Cholera! – Dopiero, gdy zmarszczył brwi zrozumiałam, że powiedziałam to na głos.

Ostatnie wydarzenia.
Mój wczorajszy blamaż na posterunku.
Incydent.
Jego i moje podniecenie.
Tego było za dużo.

Szarpnęłam ostro.
Chciałam się odsunąć.
Odepchnąć go.
Uciec.
Zrobić cokolwiek byleby stracić kontakt z jego ciałem.

Nie pozwolił.

Silna dłoń zacisnęła się na szyi prawie odbierając mi oddech.

– Ani drgnij! – Spojrzenie. Drżąca od nadmiary wysiłku ręka. Wszystko jasno sygnalizowało, że jeśli go nie posłucham nie skończy się to dobrze.

Pomijam, że trzymał mnie tak mocno, że jakiekolwiek poruszenie skutkowałoby odebraniem dostępu do tlenu.
Zamknął oczy. W ciszę wdarło się pełne gniewu.

– Kurwa! – Nagle zaczęłam się bać. To już nie było przekomarzanie. Nigdy nie byłam obok człowieka tak opanowanego przez gniew i emocje..

Może i przesadziłam z moją wczorajszą reakcją, ale to, co się teraz działo z Joshem przeszło moje najśmielsze oczekiwania.

I co teraz?
Czekać aż on się uspokoi?
A jeśli nie?
Powoli opanowywał mnie strach. Wypychał z ciała i umysłu podniecenie, wrażliwość na bodźce, jego dotyk.

A co jeśli wygra ta dziwna nienawiść?

Szeryf był potężny.
Nie miałabym szans normalnie, a co dopiero, gdy znajdował się w takim amoku.

O czym ja myślałam! Przecież to był policjant! On miał chronić, a nie być zagrożeniem.

A jednak był.

Gdy już zaczęłam się zastanawiać czy po prostu zaciśnie mocniej dłoń i zmiażdży mi krtań czy zrobi coś bardziej spektakularnego, odepchnął się i przetoczył na bok – tym samym tracąc kontakt z moim ciałem.

– Jezu! – Jęk mężczyzny był tym razem związany z ruchem. Nic dziwnego, ze go zabolało. Mnie też by jeszcze bolało gdybym zleciała tak spektakularnie ze schodów i została dobita przez taką kruszynkę.

Asekuracyjnie odsunęłam się od leżącego bez ruchu Josha, ale zagrożenie minęło.

Wcześniej biła od niego agresja – teraz po prostu miał dosyć.

Spokojny, cichy głos. Zupełnie jakby to, co się stało kilka minut temu nie miało miejsca.

– Dlaczego? – Nie musiał mówić nic więcej. Doskonale widziałam, o czym pomyślał.

– Nie ma ogrzewania. Nie ma prądu. Nie mogłam się z nikim skontaktować. Musiałam cię ogrzać. Mogło Ci się coś stać.

Chwila ciszy i się poruszył.

– Chryste. – Bezwiednie odetchnęłam z ulgą. Skoro wstaje sam to znaczy, że nic sobie nie złamał.

Pomacał głowę, spojrzał na mnie z dziwnym błyskiem w oku i ruszył w stronę kotłowni.

Podreptałam za nim, ale dopiero gdy otworzył dziwną skrzynkę na ścianie dotarło do mnie, ze zachowuje się tak jakby wiedział gdzie co jest. I przede wszystkim jakby znal ten dom lepiej ode mnie.

Pstryknięcie i nastała światłość.

Dosłownie.

– Gdzieś musiało nastąpić spięcie. Lessley’owie zamontowali sobie takie ustrojstwo na wypadek przeciążenia.

– Kim ty do cholery jesteś? – Nie zdawałam sobie sprawy, ze zadałam to pytanie na głos dopóki nie usłyszałam.

– To ja chyba raczej mogę się o to zapytać. Kim ty jesteś? I kim do cholery był Raoul Lazcanso.

Zrobiło mi się słabo. Czułam jak krew odpływa mi z twarzy.

Jednej krok. Potem drugi.

I znowu poczułam nieznośnie jego obecność.

Był za blisko.

Głośne trzaśnięcie drzwiami od samochodu na zewnątrz dało mi znać, że mam gości.

I nie tylko mi.

Uratowana przez siłę wyższą. Inaczej nie da się tego nazwać.

Diabli wiedzą kogo przyniosło, ale w tej chwili byłam gotowa rozwinąć czerwony dywan na jego powitanie.

Od szeryfa nie ucieknę, ale przynajmniej odwlekę w czasie. Rozmowę. Cokolwiek.

Odwróciłam się na pięcie i ruszyłam w stronę drzwi, ale stało się coś dziwnego.

Zamiast stukania czy łomotu, które zwykle sygnalizowało pojawienie się gości, usłyszałam znowu trzaśnięcie drzwi, dźwięk zapuszczanego silnika i odgłos oddalającego się samochodu,

– Co jest do cholery? – Gdy wyjrzałam na zewnątrz potwierdziły się moje przypuszczenia, że ktoś podjechał, coś zobaczył i zmył się jeszcze szybciej niż tu pojawił.

Nagłe poruszenie tuż za plecami i słowa, które rozbrzmiały tuż nad moim uchem wywołały nerwowe drgniecie.

– Niezapowiedziany gość, któremu nie spodobał się mój wóz? Ciekawe. – Bardziej powiedział to do siebie niż do mnie. Ale potem się poprawił.

– Nadal mamy, o czym porozmawiać.

Głupi ma szczęście.
Myślałam, że swój limit już dawno wyczerpałam, ale okazało się, że nie.

Pierwszy nieznajomy gość rozproszył Josha. Zanim względnie się pozbierał i przyparł mnie do muru, przed domem parkował drugi samochód. Mój.

Uroczo uśmiechnięty George pomachał do stojących w progu dwóch osób.
Mnie uśmiechającej się szczerze i od serca i Joshowi, który tylko z przyzwoitości nie posłał go w diabły.
Oliwy do ognia dodały słowa:

– Ale macie tu ruch. Ledwo Callahan wyjechał to ja się zjawiam. Jak na lotnisku.

Dziwne syknięcie za plecami dało mi znać, że kłopoty to ja dopiero będę mieć.

** ** ** ** ** ** ** **

Montana – część XII

Montana – część XIV

 

Podziel się:
35 polubień
4076 Views

Poczytaj więcej

35 komentarzy

  • Anna ValettaMaj 12, 2016 at 10:27 pm

    Fragment krótszy niż powinien być, ale kolejna część wymaga .. miejsca.
    Mogłam albo przeciągnąć publikację, albo dać chociaż tyle.
    Mam nadzieję, że to była dobra decyzja

    Odpowiedz
    • XMaj 13, 2016 at 6:18 am

      Nareszcie! I krótko. Ale poprzednio tez tak było. Krótko a potem dluuuuuuuugi kawałek.

      Odpowiedz
  • DorotaMaj 13, 2016 at 7:08 am

    Jest wspanialy juz nie moglam sie doczekac :*

    Odpowiedz
  • anonimowyMaj 13, 2016 at 10:20 am

    Wciąga. Z niecierpliwością czekam na kolejny odcinek

    Odpowiedz
    • Anna ValettaMaj 13, 2016 at 7:59 pm

      Dobrze, że Was też wciąga. Mnie Montana po prostu wchłonęla

      Odpowiedz
  • EwaMaj 13, 2016 at 5:38 pm

    Super. 🙂 Czekamy na więcej. 🙂

    Odpowiedz
    • Anna ValettaMaj 13, 2016 at 8:01 pm

      Dziękuję.
      Co prawda znieczulenie przestaje działać, więc nie wiem na ile dzisiaj uda mi się zrealizować plan, ale zrobię co w mojej mocy
      Tak na marginesie dzisiejsze doświadczenia na pewno wykorzystam w tekście – nie pozwolę by się coś takiego zmarnowało 😀

      PS. szkoda, że mi nikt nie zrobił zdjęcia kiedy ociekałam krwią. Albo chociaż żeby to Halloween było. A tak .. marnotrawstwo w czystej postaci 😀

      Odpowiedz
      • EwaMaj 14, 2016 at 2:30 pm

        Haha. 😀 Spokojnie, zaczekamy. 🙂 Liczy się jakość, nie ilość. 🙂 A jakość Twoich opowiadań jest bez zarzutów. 🙂

        Odpowiedz
        • Anna ValettaMaj 14, 2016 at 7:40 pm

          Dziękuję … teraz z dumy aż mnie uniosło .. dobrze, że sufit mam na głową 🙂

          Odpowiedz
      • anionimekMaj 14, 2016 at 6:01 pm

        Było by w sam raz na nagłówek, Pogromca Wampirzycy II.

        Odpowiedz
        • Anna ValettaMaj 14, 2016 at 7:23 pm

          Szczerze mówiąc mi do Wampirzycy pasuje … i tak nie wiem czy tym samym Wampirzyca nie wróci na wokandę
          Ale znowu zęby? Jeszcze ktoś pomyśli, że dentystką jestem.:D

          Odpowiedz
  • GosiaMaj 14, 2016 at 6:26 pm

    Coraz bardziej mi się podoba. I wciąga tak, że każdy kawałek dosłownie pochłaniam 🙂

    Odpowiedz
    • Anna ValettaMaj 14, 2016 at 7:24 pm

      A ja coraz bardziej się cieszę.
      Lubię, kiedy teksty sprawiają, że gdy je czytacie to świat na chwilę się zatrzymuje

      Odpowiedz
      • GosiaMaj 14, 2016 at 8:05 pm

        Żebyś wiedziała że się zarzymuje :). Wcale tego nie ukrywam :).

        Odpowiedz
        • Anna ValettaMaj 14, 2016 at 8:55 pm

          Ekspert powiedział, że zdanie (teksty … zatrzymuje się świat) jest koślawe, ale co ta, 😀
          Emocje górą

          Odpowiedz
          • panikaraMaj 15, 2016 at 12:19 am

            Aniu, zmartwilam sie gdu napisalas , ze maszz problemy ze zdrowiem i czeka cie operacja. Czy juz wszystko w porzadku? Czy to cos powaxnego? Pozdrawiam i zdrowka zycze.

          • Anna ValettaMaj 15, 2016 at 12:49 pm

            Żyję. Dziękuję. Goi się już powoli 🙂

  • anonimekMaj 22, 2016 at 6:28 pm

    Mamy nadzieje, że wszystko w porządku.

    Odpowiedz
  • :)Maj 28, 2016 at 2:36 pm

    Wszyscy na pewno czekamy z niecierpliwością na kolejne fragmenty, kiedy możemy się ich spodziewać?

    Odpowiedz
  • Ile.Znasz. Sposobow.Zabijania.Maj 28, 2016 at 6:40 pm

    Oooo, jak ja chcę wiedzieć co się w jego głowie wtedy działo 🙂 „Ręka na wejściu” jest przerażająca. Bardziej podsyca w mojej głowie obraz pana szeryfa – cynicznego psychola heh

    Odpowiedz
    • Anna ValettaMaj 28, 2016 at 7:19 pm

      Obawiam się, że poczujesz się postacią szeryfa w pełni usatysfakcjonowana 😀
      Gorzej jak to przyjmą inne czytelniczki .. no ale … prawo autora by kreował świat po swojemu.

      Odpowiedz
  • ZakochanaMaj 28, 2016 at 10:13 pm

    Uwielbiam to opowiadanie, masz dar pisania! A Szeryf mmm taki męski :p Od kilku dni non-stop wchodzę tu z nadzieją, że spotkam nową część, już nie mogę się doczekać! 🙂 Pozdrawiam! 😉

    Odpowiedz
  • KlaudiaLipiec 23, 2016 at 10:30 am

    Czekamy z utęsknieniem 🙂

    Odpowiedz
    • Anna ValettaSierpień 2, 2016 at 10:44 am

      Ja też tęsknię do Was, bloga i tekstów.
      Jeszcze chwilka.. dziękuję

      Odpowiedz
  • akLipiec 23, 2016 at 11:45 am

    Stęskniłam się. Dobrze, że wracasz.

    Odpowiedz
  • Patrycja CzubakListopad 1, 2016 at 9:47 pm

    Świetne, powinnaś wydać książkę, chętnie bym przeczytała 🙂

    Odpowiedz

Zostaw komentarz

Please enter your name. Please enter an valid email address. Please enter message.