Ukryłam twarz w dłoniach.

Musiałam chociaż na chwilę odizolować się od tego co mnie otaczało i zebrać myśli. Gdyby to powiedział ktokolwiek inny, albo chociaż gdyby Mallroy doprawił to szczyptą swojej zwykłej złośliwości.
Ale nie.
On był śmiertelnie poważny.

Nagle dotarło do mnie, że to co się dzieje wcale nie jest jeszcze najbardziej pokręconym scenariuszem. 
Może być … ja mogę być … a jeśli naprawdę mnie zapłodnił?

Nie miałam prawa zajść w ciążę, nie po tym co mi było.
Przecież nie zaszłam w ciążę z Raoulem, a okazji było o niebo i piekło razem wzięte wiele więcej.
A jeśli jednak?
Jeśli naprawdę będę spodziewać się jego dziecka.
To byłby cud i najdziwniejsze zrządzenie losu jakie mogłoby się kiedykolwiek przytrafić.

– Chyba, że będziesz chciała usunąć. – Głos mężczyzny jak ostrze noża wszedł w moje myśli. Tym razem pojawił się nim dziwny ton.
Nieprzyjemny. Groźny?

Ale to nie miało znaczenia, bo niezależnie od tego czego on by chciał, gdybym spodziewała się dziecka…
– Nigdy. – Nawet te dziwne okoliczności nie zdołały powstrzymać uśmiechu na mojej twarzy. Nic nie poradzę na to, że zobaczyłam małą pyrdę rzygającą po mamusi i rozrabiającą po chyba całym drzewie genealogicznym z obu stron.
Nie wiem, czy świat byłby gotowy na moje dziecko, ale ja na pewno. 

No ale nie przekonam się o tym w ciągu minut.

– To potrwa trochę. Nie dowiemy się już i teraz. Poza tym … – Nie musiałam kończyć. Trochę to było wkurzające, ale mina Josh’a jasno wskazywała, że pomyślał o tym samym.
Test ciążowy można było zrobić dopiero za jakiś czas. 
Jeśli będzie pozytywny to jestem w ciąży i basta. Ale jeśli wynik będzie negatywny to ta ciąża może jest, a może jej nie ma. Na dwoje babka wróżyła.
Lepszy byłby lekarz i testy laboratoryjne.

Był tylko jeden mały problem.
Taki tyci.
Jeśli chcieliśmy zachować dyskrecję, a śmiem twierdzić, że chcieliśmy i to bardzo, to przy takiej koncepcji nie było miejsca na kupowanie testu ciążowego, a już na pewno nie na badania czy wizytę u ginekologa. 
Na pewno nie w Bozeman.
Boże! Jedna noc zapomnienia i takie komplikacje!

Musiałam wyglądać na porządnie spłoszoną, bo trochę odpuścił. W sumie to bardzo odpuścił.
Bałam się, że w jego zamiarach leży trzymanie mnie w tej samotni do rozwiązania, a przynajmniej do momentu gdy się okaże, czy sprowadzę na świat jego potomka czy nie.
Na szczęście nie popadł w podejrzewane przeze mnie skrajności.
– Zamieszanie na tyle przycichło, że mogę cię zawieść z powrotem do domu. – Znowu ten ciepły uśmiech. Nie ogarniałam już tych nagłych skoków w nastrojach szeryfa. – Chyba wolisz być u siebie niż tutaj, prawda?

O tak! O wszystko wolałabym być u siebie.
W tym całym szaleństwie zachowałam odrobinę rozsądku i pozwoliłam, żeby Mallory robił to co sprawiało mu dziką przyjemność, wprawiało go w dobry nastrój i powodowało, że był przychylny całemu światu ze mną włącznie.
Pozwoliłam mu sobą dyrygować.

Tylko potakiwałam głową, gdy podczas pakowania serwował kolejne komunikaty.

 Zawiezie mnie na ranczo.
 Mam z niego nie wychodzić. Gości mogę przyjmować, ale jak najmniej rozmawiać. 
Idealnie gdybym się wymówiła chorobą.
Zarumieniłam się słysząc, że o moich problemach z błędnikiem wie całe miasto, a przynajmniej jego licząca się część.
– Nie wiem czy w stosunku do tego co robiłaś można użyć sformułowania „epickie”, ale podobno to był ciężki kaliber. – Czułam, jak mnie pali twarz. Jaki wstyd. Teraz już nie byłam zarumieniona, moja twarz płonęła. Musiałam być purpurowa jak burak.
Mallroy miał to najwidoczniej gdzieś, bo ciągnął dalej swój wywód.

Będzie mi przywoził zakupy. Dyskretnie!
I przyjeżdżał tak często jak się da. Też dyskretnie.
Tylko po to, żeby się upewnić czy nic się nie dzieje. 

Też mam być dyskretna.
I co najważniejsze. Mam nie kontaktować się z Dexterem.

Nie śmiałam mu przerywać. Monolog dobrze mu wychodził i był w wyśmienitym nastroju, a ostatnia rzecz jakiej potrzebowałam był zły szeryf.
Nie miałabym siły stawić teraz czoła jego zębom.
Gryzła mnie tylko jedna rzecz. A co jeśli nie będę w ciąży? Czy pozwoli mi wyjechać?

Opatulona szczelnie kilkoma warstwami męskich ubrań zostałam przetransportowana do domu. Powoli i z krótkimi przerwami – bym mogła dojść do siebie i dać radę bez sensacji przebyć kolejny etap podróży.
Nie wiem czego się spodziewałam.
Guzik prawda! Myślałam, że chociaż ze mną wejdzie. Sprawdzi czy wszystko w porządku. Cokolwiek.
A tymczasem zostałam odstawiona pod drzwi.
Tylko.
Został w samochodzie i gdy weszłam do domu po prostu odjechał.

Kiedyś musiał nastąpić ten moment, gdy zrobiłam wszystko co było do zrobienia, a co mogłam zrobić po takiej nieobecności.
Nie mogłam nigdzie zadzwonić. 
Tak na dobrą sprawę to wcale też nie miałam ochoty z nikim rozmawiać. W końcu znalazłam się w sypialni – umyta, w rzeczach do spania i zakopałam się w pościeli.
Po czym nastąpiło coś co odwlekałam jak mogłam.
Zostałam sama ze swoimi myślami.
Otaczająca mnie cisza i ciemność sprzyjały niepewności.
Po chwili dołączył do nich strach.

Byłam sama. W każdym znaczeniu tego słowa.
I mogłam liczyć tylko na siebie.
To co mówił Mallroy kotłowało mi się w głowie i przerywało każdą pojawiającą się nić nadziei, że jednak będzie dobrze.
Co prawda szansa na zostanie matką jego dziecka była mikroskopijna, ale … właśnie.
Stałabym się matką jego dziecka. Nikim innym.
A nie, wcześniej inkubatorem dla jego dziecka.

Nie, żeby mi zależało! Z uporem maniaka ignorowałam to dziwne ukłucie w piersiach gdy pomyślałam o Joshu.
Tylko, że nadal czułam ból.

A jeśli nie jestem w ciąży to trzeba będzie uciekać.
Dokładnie tak. Nie się przeprowadzić, ale uciec. 
Przed niepokojem i strachem. Chaosem i niepewnością.
I przed Mallroy’em.
Stop!
 Co się ze mną działo?! Ten apodyktyczny samiec nie może być pierwszym mężczyzną, który po śmierci … – i wtedy zamarłam.

On był pierwszym mężczyzną! Pierwszym, który dotknął mnie po śmierci Raoul’a.
Doprowadził do orgazmu.
O którym nie mogłam przestać myśleć.
O którego dotyku nie mogłam przestać myśleć mimo, iż za każdym razem gdy go widziałam doprowadzał mnie do szału.
Wręcz obsesyjnie chciałam go zranić. I go krzywdziłam jak mogłam.
Dlaczego?

Płacz powinien oczyszczać, prawda? A ja miałam wrażenie, że mnie wciąga pod powierzchnię wody i spycha coraz głębiej.
Po raz pierwszy od bardzo dawna poczułam przeraźliwą samotność. To nie chodziło o bycie samej, ale samotnej.
Utrata męża.
Walka o przetrwanie wśród piranii, które się rzuciły na to co zostawił.
Azyl, który tylko pozornie dał mi schronienie.
I katastrofa za katastrofą, które skutecznie burzyły resztki normalności w moim życiu.
Zapętliłam się w myślach i łzach.

I nagle coś się wdarło w ten krąg. 

Dziwne i uporczywe dzwonienie. Dopiero po chwili ogarnęłam co to za dźwięk.
Ktokolwiek teraz dzwonił, dosłownie spadł mi z nieba. Zmusił bym na chwilę chociaż przestała użalać się nad sobą i skierowała myśli w innym kierunku.
Dźwięk ucichł, by w kilka sekund później rozbrzmieć ponownie. Byłam wdzięczna, że osoba znajdująca się po drugiej stronie kabla nie odłożyła rozmowy na później albo nie zrezygnowała.
Przynajmniej tak było do momentu gdy nie odebrałam połączenia.
– DJ. – Znowu coś się sprzysięgło przeciwko mnie i uparło, żeby mi dokopać. Zalała mnie fala pytań czy wszystko w porządku, co się dzieje, gdzie byłam tak długo.
Nie miałam ani siły, ani ochoty z nim rozmawiać. Nie teraz. Brzmiałam dziwnie, ale nawet patrząc na mnie i to z ręką na sercu można było przysiąc, że jestem koszmarnie przeziębiona.
 Z premedytacją to wykorzystałam.
– Chora jesteś? – Do Dextreta w końcu dotarło, że coś jest nie tak.
– Będzie ok. Po prostu muszę to odchorować i odespać. Wszystko w porządku. Nic nie potrzebuję. Odezwę się. – Po czym nie czekając na reakcję rozmówcy znajdującego się po drugiej stronie kabla, zakończyłam połączenie i byłam przekonana, że mam go tym samym z głowy.
I pewnie dlatego pukanie zabrzmiało jak kanonada.

Byłam w takim stanie, że na subtelności i dyplomację nie było już miejsca.
Potargana i zasmarkana, ale za to wkurzona z rozmachem otworzyłam drzwi.
– Do jasnej cholery mówiłam, że … – Nie skończyłam. To nie był Dexter.

Josh najpierw postawił w kuchni trzymane przez siebie torby po czym cofnął się by zamknąć drzwi. Nie byłam w stanie się ruszyć.
 Odblokowało mnie gdy owionął mnie jego zapach – na pewno jakaś woda, ale zmieszana z … właśnie z nim.

– Ja … – Cholera! Czułam wewnętrzną potrzebę by mu wytłumaczyć co się stało i dlaczego tak zareagowałam. Nie musiałam.
– Dexter dzwonił? – Ale skąd wiedział? A może to było tak oczywiste?
Przytaknęłam. Chwilowo nie ufałam swojemu głosowi.
Nie ufałam sobie. 
Skrzyżowałam ramiona, jakby to mogło w czymkolwiek pomóc i obserwowałam co robi.

Josh był w moim domu. Znowu obok.
Rozpakowujący torby.
Wkładający jedzenie do lodówki.
Podchodzący do mnie. Za każdym razem zadziwiało mnie jak można być tak wielkim i jednocześnie tak zwinnym. Poruszał się płynnie, lekko.
Jego wargi. Układały się co chwilę inaczej. Zupełnie jakby coś mówił.
Chyba rzeczywiście coś mówi. Wyłapałam „Dexter” i „dobrze, że nie rozmawiasz”. Kompletnie wyleciał mi z głowy zakaz szeryfa, ale niespecjalnie się tym przejęłam.

Potrzebowałam teraz jednej rzeczy. Tak bardzo, że po prostu to powiedziałam.

 

** ** ** ** ** ** ** **

Montana – część XXXIII

Montana – część XXXI

Podziel się:
17 polubień
566 Views

Poczytaj więcej

24 komentarze

  • Anna ValettaPaździernik 18, 2018 at 6:22 am

    Trzeba było w końcu zacząć wydobywać Diabła. Przyjemności.

    Odpowiedz
    • Jo WinchesterPaździernik 18, 2018 at 2:30 pm

      Obawiam się, że gdyby Diabeł ożył, szeryf nie miałby z nim najmniejszych szans. Urocze jest to, jak oboje miotają się ze swoimi uczuciami do tej drugiej osoby i mimo wszystko chcą być ze sobą, tylko nie bardzo mają pomysł, jak to zrobić.

      Odpowiedz
  • AgnesPaździernik 18, 2018 at 8:00 am

    Ooooooo. Obstawialam że trupem z szafy jest Ktoś inny a nie Diabeł.

    Odpowiedz
    • Anna ValettaPaździernik 18, 2018 at 6:56 pm

      A kto? Jeśli masz ochotę zweryfikować czy może jednak masz rację, to daj znać. Może być mailowo, może w PW na facebooku 🙂

      Odpowiedz
      • AgnesPaździernik 19, 2018 at 9:15 am

        Za bardzo się boję, że cudem trafiłam i wtedy mój świat runie. Powaga

        Odpowiedz
        • Anna ValettaPaździernik 19, 2018 at 6:33 pm

          Ma być co będzie i nie ma co się martwić na zapas.
          Trochę to skomplikowane co ma być … a zawsze może się zmienić

          Odpowiedz
  • PannaAnnaPaździernik 18, 2018 at 11:24 am

    Podejrzewam że Diabeł czai się tuż za rogiem. A może nawet bliżej. Anna ma chyba pecha. Czy jej pech wyjdzie jej na dobre i będzie szczesliwa? A może to szczęście okaże sie pechowe? Czekamy na ciąg dalszy.

    Odpowiedz
    • Anna ValettaPaździernik 18, 2018 at 6:57 pm

      Tak się wciągnęłam, że siadam dzisiaj. Teoretycznie wiem co się powinno stać, ale czasem los płata figle. Tekst też.

      Odpowiedz
  • JulkaPaździernik 18, 2018 at 2:40 pm

    No w takim momencie przerwać no 🙁 i weź tu wytrzymaj do następnej części

    Odpowiedz
    • Anna ValettaPaździernik 18, 2018 at 6:58 pm

      Kurcze, mam ten sam problem Pada, na nos – właśnie do domu wparowałam, ale chyba usiądę i zacznę pisać dalej.

      Odpowiedz
  • Tony PorterPaździernik 18, 2018 at 3:52 pm

    He, he, no ciekawa jestem bardzo, jak naszej parce wyjdzie z tą dyskrecją. Przecież to Bozeman! 🙂 I mieszka tam Denise. I jej mąż. Tak w sumie, to nie wiadomo, które z nich jest gorsze:) No ale, powodzenia z tymi dyskretnymi przyjazdami szeryfa „tak często jak się da. Tylko po to, żeby się upewnić czy nic się nie dzieje.” He, he, a przy przywożeniu zakupów nie mógłby się upewnić, czy nic się nie dzieje? I niby co miałoby się dziać? A! Wiem co! Dj mógłby przyjść z wizytą:) Ania była rozczarowana, że szeryf odstawił ją pod drzwi niczym paczkę, a ja myślę, że „biedaczek” funkcjonował już na rezerwie samokontroli i trzymania rąk przy sobie, a najchętniej sprawdziłby wytrzymałość łóżka zrobionego przez rywala. I tym samym zwiększył szanse na ujrzenie dwóch kresek na teście ciążowym:)
    Mocno jestem ciekawa odczuć i przemyśleń szeryfa, ale myślę, że konstrukcyjnie dla opowieści lepszy był ciąg dalszy. Konstrukcyjnie i przemyśleniowo co do przemyśleń szeryfa:)

    Odpowiedz
    • Anna ValettaPaździernik 18, 2018 at 7:06 pm

      Noooo! Intuicyję posiadasz zacną. Za dużo się nie pomyliłaś.
      Plany łóżkowe szeryfa pokrzyżowałam niestety ja, a dokładniej to, że ta chwila gdy powinien zacząć dbać o przyrost naturalny nadeszła o drugiej w nocy.

      A co do upewniania się i dyskrecji. Powiem tylko, że prawdziwe Bozeman za wiele się od tego o którym czytanie nie różni. Niby większa mieścina, ale tak naprawdę kichnąć nie można w spokoju. O grubszych akcjach nawet nie wspomnę.

      Odpowiedz
  • MagdaPaździernik 18, 2018 at 6:51 pm

    Jak zawsze przerywasz w takim momencie !!!
    Anna jest trochę dużo bardziej potulna niż wobec Raula, więc czekam aż znów pokaże charakterek.
    Myślę, że Raul wróci. Przecież nie widziała go od momentu zastrzelenia 😏

    Odpowiedz
    • Anna ValettaPaździernik 18, 2018 at 7:14 pm

      Przepraszam, ale tak od zawsze piszę 🙂 Już się nie oduczę.

      Ale Magda? Gdzie napisałam, że Raoula zastrzelili? Ja napisałam, że go zastrzelili? Jemu coś innego zrobiono.
      O żesz!
      możesz mi proszę podesłać link i informację, w której części i czego tak się rąbnęłam?
      Może przez niedopatrzenie czegoś nie zmieniłam

      Odpowiedz
    • bluePaździernik 28, 2018 at 9:54 am

      Takie momenty są najlepsze!!! 🙂

      Odpowiedz
  • Tony PorterPaździernik 19, 2018 at 3:58 pm

    Spokojnie, Aniu, spokojnie 🙂 O strzelaniu nic nie było:
    „Zobaczyłam jego zamknięte oczy. Zakrwawioną koszulę. Ktoś mnie odciągnął nie pozwalając sprawdzić czy oddycha.”

    Odpowiedz
    • Anna ValettaPaździernik 19, 2018 at 6:18 pm

      uffff … rany boskie. Zdenerwowałam się jak nie powiem co. No to żyję i wracam do Azylu 😀

      Odpowiedz
  • DarusiaPaździernik 28, 2018 at 7:59 am

    Czemu w takim momencie przerwalaś?! 🙁 Kiedy następna część??? 😀 Umrę z ciekawości..

    Odpowiedz
  • bluePaździernik 31, 2018 at 8:42 pm

    Oho! Wampirzyca zniknęła !?

    Odpowiedz
    • Anna ValettaPaździernik 31, 2018 at 8:48 pm

      Błagam! Ta cholera mi zniknęła. Zaktualizowałam wpis, dodałam kilka rzeczy i nie mogę tej małpy przywołać do życia. Zaraz mnie szlag trafi.
      Żartobliwie napisałam, że w Halloween dorośli mogą zmierzyć się ze swoimi demonami, ale do diaska bez przesady.
      Jestem na granicy gryzienia!!!!

      Odpowiedz
      • Anna ValettaPaździernik 31, 2018 at 8:50 pm

        jest!!!!!!!! rany boskie ile się zdenerwowałam to moje. Aż mnie głowa rozbolała. Ogarnę tylko zdjęcie bo mnie … irytuje 😀

        Odpowiedz
  • bluePaździernik 31, 2018 at 8:49 pm

    Złośliwość rzeczy martwych!
    Miejmy nadzieje, że martwych 😉

    Odpowiedz
  • EttebListopad 4, 2018 at 6:52 pm

    OMG !
    To w odcinkach ?
    Trzeba by poszukac od poczatku 🙂

    Odpowiedz

Zostaw komentarz

Please enter your name. Please enter an valid email address. Please enter message.