kontynuacja: Montana XXX

 

Spojrzał na nią jeszcze raz i cała złość przeszła mu jak ręką odjął.

Wyglądała jak przerażone dziecko, które za wszelką cenę nie usiłuje tego okazać. Dłonie mocno zaciśnięte na kierownicy – najprawdopodobniej po to by opanować ich drżenie, a tym samym nie pokazać mu jak bardzo się go boi. Pobladła nagle twarz i to spojrzenie. Sam nie rozumiał dlaczego tym razem cicho i spokojnie dodał:
– Tylko porozmawiać.

Nie czekając na jakąkolwiek reakcję wrócił do radiowozu i ruszył w stronę jej domu. Od czasu do czasu zerkał we wsteczne lusterko, upewniając się czy za nim jedzie.
Wlekła się co prawda niemiłosiernie, ale jechała.

I wtedy zaczął się zastanawiać o czym do cholery on ma z nią rozmawiać. Najchętniej wygarnąłby wszystko, ale zaczął wątpić czy to jest dobry pomysł. Pomijając fakt, że nie był pewien czy to cokolwiek da.
Może po prostu oznajmi jej, że nie powinni wchodzić sobie w drogę bo dotychczas dobrze to się nie skończyło i śmie wątpić czy kiedykolwiek nastąpi poprawa?
Lubić się nie muszą, ale tolerować by mogli. Byleby zachowując odpowiednią odległość.

Zdążył nie tylko zaparkować samochód, ale i z niego wysiąść gdy w końcu dotarła na rancho.

W międzyczasie doszedł do wniosku, że należy to załatwić szybko.
Konwersacja w salonie nie uśmiechała mu się też z innych względów. Ta noc gdy z nią był, zbyt blisko – nawet teraz na samą myśl o tej chwili przeszedł go dreszcz. Jeśli miał być konkretny i rzeczowy, nie mógł się z nią znaleźć w tym pomieszczeniu.

Dlatego gdy wjechała do garażu, znalazł się błyskawicznie przy jej samochodzie i jeszcze szybciej otworzył drzwi po stronie siedzenia dla pasażera. Zamierzał usiąść na jego miejscu i zakomunikować to co miał do zakomunikowania.

Otworzył drzwi i od tego momentu jego plany musiały ulec zmianie.

Na podłodze tkwił karton z logo lokalnej destylarni. Odruchowo po niego sięgnął i ledwo opanował stęknięcie. Pudło było pełne.
Chryste, ona zwariowała. Chyba nie zamierzała wypić tego sama? Zabije się.
Postawił paczkę w kuchni i mimo wcześniejszych deklaracji skierował się w stronę salonu. Stał chwilę czekając aż niego dołączy, ale tylko dobiegł go dźwięk krzątania się w kuchni. Rozpakowywanie kartonu, dźwięk butelek, jakieś szeleszczenie.

Poczuł się dziwnie.
Poczuł się jak w domu.
Zupełnie jakby wrócił po męczącym dniu w pracy, a w domu czekała na niego normalność. Kochająca kobieca, pragnąca by jej mężczyzna nabrał sił i odpoczął, z dala od trosk i problemów.

Otrząsnął się.
Nie czas i miejsce na takie myśli. Już nie, a zwłaszcza w tym miejscu, które tak boleśnie mu przypominało, że kochając kobietę tym samym pozwalasz jej zranić się najmocniej.
Ale nie potrafił stać bezczynnie. Nawet nie wiedział kiedy w jego dłoniach znalazły się polana leżące obok kominka.
To była chwila – ułożenie szczap w stos, trochę podpałki i już po chwili do towarzyszących mu odgłosów dołączył jeszcze jeden.
Dźwięk palącego się drewna. Usiadł naprzeciwko hipnotyzujących płomieni i myślami wrócił do ostatnich zakupów Anny.

Po co jej tyle alkoholu? Będzie kogoś gościć? Kobiety nie piją whiskey. A już na pewno nie same. A więc mężczyzna.
Kogo tu zna bliżej?
On odpadał. Nie miał złudzeń i doskonale wiedział, że jest ostatnią osobą którą by tu widziała.
George’a też wyeliminował. Za stary. Poza tym po co jej George?
I wtedy go olśniło.
Dexter!
Poczuł świeżą krew i rozpoczął polowanie. W końcu jakaś odmiana po studentkach stanowego uniwersytetu przyda się każdemu.
A ta zwierzyna jak widać okazała się chętna. Może zbyt chętna, skoro myśliwego trzeba zwabiać takimi dodatkami?

Sam już nie wiedział co czuje.
Z jednej strony powinien być zadowolony z takiego obrotu sprawy. W końcu tego chciał, prawda?
Żeby stąd wyjechała. Romans z DJ to gwarantował.
Tylko dlaczego tak go to zaczęło wkurzać?

Tylko cudem nie drgnął gdy postawiła przed nim szklankę.
– Ja nic nie zrobiłam. – Już w momencie gdy to mówiła poczuł od niej alkohol. Czyżby już się poczęstowała? Tak szybko?

Ale porządnie nim wstrząsnęło dopiero gdy wypiła duszkiem zawartość swojej szklanki. Wtedy nie wytrzymał.

 

Początek był mocny:
– Jesteś najbardziej wredną babą, jaką ostatnio spotkałem. – A potem już było tylko gorzej. Nie przebierał w słowach, ale z drugiej strony nie dało się inaczej powiedzieć co myśli na jej temat. I co powinna zrobić.

Nie reagowała na jego słowa.
Najpierw był przekonany, że ją zaskoczył, ale po chwili zaczął podejrzewać, że go po prostu ignoruje.
Wtedy usłyszał:
– Ja nie jestem twoją żoną. – I wszystkie jego postanowienia, by sprawę w postaci Anny rozwiązać jednak jak najłagodniej trafił szlag.
Na jej twarz nałożył się cień jego byłej żony i diabli go wzięli. Odwrócił się gwałtownie, mając w głowie tylko jedną myśl. Sprawi jej takie lanie, że nie zapomni go do końca życia.

Złapał ją za ramię, żeby mu nie uciekła.
Tylko, że znowu w swoich planach nie uwzględnił tego, że trafił na nieobliczalną wariatka.
Mimo bólu próbowała się wyrwać, a on mógł tylko zacieśniać uchwyt – nie zamierzał jej puścić.

Przy którejś z kolej próbie wyrwania się, szarpnęła tak mocno, że pociągnęła go za sobą.
Nadal walczyli, ale coś się zmieniło.
Teraz, gdy znalazła się pod nim czuł ją wyraźnie – każde drgnięcie, każde napięcie mięśni.

I może umysł się buntował przeciwko takiej bliskości z tą kobietą, ale ciało zareagowało natychmiast i wbrew jego woli.

A potem chyba samo piekło postanowiło przerwać to co się działo
– Kurwa! – Krzyknął, gdy gorący podmuch dosięgnął jego pleców. Natychmiast domyślił się co się stało. Jakimś cudem któreś z nich musiało kopnąć w butelkę z alkoholem i ta wylądowała w kominku.

Diabli nadali!
Zerwał się jak oparzony i pobiegł do kotłowni. Liczył na to, że Anna nie zrobiła jeszcze generalnych porządków i się nie zawiódł.
Po chwili, przy pomocy gaśnicy, stłumił szalejący w kominku i wokół niego pożar, wyłączył wyjący alarm, wybrał numer telefonu i nie czekając na połączenie kazał jej zadzwonić i odwołać alarm.
Ostatnie czego tu potrzebował to stado napchanych testosteronem strażaków – gotowych do niesienia pomocy, tym chętniej, że wiedzieli kogo by im przyszło ratować.

A tu niespodzianka. Zobaczyliby szeryfa, Annę – oboje trochę sfatygowanych, potem odkryliby przyczynę pożaru i tym samym wnioski, które musieliby wysunąć zamieniłyby jego życie w piekło.
Nikt by już nie uwierzył, że to co oznajmia wszystkim George nie jest prawdą.
Śmiał twierdzić, że faceci w tym mieście byli większymi plotkarzami od kobiet, a z tego co by tu zastali tak łatwo by się nie wywinął. Chyba w ogóle by się nie wywinął.

Jedno spojrzenie na Annę i wiedział, że tylko jedno może spowodować, że nie wpadnie mu zaraz w histerię. Na szczęście kupiła więcej butelek. Bez słowa przyjęła szklankę wypełnioną złocistym trunkiem.
Grzeczna dziewczynka, aczkolwiek trochę przerażało go tempo w jakim pochłaniała alkohol.
Znowu wypiła duszkiem całą porcję.
A może i dobrze, łatwiej przyjmie to co zamierzał jej powiedzieć.

Tym razem nie był już tak głupi i nie usiadł obok niej, ale stanął w bezpiecznej odległości.
Jego słowa miały jednak ten sam cel – zranić ją jak najbardziej.
Nie bawił się subtelności, a w krótki monolog upakował wszystko: od żałosnych prób uwiedzenia, przez jego opinię na temat jej bezmyślności i prawdziwego charakteru, na pijaństwie kończąc.

A potem popełnił błąd i na nią spojrzał. Wyglądała tak samo bezradnie jak wtedy gdy ją zatrzymał na środku drogi i wtedy się zawahał. W pierwszym odruchu chciał do niej podejść i objąć. Uspokoić, że nic się nie stało, że on krzyczy bo wzbudza w nim takie same emocje jak była żona. A ona go zdradziła, przyrzekała, że go będzie kochać, a jednak go zdradziła.
Opamiętał się, gdy zrobił krok w jej stronę.

Stop! Musi pamiętać jaka z niej podstępna żmija. Inaczej nie byłaby żoną tego bandyty.
Zły ciągnie do złego, a Lazcanso był potworem w ludzkiej skórze. Nigdy nie ożeniłby się z aniołem, ale tylko z kimś podobnym do niego.

Powiedział już wszystko co miała usłyszeć. Nawet się nie pożegnał tylko wyszedł bez słowa, zatrzaskując za sobą drzwi. Takie suki są silne, poradzi sobie.
Wracał do Bozeman i powinien poczuć ulgę. W końcu dowiedziała się co o niej myśli i może wreszcie dotrze do tej durnej baby, że inni poznali się na niej i widzą jej prawdziwe oblicze. Ale nie, był wściekły, z każdą milą coraz bardziej i to na siebie. Tylko dlaczego?

Zastosował starą metodę by zapomnieć. Praca, praca i jeszcze raz praca.
Jeśli ktokolwiek pomyślał wcześniej, że jest nie do zniesienia to teraz pluł sobie w brodę.
Było jeszcze gorzej.
I nic dziwnego. Kiedy był przekonany, że nic nie jest w stanie wkurzyć go bardziej jakaś życzliwa dusza przekazywała mu nowinki, które tylko podsycały płonący w nim ogień.

Pierwsza była Margaret – cudowna w swojej niewiedzy, która słuchającej ją z przejęciem grupie policjantów przekazywała najnowsze wieści z wypadku w domu Anny. I wszystko było w porządku dopóki nie wspomniała od kogo o tym wie. Dexter mianowicie wpadł do dziadka i zdał mu relację. A skąd Dexter o tym wiedział? Anna zadzwoniła do niego z prośbą o pomoc w remoncie.
Dla szeryfa było to jak dźgnięcie rozpalonym żelastwem w tyłek.

– Co do cholery? – Na dźwięk jego głosu podskoczyli wszyscy z Margaret włącznie. – Może kawę wam jeszcze powinienem przynieść. Nie macie co robić? – Po sekundzie nie widział już nikogo. Rozpierzchli się w popłochu. Diabli wiedzą gdzie ich poniosło, najważniejsze że zniknęli mu z oczu.

Potem odwiedził Alice. Musiał bo zepsuł mu się ekspres do kawy. Naprawiał go już tyle razy, że stwierdził iż kolejna awaria będzie ostatnią.  Słowo się rzekło, miał zamówić nowy – wybrany o wiele wcześniej, tylko nie przewidział jednego.
– O! Anna wybrała taki sam. Podobno najlepszy. Masz szczęście, bo … – Nawet nie usiadł. Odwrócił się i wyszedł ze sklepu, zostawiając Alice z otwartymi ustami. Bez ulubionej porannej kawy, cały czas ze świadomością kto go tego pozbawił, zamienił się w maszynę.

Gdy miał patrol był bezlitosny. Dawno nie wystawił tylu mandatów.
Na komendzie ludzie unikali go jak ognia.
Raz, gdy nie domknął drzwi od gabinetu doszedł go szept Jacka.
– Meg, Robocop jest u siebie?
Takiego przezwiska jeszcze nie miał. Trudno. Przetrzymali jego załamanie, gdy odkrył zdradę Lisy, to dadzą radę i teraz. Dużej różnicy nie było – do obecnego stanu też doprowadziła go kobieta, aczkolwiek z innych powodów.
Wrócił do pracy.
I gdy już myślał, że odzyskuje panowanie nad swoim życiem, zadzwoniła Denise.

Musiała powtórzyć kilka razy o co chodzi. Najpierw myślał, że jest pijana. Potem, że jej odbiło. W końcu dotarło do niego, że skoro mówi o Annie to jednak to co słyszy jest prawdą i nie ma w tym ani odrobiny kłamstwa, a już na pewno przesady.
Zwłaszcza, że Anna prosząc o pomoc błagała, by nie informować o niczym policji. Czyli jego.

Uspokoił Denise, że tak duże zwierzę łatwo się do środka nie dostanie i skoro Anna zamknęła się w sypialni na piętrze to jest tam bezpieczna.
Ale gdy jechał to przypomniało mu się to co poprzednio u niej zastał. Nigdy wcześniej nie widział, by łoś tak wyłamał drzwi do domu. A tej kobiecie jakoś to się zdarzyło.

I wtedy przestał być taki pewien, że nic się nie stanie.
Dodając gazu tylko pomyślał, że do szczęścia brakuje mu jeszcze zatrzymanie za przekroczenie prędkości. Cała komenda miałaby używanie.
Na szczęście nikogo nie spotkał.

Gdy zatrzymał się przy drzwiach, serce miał już w gardle. Nie jechał długo, ale ilość obrazów, które pojawiły się jego głowie, przyspieszyła bicie serca.
A jeśli to jest to samo bydlę, które tak usilnie próbowało dostać się wcześniej do domu? Z jakichś względów mu się spodobało i będzie kontynuował osobliwą rozrywkę?

Śnieg przed domem wyglądał tak jakby tańcowało to całe stado, a nie jedna sztuka.
Cholera, tona nie żartowała z tym łosiem. I to nie że sobie stanął i tkwił, ale to bydlę zrobiło całkiem konkretny rekonesans.

Załomotał w drzwi.
Cisza.

Już miał obiec dom by sprawdzić, czy zwierzak przypadkiem nie znalazł innej drogi, by wedrzeć się do środka, gdy dobiegł go tupot i stanął twarzą w twarz z powodem swoich kłopotów.
Zaskoczyła go ulga, którą poczuł na jej widok. Ona w pierwszej sekundzie też była radosna.

A potem dotarło do niej kogo widzi i jej przeszło.
Chyba zrobiłby coś głupiego, ale na szczęście Anna cofnęła się z pochmurnym wyrazem twarzy i objęła ramionami.
Zamknęła się na niego.
Cholera z nią.

Przemknęło mu przez myśl, że chyba by wolała zobaczyć łosia, ale nie przejął się jej reakcją. Może nie do końca. Wkurzył się. Przybył jej na pomoc, a ta baba, zamiast okazać wdzięczność jest naburmuszona i nadęta.

– Denise zadzwoniła. – Ale odkrywcze. A niby od kogo miał się dowiedzieć, że coś jej grozi. – Rzeczywiście krążył tu łoś. – Zamknij się Mallroy. Kolejne zdanie głupsze od poprzedniego. Na szczęście chyba do niej nie dotarło jakiego z siebie kretyna robi.

Za to jej pełna oburzenia reakcja gdy oznajmił, że te zwierzęta nie pchają się do domów, a nie – powiedział, że normalnie zwierzęta nie pchają się do normalnych domów – rozbroiła go tak, że się nie opanował.
Nie wytrzymał i zaczął się śmiać. Tak jak nie śmiał się od dawna.
Szczerze i nie do opanowania.
Wkurzyła się, ale zamiast się uspokoić tylko uwolniła kolejną falę rozbawienia.

Nie wiadomo jak by się to skończyło gdyby nie jego informatorka.
Denis zjawiła się z małżonkiem mając za misję uratować Annę.
Nie musiał nic mówić, ani tym bardziej pomagać, kobieta poradziła sobie doskonale sama.

 

Zabrała rzeczy potrzebne na kilka dni, zapakowała Annę do samochodu, a jemu oznajmiła:
– Ogarnij ten kurnik! – Po czym odjechali zostawiając go samego.

Cofnął się, by zatrzasnąć drzwi i tym samym zostawić ten kurnik, ale coś go powstrzymało przed natychmiastowym odjazdem.
Jakie coś.
Mógł w końcu na spokojnie obejrzeć dom swoich byłych teściów, a obecne schronienie tej wiedźmy.

Pierwsze co go uderzyło po wejściu do środka to smród tak charakterystyczny dla pogorzeliska. Kominek, podłoga i ściany wydawały cały czas okropny zapach. Ogień i proszek z gaśnicy zrobiły swoje.
– Do skucia. – Mruknął pod nosem i ruszył po schodach na piętro, prosto do jej sypialni.

Gdy był na zewnątrz nie widział za wiele. Za dnia dom chronił swoje wnętrze, a po zmroku zaciągała zasłony zanim zapaliła światło.
Myślał, że ma już w pełni urządzoną sypialnię, a tu się okazało, że jednak nie. Powiedziałby, że warunki miała wręcz spartańskie, zupełnie nie pasujące do takiej damulki i bogaczki jaką była. Gdyby ktoś mu pokazał ten pokój, dałby sobie rękę uciąć, że nie należy do niej.
Przecież wprowadziła się już dawno temu. Nie stać jej na meble?

Rozważania przerwał gdy spojrzał uważniej na leżący pośrodku pomieszczenia materac.
Leżący bezpośrednio na podłodze, z lekko pogniecioną pościelą.
Spała tu.
Całkiem niedawno, bo jeszcze był poranek. Pewnie zerwała się z posłania, słysząc na dole hałas.

Czy pościel jeszcze nią pachnie?

Najpierw się schylił, by wziąć do ręki poduszkę, ale pragnienie by poczuć to co przed chwilą dotykało jej ciała było silniejsze od niego. Położył się w pościeli i wtulając w nią twarz, głęboko wciągnął powietrze.
Jest!
Zapach jej mydła, a raczej skóry nim pachnącej.
Taki inny, tak hipnotyzujący.
Jej aromat go otoczył, ale zamiast podnieść ciśnienie przyniósł ukojenie. Po raz pierwszy od dawna poczuł spokój. Było mu dobrze, było mu wygodnie. Przez przypadek położył się w idealnej pozycji i nie czuł potrzeby zmiany. Tak było idealnie.
Zamknął oczy – ta cisza, to ciepło spowodowały, że powoli zaczął zapadać w sen.
Musiał być naprawdę wyczerpany, bo nie dość, że zasnął to w dodatku na wyjątkowo długo. Nie wiadomo, ile by to trwało, gdyby ktoś nie zaczął walić w drzwi.

Błyskawicznie oprzytomniał.
To co działo się za oknem jasno wskazywało, że jest już późne popołudnie. Cholera! Jak długo spał?
Było jednak coś gorszego. Łomot nie ustawał, a jego rytmiczność jasno wskazywała, że nie jest to żadne zwierzę tylko coraz bardziej zniecierpliwiony człowiek.
Wkurzony zszedł na dół, przywracając się do względnego porządku po drodze, po czym otworzył drzwi.
– Kurwa. – Na szczęście pomyślał, a nie powiedział na widok znajdującej się za drzwiami kilkuosobowej grupy mężczyzn.
Potem usłyszał dochodzący od strony zaparkowanego stada samochodów głos Dextera:
– Co stoicie jak kołki. Do środka. Musimy szybko uwinąć się z remontem. Za dwa dni wjeżdżamy z meblami. – Słowo meble zestawił natychmiast z brakującym łóżkiem w sypialni Anny.

Dexter robi jej łóżko. Ten pieprzony lowelas sam struga jej łóżko w którym ją zerżnie!

W jednej sekundzie przeszedł z trybu „wyciszenie” w tryb „wkurwienie”, po czym stanął z niedoszłym jeszcze amantem twarzą w twarz.
Po raz pierwszy miał ochotę uszkodzić twarz tego dupka i chyba tylko dzięki licznej grupie świadków do niczego nie doszło.
Samego Dextera by wywalił na zbity pysk, ale całej ekipy nie mógł. Zwłaszcza, że mieli przywrócić do stanu używalności salon Anny.
Dla pozorów pokręcił się jeszcze po domu i okolicy. Nie musiał nawet szukać wymówki by ich zostawić – spędził na rancho o wiele więcej czasu niż powinien.

Dopiero w samochodzie zerknął na zegarek. Piętnasta? Spał kilka godzin? W jej łóżku?
Nie rozumiał jak i dlaczego tak się stało. Nie rozumiał co się z nim stało, gdy zanurzył się w jej pościeli. To nie powinno się zdarzyć, a on nie powinien tak zareagować.

Nieliczne osoby które zastał na posterunku, pomny ostatnich wydarzeń szybko zniknęły mu z pola widzenia.
Ale nawet gdyby stały bezczynnie pośrodku i tak by nikogo nie ochrzanił. Jego głowę zaprzątało coś innego, a raczej ktoś inny.
Zamknął się gabinecie, ale dopiero po chwili sięgnął po telefon.

Znowu dzwonił o kretyńskiej dla rozmówcy porze, ale nie miał siły czekać. 13 sygnałów – tyle czasu potrzebowała druga osoba, by odebrać połączenie.

– James? Tak, to ja. A kto może dzwonić o tej godzinie. Potrzebuję przysługi. Przygotujesz mi pełne akta dwóch osób? Zresztą znasz temat – część mi sam powiedziałeś. Chcę dostać wszystko co uda się znaleźć o Raoulu i Annie Lazcanso. Wszystko!

** ** ** ** ** ** ** **
Przypominam o drobnej niespodziance na kanale YouTube

** ** ** ** ** ** ** **

Montana – część XXXIV

Montana – część XXXII

Podziel się:
8 polubień
626 Views

Poczytaj więcej

6 komentarzy

  • AgnesSierpień 12, 2019 at 9:43 pm

    Zajrzałam i oczom nie dowierzam. Taka niespodzianka!!!!!!

    Odpowiedz
    • Anna ValettaSierpień 13, 2019 at 3:04 pm

      Dziękuję. Nadrabiam spore zaległości związane ze Skrywanymi Pragnieniami.

      Odpowiedz
  • KasiaSierpień 13, 2019 at 9:58 am

    Nareszcie się doczekałam. Strasznie stęskniłam się za Twoimi opowiadaniami i masz mnie trochę na sumieniu bo zarwalam noc czytajac Montanę od początku. Mam nadzieję że kolejna będzie też Montana. Jak cudownie, że wróciłas.

    Odpowiedz
    • Anna ValettaSierpień 13, 2019 at 3:06 pm

      Kasiu, dziękuję. Też się bardzo za Wami stęskniłam. Montana się wgryzła i nie chce puścić, więc jest duża szansa, że dzisiaj też wpadnie.
      Ale w kolejce czeka „Zła decyzja”, „Azyl”, ta nieszczęsna wampirzyca i wiele innych tekstów.
      Do przeczytania!

      Odpowiedz
  • AaaaaSierpień 13, 2019 at 4:48 pm

    Aniuuuu
    Wrocilas juz do nas na dobre czy tylko na troszeczke?
    Kazdego dnia wchodzw i patrze czy cos dodalas nowego.
    I dzis doznalam szoku jak zobaczylam nowy teks montany.
    Wszyatko juz w porzadku?

    Odpowiedz
    • Anna ValettaSierpień 13, 2019 at 6:23 pm

      Hej. Mam nadzieję, że na dobre . Trochę dużo rzeczy odpracowałam w ciągu ostatnich kilku lat i gdy myślałam, że już najgorsze mam za sobą to okazało się, że jednak nie i ostatnich kilka miesięcy dokopało mi wyjątkowo.
      Strasznie się stęskniłam! Bardzo! I za Wami i za pisaniem. Kilka rzeczy musiało poczekać – sama strona autorska ponad rok (mam jednak takiego jednego anioła, który ma do mnie cierpliwość – sama nie wiem jakim cudem i mam nadzieję, że w końcu dostarczę to co powinnam by strona się pokazała w pełnym blasku).
      Właśnie usiadłam do pisania – muszę wrzucić coś przed północą (ten koszmarny harmonogram, hm).

      PS> tak na marginesie to przepraszam za ten szok. Ale nie ukrywam, że tylko trochę tylko jest mi przykro. Teraz życzę samych pozytywnych emocji.

      Odpowiedz

Zostaw komentarz

Please enter your name. Please enter an valid email address. Please enter message.