Azyl I

Obudziłam się. Może silnik zmienił obroty?
A może po prostu ciało nie chciało pozwolić, by umysł tkwił dłużej w błogiej nieświadomości.

Nie spojrzałam w stronę kierowcy.
Nie było takiej potrzeby.

Przyjrzałam się za to uważniej temu ci się działo za oknem.
Nigdy tego nie robiłam, a już na pewno nie aż tak uważnie.
Zawsze byłam pasażerką, ale po raz pierwszy tak naprawdę zainteresował mnie rozpościerający się za oknem krajobraz. Wcześniej ciągnące się aż po horyzont złoto zbóż, zostało zastąpione przez przepełnione zielenią lasy.

 

Nie znałam celu podróży, ale to nie miało żadnego znaczenia.
Już nie.

Zamknęłam oczy.
Jedynym dźwiękiem, który od dłuższego czasy wypełniał wnętrze samochodu był pomruk silnika i nie zamierzałam tego zmieniać.
Nie miałam ochoty na prowadzenie ugrzecznionej konwersacji o niczym.
A do tego co się niedawno stało nie chciałam wracać.
Poza tym siedzący obok człowiek, wiedział to co powinien.
A mnie – mimo iż na pierwszy rzut oka sprawił miłe wrażenie, kompletnie nie obchodziło kim jest.
Miał mnie tylko dowieźć na miejsce w jednym kawałku.
Z głową opartą o zagłówek sprawiałam wrażenie zrelaksowanej – może nawet i śpiącej.
Ale wcale tak nie było.
Głowa pękała mi od natłoku myśli.
Już nie było odwrotu.
- Boże. Co ja najlepszego zrobiłam? – Zimny dreszcz po raz kolejny przebiegł mi po karku. Powinnam się już do tego przyzwyczaić. Od kilku dni nie czułam nic innego.

Ale nie było przecież innego rozwiązania, prawda?
A nawet jeśli, to było zdecydowanie za późno by żałować. I się wycofać.
Nagła cisza wymusiła podniesienie powiek.
Ślubów milczenia nie składałam, ale tym razem siedziałam cicho, bo mnie najzwyczajniej w świecie zablokowało.

Kiedy usłyszałam, że przewiozą mnie w bezpieczne miejsce spodziewałam się wszystkiego tylko nie rozlatującej się rudery, przed którą się zatrzymaliśmy.
Przecież to stało na słowo honoru.
Tonom śmieci znajdującym się dookoła wolałam już się nie przeglądać.

- Czego tu szukamy? – Trafiło w pustą przestrzeń.
Kierowca nie zajmował już miejsca obok mnie, ale wyjmował coś z bagażnika.
Niestety nie był to kanister z benzyną by podpalić ten szałas, ale moje torby.

„Moje” były określeniem bardzo umownym. Nie miałam zielonego pojęcia co jest w środku.
Niczego co zapakowano, nic co miałam na sobie – nie należało do mnie.
I nic oznaczało dosłownie nic – nawet bieliznę i spinki do włosów dostałam nowe. Zacisnęłam zęby, starając się nie myśleć o przedmiocie, który mi też odebrali.
Zaręczynowy pierścionek od babci.
To nie było przyjemne dla nikogo, ale postawili w końcu na swoim.
Westchnęłam, ale natychmiast przestałam użalać się nad sobą, bo mężczyzna – nie oglądając się na mnie, zaczął iść z torbami w kierunku tej ruiny.
W jednej sekundzie znalazłam się obok wozu i krzyknęłam
- Ej! Ty! – Na śmierć zapomniałam, jak ma na imię. Za uprzejme to nie było, ale w tej chwili miałam to głęboko w poważaniu. Sytuacja była bardziej niż zła.

Każda komórka mojego ciała protestowała przeciwko przebywaniu w pobliżu takiego miejsca nawet przez kilka minut.
A wyglądało na to, że zostajemy tu przynajmniej na jeden dzień
- Oszalałeś? Co jak co, ale tu się nie zatrzymamy! – Już nabierałam oddechu, by rozpocząć słowny atak, gdy broń została nieoczekiwanie wytrącona mi z ręki.
Jedno zdanie:
- Nie, my tu nie zostaniemy. – spowodowało, że się zamknęłam. Na bardzo krótko.
Mój towarzysz znowu ruszył z bagażem w stronę … tego czegoś.
Gorzej.
Postawił torby na progu i zaczął szukać czegoś w kieszeni.
Głupie żarty. Klucz?
Wystarczyło mocniej kopnąć w drzwi i to wszystko się rozleci.
I wtedy mnie odblokowało.
- Do cholery! – Nie przeklinam. Nigdy. Przeszło mi jak ręką odjął. Co prawda poruszałam się pomiędzy „cholerą”, „zarazą” i „dżumą”, ale i tak dla mnie było to jak zmiana osobowości.

Niestety nie zrobiło to na nim wrażenia.
- To jest bezpieczne miejsce. I nie zostaniemy tutaj my, tylko ty.
- Chyba zwariowaliście! – Byłam przekonana, że zwariowali oni, ja, chyba wszyscy. Albo że podali mi jakiś środek na uspokojenie i takie są skutki uboczne. Omamy. Dla pewności się uszczypnęłam.
- Auć! – Mężczyzna westchnął i zaczął tłumaczyć.

Nie podobało mi się to co słyszałam.
Bardzo nie podobało.

Czułam obrzydzenie i wstręt by wejść do środka, a co dopiero być tu przez jakiś czas.
A wyglądało na to, że to miejsce będzie moim domem i schronieniem na więcej niż trochę.

- Tu nikt cię nie będzie szukać. Nikomu normalnemu do głowy nawet nie przyjdzie, by zbliżyć się do tego miejsca. Mi by nie przyszło, a sam cię tu umieściłem.

Może to nie była najlepsza rekomendacja, ale trzeba było przyznać mu rację.

Dziura zabita dechami przy tym miejscu wyglądała jak Las Vegas.
I normalnie prędzej dałabym się pokroić, niż nawet na coś takiego spojrzeć.
Ale tak jakby normalnie już nie było.
W sumie było koszmarnie, a to miejsce było w tym wszystkim kropką nad i.

Zrezygnowana, a co za tym idzie otumaniona obejrzałam, gdzie co jest.
Albo czego nie ma.
Domek był solidniejszy niż mi się wydawało.

Siekiera była.
Prądu nie było.
Studnia była.
Zapas drewna był.
Zapasy jedzenia też. Chociaż to zabrzmiało szumnie, bo składały się na nie głównie puszki.
Oglądanie „posiadłości” przerwałam, gdy mój towarzysz ruszył w stronę samochodu.

- Ale jak? A co potem? Jak długo? Stój do cholery!! -  Czułam się jak rozbitek wysadzany przez statek ratunkowy na bezludnej wyspie.
Uratowali mnie, ląd jest, tylko coś się tu jednak nie zgadza.

Gdy dobiegłam do samochodu, wyciągał coś z bagażnika.
Jeszcze jedną torbę.
Mniejszą.
- Tu masz wszystko. Przeczytasz, będziesz wiedzieć. Będzie dobrze. – Najgłupsze słowa jakie ostatnio słyszałam.

Zanim zdążyłam sformułować celną ripostę na „będzie dobrze” obiekt, do którego miałam ją skierować odjechał.

W siną dal? Ja byłam w sinej dali.
W totalnej głuszy.
I w czarnej d.

Chyba gdzieś w górach, bo przez ten las nic nie widziałam. W dodatku się ściemniało, a ja stałam jak idiotka na środku czegoś co powinno być drogą i szukałam świateł samochodu, którego nie było tu od dłuższej chwili.

Bezpieczne miejsce. Dobre sobie.

Może byłam tu sama, może nie.

Człowieka teoretycznie nie powinno się tu uświadczyć, ale zwierzaki?
Co żyje u nas i jest niebezpieczne?
Niedźwiedzie? Wilki?

Wyobraźnię zawsze miałam wybujałą i dobrą, ale teraz pobiła wszystkie rekordy.

Coś trzasnęło.
Bardziej dalej niż bliżej, ale wystarczyło bym odwróciła się błyskawicznie o 180 stopni i pognała na złamanie karku do czegoś co miało być moim schronieniem.

 

** ** ** ** ** ** ** **

Azyl – część II

 

Polubienia 17
Wyświetlenia 1078

Podobne wpisy:

  • I tak nie wiedziałam – czy to dać w kategorii „dłuższe” czy „co nas nie zabije… „.

    A dla wyjaśnienia – teraz będę publikować na stronie na zmianę trzy opowiadania. Może być?

  • M

    Dlaczego tak mało? :) :) :)

    • Wbrew pozorom wcale nie :)

      • aaaa

        Zaskakujesz nas. A dasz rade 3 odpowiadania na zmiane?

        • Chyba mam gorączkę, ale życie się ma jedno. Jak szaleć to szaleć

  • Kasia

    Ale niespodzianka. Już nadrabiam Montanę. Świetnie że jesteś z powrotem.

    • Enjoy :)
      PS. przyznam się, że ja sama właśnie skończyłam Paradoks i wróciłam znowu do Montany. Jestem uzależniona od swoich tekstów. Straszne :)

      • Tony F.P.

        He, he, ja od wczoraj podczytuję „Paradoks” na zmianę z „Diabłem” – jak mi się to zmiksuje we śnie, to nie wiem, czy będę chciała się obudzić:) Albo obudzę się z krzykiem. Kompilacja Diabła i Maksa to mieszanka bardzo wybuchowa.
        Gdzież tam straszne. Po prostu wiesz co Ci się podoba i co lubisz:)

  • Tony F.P.

    Oczywiście, że może być:) Najważniejsze, żebyś publikowała, a w jakim systemie, to już pikuś.

    Pierwsza część nowego opowiadania wielce interesująca. Jedna wielka zagadka.

    • Polubiłam już „Azyl”. Mogę się wyżyć :)

  • J

    Pisz co chcesz. Tylko publikuj. Dopiero gdy znowu zaczęłaś pisać, zdałam sobie sprawę jak bardzo mi brakowało Twoich tekstów.

  • anonimek

    A ja i tak czekam na pogromcę wampirzycy :)

    • Moje Waterloo … chociaż nie Waterloo bo tekst nie padł był tylko się publikować nie chce.
      Jasny gwint. Już jest ta małpa wpisana w kalendarz publikacji na 2017, ale chyba ją jeszcze na czerwono zakreślę, by znowu nie zniknęła.

  • Ciekawe. Gdzie i dlaczego znalazła się bohaterka i co z nią dalej.
    Poza tym dopiero zaczynam Ciebie czytać. Cieszę się, że zaczynam, bo wiele jeszcze przede mną Twoich tekstów.
    Pisz dalej.

    • Hej Aniu. Dobrze Cię tu wiedzieć.
      I namawiam do zrobienia środowego ćwiczenia z grupy (tego z 26 lipca) :D Fajne jest

      • Myślę już o tym. Coś się pojawi.

  • Chciałabym…nasi rycerze „po stronie prawa” nie zapewniają takich „bezludnych wysp”…. Ale dałaś jej w walizki kilka książek, by nie umarła? :)

    • Eh .. nic mi nie mów. Dobrze wiesz jak irytuje mnie bujanie ( o ile to nie jest totalna fikcja). Nie chciałam jej wplątywać w żadne brudy, a musiałam wykopać na totalne odludzie. Dodatkowym „ułatwieniem” jest umieszczenie akcji w Polsce.
      Już minimalnie zmieniłam drobiazg i chyba znalazłam wyjście. Znowu będzie namieszane, ale kiedy to u mnie było wszystko łatwo i przyjemnie.

      PS> skąd mam wiedzieć co ona ma w walizkach? :) Jeszcze tam nie zaglądałam. Zobaczymy w kolejnej części.

  • Pingback: Skrywane Pragnienia | Azyl II()