean.
Usiadłam w tym ostatnim na szezlongu i patrząc na wybrzeże i wodę zaczęłam się zastanawiać, jakim cudem wpakowałam się w coś takiego.
I dlaczego jeszcze tu jestem?
Na ich miejscu, po takiej akcji w samolocie wyrzuciłabym siebie nie tyle z hotelu, co nawet nie wpuściłabym do Dubaju.

Alima, mając tym samym wolną rękę zajęła się wszystkimi bagażami i przerwała moje dziwne kontemplacje dopiero, gdy wszystkie rzeczy znalazły się w garderobie.
Podała mi teczkę – najprawdopodobniej z jakiś powitalny pakiet informacyjny i zapytała.
- Czy życzy sobie pani dzisiaj gdzieś wyjechać? – O rany boskie. Czy ja sobie życzyłam? Zaczyna się. Wzięłam głęboki oddech i najspokojniej jak mogłam odpowiedziałam.
- Nie. Dzisiaj nie. – I zamilkłam. Nie wiedziałam kompletnie, co mogę dodać więcej.

Dzisiaj rzeczywiście wolałam już nie kusić losu, ale generalnie to chciałam pozwiedzać.
I pojeździć na wielbłądzie.
I wyskoczyć na pustynię. Marzył mi się zwłaszcza surfing i jazda samochodem terenowym po piaskach.
Pomijam drobiazgi w postaci odwiedzenia autodromu czy parku wodnego.

Ale teraz był chyba zły moment by o tym wspomnieć.
A po takim wstępie zaczynałam wątpić czy uda mi się spokojnie zrealizować, chociaż połowę rzeczy z tej listy.
- W sumie wolałabym dzisiaj odpocząć. Posiłki też zamówię do apartamentu. – To ostatnie dodałam w jakimś przebłysku inteligencji i jak się okazało po reakcji mojej „asystentki”, słusznie.

- Oczywiście! To nawet dobrze się składa. Wypocznie pani po tak długim locie.  – O ile wcześniej była uprzejmo-miła, to teraz z jej głosu przebijał entuzjazm.
A potem dodała coś z siebie. I chyba więcej niż powinna.
–Dzisiaj niespodziewanie przyjechał Jego Wysokość. Książę bierze udział w wyścigach, ale ze względu na wypadek bierze też udział w dzisiejszej naradzie i musiał przylecieć … – na obliczu Alimy odmalowała się autentyczna zgroza – … rejsowym samolotem.

Cudem zachowałam kamienną twarz, ale powoli zaczynałam się czuć jak w innej czasoprzestrzeni.
Cóż to była za potwarz. Jego Wysokość podróżował z plebsem.

Wdech – wydech. Tylko spokojnie. To naprawdę jest inny świat.
Jeśli odezwałabym się teraz parsknęłabym śmiechem. I to by chyba zostało bardzo źle odebrane.

Dla wyciszenia zaczęłam przeglądać zawartość trzymanej w dłoniach teczki.
Wśród wszystkich rzeczy moją uwagę przykuła koperta.
Kremowa, bez żadnych adnotacji, za to z małym znaczkiem w górnym rogu i zalakowana.

I to ostatnie mnie zaciekawiło.

Złamałam pieczęć i ze środka wyciągnęłam dwie rzeczy.

Zaproszenie na wyścigi konne. To zrozumiałam – wszystko było w języku angielskim.

Problem miałam z drugą kartką, kremową i z takim samym znakiem w górnym rogu, który widniał na kopercie. I zapełnioną arabskimi znaczkami.

Cokolwiek to było, odręczne pismo zaintrygowało mnie na tyle, że musiałam dowiedzieć się, co to znaczy.
A pod ręką miałam kogoś, kto mógł mi pomóc w rozwikłaniu tej zagadki.
Problem był jednak w tym, że moja asystentka zauważalnie zbladła na widok nietypowego listu. Spodziewałabym się wszystkiego, tylko nie odmowy.
A to właśnie mnie spotkało.

- Nie mogę. To jest osobisty list od Jego Wysokości. – Jakby dla podkreślenia słów Alima wycofała się o kilka kroków. Zupełnie jakby chciała uniknąć sytuacji, gdy przez przypadek zdoła jednak przeczytać fragment tekstu.

Cholera. Teraz naprawdę nic nie narozrabiałam.
A miałam przeczucie, ze treść listu jest ściśle związana z zaproszeniem na wyścigi.
Tu już nawet nie chodziło o to, czy mam pójść tam jutro czy nie.
Cokolwiek zrobię bez jednoczesnej wiedzy co książę nabazgrał może być najpoważniejszym i przy złym zbiegu okoliczności ostatnim błędem w moim życiu.

Musiałam wspiąć się na wyżyny intelektu.W obecnej sytuacji, gdy czułam się jak w koszmarze sennym, bo jedno absurdalne wydarzenie goniło drugie, było to nie lada wyczynem.
- Alima. Jego Wysokość domyśla się, że nie znam języka arabskiego. Mimo to napisał i przekazał mi ten list. Jak myślisz jak zareaguje, gdy dowie się, że moja asystentka.. – Przesadziłam, ale nie miałam wyjścia – … odmawia pomocy w tłumaczeniu? Dla twojej wiadomości leciałam razem w jednym samolocie z księciem i najprawdopodobniej, dlatego dostałam tą kopertę

Nie dodałam nic więcej. Nie musiałam. Szara już na twarzy arabka przysunęła się bliżej i sięgnęła po kartkę.
Zawsze, ale to zawsze jestem karana, gdy zrobię coś złego. Musiałam przestraszyć biedną kobietę, ale natychmiast za to oberwałam. Jak wytłumaczenia otrzymania listu użyłam spotkania w samolocie – i wstrzeliłam się, tylko że nie tak jak o tym myślałam.

Alima spojrzała na list, potem z osłupieniem na mnie, z powrotem na kartkę, dla odmiany się zaczerwieniła i zaczęła karnie tłumaczyć.

- Nieznana niewiasto o glosie słońca i duszy wiedźmy. Zaletą kobiety i jej powołaniem jest pokora i posłuszeństwo wobec mężczyzny.

Zakrztusiłam się, ale moja asystentka gdy przełamała się raz, nie zamierzała już przerywać. Nie zważając na moje reakcje leciała dalej z tekstem.

- Nie wiem czy było zamiarem niebios czy piekieł, że nasze drogi się skrzyżowały. Jeśli niebios powinienem zostawić swój los w ich rękach. Jeśli piekieł muszę baczyć na każdy twój krok i gest. Twój głos jest zwodniczy i mamiący. A oblicze, jeśli mu jest równe sprawi, że przepadłem nawet jeśli niebiosa strzec mnie będą. Zapach kusi i odbiera zmysły.
- Kilka chwil, a moje serce zaczęło żyć własnym życiem jak nigdy wcześniej. Uwolnij mą duszę i nie pozwól, żebym świadomie dążył do zatracenia lub wyzwól mnie od klątwy i podaruj nowe życie.
Jeśli masz czyste serce pokonasz przeszkody. Jeśli dusza twa jest równa sercu, ujrzysz mnie takiego jakim jestem naprawdę.

Jęknęłam. Co to do cholery było?!

** ** ** ** ** ** ** **

Zła decyzja – część I
Zła decyzja – część III

Polubienia 38
Wyświetlenia 3511

Podobne wpisy:

  • Pingback: Zła decyzja I | Skrywane pragnienia()

  • Ahahha :D Przeczuwa kolejne kłopoty, będzie bosko :D

    • Kłopoty to moja specjalność .. .niestety w rzeczywistości również.
      Ależ czego się nie robi by zdobyć nowy materiał na tekst … :P

  • Pandziorka

    iiiiijej szykuje się kolejne moje ulubione :D już nie mogę się doczekać, teraz podwójnie niecierpliwa :)

  • Z ciekawostek… opowiadanie powstało w 2013. Trochę się pewnie samo zmodyfikuje, ale jak zwykle okaże się to w trakcie :).

  • Cudowne opowiadanie! Wciąga i nie wypuszcza. Kiedy kolejna część?

    • Wkrótce.
      Najpierw wykończę „Pechową”… ale znając moje teksty „Zła decyzja” może mieć zupełnie inne zdanie na temat kolejności publikacji.

  • aaa

    Aaaaaa, kocham cie po prosru.Skoncz pechowa osemke i zacznij to opowiadanie ciagnac naprzemian z montana .

    • A co z „Niezdrową fascynacją”?
      …a „Outlander”?
      .. . już nie wspomnę o „Córce Gubernatora”
      .. plus całe stado innych tekstów.

      :D

      • anonimek

        A gdzie „Pogromca Wampirzycy” !? ;D

        • o jesuuuuu … szykuj kołek :D

          PS> muszę wylądować znowu w nocy na tym cmentarzu (jak poczuję klimat poleci)

  • kasia

    Hmmm zaczyna się ciekawie tylko proszę Arabka z wielkiej litery podobnie jak Słowianka …

    • Dziękuję za informację i punkt za czujność.

      … przyznaję się bez bicia, że tekst korekty na oczy nie widział i błąd – błędem jest poganiany. Chwała za to, że ortograficznych nie ma, ale literówki, ucięte lub nie skoordynowane ze sobą wyrazy .. tych u mnie dostatek :)

  • kasia

    generalnie opowiadanie fajne, jednak jeszcze fajniej by było abys skonczyla jedno a później zaczynala drugie, często przez takie latanie mam metlik w glowie, co podejrzewam ze nie tylko ja

    • Generalnie: to świetnie.Dziękuję.

      Jeśli chodzi o mętlik to rozwiązań jest kilka:
      1. Po prostu to POKOCHAĆ – nie marudzić, nie denerwować, nie szukać dziury w całym, zrelaksować się i cieszyć z życia (zwłaszcza, że nie oddam głowy … ba nawet palca małego nie oddam za to, że coś się przypadkiem nie wkręci ….jakiś taki mały tekścik na przykład). Blog ma swoje prawa i nie zamierzam mu ich ograniczać. Bierzecie go z całym dobrodziejstwem inwentarza – ja zresztą też.
      Nawigację macie ułatwioną (menu – kategorie – linki do poprzednich części), nie musicie szaleć po blogu by znaleźć kolejny epizod – jednym słowem wystarczy tylko kliknąć.
      2. POCZEKAĆ, aż skończę dane opowiadanie na blogu i dopiero wtedy przeczytać całość (mam przynajmniej dwie takie czytelniczki – dają kobiety radę).
      3. KUPIĆ książkę i też przeczytać całość (ale to rada na przyszłość dopiero).

      Pozdrawiam ciepło
      AV

      • Hmmm. Biorąc pod uwagę fakt jak wiele rzeczy wszystkie z nas zaczynają…wiedzą, że skończą…kiedyś, bo „samo wychodzi, samo się zrobiło”…bo tak jest.
        Jakby nie było, mamy wszyscy (panowie też tu zaglądają, pamiętam heh) czas na przemyślenie i odebranie treści. Słowa głębokie jak studnia…dlatego wracamy do niektórych literek często, by szukać…
        Wiecie jak to jest, jak się czyta coś jednym tchem… dużo ucieka, bo tak nas porywa, Czekając zauważyłam, że po prostu „dorastamy” do treści, albo zmieniamy o niej zdanie. Dlatego czytanie ponowne jest czasami bardziej fascynujące niż czekanie na nową treść, dostrzegamy więcej…i nie mówię tu o literówkach czy czymś takim :)
        Autorzy lepiej by nie czytali…bo pewnie czasami chcieliby połowę zmienić, albo gorzej, uciec z krzykiem, że to stworzyli heh. Taki syndrom to chyba każdy ma, chyba, że obiektywnie stwierdza, że jest zajebisty, a perfekcji nic nie brakuje :))

        Oczywiście, też mi się wszystko skręca w oczekiwaniu, nie powiem, że nie… Pana z Pechowej bym brała i nie wypuszczała… tyle, że…kim bym była by poganiać kogokolwiek, jak sama wiem, że grad kamieni by mnie zasypał :D
        Grzesznice tak mają, że rozumieją siebie… to spokojnie czekamy i trzymamy kciuki :)

        • Się nie skręcaj .. wracam do gry.
          Musiałam odespać i przespać się do przodu.
          Zaraz siadam do wygładzania Montany – aczkolwiek znowu pewnie utknę na poszukiwaniu odpowiedniego zdjęcia …

          • Mogłabym przespać życie…praca trzyma mnie w ryzach…chce być znów leniwcem na drzewie, albo koalą :)
            Tylko na początek wilkiem…i bezkarnie rozszarpać komuś gardło…o akurat kolejny sposób zabijania…czytam więc dalej hah

  • Askaa

    Śmiałam się w głos:D
    Ty mnie rozbrajasz!:)

    • I dobrze! Śmiech to zdrowie, a jeśli Cię rozbrajam to jak narozrabiam nie będziesz miała sumienia mnie udusić :D

      • Askaa

        Osz Ty! Tak mnie bierzesz pod włos???:)
        Lepiej mów gdzie Pawełek?!:D

        • Brałam, brałam.
          A na poważnie komplikacje sprzętowo-osobisto-niespodziankowe znowu spowodowały zmiany w harmonogramie.
          Komputer mi zaczął wariować.
          O osobistych pisać nie będę.
          O niespodziankowych powinnam móc powiedzieć pod koniec marca :D

          Wszystko mnie odsunęło od pisania … tutaj.
          Teraz kończę na szybko jeszcze jeden tekst i wracam do …. no właśnie Montanty czy Pawełka? :D
          .. teksty bardzo chciałabym dodać i dzisiaj, ale mogę nie dać rady więc chwilowo nic nie poprawiam.

          • Askaa

            Komplikai osobiste- mam nadzieję,że szybko się z tym uporasz i nie wpływa to na Ciebie zbyt negatywnie. Trzymam kciuki,że wszystko wróci do normy!:)

            …ja to bym nacieszyla oko Pawelkiem,Montana poczeka:)

            Jak utrzymujesz niespodzianki? Bo ja to od razu bym wygadala..czasem muszę naprawdę ugryźć się w język:D

          • Montana jeden dzień później … za mało by wrzucać, a akcja dopiero się rozkręciła. I tak swoim zwyczajem nocne pisanie uskuteczniam – tak czy inaczej publikacja w niedzielę.

  • Co do treści, boszzz, też chce dostać taki romantyczny list, gdzie ktoś nazywa moją duszę po imieniu :)

  • aaa

    Kiedy dodasz coś? Czekamy z niecierpliwością.

  • anonimek

    Na stronie Babeczkarnii znajduje się link do posta Montana VIII, ale nie można go otworzyć :( CO SIĘ DZIEJE ??

  • Ewa

    Kiedy będą dalsze losy bo czekam i czekam a może wogule nie będzie

  • Kasia

    Musiałam przeczytać jeszcze raz. Zajebiaszcza historia.

    • Zajebiaszcza – jestem ciekawa czy mnie za to nie zamkną, ale raz się żyje :D

  • Luc

    Ale pamiętasz o tym? Też czekam