Jechałam samochodem.
Powoli, nie zbliżając się nawet do obowiązującego ograniczenia prędkości. Może dlatego nie zaniepokoił mnie majaczący w oddali patrol policji. Założyłam, że zatrzymują tylko szalejących za kółkiem wariatów. 
Okazało się, że jednak nie.
Stojąca wcześniej na poboczu policjantka nie tylko machnęła dłonią, ale jeszcze wyszła na drogę. Nie mogłam mieć wątpliwości, że chodzi o mnie i pełna obaw zjechałam na pobocze. Po pierwsze nie do końca wiedziałam czego ode mnie chcą. Po drugie uświadomiłam sobie, że nie mam przy sobie żadnych dokumentów.
Nie czekając na polecenie mundurowych, owinęłam się tylko mocniej kołdrą i zaczęłam gramolić z samochodu. Wtedy pomyślałam, że może zatrzymali mnie właśnie z powodu tej kołdry, bo kto normalny jeździ owinięty pierzyną – po czym runęłam jak długa na ziemię i w tym momencie się obudziłam.

Kompletnie nie ogarniałam tego co się dzieje. Kręciło mi się w głowie i jedyna rzecz, która była znajoma to nadal kurczowo ściskana kołdra.
Może właśnie to ostatnie wprowadziło najwięcej zamieszania? Jeden z sennych rekwizytów przeniósł się do rzeczywistości i mój umysł trochę się na tym zablokował. Zdezorientowana chciałam wstać, ale z jękiem wróciłam do poprzednio zajmowanej pozycji. Ból nie do zniesienia, zupełnie jakby ktoś mnie nieźle poobijał.
Ale jak? Kto? Kiedy?!

Mgła która opanowała mój umysł została przecięta jak nożem dwoma dźwiękami.
Szum wody i pogwizdywanie?
Mężczyzna?
Mallroy!!!

Boże!
Nagle nie tylko wszystko wróciło, ale ostatnie wydarzenia pokazały się ze zdwojoną mocą. 
Abstrakcyjna aukcja, wyjazd z Callahanem, Josh i jego samotnia. Zdjęcia i ubrania byłej żony przechowywane z niesamowitą wręcz pieczołowitością.
I to co najgorsze – ja i on wczoraj. A raczej to co ja na nim wymusiłam.

Sama nie wiem skąd i dlaczego takie myśli się pojawiły, ale nie mogłam odmówić im logiki. 
Tak na dobrą sprawę to było jedyne wyjaśnienie tego co się działo.
Mimo tego co zrobiła była żona, nadal ją kochał i nie potrafił się pozbyć tego co mu po niej zostało.
Zjawiłam się ja, kompletnie rujnując jego spokojny świat. Kropką nad i była spektakularna licytacja.

Obserwujący ją ludzie zbyt byli zainteresowani mną i Joshem zamiast mną i Callahanem.
Dlaczego? 
Przecież to nie miało sensu.
O wiele bardziej powinien ich interesować DJ, a nie szeryf.
Potem ta dzika awantura, którą wywołał w samolocie po moim powrocie z randki. Może nie byłam zbyt przytomna, ale dobrze zapamiętałam rozwaloną twarz Dextera.
A jeszcze jego reakcja, gdy się do mnie w końcu dokopał.
Był wściekły.
Bo zakłóciłam mu spokój i wcisnęłam nos w miejsce, w którym nie miał ochoty mnie widzieć. A trafiłam tu tylko dlatego, że tak narozrabiałam z tą spektakularną aukcją, iż musiał najpierw przyciszyć zamieszanie. 
Jedynym sposobem było jak widać całkowite odizolowanie mnie od ludzi.
Emocje mu dokopały i pewnie miał do wyboru – albo mnie zatłuc albo pocałować. Inaczej bym się chyba nie zamknęła.
A potem go zaćmiło i przesadził.
 Tylko, że się opanował.
Ale ja nie.
Ja musiałam postawić na swoim. Zachciało mi się amorów w nocy, gdy był bezbronny. I tak na początku nie współpracował. Pewnie uważał, że zrezygnuję widząc całkowity brak reakcji z jego strony. A natura to natura. 
Zgwałcić faceta też można.

Pojawiła się jeszcze jedna myśl.
A jeśli on śnił wtedy o swojej żonie? I weszłam mu w ten sen?
 I był przekonany, że to ona, a potem było już za późno by się wycofał?
A co jeśli żona zdradziła go właśnie z Dexterem?!

Boże, co ja narobiłam!

Gwałtownie usiadłam i aż się zachłysnęłam.Do nieznośnego bólu całego ciała dołączyło koszmarne uczucie duszenia, zupełnie jakby ktoś zaciskał obręcz wokół klatki piersiowej tym samym skutecznie odbierając dostęp do tlenu.

Byłam tak przerażona, że gdy otworzyły się drzwi łazienki, byłam w stanie zrobić tylko jedno.
– Przepraszam. – Aż dziw, że z zaciśniętego gardła udało mi się wydobyć w miarę ludzki dźwięk.

Szeryf wyglądał zwyczajnie. Strasznie głupie określenie, ale właśnie tak było. Ubrany, ale mokre włosy sygnalizowały, że jednak brał prysznic. Wilgotne kosmyk dotykały koszuli …
– Cholera! Przestań! – W myślach uderzyłam się w twarz. – Oprzytomnij!

To nie był już problem z rozładowanym akumulatorem czy łosiem. Naprawdę kogoś skrzywdziłam.
Josh. Cholera! Josh wyglądał normalnie!
Nie był wściekły, zdenerwowany czy spięty. Tak naprawdę to miał najbardziej nijaki wyraz twarzy jaki mógłby mieć mężczyzna po czymkolwiek.
I chyba to było najgorsze.
Wolałabym zmierzyć się z emocjami. Gniew, frustracja, a nawet dzikie samcze zadowolenie byłyby lepsze niż całkowita obojętność.

Zamarłam, gdy podszedł do szafy, ale nie sięgnął po ubrania Lisy. Tuż obok mnie wylądowała jego własna, flanelowa koszula.
Tylko przed wyjściem z sypialni rzucił w moją stronę:
– Masz czyste ubranie. Nie jechałem do ciebie, więc to na razie musi wystarczyć. Umyj się, a ja zrobię dla nas śniadanie. Musimy porozmawiać.

„Musimy porozmawiać” zadziałało. Poderwałam się na równe nogi i ledwo zdążyłam dobiec do muszli.
Złe emocje, nerwy i tłumiony od dawna stres – to wszystko musiało znaleźć ujście. Jak zwykle mój organizm podszedł do tego zbyt dosłownie i dopiero po dłuższej chwili przestałam mieć odruch wymiotny, a żołądek odpuścił.
Bardzo długi prysznic pomógł. Puszczana na przemian gorąca i zimna woda zdziałała cuda i przestałam wyglądać jak siedem nieszczęść.
Zęby umyte, włosy rozczesane, koszula ubrana. Nie było już jak odwlec tego czego tak się obawiałam.
– Rusz tyłek tchórzu. – Otworzyłam drzwi łazienki i zwątpiłam.

Coś się zmieniło, ale nie umiałam doprecyzować co. 
Łóżko było zostało zasłane. Musiał to zrobić, gdy brałam prysznic. Ale to nadal nie było to. Silne uczucie, że coś jest bardzo nie tak nie pozwoliło mi bym odpuściła.
Przebiegłam spojrzeniem po ścianach, podłodze i wzrok zatrzymał się na komodzie. 
Pusta. Wcześniej stała tu fotografia Lisy.
O co tu chodzi?

Nie umiem tego wytłumaczyć, ale podeszłam do szafy. Teraz wisiały w niej tylko rzeczy Mallroy’a natomiast cała część zajęta jeszcze przed chwilą przez ubrania jego żony była pusta. Jej szuflada w komodzie też została opróżniona.
Zabrał jej rzeczy?
Teraz?

Zastałam go w saloniku przy pakowaniu kolejnych przedmiotów, a stojące przy drzwiach wypchane już worki na śmieci jasno wskazywały, że porządek nie jest powierzchowny.
– Dlaczego? – Znowu nie wytrzymałam. Wściekłość za całkowity brak kontroli nad emocjami została błyskawicznie ugaszona przez jego spojrzenie, a potem słowa.
– Idź do kuchni. Zaraz skończę i wtedy porozmawiamy. – Chwilowo wyczerpałam pokłady posiadanej odwagi i posłusznie ruszyłam tam gdzie mi kazał.
Ciekawe czy skazany, który jest pewien, że usłyszy wyrok śmierci też się tak czuje. Przestaje się liczyć co usłyszy, a ważne jest tylko by to wszystko się jak najszybciej skończyło?

Nie byłam jednak w stanie nic przełknąć. Nalałam sobie tylko odrobinę kawy i siedziałam przy stole, wpatrując w stojące na stole produkty.
Tosty, miód, jajecznica? Mleko?
Kiedy on do cholery to zrobił i skąd to wziął? Ale przede wszystkim dlaczego?

– Jak dziecko. – Drgnęłam.
Po pierwsze kompletnie nie usłyszałam, kiedy przyszedł. A po drugie w jego głosie zabrzmiała dziwna nuta.
Czułość?
Pierniczenie! Wydawało mi się. A może w ogóle tego nie powiedział.
Zacisnęłam usta i w milczeniu obserwowałam jak polewa tost odrobiną miodu i kładzie na moim talerzu.

– Zjedz chociaż odrobinę. Jak będziesz mieć ochotę na więcej to sobie nałożysz, zgoda? Ale musisz chociaż trochę zjeść. – Po czym zainteresował sam zainteresował się jajecznicą.
 Drażnienie go było ostatnią rzeczą, na którą miałam ochotę i co prawda z niechęcią, ale jednak sięgnęłam po przygotowany dla mnie kawałek pieczywa. A chwilę później po postawioną mi tuż przed nosem szklanką mleka.
– Widzisz? Jednak tego ci było trzeba. – Słowa okraszone łagodnym uśmiechem sprawiły, że tylko cudem się nie zakrztusiłam.

Pytanie zadałam dopiero gdy skończył jeść.
– Co się stało? – Łyk kawy i Josh był gotów udzielić odpowiedzi. Prawie.
– Ale gdzie konkretniej? – Rzeczywiście. Ilość rzeczy, które obejmowało moje pytanie była ogromna.
– Zbierz się do kupy i zacznij ogarniać świat! – Miałam tylko nadzieję, że ta żarliwa dyskusja którą toczyłam w myślach sama ze sobą nie znajduje odbicia w mimice twarzy. W obliczu tych wszystkich katastrof musiałam najpierw dowiedzieć się jednej rzeczy.

– Dlaczego spakowałeś zdjęcia i rzeczy żony? – Wyglądało na to, że pozbył się wszystkiego. Ilość worków przy drzwiach wyjściowych była imponująca, a nawet z kuchni widziałam, że obok stoi też fotel i zwinięty dywan.
– Nie jest mi to już potrzebne. Co jeszcze? – Niby nie powiedział tego złośliwie, ale nie zdołał ukryć lekkiego uśmieszku. Wyglądało na to, że sukinsyn dobrze się bawi.

– Co z aukcją? Chodzi mi o reakcje ludzi. Dużo zamieszania? – To był drażliwy temat. Nie najdrażliwszy, ale mimo wszystko.

– Załagodzone. – Nie zdołałam opanować zdumienia. – DJ puścił wieści, że chciał dać duży datek na tegoroczną zbiórkę, a ponieważ ma charakter jaki ma, to stwierdził, że zrobi wszystkim dowcip. Może ciężki i kompletnie nie na miejscu, ale nie da się ukryć że bardzo w jego stylu. Sfingował własną licytację pozwalając byś obstawiała jego własne pieniądze. W spisu uczestniczyłaś, bo całym sercem wspierasz lokalną społeczność, a pomoc jaką zadeklarował ten kretyn połączona z jego szczodrością ujęła cię za serce. Ludzie cie lubią, wiesz? – Nie wierzyłam własnym uszom, że takie słowa wychodzą z jego słów. – I to bardzo.

Odstawiłam chwilowo na bok to co czułam, a skupiłam się na konkretach. To było tak kretyńskie wyjaśnienie, że rzeczywiście można było uwierzyć w taki przebieg zdarzeń.
– I co? Wszyscy to łyknęli? – Mallroy znowu poczęstował się kawą i dziwnie łagodnie odpowiedział.
– Tak, bo w spisku brałem udział też ja. Przyklasnąłem idei i stwierdziłem, że raz się żyje. Postanowiliśmy rozgrzać trochę atmosferę i rozruszać towarzystwo. Przyznasz, że nam się udało, nieprawdaż?

Owszem. Spektakl, który oficjalnie zafundowaliśmy przebił wszystko co mieszkańcy przeżyli dotąd i co pewnie ich spotka przez najbliższe 100 lat.
Jedno w tym wszystkim nie dawało mi spokoju.
– Co z twarzą Callahana? – Szczery uśmiech rozświetlił twarz Mallroy’a. Oniemiałam. Pierwszy raz widziałam takiego szeryfa. Groźny drapieżnik zamienił się w rozpromienionego człowieka. Ale to były tylko pozory bo potem otworzył usta i czar prysnął:
– Powiedzmy, że to taki bonus. Callahan zgodził się ze mną, że dla dobra sprawy zachowamy to dla siebie.

Wstałam.
Tego było za dużo nawet jak dla mnie.
Musiałam na chwilę wyjść i odetchnąć świeżym powietrzem. Wyglądało na to, że popis głupoty uszedł mi płazem, ale kłopot polegał na tym, że mój drugi największy problem nadal był nierozwiązany.
Gorzej. Znajdował się tuż obok i nie spuszczał ze mnie w tej chwili wzroku.

Nie zważając na to, że jestem w samej koszuli ruszyłam w stronę drzwi.

Nie poszedł za mną i nic dziwnego. W przeciwieństwie do mnie był w stanie logicznie myśleć.
– Ja pierdolę! – Moja przechadzka skończyła się w momencie gdy bosą stopą dotknęłam lodowatego śniegu. Nie zaśmiał się tylko sięgnął po ręcznik.  Usiadłam z powrotem na krześle i osuszając stopę zyskałam chwilę czasu.
Na tyle długą by zrozumieć, że muszę stawić czoło temu co się stało.
Bo tak na dobrą sprawę to wszystko było moją winą. A raczej reakcją na siedzącego obok mnie człowieka.

 

Nie wiem dlaczego, ale wyzwalał ze mnie demony i wydobywał na światło dzienne najgorsze wady i cechy charakteru. Drażniłam go i doprowadzałam do szału, będą jednocześnie oburzoną gdy dał się sprowokować.
Przy nim zamieniałam się w rozwydrzonego, pozbawionego mózgu basztyla, zamiast być uroczą i normalną kobietą.
Czasem trzeba przyznać się do błędu, a nie iść w zaparte i z każdym kolejnym krokiem pogarszać już i tak niewesołą sytuację.

– Josh, możesz mnie wysłuchać? – Podjęłam decyzję i zaczęłam mówić.
Pominęłam moje teorie związane z jego byłą żoną i Dexterem. To nie było istotne.
W tym co chciałam mu przekazać byłam ważna ja. Kobieta, która straciła męża i szukała spokojnego zakątka by móc dalej w miarę normalnie żyć.
I był ważny on – mężczyzna z zasadami, któremu burzyłam spokój.
Rozpędziłam się.
Możliwe, że powiedziałam za dużo, ale nie umiałam inaczej. Przy nim czułam niepokój i coś pchało mnie do tego by burzyć otaczającą go harmonię. Wywołać w nim emocje – czasem bardzo skrajne. I podsycać ogień aż do momentu gdy żywioł wyrwie się spod kontroli.

– Dlatego wyjadę. Dom sprzedam. Wiem, że wiążą się z nim wspomnienia więc jeśli chcesz możesz go przejąć. Nie będę chciała za niego dużo. Wolę, żeby trafił w dobre ręce. Ale chyba tylko tak odzyskamy spokój. Sam widzisz co się dzieje. Teraz nastąpiło tylko chwilowe zawieszenie broni, ale za dwa dni zamkniesz mnie w areszcie bo wkurzysz mnie tak, ze wjadę samochodem na posterunek i zaparkuję w środku. Przecież jesteśmy jak dwie bomby. Do wybuchu dojdzie bardzo szybko, a przy okazji zniszczymy wszystko obok siebie. To naprawdę nie ma sensu.

Wysłuchał wszystkiego co miałam do powiedzenia. Nie przerywał, nie wyglądał na poirytowanego. Po prostu słuchał.
Chyba ktoś nade mną czuwał, bo wydawało się że ten wręcz gargantuiczny chaos został opanowany. Ja się wyniosę, on będzie sobie dalej tu żył, a Bozeman pozostanie w jednym kawałku.

Nie było sensu w tej całej przemowie dotykać jednego tematu – wspólnej nocy.
Wolałabym co prawda to z siebie wyrzucić, ale nic oprócz wzniecenia kolejnego pożaru bym nie zyskała.
To nie miało sensu. Musiałam odpuścić.

Jakaż byłam z siebie dumna. Postąpiłam rozsądnie. Chyba po raz pierwszy od bardzo dawna.
Po czym spojrzałam na szeryfa i zamarłam.

Jego mina wyraźnie wskazywała, że ma trochę inne zdanie.
– Skończyłaś? – Poziom irytacji zaczął mi się znowu podnosić. Że co?

Najgorsze było to, że Josh nie wyglądał na rozzłoszczonego. Nawet odrobinę.
Głos mężczyzny zyskał ciepłe zabarwienie. Zupełnie jakby cierpliwy rodzic, który wysłuchał swoje ukochane aczkolwiek bardzo rozbrykane dziecko, chciał mu teraz pomóc zrozumieć jak bardzo jest w błędzie.
– Bardzo szlachetnie i wydawałoby się rozsądne, ale jest jedna rzecz, której nie wzięłaś pod uwagę. Wczoraj odbyliśmy stosunek. I to nie jeden. – Nie rozumiałam co się dzieje. A potem dotarło do mnie o czym on mówi.
Zmarszczyłam czoło. Jak to nie jeden? Ja pamiętam jeden! Ale te wątpliwości były niczym w zestawieniu z dalszymi słowami mężczyzny.

– Bez zabezpieczenia. Jest szansa, że jesteś w ciąży, a ja nie pozwolę mojemu dziecku wychowywać się bez ojca.

– Co?! – Nie wytrzymałam. Poziom abstrakcji tego co się działo przekroczył wszelkie możliwe normy i w diabły posłałam moje postanowienia, żeby być cicho i nie drażnić jeszcze bardziej drapieżnika.
Josh nie zważając na moją reakcję kontynuował. A ja przestałam być wściekła. Opanowało mnie inne uczucie. Przeraziło mnie nie tylko co, ale i w jaki mówił.
Jego pewny głos nie dopuszczał nawet cienia wątpliwości, że to co mówi będzie zrealizowane dokładnie w zaplanowany przez niego sposób.

– Odczekamy tyle czasu, ile będzie trzeba by się upewnić, czy nie jesteś przy nadziei. – Miałam ochotę dziabnąć się widelcem w dłoń. Byleby tylko się obudzić z tego koszmaru.
– A jeśli…? – Nie byłam w stanie skończyć pytania. Nie musiałam. Żadne z nas nie miało wątpliwości, że paraliżuje mnie wizja właśnie tej opcji.

A potem dostałam siekierą w głowę słysząc odpowiedź.
– Wtedy postąpię tak jak należy. Chyba nie myślałaś, że zostawię na pastwę losu matkę mojego dziecka. Jestem pewien, że stworzymy całkiem udaną rodzinę.

 

 

 

** ** ** ** ** ** ** **

Montana – część XXXII

Montana – część XXX

 

Podziel się:
13 polubień
373 Views

Poczytaj więcej

10 komentarzy

  • KarolaPaździernik 16, 2018 at 3:15 pm

    U la la 😗 teraz będziemy czekać niecierpliwie z szeryfem. Bardzo wciągająca część.

    Odpowiedz
    • Anna ValettaPaździernik 16, 2018 at 3:18 pm

      Głosuj proszę! Nie będzie głosów w ankiecie – będzie Azyl … chyba

      Odpowiedz
  • JulkaPaździernik 16, 2018 at 4:43 pm

    No to się teraz porobiło 😉 namieszało się teraz niesamowicie ech… i jak tu wytrzymać do kolejnej części?! Potrafisz trzymać człowieka w napięciu 😀 ja już swój głos oddałam jakby co 😉

    Odpowiedz
    • Anna ValettaPaździernik 16, 2018 at 10:59 pm

      dziękuję. Samo się skomplikowało. Z ręką na sercu … do głowy by mi nie przyszło takie zakończenie.

      Odpowiedz
  • AgnesPaździernik 16, 2018 at 11:25 pm

    Uzależniasz kobieto. Już nie mogę doczekać się kolejnego fragmentu.

    Odpowiedz
  • Tony PorterPaździernik 18, 2018 at 2:14 pm

    „…odbyliśmy stosunek”?! Szeryfie, no błagam, nie mogłeś tego ciut milej dla ucha określić? Ale podoba mi się, że powiedziałeś, że jest szansa, że Ania jest w ciąży – nie, możliwość, czy zagrożenie, tylko „szansa” – tak, jakbyś chciał mieć z Anią dziecko. I myślę, że chcesz. Widzę to tak – do szeryfa już dotarło, że się zakochał, przestał z tym walczyć, ale będzie udawał, że chodzi mu tylko o potencjalne dziecko – żeby sobie Anna, broń Boże, nie pomyślała, że on ją kocha. Aczkolwiek może jej dawać co nieco do zrozumienia – z jakiegoś powodu wreszcie się rzeczy byłej żony pozbył. Tylko, że te jego wskazówki chyba jeszcze bardziej mieszają Annie w głowie. Nie ma się co dziwić, że trudno jej uwierzyć w czułość, troskliwość i zaangażowanie szeryfa. No cóż, inicjując zbliżenie Anna sama założyła sobie pętlę na szyję:) Teraz, to już szeryf na pewno jej nie odpuści. Bardzo jestem ciekawa jego procesu myślowego, który doprowadził do zaistniałej sytuacji.

    Odpowiedz
  • Anna ValettaPaździernik 18, 2018 at 7:15 pm

    O rany boskie. CO ja mam napisać. Spoilerować nie mogę

    Odpowiedz

Zostaw komentarz

Please enter your name. Please enter an valid email address. Please enter message.