Był wściekły.

Najbardziej na siebie, bo cały jego spokój i opanowanie okazały się pobożnym życzeniem.

Niepotrzebnie dał się ponieść emocjom. To bylo silniejsze od niego, gdy zaraz zakończeniu rozmowy z Denise wykręcił ten numer.
I powiedział to co powiedział.

– Cholera. – Dobrze wiedział dlaczego skończył rozmowę zanim na dobre ją zaczął.
Gdy tylko obiecał obedrzeć ją ze skóry jeśli tylko coś zmaluje, jego myśli powędrowały nie w tę stronę, w którą by sobie życzył.
Bo żeby ją oskórować, musiałby ją rozebrać.
Na samą myśl o wyłaniającym się spod ubrań ciele, nagiej i delikatnej skórze, którą mógłby bez przeszkód dotknąć, poczuł tak nagły przypływ podniecenia, że jedynym wyjściem było natychmiastowe zakończenie rozmowy.

Dlaczego tak znienawidzona kobieta ma nad nim taką władzę i to wbrew jego woli?
Czy to się kiedyś skończy?

Bal charytatywny z założenia miał się odbyć z hukiem.
Im więcej zamieszania wokół niego i na samym balu, tym była większa szansa, że jego uczestnicy zaszaleją w czasie wszystkich licytacji i szczodrze dołożą się do ufundowania nowego śmigłowca ratunkowego.

I zdaje się, że w tym roku można było na to spokojnie liczyć. Nie był do końca pewien ile zbiorą, ale cyrk który się rozkręcał wokół nadchodzącej imprezy bił rekordy.

Naczelna tuba Bozeman w postaci George’a odwaliła kawał dobrej roboty, ale chyba nie musiał się za bardzo wysilać.
Ze zdwojoną mocą wybuchły plotki – w tym także na jego temat.
Bo skoro tylko wyszło na jaw, że wielki samotnik stanie na podium, a śmiał twierdzić, że pierwsze pogłoski pojawiły się zanim wyraził zgodę na ten trochę pokręcony pomysł, to zaczęto spekulować co za tym stoi.

Dotychczas nikomu nie udało się go do tego namówić. Ani przed małżeństwem, a po rozwodzie nie było o tym nawet mowy.
Jedyną rzeczą, która się zmieniła był przyjazd Anny o czym głośno i wszędzie gdzie mógł rozmawiał George.

W pierwszej chwili miał ochotę ostro z nim porozmawiać i przyprowadzić go do porządku, ale zdał sobie sprawę, że tym samym tylko doleje oliwy do ognia.
Jeśli czegoś się nie komentuje, to nie ma czego komentować.
Kierował się wcześniej tą maksymą i tak postanowił zrobić i tym razem.

Wcześniej działało.

Dołożył do tego standardową już powoli koncentrację i skupienie się tylko na pracy i wydawało się, że wszystko jest w porządku i zaczyna mieć znowu wszystko pod kontrolą.
Zwłaszcza, że gdy po raz kolejny trafił na jej teczkę podjął w końcu decyzję, by pozbyć się tego problemu z głowy. Chodziło o pozwolenia. Był świadom, że takie przetrzymywanie i przeciąganie procedur jest nadużyciem z jego strony i Anna była tego świadoma. Już wystarczy. Nie musi gnębić jej w ten sposób.
Gdy dostanie papiery poczuje się spokojnie i bezpiecznie. Będzie myślała, że zły wilk w końcu odpuścił. I straci czujność, a o to mu właśnie chodziło.
Tym bardziej był na siebie zły, za swój wybuch i impulsywny telefon. Tego już nie cofnie, ale może uda mu się chociaż trochę naprawić szkody.

Prosząc Margaret o drobną wydawać by się mogło przysługę i dostarczenie przesyłki Annie do domu, zrozumiał że chyba w tej uczynności przegiął. Przecież nic nie stało na przeszkodzie, by ruszyła swoje cztery litery – Anna oczywiście – i pofatygowała się tutaj sama. Przecież to było w jej interesie.
– Miała ostatnio dużo stresu. To drobiazg dla nas, a takie gesty się liczą – Mruknął, licząc że takie wyjaśnienie wystarczy.
Z niepokojem oczekiwał na konsekwencje tej nieprzemyślanej jednak prośby, ale okazało się, że ktoś nad nim czuwa.
Żadnych dziwnych komentarzy, spojrzeń czy niewinnie rzuconych „w eter” uwag, które odnosiłyby się do tej przysługi. Ani od Margaret, ani od nikogo innego.

Czyli chyba sytuacja jest wreszcie pod kontrolą.
Zapanował i nad sobą i otoczeniem. O Annie wolał nie myśleć, ale ten problem miał mieć tak czy inaczej niedługo z głowy.
Na dobrym humorze i wydawaniu się skończyło gdy odwiedził Alice.

Uznał za śmieszne, że ogranicza sobie dostęp do ulubionego napoju tylko ze względu na Annę.
Skojarzeń się pozbędzie jak się jej pozbędzie.
A kawy potrzebował.

– Kochany i jak tam? Dajesz radę? Podziwiam cię za takie opanowanie. – Nie do końca takiego powitania się spodziewał, ale tylko kiwnął głową i czekał na ciąg dalszy. Bo z jednej strony nie chciał kierować rozmowy na niewygodne dla niego tematy – co tu dużo mówić, w tej chwili wszystkie niewygodne tematy dotyczyły Anny i ewentualne „opanowanie” mogło tylko jej dotyczyć.
Ale z drugiej szalenie go korciło by się dowiedzieć o co chodzi z tym dawaniem rady.

I się dowiedział.

– Zakłady? Chcesz mi powiedzieć, że ludzie obstawiają nie tylko kogo zalicytuje Anna, ale czy jeśli mnie to w końcu oficjalnie zostaniemy parą? – Sam się zdziwił, że zareagował tak spokojnie. Jeszcze kilka dni temu pewnie by zaczął krzyczeć, a teraz po zadaniu pytania, po prostu schował twarz w dłonie i zamilkł.

Zmartwiona Alice podeszła do niego i delikatnie pogładziła po ramieniu.

Ten matczyny gest rozłożył go na amen.

– Nie możesz być na nich zły. Lubią cię. Za to jaki jesteś i kim jesteś. Dajesz czasem ostro popalić, ale i tak uważamy, że twoja szorstkość jest tak na dobrą sprawę pancerzem ochronnym. Po tym co przeszedłeś z Elizabeth musiałeś jakoś zacząć się bronić. Wcześniej dawałeś innym serce jak na tacy, a teraz nadal je masz tylko głęboko schowane. Nie zatraciłeś się jako człowiek, nadal jesteś tym dobrym chłopcem, który wszystkim by nieba przychylił. Tylko teraz wolisz być z dala od ludzi. Ten dystans, niedostępność… może to twój sposób by nie zwariować i dać radę budzić się każdego dnia i móc zasnąć. Poza tym to jest ludzkie. Nikt nie jest maszyną. Szanują cię i naprawdę lubią.

Cholera! Teraz nie mógł się odezwać. Zestawił sobie „dobrego chłopca” z wyrazem twarzy Lisy, gdy zaczęło brakować jej tlenu i dotarło do niej, że miłosna schadzka w górach nie jest powrotem, tylko pożegnaniem.
Jedno czego był pewien, to że sprawiedliwości stało się zadość.

Alice kontynuowała:
– I właśnie to, że nie okazałeś się maszyną uruchomiło w nich coś dziwnego, nawet nie wiem jak to określić. Bo normalnie to by się tym nie zainteresowali. Ale teraz? Mają na żywo „Modę na sukces” i „Santa Barbara”. Szalony trójkąt – lokalny playboy, święty i niedostępny szeryf i famme fatale. Co prawda Anna na to miano nie zasługuje, ale zamieszanie wywołać potrafi. Wiesz dobrze, i nie śmiej mi zaprzeczyć, że ta kobieta wreszcie obudziła w tobie uczucia. Nie potrafisz nad sobą zapanować. Straciłeś kontrolę i może ci się to nie podobać, bo przestało być łatwo, przewidywalnie i bezpiecznie. I może nawet jej teraz za to nie lubisz. Może nawet nienawidzisz, ale pamiętaj że miłość i nienawiść rozdziela bardzo cienka granica. A gdy w grę wchodzą uczucia, musi być też miejsce na strach i ból. I niepewność. Kocham cię jak syna, ale nareszcie zacząłeś żyć.I pogódź się z tym. – Cholera! Cholera! Cholera! Coraz mniej podobało mu się to co słyszał.

Alice chyba stwierdziła, że wystarczy tego obsztorcowywania, bo weszła w tryb „troskliwo-opiekuńczy”.
– Obawiam się, że będzie jednak mały problem. – Nie wytrzymał i spojrzał na nią z niedowierzaniem. A to o czym mówiła poprzednio nie było małym problemem?! – Taki „żywy” przyciągasz innych jak magnes, przyciągasz inne kobiety jak magnes. Bo chyba nie masz wątpliwości co do tego, że ogromna część tych wszystkich wolnych i pewnie część zajętych bab się w tobie podkochuje. Pewnie drugie tyle przypada na Dextera, ale on sobie daje radę. I teraz dostały jasny sygnał, że szeryf znowu trafia na rynek. Więc mój drogi musisz pomyśleć co z tym zrobić, bo będziemy mieli tu małą wojnę domową jak szybko nie zapanujesz nad zawartością spodnich, a raczej prawem do niej.

Miał o wiele poważniejszy problem niż mu się wcześniej wydawało.
Przez to zamieszanie z Anną stracił dla innych kobiet status nietykalnego.
Niby zdawał sobie z tego sprawę, ale przywykł już tak bardzo do sytuacji gdy nikt, a raczej żadna mu się nie narzucała, że coś co było przywilejem, zaczął traktować jako normę.
Owszem, zdarzały się od czasu do czasu subtelne i delikatne próby flirtu, ale mógł je śmiało ignorować i to zresztą robił. A żadna z tych kobiet nie odważyła się pójść o krok dalej.
I pewnie ze względu na niego i na ewentualne potępienie jakie czekałoby ją ze strony cały czas mu współczujących ludzi.

Nie, żeby nie mógł sobie poradzić z ewentualnym napływem atencji, ale ten spokój mu odpowiadał.
A za sprawą i przyczyną Anny to też miało się skończyć.
Sam diabeł zesłał tu chyba tę czarownicę.

W dodatku zdał sobie sprawę z jeszcze jednej rzeczy.
Przy tak nagłym wzroście zainteresowania i nim i tym babsztylem, nie było mowy o tym, żeby się jej pozbył. A przynajmniej nie tak jak to zaplanował.

To, że był niezadowolony było dużym niedopowiedzeniem.
Nie był w stanie tego ukryć.

Szczęście w nieszczęściu, że najprawdopodobniej do takich wniosków jak Alice doszła większa ilość ludzi z jego otoczenia.
Założono, że ktoś – czytaj Anna, zaczęła rozbijać otaczającą go skorupę „nie ma uczuć, nie ma cierpienia”. Jemu z kolej to się bardzo nie podoba, bo chyba jednak wraca do żywych, ale zapiera się jak może, że tego nie chce.
I dlatego się zachowuje jakby ktoś mu na stałe wsadził rozżarzone do czerwoności żelastwo w tyłek.

Gdyby nie to pewnie doszliby do wniosku, że jest dupkiem pierwszej klasy, a tak był zranionym samotnikiem, który broni się przed miłością.
Chociaż patrząc na to co się działo nie był pewien, czy ta pierwsza wersja nie byłaby dla niego bezpieczniejsza.

 

** ** ** ** ** ** ** **
Montana – część XXXVII
Montana – część XXXV

Podziel się:
7 polubień
526 Views

Poczytaj więcej

8 komentarzy

  • Anna ValettaGrudzień 31, 2019 at 8:10 pm

    NIe wiem jak to napisać delikatnie. Delikatnie się nie da.
    Zmieniłam zakończenie tej części.
    Za cholerę mi nie pasowało poprzednie.
    PS> Ta „cholera” to mi po szeryfie została 😛

    Odpowiedz
  • AgnesStyczeń 2, 2020 at 4:49 pm

    Z szeryfa to psychopata jak się patrzy ale nie wiem czy bym.mu nie.uległa. już się nie mogę doczekać kolejnej części!!!!!!!!!!!!!!!!

    Odpowiedz
  • MoniaStyczeń 2, 2020 at 5:06 pm

    Nie wiem co było w poprzedniej wersji, ale skisnę jeśli szybko nie dowiem się co jest dalej. Zlituj się Aniu i jak najszybciej dodaj kolejny epizod. Prosimy

    Odpowiedz
    • AgnesStyczeń 3, 2020 at 12:16 pm

      Podpinam się pod prośbę

      Odpowiedz
  • PatiStyczeń 2, 2020 at 6:56 pm

    Anus jaka niespodzianka. Zdrowia i jeszcze raz zdrowia. Przyznaję, że z szeryfa straszny człowiek ale jak na niegrzecznego chłopca przystało ma w sobie to coś co pociąga. Ciekawe czy nasza bidulka też mu w końcu ulegnie.

    Odpowiedz
    • AgnesStyczeń 3, 2020 at 12:15 pm

      Zaraz się ustawi do niego kolejka

      Odpowiedz
      • PatiStyczeń 3, 2020 at 1:40 pm

        Pierwsza 😀

        Odpowiedz
  • DariaStyczeń 5, 2020 at 8:11 pm

    Juejuuu, kiedy następna część, uschne tutaj 😭😭😭

    Odpowiedz

Zostaw komentarz

Please enter your name. Please enter an valid email address. Please enter message.