Montana XXVI

Wkurzona? Wkurzona?!

Byłam tak wściekła, że znajdowałam się o krok od podpalenia tego kurnika.

I może z dymem bym tej chatki nie puściła, ale na pewno zrobiłabym coś równie głupiego.
Winiłam wszystko i wszystkich. Miał być spokój, miała być anonimowość i bezpieczna przystań na resztą moich dni. 
A wszystko robiło się na odwrót!

Wparowałam zła jak osa do środka i mnie zatkało.

Durny kominek, a na nim zdjęcie w ramce.
Zwykłe.
Ona i on.
Ona roześmiana, a on zapatrzony w nią jak w obrazek.
Jej nigdy nie widziałam, ale szeryfa rozpoznałabym wszędzie.

Furia sklęsła błyskawicznie, za to myśli zaczęły krążyć wokół jednego.
Mimo, iż go zdradziła i są już dawno po rozwodzie, to nadal trzyma jej fotografię.
W swojej samotni, gdzie nie musi dzielić się uczuciami z nikim.
A jeśli tak jest to jak do tego mają się zapewnienia Dexter’a, że szeryf by mnie chętnie bzyknął?
A może nie miał na to wcale ochoty, tylko DJ’owi zależało na małym zamieszaniu?
Ale po co?

O co tu chodziło?

Pewnie bym sobie tak stała i dalej snuła teorie spiskowe, ale powietrze przeszyło bardzo głośne kichnięcie.
Moje.
I to by było na tyle jeśli chodzi o konsekwencje biegania po śniegu bez obuwia.
Coś trzeba było z tym zrobić.

Kąpiel!
Desperacko potrzebowałam ciepłej wody i czystego ubrania. Innymi kwestiami postanowiłam na razie się nie zajmować.

Zresztą i tak problemów miałam aż nadto.

Wróciłam do sypialni.
Potem z powrotem do salonu.
Łazienki.
I kuchni, bo stwierdziłam, że na logicznym myśleniu dobrze nie wyjdę. Jedyne co tam odkryłam to pełną spiżarkę.

Skrzatów nigdzie nie było, więc nic się nie zmieniło.
Moich ubrań nie było, nie ma i musiałam się pogodzić z tym, że nagle się nie pojawią.
Nigdzie na wierzchu nie widziałam niczego, co mogłabym założyć.
W normalnej sytuacji …
- Jakiej do cholery normalnej? W normalnej nie dość, że miałabyś ubrania, to by cię tu nie było! – Mruknęłam.

W każdym razie, w normalnej sytuacji otworzyłabym po prostu szafy i coś sobie pewnie znalazła. Ale niestety na kominku stało upiorne zdjęcie, które mnie skutecznie blokowało.
Ta fotografia wprowadzała tak intymny nastrój, że nie umiałam. To byłoby jak wejście z butami do cudzego łóżka.
- Jakoś sobie poradzę. – Wzruszyłam ramionami i zafundowałam sobie na chwilę stres numer 2.
- Czy jest ciepła woda? – Ulga tak potężna, że wręcz nie do opisania.
- Była!

I zrobiło mi się już wszystko jedno.
Kąpiel, drobna przepierka i finalnie bieliznę rozwiesiłam w łazience, suknia znalazła się na skrzyni w sypialni, a ja w łóżku owinięta ręcznikiem.
Może należało zająć się szeryfem, a konkretniej przemyśleniem co ja mam zrobić kiedy się zjawi z powrotem. Byłam jednak na to zbyt zmęczona.
- Jutro. Pomyślę o tym jutro. – I nawet nie wiem, kiedy zasnęłam.
Obudziła mnie głucha cisza. Dosłownie.
Ludzki umysł podobno reaguje na nadchodzące zagrożenia i wybudza się ze snu.
Możliwe, że tak było i teraz.
Chociaż szum wiatru. Skrzypienie kołyszących się drzew. 
A tu nic.

Lekko zamroczona zwlekłam się z łóżka.
Wydawało mi się, że jest trochę za szarawo, ale z drugiej strony nie miałam pojęcia która jest godzina.
Równie dobrze mogło być bardzo wcześnie rano.

 

Postanowiłam wyjrzeć, bo zorientować się trochę bardziej w sytuacji i tak jak otworzyłam drzwi, tak je zamknęłam.

W nocy spadł śnieg. Na szczęście już przestał padać, ale to niewiele zmieniło.
Za progiem ziemia, drzewa – w sumie wszystko, pokryte było doskonałą bielą. A przynajmniej to, co byłam w stanie dostrzec, bo tak spokojnie do wysokości mojego podbródka wyjście było zasypane.

Trochę bezmyślnie wpatrywałam się w znajdującą przed nosem białą ścianę.
- Jak te drzwi mocno odcisnęły się w śniegu. – Rzeczywiście kretynka doskonała.

A potem przyszła refleksja, że chyba nie jest dobrze.
Prąd był.
Woda też.
Jakim cudem? Nie miałam pojęcia co i jak szeryf zrobił, ale to ustrojstwo działało.
Tylko jak długo?

Przestraszyłam się.
Sama nie miałam szans się stąd wydostać.
Ale gdzieś tam wiedziałam, że Joshua pewnie niedługo się zjawi.
Pytanie czy będzie w stanie się tu przebić.

I wtedy przestałam mieć dylematy moralne.
Była żona – byłą żoną, ale ja chciałam żyć.

Przecież nie spędzę tu nie wiadomo jak długo, wegetując w ręczniku. Musiałam założyć na siebie coś normalnego. A przynajmniej normalniejszego.

Proszę, jak zmieniają się priorytety.
Otworzenie szafy i komód już nie było takie straszne.

Tylko męskie ubrania.
Z jednej strony ulga, bo tym samym nie miałam wyboru. 
A z drugiej dziwne uczucie, gdy brałam do ręki kolejne sztuki odzieży.

Opanowałam się dość szybko, bo jednak tropiki we wnętrzu nie panowały.
Po minimalnym uszczupleniu zapasów ze spiżarni, wylądowałam z powrotem w łóżku – bogatsza o flanelową koszulę.
Tak było dobrze.
Wygodnie.

Zakopałam się w pościeli, postanowiłam bowiem odespać zaległości i niejako wyspać się na zapas.
Bo cóż innego mogłam tu zrobić?
Poza tym spanie jest dobre.
Bardzo dobre.
A ja zasypiać mogłam zawsze, wszędzie i w prawie każdej pozycji.
Zadziałało i tutaj – szkoda, że tylko przez kilka pierwszych drzemek.
Początkowe zadowolenie ze spokoju i ciszy, przerodziło się w wątpliwości a później lęk.
Nie było nikogo.
Nie było jego.
A jeśli się nie zjawi?
Nie będzie mógł tu dotrzeć?
 Albo zjawi za późno?

Autentycznie zaczęłam się bać.
Strach powoli ściskał gardło i odbierał sen.

Na początku reagowałam na każdy najmniejszy szmer czy stukot.
Ale zawsze odpowiadała mi cisza.
Potem już się nie zrywałam.
Czekałam czy będzie coś dalej?
Może teraz?

To na co pozwalał spanikowany umysł, nie można było już nazwać snem. Dziwny, przerywany co chwilę letarg.
Po raz kolejny usłyszałam nietypowy chrzęst.
Nie zareagowałam nawet gdy się powtórzył.
Ale zerwałam na równe nogi, gdy w ślad za tymi dźwiękami podążył charakterystyczny dla łopaty odgarniającej śnieg hałas.
Otworzyłam drzwi dokładnie w tym samym momencie, w którym zamierzał to zrobić Joshua.
Z impetem i energią, o którą sama się nie podejrzewałam.
On też nie.

Wleciał do środka prosto na mnie i zrewanżował się za mój poprzedni występ.
Tym razem to ja głucho jęknęłam, gdy zostałam przygnieciona do podłogi przez taką masę.

Nie leżałam spokojnie.
O nie!

Zostawił mnie!
Pozwolił bym wariowała ze strachu!
Cham!
Prostak!

Zaczęłam się szarpać, próbowałam kopać.

Akcja ratunkowa przybrała nieoczekiwanie formę walki o przetrwanie.

- Zejdź ze mnie ty wieśniaku! – Trochę nim wstrząsnęło.
Chyba coś mówił, ale nic do mnie nie docierało.
Zrobił mi krzywdę i musiałam to z siebie wyrzucić.

Mocno, dobitnie i przy pomocy pięści.
Bronił się.
Próbował przytrzymać.

Słowa do mnie nie trafiały, ale zamarłam, gdy poczułam na piersi jego dłoń.

Nieważne czy trafiła tam przez przypadek.
Ale tam znieruchomiała.

Dotyk.
Niezrozumiałe mrowienie.
Drgnięcie palców.
Dziwny grymas, który pojawił się na twarzy Josh’a.

- Ja … – nie skończyłam.

Krzyknęłam, bo dłoń mocno ścisnęła ciało.

Zabolało!
- Nie! – Protest brutalnie stłumiły twarde wargi mężczyzny.

 

 

** ** ** ** ** ** ** **

Montana – część XXVII

Montana – część XXV

 

 

Polubienia 22
Wyświetlenia 1032

Podobne wpisy:

  • Bu! Szkic zapisany jeszcze 9, ale liczy się data publikacji.
    Finalnie wyszła prawie środa.

    • Karola

      Miał być dłuższy fragment a tu tak szybko koniec :-( ale całkiem fajny ten koniec. Pozdrawiam Karola.

      • Dzień dobry. Zaspałam. Jaki krótszy? Tego było z 5 stron.

        • Karola

          Jak coś jest fajne i kończy się w taki sposób to zawsze będzie mało. To tak dla motywacji żebyś pamiętała, że czekamy z niecierpliwością bo w wakacje chyba ciężko się pisze. U nas wielki upał zero deszczu a zapowiadali deszcz i nawet oddycha się ciężko :-(

          • Powtarzam się, ale takie słowa to miód na moją duszę. Lubię to miejsce i teksty, a dodatkową radość sprawia mi, że inni znajdują tu chwilę wytchnienia i relaksu.
            Eh – jakie wakacje. Na wakacje to może pojadę we wrześniu – ale nawet wtedy będę pisać.
            Co do pogody … najpierw niebo było białe od błyskawic. Potem obudził mnie huk – to deszcz z delikatną pomocą wiatru zaczął szaleć. Teraz upał.
            Zwariować można. Zacisnąć zęby i przeczekać.
            Z drugiej strony jak takie lato to pytanie jaka zima będzie?

            PS> a co do motywacji … dziękuję! Bo to Wy sprawiacie, że chce mi się więcej pisać :)
            Miłego wieczoru

    • Hah…czułam po kościach :) właśnie odnalazłam starego znajomego, który w mojej głowie wyglądem i zachowaniem wpisuje się w szeryfa…cóż plany na „wolne” w austriackiej chatce chyba się skończą o ile można liczyć jego słowom :) to taka podwójna ekscytacja z czytania :)

      • Mogę powiedzieć Ci tylko jedno … uważaj czego sobie życzysz :)

    • Anna Anna

      Fajny rozdział ;) ale chyba jak każdy tutaj czekam z niecierpliwością na wiecej. Pozdrawiam. Lalpaula.;)

  • Pingback: Skrywane Pragnienia | Montana XXV()

  • Joanna Maziarek

    O ludzie, nie wiem jak przeżyje do kolejnego!

  • Tony F.P.

    No, no, no, ale się porobiło! Niby to szeryf jest górą, ale tak właściwie, to poległ na polu boju i pocałował „tę okropną babę”:) Bardzo jestem ciekawa jak to się dalej potoczy,bo czy dojdzie do „konkretów” to wcale pewna nie jestem. Raczej wątpię.

    • Z nimi jak w prawdziwym życiu – niby ładnie i pięknie, a faktycznie …
      Teraz przez dwa tygodnie robię eksperyment. Kolejną część już mam, ale publikuję jutro.

      A teraz prywata:
      Jeśli ktoś chętny do udziału i pomocy to dołączcie proszę do Skrywanych na facebooku :D
      https://www.facebook.com/skrywanepragnienia/

      Dziękuję

  • Joanna Maziarek

    A tak w ogóle jestem ciekawa. Będzie rozdział z perspektywy Josha?

  • Kto jest w pobliżu ten sam widzi – ciemno, grzmi i błyska ostro, zaczyna padać … z dodatkowych atrakcji prądu brak.
    Bateria leży i piska, że zaraz będzie out (no bo po co ładować Diabła, w domu się go podepnie).
    Jak pogoda się uspokoi a panowie z energetyki opanują coraz częściej powtarzający się problem wrzucę wpis.
    W ostateczności jutro popołudniu (się przemieszczę).

    Dobranoc

  • Ewa

    Ehhh, a nam jak zwykle mało i mało. Czekamy na kolejne części.
    P.S. Ostatnio ‚zatęskniłam’ za Diabłem. I jakoś tak mi szkoda, że już go nie ma a jest ktoś inny.

    • no ja nic nie powiem. Czytaj Diabła :)
      Reorganizuję się bo też z Diabłem będę miała małą niespodziankę. Powinno się Wam spodobać. Ja już się cieszę :D

  • Pandziorka

    kochana ja tu czekam …

    • przepraszam. najpóźniej w sobotę, ale już w ten piątek wracam do Was

  • Halo, Aniu wrzucisz coś? Coś się pusto znowu zrobiło :(

    • od tego weekendu.
      padł najpierw prąd, potem ja.
      wybaczycie?

      • Pewka :D
        Będę grzecznie czekać, bo tak to codziennie wchodziłam i sprawdzalam czy jest coś nowego:) mam nadzieję że z tobą wszystko już ok?
        Buziaki:*

  • eh … zła ja ciesze się, ja też mam fioła na jego punkcie :)
    piątek – sobota najpóźniej

  • Pingback: Skrywane Pragnienia | Montana XXVII()