Montana XVI

Burbon smakował już mniej obrzydliwie.
Ba, śmiałam twierdzić, że był nawet dobry. Kompletnie nie byłam świadoma, że oznaczało to po prostu, że zaczął działać.
Siedzący na podłodze mężczyzna jasno i dobitnie oznajmił, że jestem wyrachowaną suką.
Co miałam mu powiedzieć?
Że tak na dobrą sprawę sama mam ochotę ukręcić mu łeb i jestem świadoma, że byłaby to usługa wzajemna?
Że się po prostu nie trawimy, bo tak czasami jest, choć racjonalnych powodów brak.
I że tak się nie da funkcjonować, bo w końcu jednak ktoś polegnie? A ja chcę naprawdę tylko spokoju i ciszy?

W dodatku biorąc pod uwagę ostatnie wydarzenia …

- W dodatku biorąc pod uwagę ostatnie wydarzenia … – Ostro mną szarpnęło, ale to nie były omamy. On naprawdę powiedział na głos to co pomyślałam. Po raz pierwszy od kiedy usiadłam obok spojrzałam na Josha i to był błąd.

Mówił dalej … coś. Ale to już nie miało żadnego znaczenia.
Przestałam go słuchać.
Jak zahipnotyzowana wpatrywałam się w sylwetkę siedzącego obok mnie mężczyzny, co chwilę zwracając uwagę na inny szczegół.

Możliwe, że stres miał tu coś do powiedzenia, ale tak naprawdę to rozłożył mnie alkohol.
Ciało trzymało się w pionie, usta miałam karnie zasznurowane, ale myśli … myśli nieskrępowanie zaszalały.
Gorzej, że krążyły wokół najmniej właściwej osoby.

Włosy spadały na kark, dotykając kołnierzyka. Trochę za długie. Ale idealne, by przeczesać je palcami.

Broda. Oprószona siwizną. Wiek czy zmartwienia?

Lekko odwrócił głowę i zawiesiłam się na jego ustach.

Wargi. Wydawały się twarde, ale przypomniałam sobie chwilę dotykały moich ust.

Wróciło wspomnienie czegoś, czego nie chciałam pamiętać.

 

Głośno przełknęłam ślinę i moje myśli rozproszył ruch.

Bawił się obrączką.

I wtedy przypomniało mi się wszystko co usłyszałam o jego małżeństwie.
Zdradzie.
Cholera! Człowiek, który nosi obrączkę mimo, iż rozstał się ze zdradzającą go kobietą nie może być zły.
Cóż. Kobieca logika wzmocniona alkoholem to złe połączenie.
I mając kompletnie gdzieś, że mu przerywam powiedziałam pierwsze co mi przyszło na myśl.

- Ja nie jestem twoją żoną.

Słabszy efekt uzyskałabym waląc go czymś po głowie.
Butelką na przykład.
Może wściekłby się mniej i przy okazji bym go trochę ogłuszyła?

Możliwe, że nie wytrzymał, a ja wyskoczyłam z tym komentarzem w najgorszym możliwym momencie.
Teraz o tak było za późno by to cofnąć.
Odwrócił się gwałtownie i mocno złapał za ramię.
Zabolało! Bardzo zabolało!
Odruchowo usiłowałam się wyszarpnąć.
Niestety zarówno to, że siedzieliśmy na podłodze, jak i buzujące we mnie procenty nie pozwoliły na zachowanie równowagi.
Runęłam na plecy, pociągając Josha za sobą.

Potem już było tylko gorzej.
Któreś z nas – całkiem możliwe, że ja bo wierzgałam ostro, kopnęło szklankę z burbonem. Ta zamiast się rozlecieć albo chociaż przewrócić, wyleciała w powietrze i przewracając osłonę, razem z zawartością wylądowała w kominku.

Huk, płomienie i krzyk mężczyzny.

- Kurwa!

 

Wiedział gdzie jest gaśnica. Wiedział, jak jej użyć. Wiedział, jak wyłączyć alarm.
Wybrał numer i kazał powiedzieć, że miałam drobny wypadek i interwencja strażaków absolutnie nie jest potrzebna

Poza tym jednym telefonem siedziałam cicho i przytomnie ani mu nie pomagałam, ani nie opierniczyłam za tak chamską odzywkę.
Odrobinę tylko odsunęłam się od czarnej dziury, która kiedyś była ślicznym kominkiem otoczonym białymi ścianami.

Siedząc na podłodze i czekając aż szeryf zapanuje nad tym pogorzeliskiem, mogłam pomyśleć. Powoli zamieniałam ten dom w ruderę.
Przy tak silnym zaangażowaniu ze strony natury i szeryfa, miałam szansę rozwalić ranczo w ciągu najbliższego miesiąca.
Z jednym dałabym sobie radę. W sumie wolałabym zmierzyć się z łosiem. Obu na raz nie dam rady opanować.
Jęknęłam, bo przy łosiu przypomniał mi się mój stolarz, który też nie do końca zachowywał się jak powinien.
Cholera, nawet łoś z DJ są do strawienia, ale szeryf to już było za dużo.
Nie chciałam go!
Powodował, że miałam ochotę wyć, krzyczeć i złapać za siekierę. Dawno nikt nie wzbudzał we mnie takiej agresji.
Coś dziwnego się ze mną działo, kiedy był przy mnie. Nie podobało mi się to i nie chciałam tego!

- Co ja mam z tobą zrobić? – Nawet nie wiem kiedy Josh opanował sytuację i mógł na powrót wrócić do prawdziwego powodu swojej wizyty. Do mnie.

- Nic. – Odparłam. Byłam już zmęczona. Nie tylko incydentem z kominkiem, ale wszystkim. Bolał mnie tyłek, bolało mnie ramię, bolała mnie dusza – Po prostu nie wchodźmy sobie w drogę. Nie wiem co wiesz i do jakich wniosków doszedłeś, ale nic złego nie zrobiłam. Nic nie chcę. Potrzebuję tylko spokoju, ciszy.

Spodziewałam się wszystkiego tylko nie widoku podsuniętej pod nos pełnej szklanki. Cholera, tego też teraz potrzebowałam.

Bez słowa wypiłam wszystko na raz. Zachowując takie tempo miałam szanse nie tylko szybko się upić, ale i uzależnić od lokalnego wyrobu.

- Skup się. Zaczynasz być coraz bardziej pijana. – Do osiągnięcia tego stanu potrzebowałabym jeszcze przynajmniej dwóch szklanek, ale nie było sensu mu tłumaczyć, że teraz to jestem co najwyżej lekko wstawiona. Zadarłam głowę do góry.
- Jeśli tylko zauważę coś podejrzanego, jeśli spróbujesz namieszać w jakikolwiek sposób .. pożałujesz, że się tu znalazłaś. Może to mała miejscowość, ale wystarczająco duża żebyśmy na siebie nie wpadali. Chcesz spokoju? Proszę bardzo. Siedź grzecznie i cicho.

- A te plotki .. – Pożałowałam błyskawicznie, że się odezwałam.

- Myślisz, że jesteś taka wyjątkowa? Co chwilę mnie z kimś swatają. Zwietrzyli kolejną chętną, to i spróbowali po raz kolejny. Musisz przyznać, że jakoś oporu nie stawiasz. Wyjątkowo łatwo poszło. Tym akurat nie musisz się przejmować. I weź się jakoś ogarnij. Nie ma nic gorszego niż samotnie pijąca kobieta.

 

Gdy doszłam do siebie już go nie było.
Miał rację.
Do jasnej cholery miał rację.

Mimo całej niechęci jaką czułam na jego widok leciałam do niego jak mucha do miodu. Trzeźwa czy pijana rozkładałam ochoczo nogi.. stop! Nie rozłożyłam.
Taaaak! Pewnie! Bo nie było okazji!
Dawno nie byłam tak zła na siebie.
Szeryf bezlitośnie wytknął mi wszystkie moje błędy. Piłam jak szewc, zachowywałam się jak nieobliczalna wariatka, całowałam z obcym facetem.
To nie byłam ja!

Musiałam się czymś zająć. Czułam, że jeszcze chwila i zacznę krzyczeć. Albo zwariuję.
Licząc, że mnie to uspokoi zabrałam się za sprzątanie pobojowiska, ale jedyne co osiągnęłam to odsłonięcie zniszczeń.
Oberwał kominek, ściany i podłoga.
Pewnie gdybym nie miała tej odrobiny alkoholu we krwi to bym nie zadzwoniła.
Ale miałam.

- DJ? Znasz kogoś kto pomógłby mi w remoncie salonu?

 

 

 

** ** ** ** ** ** ** **

Montana – część XVII

Montana – część XV

Polubienia 30
Wyświetlenia 2180

Podobne wpisy:

  • Kolejny będzie dłuższy, ale ten … (tylko proszę się nie śmiać) .. harmonogram wszedł mi w paradę.
    Postanowiłam się cholery trzymać i nagle mi się północ zaczęła zbliżać.

    • Kasiek

      Nie powiem gdzie mam harmonogram. Pisz więcej. Błagam

      • Nie powiem ile razy moje podejście do harmonogramu było … delikatnie mówiąc lekceważące. Zobaczymy jak dla odmiany wyjdzie jego realizacja :D

  • anonim

    Ale będzie z tego seks jak już się dorwą do siebie. Bo się dorwą mam nadzieję.

    • I miał być, ale cokolwiek pisałam szeryf obrywał w twarz, a potem była krwawa jatka. Oni się nie lubią – i to bardzo

  • Też bym coś wypiła…cóż, szef chyba by nie był zadowolony….heh dochodze do wniosku,że pracuje z takimi samymi cholernikami, i właśnie chyba dlatego, że są tacy szczerzy w swojej logice bycia przykładnym mężem i chętnym kochankiem. Drażnienie takich szeryfów w realu jest dobrą rozgrywką. Patrz – ale nie dotykaj, mów – drażnij i miej satysfakcję. Drapieżni mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet i kobieta, która nienawidzi mężczyzn. Kucharze to moije ulubione kanalie :)

    • Zabawa z drapieżnikiem ma swoje konsekwencje – i na papierze i w realu.
      Kucharze powiadasz … mistrzowie ostrza, pod płaszczykiem kulinarnego kunsztu skrywający … ej! Dzięki. Mam pomysł na tekst :D
      DZIĘKUJĘ!

  • kaska

    wrocilas…super. tesknilam

    • ja też tęskniłam. nie mogłam wcześniej – postaram się zrekompensować przerwę

  • Sylwia

    Kochana Aniu! Nawet nie wiesz jaką mi radość sprawiłaś tym, że znów publikujesz. Weszłam dziś na bloga z przeświadczeniem, że i tak nie zobaczę nowej części opowiadania, ale i z nadzieją z tyłu głowy, że do nas wrócisz. I taka miła niespodzianka, bo załapałam się na aż trzy części na raz. Jesteś jak narkotyk. Pamiętam jak pierwszy raz zagościłam na blogu( jak Mika poleciła Kurę na swoim blogu), jak zarywałam noce, żeby przeczytać wszystko co wyszło spod Twojego pióra. Oczy mi się zaświeciły jak zobaczyłam nowe posty :D Mam nadzieję, że u Ciebie wszystko dobrze. Dziękuje, że odciągnęłaś mnie na baardzo przyjemną chwilę od sesji. <3

    • Sylwia! Powodzenia z sesją! Trzymam kciuki za zaliczenie wszystkiego w pierwszym terminie!

      PS. Do końca tygodnia będą min. trzy kolejne części (Montany na pewno) – to się odstresujesz i uśmiechniesz :)
      Zapraszam w niedzielę na dużą dawkę zamieszania, ze szczyptą czegoś romantycznego :)

      PS 2. nie wiem czy muzyka Ci pomaga, ale ja w chwilach „zmęczenia” stosuję

      „Bedingfield’o terapię”. Ostatnio najczęściej stosowany środek:

      • Sylwia

        Kochana, muzyka to mój nieodłączny kompan w każdej chwili mojego życia. Jestem skrzypaczką, gram od 6 roku życia, dlatego szczególnie bliska jest mi muzyka klasyczna. Dlatego za każdym razem jak wplatasz w teksty takie smaczki jak w Diable z fortepianem, to jestem zachwycona. Od kilku tygodni katuje ten utwór, polecam szczególnie od 6 minuty. Mnie bardzo motywuje i wprawia w bojowy nastrój. https://youtu.be/uR6KJL5OS54

        • Jak Ci napiszę, że ja nie mogę słuchać tej sonaty bo mnie rozkleja to nie uwierzysz.
          Co do smaczków to zobaczymy, ale .. jeśli jakiś utwór szczególnie przysłużył się lub jest związany z tekstem to nie omieszkam się go użyć.
          Jest .. mam jedną słabość … ale o tym nie przy Montanie i nie teraz :)

  • Jo Winchester

    A ja powiem tak… Z tego wszystkiego odświeżyłam sobie Diabła i po prostu uwielbiam tamto opowiadanie. To też jest świetne, ale Diabłeł… achhh :)

    • Z tego wszystkiego .. sama tak robię od czasu do czasu.
      :) nic nie poradzę, że lubię ten tekst .. ba uwielbiam go!

  • Tony F.P.

    Przeczytałam „Montanę” od początku i doszłam do wielce zaskakującego mnie wniosku, że gdyby nie siedzący w tyłu mojej głowy Diabeł, to sekundowałabym potyczkom Ani i szeryfa w nadziei, że będzie z tej mąki chleb. I zaczynam czuć się emocjonalnie rozdarta:( :) Tym bardziej, że jak spojrzałam na wszystkie wydarzenia z perspektywy szeryfa, to zrozumiałam, że wewnętrznie miota się tak jak Ania, tylko że jest sprytniejszy, a i Ania sama się podkłada. Mam nadzieję, że słowa szeryfa podziałają na nią jak przysłowiowy kubeł zimnej wody i udowodni cwaniaczkowi, że tylko mu się wydaje, że wszystko wie i ma nad nią przewagę. No i pytanie, co wykombinuje miliarder-stolarz z zamiłowania. Ileż emocji, Boże Ty mój!:)
    No i proszę – wystarczyła kolejna część „Montany”, żeby ten okropny poniedziałek przestał być okropny. Dziękuję:)

    • O ranyyy…. no udowodni mu. Udowodni mu, że HEJ.

      Nawet nie wiesz jak się cieszę, że to co się teraz stanie napisałam kilka lat temu.Za dobre jest by zmarnować i zmienić, ale teraz pewnie bym się nie odważyła …. chociaż co ja mówię – pewnie, że bym się odważyła :D

      • Tony F.P.

        No ba! Śmiem twierdzić, że im kobieta dojrzalsza, tym odważniejsza i pierdołami się nie przejmuje:) Na wszelki wypadek (tego, co się stanie) odpowiednio wyposażę barek – albo będę się znieczulać, albo świętować:)
        Zważywszy, że dotychczasowe spotkania Ani z szeryfem były dość burzliwe, to tak sobie myślę, że ich pierwszy raz mógłby pozbawić prądu cały stan Montana – żadna sieć elektryfikacyjna nie byłaby w stanie udźwignąć takiego stężenia i wyładowania energii:)

        • Hm … The Rolling Stones sami jakoś przyszli wcześniej do głowy
          .. pozbawić prądu cały stan
          … podpalić miasto …

          https://www.facebook.com/skrywanepragnienia/photos/a.762724927124643.1073741828.762036433860159/1180005398729925/?type=3

          • Tony F.P.

            Wyczułaś pismo nosem:) Ania już zaczęła rozpierdację, szkoda tylko, że od własnego kominka:) Myślałam, że łosia nic nie przebije, ale akcja z kominkiem jest przednia. Szeryf powinien być wdzięczny, że mu Ania takich rozrywek dostarcza, bo już chyba trochę chłopina zaśniedział w nudnym Bozeman:)

          • Przypomnę Ci to kiedyś … ba .. ja chyba nawet Cię zacytuję.
            Chodzi oczywiście o „chłopina zaśniedział”.
            PS. a tekst … od czasu do czasu The Rolling Stones przejmują władanie .. akurat wtedy to wpadło mi w ucho i oczy się zaświeciły :)

          • Tony F.P.

            No ale, czyż nie mam racji? Praca, oganianie się od chcących go usidlić kobiet, czkawka po zdradzie żony… nuda, nuda, nuda… a teraz czuje, że żyje:)
            Zacytowaniem czułabym się zaszczycona:) Byleby się szeryf nie dowiedział, że to ja powiedziałam, bo jeszcze mnie łosiem poszczuje:)
            The Rolling Stones to chyba każdego czasem bierze we władanie – im nie sposób się oprzeć.

  • sam

    Z pewną dozą nieśmiałości chciałam się dowiedzieć czy dzisiaj uda się coś dać? Czuję się jak na odwyku czekając na kolejną część Montany.

    • Szczerze to nie wiem. Nie chcę dodać zbyt krótkiego fragmentu, a to co już jest wymaga właściwego wstępu :)
      Na pewno trzy części wskoczą do niedzieli

  • Pingback: Skrywane Pragnienia | Montana XVII()

  • Pingback: Skrywane Pragnienia | Montana XV()