Montana XXIX

 

Zazwyczaj gadatliwy George był tym razem nadzwyczaj małomówny. Ograniczył się tylko do kilku pytań.
- To gdzie cię podrzucić?
- Na posterunek.
- No tak. – Cisza trwała tylko przez chwilę. Kierowcę jednak coś męczyło. – A samochód ogarniesz?
- Tak. – Mruknął i wygodniej umościł się w fotelu.
- Na zmęczonego wyglądasz. To może się prześpisz?
- Hm … – Josh odpowiedział już z zamkniętymi oczami, jasno tym samym komunikując, że jakakolwiek dalsza konwersacja z jego strony nie wchodzi w grę.

George w końcu się zamknął i skupił na prowadzeniu wozu.

I bardzo dobrze.
Nie miał ochoty na rozmowę.
Nie tylko z nim, z nikim.
Potrzebował chwili spokoju, by ogarnąć to co się stało.
A właściwie co się działo, bo ta cholera żyje i ma się całkiem dobrze. Patrząc na jej dotychczasowe poczynania nie miał złudzeń, że na tym jej aktywność się skończy.

Jedyne co było w tym wszystkim dobre to fakt, że się go bała.
Nawet gdy był wściekły nie mógł nie zauważyć reakcji kobiecego ciała na jego obecność.
Drżeniem, mimowolne zaciskanie dłoni, napięcie.
- I tyle na razie mojego. Gdyby miała czyste sumienie to by tak nie reagowała.

Prawie parsknął przypomniawszy sobie jej ulgę, gdy pojawił się George.
Zupełnie jakby ułaskawiono skazanego na śmierć.
Uratowana przez starego, poczciwego pantoflarza.

Ale natychmiast stężał, bo to nie był dzisiaj jedyny gość. Co tak wcześnie rano robił u niej Callahan?
Sąsiedzka herbatka?
A może coś więcej?
Więcej chciał czy już dostał?
Czy on ją już całował? Dotykał jej? Pieścił aksamitną skórę? Sprawdzał jak reaguje na jego dotyk? Co sprawia jej największą przyjemność? Co odbiera zmysły?

Zacisnął zęby.
Co się z nim dzieje?!

Klepnięcie w ramię i radosny głos George’a:
- No to jesteśmy. – przyjął z niedowierzaniem.
Już? Kiedy? Miał wrażenie, że upłynęło dopiero kilka minut.

Zatrzasnął drzwi i lekko oszołomiony po prostu stał patrząc na budynek i stojące przed nim samochody.
Chyba zaczynał tracić kontrolę, a to mu się nie podobało.
- Spoko stary. – Mruknął. – Zaraz będziesz miał jeszcze więcej powodów do niezadowolenia.

Powoli ruszył zastanawiając się co go czeka po wejściu do środka.
A powodów do niepokoju miał kilka.
Po pierwsze wczorajszy cyrk. Po drugie unieruchomiony samochód, który należało przyholować. Te dwie rzeczy zestawione razem z obecną lokalizacją jego wozu były materiałem na niezłe zamieszanie.

Przy wejściu minął Stevensona.
Standardowa formułka. Nic nadzwyczajnego.

Margaret, jak zwykle na swoim stanowisku, przywitała go szczerym uśmiechem i pytaniem o samopoczucie.
Nic dziwnego. Nic niebezpiecznego.
Wzruszył ramionami. Jest przewrażliwiony.
Zaczyna wariować.

- Coś nowego? – Nie miał czasu na idiotyzmy, zmarnował go już wystarczająco przez tę kobietę. Rzucił się w wir pracy. – Dopisz jeszcze dzisiaj mój wóz. Coś w nim nawaliło i niestety trzeba go ściągnąć.

O wiele, wiele później zyskał wolniejszą chwilę.
Już było ciemno, gdy zamknął się w gabinecie z kawą. Pierwszą tego dnia. Ale dopiero teraz znalazł czas na uporządkowanie zalegających biurko papierów.
Wszystko szło dobrze do momentu, gdy nie trafił na papiery Anny.
I wtedy się rozsypał.
Oparł czoło o dłonie i przestał bronić się przed myślami, które krążyły wokół od dłuższego czasu.
Był sam, a mrok sprzyja odżywaniu starych demonów.

A on był teraz słaby. Przez nią.
Tak już było kiedyś. Czuł niemoc przez kobietę. Tylko wtedy to była jego żona.
Zwalczył to, wyrzucił ją z siebie i swojego życia, zniszczył za to co mu zrobiła i obiecał sobie, że nigdy więcej nie pozwoli by ktoś go tak zranił.
Myślał, że ma to już za sobą.
Że jest wystarczająco silny.
A teraz wróciło coś o czym chciał zapomnieć. Zmyliło go, że z Anną wszystko zaczęło się inaczej.
Była zła, manipulowała innymi, od samego początku miał się na baczności.
Mimo iż ją rozszyfrował i tak udało jej się zasiać ziarno niepokoju.
I teraz to ziarno zaczęło kiełkować. Rozsadzać pancerz, który go otaczał.
Wszędzie jej było pełno. Wprowadziła chaos, rozwaliła jego uporządkowany świat.

Jedna myśl błyskawicznie zastępowała drugą.

Kobieta.
Chaos.
Zdrada.
Nienawiść.
Ból.
Czuł go fizycznie. Bolesne pulsowanie w skroniach, potęgujące się z każdym uderzeniem serca.
Anna jest taka jak Lisa.
Wilczyca w owczej skórze.

Nic się nie zmieniło.
Omotała wszystkich – urocza, niewinna i ciepła. Ale tak naprawdę jest zła i nic tego nie zmieni. Ta kobieta to jedno wielkie nieszczęście, chaos i koszmar w jednym.
W jakikolwiek sposób dotychczas się z nią stykał, cokolwiek robił – zawsze kończyło się to jeszcze większym zamieszaniem.
To co z nim robi. Zupełnie jakby …
Nie! Nie ma żadnego jakby. Ani gdyby.
Musi się jej pozbyć z Bozeman za wszelką cenę.

Jak?

Trzeba pozwolić działać DJ’owi.
Jeśli jeszcze z nią nie spał to zrobi to niedługo.

Musi tylko unikać jej jak zarazy.

A jeśli to nie zadziała, to trzeba będzie pomyśleć nad innym rozwiązaniem.

Z jednej strony poczuł ulgę, ale z drugiej całkowicie opadł z sił.
Zupełnie jakby ktoś wyssał z niego całą energię.
Dzisiejszy dzień, ostatnie wydarzenia, myśli, wspomnienie, Lisa, Anna. Wyczerpało go to.

Naprawdę miał dosyć.

Nie zamierzał udawać, że pracuje.
Nowy wóz już mu podstawili, więc nie musiał nikogo prosić o podwózkę.
Nawet nie pamiętał, jak dotarł do domu.

Szklanka czegoś mocniejszego i prysznic.

- O tak! I Potem spać.

Łyk bursztynowego napoju i poczuł się lepiej.
- Gratulacje Mallroy. – Wzniósł szklankę do góry, patrząc jednocześnie na swoje odbicie w lustrze. – Jesteś na najlepszej drodze do alkoholizmu.

Odstawił szkło i ruszył w stronę łazienki. Koszula, spodnie – kolejne elementy ubrania lądowały na podłodze.
Nagle się zatrzymał.
- Co jest do cholery?!
Ten zapach. Wchodzący w głąb, oszałamiający, wzbudzający głód i pragnienie.
Jego ciało zareagowało błyskawicznie.
To niemożliwe!
- Ale nie … ! – Oszołomiony zatoczył się i by upadł, gdyby nie framuga drzwi.
Anna!
Spała przytulona do niego. Jej włosy, skóra dotykały go przez noc. Jakim cudem czuje jej zapach teraz? Dlaczego nie poczuł go wcześniej?
Ta wiedźma ściga go nawet w jego własnym domu.

Zacisnął zęby stojąc pod deszczem parującego wrzątku. Szorstką gąbką tarł skórę, usiłując pozbyć się każdej jej możliwej cząstki.
Wściekły usiłował zapanować nad zbuntowanym ciałem.

To była kropka nad i. Nie pozwoli by ta czarownica go zniszczyła.
Anna musi zniknąć!

Gdyby miał powiedzieć, że kolejne dni były spokojne to by skłamał.
Nie były.
Dołożył sobie tyle dodatkowych rzeczy na głowę, że ledwo się wyrabiał, ale o to chodziło. Harując, jak wół nie miał czasu na myślenie i przede wszystkim nie miał czasu na nic innego poza pracą.
Nie musiał udzielać się towarzysko. Zresztą po rozwodzie, który odbił się naprawdę głośnym echem wśród lokalnej społeczności mógł sobie na to pozwolić. Mógł sobie pozwolić na bardzo wiele.
Współczuli mu wszyscy, wiedzieli jak ciężko przeszedł rozstanie z Elizabeth i wspierali go w każdy możliwy sposób.
Zyskał zresztą wtedy dużą swobodę, a mieszkańcy – tak towarzyscy i uroczo-wścibscy – odsunęli się dalej by zapewnić mu komfort i przestrzeń. Samotność i brak zainteresowania były mu bardzo na rękę.
Uśmiechnął się do wspomnień. Dzięki temu odzyskał siebie.
Co prawda teraz wrodzona ciekawość i życzliwość zaczynała przeważać, ale nadal roztaczano nad nim swoistego rodzaju parasol ochronny. Miał ochotę być sam to był sam i nikt nie wcinał mu się do jego ogródka.
Nie przewidział tylko jednego. Taka życzliwość ma różne przejawy i właśnie miał doświadczyć jednego z nich.

Raz na jakiś czas zdarzał się cud. Chociaż może powinien nazywać to przywilejem.
Wiedziona wrodzoną troskliwością i ogromną dawką sympatii Margaret przynosiła mu kawę.
Siedział właśnie nad jakimiś statystykami, gdy najpierw otworzyły się drzwi, apotem doszedł go zapach aromatycznego napoju.
Nawet nie podniósł głowy. Tylko on a wchodziła bez pukania.
- Czytasz mi w myślach. Chciałem sobie przynieść, gdy to skończę, ale wymiękam. Dzięki skarbie.

Dostał kubek pod nos.
Zadowolony wziął solidny łyk kawy i tylko opanowaniu zawdzięczał to, że jej nie wypluł.
Odstawił naczynie i dopiero wtedy zadał swojej pracownicy pytanie.
- Skąd do cholery przyszło ci to do głowy?!

Widział jak się speszyła.
Reakcja trochę nie na miejscu zważywszy, że przed chwilą zapytała czy się przypadkiem nie zakochał w Annie.

** ** ** ** ** ** ** **

Montana – część XXX

Montana – część XXVIII

Polubienia 25
Wyświetlenia 1903

Podobne wpisy:

  • Pingback: Skrywane Pragnienia | Montana XXVIII()

  • To mi towarzyszyło w tle.

    • Kasia

      Teraz to już przepadłam. Zaraz dodaję do playlisty. Bardzo fajnie, że to zapodałaś.

  • Kasia

    Nie wiem co mam myśleć o szeryfie. ZWARIUJĘ. Kiedy kolejna część!? Za każdym razem jestem pewna, że.wszystko będzie jasne a tymczasem wiem coraz mniej.

    • Adriana Chamielec

      Hehe to lubie… Budze sie i montana czeka na mnie… I tak kiedy kolejna czesc :) Ania nie daj nam znowu tyle czekac. Pozdrawiam

      • Pisałam już w poprzedniej części, ale powtórzę.
        Zaplanowałam na najbliższy miesiąc po minimum 3 wpisy tygodniowo.
        Teoretycznie jeden w ciągu tygodnia i dwa na weekend.
        Co poniedziałek muszę się spowiadać przed Alex (trochę się jej boję, bo to ostra babka) czy zrobiłam to co zaplanowałam czy nie.

        Trochę więcej o tym będzie na FB.

  • Nikozja

    No i nic się nie wyjaśniło… Gdzie ten trup co miał być? Aż mnie skręca z niedosytu. Proszę nie każ nam długo czekać na więc…

    • Nie domyślasz się? :)
      Daję od jakiegoś czasu delikatne wskazówki i podpowiedzi.

      • Adriana Chamielec

        Napewno nie Anna i nie Josh wiec zostaje dj…

        • Nikozja

          Na początku obstawiałam tego nieszczęsnego łosia ale było tyle zawirowań i nowych „wpadek” Anki oraz Twój wpis o planach wpuszczenia wściekłego, że wciąż się zastanawiam i mam kilka teorii… ale może są zbyt kombinowane i daleko idące w intrygę jeszcze z Diabła. Lepiej poczekam na rozwinięcie akcji ;)
          A co do DJ’a to może i jest palantem w niektórych momentach ale raczej nie zasłużył na ukatrupienie…

          • Łosia nie utłukę. Mowy nie ma. Bardzo sympatyczne zwierzę, chociaż niebezpieczne.
            Ale nie powiem, teraz mi chodzi po głowie co takiego wymyśliłaś. Zdradzisz co?

          • Nikozja

            Niedawno wspomniałaś, że masz dla nas niespodziankę związaną z Diabłem… więc tak mi to nie dawało spokoju i przyszło mi do głowy, że może to właśnie on będzie tym wściekłym :) tak, tak wiem zaraz ktoś powie, że przecież go zabili… ale od czego jest sfingowanie śmierci (Annie przecież nie pozwolili sprawdzić czy Raoul ma puls) i obserwowanie z ukrycia ;) i w tym momencie moja teoria rozdziela się na kilka scenariuszy odnośnie tego trupa

          • W sumie mogę napisać.
            Diabeł ma kończoną redakcję. Idzie jako ebook w bonusie do newslettera (dlatego też strona annavaletta.com ma u siebie rewolucję) i dodatkowo zostanie wydrukowany, ale nie będzie na sprzedaż.
            Książki będą przeznaczone na prezenty dla kilku czytelników i jako nagrody.

          • Joanna Maziarek

            Jak będzie można zdobyć go jako nagrodę?

          • Będę ogłaszać.
            Zawsze będzie do niego dostęp na Skrywanych Pragnieniach. I oczywiście eBook jako dodatek do Anna Valetta News.
            Tylko te książki będą niepowtarzalne i niezwykłe. Ale cóż mogę powiedzieć … trzymanie „Diabła” w objęciach musi być unikatowe i jedyne w swoim rodzaju. Bezcenne w każdym znaczeniu tego słowa.

          • Joanna Maziarek

            A co z wersją beta? Pojawi się w książce czy gdzieś?

          • Joanna – wszystko z newsletterem. Czekaliście już na niego ponad rok, więc proszę o jeszcze chwilę cierpliwości

        • Hm… już mi się zdarzyło zmieść głównego bohatera. Kuszące … kuszące …

  • Joanna Maziarek

    Oczywiście, że się chłopina zakochał. Pytanie co zrobi, kiedy to sobie uświadomi.

    • Sięgnie po większy młotek. Przyznam, że i tak bardzo go … hm … utemperowałam. W pierwszej wersji Montany był bardziej zdecydowano-niedostępny i to w nieprzyjemny sposób.

  • Tony F.P.

    Musiałam przeczytać „Montanę” od początku, żeby mieć na świeżo obraz całości i zlokalizować moment, w którym startuje szeryf ze swoją wersją wydarzeń:) Oj, wzięło chłopinę, i to mocno. Nic dziwnego, że zachowywał się jak w amoku, ale bynajmniej go to nie usprawiedliwia. Jest już dużym chłopcem, stróżem prawa – powinien umieć nad sobą panować i zachować się w towarzystwie:) He, he, odważna kobieta z tej Margaret. Szeryf zdecydowanie zapunktował – uczucia posiada, tylko po prostu jest bucem:) Przy właściwej kobiecie wyszedłby na ludzi.

    • Szeryf startuje – dobre! Powiedziałabym, że ten człowiek zbyt dużo rzeczy chce kontrolować.
      A siła wyższa uwielbia tego typu wyzwania.
      Ciekawe czy to tylko pozory, czy naprawdę to cham i nadęty bufon.

      • Tony F.P.

        O tak, a najbardziej go wnerwia, gdy sam sobie się spod kontroli wymyka:) Przecież już wszystko grało, posprzątał w swoim życiu po żonie, założył „zbroję” – nic nie było w stanie zburzyć tego porządku i poukładania, a tu nagle pojawia się anioł i diablica w jednym i życiową logistykę szeryfa trafia szlag. Próby życia wedle planu prowokują kosmos do działania i z planów wychodzą… kosmiczne jaja:)
        Zdaje mi się, że pozory – nadęty bufon nie miałby takiej boskiej samotni w lesie:) A tak na serio, to myślę, że zdrada żony dokopała mu emocjonalnie tak, że podświadomie, po omacku, instynktownie broni się przed wszystkim, co mogłoby go znowu na takie sponiewieranie narazić. Anna wzbudza totalny chaos w jego umyśle, ciele i duszy, więc jest wrogiem nr 1. Zagrożeniem, którego trzeba się pozbyć. Tylko, że nic nie idzie z godnie z planem. A potem jeszcze pojawia się zazdrość… spora siła napędowa… no i po szeryfie:)

        • Zazdrość potrafi zniszczyć wszystko. Siedzę już cicho i piszę dalej. Swoim zwyczajem pewnie wrzucę tekst bardzo późno.

          • Adriana Chamielec

            Mmm czekam :)

          • Muszę sobie ponarzekać. Diabeł leci, a konkretniej film z jednym takim, który był inspiracją dla Piekielnego. Najchętniej bym się teraz sklonowała.
            Jedna ja by pisała, a druga oglądała tego groźnego, władczego … o rany.
            Raoul siedzi mi w głowie, szeryf ujeżdża i goni naszą wariatkę, a ja zaraz zwariuję.

          • Aelyn

            Jaki to film? :)

          • Nie odpowiem niestety. Informacja kto stanowił pierwowzór Diabła – a konkretniej który film i dlaczego – była nagrodą w konkursie.
            Jedna kobieta chodzi szczęśliwa :)

          • Tony F.P.

            Zważywszy, że nagminnie kładę się spać w tym samym dniu w którym wstaję, to „bardzo późno” jest jak najbardziej w porę:)

  • Fragmenty opowiadań w postach zawsze z jednej strony wzbudzają we mnie ciekawość, z drugiej jednak łatwiej mi się jest przekonać do czytanej całości. Mimo wszystko życzę powodzenia w pisaniu i wielu sukcesów :)

  • Karola

    Fajny ten przeskok „na szeryfa” a kiedy następna część bo jak zwykle nie mogę się doczekać ;-)

  • Tony F.P.

    Kurczę, od niedzieli będę odcięta od netu przez ponad tydzień (urlop!!!), a tymczasem szeryf milczy! Jajo zniosę w tym Budapeszcie:)

    • Za szybko czas mija. Gdybyż doba miała 48 godzin … przynajmniej.

  • Karola

    Żyjesz ?¿?

  • Ola

    Szkoda że na 11 twoich opowiadań tylko 2 są skończone….

  • Karola

    No co Ty ? Doszłaś do takiego wciągającego momentu i przerwa ? Piszesz świetnie ale ta nieregularność mnie wykańcza. I przerywanie w takich momentach też. Wiem pewnie masz swoje problemy ale kto ich nie ma. Nam też życie rzuca kłody pod nogi. Wtedy wchodzimy tutaj aby się odstresować i odprężyć. Bo takie są Twoje opowiadania odrywają nas od problemów życia codziennego. Zaglądam tu prawie codziennie i czytam nowe komentarze z nadzieją, że dowiem się co się dzieje dlaczego nie piszesz. Mam nadzieję na jakąś informację bo się zaczynam martwić. Tak MARTWIĆ bo nie wiem czy wiesz ale jesteś dla nas ważna. Nie chodzi tylko o opowiadania ja poprostu polubiłam Ciebie.
    Pozdrawiam gorąco Karola.

    • Tony F.P.

      No dokładnie. Opowiadania opowiadaniami, ale my się najnormalniej w świecie martwimy. Tak zwyczajnie, po ludzku.
      A że przerwanie w takim momencie i długie oczekiwanie na ciąg dalszy jest frustrujące, to też prawda.
      Pozdrawiam cieplutko.

    • mMusze Was prosić o wybaczenie. W sumie jesteście cierpliwi okropnie i nie wiem czym sobie na to zasłużyłam. Po prostu mam chyba niesamowite szczęście mając Was!
      Jest nieregularnie. Jestem koszmarna. Będę i nadrabiać i mam nadzieję, że przy pomocy innych osób otrzymacie to co powinniście od samego początku.
      Nie tylko ja tworzę Skrywane! Pamiętajcie. To miejsce nie jest tylko dla mnie, ale jest też dla Was. Byście mogły odetchnąć od tego co się dzieje na co dzień, bym ja też mogła odetchnąć.
      Skrywane od początku były miejscem, w którym każdy miał się czuć jak u siebie. Jak w swoim azylu, miejscem gdzie jest wolny od trosk, problemów.
      Nie ukrywam, że mi ich brakuje. Ale dokładnie – życie to nie bajka i czasem rujnuje nam plany.

      Muszę się teraz wypisać. Pewnie ten komentarz zaraz zlikwiduję, ale co wyrzucę to wyrzucę. I może będzie lżej. Nie wiem.

      A co do mnie? I mojej skandalicznej punktualności i obecności?
      Najpierw pozytywne rzeczy – pracuję nad czymś.
      Pracuję powoli – rozciągnięte jest to w czasie (ze względu na to o czym zamierzam napisać poniżej). Nie wiem czy się uda, ale jeśli tak to niech zdechnę ja i wszystkie pchły moje. Bo jeśli się uda to oznacza, że moje drugie, najbardziej pokręcone i szalone marzenie się spełniło. A potem będzie się realizować. Bo jeśli tam przejdzie raz, to potem już pójdzie.
      Nie wiem czy kiedyś się z Wami tym dzieliłam, ale moje pierwsze marzenie się spełniło. Było równie szalone, zwariowane i nierealne. A jednak się spełniło. To było czyste szaleństwo, a towarzyszące temu emocje i odczucia nieporównywalne z niczym. Pamiętam, że wtedy przebiegła mi taka myśl
      „rany boskie, jeśli by mi teraz ktoś powiedział, że umrę za 5 minut to mam to gdzieś. Umieram szczęśliwa”.

      Rozbestwiłam się i chciałabym poczuć to ponownie.
      No ale to jest z tych rzeczy przyjemnych.

      I tu wkraczają typowe, idiotyczne problemy. O osobistych nie wspominam, bo były, są i będą. Nie ja jedna i ostatnia wylałam ocean łez. Bywa – takie jest życie. Trzeba iść dalej. Pracy też dużo – uwielbiam ją. Zajmuje mi dużo czasu – i dlatego pisałam w nocy.

      W tym misternym planie nie przewidziałam jednak dwóch rzeczy.

      Swojego ciała – a konkretniej zdrowia. Tak sobie od kilku lat padałam zbyt intensywnie i za szybko na nos, a to dziwnie bolało, a to jeszcze inne rzeczy się działy – aż wyszło że chyba tego trochę za dużo i tak nie powinno być. No nie powinno, ale co z tego. Ania jeszcze musi iść do lekarza – poszła w końcu gdy już bolało bardzo. Do jednego, drugiego, stwierdzili, że objawy są i to koszmarne, ale raka to jednak nie ma. No to jak nie ma to co ja się martwię. Kiedyś przestanie boleć. Okazało się, że nie tylko nie przestanie, ale będzie jeszcze gorzej, a dodatkowo oprócz bólu doszły jeszcze inne atrakcje i tego jednak było już za dużo. Na szczęście mam lekarkę – anioła, upartego jak osioł, która ma gorszy charakter ode mnie. I dzięki Bogu! Kobieta daje mi radę.
      Stwierdziła, że chrzanić logikę – znajdzie co mi jest. Udało się w lutym tego roku. Leczę się, doprowadzam przy okazji do siwizny inną cudowną lekarkę bo raz na miesiąc muszę karnie zjawić się w szpitalu, gdzie trochę mnie męczą, ale inaczej się nie da. Było lepiej, od lipca jest gorzej. A po zeszło tygodniowej wizycie jest źle… czyli znowu są lekarze z całą swoją wiedzą i jestem ja. Ale do diabła z wynikami. W listopadzie kolejne randez-vous (mam nadzieję, że z lekarzem i lepszymi wynikami). Jakoś się męczyłam tyle lat to tak od razu nie umrę. Zresztą w moim przypadku to wcale nie jest takie proste. Już raz umarłam i nie ma opcji – nie udało się. Ani Niebo ani Piekło nie są jeszcze na mnie
      gotowe (pani nie powinna … ble, ble, ble). Dobrze, że z włosami jest dobrze, do bólu idzie się przyzwyczaić, tylko że jednym z objawów jest straszne zmęczenie.
      Ja, która chodziłam spać o 3-4 w nocy, jestem nieprzytomna o 21 i nie rozumiem co się do mnie mówi. Sami rozumiecie, że to jest … nie podoba mi się to. I niestety jestem w plecy z czasem.
      Ale z tym bym sobie dała radę. Znowu – nie pierwszy i ostatni raz ktoś jest chory i kiedy mu brakuje czasu.

      Nie to mnie rozbijało od dłuższego czasu.
      Od czerwca umierał mój dziadek i nie było to spokojne. Pominę szczegóły związane z jego zdrowiem i tym co się działo. Ale mój koszmarnie kochany Dziadziuś był pierwszej klasy terrorystą i despotą, będąc jednocześnie do prawie samego końca cudownym gentlemanem żywcem przeniesionym z dwudziestolecia wojennego. W naszej rodzinie wszyscy mają diabła za skórą i senior zasłużenie udowadniał, że nawet w piekle straszą nim małe diablęta.
      Poświęcaliśmy mu ogromną ilość czasu każdego dnia – kosztem naszego życia.

      Odszedł dzisiaj.

      Ale wiecie co?
      Nie żałuję ani jednej zakichanej sekundy. Ani jednej chwili gdy musiałam odłożyć własne życie, by uparty staruszek mógł się uśmiechnąć. Gdy musiałam pod niego korygować plany, odstawić na bok własne potrzeby, plany i pragnienia. Odstawić życie. Był ze mną od zawsze, od kiedy pamiętam mnie opierniczał, dawał kasę za plecami rodziców bym mogła kupić wymarzoną książkę za absurdalnie wysoką cenę, spierał smołę z białych spodni, biegał po schodach, obkładał każdy narożnik w mieszkaniu gąbką bym nie nabijała sobie guzów.
      Za miesiąc skończyłby 91 lat.
      Przeżył czterech braci i siostrę, obie żony, jednego bratanka, wojnę, komunę, tętniaka i złośliwego raka. Palił jak smok (pierwszego papierosa wypaliłam u niego mając może 7 czy 8 lat – skorzystałam z zawartości popielniczki), był hazardzistą (jak prawie każdy w naszej rodzinie – tak, on nauczył mnie grać w brydża), miał ciężki charakter, był uparty jak osioł, malował wspaniałe obrazy i jednocześnie był cudownym i niesamowicie dobrym człowiekiem.
      A ja już nie usłyszę ” to nie będę Cię dłużej zatrzymywał”, gdy chciał już pobyć sam.

      • Tony F.P.

        Nie ma czego wybaczać, Aniu. Trzymam kciuki za spełnienie marzenia i dobre wyniki badań. Nie dawaj się zarazie. Przykro mi z powodu Twojej straty – dobrze wiem, jak to boli. Nie dołuj się dodatkowo naszą niecierpliwością. Poczekamy ile będzie trzeba.
        Pozdrawiam Cię serdecznie.

        • Jak na razie to ledwo wszystko ogarniam a rok mi się kończy. Co za tym idzie czas. Trzeba wziąć się w garść i spojrzeć przed siebie.

      • kacha

        Powodzenia w leczeniu. Przykro mi z powodu Twojej straty. Bardzo.Pozdrawiam.

      • Karola

        Dziękuję za wyczerpująca odpowiedź. Przykro mi z powodu Twojej straty. Rozumiem wszystko. A twoja historia zmotywowała mnie do zrobienia badań które odwlekam od pewnego czasu.
        Zdrowiej szybko i do końca żeby Cię już nie męczyło to choróbsko.
        Pozdrawiam Karola.

        • Zasuwaj do lekarza. Bardzo dobra decyzja

          • Aaaaa

            I jak tam zdrowie kochana Aniu?? Oszukujesz coś dla nas w listopadzie??

  • Wracaj… :)