Montana XXV

- Dobra, nie mamy czasu. Dalej. Idziemy. – Nie wiem co chciał osiągnąć, ale było tego wszystkiego za dużo.
Przynajmniej dla mnie.

Lekarstwo, pomijam surrealistyczny wieczór i on.
Zabójcza mieszanka – równie koszmarna co skuteczna.

Słyszałam co mówi i na tym koniec.
Kompletne zawieszenie procesów myślowych i reakcji, stało się u mnie faktem. Ani drgnęłam.
- Pewnie. – Mruknął. – Udawaj głuchą!

To też usłyszałam.

Po czym zostałam podniesiona i bezceremonialnie przerzucona przez ramię.

Ta pozycja była mi już znana wcześniej.
Z tym, że wtedy byłam koszmarnie pijana.
- A teraz jesteś dla odmiany koszmarnie naćpana. – Pomyślałam i to by było na tyle.
Całe zdanie okazało się za dużym wysiłkiem dla mojego umysłu. Padł i odpuścił wszystko, z logicznym myśleniem na czele.
Oczy miałam jednak otwarte, ale to co widziałam kompletnie nie układało się w całość.
Zupełnie jakbym oglądała przypadkowe fragmenty różnych filmów.

Zgrabny tyłek szeryfa.

Podłoga w samolocie.

Dexter leżący na podłodze z rozwalonym nosem.

Schody. Zrobiło się chłodniej.

Westchnęłam.

 

- Nawet o tym nie myśl! – Co on taki agresywny? Tylko głębiej odetchnęłam.

Zostałam wciśnięta na tylne siedzenie samochodu.
Trzaśnięcie drzwiami. Potem lekkie kołysanie i ponownie huk zamykanych drzwi. Przyjemny warkot silnika.

- Brutal. – Nawet nie wiem, czy pomyślałam, czy powiedziałam, ale to nie miało znaczenia, bo w tej samej sekundzie zasnęłam.

Było mi niewygodnie. I za ciepło.
Zabójcze jak dla mnie zestawienie, skutecznie przeszkadzające w spaniu.
Zrzuciłam to coś co miałam na sobie, ale nadal było niewygodnie.

Zmiana pozycji nic nie pomogła.
Inne ułożenie nóg.
Przeturlałam się na brzuch.
Na plecy.
Nadal nie to.
Ułożyłam się na boku i gdy po chwili przełożyłam nogę do przodu, usłyszałam.
- I tak jest w końcu dobrze?!

Jednak można bardzo szybko się obudzić. Niby jesteś nieprzytomna, połamana a tu ‚pstryk” i nagle doskonale ogarniasz wszechświat.
Wystarczy tylko odpowiednia zachęta.
Aczkolwiek wkurzonego szeryfa wolałabym uniknąć.

A niestety nie miałam wątpliwości co do tego, kto wypowiedział te słowa.

Otworzyłam oczy i się zdziwiłam.
Nie byłam u siebie.

Do licha! Ja nawet nie miałam zielonego pojęcia, gdzie jestem!

Drewniane ściany i sufit – strasznie małe jak na ich manię wielkości.
Tylko łóżko było bardzo duże.
No i szeryf.
Też duży.
Zbyt jak na moje możliwości.

Na szczęście znajdował się przy drzwiach.
I był ubrany.

Zmroziło mnie. Szybkie spojrzenie w dół i tak ogromnej ulgi nie czułam od dawna.
Może suknia nie wyglądała już tak nieskazitelnie, ale nadal ją miałam na sobie.
Miałam co prawda przed sobą wkurzonego buca, ale nadal żyłam i byłam w ubraniu.
Chyba nie było tak źle.
Co prawda wyglądał tak, jakby był o krok od uduszenia mnie, ale skoro jeszcze tego nie zrobił to chyba odpuścił?

To mi dodało odwagi.
Już wcześniej podjęłam decyzję. Nie było sensu tego przeciągać.
I tak będę musiała to powiedzieć, więc lepiej teraz i będę miała temat z głowy.
- Wyjeżdżam. Pozbędziesz się mnie w końcu. Masz co chciałeś. Przepraszam tylko, za … – Nie było mi dane skończyć.

Zaczął się śmiać jak opętany.

- Przepraszam? Przepraszam?! Widzisz i nie grzmisz! – Spodziewałam się wszystkiego tylko nie takiej reakcji. Ale to nie było jeszcze takie złe.
Najgorsze, że Josh oderwał się od framugi i nie przestając mówić, zaczął podchodzić coraz bliżej łóżka.

- Coś się pomieszało w tej ślicznej główce. Wyjeżdżam? Po tym cyrku, który odstawiłaś?! Sobie wyjeżdżasz? Mowy do jasnej cholery nie ma! Czy ty sobie w ogóle zdajesz sprawę co się dzieje? Masz pojęcie?

No właśnie nie miałam. Najwyraźniej moja mina jasno wskazywała, że pozostaję doskonale nieświadoma problemów Josha.
- Do cholery! Ty nie udajesz. To pomyśl. Raz uruchom tych kilka komórek w mózgu!

Zacisnęłam zęby.
W końcu od samego początku i konsekwentnie robiłam przy nim z siebie idiotkę. No to ma mnie za kretynkę doskonałą.

- Wydaje ci się, że taka rozróba mogła przejść niezauważona? – Nie wiem, czy oczekiwał odpowiedzi, ale obawiałam się, że powiedzenie:
- No niby nie. – tylko doleje oliwy do ognia.

Siedziałam cicho. Tak jak przypuszczałam, pytanie było z grupy retorycznych.

- Że sypnięcie półmilionowym datkiem, gdzie zwykle zbieraliśmy kilkadziesiąt tysięcy rozejdzie się po kościach?

Był coraz bliżej.
Drgnęłam. Po karku przebiegł mi dreszcz.
Był za blisko!

To było niemożliwe, ale wydawał się być coraz większy i większy. Ale teraz i tak widziałam tylko jego oczy.
Płonące dziwnym blaskiem, który hipnotyzował i parzył.

Bałam się go, ale w tej chwili bardziej zaczęłam bać się siebie.

W panice i chyba dość niezgrabnie odsunęłam się na sam brzeg łóżka, plecami wciskając się w ścianę.
Byleby tylko znaleźć się jak najdalej od niego.

- Przestań się ośmieszać! Może się jeszcze rozpłaczesz! To nic nie da. I zapamiętaj! Dopóki nie wyciszymy tej afery, którą wywołałaś, to nie ruszysz stąd tyłka!

Nie zniżył się do ani jednego słowa więcej.
Nawet nie trzasnął drzwiami.
Po prostu wyszedł.

Dźwięk oddalającego się silnika? Co jest grane?

Wyskoczyłam z łóżka jak oparzona, ale i tak za wolno by go zatrzymać.

Stałam przez chwilę boso na śniegu, mogąc tylko obserwować oddalające się światła samochodu.
Z szeryfem w środku.

Był mróz, noc a ja tkwiłam jak kołek, w dodatku na bosaka na progu czegoś małego, drewnianego i znajdującego się pośrodku lasu.

I wtedy zrozumiałam, że ten bydlak wywiózł mnie do swojego domku myśliwskiego.
I zostawił mnie tu samą!

 

** ** ** ** ** ** ** **

Montana – część XXIV

Montana – część XXVI

Polubienia 13
Wyświetlenia 894

Podobne wpisy:

  • Dobrej nocy. Albo dzień dobry.
    Do przeczytania jutro.

    • Anna Anna

      Witaj . Strasznie króciutki ten rozdział. Ale ciekawy , nie spodziewałam się takiej reakcji szeryfa.czekam z niecierpliwością na C.D. Pozdrawiam ….. Lalpaula ;)

      • Fakt. Dzisiaj w nocy postaram się dodać większy kawałek

  • Joanna Maziarek

    Jestem monotonna, ale… O Boże, Aniu więcej!!!

    • Ja też jestem monotonna – cały czas piszę … i piszę.
      No coś Ty. Zwariowałaś chyba. Ja tam nie narzekam :)

  • Tony F.P.

    He, he, jaja jak berety:) Czy rozwalony nos Dextera oznacza, że posiłki przybyły nie wzywane, bo szeryf wyobraził sobie Anię uprawiającą dziki seks nie z nim i krwisty szlag go trafił? Jezu, a co z córką burmistrza? Nie rozumiem, dlaczego szeryf taki oburzony jest, przecież to on zaczął tę wojnę, i to tylko dlatego, że sam głos Ani sprawił, że mu się ciasnawo w spodniach zrobiło. Czy to jej wina, że dojrzały mężczyzna nie panuje nad swym… rumakiem? :) I za co go chciała przeprosić? Że tak na na niego działa, czy że go nie kupiła? Podejrzewam, że szeryf opuścił domek myśliwski, bo bał się, że nie zdzierży i rzuci się na Anię. I wreszcie pokaże tej nieznośnej babie, kto tu rządzi – to myśli szeryfa, nie moje:) Jeśli dojdzie do „bliskiego spotkania trzeciego stopnia” pomiędzy nimi, to odradzałabym domek myśliwski, bo może spłonąć. Najlepiej gdzieś w otwartym terenie:) Och, ta przewrotność i złośliwość losu – wpierw szeryf chciał Anię wykurzyć z miasta, a teraz uwięził ją, żeby nie wyjechała:) Ależ się chłopina pogubił. Ciekawa jestem bardzo jak ma zamiar tę aferę wyciszać. Nie wydaje mi się, żeby porwanie Anki z samolotu i wywiezienie jej do swojej kryjówki było właściwą metodą:)

    • Hahaahah … no teraz na spokojnie usiadłam i zobaczyłam Twój wpis.
      Ja mam wrażenie, że opuścił myśliwski domek bo by ją udusił i tak pokazał kto tu rządzi :D
      Ale bez dwóch zdań chłop się pogubił.

      Wyciszenie afery jak wyciszenie, ale gdzie ten trup.

      • Tony F.P.

        No masz! Atrakcji tyle, że zapomniałam o trupie!:) No to chyba burmistrz zszedł z tego świata: ilość uzbieranych pieniędzy i fakt, że i on przez fanaberie córci będzie musiał wyłożyć niemałą kasę, przyprawiły go o zawał. Ha! I dzięki temu szeryfowi nie był obstawiany przez córkę burmistrza! Wszystko nader logicznie się układa:)
        Szeryf udusiłby Ankę w pierwszym odruchu, bo już w drugim zupełnie co innego miałby w głowie:)

        • Mam wrażenie, że on chętnie udusiłby Ankę i w drugim i trzecim. Nie tylko pierwszym.
          Całe szczęście, że mężczyzna ma dwie głowy.

  • Pingback: Skrywane Pragnienia | Montana XXVI()