Taka wizja pozbycia się Anny przysłoniła mu wcześniejszą, gdy miał „tylko” wyrzucić ją z miasta.

Dawno nie czuł takiego przypływu adrenaliny.
Tego potrzebował – polowania, a raczej właściwego celu do tropienia i osaczenia.
Z jednej strony zwierzyny na tyle złej i niemoralnej, że jest wyeliminowanie będzie wręcz przysługą dla społeczności Bozeman.
A z drugiej wystarczająco inteligentnej by pokonanie jej i zlikwidowanie było dla niego wyzwaniem i powodem satysfakcji.
W przypadku Anny będzie ona wręcz ogromna.

Już to czuł.
Na początku może nie będzie świadoma, ale potem do niej dotrze, że jest tropiona i powoli zacieśnia się wokół jej szyi pętla.
Na początku nie będzie wiedziała kto. Ten strach, ta niepewność. Aż poczuł dreszcz.
A potem gdy już odkryje nie tylko kto ale i dlaczego … – Na samą myśl o wyrazie jej oczu ogarnęło go podniecenie.

Im bardziej wymagający przeciwnik tym większą miał z tego zabawę.
Nie o tym w tym chodziło – bo cały czas na pierwszym miejscu była sprawiedliwość, ale nie zamierzał sobie odmówić tej odrobiny przyjemności.
Niejako przy okazji pełnienia obowiązków nie zaszkodziło wzbogacić je o odrobinę rozrywki.

Już to czuł.
Zwierzyna aż do ostatniej chwili będzie liczyć na to, że ucieknie. Dlatego będzie walczyć z zacięciem i zapałem graniczącym z szaleństwem.
A potem nastąpi chwila, gdy zrozumie, że to już koniec. Że ją dopadł i zapłaci za każdą sekundę jego cierpienia takim samem, albo i większym bólem.
I że on nie przestanie go zadawać, niezależnie od tego jak będzie błagać i krzyczeć. N
ie dopóki będzie cokolwiek czuć, oddychać.

Czy się podda?
Czy jednak nie i zostanie dumna do samego końca, drwiąc z niego i szydząc? Jak długo wytrzyma?
Czy będzie nadal tak wyniosła gdy jej piękne ciało przestanie być tak idealne, a zacznie straszyć krwawymi pręgami i ranami?

Wzruszył ramionami. Nie było sensu się zastanawiać, po prostu to sprawdzi.

Ale kładąc się do łóżka mógł jednak pozbyć się z głowy jednego obrazu.
Ciała Anny i gładzących go męskich dłoni.
Jego dłoni.

Obudził się nie dość, że wyjątkowo wcześnie to w dodatku w wyśmienitym nastroju. 
-
No proszę, precyzowanie celów i zadań ma swoje dobre strony. Nie dość, że człowiek jest szczęśliwy, to w dodatku nie gnębią go żadne koszmary. – Dowcip trochę ciężki, ale bardzo na miejscu.
Poranny prysznic, kawa i śniadanie zabrały mu trochę czasu, nadal jednak zbyt mało by mógł ruszyć na posterunek. Mógł być trochę wcześniej, ale żeby prawie 3 godziny?
 Na ćwiczenia nie miał ochoty, spać mu się nie chciało, a na czytanie był zbyt ożywiony.

To było jak iskra.
Zauważył, że od kiedy pojawiła się w jego życiu Anna coś takiego zdarzało się mu coraz częściej.
Jego myśli szalały i każda kolejna w zaskakujący sposób powodowała powstanie następnej – na pierwszy rzut oka abstrakcyjnej, a po głębszym zastanowieniu logicznie jak najbardziej uzasadnionej.
Ożywiony – Anna – pojedzie sprawdzić co u niej.
To było tak oczywiste i tak naturalne, że nawet nie zastanowił się nad sensem i celem tego co zamierzał zrobić.

Kilka minut i już był gotów. Dobry nastrój psuła mu tylko jedna niewiadoma.
Czy samochód Dextera nadal stoi przed jej domem?
Może gdyby dał sobie chwilę i pomyślał – ale nie od tak, tylko głęboko zastanowiłby się jaki jest prawdziwy powód tej porannej wyprawy, to doszedłby do wniosku, że zbyt długo jej nie widział i zaczynał powoli czuć głód.
Głód pojawiający się coraz częściej, który też było mu coraz trudniej zaspokoić. Widoku jej włosów okalających krągłą twarz i tego uśmiechu, którym promieniały jej oczy. Ust, które raz zaciskały się w wyrazie dezaprobaty, a innych razem zapraszały by je zmusić do milczenia – choćby jego wargami. Brzmienia jej głosu gdy coś ją zaintryguje. Dotyku jej dłoni, gdy chce pocieszyć. Dotyku jej ciała.

Nawet nie wiedział kiedy dotarł do jej rancha. Zmarszczył czoło w wyrazie dezaprobaty. Jeśli będzie tak dalej postępował to jest to najprostsza droga do popełnienia błędu, a na to nie chciał sobie pozwolić. A już na pewno nie w jej przypadku.
Samochód zostawił w tym samym miejscu, ale ze względu na porę wybrał inny punkt obserwacyjny.
Było jeszcze tak wcześnie, a panująca wokół cisza zachęcała do tego by w spokoju cieszyć oczy roztaczającym się przed nim widokiem.
Uśmiech na twarzy powrócił gdy okazało się, że nie widzi wozu tego idioty. Oparł się o drzewo i leniwie obserwował budynek, lustrując na zmianę widoczny jak na dłoni parter i niestety zbyt jak na jego potrzeby odizolowaną sypialnię Anny.
Panował taki spokój i harmonia. Słońce dotykało promieniami uśpione domostwo i wnikało do jego wnętrza.
Okazało się, że skusiło nie tylko jego.

To było jak sen. 
Musiała przed chwilą się przebudzić.
Otulona kocem i zamroczona niedobitkami snu, stała oparta o framugę w oknie swojej sypialni. 
Nawet z tej odległości widział delikatny uśmiech błąkający się po wargach.
O czym śniła? A może o kim?
I gdy tylko o tym pomyślał, nagle nawiązali kontakt wzrokowy. To nie było przelotne spojrzenie czy zerknięcie. Patrzyła mu w twarz.
Zamroziło go.
Był tak zaskoczony, że nie zdążył zrobić nic i to go chyba uratowało.
Jej wzrok powędrował dalej, podziwiając kolejne elementy krajobrazu, po czym ziewnęła i zniknęła w czeluściach sypialni. W jednej sekundzie zdał sobie sprawę, że zgubiła go własna pewność siebie i zbytnie zaufanie w stosunku do własnych możliwości. Dał się przyłapać jak żółtodziób.
Wystarczająco nadużył i tak dotychczas niesamowicie sprzyjającego mu szczęście.

Wycofał się błyskawicznie i zajmując wczorajszą – tym razem już bezpieczną – kryjówkę, obserwował dalszy przebieg zdarzeń.
Pojawiła się na parterze.
– Tak, chodź tak boso, to się przeziębisz szybciej niż myślisz. – Zignorował absurdalność tego nagłego przejawu troski. Co go obchodził jej stan zdrowia?
Skupił się na jej zachowaniu.
Nie wyglądała na osobę, która złapała podglądacza na gorącym uczynku. Zabierając się za przygotowywanie kawy sprawiała wrażenie potężnie zaspanej i ledwie ogarniającej rzeczywistość. Zbyt szybko odetchnął, bo nagle kubek wypadł jej z ręki i prawie zabiła się na schodach gdy biegła z powrotem do sypialni. 
Dopadła okna i tym razem z wytężeniem zaczęła się wpatrywać w miejsce, które jeszcze przed chwilą zajmował.

I nagle zdarzyło się coś dziwnego.
Widział wyraźnie jak po dłuższej chwili gorączkowego szukania coś się w niej zmieniło.
Wściekła się. I to nie było zwykłe zdenerwowanie, tylko złość w czystej postaci. Na samą siebie? Ale dlaczego?

 Miał sporo czasu i nigdzie mu się nie spieszyło.
Z lekkim niedowierzaniem patrzył na jej przepychankę z materacem. To go nie zmieniła z Dexterem?
Zwykle domowe prace.
Żadnych dziwnych podchodów by wyjść na zewnątrz, albo do kogokolwiek zadzwonić.
 Czyli jednak była przekonana, że to co zobaczyła było wytworem jej wyobraźni.
I znowu te myśli.
Gdy stała wtedy przy oknie, jeszcze się nie wybudziła. Musiała śnić o nim skoro była przekonana, że to co widzi nadal jest wytworem jej fantazji.
Śniła o nim po pieprzeniu się z Dexterem?
 Ciekawe.
Niekoniecznie natychmiast, ale zamierzał się dowiedzieć o co tu chodzi.

 

Tym razem nie sprawił nikomu nieprzyjemniej niespodzianki.
Wkraczając na posterunek nadal był w dobrym humorze i nie widział powodu by z niego rezygnować.
 Na początku tylko Margaret odważyła się do niego podejść, ale kiedy okazało się, że chyba przestał gryźć i ten stan należy zaliczyć do trwałych, odblokowało także innych. Nikt nie zająknął się nawet słowem i nie zapytał o powód wcześniejszej „niedyspozycji emocjonalnej”.
 Jakiekolwiek snuli teorie dotyczące tych jego nietypowych wahań nastroju zostawili to dla siebie.
I dobrze.

Zamierzał się teraz ostro pilnować. Nie mógł sobie pozwolić na jakiekolwiek błędy, a już zwłaszcza takie jak dzisiejszego poranka.
Z jednej strony był to głupi zbieg okoliczności, ale musiał wziąć poprawkę, że Anna nie jest przewidywalna i może mu zaserwować niejedną niespodziankę.

Z przyjemnością wpadł w wir zadań, nie przypuszczając jak prorocze były jego ostatnie myśli.

 

Miasteczko żyło zbliżającym się dorocznym balem i każdy kto mógł, w mniejszym lub większym stopniu był zaangażowany w jego organizację.
Mówiono też o nim coraz częściej i nic dziwnego, że i wśród policjantów wzbudzał coraz większe emocje.

Początkowo żałował, że zgodził się wziąć udział w licytacji jako jeden z kawalerów, ale już odpuścił.
Nie dawało się ukryć, że był – przynajmniej oficjalnie – znowu do wzięcia.
Co prawda ci, którzy znali go lepiej wiedzieli, że zbyt ciężko przeżył zdradę Lisy by móc ponownie zacząć rozglądać się za materiałem na kolejną Panią Mallroy, ale tu nie chodziło o znalezienie żony, tylko o zbiórkę pieniędzy. Przynajmniej z jego strony.
Nie był idiotą i wiedział, że podoba się kobietom, a z licytacjami bywało różnie.
Od wielu lat obserwował nieustanne próby zawładnięcia uwagą, myślą i sercem wykupionych kawalerów. Nie wiedzieć dlaczego niektóre z licytatorek uważały, że skoro okażą hojność, albo niepodzielną uwagę wylicytowanego w czasie randki, to zdołają go uwieść. 
Nie tędy droga do serca mężczyzny!
No ale to były jego obserwacje.

Tak czy inaczej dla znakomitej większości uczestników była to nieszkodliwa zabawa pozwalająca zebrać jak największe fundusze, a wyjątki zdarzają się niestety wszędzie.

Tym razem z balem poszli ostro. Już nikt nie pamięta kto pierwszy zaproponował, by w tym roku zbierać środki na nowy helikopter dla pogotowia lotniczego.
Ułamek potrzebnej sumy już wpłacono, ale to nadal było za mało.
Nic dziwnego, że organizatorzy wyciągnęli ciężkie działa i zaangażowali nie tylko Dextera, ale i jego samego.

Na Dextera można było zawsze liczyć – panienki co roku zabijały się o randkę z tym playboyem, przyprawiając tym samym swoich ojców o ciężką migrenę.
Z kolej Denise tak długo suszyła mu głowę, że w końcu się zgodził. Chyba tylko i wyłącznie dla świętego spokoju.
 Ciekawe ile uda im się zebrać? I co z tym zrobią, bo na pewno ta kwota nie starczy na planowany zakup.
Nawet się nie zdziwił, gdy Margaret krzyknęła od siebie by odebrał bezwzględnie przychodzącą.
Dzwoniła Denise.
– Klasyczne wywołanie wilka z lasu lub prawo przyciągania. Zresztą jeden pies. – Westchnął. Szanse, że Denise nie zadzwoni gdy zbliżał się termin imprezy, były bliskie zeru więc co go to obchodziło. 
Zaciekawiło go tylko czy rozmowa będzie dotyczyła balu czy Anny. 


Ostatnio tylko te dwa tematy były poruszane, gdy jednym z uczestników rozmowy była urocza agentka nieruchomości.

Zaczęło się standardowo.
Denise najpierw wyraziła podziw i podziękowania za jego uczynność i wystąpienie na aukcji. Gdy już zadośćuczyniła konwenansom przeszła do meritum.
Pierwsze pytanie dotyczyło jego oferty i tu go zastrzeliła. Kompletnie zapomniał, że wylicytowany kawaler ma zabrać zwyciężczynię na atrakcyjną randkę.
Doszedł do wniosku, że wszystko ma swoje granice i odpowiedział szczerze:
– Nie pomyślałem jeszcze o tym. – Po czym na swoje nieszczęście dodał. – A może masz jakąś propozycję?

Nieprzygotowanie się mści i tak miało być i tym razem. Denise jakby tylko na to czekała.
– Ależ oczywiście. Sam rozumiesz, że tak niezwykły mężczyzna nie może zaoferować banalnej randki. I tak sobie pomyślałam, że wręcz idealnie by było gdybyś ty, męski i władczy stróż prawa. Silny i groźny, ale jednocześnie tak ciepły, zaproponował jedyną w swoim rodzaju kolację w twoim domku myśliwskim. Widzisz to? Płonący kominek, trzaskające drwa, wytrawne wino i ty. W każdym razie ja widzę to tak.
To już nie była słodka i pokręcona kobieta, tylko potwór organizacyjny w swoim żywiole.

– Cholera – Pomyślał. – Czyli to jest opcja A, a jakakolwiek inna propozycja jest abstrakcją i nie będzie brana pod uwagę.

Ale nie byłby sobą gdyby nie dodał:
– Ale wiesz, że tam jest pełno rzeczy Lisy? – 
Użył ciężkiego kalibru, ale z drugiej strony taka była prawda. 

Po ich rozstaniu, nie chciało mu się tam sprzątać. Wcześniej pomieszkiwali na zmianę w domku w górach oraz w głównym domu w Bozeman. Z wygody nie przewozili prawie nic, ale mieli wszystko w obu lokalizacjach. Po rozstaniu, z domem w Bozeman było łatwiej – sprzedał stary i kupił nowe mieszkanie, do którego przewiózł tylko swoje wybrane ubrania. Wszystkie pozostałe rzeczy w tym Lisy zutylizował. W końcu wyniosła się tylko z jedną walizkę, zostawiając za sobą wszystkie inne rzeczy. A przynajmniej taka była oficjalna wersja. Ty niemniej w domku myśliwskim zachowało się po niej kilka pamiątek .

– Nie przesadzaj. – Co jak co, ale tego się po Denise nie spodziewał. Musiała być jednak mocno zdesperowana skoro rzeczy Lisy będącej tabu zostały sprowadzone do takiego drobiazdu. – Przecież to ma być tylko oryginalna i niezapomniana kolacja. Jak masz zdjęcia to je schowasz. Nikt ci nie zamierza tam do szaf zaglądać. To jak? No dalej, zgadzasz się?

Rozbawiła go. Nic na to nie poradzi, ale to w połączeniu z chwilową sympatią do świata spowodowało, że przytaknął.
– Jak cudownie. To będzie przepiękna randka. I póki pamiętam, bo wolałabym jednak cię o tym uprzedzić.

Mallroy się wyprostował i nagle poziom zadowolenia z siebie trochę mu się obniżył.
O czym ona go chciała uprzedzić?
A to co zrobiła przed chwilą to nie kwalifikowało się pod tę samą kategorię?

– .. żebyś się trochę przygotował. Nasza nowa kochana sąsiadka bardzo chce wspomóc szczytny cel zbiórki i obiecała, że za ciebie sporo zapłaci. Sam rozumiesz, ze randka musi być niesamowita i jedyna w swoim rodzaju, żeby nie żałowała!

– O kim mówisz? – wolał się upewnić, bo to co usłyszał nie mieściło mu się w głowie.

– Ale żartowniś z ciebie ostatnio. Anna cię kupi. Tylko udawaj zaskoczonego! Anna nie może wiedzieć, że ty wiesz. Będzie naprawdę wysoko licytować. Ale w końcu chodzi o ciebie. Ciekawe coś takiego zrobił, że biedaczce aż tak zawróciłeś w głowie. Tylko pamiętaj! Zachowuj się!

 

** ** ** ** ** ** ** **

Montana – część XXXVI

Montana – część XXXIV

Podziel się:
11 polubień
1028 Views

Poczytaj więcej

17 komentarzy

  • AgnesSierpień 16, 2019 at 5:13 am

    Nie ma to jak poranna lektura do kawy aczkolwiek prawie się oplułam. Denise ostro sobie poczynia tylko zdaje się, że bardziej szkodzi niż pomaga. Niby znam ciąg dalszy, a czuję się jakbym czytała zupelnie nową opowieść. Cudowne 🙂

    Odpowiedz
    • Anna ValettaSierpień 16, 2019 at 8:59 pm

      Uważaj! Plamy z kawy ciężko się usuwa , a przynajmniej ja mam z tym problemy. Czasem wydaje nam się, że wiemy jak historia wygląda i się potoczy, ale zapominamy, że po drugiej stronie lustra nie zawsze kryje się tylko nasze odbicie.
      PS. dzięki, właśnie mam pomysł na kolejny tekst! Uwielbiam Wam odpowiadać!

      Odpowiedz
      • AgnesSierpień 17, 2019 at 1:59 pm

        Bardzo się cieszę że pomogłam Ci z pomysłem na kolejną historię poproszę o dedykację.
        Zastanawia mnie tylko dlaczego skoro szeryf okazuje się być takim psychopatą to nadal gdy o nim myślę robi mi się gorąco 🙂

        Odpowiedz
  • MarieSierpień 16, 2019 at 8:26 am

    Yupppi! Bardzo było pusto bez Twoich historii. Doceniłam je dopiero gdy się wycofałaś ale na szczęście tylko na chwilę. Czytelnicy to taki wredny gatunek który na ogół bierze i nic nie daje, ale na szczęście czasem mu się odmieni i komentarzem sypnie. To wiedz że doceniamy tylko ten charakter nasz wredny czasem wygrywa.
    A teraz standardowo pytanie o kolejną część, ale uwaga uwaga … złej decyzji. To jak biedaku? Już żałujesz ze do nas wróciłaś czy oczy do góry, ale uśmiech na twarzy i tworzysz kolejne historie mieszające nam w mózgach i sercach?

    Odpowiedz
    • Anna ValettaSierpień 16, 2019 at 9:01 pm

      Uderz w stół, co? Przyjdzie i czas na Złą decyzję.
      Ale na razie siedzi mi w głowie szeryf i wyjść nie chce. Spróbuję negocjować, ale znając życie tanio skóry nie sprzeda 😛
      Absolutnie nie żałuję. Brakowało mi Was przeokrutnie.

      Odpowiedz
  • JulkaSierpień 16, 2019 at 10:28 am

    No no no to się teraz porobiło… Ale to dobrze bo będzie jeszcze bardziej ciekawie 😉 już się nie mogę doczekać kolejnej części 🙂 trzymaj się

    Odpowiedz
    • Anna ValettaSierpień 16, 2019 at 9:02 pm

      Zrobiliśmy małe trzęsienie ziemi i teraz podniesiemy napięcie 😛
      Do przeczytania!

      Odpowiedz
  • PatiSierpień 19, 2019 at 8:59 am

    O żesz mateczko! Zatkało mnie bo od samego początku trzymam kciuki za tego potwora. Nie wiem co mam powiedzieć.

    Odpowiedz
    • Anna ValettaWrzesień 1, 2019 at 8:28 pm

      Czytać i nic nie mówić. Mi też czasem brak słów 🙂

      Odpowiedz
  • AaaaaWrzesień 1, 2019 at 7:34 pm

    Aniu czy cos sie stalo??
    Tak systematycznie szlo i bum
    Znow cisza.
    Mam nadzieje ze to nic powaznego i szybko do nas wrocisz.
    Bo ja tu usycham z tęsknoty za twoimi tekstami

    Odpowiedz
    • Anna ValettaWrzesień 1, 2019 at 8:27 pm

      hej, dziękuję za troskę. Rozchorowałam się trochę konkretniej i trzyma dłużej niż powinno ( w sumie już kolejny tydzień). Montanę i inne teksty mam na wierzchu. Czekają aż wrócę do stanu względnej używalności.
      Też chcę jak najszybciej wrócić 🙂

      Odpowiedz
      • AaaaaWrzesień 2, 2019 at 4:27 am

        O masz.
        A to chorobako.
        To zycze Ci zrowia.
        I wracaj szybko 😊😊😊

        Odpowiedz
  • WiktorWrzesień 20, 2019 at 5:52 am

    Witaj Aniu. Właśnie znowu do Ciebie zerknąłem i były nowe 2 części . Żadko teraz tu bywam bo czytam na wattpad pl. ( oczywiscie zapraszam, tam jest sporo fajnych ludzi i co mieli kiedyś blogi też)
    Co do części. Co on kombinuje. To żona od niego nie odeszła, po zdradzie?. Tylko jest w domku w górach?. Przecież tam był z Anną i nikogo nie było?. Chyba że ją zabił?
    Świetna część

    Odpowiedz
    • Anna ValettaWrzesień 20, 2019 at 7:02 pm

      Witaj Wiktorze.
      Dobrze Cię widzieć. Historia się odkrywa we własnym tempie 🙂

      Odpowiedz
  • Anna ValettaPaździernik 27, 2019 at 1:39 pm

    @Klaudia
    proszę o kontakt na email (annavaletta@gmail.com). Podany przez Ciebie adres jest nieprawidłowy. Dziękuję

    Odpowiedz
  • AaaaListopad 1, 2019 at 6:46 pm

    Aniu co się dzieje?
    Znów zniknęłas.
    Coś się stało?

    Odpowiedz

Zostaw komentarz

Please enter your name. Please enter an valid email address. Please enter message.