Montana XII

Następnego dnia wszyscy na komendzie chodzili wokół niego na palcach.
Dosłownie.
I dobrze. Na niewinnych nie trafiło.

Doskonale zdawał sobie sprawę, że jest to zasługa jego wczorajszego zachowania, ale nic nie mówił.
Raz na jakiś czas przyda się wszystkim pokazowa lekcja i mała demonstracja, kto tu jest samcem alfa i dlaczego.

Po odprawie rzucił tylko.
- Nikt nie ma mi przeszkadzać. Chyba, że przyjdzie lub zadzwoni. Wtedy natychmiast mnie poinformuj. – Nerwowe drgnięcie Margaret jasno zasygnalizowało, że doskonale wiedziała, kogo miał na myśli. Zdziwienie malujące się na twarzach tych, którzy również usłyszeli te słowa upewniły go, że tylko ona.

Zamknął się w swoim gabinecie i rozłożył pozostawione wczoraj dokumenty.

Logowanie do NCIC i … nic.
Nie widniała w żadnych kartotekach.

Zmarszczył czoło. Nie ukrywał, że znalezienie jej w jednej z baz osobowych rozwiązałoby jego problemy.
Mógłby się jej pozbyć z miasta z czystym sumieniem.
Już przyznał, że miał z tą kobieta problem.
I to duży.
A intuicja podpowiadał mu, że będzie tylko gorzej.
I tak samo podpowiadała mu, że coś przeoczył. Że rozwiązanie ma tuz przed nosem, tylko go nie widzi.

Tylko co to jest?

 

Zamknął oczy i cofnął się pamięcią wstecz do momentu, gdy usłyszał ją po raz pierwszy.
Niski wibrujący głos, wnikający w głąb jego ciała.
Anna Lazcanso.

Zalogował się powtórnie, ale tym razem szukał nie konkretnej kobiety, ale kogokolwiek o tym nazwisku.
To co znalazł było dziwne.
Na tyle, że mając gdzieś różnice w czasie, wybrał numer do bardzo dobrego znajomego.
Na tyle dobrego, że mógł mu zadać pewne pytanie i mieć gwarancję, że jeśli cokolwiek wie na ten temat to mu udzieli odpowiedzi.

Zignorował jęki oraz życzenie James’a by spłonął w piekle za telefon o tak nieludzkiej porze i zadał jedno pytanie.
- Co wiesz o Raoul’u Lazcanso?

Zapadła cisza, a potem usłyszał coś, co postawiło go na równe nogi.
- Oddzwonię. Czekaj. –  Po czym połączenie zostało przerwane.

 

Z niedowierzaniem wpatrywał się w trzymaną w dłoni słuchawkę.
Czyli to było to.

Jeśli James mówił, że oddzwoni to znaczy, że to zrobi.
Nawet, jeśli miało to trwać kilka godzin.
I trwało.

Późno wieczorem w końcu się doczekał.
- Nie wiem jak na niego trafiłeś i nie chcę wiedzieć… – A potem mężczyzna zaczął mówić. Dużo i bardzo interesujące rzeczy. -  … ale pamiętaj. To tylko nasze podejrzenia. Nigdy nic mu nie udowodniono. Nigdy nie powiązano z … – To, co usłyszał wystarczyło.

 

Niewiele myśląc wsiadł w samochód w ostatniej chwili zabierając zostawione przez nią poprzednio dokumenty.
Wepchnie je tej suce do gardła.
Zaraz przed tym jak ją wykopie z Bozeman.

Wdowa!
Pieprzona żona handlarza bronią postanowiła po śmierci mężusia wieść spokojne i anielskie życie na uboczu.

Pod jego nosem!

Niedoczekanie.

Był tym wścieklejszy, że dał się podejść jak nieopierzony żółtodziób.
Po przedstawieniu, jakie odstawiła na jego użytek w czasie wczorajszego spotkania był o krok by zmienić zdanie na jej temat.
Zwiodła go jak innych.

Nie wątpił, że łzy i ból widoczne w jej oczach były prawdziwie.
W końcu przyparł ja do muru.
I to ostro.
Tylko, że to co wziął za ból po stracie męża było tak naprawdę strachem przed zdemaskowaniem jej prawdziwego oblicza.

Jej głos.
Łzy.
Oczy.
Usta.

Na wspomnienie jej pełnych warg oprzytomniał.

Ostro zahamował i ledwo wyprowadzając samochód z poślizgu stanął w poprzek drogi.
- Weź się ogarnij Mallroy. Co ty do cholery wyprawiasz!

Sam widział, że zachowuje się irracjonalnie, ale ta baba wyprowadzała go z równowagi jak nikt wcześniej. Była kwintesencją problemów i komplikacji.
Już doświadczył małej próbki jej możliwości – a po tym, czego się dowiedział tylko utwierdził się w przekonaniu, że jej obecność nie oznaczała nic dobrego.
Na pewno nie dla niego.

Odetchnął i powoli ruszył w stronę własnego domu.
Na dzisiaj wystarczy. Musiał ochłonąć i odzyskać zdolność obiektywnego myślenia i trzeźwej oceny sytuacji.
Jak na razie udowodniał sobie konsekwentnie, że przez nią zachowuje się jak kąpany w gorącej wodzie gówniarz.

Myślał, że sen oczyści mu umysł i pomoże rozwiązać problem niepożądanej nowej mieszkanki, a zyskał tylko tyle, że obudził się wściekły i cały obolały.
Myślał zbyt intensywnie o swoim kłopocie i oczywiście musiała mu się przyśnić.

Leżąca na plecach.
Pod nim.
Z rozpuszczonymi włosami.
Taka miękka.
Rozpalona.
I chętna.
Jęczała cicho, gdy kołysząc biodrami atakował jej ciało.
Otworzyła szeroko oczy i wtedy się obudził.

Pod prysznicem spędził godzinę usiłując zmyć z siebie jej dotyk.

Trzęsło nim na samą myśl, że taka kreatura mu się śniła.
W dodatku w ten sposób.
I że tak to na niego działało.

Kolejny dzień był .. ciężki.
Tym razem dla niego.
Oczywiście za jej przyczyną.

Tylko silna wola i samodyscyplina pomogły mu zapanować nad sobą.
Najpierw obowiązki, potem przyjemność.

Parsknął.

Rzeczywiście przyjemnością będzie znalezienie na nią jakiegoś haczyka umożliwiającego wyproszenie jej w białych rękawiczkach z tej społeczności.

 

Odprawa, szkolenie, zaplanowana sesja – dopiero późnym popołudniem znalazł czas dla siebie.
I po raz pierwszy od dawna obszedł się ze smakiem.
Sprawdził wszelkie możliwe dokumenty i pozwolenia. I nic.
Była legalnie.
Dzięki małżeństwu z obywatelem amerykańskim otrzymała status rezydenta. Pobyt, zakup ziemi – wszystko zgodne z literą prawa.

Sprawdzał dwa razy. Przerwał, gdy po raz trzeci zaczął przekopywać się przez to samo i przez przypadek spojrzał na zegar wiszący na ścianie.

4 w nocy.
Pokiwał głową.
Ta baba go wykończy i to dosłownie.

Jest tu raptem od kilku dni, a już zrobił z siebie kretyna w oczach podwładnej, prawie posunął się do fizycznej przemocy i … .
Nie dopowiedział tego, co cisnęło mu się na usta od rana.
Ale nie uciekł od myśli.
- ..  i nie możesz zapanować nad zawartością własnych spodni.

Wsiadł w samochód i ruszył do domu.
Co prawda dzięki temu małemu śledztwu czekały go tylko ze trzy godziny snu, ale to lepsze niż nic.

Rozkojarzony i bardziej niż zmęczony ostatnimi wydarzeniami jechał spokojnie, usiłując uporządkować sobie to, co tak właściwie się działo.

Niezależnie od czego wychodził – czy od wdowy po domniemanym przestępcy, czy od kłamliwej suki, kończyło się to na jednym.
Nie chciał jej tutaj.
Wprowadzała niepotrzebny zamęt.

Wspomnienie snu przyszło do niego w momencie, gdy wjeżdżał na teren rancza.
Jej.
Jakim cudem się tu znalazł?

Wściekły już w tej chwili na siebie zatrzymał samochód tuż pod głównym wejściem.
Wysiadł by ochłonąć i niezamierzenie trzasnął z całej siły drzwiami.

Nietypowy huk rozszedł się jak wystrzał i powinien obudzić umarłego – a już na pewno mieszkańców.
To nie centrum miasta by takie dźwięki ignorować. Takie dźwięki natychmiast się sprawdzało.
Tymczasem odpowiedziała mu cisza.
Zupełnie jakby nikogo żywego nie było w domu.

Poczucie obowiązku wzięło górę.

Wyciągnął broń i ostrożnie obszedł dom dookoła.
Zamarł na widok pobojowiska przy łączniku pomiędzy głównym budynkiem a domkiem gościnnym.

A dokładniej na brak całej futryny z drzwiami włącznie.
Chociaż nie.
Połamane resztki drewna i szkła leżały rozsiane malowniczo, jasno informując, że drzwi nie zostały wyciągnięte a raczej wyłamane.
Dziwna konstrukcja za nimi blokowała skutecznie dostęp do wnętrza domu.

Przylgnął do szyby usiłując zobaczyć co jest w środku, ale nic nie rozpraszało ciemności.

Widział tylko jakieś dziwne kłębowisko na podłodze, ale nie był pewien co to jest.
Musiał to sprawdzić.

Przeczucie, że coś tu jest bardzo nie tak, nie pozwalało mu tak po prostu odejść.

Już wykonywał zamach by wybić szybę i tym samym zyskać dostęp do wnętrza domu, gdy się zatrzymał w połowie ruchu.
Przecież to był dom jego byłych teściów. Bywał tu nie raz i nie dość, że znał go na pamięć to była małżonka pokazała mu kilka fajnych patentów na wejście bez korzystania z drzwi.
Nic nie tracił.
Szybko się wycofał i po chwili wszedł do domu przez pralnię.

Dawno temu obluzował się jeden z haczyków i wystarczyło delikatnie puknąć we framugę by się odblokowywał.
Wiedziała o tym tylko Lisa – no i on.

Jak widać nikomu nie zdradziła tego sekretu.
Szkoda tylko, że nie można było powiedzieć tego o ich małżeństwie.

W domu panowała cisza.
I przeraźliwe zimno.

Poruszał się prawie po omacku, ale nie chciał zapalać światła.
Intuicyjnie skierował swoje kroki najpierw w stronę salonu -  to kłębowisko na podłodze nie dawało mu spokoju.

Był już bardzo blisko, gdy stos koców się poruszył i westchnął.

To była ona.

Ale dlaczego do cholery spała na podłodze?
I w to w takim zimnie?

Tego było za dużo nawet jak dla niego.
Nie jego kobieta, to nie jego problem.

Sprawdził tylko czy to dziwne coś, czym zatkała otwór w ścianie jest względnie solidne i wyszedł w ten sam sposób w jaki dostał się do wnętrza.

Nie tyle, że nie życzył jej spotkania z wilkiem.
Znając życie wiedział, że gdyby jakiś ją nadgryzł rozpętałoby się potem polowanie na bogu ducha winne zwierzę.
Załatwi ją w inny sposób.
Humor poprawił mu się szybciej niż przypuszczał.

Bozeman to średniej wielkości miasto.
Własny uniwersytet.
Lotnisko.
Ale pod względem rozchodzących się plotek i nowinek przypominał małą wioskę. Wystarczyło kichnąć na jednym końcu by w sekundzie wiedziano o tym na drugim.

Informacja, że Anna trafiła w oko DJ Callahan’owi była jedną z najnowszych wiadomości tego sezonu.
A to oznaczało tylko jedno.
Bezkompromisowy bogacz miał bardzo przewidywalny scenariusz dotyczący płci pięknej.
Brał co chciał, przeżuwał a potem wypluwał.
Za cel obierał zwykle studentki ostatniego roku, które po burzliwym romansie opuszczały z reguły w przyspieszonym tempie mury uczelni i przenosiły się gdzieś indziej lub dziewczyny spoza miasta. A nawet jeśli nie to finał był zawsze jeden – wcześniejsza wybranka znikała z życia DJ dosłownie.
Ponieważ Dexter nie zamierzał wynosić się z Bozeman było to równoznaczne ze zniknięciem z miasta byłej już kochanki.
Uśmiechnął się pod nosem.
Problem rozwiązywał się sam.
DJ zawsze dostawał to na co miał ochotę, a w tym momencie daniem głównym była dla niego Anna.
Idealnie.
Nie brudząc sobie rąk pozbędzie się jej raz na zawsze.

Wyśmienitego nastroju nie zepsuły mu nawet idące coraz większą parą przygotowania do balu.

Denise dopadła go w czasie lunchu u Copper’a i po raz kolejny namawiała, by w tak szczytnym celu poświęcił się i stanął na podium, zasilającym tym samym kasę fundacji i uszczęśliwiając serce zwyciężczyni.
- Josh. Ale jesteś kawalerem. Co prawda z odzysku, ale zawsze. DJ się zgodził i po prostu idealnie byłoby zostawić Was na sam koniec. Może nawet zgarniemy pięcio-cyfrową sumkę? -  Perspektywa pozbycia się tej kobiety sprawiła, ze był życzliwy całemu światu.
Nie wiedział, kto był bardziej zdziwiony – on, że tak łatwo się poddał, czy Denise. Z tego samego powodu.

Zdawał sobie sprawę, że chwilę to potrwa.
Nie licytacja, tylko polowanie DJ i konsumowanie ofiary.
- Tylko tego nie spieprz. – Powtarzał sobie codziennie rano i wieczorem. Rozszerzył treningi, spędzał więcej czasu na siłowni, strzelnicy i bieganiu.
Wszystko po to by wypełnić wysiłkiem fizycznym każdą wolna chwilę.
Po to by maksymalnie się zmęczyć i nie myśleć.
Nie myśleć o niej.

Szkoda tylko, że to nie działało tak jak zaplanował.
Był zły.
Na siebie.
Bo niepotrzebnie się nad nią pochylił wtedy w nocy. I poczuł zapach rozgrzanego kobiecego ciała.
Jej ciała.
Nie zauważył tego, nie w pierwszej chwili.
Ale wspomnienie go dopadło i nie chciało puścić.

Był wściekły na nią.
Irytowała go.
Nie umiał doprecyzować co dokładnie. Tak naprawdę to z równowagi wyprowadzało go w niej wszystko.

A potem swoje trzy grosze dołożyła Margaret.
Nie od razu.

Pierwsza drobna uwaga dotyczyła tego, że Anny nie widać.
Była raz i nie pojawiła się już w Bozeman.
Przypuszczenia, że może coś się jej stało i dobrze by było wysłać patrol – tak na wszelki wypadek, o mało nie skwitował.
- Tej cholery tak łatwo szlag nie trafi.
Powstrzymał się w ostatniej chwili.

Potem napomknęła, że po mieście chodzą jakieś dziwne plotki. Na pytanie jakie odparła, że kilka osób widziało jak rozpłomieniona wybiega z posterunku, potem kilka kolejnych osób widziało wzburzonego szeryfa, potem znaleźli się świadkowie którzy twierdzili, że ta dwójka była bardzo długo sam na sam, a finalnie wyszło …
W tym momencie Margaret spojrzała szczęśliwie na szeryfa i się zamknęła. Słowo „romans” zawisło jednak niewypowiedziane pomiędzy nimi.

Ciśnienie mu skoczyło, bo zrozumiał że część miasta jest przekonana, że ze sobą sypiają. Sypiają! Kiedy on brzydził się jej dotknąć i najchętniej by ją wypatroszył.
Margaret taktownie zostawiła go samego, ale nie na wiele to się zdało.

Próbował się opanować, ale znowu ta żmija zakotwiczyła się w jego głowie.
W końcu doszło do tego, że usłyszał jej głos.
Do cholery! On naprawdę ją słyszał.

Błyskawicznie znalazł się na dole i ujrzał źródło swoich problemów.
Stojące w otoczeniu jego ludzi.
Wściekłe, prychające i najwyraźniej pijane.

Nie na tyle, by zapanować nad sobą.

Na jego widok wstąpił w nią jakiś diabeł.
Chciała go kopnąć.
Na szczęście cała złość, a co za tym idzie i zamiary miała wypisane na twarzy.
Złapał ją i jednym ruchem przerzucił sobie przez ramię.

Jeśli myślał, że łatwo pójdzie to się mylił.

Szarpała się, usiłowała kopać i klęła jak szewc.

A on czuł pod ręką miękkie ciało i miał coraz większa ochotę sprawić jej solidne lanie.
Jeden rzut oka na załogę i jęknął w duchu.
Takiego przedstawienia dawno tu nie było i wątpił czy kiedykolwiek i ktokolwiek o tym zapomni.

Było jeszcze coś gorszego.
Czuł jak zaczyna mu brakować miejsca w spodniach.

- Pieprzona reakcja na durną babę . – Mruknął do siebie i wyszedł z wrzeszczącą wariatką, zostawiając tym samym oniemiałych świadków.

Musiał się stąd ewakuować.
Gdziekolwiek.
Posadził ją obok siedzenia kierowcy i przykuł kajdankami.
Co miał innego zrobić? Przecież nie wsadzi jej do bagażnika.
W takim stanie, bez ograniczonej swobody ruchów jeszcze by coś zrobiła. Jemu. Albo uszkodziła wóz.

Wiedział, że najlepszym wyjściem byłoby wsadzenie jej na noc do aresztu.
I pewnie by to zrobił, gdyby nie wcześniejsze zwierzenia Margaret.

Już istniejąca plotka w zestawieniu z czymś takim dopiero rozpętałaby piekło domysłów i spekulacji.

Szczęściem w nieszczęściu był George.

Poczciwy pantoflarz, który miał problem i chciał się go jak najszybciej pozbyć.
Szeryf był dla niego wybawieniem – i dlatego, nie bacząc na logikę wyjaśnień podjechał z nim do domu Anny, pomógł wyładować tony zakupów i odjechał jeszcze szybciej jej wozem.

Pozbył się z głowy świadka. Teraz mógł wrócić do niej.

Zasnęła. Nic dziwnego. Nie wiedział ile, ale musiała wlać w siebie sporo alkoholu.
Uwolnił dłonie z kajdanek, wziął na ręce i dopiero w domu postawił na ziemi.

Pijana czy nie, ale nie zamierzał odpuszczać.

- Neandertalski pomiot? Chyba musimy sobie coś wyjaśnić bez świadków.

Księżyc dawał wystarczająco światła, by mógł widzieć każdy szczegół.
Jej szeroko otwarte oczy.
Nagłe zmieszanie, gdy odetchnęła.

Cofnęła się.
Przyspieszony oddech, zarumienione policzki i ten wyraz dezorientacji, który razem ze strachem wymieszał się w jej spojrzeniu.

A to niespodzianka!
Musiał na nią działać i nie umiała tego ukryć.
Ciekawe.

Postanowił czekać na rozwój sytuacji.
Zyskał nagle niespodziewaną broń w walce z tym babsztylem.

I równie szybko przestał być tak zadowolony z siebie, gdy się odwróciła na pięcie i zaczęła wspinać po schodach zostawiając go samego.

Zagotowało się nim.
Bezczelna suka.
Zignorowała go!

Ruszył ostro w jej stronę.
Musiał ją dopaść.
Wizja lania, na które sobie grabiła od dawna, właśnie miała nabrać realnych kształtów.

Zamierzał sprawić jej solidny łomot – bardzo solidny.
Będzie płakać i błagać o litość.

Był szybki.
Już prawie ją dopadł, a wizja jej pośladków płonących czerwienią na skutek uderzeń męskiej dłoni wywołała nieprzyjemny wyraz na jego twarzy.

Nie przewidział tylko, że ma do czynienia z nieobliczalną wariatką.
Krótki wykop i  go zatkało, gdy trafiła go centralnie w klatkę piersiową.

Usiłował się czegoś przetrzymywać, ale było za późno.
Poleciał do tyłu i uderzył całej siły o podłogę.
Aż głucho zadudniło – zupełnie jakby obiło się mu wszystkie wnętrzności. Zamroczyło go, ale nie stracił przytomności.
I w tym momencie coś spadło na niego jak pocisk i przywaliło mu z całej siły.
Dopiero wtedy stracił kontakt ze światem.

Otoczyła go ciemność.
I cisza.
I samotność.
Był spokojny. Już się do niej przyzwyczaił.
Nikt mu nie przeszkadzał. Nikt nie zakłócał harmonii.
Tak było i teraz.

I nagle coś się zmieniło.
Coś się pojawiło.
Nie umiał sprecyzować dokładnie co, bo tego nie widział.
Na pewno było to ciepło.
Najpierw go oszołomiło nagłym atakiem. Dopadło do niego i rozlało się na klatce piersiowej. Przylgnęło i powoli zaczęło promieniować.
Potem dotarł do niego zapach. Nowy, ale już gdzieś go uchwycił. Nuta, która wywoływała w nim sprzeczne emocje. Wprowadzała harmonię, a jednocześnie wywoływała w nim dziwną burzę.

Z jednej strony go irytowały, bo wdarły się w tak znany mu świat i burzyły istniejący porządek, ale z drugiej … skłamałby gdyby powiedział, że nie było mi przyjemnie.

Poczuł stratę, gdy zniknęły.
Został sam. Ogarnął go chłód..
Zaczął powoli zamykać się w swoim świecie, gdy niespodziewanie do niego przypadły.

Zdziwiony ogarniającą go ulgą, z niepokojem zaczął oczekiwać ponownego zniknięcia.
I nastąpiło – ale na krótko.

Tym razem, gdy wróciły poczuł je o wiele mocniej i na dłużej.

Po jakimś czasie ponownie się oddaliły, ale spokojnie czekał na ich powrót.
Nie zawiodły go.

Było mu dobrze.
Bardzo dobrze.
Zanurzony w ogrzewającym go cieple i zapachu zaczął odczuwać dziwne podniecenie.

Nietypowe, tak inne od tego, co czuł wcześniej.

Zawsze potrafił się kontrolować. W tym i swoje pożądanie.
Teraz było inaczej.
To było coś innego.
Nie potrafił się temu oprzeć, jego ciało przestało go słuchać.

Miejsca, które ogarnęło ciepło powoli zaczynały płonąć i wysyłać sygnały do innych części męskiego ciała.
Coraz silniejszy głód i pragnienie by go zaspokoić.

Ciepło zaczęło zmieniać formę.
Z ulotnej mgły zmieniło się coś miękkiego.
Mocno ścisnął to dłońmi.
Spodobał mu się dotyk i dźwięk, który usłyszał. Wywołał fizyczne reakcje.

Chciał więcej.
Natychmiast!

Teraz to on dominował.

Ciepło uległo jego żądzy.
Znalazło się pod nim.
Spolegliwe, gościnne i wywołujące chęć starcia go na pył.
Każde otarcie się przynosiło ukojenie, ale wzmagało głód.
Chciał o wiele więcej.
Wpił się zębami w miękkość. I znowu ten dźwięk, który wprawił w ruch jego biodra.
Uderzenie w stawiającą nagle opór miękkość i jęk.
Nie jego.

Przytrzymał ją. Nie mogła mu uciec. Miękkość wyginała się i prężyła, ale nie była w stanie się wyrwać.

Język podążył śladem zębów zlizując krople krwi i smakując jedwabistość.
Palce mocno wpiły się w ciepło, nie pozwalając mu umknąć.
Nie mógł się od niego oderwać.

Krzyk. Głośny kobiecy krzyk wyrwał go z tego stanu.

Tylko, że to było dziwne.
Zniknęła ciemność, ale nic innego.
Jego podniecenie, ciepło, miękkość, posmak krwi i działający na jego zmysły aromat pozostały.
Patrzył prosto w błękitne oczy.

Kobiety! Prawdziwej.
W pierwszym odruchu chciał kontynuować to co trwało. Tym razem zanurzyć się naprawdę w jej cieple i wtedy dotarło do niego gdzie i z kim jest.

Wdowa po przestępcy.
Podstępna żmija, której chciał się pozbyć.
Suka, która niszczyła jego ład.
O mało, co jej nie zerżnął.

Furia która w nim eksplodowała przebiła nawet reakcję na widok żony pieprzącej się z innym.

Przyczyna tego chaosu leżała pod nim.

Bezbronna i niewinna, a tak naprawdę diablica z rogami.

Udusi dziwkę!

 

 

 

** ** ** ** ** ** ** **

Montana – część XI

Montana – część XIII

Polubienia 31
Wyświetlenia 2266

Podobne wpisy:

  • Wpis trochę dłuższy niż zwykle .. mam nadzieję, że poprawi Wam nastrój.

  • Szprewa

    Zgaduję, że na informacje co stało sie z Diabłem bede musiała poczekać kilka(naście) rozdziałów ? ;(

    • Szczerze? Nie mam pojęcia.
      Jeśli Mallroy jest konsekwentny to ubije główną bohaterkę i przez resztę opowiadania będzie usiłował pozbyć się zwłok.

      Potraktuj to może jako jedno z możliwych zakończeń „Diabła”, a nie wersję ostateczną na wieki – wieków?

      • anonimek

        Nieeeeeeeeeee!!!!!!!!!!!
        Miał być diabeł ! Ja żądam diabełka ;)

        • .. .nie macie już tego Diabła dosyć? Poważnie?
          Zły charakter. Pętał się po moim i Waszym życiorysie dosyć długo.
          I nadal go chcecie? :)

          • Weronika A.

            Co za pytanie??? Jasne, że chcemy :DDD Z utęsknieniem czekam na „zmartwychwstanie” Raoul’a.

            Pozdrawiam :)

  • kasia

    O cholera! A jak ją na serio udusi?

  • Gość

    Tylko nie wywiń numeru i nie wrzuć dzisiaj Złej decyzji. Oczekiwanie mnie zabija

  • … a on dopiero się rozwija. Obawiam się, że w tym przypadku jedno warte drugiego.

    A trzeci swoje dołoży.

    • anonimek

      Mam nadzieje, że dzisiaj.

      • Dzisiaj .. dopiero wstałam.
        Lekarka zna się na swojej robocie, ale to ścina z nóg. Dosłownie

  • Wiktor

    Witaj Aniu. No i się porobiło. Szeryf chce ją wywalić z miasta. Oj oby on sam nie musiał uciekać. Już mu daje popalić. Mało co nie zginął przez wredne babsko hihihi. Niech się cieszy że w kominku napaliła bo do tego że był nieprzytomny to by jeszcze zamarzł hihihi. I to ma być słaba płeć?. Chyba na to miasto i szeryfa ściągnęło 7 plag egipskich. Niecierpliwie czekam na kontynuację.
    Aniu sorki że mnie ostatnio nie było wśród komentujących. Pozdrawiam Wiktor

    • Trafił swój na swego.
      Aczkolwiek szeryf swoje za uszami musi mieć skoro spadła na niego taka … pokuta.

      • Smuteczek

        Ciekawe co narozrabial szeryf. Na razie zachowuje sie jak typosy szefyf.

        • Nie za bardzo mogę zdradzić teraz więcej, bo zepsułabym całą zabawę.
          Na razie szeryf zachowuje się jak pan i władca świata .. a już na pewno Bozeman.
          Te typy tak mają

          • panikara

            To prawda. Czy dzis mozemy przeczytac nastepna czesc Montany?

          • 7-8 maja – Montana. i tak samo Zła decyzja.

            Zapalenie oskrzeli przeszło na płuca i trochę … się skomplikowało.
            Najprawdopodobniej jedno wpadnie w ciągu dnia – drugie około/lub po północy.

            PS. Ile ja się namęczyłam nad tym plakatem – nawet sobie nie zdajecie sprawy :D
            Ale ile zabawy przy tym miałam to moje.

  • Przepraszam Was najmocniej za ostatnie zmiany w harmonogramie.
    Choroba połączona z .. siłą wyższą potrafią zdrowo namieszać w życiu, a co dopiero w pisaniu.
    A nie wrzucę Wam przecież dwóch stron jeśli poprzednio było ich około piętnastu.
    Plan na najbliższy tydzień – jak najszybsze nadrobienie zaległości :)

  • X

    Anna.litości!

  • Pingback: Skrywane Pragnienia | Montana XIII()