Spięłam się w sobie, ale zanim zrobiłam cokolwiek Paweł postawił mnie na ziemię, klepnął dosyć mocno w pośladek i wyszedł.

Stałam nieruchomo, wpatrując się z niedowierzaniem w ponownie zamknięte drzwi. Ten prostak nie dość, że sięgnął po mnie jak po swoją własność, to w dodatku potraktował jak … jak  …. – aż się zapowietrzyłam. No właśnie, potraktował mnie jakbym była jego.
Stałam z otwartymi ustami, usiłując dojść jak mi coś uciekło i odnaleźć się z tym, co się właśnie stało. Niezależnie od tego, z jakiego punktu wychodziłam i co usiłowałam wykombinować wychodziło mi jedno – według Pawła miał do mnie jakieś prawa i jednocześnie nie przyjmował do wiadomości, że mam inne zdanie na ten temat.

Im więcej myślałam na jego temat tym bardziej byłam zła.

Na siebie, swoją głupotę, zapalczywość i niemoc.

Kto był temu winien? Oczywiście, że Pan Doskonały.
Na samą myśl o nim zaczęła we mnie narastać furia. Gdyby nie on żyłabym sobie normalnie.

Bezpiecznie.

Niech go diabli wezmą! Dupek z nadmuchanym ego uważający, że każda na niego poleci. Pan Doskonały, do którego wszystkie baby ciągnęły jak muchy do miodu.

 

– Pani doktor? – Nie zareagowałam. Nawet nic nie słyszałam. W głowie miałam kocioł i nie było w niej miejsca na takie przyziemne sprawy jak asystentka.
– Pani doktor! – Kasia już nie była taka subtelna i ryknęła dosyć głośno. To do mnie dotarło. Widząc jak nerwowo podskakuję, dodała już spokojniejszym głosem. – Pacjent już czeka.

No tak, koniec przerwy, witamy w brutalnej rzeczywistości.

Może to i dobrze – jeszcze kilka minut sam na sam i nakręciłabym się tak, że pewnie zrobiłabym coś idiotycznego. Idąc do gabinetu mruknęłam do siebie.

– Tak, jakbyś dotychczas zachowywała się inaczej.

 

Ze światem przeglądów, usuwania kamienia i kanałowego leczenia pożegnałam się po szóstej wieczorem. Wiedziałam, że lunch i to, co się stało zaraz po nim to dopiero preludium. Z duszą na ramieniu poszłam na parking, oczekując ciągu dalszego.
– Kurwa! – Znowu ktoś syknął, ale miałam go gdzieś, bo na pewno nie był to Pan Doskonały. Ani jego, a już tym bardziej jego motocykla na parkingu nie było.

A ja się wściekłam, bo zrozumiałam, że chciałam go zobaczyć. Chciałam, żeby był, stał obok mojego samochodu i mnie znowu pocałował.
Nosiło mną tak, że ruszyłam spod kliniki z piskiem opon. Było mi gorąco i szlag mnie trafiał! Znalazłam się w takim stanie, że nawet nie wiem jak dojechałam do domu.

 

Rzuciłam buty w kąt, walnęłam byle jak torebkę i poszłam do ogrodu. Musiałam się uspokoić i musiałam pomyśleć.

Jak na razie i jedno i drugie wychodziły mi fatalnie.

Po drodze zgarnęłam jeszcze butelkę wina i po chwili rozłożyłam się na leżaku.

– Kretyn, cham i prostak! – Łyk wina prosto z butelki. Nie zawracałam sobie głowy takim drobiazgiem jak kieliszek. – Dobre. Co, mało mu? Musiał się mnie uczepić? Co ja mu zrobiłam. Dlaczego przy nim nie umiem być sobą? Pewnie się teraz rżnie w najlepsze z inną. A ze mnie sobie rozrywkę zrobił! – Coraz bardziej płaczliwy monolog przetykany merlotem trwał w najlepsze, gdy nagle ktoś wyjął mi butelkę z dłoni.

Zanim zdążyłam zaprotestować, ten ktoś się nade mną pochylił.

Paweł.

Rany boskie, skąd on się tu wziął i jak długo do cholery tu stoi?!
– Czy ja to wszystko myślałam na głos? – W tym momencie odbiło mi się klasyczną pijacką czkawką. – Cholerne wino.

Pan Doskonały pokiwał głową z niedowierzaniem.

– Wszystko było na głos. To ostatnie też. A wino nie jest cholerne, tylko wypiłaś je całe. Sama. Od dobrych kilku chwil przytykasz do ust pustą butelkę.

– Po prostu zajebiście! Wstawiłam się, a ten baran wszystko widział! – Śmiech dał mi znać, że to też wypowiedziałam na głos. Zamknęłam usta.

– Chodź, położysz się. Porozmawiamy jutro. – Na szczęście się odsunął. Nie zdążyło mi się nic wymknąć o tym, że jego bliskość powoduje większy zamęt w mojej głowie niż alkohol. Chciałam elegancko zsunąć się z leżaka i wstać, ale procenty zrobiły swoje.
Zachwiałam się i runęłabym jak długa, gdyby nie refleks towarzyszącego mi mężczyzny. Złapał mnie błyskawicznie na ręce i po chwili niósł w stronę domu.

Było mi cudownie. Mocne ramiona, lekkie kołysanie w rytm kolejnych kroków.

– Ale ten świat wiruje. Mogłabym być tak noszona całe życie. Ale tylko przez ciebie. Nie chce nikogo innego. – Zamknęłam oczy i przytuliłam się do jego szyi. Czułam lekkie drganie jego ciała. Śmiał się. Pewnie to też mi się wymsknęło na głos.

I nagle poczułam, że tracę z nim kontakt.

– Co się dzieje? – Nie chciało mi się otwierać oczy. Dotyk chłodnej pościeli. Wiedziałam, gdzie jestem zanim się odezwał.

– Położyłem cię do łózka. Wyśpij się.

– Nie zostawiaj mnie. Proszę. – Dopiero, gdy usłyszałam swój głos zdałam sobie sprawę, jaką głupotę wypowiedziałam. Co go to obchodziło.
Obca baba. Może i miał chwilę słabości, ale czy to do mnie pierwszej. Jedna głupia decyzja i ma teraz same problemy.

I w tym momencie usłyszałam odgłos oddalających się kroków.
Odchodził.

Sama cały czas go odpychałam i w końcu dął się przekonać. Ale jakaś cząstka mnie pragnęła, by został.
Objęłam się mocno ramionami, jakby to miało w czymkolwiek pomóc.
Tkwiłam w takim zawieszeniu i wtedy poczułam jak ugina się materac.

Odwróciłam się błyskawicznie. Oczywiście od razu mi się odbiło.

– Paweł?!

– A kogo się spodziewałaś? Musiałem wstawić motocykl do garażu. Śpij. Nie marudź.

– Ale dlaczego tu? – Co do cholery ze mną było nie tak? Chciałam go czy nie?

– Sama prosiłaś bym został. Śpij. Nie ucieknę. – Głowa opadła mi na poduszkę. Paweł leżał na boku, podpierając głowę ręką i patrzył na mnie z uśmiechem. Wszystko było takie naturalne, normalne i tak jak powinno być – oprócz jednej rzeczy. Wyrwało mi się to szybciej z ust niż mogłam przypuszczać.

– Będziemy spać w ubraniu? – Naprawdę mnie to intrygowało. Paweł nie opanował się i parsknął.

– Śpij kobieto. – Po czym nie czekając na moją reakcję, przykrył nas oboje kocem, położył głowę na poduszce i zamknął oczy.

Z moim problemem zostałam sama.

Westchnęłam.

Przekręciłam się na bok.

Po chwili na plecy.

Doliczyłam do czterdziestu i znowu na bok.

Cholerne jeansy!

Niby takie wygodne, ale teraz uwierał mnie każdy centymetr materiału.

 

Korzystając z osłony jaką zapewniał mi koc, rozpięłam spodnie, zsunęłam je po czym skopałam z łóżka. Teraz było prawie idealnie.

Prawie, bo nadal czegoś mi brakowało.

Westchnęłam znowu i już miałam się znowu przekręcić gdy powstrzymał mnie głos Pawła.

– Przestaniesz się wreszcie wiercić?! – Ups, a wydawało mi się, że zasnął. Trochę niepewnie odpowiedziałam.

– Nie do końca. – Pana Doskonałego aż poderwało.

– Rany boskie. Co znaczy, że nie do końca?! Co mam zrobić, żebyś się wreszcie położyła, zamknęła i zasnęła?! – Wino wyłączyło mi funkcję „nie wypada”. Gdybym nie wypiła, pewnie bym tego nie powiedziała. Ale wypiłam.

– Przytul mnie i pogłaszcz po plecach. – Patrzył na mnie z niedowierzaniem. Może byłam za bezpośrednia?

– I będziesz cicho? – Uśmiech rozjaśnił moją twarz i z zapałem pokiwałam głową.

– To chodź do mnie. – Podniósł delikatnie koc. Skwapliwie skorzystałam z propozycji obawiając się, że jakakolwiek zwłoka może spowodować, że się rozmyśli. Zupełnie nie zwróciłam uwagi na coraz bardziej zachrypnięty głos Pawła.
Głęboki oddech i oszołomienie wywołane jego zapachem. Wtuliłam nos w jego tors, prawie sobie odbierając dostęp do tlenu. Było mi wszystko jedno. Byłam uzależniona zarówno od jego dotyku jak i zapachu. A upojenie winem było niczym w porównaniu z tym, co działo się ze mną teraz, gdy mogłam nim oddychać.
Zapomniałam się całkowicie i wcisnęłam nogę między jego uda, by być jeszcze bliżej niego. I drgnęłam, bo poczułam jak przygarnia mnie jeszcze mocniej do siebie.

– Jak dobrze. – Szepnęłam. Było idealnie. Przez ułamek sekundy bałam się, że mnie odtrąci, ale Paweł obejmował mnie teraz nie tylko ramionami, ale dodatkowo przygniótł udem. Czułam się taka … jego.

Westchnęłam.

Delikatne muśnięcie palców na plecach. Ledwo wyczuwalne. Długa, leniwa pieszczota.
Nie wytrzymałam i z jękiem się wyprężyłam.

Tym razem Pan Doskonały drgnął.

– Śpij. – Paweł przestał mnie głaskać.

Jęknęłam żałośnie.

– Monika, do cholery! Jesteś pijana i nie wiesz, co robisz! – I w tym momencie pomyślałam, że rzeczywiście. Jestem pijana, więc mogę zrobić coś, czego w życiu bym nie zrobiła na trzeźwo.

 

Podciągnęłam się wyżej i go pocałowałam.

 

** ** ** ** ** ** ** **

Pechowa ósemka – część XVI

 

 

Podziel się:
70 polubień
5695 Views

Poczytaj więcej

52 komentarze

  • WiktorMaj 17, 2015 at 7:25 am

    Witaj Aniu!!!. Naprawdę bardzo fajna część Ci wyszła. Dziękuję Aniu!!!. Pozdrawiam Wiktor

    Odpowiedz
    • Anna ValettaMaj 17, 2015 at 11:08 pm

      Odpowiadam tutaj, bo postu już nie ma 🙂
      Nie zaglądam – życiem rządzą przypadki i dzisiaj rano wpadł mi w oko jeden z komunikatów na FB dotyczący nowego wpisu o tej samej nazwie (zresztą pisałam). Z ciekawości kliknęłam i przeczytałam… a resztę znasz.
      Na inne nie wchodziłam – zresztą dotyczy to też innych blogów z opowiadaniami. Wyjątkami są tu Babeczka i MikaKamaka.

      A ślad zostawiłam, bo jednak mnie to męczyło cały dzień. I to naprawdę mocno.

      Odpowiedz
      • WiktorMaj 18, 2015 at 8:31 am

        Witaj Aniu!!!. Aniu ja znowu na dużo blogów zaglądam. Starość jednak ma swoje zalety. Nie goni się już tak jak wcześniej, zwolnił człowiek, mam czas poczytać.
        Aniu zostawiłaś ślad to dobrze. Myślę, że to było tylko nie porozumienie, ona także nie czyta innych blogów, a to był jej pierwszy tekst. Jednak chciałbym przeczytać jej wersję długu. Odpowiedziałem Tobie u niej na blogu, ale nie wiem czy czytałaś. Pozdrawiam serdecznie Wiktor

        Odpowiedz
        • Anna ValettaMaj 18, 2015 at 9:29 pm

          Hej. Tez mam taką nadzieję dlatego siedzę cicho :). I zamykam temat jeśli pozwolisz 🙂

          Odpowiedz
  • AsiaaMaj 17, 2015 at 8:07 am

    Ta chemia w połączeniu z alkoholem…:D
    Mnie usatysfakcjonowalas.:D Tylko teraz aż się boję,co Lalunia wymyśli jak wytrzezwieje:D jeszcze go posadzi o coś czego nie zrobił…:P

    Extra!!:)

    Odpowiedz
  • AniaMaj 17, 2015 at 11:41 am

    Alkohol plus pożądanie(chemia) hmmm i idziemy na całość!!!!!
    Chemia buzuje……i….., czy doczekamy się wreszcie, no właśnie czego?????
    Super rozdział i Paweł, ochhhhhhhh.
    Pozdrawiam
    Ania

    Odpowiedz
    • Anna ValettaMaj 17, 2015 at 4:53 pm

      Doczekamy, ale jak to bywa sytuację opanowałam późno i do tekstu usiadłam późno. Publikowałam ok. 2 w nocy/

      Odpowiedz
  • EwaMaj 17, 2015 at 4:42 pm

    Twój blog uzależnia. Moim zdaniem masz najlepsze teksty z blogów tego typu, a kilka takich śledzę. Po każdej części chcę więcej i niecierpliwie czekam na kolejną. Pozdrawiam i obyś częściej mogła coś wrzucać. Fanka

    Odpowiedz
    • Anna ValettaMaj 17, 2015 at 4:52 pm

      Rany … jestem … jednym słowem się zapowietrzyłam. Dziękuję 🙂

      Odpowiedz
  • Anna ValettaMaj 17, 2015 at 4:53 pm

    Też mnie to ciekawi czy wykorzysta sytuację czy nie 😀

    Odpowiedz
    • AniaMaj 17, 2015 at 6:25 pm

      Upicie jak upicie:), ale następny dzień i ten kac!!!!!!, czemu tak…….

      Odpowiedz
      • Anna ValettaMaj 17, 2015 at 6:55 pm

        Po dobrym merlocie nie ma kaca. Serio. W życiu kaca nie miałam 😀

        Odpowiedz
        • aniaMaj 17, 2015 at 7:03 pm

          O cholera :), to ja piję w wyższym stężeniu:)

          Odpowiedz
          • Anna ValettaMaj 17, 2015 at 7:17 pm

            Hm. Ja piję czasami bardzo mało, czasami bardzo dużo, ale pojęcie kaca jest mi obce. Podobnie jak stanu głębszego upojenia alkoholowego.
            Po prostu wiem ile mogę w danej chwili wypić i tego się trzymam 😀 Amen!

          • aniaMaj 17, 2015 at 7:23 pm

            I tak powinno być!
            Wiedzieć kiedy się napić, i ile się napić, i z kim się napić!!!
            Amen!

    • Anna ValettaMaj 17, 2015 at 6:56 pm

      Mówisz o braku kaca, czy o dodatku w postaci Pawła 😀

      Odpowiedz
      • Ile.Znasz. Sposobow.Zabijania.Maj 19, 2015 at 7:23 pm

        Jeśli do każdego picia „na dokładkę” dochodziłby taki Paweł….mmm…wtedy zrozumiem pojęcie picia z przyjemności 🙂

        Odpowiedz
        • Anna ValettaMaj 19, 2015 at 7:52 pm

          A potem się wszyscy dziwią, że tyle wina „znika” 😛
          Tak na marginesie facet, na którym Pawel jest wzorowany jest też wykorzystany w „Pętli czasu”.
          Tam już będzie dosłownie „w łeb i do jaskini” 😀

          PS> I ciiiicho .. siedzę nad „Paradoksem”. Tyle ile napiszę wrzucam dzisiaj 😀

          Odpowiedz
          • AsiaaMaj 19, 2015 at 9:48 pm

            ..i teraz będę odświeżać po 22 co pięć minut 😀

          • Anna ValettaMaj 19, 2015 at 9:56 pm

            Rany – spokojnie. Zagadałam się i teraz nadrabiam – lepiej po 23:30 😀

            Znowu muszę parkę wyprowadzić z łóżka – tak na marginesie nie ogarniam tych ludzi 😛

          • AsiaaMaj 19, 2015 at 10:51 pm

            Dobra,jakoś wytrzymam:D a jak nie to w nocy jak się przebudze to ogarne:D

            Ok,coś już wiem:D reszty się dowiem !:)

          • Ile.Znasz. Sposobow.Zabijania.Maj 20, 2015 at 8:35 am

            Gdybym to przeczytała „przed” to bym „w trakcie czytania” nie była w takim szoku 🙂

          • Anna ValettaMaj 20, 2015 at 10:33 am

            Ale ze co? Bo nie załapałam 🙂

          • Ile.Znasz. Sposobow.Zabijania.Maj 20, 2015 at 5:37 pm

            Na początku przeczytałam Paradoks nawet nie patrząc co czytam i zamieszanie w głowie mega, że już tak na ostro po tym winie, dopiero po chwili mi zaczęło świtać, że to nie Pechowa ;). Dopiero po przeczytaniu , wzięłam się za powyższe komentarze, i tu jak byk, że będzie Paradoksalnie :D. Zakręciło mną heh

          • Anna ValettaMaj 20, 2015 at 6:07 pm

            Tez miałam ubaw. Dzisiaj siadam do ciągu dalszego. Paradoksu. Coś mnie pcha :).

  • OlaMaj 17, 2015 at 8:01 pm

    Wspaniały tekst! Jestem pod ogromnym wrażeniem. Bardzo podoba mi się Twój styl pisania, te żartobliwe i ambiwalentne przemyślenia bohaterki ubrane w Twoje słowa wywołują uśmiech na mojej twarzy. Anno, pisz dalej, uszczęśliwiasz tym zarówno mnie jak i pozostałe osoby, które odwiedzają Twojego bloga.
    Pozdrawiam. Ola S

    Odpowiedz
    • Anna ValettaMaj 17, 2015 at 8:24 pm

      Dziękuję Olu 🙂
      Dzisiaj jest tak cholernie pozytywny dzień. I jeszcze Wasze komentarze – I feel good!!

      Odpowiedz
  • GroszkukuMaj 17, 2015 at 8:32 pm

    Uwielbiam!!! Za każdym razem gdy jestem wściekła, że tyle muszę czekać, po przeczytaniu opowiadania momentalnie mi mija 😀 „Uzależniłam” się od twoich opowiadań 🙂 Byle tak dalej 🙂

    Odpowiedz
  • magdamMaj 17, 2015 at 9:15 pm

    Aż mam dreszcze i chce jeszcze!

    Odpowiedz
  • WinnieMaj 17, 2015 at 11:07 pm

    Skończyć w takim momencie? Sama sobie kłopot zrobiłaś, bo teraz będę klikać 5 razy dziennie i sprawdzać czy jest kolejna cześć. 😉 i pewnie nie tylko ja, wiec zwiększ przepustowość bloga 🙂
    A tak na poważnie to jak czytam to opowiadanie, mam wrażenie że jestem gdzieś obok i śledzę wydarzenia na żywo. Świetnie przekazujesz emocje i uczucia, wiec zanim zacznę czytać nową cześć to najpierw czytam starą i przechodzę dalej. Jak kończysz opowiadania to je czytam jeszcze raz od początku i się delektuję. Dziękuję.

    Odpowiedz
    • Anna ValettaMaj 17, 2015 at 11:10 pm

      Nie klikać 5 razy dziennie, bo mnie uduszą. Nawet nie hurtowo tylko mój anioł stróż.
      Właśnie zdechłam – bezapelacyjnie i niezapowiedzianie.

      Odpowiedz
      • WiktorMaj 17, 2015 at 11:40 pm

        Witaj Aniu!!!. Jeszcze raz Ci chciałem podziękować za pechową. Odpowiedziałem Ci na blogu u Natalii, ale już nie zobaczysz bo usunęła to opowiadanie. Aniu nie, nie to nie ty. A ochrzan to nie ma o czym mówić. Może to wynika z tego, że jestem gadułą i stosuję się do powiedzenia ” koniec języka za przewodnika”. Korzystać z internetu także uczę się od młodych ludzi. Za moich czasów zaawansowaną techniką była taka gra telewizyjna ” tenis”. Na czarnym tle w TV latała biała kropeczka. To była technika. Pozdrawiam Wiktor

        Odpowiedz
  • TuśkaMaj 18, 2015 at 11:56 pm

    Ta i poprzednia-nieziemskie części.
    Za każdym razem, gdy czekam na nową część usycham jak kwiat bez wody, aż w końcu nadchodzi taki dzień, w którym przychodzi orzeźwienie. Dziękuję Ci za tą „wodę” Aniu!
    Ależ mnie wena poniosła. Poetycko.

    Odpowiedz
  • LesiuMaj 19, 2015 at 10:39 pm

    Umiesz dawkować emocje. Czekam na kolejną część 🙂

    Odpowiedz
  • ImasSierpień 18, 2015 at 5:55 pm

    To opowiadanie jest świetne. Uwielbiam te dialogi między Moniką a Panem Doskonałym i zakręcenie głównej bohaterki. Z niecierpliwością czekam na kontynuację :)))))

    Odpowiedz
    • Anna ValettaSierpień 18, 2015 at 8:55 pm

      oj dzięki 😀
      trochę za dużo wsadziłam w nią siebie – ale to miło słyszeć, że nie wszyscy czają się na mnie z siekierą.
      Na razie mam małą przerwę – wcześniej byłam padnięta, potem chora, potem miałam szalenie fascynujący urlop, a teraz leczę oparzenia .. jakbym się nudziła.

      Odpowiedz
      • ImasSierpień 18, 2015 at 10:05 pm

        Z siekierą? oj, a kto by nam takie fajne opowiadania pisał? 😀
        Dobrej nocy.

        PS.z babcinych sposobów na oparzenia słoneczne wyczytałam, że oprócz okładów z kefiru lub zsiadłego mleka sprawdza się również sok ze świeżych ziemniaków (można zrobić np. okład ze startych ziemniaków).

        Odpowiedz
  • XXXSierpień 24, 2015 at 6:21 am

    Ah, zajrzalam tu ostatnio i przegladałam co piszesz, tak trzymać!
    to jest najlepsze opopwiadanie, moim zdaniem, czekam na c.d.

    Odpowiedz
  • http://gosianataliao.bloog.pl/Wrzesień 5, 2015 at 11:58 am

    Bardzo fajny blog. Historia też super Ci wyszła. Pozdrawiam Gosia 🙂

    Odpowiedz
  • fluttershyStyczeń 12, 2016 at 10:04 am

    Będziesz dodawać kolejne części ?

    Odpowiedz
      • SylwiaStyczeń 12, 2016 at 7:13 pm

        Nie mogę się doczekać. Chciałabym, żeby i w moim życiu się taki Pan Doskonały pojawił, ale niestety się na to nie zapowiada.

        Odpowiedz
        • Anna ValettaStyczeń 12, 2016 at 9:32 pm

          Wiesz kiedy się pojawi? W najmniej spodziewanym momencie 🙂

          Odpowiedz
      • TrelemoreleMaj 25, 2016 at 4:14 pm

        Hej. Czy będziesz kontynuować to opowiadanie?

        Odpowiedz
  • fluttershyStyczeń 12, 2016 at 6:23 pm

    Super ^^

    Odpowiedz
  • Ewa SienkiewiczLuty 3, 2016 at 10:51 pm

    Fantastyczne opowiadania. Poczucie humoru w tym opowiadaniu przypominało mi Tereskę i Okrętkę Chmielewskiej. Bardzo dziękuję za chwilę uśmiechu. Czekam na ciąg dalszy. Pozdrawiam, Ewa

    Odpowiedz
  • NightAngelMarzec 20, 2017 at 10:29 pm

    Super szkoda, że niedokończone ;( można spodziewać się kontynuacji?

    Odpowiedz
    • Anna ValettaMarzec 20, 2017 at 11:26 pm

      Coś odkopujecie ten tekst.
      Jak najbardziej – chwilę trzeba będzie poczekać. Cierpliwości … proszę.

      Odpowiedz
      • followmeKwiecień 5, 2018 at 9:31 pm

        Szczerze?? Wracam do niego średnio raz na 2 miesiące…. Mogę czytać w kółko jak również Montane…. Swoją drogą czasem w pracy przewija mi się teren Montany wiec pewnie wiesz o czym wtedy myślę i do czego wracam… Po raz setny 😀 Jak tak dalej pójdzie to będę znać dialogi na pamięć 🙂

        Odpowiedz

Zostaw komentarz

Please enter your name. Please enter an valid email address. Please enter message.