Minimalnie podniesiona brew była dla Margaret wyraźnym sygnałem, że ma wyznać wszystko co wie.
Zaczęła mówić, ale z każdą upływającą sekundą miał coraz większe wątpliwości czy na pewno chciał się tego dowiedzieć i właśnie to usłyszeć. Na protesty było już jednak za późno.
Podwładna – chcąc najwyraźniej mieć to już za sobą na zasadzie „niech już to się przewali”, wyrzucała z siebie kolejne słowa z prędkością karabinu.

Każde z osobna było zrozumiałe, ale poskładane razem tworzyły coś, przeciwko czemu jego umysł protestował ze wszystkich sił.
On się obawiał zamieszania?! Utraty kontroli?!
To było jakiś koszmar!

Wyłapywał kolejne wyrazy, które tylko dolewały oliwy do ognia.
– Zauroczenie … przyciąganie … gniazdko miłości … – Tu nie wytrzymał.
– Co?! Jakie kurwa gniazdko miłości? – Margaret zatkało. Patrzyła na niego zszokowana i nic dziwnego. Nigdy, ale to przenigdy nie używał takich słów. Mógł być szorstki, nieprzyjemny, ale taki wybuch?
To nie był Mallroy! A przynajmniej nie ten jakiego znała.
Kobieta dopiero po dłuższej chwili udzieliła odpowiedzi. 
Tym razem każde słowo wypowiadane było powoli, z niezwykłą wręcz starannością:
– George odbierał cię od Anny i zobaczył takie olbrzymie posłanie. Rozkopane. Przy kominku. Przeszedł się po domu. Zarzeka się teraz, że zajrzał w każdy kąt. W jedynej sypialni nie było pościeli. Musieliście spać razem.
– I? – Wykonał gest, jasno wskazujący, że nadal nie widzi uzasadnienia dla użycia takiego zwrotu. 
Znowu przypominał dawnego siebie.
– Pojechałeś z Anną po tym nieporozumieniu u nas. – Margaret głośno przełknęła ślinę, bo to co zamierzała powiedzieć mogło się nie spodobać słuchającemu ją mężczyźnie. Z drugiej strony nic dziwnego, bo to był naprawdę daleko posunięty eufemizm. 
To co wtedy odstawiła Anna przy aktywnym udziale szeryfa było cyrkiem jakiego komenda w Bozeman nigdy nie doświadczyła.
– I trochę ci zajęło jej uspokajanie, skoro utknąłeś tam do rana z rozładowanym akumulatorem. Josh, przecież ty nigdy nie tracisz głowy, a teraz zachowujesz się jak nastolatek, któremu wszystko leci z rąk. Świateł zapomniałeś wyłączyć? I ją dyscyplinowałeś? Przez cały wieczór, noc i poranek? George paple jak nawiedzony. Część chłonie te teorie spiskowe jak gąbka, a ci którzy nie mają ochoty słuchać to jednak mają oczy. Przecież zachowujesz się jak wtedy, gdy … – zamilkła. Dobrze wiedział co chciała powiedzieć. Jak wtedy, gdy odkrył zdradę Lisy. Świat mu się wtedy zawalił. Nie był sobą. Przechodził od skrajności w skrajność. Gryzł wszystkich, rzucał się w wir pracy by uciszyć myśli.
– W dodatku kilka razy uświadczyliśmy wizyty Dextera. Ten dla odmiany wygląda jakby w tyłek wjechał mu łoś. Zupełnie jakby ktoś krzyżował jego plany – też chodzi nabzdyczony i na wszystkich warczy. Sam rozumiesz, że nawet gdy średnio inteligentny wielbiciel piwa zestawi Annę, twoje rozkojarzenie i poirytowanie Callahana wychodzi mu to o czym mówi całe miasto.
– Ja jestem z Anną, a DJ to wkurza, bo chciałby być na moim miejscu. – Dokończył bezwiednie.
– Amen. Nic dodać, nic ująć. Z tym, że większość trzyma kciuki by z tego coś wyszło. Tobie oczywiście. Ludzie uważają cię za porządnego człowieka, który w końcu zasłużył na przyzwoitą kobietę.
Bo zasłużyłeś, zwłaszcza po tym wszystkim co się stało.

Zignorował ostatnie słowa. Bardziej zaciekawiło go coś innego.
– A mniejszość? – W momencie, gdy usłyszał swój głos wiedział, że źle zrobił. Trzeba było się nie odzywać, a już na pewno nie okazywać żadnego zainteresowania. Margaret się wyprostowała, uśmiechnęła i odparła z dziwną satysfakcją.
– A mniejszość to te wszystkie baby, które miały nadzieję, że one cię złapią. Ale na to już chyba za późno. – Margaret okręciła się a pięcie i zanim zdążył coś powiedzieć, dane mu było tylko usłyszeć trzask zamykanych drzwi.

Świetnie! Po prostu genialnie! To już nawet nie było horrendalne nieporozumienie.
To był jakiś koszmar.

Musi pomyśleć co z tym zrobić. 
Tu już nie ma miejsca na improwizację. Jak na razie jego życzenia dosyć mocno rozmijały się z realizacją. Chociaż gdyby miał to nazwać wprost to śmiało mógłby przyznać, że wszystko pieprzyło się i komplikowało z niebywałym wręcz talentem.

 Im większe składał sobie postanowienie, że odzyska kontrolę, z tym większym hukiem ją tracił.

Spojrzał na biurko i tylko machnął ręką. Koniec pracy na dzisiaj. I tak już nic nie zrobi. Pomijał to, że może być gorzej. Margaret może uznać, że skoro po usłyszeniu pierwszych wieści nie zabił posłańca, to warto kuć żelazo, póki gorące.
 Jeszcze wpadnie jej do głowy ponowne wejście do jego jaskini i rozpoczęcie akcji „szeryf zakochany to szeryf szczęśliwy”. Tego już by nie strawił, a akurat jej zwłok nie życzył sobie widzieć.
Chętnie zobaczyłby za to kogoś innego w tej roli, ale na to nie było najmniejszych szans. I na razie też okazji.

Teoretycznie była szansa, że ktoś go zaczepi w drodze do samochodu, ale na szczęście część z szalejących mu w głowie myśli odzwierciedliła się na twarzy. Miał szczęście do mądrych i inteligentnych ludzi w zespole, a nikt też nie miał inklinacji samobójczych. 
Nie niepokojony przez nikogo dotarł do samochodu.

Wolno ruszył spod komendy, nie mając zbyt jasno doprecyzowanego celu podróży. Do domu wracać mu się nie chciało. 
Normalnie wylądowałby u Copper’a, ale obawiał się, że zaraz napatoczy się jakiś życzliwy znajomy mający ochotę na pogawędkę. A biorąc pod uwagę prześladującego go teraz pecha, padłoby pytanie o Annę i nagle okazałoby się, że w knajpie panuje niczym niezmącona cisza – bo wszyscy żywo byliby zainteresowani każdym słowem padającym z jego ust. Tego sobie nie życzył. Może trochę przesadził z tą wizją, ale nabrał jakieś dziwnej niechęci do grup ludzi. 
A za grupę uznawał ilość od sztuk jeden w górę.


Jazda po mieście może najgłupszym z możliwych rozwiązań, ale wydawała się względnie bezpieczna.
W końcu jako szeryf mógł przecież patrolować te cholerne ulice?!
No to właśnie to będzie robił!

Po chwili furia dziwnie sklęsła, ale pożar się nie wypalił – zabrakło tylko chwilowo paliwa. 

Samochód Josh’a dosłownie się toczył, a on sam leniwie obserwował ludzi i inne pojazdy. Nagle jakiś wariat wyjechał mu pod nos z podporządkowanej.
Co za kretyn!
Momentalnie szlag go trafił!
Musiał być zmęczony ostatnimi wydarzeniami i całkowicie wyprowadzony z równowagi rozmową z Margaret. Tak to sobie tłumaczył, bo inne wyjaśnienie nie przychodziło mu do głowy. 
Zadziałał odruchowo i włączył syrenę. Każdy normalny człowiek zatrzymałby się od razu, ale ten baran jechał dalej. 
- Pijany? – Na wszelki wypadek powtórzył sygnał, ale kierowca konsekwentnie nie reagował. 

Pewnie normalnie by tak nie zareagował, ale to nie był normalny dzień. A już na pewno nie można normalnymi nazwać ostatnie wydarzenia.

Ostro dodał gazu, wyprzedził niefrasobliwego pajaca i jeszcze ostrzej zahamował – zupełnie nie przejmując się faktem, że sam o mało co nie spowodował wypadku. 
Wysiadając z wozu zwrócił baczniejszą uwagę na stojący za nim samochód. 
Zupełnie taki jak Anny. 
I wtedy go zastopowało. 
To nie był taki sam wóz. To był jej cholerny samochód z nią samą za kierownicą. 

Przyczyna całego bałaganu tkwiła na głównej ulicy Bozeman z miną jasno informującą, że to wszystko to jego cholerna wina. Co za nabzdyczona, egoistyczna i bezmózga flądra!
Drżał od tłumionych emocji.
Nie ruszał się.
Gdyby tylko do niej podszedł, wyszarpały ją za włosy na zewnątrz i zawlókł … odetchnął.
Wizja była zbyt realna i zbyt kusząca. Zbyt straszna.

I wtedy dotarło do niego, że są jedynymi aktorami tego spektaklu. Zatrzymał tę wariatkę na środku ulicy. Jakby komuś to mogło umknąć popisał się jak szczeniak, hamując z piskiem opon. Ci którzy nie zareagowali od razu, zaciekawili się reakcją pozostałych osób.
Jednym słowem albo się opanuje albo straci więcej niż może sobie wyobrazić.

– Nie tu i nie teraz Mallroy. – Powtórzył w duchu po czym podszedł powoli do wozu Anny.
Gniew zaburza zdolność postrzegania. Nie zdawał sobie sprawy, że źrenice kobiety mogą się aż tak rozszerzyć.
Jej błękitne oczy były teraz aż czarne. Gniew? Nie, to strach!
Ma nad nią przewagę!
Nacieszy się tym później, a na pewno nie przy tylu świadkach.

– Pojedziesz za mną. Musimy porozmawiać. – Do tego co zamierzał zrobić potrzebował ustronnego i opustoszałego miejsca.
A nic nie nadawało się do tego bardziej niż rodzinny dom jego byłej małżonki, który obecnie zamieszkiwała jadąca za nim kobieta.

 

** ** ** ** ** ** ** **

Montana – część XXXI

Montana – część XXIX

 

Podziel się:
13 polubień
696 Views

Poczytaj więcej

39 komentarzy

  • Anna ValettaPaździernik 12, 2018 at 2:23 pm

    Hej! Tak, tak – Ci którzy wzięli udział w zabawie i wygrali już to znają. Wracam na dobre i kolejna część Montany już w niedzielę.
    Tak się zastanawiam czy kontynuować i skończyć Montanę czy jednak przeplatać Wam z innymi opowiadaniami. Zobaczymy

    Odpowiedz
  • JulkaPaździernik 12, 2018 at 2:51 pm

    Ło matko wchodzę sobie na Twój profil a tu taka niespodzianka!! Super że już u Ciebie wszystko w porządku u wracasz do Nas 😉

    Odpowiedz
    • Anna ValettaPaździernik 12, 2018 at 3:07 pm

      Julka 😀
      Jej jak ja się stęskniłam za Wami i pisaniem! Cieszę się, że wywołałam tak dziką radość. Teraz pozostaje mi tylko nadrobić ten rok 🙂

      Odpowiedz
      • JulkaPaździernik 12, 2018 at 3:26 pm

        A my jak się za Tobą stęskniliśmy i za Twoim pisaniem 😉 Warto było odwiedzać Twój profil codziennie żeby trafić w końcu na taką niespodziankę 😉 mam nadzieję że już Nam nie znikniesz na tak dlugo i w dalszym ciągu będziesz umilać te kilka chwil swoimi kolejnymi opowiadaniami bo uwierz że są naprawdę świetne 🙂 Pozdrawiam

        Odpowiedz
  • AgnesPaździernik 12, 2018 at 5:44 pm

    Czadowo z tym wilkiem wyszło!!!!! Już nie znikaj na tak długo pliiiiiiiz.

    Odpowiedz
    • Anna ValettaPaździernik 12, 2018 at 7:20 pm

      Zgadłaś? 🙂 Tak jakoś mi się zrymowało. Lubię takie gierki słowne.
      Nie zniknę

      Odpowiedz
  • NataliaPaździernik 12, 2018 at 7:23 pm

    Oh, oh, oh…. cudownie że wróciłaś😍 po prostu, tyle i aż tyle😃

    Odpowiedz
    • Anna ValettaPaździernik 12, 2018 at 7:52 pm

      Natalia. Nawet nie wiesz jaka jestem wzruszona. Można powiedzieć, że osierociłam Was na ponad rok i nie ukrywam, że z ogromną obawą wrzucałam dzisiaj pierwszy tekst po tak długiej przerwie.
      Dziękuję!

      Odpowiedz
  • Jo WinchesterPaździernik 12, 2018 at 8:25 pm

    Wreszcie! Jak ja się cieszę!!! Rozumiem, że teraz historia przedstawiana oczami szeryfa?

    Odpowiedz
    • Anna ValettaPaździernik 12, 2018 at 8:36 pm

      Trzeba wykopać trupa. Tak jest – szeryf wiedzie prym!

      Odpowiedz
  • AaaaaPaździernik 12, 2018 at 9:41 pm

    W koncu nasza Ania wrocila
    Tesknilismy za Tobą i twoimi opowiadaniami
    Juz nie uciekaj od nas

    Odpowiedz
      • AaaaaPaździernik 14, 2018 at 9:00 am

        Zajrzalam tam odrazu droga Aniu.
        I dzis bedzie kolejna część ktorej nie moge sie juz doczekac.
        Wszystkiego dobrego Aniu zycze i jak najwiecej weny

        Odpowiedz
  • Magdalena - WeekendownikPaździernik 13, 2018 at 8:13 am

    Wchodzę, a tutaj taka niespodzianka ! Widzę, że przybywa blogów, w których autorzy piszą opowiadania 🙂 Kiedy następna część?

    Odpowiedz
    • Anna ValettaPaździernik 13, 2018 at 5:35 pm

      Proszę bardzo.
      Też obserwuję rosnący trend i naprawdę jest to wspaniała rzecz. Zawsze ciesze się gdy ktoś odnajduje się w tym co robi i robi to co lubi 🙂

      Odpowiedz
  • krystynabozennaPaździernik 13, 2018 at 9:54 am

    Ciężko się czyta , białe litery na czarnym tle ech.. to nie dla mnie…

    Odpowiedz
    • Anna ValettaPaździernik 13, 2018 at 5:40 pm

      @krystynabozenna – niestety nie wszystkim to pasuje i zgadza się, że może być dla niektórych męczące. Wybór był jednak świadomy.
      Ale jeśli treść jest w porządku to zapraszam później na stronę annavaletta.com (jest w trakcie budowania)

      Będzie tam można pobrać nieodpłatnie ukończone już opowiadania (oczywiście po drobnych zmianach, redakcji
      i korekcie) w bardziej przyjaznej wersji kolorystycznej.

      Odpowiedz
  • MaryPaździernik 13, 2018 at 5:04 pm

    O! Jaka miła niespodzianka! Cieszę się, że już tu jesteś 🙂

    Odpowiedz
    • Anna ValettaPaździernik 13, 2018 at 5:37 pm

      Bonjour!
      Chociaż czy o tej godzinie nie mówi się przypadkiem „Bonsoir”?

      Jeśli niespodzianka miła to cała przyjemność po mojej stronie

      Odpowiedz
  • Tony PorterPaździernik 13, 2018 at 8:37 pm

    Najlepszy prezent urodzinowy jaki mogłam dostać – miodzio:) Mogłabym i szeryfa w tym momencie uściskać:) Dzisiaj akurat przypomniała mi się „Kura bojowa” i tak sobie myślałam, że wielka szkoda, że ciąg dalszy nie nastąpił, ale sobie tekst odświeżę, kliknęłam w zakładkę często odwiedzaną i… pokraśniałam z radości:) Jest! Jest nowy post! Radość wieczorową porą!

    Odpowiedz
    • Anna ValettaPaździernik 13, 2018 at 9:09 pm

      Wrzuciłabym tu bukiet urodzinowy, ale nie wiem jak.
      Wszystkiego najlepszego!!!!!!!

      Odpowiedz
  • MagdaPaździernik 14, 2018 at 1:55 pm

    Ojej to muszę koniecznie nadrobić wcześniejsze części 🙂

    Odpowiedz
    • Anna ValettaPaździernik 15, 2018 at 8:46 pm

      Dziękuję. Sama mam słabość do tych tekstów

      Odpowiedz
  • JPaździernik 14, 2018 at 5:19 pm

    Wróciłaś 🙂

    Odpowiedz
  • irena omegardPaździernik 14, 2018 at 5:55 pm

    Pierwszy raz czytam.Siegnę po wcześniejsze.Mnie się bardzo dobrze czytało.Oby tak dalej.

    Odpowiedz
    • Anna ValettaPaździernik 15, 2018 at 8:47 pm

      Zapraszam! Warto spojrzeć na teksty już skończone.

      Odpowiedz
  • MoniqPaździernik 15, 2018 at 6:53 am

    Super się czyta tę opowieść. Koniecznie muszę przeczytać poprzednie.

    Odpowiedz
    • Anna ValettaPaździernik 15, 2018 at 8:22 pm

      Dziękuję! Polecam się z innymi tekstami. Uczulam tylko, że są w większości bez korekty i redakcji.

      Odpowiedz
  • KarolaPaździernik 15, 2018 at 8:20 pm

    Też wypatrzyłam szybko(nawet przed Facebookiem) i jak zwykle nie mogę się doczekać następnej części. Muszę jednak najpierw przeczytać kilka ostatnich części bo mam pamięć dobrą ale krótką 😉

    Odpowiedz
    • Anna ValettaPaździernik 15, 2018 at 8:21 pm

      Ja też czytam 😀
      Ale teraz też kończę – dzisiaj kolejna część Montany. Pomijam, że chyba w końcu Wampirzyca wleci w tym roku.

      Odpowiedz
      • MaryPaździernik 16, 2018 at 4:05 am

        Wampirzyca! Tak! To już będzie chyba trzecie halloween, odkąd ciekawość mnie żre jak rozwiniesz ten tekst…

        Odpowiedz
        • Anna ValettaPaździernik 16, 2018 at 2:58 pm

          To jest moje Waterloo. Bardziej pechowego tekstu świat nie widział.
          Dziękuję Mary za informację.
          W takim razie będzie Wampirzyca. Zaraz wrzucę ją w harmonogram. Zdecydowałam, że tekst napiszę teraz, a wrzucę go w pięciu częściach od Halloween począwszy.

          Tegoroczne Halloween pod znakiem Pogromcy Wampirzycy!

          Odpowiedz
        • bluePaździernik 18, 2018 at 5:02 pm

          Nie tylko Ciebie! 🙂 Wampirzyca to po DIABLE moje ulubione opowiadanie.
          Dobrze, że wróciłaś 🙂

          Odpowiedz
          • Anna ValettaPaździernik 18, 2018 at 7:19 pm

            To moja porażka. Chociaż nie, to jakiś najbardziej pechowy tekst świata. W następny weekend mam zaplanowany cały dzień tylko na tę zarazę.
            PS> jak będzie wtedy trzęsienie ziemi w Poznaniu, przejdzie trąba powietrzna, albo ktoś bombę zdetonuje czy inne podobne atrakcje wcieli w życie … to możecie być pewni, że właśnie miałam usiąść do pisania.

        • bluePaździernik 18, 2018 at 5:11 pm

          Mnie już chyba całkiem zżarła ta ciekawość! Nie została, ani kosteczka 😉
          Wampirzyca to chyba moje (po DIABLE oczywiście) ulubione opowiadanie.
          Dobrze, że wróciłaś 🙂

          Odpowiedz
          • Anna ValettaPaździernik 18, 2018 at 7:19 pm

            Wampirzyca jest czadowa. Kiedyś wrzucę zdjęcie balkonu, z którego rzeczy byłego leciały.

Zostaw komentarz

Please enter your name. Please enter an valid email address. Please enter message.