Montana XIV

- Nie jeden anioł stróż, a cała armia. – Mruknęłam pod nosem, obserwując oddalający się samochód szeryfa z nim samym i poczciwym Georgem w środku.
Chociaż teraz miałam inne zdanie na jego temat. George’a oczywiście.
Poczciwy i jakby się zdawało ofermowaty dotychczas mąć Denise postanowił pokazać swoje inne oblicze.

Ostrożnie zamknęłam drzwi.
Co to do cholery było?

Wątpliwości miałam nie tylko co do wcześniejszych wydarzeń które do normalnych na pewno nie należały, ale również do tego czego świadkiem byłam kilka minut temu.

Albowiem George przyprowadził o poranku mój samochód. To było całkiem logiczne.
Chciał wrócić do Bozeman korzystając z uprzejmości szeryfa. Znowu coś oczywistego.
Co prawda tutaj coś mi nie pasowało, ale błyskawicznie przestałam się tym przejmować, bo nastąpiło to co nastąpiło.

Mianowicie George, po wypowiedzeniu pogrążających mnie słów, zamiast czekać jak na normalnego człowieka przystało na zewnątrz, zaczął zachowywać się tak jakby w niego sam diabeł wstąpił?
To nie był ten zramolały i powolny człowiek jakiego znałam wcześniej.

Zamurowało mnie.
Gorzej … zamurowało nas.
Ze zdumieniem obserwowaliśmy pozornie chaotyczną bieganinę.

George wparował do domu i od razu zaczął pokrzykiwać.
- No dalej, dalej Josh. Denise będzie mi prawić przez tydzień kazanie jeśli zaraz mnie nie odstawisz do domu. Chyba się wyspałeś, co? Albo się nie wyspałeś. Spałeś?- Dziwny chichot zabrzmiał całkiem upiornie.
I nagle ten okrąglutki i wydawało by się, że tym samym ociężały mężczyzna błyskawicznie ruszył po schodach na piętro.
- Dalej, dalej. Nie ma na co czekać. – Oddalający się głos i ciągły tupot stóp potwierdził, że George na piętrze jest bardzo aktywny.

- Gdzie?! – Chciałam ryknąć, ale zamiast tego z mojego gardła wydobył się pomruk.

Nie lubiłam gdy ktoś naruszał moją przestrzeń, a już tak bezczelnego myszkowania nie trawiłam.
Co on tam do cholery robił? Inspekcję pięterka?!
Wykonałam krok w kierunku schodów i w tym samym momencie zarumieniony mąż Denise stoczył się na dół i ruszył w kierunku salonu.
- Josh na co czekasz. Stoisz jak słup soli, a ja … – i wtedy wpadł na nasze tymczasowe posłanie. Nagle go zastopowało, gwałtownie odwrócił się o 180 stopni i z jego ust wyrwało się niezbyt inteligentnie brzmiące – yyyyy .. pospiesz się.

Dotychczas tylko czytałam o tak niezręcznych chwilach ciszy.

Patrzyłam milcząc na George’a.
George uporczywie wpatrywał się w jakiś punkt za mną.
Miałam silne przeczucie, że w centrum jego uwagi znajdował się teraz szeryf. Nie miałam jednak najmniejszej ochoty przekonać się czy moje domysły są słuszne, a już na pewno nie byłam chętna by sprawdzić na kogo albo na co gapił się Josh.

I tak byśmy sobie postali, gdyby nie fakt, że mężowi Denise chyba jednak naprawdę się spieszyło.
Może to było coś innego, ale miałam to szczerze mówiąc w bardzo głębokim poważaniu.
W tej chwili pragnęłam tylko jednego – żeby mi wszyscy dali święty spokój.

- Ruchy, ruchy… – Po tej dziwnej chwili zawieszenia to było jak wybuch granatu. Całkowicie mnie ogłuszyło. W dodatku słowa przekuł w czyn, ruszając gwałtownie w stronę drzwi wyjściowych.
Zmusiłam się by spojrzeć w końcu na szeryfa. Spodziewałam się napotkać pełne potępienia spojrzenia, a zamiast tego ujrzałam kurtkę opinającą plecy.
Wychodzili obaj.

Kobiety są dziwne.
Ja jestem dziwna.
Powinnam być przecież zadowolona. A już na pewno czuć ulgę. W końcu wyrok został odwleczony w czasie.

Jakoś nie miałam wątpliwości, że moja „rozmowa” z szeryfem jeszcze nie dobiegła końca, ale na pewno ta urocza konwersacja nie odbędzie się teraz.
To chyba dobrze, prawda?

Chcąc nie chcąc podążyłam za nimi. Jakieś pozory trzeba było zachować.
Stwierdziłam, że nie ma co przesadzać – w końcu to była zwykła przysługa, jesteśmy sąsiadami i takie tam. Ja byłam wczoraj trochę pijana, więc od skacowanej kobiety nie ma co wymagać wylewnych pożegnań.

Tylko kilka kroków i oparta o futrynę obserwowałam obu mężczyzn.
- Kłamczucha. – Skarciłam się w myślach. – Nie, wcale nie obu.
I wtedy mnie przyłapał.
Kompletnie nie spodziewałam się tego, że nagle się odwróci i spojrzy mi prosto w oczy.
Bezwiednie wstrzymałam oddech.
Zauważył to! Dziwny uśmieszek przemknął po jego wargach.

- Do zobaczenia później. Mam kilka twoich rzeczy, odbierzesz przy okazji. -  Co za bezczelny dupek! Momentalnie podniósł mi ciśnienie, ale tak naprawdę bardziej wściekła byłam na siebie za tę dziwną i niezrozumiałą chwilę słabości, niż na taką reakcję mężczyzny.
- Ty chamie. – Pomyślałam, ale nie zdążyłam już tego powiedzieć na głos.
Na szczęście.
Chyba.

Trzaśnięcie drzwi, dźwięk silnika.
Zadziwiające, ale im dalej znajdował się samochód tym szybciej się uspokajałam.

Tak na dobrą sprawę ten cały cyrk, w który się wmieszałam … chociaż uczciwiej byłoby powiedzieć, który wywołałam, skończył się dla mnie najlepiej jak mógł.
Przynajmniej na razie.

Szeryf pojechał w siną dal, George też, odzyskałam samochód, innych komplikacji w zasięgu wzroku było chwilowo brak.
Nie dopuszczałam do siebie żadnej myśli tłumacząc dziwne zdenerwowanie swoim wcześniejszym, pijackim wyskokiem.

Zamknęłam drzwi, zabrałam się za sprzątanie i przysięgłam sobie w duchu, że już nie będę wariować, będę spokojna, grzeczna i nudna.
Nie dam się sprowokować, a już zwłaszcza z szeryfem nie będzie mnie łączyło nic poza chłodną i pozbawioną wszelkich uczuć i odczuć daleką znajomością.
Legowisko ogarnęłam wyjątkowo sprawnie, urządzając przy okazji pranie. Co jak co, ale nie zamierzałam znosić na swoich rzeczach cudzego zapachu!
A potem poszłam siłą rozpędu. Schody, podłogi, okna.
Nie niepokojona żadnymi telefonami czy niezapowiedzianymi wizytami rzuciłam się w wir domowych porządków, po czym w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku, a przy okazji koszmarnie zmordowana, zasnęłam zaraz po zamknięciu oczu.
Po raz pierwszy od dawna nie śniło mi się nic.

Kolejne dni były spokojne.
Zaczęłam się do tego przyzwyczajać i chyba z braku stresu postanowiłam podnieść sobie trochę ciśnienie.

Wybrałam znany na pamięć numer telefonu.
- DJ? To co z moimi meblami i dziurą w drzwiach? – Zagaiłam bardzo wprost, bardzo bezczelnie i jeszcze bardziej niegrzecznie. Nie tak prowadzi się rozmowy w Stanach.
DJ albo był zajęty, albo miał to w nosie. Stawiałam na to drugie.

Okazało się, że część mebli już jest, co do dziury coś już wymyślił.
Był jednak mały problem.
- Byłem u ciebie kilka dni temu … – mówił. Tylko, że ja wróciłam myślami do tej chwili kilka dni temu, gdy nie byłam sama. Oddech mężczyzny, jego usta. Otrząsnęłam się w samą porę, by usłyszeć że da radę podjechać do mnie w przyszłym tygodniu.
- No i z głowy. – Poszło łatwiej niż myślałam i chyba przewróciło mi się od tego w głowie. Postanowiłam iść za ciosem i pojechać do Bozeman.
Może Alice ma już coś dla mnie?
I zrobię małe zakupy?
A może odbiorę przy okazji moje papiery?

Dojazd zajął mi chwilę czasu, ale i tak nie zdążyłam podjąć decyzji co powinnam załatwić najpierw.
Dopiero wjeżdżając do miasta doszłam do wniosku, że dobry nastrój należy podtrzymać, a zagwarantować mi to może tylko kawa wypita w towarzystwie Alice.

Zaparkowałam mamuta, ale w drzwiach do sklepu prawie zderzyłam się z wychodzącą właśnie młodą dziewczyną.
Co prawda wyleciała jak z pieprzem, ale pierwszeństwo mają wychodzący.
Przeprosiny utknęły mi w gardle, bo spojrzała na mnie tak, jakby chciała mnie żywcem wypatroszyć.

Nie zamierzałam przejmować się humorami jakiejś pannicy, ale było to na tyle niezwykłe, że nie omieszkałam wspomnieć o tym incydencie stojącej na środku lokalu Alice.
- Co jej się stało? Wyglądała jakby chciała mnie zabić. – Alice w odpowiedzi uśmiechnęła się pod nosem.
- Bo pewnie ma na to ochotę. A z tego co słyszałam nie ona jedna. – To, że się zdziwiłam byłoby sporym niedopowiedzeniem. Alice westchnęła i dodała coś co wg niej miało wyjaśnić sprawę.
- Po naszym małym wyjściu do Copper’a ten stary piernik Watson przejeżdżał obok twojego rancza. I zobaczył samochód szeryfa.
- I? – Nie rozumiałam o co jej chodzi.
- I po jakimś czasie przejechał drugi raz. A samochód szeryfa jak stał tak stał.
- I?  – Byłam monotematyczna, ale nadal słowa Alice nic mi nie mówiły.
- I potem George podjął się misji wywiadowczej. Stara pierdoła. I plotkarz. Obracający się wśród stada takich samych starych pierników, niemających nic innego do roboty. Jak ktoś jest stary i głupi to rozrywki szuka u innych. Denise próbowała go powstrzymać, ale historia o miłosnym gniazdku zdążyła pójść w świat. I teraz wszyscy wiedzą o waszym romansie. – Nic nie powiedziałam bo mnie najzwyczajniej w świecie zatchnęło. Alice bez przeszkód mogła kontynuować.
- Połowa miasteczka trzyma kciuki bo z szeryfa porządny facet i w końcu sobie kogoś znalazł, ale jest spore grono jego fanek, które chce cię za to spalić. na stosie. To jest … – zachichotała jak nastolatka- .. w sumie był jeden z naszych najlepszych towarów do wzięcia. Poległ w tempie ekspresowym.

Usiadłam, cudem trafiając czterema literami w krzesło.
Co ja sobie obiecałam?
Że nie będę wariować, będę spokojna, grzeczna i nudna?
I zwłaszcza z szeryfem nie będzie mnie łączyło nic poza chłodną i pozbawioną wszelkich uczuć i odczuć daleką znajomością?!

Patrząc na rozpromienioną Alice zrozumiałam, że teraz nawet jak się wścieknę i tego prostaka wypatroszę, to mi nikt nie uwierzy.

 

 

 

** ** ** ** ** ** ** **

Montana – część XIII

Montana – część XV

Polubienia 22
Wyświetlenia 1512

Podobne wpisy:

  • Dobry wieczór :)
    Powoli wracam po dłuższej przerwie. Tęskniłam do publikowania – poważnie i szczerze.
    Teraz pozostaje tylko nadgonić przerwę.
    Miłej lektury

  • Aaa

    Myślałam, że śnię. Nareszcie!!!!!. Wracaj do nas bo tęsknimy.

  • Pandziorka

    Kurcze czuję się spełniona :) po tak długim czasie oczekiwania w końcu wróciłaś nawet nie wiesz jak się cieszę

    • Dziękuję. Tęskniłam do publikowania i do Was

  • Gosia

    I to się nazywa – dobry początek dnia :). Bardzo dobry początek :). Super, że wróciłaś :)

    • Cała przyjemność po mojej stronie Gosiu. Śnieg jest, mróz jest .. trzeba coś na rozgrzanie serc :)

      • aaa

        Aaaaaaaa!!!!
        Wchodząc myślałam że śni. Boże w końcu wróciłaś. Tęskniłam za twoimi tekstami. Teraz już od Ob takich przerw

        • Dobre prochy to podstawa. Ale poważnie to możesz mi wierzyć, że ja najbardziej bym nie chciała mieć takich przerw.
          Jeszcze trzy dni rekonwalescencji w łóżku i od przyszłego tygodnia wracam do pracy na pełnych obrotach … ale do pisania też.

  • O jak miło. No to się cieszymy. Hip hip hurra ;)
    Tak, bardzo tęskniliśmy za literkami

  • Pingback: Skrywane Pragnienia | Montana XIII()

  • Tony F.P.

    Na usta ciśnie mi się „Jezu jak się cieszę”:))) Dobrze, że jesteś Aniu:)
    Ha! Nic na to nie poradzę, ale nie lubię szeryfa – zarozumiały dupek i męski szowinista. Pytanie tylko, czy stał się taki po tym, jak go żona wystawiła, czy zawsze taki był. Wprawdzie Alice uważa, że to porządny facet, ale ja jakoś nie mam przekonania co do tej jego porządności. Może po części dlatego, że tęsknię za Diabłem:) Wiem, że to bandzior, ale w tym przypadku wolę bandziora niż stróża prawa. Diable, przybywaj, bo twa małżonka czuje trudną do ogarnięcia słabość do innego mężczyzny!:)

    • Hej hej hej :)
      Szeryf? Człowiek jak człowiek. Każdy ma w sobie jakiegoś demona. Ale dziękuję za komplement – nie ma nic gorszego niż postać, która jest obojętna – zarówno czytelnikowi jak i piszącemu. Przyznam się, że też mnie wkurza :P

      Ale zobaczymy co będzie dalej – nie ma w końcu nic gorszego niż wiedza … ups … napisałabym za dużo :P

      • Tony F.P.

        Najlepsze są postacie, które wzbudzają mieszane uczucia – taki Diabeł na przykład. Albo Max z „Paradoksu” – ten to ci dopiero jest ciężki kaliber:)
        Staram się zbytnio na Diabła nie napalać, żeby potem nie szlochać w poduszkę, gdyby Ania już go nie chciała. Albo gdyby się w ogóle nie pojawił. Ale żeby się nie pojawić po Anię, to Diabeł musiałby być martwy, a takiej opcji nie przyjmuję do wiadomości:) Szeryf jest mocno wkurzający – niczym pobudzony nastolatek nie radzi sobie z ciasnotą w spodniach i wyżywa się na biednej Ani. Mogłaby go jeszcze raz zrzucić ze schodów i już bynajmniej nie ogrzewać:)

        • Dlaczego masz się nie napalać na Diabła? Ja się napalam, aczkolwiek NIE w połączeniu z Montaną :D
          Ale możesz mi wierzyć, że takiego szeryfa niejedna by chętnie ogrzała. Chociaż z drugiej strony taki charakterek może przysłonić walory wizualne.

          • Tony F.P.

            Znaczy się, że muszę się przestawić i Diabła w Montanie nie wyglądać?.Oj, joj!
            He, he, bardzo jestem ciekawa jaką minę miał szeryf, gdy się dowiedział, że „poległ w tempie ekspresowym”:)

          • Chyba nie myślisz, że w komentarzach napiszę co się będzie działo :D
            Prędzej mnie piekło pochłonie …

          • Tony F.P.

            He, he, nie, nie myślę – musiałabyś chyba mieć totalną pomroczność jasną:) Pytanie wyrwało mi się z głębi trzewi i nie dało się powstrzymać:)

  • Pingback: Skrywane Pragnienia | Montana XV()