Montana IX

 

 

Ruszyliśmy.

George skupił się na prowadzeniu mojego potwora, a ja z kolej usiłowałam zapanować nad targającymi mną emocjami.

 

Mój umysł dokonał dużego przeskoku i wzmocniony sporą ilością piwa doszedł do wniosku, że wszystkiemu winien był szeryf.
Im byliśmy bliżej posterunku tym bardziej się w tym upewniałam.

 

W końcu to jedno wielkie i niemogące się zakończyć pasmo nieszczęść zaczęło się od wizyty na posterunku. A potem już poszło z górki.
Każde kolejne zdarzenie było konsekwencją poprzedniego.

Incydent z Joshem dał początek. Później było tylko gorzej.
Moje ukrycie się w domu.
Wybicie szyby przez Denise.
Zniszczenia dokonane przez łosia.
Blamaż przed Callahanem Juniorem.
Koszmary i strach, że coś mi się włamie albo ktoś mi się włamie, a ja nie mam jak ani czym się bronić.
Moja głodówka i zjedzenie tych obrzydliwych rodzynek.
Koszmarne dechy zamiast pięknego widoku.
Brak mebli.
Ukrywanie się po kątach i przemykanie chyłkiem po Bozeman.

Miałam dosyć i nie życzyłam sobie kolejnych tego typu atrakcji.

Kto był temu winien? Jeden człowiek.
Cholerny Joshua Mallroy!

 

Logika osób po nadużyciu alkoholu jest przerażająca. A ja byłam mocno wstawiona.
Zdawałam sobie z tego sprawę, aczkolwiek nie doceniałam skali tego zjawiska.

W głowie jedna myśl goniła drugą.
W końcu względnie się ustabilizowały i na zmianę przewijały się trzy tematy.

Muszę mieć pozwolenie na noszenie broni – na takim pustkowiu to nikt mnie nie obroni, sama muszę o siebie zadbać.
A co z moimi dokumentami? Muszą tam gdzieś być! To „gdzieś” miało oznaczać komendę policji.
I przede wszystkim muszę temu prostakowi powiedzieć, co o nim myślę!

Problemem było to, że o czymkolwiek pomyślałam i tak w paradę wchodził mi szeryf.

Pozwolenie na broń. Do kogo z tym miałam się udać? No właśnie.
A kto mi zabrał dokumenty? Na samo wspomnienie tamtego dnia coś we mnie pęczniało.
I od kogo to wszystko się zaczęło?

Normalnie dosyć szybko się denerwuję.
A teraz byłam wspomagana mieszanką rozżalenia, poczucia krzywdy, ogromnej niesprawiedliwości i sporej dawki alkoholu.

Gdy George zatrzymał się na parkingu buzująca we mnie furia obrała jeden kierunek.

 

Wyskoczyłam z samochodu nie zaprzątając sobie uwagi takimi drobiazgami jak mówiący coś do mnie George.

Byłam wściekła, od nadmiaru emocji było mi gorąco i chciałam jak najszybciej dopaść do gardła tej kanalii.

 

Wpadłam do olbrzymiego holu i podobnie jak poprzednio napotkałam spojrzenie cerbera. Teraz już nie tak chłodne. Możliwe, że nawet zatroskane. I pewnie bym to zauważyła gdybym nie była tak wkurzona i wstawiona.
Patrzyło na mnie jeszcze kilku policjantów, ale miałam to szczerze mówiąc gdzieś.
Zdaje się, że wcześniej nie było też takiej ciszy. Moje nastawienie nie uległo zmianie.
W tej chwili interesował mnie tylko jeden człowiek.
- Gdzie on jest? – Wysyczałam, nie uważając za konieczne dodawanie niczego więcej.

To trwało chwilę. Oczy stojącej przede mną policjantki powoli się rozszerzały, po czym oderwała wzrok ode mnie i zawiesiła na jakimś punkcie za moimi plecami. Nic nie powiedziała, ale i nie musiała.

Odwróciłam się, tym samym stając twarzą w twarz z moim problemem numer jeden.

Może nie dosłownie twarzą w twarz. Raczej twarzą w koszulę.

Byłam na obcasach a i tak moje oczy znajdowały się na wysokości klatki piersiowej szeryfa.

Był za duży duży jak na moje możliwości.
I stał tak blisko.
Za blisko.
I pachniał tak, jak nie powinien. O mało nie zamknęłam oczu i się nie zaciągnęłam całą sobą.

Moja chwilowa niemoc przeraziła mnie bardziej niż wcześniejsze perypetie i to była przysłowiowa kropka nad i.
W pierwszym odruchu chciałam uciec. I normalnie pewnie bym to zrobiła, ale wcześniej spędziłam dużo czasu u Copper’a.

Wzmocniona procentami, na panikę i strach przed czymś czego nie rozumiałam mogłam zareagować tylko w jeden sposób.

Zamachnęłam się i z całej siły przywaliłam mu w goleń. Zaskoczony jęknął i wtedy mnie odblokowało.
- Ty chamie! – Tyle zdążyłam wykrzyczeć.

Joshua jednym ruchem złapał mnie w pasie i zarzucił sobie na ramię, blokując jednocześnie ręką moje nogi.

Wisiałam głową w dół i nie mogąc go kopnąć byłam w stanie jedynie uderzać go dłońmi i się drzeć.
Darłam się, a owszem.
I to bardzo.
Wrzeszczałam, klęłam, szarpałam się i ze wszystkich sił starałam się go uszkodzić.

- Puść mnie ty neandertalski pomiocie! Niech cię szlag trafi! –  Nie reagował na nic.
Kompletnie nic na niego nie działało.
Zupełnie jakby trzymał w dłoniach małego, drącego się kociaka. Szarpie się, syczy, ale jest za mały by cokolwiek zrobić.

Byłam coraz bardziej wściekła, bo teoretyczny scenariusz co najmniej bardzo rozminął się z realiami.
I nagle zachłysnęłam się świeżym powietrzem. Wyniósł mnie na zewnątrz?!
Od wrzasków ochrypłam, ale nie przestawałam złorzeczyć. Tylko tłukłam go coraz słabiej.

Nagle poleciałam w dół i zostałam wepchnięta do samochodu.

Zanim zdążyłam cokolwiek zrobić, szeryf uniósł moje dłonie do góry.

Coś zimnego.
Nieprzyjemne metalowe szczęknięcie.
Szarpnęłam się i jęknęłam z bólu.

Przykuł mnie w środku samochodu!

- Ty… ! – I na tym skończyłam, bo zamknął drzwi i zostałam sama.

Cisza.
Rzeczywiście mnie zostawił.

 

I wtedy zaczął się etap „jestem biedna i cały świat przeciwko mnie”.

To, że odstawiłam cyrk stulecia przy sporym gronie świadków docierało do mnie pomimo upojenia.
To, że nie osiągnęłam nic oprócz pogrążenia się w jeszcze gorszych tarapatach wiedziałam sama.
Ale byłam przekonana, że narozrabiałam tak, że w tej chwili szeryf zawozi mnie do aresztu.
Skąd mi się to ubzdurało? I dlaczego miał mnie do tego aresztu wieźć? Nie mam pojęcia, ale inne rozwiązania nie wchodziły według mnie w grę.

Narobiłam mu strasznego wstydu.

Adrenalina opadła.
Emocje odeszły.
Zrobiło mi się zimno.
Zamknęłam oczy na chwilę i tak już zostało.
Było mi już wszystko jedno, co będzie.
Z twarzą wtuloną w szybę samochodu zapadłam w coś w rodzaju drzemki.

Ciepło, mruczenie silnika, lekkie kołysanie.
Wszystko takie spokojne, bezpieczne o kojące.

Otworzyłam oczy gry to ostatnie ustało.

Nadal siedziałam w środku wozu, przykuta do niego kajdankami. Tylko, że tym razem samochód nie stał zaparkowany przed posterunkiem, a przed moim domem.
Szarpnęłam się, ale zyskałam tylko dodatkowe siniaki.

Wypowiedziane niskim głosem słowa.
- Nie szarp się. – Bynajmniej nic nie wyjaśniły. Zwłaszcza, że zrobił to wysiadający właśnie z wozu Joshua.

A potem zobaczyłam mój samochód parkujący tuż obok i mnie zamurowało na amen.
Mogłam tylko obserwować to co się działo.

Obaj mężczyźni przenieśli wszystkie zakupy do środka.
Pożegnali się serdecznie tuż przed moim nosem.
Po czym George uśmiechając się szeroko pomachał mi ręką i odjechał moim samochodem.

Zanim zdążyłam w jakikolwiek sposób zareagować, otoczyło mnie zimne powietrze.
Joshua uwolnił moje dłonie z kajdanek, po czym zostałam wyciągnięta z samochodu, przerzucona przez ramię i wniesiona do domu.

Huk zamykanych drzwi.

Otaczająca mnie ciemność.

Stawiający mnie na podłodze mężczyzna i jego słowa sprawiające, że przestałam na chwilę oddychać.

- Neandertalski pomiot? Chyba musimy sobie coś wyjaśnić bez świadków.

 

 

** ** ** ** ** ** ** **

Montana – część VIII

Montana – część X

Polubienia 24
Wyświetlenia 2111

Podobne wpisy:

  • Szprewa

    Chyba tekst Ci uciekł! ;)
    Pozdrawiam :D

    • Właśnie widzę. Poradziłam sobie z zamknięciem ankiety to gdzieś indziej musiałam dać plamę.
      Zaraz naprawiam.
      Przepraszam!!

  • Pingback: Opowiadania erotyczne | Montana VIII | Skrywane Pragnienia()

  • Bo nie zauważyłam :D
    Dzięki

  • Broń palną ma tylko jedno z nich :D

    • klo

      Bohaterka jest kreatywna, wymyśli coś :D

      • Właśnie tej jej kreatywności zaczynam się obawiać

        • klo

          You’ve created a monster :)

          • Eh … hmm …. hm … taaaaak …. stworzyłam … to ja już lepiej siedzę cicho i znowu liczę na to, że nikt nie stwierdzi ” … kurcze, gdzieś to już widziałem” :D

          • klo

            Nie siedź cicho, wręcz krzycz słowem pisanym :)

          • Oj będę, będę.

  • Marzena Blunska

    Jejku, robi się groźnie. Czekam na to, co dalej.

    • Dalej jest groźniej :) Spełniły się Twoje przewidywania?

  • Agness

    W takim moemnecie? No niech sobie wyjasniaja jak najszybciej :)
    P.S. czytam cie od dawna, jestes swietna i kocham twoje opowiadania!

    • Oj wyjaśnią, wyjaśnią. Nadzieję mam, że to wyjaśnianie przeżyją.
      ad PS>dziękuję, aczkolwiek do doskonałości jest mi daleko – powiedziałabym, że wręcz bardzo daleko. Ale taki mój urok.

  • e.

    Tak bardzo ładnie proszę o Pechową…

    • Ach … pechowa …. dojrzeję do tego.
      Przyznam się, że jedna z czytelniczek skutecznie zniechęciła mnie do tego tekstu – na szczęście chwilowo i na podobne metody też się przy okazji uodporniłam. Ale chwilę to potrwa. Przepraszam

      • e.

        Mogłabym powiedzieć – nie przejmuj się głupim komentarzem – tylko wiem, że to nie działa. A na tę chwilę życzę (Tobie i sobie :D ), aby zniechęcenie jak najkrócej trwało :)
        Pozdrawiam serdecznie :)

  • Pingback: Skrywane Pragnienia | Montana X()

  • ech…czy ja jestem normalna…chce też tak. :)