Zamrugałam powiekami kilka razy, ale nic się nie zmieniło.
Idealnie pośrodku pomieszczenia siedział sobie, wpatrując się we mnie uporczywie, kot.
Małe toto było, biało rude, trochę gapowate i przede wszystkim nieruchome.

Skąd się tu wziął?

Wyglądał na zadbanego i czystego. W dodatku taki śmieszny, bo pyszczek miał ciemniejszy – zupełnie jakby go w czymś umoczył.
Ale skąd go tu przygnało?
I przede wszystkim jak tu wszedł?

– Kici, kici. – Debilizm, ale tylko to  mi przyszło do głowy.

Nie chciałam go przestraszyć, a tym co się ostatnio wokół mnie działo to chyba była pierwsza rzecz, która mnie pozytywnie zaskoczyła. Nikt mnie nie chciał skrzywdzić, przed nikim nie uciekałam. Było wręcz przeciwnie, to ja przestraszyłam małą istotkę. Było dla mnie oczywiste, że kociak się nie rusza bo go sparaliżowało ze strachu.

Może w końcu wystarczy i powoli ten chaos wokół mnie zaczyna się wreszcie wyciszać?
Taka mała gapa się trafiła. Zagubione biedactwo. Pewnie komuś uciekł.
– Jak można być takim bezmyślnym idiotą?! – Pomyślałam o właścicielu kitka i w tej samej chwili do mnie dotarło, że wokół tego biednego kitka jest trochę dużo papierów.

Ale skąd tu się wzięły? Gazety?
Bezwiednie mój wzrok skierował się w miejsce, gdzie odłożyłam otrzymane dokumenty.

Nic. Znaczy się pustka.
Chwilę mi to zajęło, ale w końcu dotarło.

– Ty pomiocie szatana! – Ryknęłam.

Kota odblokowało. Zasyczał oburzony, wyrażając tym samym swoją opinię na mój temat i zanim zdążyłam się poderwać wskoczył na parapet i opuścił domek, korzystając z uchylonego okna.

Tym samym zagadka “jak wszedł” została rozwiązana.
To był jednak najmniejszy z moich problemów.

Pełna obaw podeszłam do walających się na podłodze kartek, a raczej tego co z nich pozostało.
Nie miało sensu zastanawianie się dlaczego tego nie słyszałam i po co ten mały skunks zaciągnął wszystkie dokumenty na środek pokoju.
A już poza moimi możliwościami leżało znalezienie powodu, dla których je tak dokładnie przemielił i obślinił.
Zupełnie jakby odrywał kawałeczek po kawałku i następnie to wypluwał.

Może da się to złożyć?

Z obrzydzeniem schwyciłam sponiewierane resztki i zrozumiałam dlaczego śliczny, jasny kitek miał ciemny pyszczek.
Jak się obrabia pyskiem kartki zapisane piórem, to atrament ma nie tylko prawo się rozpuścić, ale i ubrudzić wszystko co ma z nim styczność.
Kitek styczność miał.

Instrukcje dla mnie, wszystkie informacje które miały mi pomóc i dzięki którym miałam wiedzieć co dalej robić przestały istnieć.

Gdy zaczął się ten koszmar, odłożyłam na bok wszelkie emocje. Musiałam, bo inaczej bym zwariowała.
Tylko tak mogłam przetrwać to co się wokół mnie działo.
Przez naprawdę długi czas działałam jak automat, usilnie wierząc, że jeśli będę wystarczająco silna to dam radę.
Musiałam być silna.
Nie mogłam płakać, nie mogłam histeryzować, nie mogłam pozwolić by emocje wzięły górę.

Każdy ma jednak swój limit. Istnieje bowiem określona ilość nieszczęść, które możemy przyjąć.
Ja swój osiągnąłem w tym momencie.

Głośno wrzeszcząc, złapałam za leżącą na ziemi torbę i rzuciłam nią z całej siły w drzwi.
Wpadłam w szał.
Przestałam niszczyć to czego dotknęłam, gdy potknęłam się o resztki krzesła i wylądowałam czterema literami na podłodze.

Nie miałam już siły krzyczeć ani rzucać wszystkim co wpadło mi w ręce.
Zostało miejsce tylko na łzy i histeryczny płacz.
 Po chwili i on się skończyły.

Nie było nikogo kto by mnie wziął w ramiona, utulił, uspokoił i powiedział, że będzie dobrze. 

Byłam sama.
Nawet nie wiem jak długo siedziałam pośrodku tego pobojowiska. Nie miałam siły się ruszyć, ba – nie chciałam się ruszyć.
I pewnie dawna ja by tak tkwiła, ale odebrałam od życia jedną ważną lekcję. 
Wiedziałam, że jeśli sama się o siebie nie zatroszczę, to nikt za mnie tego nie zrobi.
Z osiąganiem ruszyłam się w końcu z miejsca.

Nic nas bowiem nie zawstydza tak bardzo, jak ogarnianie konsekwencji własnej głupoty i nieodpowiedzialności.

Miejsce nie należało wcześniej do urodziwych, ale dołożyłam się solidnie do jego konkretnego zdemolowania.
Przynajmniej okna były całe czego nie dało się powiedzieć o reszcie mebli i przedmiotów.

– Głupota cię kiedyś zabije, idiotko. – Mruknęłam.

Może nie tak powinno się zabijać czas i usuwać problemy na plan dalszy, ale zadziałało.

Na liście moich priorytetów znajdowały się teraz dwie rzeczy.
Pierwsza to przywrócić tę chatkę do stanu względnej używalności, a druga to zaplanować przetrwanie w tym miejscu jak najdłużej.
Założyłam, że ktoś kto dał mi instrukcje w końcu się zorientuje, że nie zrealizowałam jakiegoś punktu i przybędzie mi na ratunek.
To może zająć trzy dni albo dwa tygodnie, ale w końcu ktoś przyjedzie.
Uczepiłam się tej myśli jak rzep psiego ogona. Nie próbowałam się doszukać żadnych luk czy błędów w takim rozumowaniu – nie chodziło o logikę. Potrzebowałam czegoś pozytywnego, co mnie zajmie i nie pozwoli zwariować.

Jak się okazało porządki były genialne również z innych względów. 
Narobiłam się jak chyba nigdy w życiu. Fizyczna praca nie była mi obca, ale to mogłabym przyrównać do orki na ugorze.
Ale ruch robi swoje – a już na pewno endorfiny.
Słońce świeciło jak dzikie, ja szalałam równie energicznie, a że efekty mojej pracy były widoczne natychmiast to i humor miałam coraz lepszy.

Po usunięciu zniszczeń, przystąpiłam do małego przemeblowania.
Korzystając z okazji od razu szorowałam wszystko co się da – mając na podorędziu tylko szczotkę i wodę ze studni.
 W takich chwilach naprawdę zaczynamy doceniać takie rzeczy jak mydło. Mydło miałam, ale mi go było szkoda – wolałam go użyć do własnej toalety.

Znalazłam też masę przydatnych rzeczy, ktoś nieźle zaopatrzył tę chatkę przed moim przyjazdem.
Okazało się, że w stojącej obok rozwalającej się komórce są narzędzia i to nawet w niezłym stanie.
Same niespodzianki.

Zmęczenie mi nie przeszkadzało, ale nie mogłam lekceważyć nadchodzącego zmroku.
Zbliżająca się noc wymogła na mnie przymusową przerwę.

Pomny ostatnich wydarzeń dokładnie sprawdziłam i zamknęłam wszystkie okna. Zablokowałam też drzwi.
Dopiero wtedy mogłam się umyć.

– Jak dobrze! – Mruknęłam zadowolona i nagle zaczęłam się śmiać.

Stałam w misce pośrodku jedynego pomieszczenia w tej ruderze, albowiem rudera składała się tylko z jednego pokoju i za dużego wyboru nie miałam.
Polewałam się wodą z wiadra wykorzystując jeden z niewielu ocalałych z pogromu kubków. W dodatku zimną, bo jednak siły mnie opuściły i już nie miałam siły rozpracować tego dziwnego pieca, który stał w rogu i niewątpliwie służył do gotowania.
Nie zapaliłam świeczek więc powoli zaczynałam bardziej się domyślać gdzie i co stoi niż to widzieć.
I było mi z tym dobrze.

Przez chwilę przestałam się martwić, tylko cieszyłam się taką prostą rzeczą jak możliwość spłukania z siebie brudu.
– Będzie dobrze! Musi być! – Zmęczona wsunęłam się w leżący pod oknem śpiwór, zdążyłam tylko pomyśleć, że muszę jutro ogarnąć to pobojowisko po wieczornej toalecie i błyskawicznie zasnęłam.

Gdy otworzyłam oczy już świtało.

Dzień jeszcze się w pełni nie rozwinął, ale w otaczającej mnie szarości byłam w stanie bez problemu zobaczyć porzuconą miskę, wiadro o leżący obok nich ręcznik.

Po czym znowu usłyszałam dziwny dźwięk, który najprawdopodobniej wcześniej wybudził mnie ze snu.
Takie dziwne skrobanie i szuranie.

Zupełnie jakby ktoś próbował delikatnie otworzyć znajdujące się nad moją głową okno.

** ** ** ** ** ** ** **

Azyl – część II

Azyl – część IV

Podziel się:
7 polubień
265 Views

Poczytaj więcej

9 komentarzy

  • MariTHListopad 20, 2019 at 12:07 am

    Wchodzę a tu taka niespodzianka ☺️☺️ dziękuję, akcja robi się coraz ciekawsza

    Odpowiedz
    • Anna ValettaListopad 20, 2019 at 7:34 pm

      Szalona! Wskoczyłaś chwilę po publikacji.
      Jeśli chodzi o „Azyl” to mam nadzieję, że pozytywnie porwie .

      Odpowiedz
  • PatiListopad 20, 2019 at 5:26 am

    Nawet nie wiesz jak się cieszę że wróciłaś. Królowa romansów jest tylko jedna i nikt jej nie podrobi!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

    Odpowiedz
    • Anna ValettaListopad 20, 2019 at 7:34 pm

      Nawet nie wiesz jak się cieszę, że mogę znowu pisać. Hahaha .. i dziękuję – takiego tytułu się nie spodziewałam

      Odpowiedz
  • AaaaListopad 20, 2019 at 8:09 pm

    Ojoj jaka niespodzianka!
    Ania w ko ci do nas zawitała z kolejną dawką pysznego tekstu.
    Już szczerze zapomniałam jak to się zaczęło więc czytałam od początku żeby sobie fabułę przypomnieć.
    Mam na dziś że tym razem już z nami zostaniesz

    Odpowiedz
    • Anna ValettaListopad 21, 2019 at 6:54 am

      Wiem, wiem. Miałam być wcześniej, ale nie dałam rady. W końcu się udało 🙂
      Azyl jest nietypowy, bo dołączamy do historii w trakcie jej trwania.
      Wiem, że tak się nie powinno robić, ale od kiedy robię coś jak się powinno robić. Właśnie 🙂

      Odpowiedz
  • PatkaListopad 20, 2019 at 10:24 pm

    Nie mogę się doczekać kolejnej części kiedy można się spodziewac?? Cieszę się że wrucilas

    Odpowiedz
    • Anna ValettaListopad 21, 2019 at 6:56 am

      Przemyślałam, uwzględniłam wszystkie plany (chociaż nie do końca o czym właśnie się boleśnie przekonałam), ale teoretycznie wygląda to tak:
      http://skrywanepragnienia.pl/harmonogram/

      Mam nadzieję, że praktycznie również. Kibicujcie – jak wpadnę w rytm publikacji to już potem pójdzie 🙂
      Możliwe, że będzie kilka niespodzianek, ale to już wisienki na torcie.

      Odpowiedz
  • AniaListopad 21, 2019 at 12:50 pm

    No…. nareszcie jesteś! I to krótkie stwierdzenie powinno oddać dokładnie wszystkie moje niepokoje:-)

    Odpowiedz

Zostaw komentarz

Please enter your name. Please enter an valid email address. Please enter message.