Najważniejsze, że nie usłyszał odmowy.

James był taki sam jak on. Jeśli czegoś nie był w stanie albo nie chciał czegoś zrobić to oznajmiał to wprost.
Zdawał sobie sprawę, że tego o co prosił nie da się załatwić oficjalnymi kanałami i będzie winien kumplowi potężną przysługę, ale musiał.
Dlatego zadzwonił na prywatny numer i do jedynej osoby, która była w stanie dać mu to czego teraz potrzebował.

Usłyszał tylko:
– Odezwę się. – Po czym jego rozmówca się rozłączył.

Zanim schował telefon do kieszeni, zmienił jego ustawienia.
Jego prywatna komórka był ustawiona w trybie „milczy” albo w ogóle ją wyłączał. Wcześniej dzwoniła do niego tylko żona, a ten etap życia i samą Lisę miał już za sobą. Wiedział, że gdy James zdobędzie to o co prosił najpierw do niego zadzwoni, a dopiero potem dostarczy zebrane materiały. Chciał być pewien, że od razu odbierze to połączenie.

W tej nowej i cholernie irytującej układance, która ostatnio zaczęła mu burzyć życie, jeden z elementów nie chciał za nic pasować.
Anna.
I musiał się dowiedzieć dlaczego.

Teraz pozostało czekać. To było najrozsądniejsze rozwiązanie.

Na chwilę zamknął oczy i dopiero teraz poczuł jaki jest wyczerpany.
Ostatnio żył w napięciu i nie panował nad zbyt dużą ilością rzeczy, a wszystko było związane alby spowodowane przez tę babę z piekła rodem.
Która pachniała jak anioł.
– Powtarzasz się Mallroy. – Mruknął.
Zmęczenie sprzyja popełnianiu błędów i sam był tego bardziej niż świadom.
Dotychczas miał szczęście, ale nie zamierzał go nadużywać.
Wiedział, że musi odpocząć, ale miał do załatwienia jeszcze jedną rzecz. Wyciągnął z szuflady biurka teczkę z dokumentami. Nie było potrzeby, by je dłużej przetrzymywał.

Znał swój zespół i wiedział, że jego krótka nieobecność nie sprawi, że ta dobrze naoliwiona i sprawna maszyna przestanie działać. Nikt nawet się nie zająknął gdy oznajmił, że bierze wolne do końca tygodnia. Byłby nawet skłonny się założyć, że wręcz błogosławili moment, w którym ich modlitwy zostały wysłuchane.
Może nie życzyli mu najgorszego, ale jego chwilowe zniknięcie było dla nich gwiazdką z nieba. Aniołem nie był i zdawał sobie sprawę, że ostatnio był trudny we współżyciu.

Parsknął na samą myśl o tym jak wyglądało „trudny we współżyciu” w jego wykonaniu. Niestety niezbyt fortunnie wybrał miejsce uzewnętrznienia targających nim emocji.
– Przepraszam. – Mruknął, gdy Margaret nerwowo podskoczyła, po czym przekazał jej dwie rzeczy. Informację o swoim nieplanowanej ale koniecznej nieobecności i prośbę o przekazanie teczki razem z całą zawartością Annie przy najbliższej okazji. Nie wiedział co ją bardziej zaskoczyło, bo zarówno jego przeprosiny jak i prośba nie zaliczały się do standardowych zachowań, ale nie miał ochoty na wyjaśnienia.
Chciał jak najszybciej zostać sam.

Jazda samochodem zawsze sprzyjała rozważaniom. Tak samo było i tym razem.
Coś się zmieniło. Także w nim, a raczej przede wszystkim w nim.
Wcześniej zachowywał się jak rozszalałe zwierzę, na którego teren wkroczył ktoś obcy.
Nie ktoś. Ona.

A tu nagle się uspokoił. Tylko dlaczego?
Po chwili zrozumiał.
Był już pewien, że szybko rozwiąże ciążący mu coraz bardziej problem jakim była Anna.
I tylko od informacji, które miał otrzymać od Jamesa zależało co i w jaki sposób to zrobi.

Trzymał się do powrotu do domu.
Gdy tylko zrzucił ubranie, poczuł tak ogromną niemoc, że mógł zrobić tylko jedno – położyć się do łóżka i zasnąć.
Po raz pierwszy od dawna nic mu się nie śniło. Nawet ona.

Wstał rześki i wypoczęty jak od dawna mu się nie zdarzało. Miał cały dzień dla siebie i stwierdził, że w końcu nadszedł czas na wyprawę w góry, do domku myśliwskiego. Dawno go tam nie był.
To było jedyne miejsce, w którym nie był w stanie posprzątać po Lisie.
A może nie chciał?
Cały czas tam była i poczuł, że nadeszła pora by ją odwiedzić.

Nie spieszyło mu się. Zaczął przygotowywać śniadanie i wszystko było w porządku dopóki nie zadzwoniła komórka. Czekał na telefon od tylko jednej osoby i nawet nie zadał sobie trudu, by sprawdzić kto dzwoni.
– Już? – Ktoś nad nim czuwał, że nie zadał innego pytania. Najpierw go zatkało gdy usłyszał rozmówcę, a raczej rozmówczynię. A potem stracił głos gdy dowiedział się z czym dzwoni.
– Że co?! Urlop mam! Dlaczego do cholery dzwonisz do mnie na moją prywatną komórkę? – Wysyczał, gdy odzyskał władzę nad ciałem. I tak zakomunikował to w miarę delikatnie, ale nic innego nie przyszło mu do głowy.
Denise prosiła by odebrał Annę i zawiózł ją z powrotem do domu. Dexter zakończył już remont.
– Tak szybko? – Wyrwało mu się, ale tempo prac remontowych nawet u niego budziło protest. Porządnie nim wstrząsnęło gdy się dowiedział, że remont trwał dwa dni. Skończyli przed chwilą. Czyli on sam przespał spokojnie nie jedną noc, a dwie nocki z dniem włącznie.
Mruknął coś na odczepnego, byleby ta baba się rozłączyła.

Dopiero po chwili do niego dotarło, że musiało to być dla niej naprawdę ważne skoro zaryzykowała połączenie na ten numer.

Z jednej strony nie miał ochoty na spotkanie z Anną. Musiałby z nią rozmawiać, a jeszcze nie wiedział jak z nią postąpi.
Ale z drugiej go kusiło by jednak po nią pojechać i to dokładnie z tego samego powodu.
Definitywne pozbycie się jej z miasta nie było jednym z możliwych rozwiązań, które brał pod uwagę.
Już nie.

Trochę zamarudził.
Cholera! To było duże niedopowiedzenie. Gdy w końcu się ogarnął i ruszył w stronę domu George’a i Denise zaczęło się ściemniać.
W myśli złożył sobie gratulacje za wstrzemięźliwość i na tym się skończyło.

Parkującego samochodu Dextera w miejscu, w którym sam zamierzał stanąć nie dało się nie zauważyć. Podobnie jak jego właściciela stojącego w drzwiach i rozmawiającego z Anną.
Nawet nie zwolnił, tylko skorygował trasę.
Nie musiał się zastanawiać co ma zrobić.

Chwilę mu zajął przejazd, ale wiedział, że i tak zdąży przed nimi. Zaparkował samochód na wielokrotnie wykorzystywanej bocznej drodze w pobliżu rancza Anny, wyciągnął z bagażnika dodatkowe koce, po czym spokojnie przeszedł resztę drogi pieszo.
Wygodnie rozsiadł się w wielokrotnie wykorzystywanym zagajniku.

Miał stąd doskonały widok na stojący blisko dom.

Na tyle na ile zdążył już poznać Annę wiedział, że będzie chciała wracać do siebie tak szybko jak to możliwe.
I nie pomylił się. Chwilę musiał czekać, ale cierpliwość nagrodził najpierw dźwięk silnika, a potem widok samochodu Dextera.
Grzeczna dziewczynka.

W takich chwilach błogosławił stan Montana. Ogromne domy i te ogromne okna, które nie skrywały żadnych tajemnic ich mieszkańców.
To, że DJ wszedł do środka nie wzbudziło jego podejrzeń. Pewnie wnosił bagaże.
Dopiero gdy zapaliły się światła dotarło do niego, że coś jest nie tak.

Było czegoś za dużo.
Meble w salonie!
I natychmiast kolejna myśl. Skoro zrobił stół, to jest też i łóżko.

Chyba sama to sprawdzi? Na cholerę jest jej potrzebna asysta tego buhaja?!

Zacisnął mocno zęby i obserwował rozwój wydarzeń.
Ruszyli po schodach.
Miał jeszcze nadzieję, że jednak obejrzą coś innego, pójdą w inne miejsce.

W sypialni zapaliło się światło, a Anna wpadła z impetem do środka pomieszczenia.
Po chwili dołączył do niej Dexter.

Przez ułamek sekundy – gdy stała tam sama, był przekonany, że te obrazy, które miał w głowie zostaną tylko wytworem jego wyobraźni. Ale to co zobaczył zamieniło jego serce w sopel lodu.
Taka sama z niej suka jak z jego żony. Da każdemu, kto jest bliżej. A jednocześnie uwodzi kilku facetów jednocześnie. Wiecznie zachłanna, wiecznie głodna. Kłamliwa dziwka!

A już dopuszczał do siebie myśl, że Anna jest jednak inna.
Że może ona spowoduje, że odzyska wiarę w kobiety.
Miał nadzieję, że:
– Stop! – To już nie miało znaczenia czy i jakimi złudzeniami się karmił. Przestało mieć znaczenie co dostanie od Jamesa. Już wiedział co zrobi.

W niezrozumiałym przypływie masochizmu, postanowił obejrzeć wszystko do końca.
Nawet nie pomyśleli o zaciągnięciu zasłon.
Bardzo szybko wskoczyli do łóżka. Dexter miał refleks i dwa razy zapraszać go nie musiała.
Gdy tylko nadarzyła się okazja pociągnął kobietę na materac.

Usłyszał dziwne chrupnięcie. To był ona.
Zbyt mocno zacisnął szczękę.
Wystarczy!

Nie chciał jej widzieć z innym mężczyzną.Dexter był mu obojętny, zresztą robił to co zwykł był robić w takich momentach. Chętnej dziurze nie przepuścił.

Natomiast co do Anny pewne było jedno. W bardzo krótkim czasie zniknie z tego miasta.
Nie wiedział tylko jeszcze jak.
Najprościej by było gdyby wyjechała sama, ale z drugiej strony nie miał nic przeciwko drugiej opcji.

Cóż.
Wszyscy, łącznie z jego teściami byli przekonani, że po rozwodzie jego była małżonka wyjechała. A ogromny skandal jaki wywołała spowodował, że zerwała kontakt nawet ze swoimi rodzicami.
O tak, Ci współczuli mu najbardziej.
Wiedzieli jak ją kochał. Wiedzieli, że nieba by jej uchylił.
O tym, że piekła również nie uważał za słuszne  nikim się dzielić.

Zdrady nie zamierzał wybaczyć nikomu i nigdy.

A tej suce już wkrótce przestanie być tak wesoło.
Myślała, że przyjedzie i spędzi tu wesoło czas, wykorzystując wszystkich?
Wykorzystując jego?!

Zaczął się śmiać
– Cóż Liso, tak samotnie się czujesz w naszym gniazdku? Chyba nadszedł czas, żebym przyprowadził ci towarzyszkę.

** ** ** ** ** ** ** **

Montana – część XXXIII

Montana – część XXXV

Podziel się:
7 polubień
485 Views

Poczytaj więcej

10 komentarzy

  • Anna ValettaSierpień 13, 2019 at 9:56 pm

    Nadszedł czas by wyciągnąć w końcu tego trupa z szafy.
    Żeby nie było: jednej osobie zdradziłam całą fabułę Montany, bo to dopiero początek.

    Tak z ciekawości – kto obstawiał takiego trupa?

    Odpowiedz
  • AgnesSierpień 13, 2019 at 10:27 pm

    Jeśli jutro nie wleci Montana to możesz mnie doliczyć do listy trupów. Umrę czekając na kolejny odcinek.

    Odpowiedz
    • Anna ValettaSierpień 14, 2019 at 9:41 am

      Nie obiecuję. „Zła decyzja” kusi.

      PS> tak się cały czas zastanawiam nad timingiem. Czekałaś na publikację, czy jak? 😀 Podziwiam, ale pewnie zrobiłabym tak samo 😀

      Odpowiedz
      • AgnesSierpień 16, 2019 at 5:58 am

        Trochę czekałam. Chyba się uzależniłam od Montany.

        Odpowiedz
  • XxxSierpień 14, 2019 at 2:23 am

    Szeryf to psychopata. Zabil zone albo gdzies ja przetrzymuje. Chiba spa Anny Lepiej by uciekla z Bonanzy. Zwlasza po pozniejszych okolicznosciach I informacjach Ze szeryf jest niebezpieczny ..

    Odpowiedz
    • Anna ValettaSierpień 14, 2019 at 9:44 am

      hahahah – kładę wszystko na karb godziny wręcz skandalicznej.
      Ta bohaterka chyba ma szczęście do takich facetów – przyciąga jak magnes jeden typ mężczyzny i nie są to bynajmniej grzeczni i poukładani chłopcy.
      Ma jednak tę drobną przewagę, że (cytując wspomnianego już szeryfa) to „nieobliczalna wariatka”.

      Odpowiedz
  • AaaaaSierpień 14, 2019 at 4:39 am

    Oj Anno.
    Dziekuje Ci ze wrocilas.
    Harmonogram zawsze mozna zmienic.
    Lecz naszych checi by dostawac wiecej i wiecej juz nie.
    Czekam juz na kolejny rozdzial.
    Bo bardzo stesknilam sie za twoimi tekstami

    Odpowiedz
    • Anna ValettaSierpień 14, 2019 at 9:47 am

      Hej. Dzięki, że czekałaś tak długo.
      Co do harmonogramu to wolałabym już nie. Tzn – może nie będzie wpisów każdego dnia (tylko teraz tak mogę), ale będę je dodawać już regularnie. To po pierwsze.
      Poza tym harmonogram ma służyć Wam – żebyście wiedzieli kiedy na pewno można się czegoś spodziewać. A jeśli wpadnie coś dodatkowego … no cóż. Taka mała wisienka na torcie nie zaszkodzi.

      PS. Jak ja się stęskniłam. I za Wami i za tekstami. Muszę się przyznać – wczoraj zamiast pisać, sama zaczytałam się w kilku częściach Montany .

      Odpowiedz
  • JulkaSierpień 14, 2019 at 2:19 pm

    Super że wróciłaś do Nas 🙂 mam nadzieję że u Ciebie już wszystko w porządku 🙂 nawet nie spodziewałam się że wleci taki kawałek Montany, podczas Twojej nieobecności przeczytałam części które były kilka razy i teraz od nowa 🙂

    Odpowiedz
    • Anna ValettaSierpień 14, 2019 at 8:06 pm

      Dziękuję! I vice versa!!!!
      I super – nie ma większego komplementu niż informacja, że historie są czytane po kilka razy 🙂

      Odpowiedz

Zostaw komentarz

Please enter your name. Please enter an valid email address. Please enter message.