Montana XIX

Powinnam była się przestraszyć, może zarumienić … jednym słowem w jakiś normalny sposób zareagować na zbyt poufałe zachowanie Callahana.
W ostatnim czasie zbyt dużo się jednak zdarzyło – cały cyrk z szeryfem, Denise, słomiana bezdomność i niestety zrobiłam to co zrobiłam.

Zachichotałam.
W ten durny, pensjonarsko-wstydliwy sposób, który każdego normalnego faceta doprowadziłby do jęku rozpaczy.
DJ normalny był, a przynajmniej tak mi się dotychczas wydawało.
Nie jęknął, nie spojrzał dziwnie, tylko się uśmiechnął i zbliżał coraz bardziej.

Cholera! Nie było dobrze.

Niezależnie od mojego durnego zachowania zamierzał zrobić to na co miał ochotę. A najwyraźniej chciał mnie teraz pocałować.
W dodatku pochylony nade mną siłą rzeczy oparł się i przytulił. Nie dało się ukryć, że nie tylko jego wargi mają ochotę na bliższe spotkanie.
Otworzyłam usta, ale tym razem nie wydobył się z nich idiotyczny chichot, ale całkiem konkretny zestaw słów:
- Jak mnie tkniesz urwę ci jaja.

Tym razem zareagował. Zrobił zeza i z jękiem wrócił na swoją połowę łóżka. Niebezpieczeństwo zostało zażegnane. Na cokolwiek miał ochotę mój uroczy sąsiad-milioner, nie wiązało się to z komplikacjami na jakie by napotkał próbując jednak mnie tknąć.
Po tym nieszkodliwym epizodzie, mogłam na powrót zainteresować się stanem zdrowia mojego gościa.
- Nie boli Cię głowa? – Pytanie zostało wypowiedziane w dokładnie tym samym momencie, w którym DJ stwierdził.
- Jakaś ty dzika. – Odpuściłam sobie jakąkolwiek reakcję na te słowa. Skoro jest w stanie wykrzesać z siebie coś więcej poza jękiem to znaczy nie jest z nim źle. Za to mściwie i z dziką satysfakcją pomyślałam:
-  Dzika nie dzika, ale nie dla psa kiełbasa.

Szkoda tylko, że na tym nie poprzestałam.
- A kogo bym nie powstrzymałam? – Gdy tylko sformułowałam to pytanie widziałam, że myślę o konkretnej osobie.  -  Co by było, gdyby na miejscu DJ był Josh? Czy równie ostro usadziłabym go na miejscu? Czy w ogóle próbowałabym go powstrzymać. Czy on dałby się powstrzymać?

- A co u naszego kochanego szeryfa? – Spadło na mnie jak grom z jasnego nieba. Podskoczyłam, spojrzałam szybko w stronę Dextera i zmartwiałam.
Wcześniej był rozbawiony i wesoły. Wieczny chłopiec. Nieszkodliwy, zabawny i pomocny – aczkolwiek to ostatnie dlatego, że mu się tak chciało.
Teraz spoważniał i z uwagą obserwował każdą moją reakcję.
Drgnięcie, nerwowość i dziwne zmieszanie, którego nie było wcześniej. Sama wiedziałam, że dałam się złapać jak dziecko.

- Czyli jednak coś namieszał? – Jakby nigdy nic wstał. – Nie uważasz, że można by coś zjeść? Nie wiem czym to wytłumaczyć, ale po wszelkich łóżkowych akcjach jestem koszmarnie głodny.

Odetchnęłam, bo z jednej strony tym zdaniem wybawił mnie z konieczności udawania, że wszystko jest w porządku.
A z drugiej?
Chwilowo nie miałam głowy do drugiej, bo zajęłam się czymś tak przyziemnym próba upichcenia czegoś zjadliwego.

Pierwszy raz w życiu błogosławiłam Amerykę i jej zamiłowanie do lodówek kombajnów.
W sumie wszystko było u nich duże, ale jakoś wielkość lodówki doskwierała mi dotychczas najbardziej. Otwierając ją miałam wrażenie, że nic w niej nie ma. Czułam wręcz przymus zrobienia zakupów, po czym okazywało się, że podobnych produktów mam już całkiem pokaźną ilość.
Teraz było jak znalazł.

Szalałam przy desce, krojąc i dokładając coraz to nowe składniki do „jednogarnkowca”.

DJ nosiło po domu, ale dopóki nie zadawał głupich pytań było dobrze.
- Po co ci tyle butelek?  – Pewnie! Za długo było dobrze.
Udałam, że nie słyszę i na wszelki wypadek zaczęłam głośniej siekać bazylię.
Pytanie się nie powtórzyło, ale wątpię czy się przestraszył. Raczej mu się nie chciało wrzeszczeć.

Oryginalny mix makaronu, tuńczyka i całego stada dziwnych dodatków okraszony bazylią pachniał tak, że sama zgłodniałam.
Gar postawiony na środku nowego stołu i uczta gotowa.
- Co to jest? – DJ dziwnie zaniepokojony wdychał unoszące się w powietrzu aromaty.
- Penne z tuńczykiem. – Dawno nie widziałam takiego wyrazu obrzydzenia na twarzy drugiej osoby.
- Nie jadam ryb. – Rzucił ze wstrętem obserwując, jak nakładam mu porcję na talerz.
- Ja też nie. – Nie zamierzałam się kłócić. Zresztą to była święta prawda. Nienawidziłam ryb. Ale akurat ta potrawa była wyjątkiem potwierdzającym regułę. Nałożyłam całkiem sporo tego specjału i sobie, po czym zatopiłam widelec w pachnącym daniu.
- O rany … – jęknęłam po pierwszym kęsie. To była poezja.

Zerknęłam na gościa i prawie wyplułam to co miałam w ustach.

Doskonale wiedziałam co zamierza zrobić. Sama bym tak zrobiła gdybym była na jego miejscu.
Głupio tak wprost powiedzieć gospodyni, że jej danie jest obrzydliwe.
Spróbuje więc odrobinę i wtedy dopiero powie, że to co dostał jest niejadalne i nawet psa by tym nie nakarmił.
Za bardzo mi smakowało bym się miała tym przejmować.

Tymczasem mężczyzna nabrał trochę potrawy na czubek widelca. W sumie było tego tyle co kot napłakał i bardzo powoli zbliżył do ust.
A potem spojrzał na mnie zdziwiony i tym razem widelec miał turę z pełnym obciążeniem.
Nie skomentowałam tego dziwnego zachowania- jadłam razem z nim.

Dobre rzeczy mają jedną wadę. Jesz, dopóki nie pękniesz … albo się nie skończy.
W tym konkretnym przypadku wspólnie sięgnęliśmy dna.

Nie wiem jak inni, ale ja najedzona staję się niebezpiecznie ospała. Niebezpiecznie dla mnie.
Wszelkie reakcje spowalniają i umysł przestaje zachowywać się racjonalnie.
Wszystko mnie zaskakuje. Tym razem był to Callahan.
- No dobrze. Wiesz, że się mnie nie pozbędziesz, dopóki nie powiesz mi o co chodzi z tym szeryfem.

Moja asertywność była w tym momencie na poziomie siedzącego psa. Normalnie kazałabym mu spadać, ale rozleniwiony umysł zrobił swoje.
Poza tym chyba chciałam móc komuś powiedzieć co się dzieje.
Pożalić się.
Może usłyszeć coś co pozwoli mi zrozumieć co się dzieje.
Nie przewidziałam tylko, że tym kimś będzie człowiek, którego również powinnam się wystrzegać.

Ale kiedy zaczęłam mówić to już poszło.
A mówiłam o wszystkim.
O pierwszym spotkaniu z Joshem i jego zachowaniu. O późniejszych perypetiach. Moich pijackich ekscesach – od wystąpienia na posterunku, przez skopaniu szeryfa ze schodów po rozwalenie kominka. Denise też wyszła w tym praniu.
Bo skoro mówiłam o wszystkim to o wszystkim.
No, prawie o wszystkim.
Opisywałam tylko zdarzenia, nie mówiłam o emocjach. A już słowem nie zająknęłam się o o targających mną wątpliwościach.

Nie doceniłam rozmówcy.

DJ rozsiadł się wygodnie.
- Żebyś widziała minę Mallroy’a gdy mnie zobaczył z tym wszystkim w drzwiach. W pierwszej chwili byłem przekonany, że mi przywali. Potem się opanował. – Zamilkł na chwilę. Względnie zamilkł, bo nie mówił do mnie. To była mieszanina kręcenia głową, uśmiechów i mruczenia. Dopiero po chwili odwrócił się i spojrzał na mnie.
Poważna mina bynajmniej mnie nie uspokoiła:
- Mogę mówić tylko za siebie. Wcześniej dałbym głowę za to co myśli szeryf, ale przy tobie jakoś wszystko głupieje. Za dzika jesteś by to przeszło ulgowo. – Nie odzywałam się czekając na właściwe słowa.

- Gdybym był na miejscu szeryfa w grę wchodziłyby w grę dwie opcje.
- Pierwsza? – Nie wytrzymałam, ale DJ to zignorował.
- Wywaliłbym cię na zbity pysk. Nawet nie z domu, a z miasta. Trochę za trudno nad tobą zapanować. W sumie to same kłopoty i niepotrzebne komplikacje. Tylko, że wtedy zrobiłbym to o wiele wcześniej. Zobacz. Z każdym dniem mieszasz coraz bardziej. Jesteś konsekwentna, więc będzie tylko gorzej. Nie. To nie jest to.

- A druga możliwość? – Musiałam to usłyszeć, chociaż domyślałam się co jest drugą opcją.

- Chce cię pieprzyć. – Zadrżałam. Co innego podejrzewać, a co innego usłyszeć wprost i to z ust innego mężczyzny. – Rżnąć i posuwać w każdy możliwy sposób i to w dodatku na wyłączność. Wyzwalasz coś dziwnego w mężczyznach, ale w szeryfie wywołałaś samego diabła.

Jakby strzelił we mnie piorun.

- Wnioskując z jego zachowania, to chyba jeszcze sobie tego nie uświadomił. Ale potrzeba mu już niewiele czasu. Zwłaszcza po cyrku z eks-małżonką pewnie na myśl mu nie przyjdzie, że stracił głowę. Ale dojrzeje. Chyba całkiem niedługo dojrzeje i wpadnie na to, o co mu tak naprawdę chodzi. A wtedy … – Nie wytrzymałam i znowu mu przerwałam.
- Co? – Westchnął.
- Jeśli jednak nasz wspaniały szeryf ci się podoba to co ci szkodzi spróbować?
- Mowy nie ma! Nigdy! – Uwierzył. Musiał. Mniejszym zdecydowaniem wykazałam się gdy obiecałam mu kastrację.
- No to masz problem. A problem można rozwiązać na dwa sposoby. Łagodnie i z perswazją … – Sapnęłam.
- Ten osioł …! – Tym razem to Dexter wpadł mi w słowo.
- Wiem. W przypadku szeryfa to abstrakcja. On normalnie bywa uparty, a teraz wykazuje się wyjątkową… hm … powiedzmy, że ma bardzo ograniczone pole widzenia. Więc po prostu musimy wziąć większy młotek i niejako w bardzo bezpośredni sposób powiedzieć mu, że w tym ogródku nie ma czego szukać.

Teraz już nic nie rozumiałam.
- Ale sam powiedziałeś, że ten ogródek chce użyźnić. – Chryste! We wzburzeniu zaczęłam stosować nomenklaturę używaną przez Dexter’a.
- Ale on jeszcze nie wie, że to chce zrobić. Gdyby już wiedział to sprawa byłaby z tych przegranych. Jak na razie to Mallroy ma ochotę rozwalić Bozeman, a ciebie ukrzyżować. Latasz mu pod nosem taka wolna to głupieje. No to zrobisz się zajęta i zajmie się problemami innych ludzi.
- Ale ja nie jestem zajęta!
- Ale będziesz! – Myślałam, że szlag mnie trafi.

Poddenerwowana podniosłam głos:
- Ale nie chcę!

Tym razem DJ się dostosował:
- Nikt ci do cholery nie każe być! Namiesza się tu i tam. Weź się zdecyduj! Chcesz tego barana czy nie?!
- Nie! – Wrzasnęłam, walnęłam dłonią w stół i usiadłam bo w tej samej sekundzie opadłam z sił.

- Tylko jak? – Dodałam cicho, bo pomysł może i był tylko z jego realizacją gorzej.
- W sumie to nawet jest konkretne rozwiązanie. I wiesz, ja bym też na tym skorzystał …

 

Najpierw pomyślałam, że zwariował.
Potem, że źle słyszę.
Z kolejnymi słowami rysował się coraz wyraźniejszy plan.

To było tak debilne i idiotyczne, że rzeczywiście mogło zadziałać.

A jeśli nie?
Cóż. Nie miałam wątpliwości, że jeśli plan Dexter’a nie wypali to szeryf zatłucze dwie osoby, a nie jedną.

 

 

 

 

** ** ** ** ** ** ** **

Montana – część XVIII

Montana – część XX

Polubienia 18
Wyświetlenia 2185

Podobne wpisy:

  • Taki malutka malutka, tycia podpowiedź na zdjęciu.
    O plan ratowania .. hm .. dobrego imienia oczywiście chodzi :)

  • Pingback: Skrywane Pragnienia | Montana XVIII()

  • Pandziorka

    Nie no tego się nie spodziewałam :) co za tym idzie już nie mogę się doczekać ciągu dalszego

    • Ja też myślałam, że już pójdzie łatwo i przyjemnie … no ale rogata dusza to rogata dusza i ciągnie do swojego (jak widać).

  • Aaaa

    Aż się przekopałam przez fejsa. Noooooooooooooo! Jak się tak porobi to na zatłuczeniu się nie skończy. Kiedy kolejny kawałek??????? No kiedy?????????

    • Wkrótce :)
      PS. I gratulacje samozaparcia. Tak mi się przypomniało, że malutki kawałeczek poszedł wcześniej

  • Klucha

    Nie wytrzymałam. Skąd masz taki plakat. Zdjęcie obejrzałam w powiększeniu i chcę taki. Można go zamówić?

    • Zobaczymy … czy da się wydrukować. W sumie to jest dobry pomysł. Nawet bardzo dobry.
      Dziękuję

  • Tony F.P.

    Podpowiedź na zdjęciu bardzo się przydała – rozumiem, że Ania będzie licytować Dextera, a szeryfa będzie trafiał szlag, bo te, nieuświadomione dotąd żądze, dojdą do głosu i będą chciały zaryczeć niczym lew:) Plan podstępnego milionera wzbudza we mnie niejaki niepokój, ale uspokaja mnie myśl, że Ani jakoś tak samoistnie udaje się krzyżować plany i sobie i innym, więc aukcja i akcja w pewnym momencie zaczną żyć własnym życiem i nastąpi totalna zmiana planów wszelakich. Ciekawa jestem bardzo, jak Denise na to wszystko zareaguje:) No, no, żeby to wywołanie „samego diabła” nie odbiło się paru osobom czkawką:)

  • aaaaa

    heheh mozemy sie spodziewac dzis jakiegos tekstu?

    • Karola

      A kiedy następną część???
      Nie mogę się już doczekać.

      • Jeśli dzisiaj nic nie dopiszę to wrzucę to co mam. Najwyżej będziecie narzekać, że za krótko

    • Hej aaaaa. Dzisiaj tak :)

  • Jo Winchester

    Aniu, co się dzieje? Czekamy na kolejne części :)

    • .

      Jakto co? Wszystko wróciło do normy ;) Polecam zajrzeć ponownie najwcześniej za 2 miesiące ;P

      • .

        O a tak wgl to świetna nazw!. Widzę, że fanów spn można znaleźć wszędzie ;D

        • Jo Winchester

          Dziękuję :) Spn kocham od 8 lat.

          • .

            Ja od 10 :D Fajnie spotkać kogoś z naszej fandomowej rodziny ;)

      • Obym żyła za dwa : D

      • Lusia

        To wyskakuj ze strony ze swoimi frustracjami. Taka żółć na cerę szkodzi.

        Anna- jak się uda to dodawaj, a jak nie to się nie przejmuj. Najwyżej poczekamy. Nie powiem że czekam cierpliwie, ale mówi się trudno. Są priorytety i priorytety.

    • Okazało się że w szpitalu padłam szybciej niż myślałam. Poważnie wzięłam komputer ale okazało się ze do badań podeszli uczciwie …. i solidnie … taaak.
      Pisać probowalam. Owszem. Nawet kawę dostalam. W zacmieniu przeszlam sobie nawet raz na korytarz ( w nocy cisza, spokój – luksusowe warunki) , rozłożylam sie z diabłem i papierami, zrobiłam zdjecie ( a co ….. ) i padlam szybciej niz ustawa przewiduje. Zdjecie wrzucam w sumie jako swiadectwo i szczerych checi i glupoty. Zrobie co w mej mocy ake trzech stron wrzucac teraz nie chce… znowu wyjdzie kobyla :(
      https://uploads.disquscdn.com/images/f520e713f9216adb0e80dfd76e7a84e8d5892d1e38dbaed09f8d065fc5cedf56.jpg

      • Jo Winchester

        Aniu zdrówka życzę :) nami się nie martw, my poczekamy :)

      • Ally

        Czyżby ominęła mnie jakaś informacja ? O.O Czemu jesteś w szpitalu? Mam nadzieje, że nic poważnego się nie stało.. wracaj do zdrowia.

        • nie bez przyczyny zniknęłam kilka.. naście miesięcy temu. Będzie dobrze. Musi

  • Tony F.P.

    Aniu, Twoje zdrowie najważniejsze, trzymam kciuki za dobre wyniki badań. Nie dawaj się zarazie. Ćwiczenie się w cnocie cierpliwości nam nie zaszkodzi – szczególnie w poście, więc czytelnikami się martw:)

  • Pingback: Skrywane Pragnienia | Montana XX()