Montana XXII

Z niedowierzaniem patrzyłam na siadającego naprzeciwko mnie szeryfa.

Wiedziałam, że tu będzie ale w najgorszych scenariuszach nie przewidziałam, że tak blisko.
Spojrzałam w kierunku Denise i wszystko było jasne.
Ta cholerna baba bawiła się dalej w swatkę. A sądząc po jej minie uważała, że idzie to nadzwyczaj sprawnie.
Joshua pewnie ochoczo przystał na propozycję przyłączenia się do naszego grona, bo tym sposobem mógł mnie mieć na oku przez większość – albo nawet i cały wieczór.

W pierwszej chwili miałam ochotę zetrzeć ten kpiąco-lekceważący uśmiech z twarzy Mallroya, ale się powstrzymałam.
Nawet, gdybym jakimś cudem dopadła gnojka to i tak nic by to nie dało.
Poza tym sama podłożyłabym mu się jak na tacy.

„Szanowany obywatel miasta i stróż prawa zaatakowany przez szaloną cudzoziemkę.”

Już widziałam nagłówki lokalnych gazet.
Pytanie czy by mnie zamknęli czy od razu deportowali?

Jakim cudem zrezygnowałam z natychmiastowej reakcji nie wiem, ale było warto.
Jego mina, gdy po pierwszej chwili zaskoczenia uśmiechnęłam się do niego na powitanie i zajęłam rozmową z George’m, zrekompensowała szalejące we mnie piekło.
- Chcesz wojny? Będziesz mieć wojnę! – Jeśli wcześniej miałam wątpliwości dotyczące układu z DJ’em, to właśnie przeszło mi jak ręką odjął.

Opatrzność czuwała nade mną i ułatwiła zachowanie dobrej miny do tej gierki.
Dołączył do nas burmistrz z rodziną i uwaga moich obecnych wrogów zajmujących ex aequo pierwsze miejsce, została tym samym rozproszona.
Denise zajęła zbliżająca się aukcja.
Spekulacje ile uda się zebrać i kto wygra wywołały podejrzany rumieniec na twarzy starszej córki burmistrza.
Ciemniejący za każdym razem, gdy spojrzenie Kimberly McKensey biegło w stronę szeryfa.

I nagle humor mi się poprawił, bo zrozumiałam, że panienka zamierza wylicytować Mallroy’a, a patrząc na jego minę łatwo było wywnioskować, że nie jest mu to na rękę.
Z uprzejmym uśmiechem słuchałam dyskusji, obserwowałam zachowanie biesiadników, rozkoszowałam się homarem.
Było idealnie.
Zgodnie z planem najpierw była kolacja, potem po przemowie burmistrza miała się odbyć licytacja, a na sam koniec przewidziane były tańce i pokaz sztucznych ogni.
Jednym słowem wszystko pod kontrolą.

Opatrzność uznała, że sytuacja jest opanowana, odpuściła i nagle usłyszałam swój głos zadający jedno malutkie pytanie:
- A co można zrobić z takim kawalerem jak się go wygra? – Strzelenie w pysk szeryfa byłoby chyba bardziej dyplomatycznym zabiegiem.

Moment w którym wydobyłam z siebie dźwięk, nieszczęśliwie zbiegł się z chwilą gdy zapatrzyłam się na usta Josh’a.
Po prostu przygryzał wargę zębami i zaciekawiło mnie, czy zostanie ślad.
Spojrzałam odrobinę wyżej i gdyby tylko wzrok mógł zabić padłabym trupem na miejscu.

To był błysk, sekunda – ale poczułam jak strach zaciska palce na moim gardle. Zapadła dziwna cisza.
Sytuację uratował burmistrz, który krztusząc się ze śmiechu odparł, że wszystko musi być legalne, a reszta go nie interesuje.
Rozbawiony George zaczął wspominać jedną ze starych licytacji i po chwili całe towarzystwo pogrążyło się we wspomnieniach.
Wyglądało na to, że moje faux-pas zostało zatuszowane.

Sygnałem informującym o przejściu do kolejnego punktu programu było opuszczenie nas przez burmistrza.
Przemowa?
Oczywiście, że tak.

Spodziewałam się, że będzie pompatycznie i dziwnie. W końcu to Stany.
A było niesamowicie i wzruszająco.
Patrick McKensey nie tylko się przygotował – to o czym mówił było w jego sercu i duszy.
Wspomnienia, plany, ludzie.
Ci którzy odeszli, ci których uratowano i ci, którzy z narażeniem własnego życia ratowali innych.
Gdy wśród tych ostatnich przewinęło się nazwisko szeryfa zwątpiłam.

Zdezorientowana spojrzałam w jego stronę. Kim on naprawdę był?
Prostak i zadufany samiec?
Może jednak … nie zdążyłam do końca sprecyzować myśli.

Obiekt moich rozterek podniósł się bowiem z miejsca.
Słowa
- Nie śmiesz mnie licytować! – zostały wypowiedziane na tyle cicho, by nie usłyszał ich nikt z sąsiednich stolików. Ale nie wystarczająco by trafiły tylko do moich uszu. Atmosfera tak zgęstniała, że powietrze można było kroić nożem.

Wyłapałam skonsternowane spojrzenie Denise i Elizabeth – żony burmistrza.
Kimberly dla odmiany ze stanu naburmuszenia przeszła w zaintrygowano-ożywiony.

Nie odezwałam się.
O nie!
To by było za proste!

Za dużo satysfakcji sprawiało mu moje zdenerwowanie.
Kto mieczem wojuje, sam go ma wsadzany w tyłek.

Odwróciłam głowę i uśmiechnęłam. W możliwie najbardziej pogardliwy sposób.

Podobno tuż przed śmiercią człowiekowi przed oczami przewijają się obrazy z całego życia.
Bzdura.
Tuż przed śmiercią człowiek widzi tylko jedno – swojego oprawcę.
Jego nieuchronnie zbliżające się dłonie.
Oczy tak przepełnione nienawiścią, że niezdolne do widzenia.
Wie co ten zrobi. Wie, jak umrze.

Życie uratował mi anioł z obsługi.
Nieświadom niczego człowiek, uznający zapewne że jedynym sposobem na zwrócenie zainteresowanego damą mężczyzny jest pociągnięcie go za ramię. Bo pewnie tak to z boku wyglądało.
A za chwilę zaczynała się licytacja, kawalerowie musieli stanąć na podium.

I wtedy zaczęłam się zastanawiać, czy Dexter będzie mógł mi zapewnić schronienie i 24-godzinną ochronę. Naprawdę o głupich rzeczach zaczynasz myśleć, gdy oszukasz przeznaczenie.

Nikt się nie odzywał.
Zdezorientowane kobiety, chyba nie do końca pewne, że jednak widziały to co im się wydaje, że widziały nic nie mówiły.
George siedział cicho.

A ja duszkiem opróżniłam kieliszek szampana.

Co jak co, ale procentów potrzebowałam – zwłaszcza do tego co za chwilę miało się wydarzyć.

 

 

** ** ** ** ** ** ** **

Montana – część XXI

Montana – część XXIII

Polubienia 16
Wyświetlenia 1340

Podobne wpisy:

  • Od razu uprzedzam – musiałam ściąć sporo tekstu. To co niedostępne na razie dla Waszych oczu plus rekompensata będzie jeszcze w tym tygodniu.
    Dobrej nocy … albo dzień dobry. I miłego czytania.

    PS. Ktoś wchodzi do zabawy i obstawia trupa? W sensie zwłoki?

    • Prędzej odstrzału łosi bym się spodziewała ;) a mogą się jeszcze przydać hah

      • AS

        Zawsze łoś może komuś przyłożyć.

      • Jakie odstrzału łosia. Żadnego odstrzału łosia. To maskotka opowiadania!

  • Moje ostatnie oszukać przeznaczenie było przy wciskaniu się w skórzane leginsy xs…cóż na promocji i dla satysfakcji było warto nawet jak radość trwała do dorzucenia 0,5kg hah.
    Wracając…czekam na licytację tak jakbym sama miała się brać… :)

    • Pozostaje mi tylko żywić nadzieję, że licytacja spełni oczekiwania. Nie będę za długo zwlekać, bo mi się „Azyl” pali do wyjścia na światło dzienne.

  • Pandziorka

    Nooo i właśnie tego mi brakowało :)

    • Hej :) Dobrze Cię widzieć.
      Jedna część mnie jest przekonana, że nie powinnam zadawać tego pytania, ale druga nie może się powstrzymać.
      Czego brakowało? :D

      • Pandziorka

        Wszystkiego :P czegoś dobrego do przeczytania na poprawę humoru, tego dreszczyku emocji, uśmiechu jaki wywołują twoje opowiadania a przede wszystkim Montany;) Mam nadzieję że u Ciebie wszystko ok ? Pozdrawiam :)

        • Szkoda, że nie widzisz mojego uśmiechu.
          Dziękuję.

  • Ja w takim razie wędruję do poprzednich wpisów: )

  • Tony F.P.

    No proszę, proszę! Szeryfowi chyba się w łebku poprzestawiało z poczucia własnej wartości – jakiż pewny, że Ania chciałaby go nabyć drogą kupna. Phi! Chyba zmienię zdanie w temacie uśmiercenia szeryfa:) Chociaż nie – za dobrze by mu było. Gdyby trzymał buzię na kłódkę, to wylądowałby w ramionach córki burmistrza, a tak, to Ania chyba nie popuści i kupi dziada:) Kupi i nawet z nim nie zatańczy, demonstrując mu swoje lekceważenie. Hmmm… i byłby trup, bo szeryf udusiłby się z wściekłości:) Z drugiej jednakże strony, może należałoby pozwolić wygrać córce burmistrza – szeryf zostałby z lekka spacyfikowany i nie miałby czasu i sił na gnębienie Ani. Ale patrzcie, jaki bezczelny jest. I chamski. Tak właściwie to jego zachowanie podpada pod nękanie.
    Ja osobiście, gdybym była na miejscu Anny, to uśmierciłabym Denise – nie cierpię, gdy ktoś próbuje mnie uszczęśliwić na siłę i lepiej niż ja wie co dla mnie dobre – nie trawię takich osób.
    Istnieje też możliwość, że Dextera trafi szlag jeśli Ania oleje jego plan i wylicytuje pyszałkowatego szeryfa.
    Niby nie ma kogo uśmiercić, ale zarazem prawie każdy się nadaje:) Oprócz łosia. I Ani, oczywiście:)

    • Oj jak bym coś napisała … ale to byłoby jednoznaczne z potwierdzeniem co się wydarzy. Palce korci … bardzo korci, ale się nie złamię.
      A co do Denise, to ta nacja tak ma. Filmy nie są przejaskrawione – powiedziałabym, że wręcz przeciwnie. Sama na początku byłam ogłuszona, ale człowiek jest silny – przeżyje wiele.

      PS. jak ktoś trafi z tymi zwłokami to potwierdzę na priv – o ile będę mogła. I oczywiście, jeśli nastąpi to przed publikacją.

      • Tony F.P.

        Mam nową opcję w kwestii licytacji! Ania kupuje i szeryfa, i Dextera! Podejrzewam, że w takim przypadku Dexter miałby ubaw po pachy, a szeryf zginąłby od samozapalenia:) Łoj, ale by była impreza! Niezapomniaaaanaaa:)
        W kwestii zwłok rozpatruję dwie opcje: Diabeł – było, nie było, rzekomo zastrzelony, bądź Margaret – o ile była na balu… chociaż… hmmm… zejście z tego świata nie musiało odbyć się na balu (uczynić imprezy wyjątkową:)), tylko w mieście tak w ogóle, a na balu mogła się pojawić wieść o trupie.
        Próbowałam zastosować metodę Sherlocka H. i eliminować osoby, które zdecydowanie nie nadają się do odstrzału, ale u mego boku nie stoi Dr Watson, więc nie mam pojęcia kto zawita w prosektorium.

        Istnieje możliwość, że burmistrz tak się przejmie, że jego córka „kupiła” , bądź” nie kupiła” szeryfa, że dostanie zawału.

        • Tony – uwielbiam kiedy wyobraźnia czytelnika podsuwa mu kolejne obrazy. Fajna zabawa, prawda?
          Hm … przed chwilą wykasowałam dużą część komentarza. Za dużo wskazówek bym podała – jednak kusi.

          • Tony F.P.

            Zabawa przednia:) Wyobrażanie sobie szeryfa, gdy słyszy trzecie uderzenie młoteczka i staje się własnością Ani…oj, piękna rzecz:) Obawiam się, że dostałby takiego szczękościsku, że zęby by sobie połamał.
            Zdecydowanie wskazówek nie podawaj – główkowanie co do kierunku w jakim pójdzie akcja to świetne ćwiczenie dla umysłu:)

          • Bardzo dobrze!

  • Świetnie piszesz. Jestem Twoim stałym czytelnikiem i kolega po fachu. ;)

  • Luc

    Aniu
    Dodaj coś dzisiaj
    Tak na dobry początek weekendu

    • Ale to nie Montanę.
      Na Montanę potrzebny jest autentyczny „wk…rw”, a ja na to jestem dzisiaj za bardzo zmęczona.
      Nawet nie mam siły zejść po wodę. Chyba dzisiaj zaprzyjaźnię się z kranówką.

  • Nie każdy wchodzi w zakładkę „harmonogram”, więc:
    Mały problem = duże komplikacje. Wrzucenie tekstu na stronę muszę przełożyć na jutro. Postaram się go dodać jak najszybciej. Wybaczcie proszę

  • Pingback: Skrywane Pragnienia | Montana XXIII()

  • Mnie też Martyna, mnie też :)