Azyl II

Przeskoczyłam przez leżące na progu torby, zatrzasnęłam drzwi i ogarnęła mnie ciemność.
Może nie taka całkowita, ale więcej mi się wydawało niż cokolwiek widziałam.
Bzdury.
Wydawało mi się wszystko.

Macanie ścian w pobliżu drzwi nie dało nic poza bonusową drzazgą.

- Oprzytomniej. Przecież nic cię tu nie zje. No, może poza robalami.– Mówienie na głos pomogło. Zaczęłam myśleć.

Pierwsze co zrobiłam to wyszłam ponownie na zewnątrz.
Było tam – przynajmniej przez najbliższą chwilę, zdecydowanie jaśniej niż w chacie.
A miałam przeczucie, że powinnam jak najszybciej zapoznać się z zawartością koperty.
Jakiekolwiek światło było mi do tego bardziej niż potrzebne.

W środku znalazłam spory plik kartek, wśród których zdecydowanie wyróżniała się jedna, zapisana drobnym maczkiem
Kilkanaście punktów.
Na samej górze ktoś dopisał drukowanymi literami „PRZECZYTAJ NAJPIERW”.

Wszystko – z tym jednym wyjątkiem wylądowało z powrotem w kopercie.

Punkt 1. – Nie ma prądu.

Przepraszam … że co?!
Wzrok śledził dalej tekst, ale umysł się zbuntował i nie przyjmował do wiadomości żadnych dodatkowych słów.

Ale jak może nie być prądu?
To skąd światło?
Jak bez światła?
Ale jak tak można?
Nie mieściło mi się w głowie, jakim cudem mogło nie być prądu.

I właśnie w tej chwili otrzymałam lekcję numer jeden.

W końcu dotarło do mnie, że jeśli ktoś napisał „Nie ma prądu”, to znaczy że go naprawdę nie ma i moje niedowierzanie, oburzenie, obraza, pretensje, skarga i cokolwiek sobie tam jeszcze wymyślę nic nie da.
I w związku z tym jest więcej niż prawdopodobne że może dalej ten ktoś napisał co powinnam zrobić.

Napotkałam jednak na mały problem.
Zerknęłam na trzymany w dłoni papier.
Potem na niebo.
Znowu papier.
Cud nie nastąpił.
Ściemniło się na tyle, że nie byłam w stanie przeczytać nic więcej.

Lekcja numer jeden brzmiała: myśleć i podejmować decyzje należy szybko.

Wyjścia miałam dwa.

Zostać tu, gdzie jestem i czekać aż ugryzie mnie coś większego niż szalejące wokół mnie komary.
Albo wrócić do chaty i tam doczekać poranka w jednym kawałku.

Opcja numer dwa była logiczniejsza.
Lekcja numer jeden była bardzo świeża, więc nie czekałam na fajerwerki, tylko natychmiast się ruszyłam.

Po drodze zgarnęłam obie torby i z hukiem zatrzasnęłam drzwi, pogrążając się tym samym w kompletnej ciemności i ciszy.

- Halo? Jest tu ktoś? – Co mi odbiło? Chyba zaczynałam mieć problem z brakiem światła i tą wszechobecną ciszą.
Tak, oczywiście.
Czekał na mnie komitet powitalny.
Pozwolił mi w spokoju rozejrzeć się po okolicy, a zaraz zapalą się światła i wjedzie tort.

- Myśl! – Przełamać tę upiorną ciszę. Wyboru za dużego nie miałam, własny głos musiał mi chwilowo wystarczyć.

- Jeśli cię tu przywiózł i wpuścił to chata jest zabezpieczona. I jeśli zamkniesz solidniej te drzwi to możesz spokojnie poczekać w środku do rana. Rano przeczytasz kartkę i pozostałe notatki, dowiesz się wszystkiego. Będzie dobrze.

Odetchnęłam z ulgą. Jak na razie szło nieźle.
Czyli zamykamy drzwi.

- Wymacaj. Pewnie będzie jakiś zamek, cokolwiek. – Macanie skończyło się jękiem i siniakiem. Cokolwiek okazało się sporej wielkości belką, blokującą drzwi jak duży skobel.
Sprawdziłam, działało.

Podbudowana sukcesem, nie myśląc nic zrobiłam krok do przodu i na tym stanęło.
Niby gdzie miałam iść?
Na czworakach miałam szukać łóżka? W tych warunkach równało się to samobójstwu.

Byłam już za bardzo zmęczona i zdezorientowana.
Koniec.
Osiągnęłam limit.
Muszę spać.
Natychmiast.
Ja – ta, która nie piła z gwintu butelki, którą odkażała wszystko co się da, zrobiłam rzecz stojącą w sprzeczności ze wszystkimi moimi przekonaniami.
Położyłam się w ubraniu na podłodze.

Przytulona ściśle plecami do tak dobrze już znanych mi drzwi, pod głowę podsunęłam jedną torbą, a drugą osłoniłam się z przodu.
Zdążyłam pomyśleć:
- Żeby tylko nie było tu pająków. – I zasnęłam jak kamień.

Obudził mnie jazgot.
A dokładniej koszmarnie uciążliwe i głośne świergolenie.
Jakiś ptaszek sobie śpiewał.
Wcale nie chciało mi się podnosić powiek. Na początku nie mogłam zrozumieć, dlaczego tak mnie boli biodro. A potem mi się wszystko przypomniało.
I tym bardziej nie miałam ochoty przekonać się na własne oczy gdzie się znalazłam.

Problem polegał na tym, że w tym miejscu znalazłam się na własne życzenie.
Bo nie miałam już siły i tak na dobrą sprawę nie chciałam żyć moim poprzednim życiem.
A skoro tu wszystko jest tak koszmarnie inne, to chyba osiągnęłam swój cel.
Pokręcona logika i jeszcze głupsze tłumaczenie, ale dotarło.

Na tyle, że postanowiłam stawić czoło rzeczywistości.

Otworzyłam w końcu oczy i zwątpiłam.
Co to u diaska było?

 

** ** ** ** ** ** ** **

Azyl – część I

Azyl – część III

 

Polubienia 10
Wyświetlenia 686

Podobne wpisy:

  • Publikowanie w częściach ma plusy i minusy.
    Plus – jakby nie było, ma się dostęp do tekstu częściej. Czytany jest on co prawda na raty, ale coś za coś.
    Minusy – muszę przerwać w odpowiednim momencie.
    I niestety tak właśnie jest teraz.

    • Ania

      Na stronę trafiłam przypadkiem i muszę przyznać, że zabrałaś mi kilka dłuższych chwil z życia. Jak zwykle za mało i za krótko. Też myślałam, że wolałabym wszystko od razu, ale doszłam do wniosku, że każdy powinien działać w swoim rytmie i zgodzie ze sobą. U Ciebie nie ma wymuszonego pośpiechu i pisania na akord. Widać, że lubisz to co robisz. Tak trzymaj!

      • Uwielbiam, kocham, odżywam. Pisanie daje mi siłę by się uśmiechać, stanowi rozrywkę dla duszy i zmusza do wysiłku komórki w mózgu.
        Jednym słowem bawię się przy nim nieziemsko!

  • Luc

    Inne to opowiadanie. Takie spokojniejsze ale mi się podoba.

    • Też polubiłam Azyl.
      Może kiedyś napiszę skąd się wziął.

  • Czekam na widoki allinclusive :)

    • O jesuuuuu .. widoki będą. Będą, że hej.
      Chyba byśmy obie sobie usiadły i pooglądały :P

  • Bateria w Diable zaraz mi padnie to na szybko.
    Miałam wrzucać dzisiaj w nocy arabskie potyczki, ale wskoczy jutro w ciągu dnia. Nie dam rady na tym co mam dokończyć i wkleić.
    Doładuję Diabła w pracy i dodam tekst po 17-tej.

  • Ewa

    I znowu zniknęłaś. :( A my czekamy na kolejną dawkę tego narkotyku.

    • Pisać do mnie proszę – jeśli nie odpowiem znaczy, że już chłodzę się w kostnicy :)
      A na poważnie – niestety znowu padłam. Czynniki zewnętrzne mnie czasowo rozwaliły – tak to jest jak jeden lekarz usiłuje Cię wyciągnąć, a drugi uważa że wie lepiej.

      Z bardzo dobrych rzeczy:
      Dzisiaj będzie wpis, ale obawiam się, że jednak nie Zła decyzja. Chwilowo się obraziła i mi bohaterkę wywożą na pustynie, a nie leży to po mojej myśli. Już kilka razy próbowałam i zawsze to samo. Muszę odczekać – może jej przejdzie. Oby.
      Natomiast Montana pcha się jak dzika. Podobnie jak Azyl. Wleci któreś z tych opowiadań.
      Plan ambitny bo muszę zrekompensować zeszły tydzień. Jak mnie nie zemdli znowu to jeden tekst dziennie… bym bardzo chciała.

      • Joanna Maziarek

        Czekamy :)