Gdyby to dotyczyło kogokolwiek innego, uznałby to za niezwykle zabawną i szalenie pokręconą historię.

Kilka razy otwierał usta, by udzielić Alice jakiejkolwiek odpowiedzi, ale za każdym razem rezygnował.
Nie było dobrej odpowiedzi i nie było właściwej reakcji.

Bo co miał powiedzieć? Prawdę?
A jaka ona była?

Że w mieście zjawiła się kobieta, która wywołuje w nim nienawiść tak ogromną, że chce ją za wszelką cenę usunąć ze swojego życia?
Ale oprócz dawno nie odczuwanej tak silnie odrazy, budzi w nim jeszcze większe pożądanie? Nad którym ledwo panuje i które rozwala całkowicie jego spokój i nie pozwala mu normalnie funkcjonować?
Zaczyna tracić nad sobą kontrolę w każdym znaczeniu tego słowa. I wariować.
Jednocześnie widział swoje dłonie zaciskające się na jej szyi i odbierające oddech, ale te same dłonie pieściły tak znienawidzoną kobietę dając rozkosz.

Dźwięk pękającego kubka przeplótł się z przejmującym bólem.
– Josh, dziecko. – Przestraszona Alice złapała go za nadgarstek i wtedy uzmysłowił sobie, że zgniótł trzymane w ręku naczynie.
Po raz kolejny się zapomniał. I po raz kolejny cierpi przez tę kobietę.

W milczeniu obserwował jak staruszka delikatnie oczyszcza ranę i zabezpiecza dłoń bandażem.
Dopiero po chwili się odezwała:

– Nie uciekaj. Przestań tak zaciekle się bronić. Każdy zasługuje na drugą szansę.
Nic nie odpowiedział, ale przez myśl głowę mu przemknęła jedna myśl.
Ta druga szansa ma dotyczyć jego czy Anny?

Pierwotnie planował zajrzeć jeszcze do Copper’a, ale jeśli delikatna i niezwykle taktowna Alice zachowała się w ten sposób to mogło już być tylko gorzej. U Copper’a mógł być George.
Pojechał do domu, a przynajmniej tak planował. Gdy tylko ruszył zaczął myśleć o pracy, logicznym było pomyślenie o posterunku, za tym już kiwała do niego Margaret, a stąd była krótka droga do jednego – czy jego pracownica przekazała już Annie papiery.
A potem się rozejrzał i okazało się, że właśnie skręca w przejazd obok tak często odwiedzanego rancha.

Nie myślał.
Nie chciał myśleć, bo jeszcze musiałby odpowiedzieć sobie na pytanie dlaczego to robi.
Po chwili stał oparty o pień drzewa i wpatrywał się w jej dom.

Była.
Najpierw kręciła się po kuchni. To, że gotowała nie było niczym nadzwyczajnym. Może i jako żona Lazcanso otoczona była luksusem i służbą z kucharzami włącznie, ale gdzieś się musiała wychować i dorastać.
Trochę rozłożyło go jak, bo nie widział jeszcze kobiety która robiłaby to w ten sposób. Zawsze – od jego matki, po Lisę czy inne kobiety stykał się z przepisami i ich ścisłym przestrzeganiem. Tutaj – i byłby to duży eufemizm – w grę wchodziła swobodna interpretacja.
Nie wytrzymał i parsknął, gdy w sekundę po tym jak wrzuciła kolejny składnik do garnka, zaczęła w panice wyławiać go ogromną łyżką. Po czym przyjrzawszy się temu uważniej, ponownie wrzuciła go do środka.
Wyglądało to komicznie, ale w taki pozytywny sposób. Czuł rozgrzewające go od środka ciepło. Patrząc na nią czuł się dobrze.
Zupełnie jakby ten widok niósł mu ukojenie i spokój. Jakby dotyczył jego.
Kobieta krzątająca się w domu i przygotowująca posiłek w oczekiwaniu na swojego mężczyznę.
A gdyby tak czekała na niego?
Czy czekałaby tylko z obiadem? Czy stęskniona najpierw by go nakarmiła, czy … teraz nim wstrząsnęło.
O czym do cholery myślał?!

To nie dziewczyna z sąsiedztwa tylko ukrywająca się wdowa po koszmarnym przestępcy. Nie było możliwości by nie wiedziała czym zajmował się jej mąż.
Ciekawe tylko czy go chociaż lubiła. Bo co do tego, że opłacało się jej z nim być nie miał żadnych wątpliwości.
Wystarczyło zresztą spojrzeć na dom.
Nie przywiozła ze sobą za dużo rzeczy. Prawie wszystko kupowała – w dodatku nie szalała.
I pewnie by go zwiodła gdyby nie ten fortepian.
Miotnęło nim gdy to sprawdził – ceny używanych zaczynały się od 90 tysięcy dolarów. Ten nie wyglądał na zbytnio używany.

– Nie jesteś zbyt konsekwentna. – Zamruczał i w tej samej sekundzie uzmysłowił sobie, że on też nie jest.

Kolejne dni były … ciężkie.
I dla niego i dla otoczenia.
O to ostatnie zbytnio się nie martwił – przeżyli do tej pory, to teraz też sobie dadzą radę.

Bardziej martwił się sobą, bo zaczynał mieć wątpliwości.
Oczywiście, że związane z nią.
I do cholery, to nie były wątpliwości. Zaczynał okazywać słabość!

Nadal nie miał żadnych wieści od James’a. Nie popędzał go – wiedział, że musi cierpliwie czekać, ale humoru mu to nie poprawiało.
Intuicja go nie zawiodła jeszcze nigdy i właśnie przez nią miał taki problem.
Logika i zdrowy rozsądek pokazywały Annę w złym świetle. Bardzo złym.
Ale ta cholerna intuicja najpierw delikatnie sygnalizowała, a ostatnio zaczęła głośno wołać, że coś tu się nie zgadza.
Z jednej strony gdyby ją już załatwił, miałby problem z głowy.
Ale z drugiej. No właśnie? Co z drugiej?
Zachowywał się jak nastolatek nie panujący nad hormonami. Bo tylko tak mógł wytłumaczyć to co się z nim działo.
Miał podane czarno na białym co robiła z mężem. Jakim musiała być człowiekiem, żeby trwać w takim związku? I zajmować się takimi rzeczami.

A jednocześnie sprawiała wrażenie zupełnie innej osoby.
Jej uśmiech, ciepłe spojrzenie, czasem nieporadność i ta zaskakująco szczera bezbronność całkowicie go rozwalały.
Nie tylko to. Jej dotyk, zapach.
Na samą myśl poczuł nadchodzącą falę podniecenia.

Wiedział, że jeśli czegoś z tym nie zrobi to zwariuje.
A miał już serdecznie dosyć – i to zarówno tej sytuacji jak i samego siebie zachowującego się w tak irracjonalny i idiotyczny sposób.

Jak to zwykle bywa rozwiązania przychodzą nagle.
Tak było i tym razem, gdy po raz kolejny brał zimny prysznic by wyciszyć szalejące w nim pożądanie.
Przecież nie musi na razie robić nic.

No, może nie do końca „nic”.
Z ostatecznym rozwiązaniem kwestii Anny poczeka do momentu otrzymania wieści od James’a.
Czy ją zatłucze od razu, czy najpierw z hukiem wywali z miasta – bo jakoś nie miał wątpliwości, że jak „przypadkiem” rozejdzie się kim była i jest to ludzie obrzydzą jej życie w tym mieście – a potem dopadnie i załatwi.
Zupełnie jak z Lisą.

A skoro teraz ma trochę czasu to co stoi mu na przeszkodzie by się trochę zabawić? W sumie bardziej niż trochę.
Po co miał się tak dalej katować?
W końcu nazwał wprost to na co miał ochotę od dawna, tylko bał się do tego przyznać.
Na samą myśl o tym co może i co z nią zrobi, aż jęknął. A po spojrzeniu na krocze tylko upewnił się w podjętej przed chwilą decyzji.
Imponująca erekcja utrzymywała się mimo lodowatego prysznica.

Za kilka dni bal.
Był pewien, że w rewanżu będzie go licytować. Zawsze reagowała emocjonalnie.
Idealnie.
A domek w górach był stworzony do tego co chciał zrobić. Denise niechcący oddała mu kolejną ogromną przysługę i tym samym zapewniła idealne miejsce do tego co chciał zrobić z Anną.
Zamierzał ją pieprzyć tak długo jak starczy mu sił.

Jeszcze tylko kilka dni!

Myśliwy znowu zaczął polowanie, ale tym razem zmienił plany co do tego jak będzie ono przebiegać. Co prawda przebijała się jeszcze nieśmiało myśl, co zrobi jeśli do tego czasu zadzwoni James i potwierdzi jego podejrzenia, ale nie było już odwrotu.
Nie dla niego.
Poczuł krew i niezależnie od tego czego się dowie zerżnie tę dziwkę tak, że będzie go błagać.

Tego potrzebował by odzyskać względny spokój – jasno wytyczonego celu.
A najnowszy bardzo, ale to bardzo mu odpowiadał.

Zapomniał tylko o jednym. Anna była nieobliczalna i nic co jej dotyczyło nie było pewne.

– Jeszcze tylko kilka dni! – Powtarzał to, łącząc pracę z przygotowaniami do balu i ogarnianiem domku myśliwskiego. Miejsce miało być ciepłe i dać jej poczucie bezpieczeństwa. Ciche i spokojne miejsce, w którym chcesz się zaszyć i gdzie czujesz się dobrze.
Plus odpowiednia aprowizacja, bo gdy już ją dopadnie, nie zamierzał się stamtąd ruszać przez kilka dni.
Nie zdawał sobie sprawy, że rzeczy Lisy było tak dużo. Pierwotnie chciał wszystko usunąć, ale po chwili zmienił zdanie. W sumie te drobne akcenty – ubrania i zdjęcia jego byłej małżonki, paradoksalnie mogły mu pomóc.
Będzie w oczach Anny bardziej ludzki, godny współczucia i potrzebujący pocieszenia. O tak, z chęcią je przyjmie.
Zamierzał zachować pozory – w końcu wygrana randka miała być tylko kolacją przy świecach, ale wiedział że Anna przepadnie gdy tylko znajdzie się w zasięgu jego dłoni i ust.
Zbyt wiele razy był blisko niej by nie zauważyć jak reaguje na jego obecność.
Wspólna noc przed kominkiem i przebudzenie, które chciałby powtórzyć. Te chwile gdy siedział blisko niej i nie była w stanie zapanować nad drżeniem.
Te chwile gdy była tak blisko. Jej drżenie zmieszane ze strachem, gdy zdała sobie sprawę z własnego podniecenia i kto je spowodował. Uroczo wyglądała – tak zmieszana, gdy nie panowała nad własnymi emocjami.
– Zawstydzona dziwka. Cóż za intrygujące połączenie.- Mruknął na samą myśl o tym co z nią zrobi.

Zadziwiająco spokojnie dotrwał do dnia zero.
Dopiero gdy stanął przed lustrem, by tuż przed wyjściem sprawdzić czy smoking leży tak jak powinien, nerwowo drgnął mu kącik ust.
– Spokojnie, to tylko kilka godzin. Może i krócej. – Był zbyt blisko celu by to zepsuć głupim zachowaniem. Uśmiechnął się do własnego odbicia.

Wiedział, że wygląda dobrze. Cholernie dobrze.
Nie był idiotą i zdawał sobie sprawę, że jest ciężko przystojny, a w smokingu prezentował się zabójczo. I zamierzał to dzisiaj wykorzystać.

Denise go nie zawiodła – jej zapędy by zeswatać go z Anną były godne podziwu. Podobnie jak podejmowane w tym kierunku kroki. Uparła się jak osioł i robiła wszystko by ich zbliżyć.
Już wczoraj poinformowała go, że nie tylko przywiozą Annę na bal, ale że siedzą z nim przy wspólnym stole. Niestety również z Dexterem i rodziną burmistrza, ale nie można oczekiwać wszystkiego.

Dotarł do Eagles Lodge jako jeden z ostatnich, w sumie na granicy przyzwoitości. Ale nie zamierzał się rozpraszać i marnować czasu na oganianie się od chętnych na randkę. .
Większość gości zajęła już przynależne im miejsca więc mógł bez urażania nikogo spokojnie przejść do swojego stolika, zatrzymując się tylko od czasu do czasu by zamienić grzecznościowo kilka słów z wybranymi osobami.

Żona i córka burmistrza zajmowały już swoje miejsca, ale prowadziły dość ożywioną konwersację. I to na tyle burzliwą, że nie zwróciły uwagi na to, że się zbliża.
Już miał im przeszkodzić i się z nimi przywitać, gdy nagle poczuł dreszcz.
Tak reagował ostatnio na obecność tylko jednej osoby.

Spojrzał w stronę głównego wejścia i oniemiał.
Zjawisko. Inaczej nie był w stanie nazwać tego co widzi.
Wyglądała jak anioł i diablica w jednym. Tak piękna, że skusiłaby samego Boga.
Spojrzała na niego i już miał odpowiedzieć jej uśmiechem, gdy dotarło do niego na czyim ramieniu się wspiera.
Cholerny DJ!

Nie dawało się ukryć, że ich stolik znajdował się w centrum uwagi wszystkich obecnych na sali i to zarówno za sprawą tego, kto przy nim siedział jak i dziwnej atmosfery.
Inaczej tego nazwać się nie dało.
Dexter wyglądał jakby zaraz miał podbić świat, Denise z Georgem i McKenseyow’ie byli lekko skonsternowali, a Anna nerwowo podskakiwała przy każdym jego ruchu. Ale nie to go zaniepokoiło.

Najgorsze, że strach widoczny pierwotnie w jej spojrzeniu został zastąpiony przez dziwną determinację.
Zupełnie jakby podjęła w końcu decyzję, że coś zrobi bez względu na konsekwencje.
Nagle dotarło do niego, że cokolwiek to miało być to nie dość, że klamka już zapadła, ale może być pewien, że mu się to nie spodoba.

Uciekała mu.
Był zbyt zdeterminowany, by odpuścić, ale zwierzyna, którą miał z łatwością złapać w sidła zaczynała mu się wymykać.
Nie brał nawet pod uwagę opcji, że jej nie dostanie, ale nie miało to być już takie proste.
Jedyną osobą, która mogła decydować o zmianie był on sam, ale z tą kobietą jakoś to nie wychodziło.
Nagle wszystko zaczęło się sypać, a tego nie lubił!

Wściekły musiał w duchu przyznać, że był tak pewien, że dzisiejszy wieczór ma tylko jedno zakończenie, że nie uwzględnił innych opcji. W tym nieprzewidzialności tej wiedźmy.

Cokolwiek zamierzała zrobić był pewien jednego – skończy się to głośnym skandalem i nikt nie wyjdzie z tego cało, z nim włącznie.

Zacisnął szczękę, gdy zaczęła bawić się kartą do licytacji.
Zaczyna się!
To było jak dźgnięcie ostrogą, na które zareagował odruchowo.

– Nie śmiesz mnie licytować. – Jego wściekły szept miał dotrzeć tylko do Anny, ale usłyszał westchnięcie Kimberly.
Tylko dlatego zamilkł. Nie chciał pogarszać sytuacji i ewentualnych plotek, chociaż na to nie miał już co liczyć.
Był tak wściekły, że tylko jednego był pewien.
Jak już w końcu ją dorwie to rozerwie ją na strzępy.

A potem trafił na scenę. Był piątym w kolejce pod nóż, a raczej młotek.
Po nim był już tylko DJ, ale nie zdziwiła go ta kolejność. Oczekiwał się co prawda, że będzie zamykał licytację, ale nie miało to dla niego w tej chwili najmniejszego znaczenia.
I co innego zaprzątało teraz jego uwagę.
Nie widział nikogo poza Anną.
Jej wściekłe spojrzenie tylko rozpalało jego wyobraźnię. Siedziała wyprostowana i gotowa na konfrontację.
Jak będzie z taką pasją podchodzić do uprawiania z nim seksu to może zostawi ją sobie na dłużej?
Nagle burmistrz krzyknął z jakąś dziwną nutą w głosie:

– Sprzedane. – I dotarło do niego, że przecież Anna wcale go nie licytowała. Kupiła go Kimberly za 27 tysięcy!

Zanim doszedł do siebie na podpium stanął Dexter, a potem rozpętało się piekło.

Pół miliona!
Za tyle z hukiem i w otoczce skandalu wylicytowała Dextera.
I upojną randkę w Denver, która oficjalnie miała zostać spędzona w operze i Palace Arms, ale wszyscy wiedzieli, że zakończy się w łóżku.
Wszem i wobec kupiła sobie noc z największym playboyem Bozeman.

Nic z tego nie rozumiał, ale ostatnie co należało teraz zrobić to próbować wyjaśnić co się właściwie stało.

Szczęście w nieszczęściu, że ostatnia licytacja wywołała takie zamieszanie iż jego zaskoczenie umknęło uwadze wszystkich.
Prawie wszystkich.

Korzystając z rozpętanego cyrku, wyszedł dyskretnie na zewnątrz. Musiał odetchnąć świeżym powietrzem i zebrać myśli.
Bezwzględnie musiał pobyć sam.

Aż skrzywił się na dźwięk otwieranych drzwi i głosu Kimberly:

– Hej. Tak myślałam, że cię tu zastanę. – No tak, przecież go wylicytowała. Czego innego mógł się spodziewać od napalonej na niego od dłuższego czasu córki burmistrza.
Uśmiech na twarzy mężczyzny nie objął oczu, ale nie o to chodziło. Miał tylko zachować pozory dobrego wychowania. Im szybciej pojadą, tym szybciej wrócą i będzie miał ją z głowy.
Kolacja to kolacja.

Już otwierał usta, by zapytać czy jest gotowa by wyruszyć zaraz pobalu, ale go zaskoczyła:
– Nie tak miało być, prawda? – Nie wiedział co ma odpowiedzieć. Jakoś nie miał wątpliwości, że młoda nawiązuje do zdarzeń sprzed kilkunastu minut, ale może jednak miała coś innego na myśli? Nie miała.
– To miała być ona. – Teraz już nie pytała.
A on nie miał powodu, by zaprzeczyć. Postawił wszystko na jedną szalę i odparł.

– Tak.

Przez chwilę stali w ciszy. Patrzył na niebo i zastanawiał się czy DJ poczęstuje Annę w samolocie szampanem? Pewnie już zbierali się i limuzyna Callahana wiosła ich na lotnisko. Ten też nie lubił marnować czasu i odmawiać sobie przyjemności. A jakoś nie miał wątpliwości co do tego, że DJ też miał ochotę sobie z nią poużywać.
A w samolocie? Usiądzie obok niej?
Czy dłużej przytrzyma jej dłoń. Będzie przypadkowo muskał palcami jej skórę, plecy, ramiona?
Ta suknia aż zapraszała do tego by jej nie ściągać tak od razu.
Jak ona zareaguje na jego dotyk? Będzie przymykać oczy nie mogąc zapanować nad wzbierającą w niej żądzą?
Wyeksponuje szyję.

– Czy pogniewasz się jeśli zrezygnuję? – Zupełnie zapomniał o Kimberly.
– Dlaczego? – Owszem, jej propozycja była mu bardziej niż na rękę, ale najzwyczajniej w świecie był ciekaw co nią w tej chwili kierowało. Zdobyła się na niesamowity wyczyn o było widać jak na dłoni z jakim trudem przyszło jej złożyć tę propozycję.
– Pokochałeś ją, prawda? Nie umiem stanąć wam na drodze. – Alice miała rację. Ludzie byli przekonani, że dzięki Annie wyszedł ze skorupy. Tym większe zamieszanie wzbudziło to co się teraz stało. Nie ten mężczyzna i nie ta kobieta. Wątplił czy ktokolwiek obstawiał taki wyniki, nawet on sam się o to nie pokusił.
Teoretycznie nic nie stało na przeszkodzie, by jednak zjeść tę kolację z Kimberly. W końcu to miała by tylko kolacja w domku w górach, ale to nie tę kobietę chciał tam widzieć.

– Dziękuję. – I poszedł za ciosem.
– Wybaczysz mi jeśli się oddalę. Nie mam siły wracać teraz do tej jaskini lwa.

Spojrzała na niego z dziką iskierką w oczach. Wiedział, że potwierdzając domysły na temat łączącej go relacji nawiązał z nią swoiste porozumienie. Poczuła się dopuszczona do tajemnicy a co za tym idzie bliżej niego. I na razie to wystarczyło.
Oboje wiedzieli, że skoro DJ z Anną wylecą do Denver, to on się stanie główną atrakcją imprezy, którą trzeba będzie dopaść i koniecznie porozmawiać o tym co się właśnie stało.
– Będę cię kryć.

Coś go podkusiło żeby w drodze do domu wstąpić na posterunek, opustoszały tak samo jak inne budynki użyteczności publicznej w mieście.
Każdy kto mógł był dziś w Eagles Lodge, albo jej pobliżu.

Siedzący na dyżurce Jack tylko podniósł brew, ale na widok niezbyt przyjaznej miny swojego szefa powiedział tylko:
– Nie widzę cię, nie słysze cię.
I o to chodziło!

Nawet nie zapalalił światła w gabinecie. Przymknął tylko drzwi i położył się na kanapie.

Spokój – dokładnie tego teraz potrzebował.
Musiał zregenerować siły. Przegrał jedną walkę, ale szykowała się kolejna.
A tę zamierzał już wygrać.

Starał się wyciszyć. Musiał mieć jasny umysł, gdy przyjdzie mu spotkać się z kimkolwiek, a już z Anną zwłaszcza.
Nawet nie wiedział kiedy zasnął.

Z drzemki wyrwał go dźwięk kroków i głosy. Dwie kobiety przechodziły korytarzem i gdy mijały jego gabinet usłyszał fragment ich rozmowy.
I o ile kroki mógł zignorować, to słowa ustawiły go do pionu.
– … skąd mam wiedzieć? Tylko mi przekazał, że wraca zgodnie z planem. Wiesz, że nawet przypalany nie powie … – tylko tyle usłyszał. Jednej nie rozpoznał, ale drugą była na pewno Martha. Jej mąż był pilotem i latał u Dexter’a.

Sen pomógł. Odzyskał sprawność umysłu.
Wracają zgodnie z planem, czyli wyjścia są dwa. DJ dostał w pysk i na operze i kolacji się skończyło, albo dostał to co chciał wcześniej i nie widział powodu, by niepotrzebnie przedłużać swój pobyt w Denver.
Nie zamierzał zgadywać, a niejako dowiedzieć się u źródła.
DJ po wylądowaniu nie spodziewał się pewnie nikogo oprócz obsługi lotniska i swoich ludzi.
No to zamierzał mu, a raczej im zrobić niespodziankę.

Zaskoczona Anna się odsłoni, a na to też po cichu liczył.
Była impulsywna i podkładała się koncertowo przy każdej konfrontacji.
Charakterek robił swoje i pewnie wszystkie jej postanowienia by zachować spokój szlag trafiał. I bardzo dobrze, tylko na tym skorzysta.

Nie zamierzał czekać tuż przy pasie startowym. Po co mieli go za wcześnie zauważyć.
Zaparkował wóz za hangarami – na terenie niedostępnym dla zwykłych śmiertelników, ale bez żadnych skrupułów wykorzystał teraz swoje stanowisko.
Zresztą nigdy nie robił dziwnych rzeczy bez potrzeby, więc ochrona uznała, że skoro chce tu wjechać to widocznie musi i nikt nie wdawał się z nim na ten temat w dyskusje.

Pozostało czekać.
I to czekanie było najgorsze.
Zaczął robić coś z czym powinien poczekać, a mianowicie myśleć o tych wszystkich komplikacjach, które spowodował dzisiejszy, a nie … już wczorajsze wybryk Anny.
Przy tym wszystkim plotki były najmniejszym problemem. Ale gdy o tym zacznie pisać prasa – a był więcej niż pewien, że takiej gratki nie przepuszczą, to należy spodziewać się wszystkiego.
Żona handlarza bronią, bo raczej ominą drobiazg, że wdowa, zasila brudnymi pieniędzmi lokalne akcje charytatywne. Jeszcze ktoś wpadnie na pomysł, że w ten sposób pierze kasę i rozpęta się tu piekło.
W obliczu tego kolejna zagadka była drobiazgiem. Cały czas intrygowało go skąd u diabła i gdzie wcześniej przechowywała te pół miliona.

Gdy w końcu dojrzał światła odrzutowca Dextera był delikatnie mówiąc zły.
Samolot po wylądowaniu zatrzymał się przy terminalu, ale on już tam czekał. Gestem zatrzymał kierowcę Dextera, który chciał wsiąść do samolotu i szybko wbiegł po opuszczonych schodkach do środka.
Myślał, że jest przygotowany na wszystko, ale to co zobaczył go zszokowało.

Bezwładnie leżąca na fotelu Anna w dziwnie pomiętej sukni. Zupełnie jakby ktoś próbował ją ściągnąć bez udziału kobiety.
I Dexter, który na jego widok zerwał się z siedzenia obok.
Zdążył tylko krzyknąć:
– To nie tak … – Po czym padł jak długi, gdy oberwał prawym sierpowym w twarz.

Nie przejmował się tym dupkiem. Wiedział, że nic mu się nie stało. Takim nigdy nic się nie dzieje.
Teraz w centrum jego uwagi była Anna.
Co jej się stało? Co ten kretyn jej zrobił?
Pochylił się nad nią w panice, ale uspokoił odrobinę gdy usłyszał równomierny oddech.
Żyła.
Już miał dotknąć jej twarzy, gdy usłyszał:
– Szeryfie Mallroy, należysz do mnie! – Myślał, że szlag go trafi bo zareagował jak uczniak. Słowa „należysz do mnie” wypowiedziane lekko chrapliwym głosem spowodowały, że zaczęło mi się robić za ciasno w spodniach.

Ale i u niego charakter czasem wygrywał:
– Tak? Ciekawe. – Nie powstrzymał się od rzucenia kąśliwej uwagi, ale może to i dobrze, bo słysząc jego głos otworzyła oczy.

Prawie się uśmiechnął. A potem zobaczył leżące na stoliku opakowanie Dramamine i zrozumiał co się stało. Musiała wziąć za dużo i odpłynęła całkowicie.
Jeśli kontaktowała nie było tak źle. Chociaż z tym kontaktowaniem nie do końca miał rację.
Niby miała otwarte oczy, niby na niego patrzyła, ale zupełnie nic do niej nie docierało.

Nie miał czasu na dociekanie dlaczego tak się naćpała i o co tu chodziło, a przynajmniej nie tutaj.
Musiał ją mieć przytomną i w miejscu, gdzie nikt im nie przeszkodzi.
I w tym momencie dotarło do niego, że przecież takie miejsce ma.

Co prawda i tu był bajzel, który należało posprzątać, ale najważniejsze rzeczy miały pierwszeństwo.
A bezwzględnym priorytetem dla niego była Anna.
Nie bawił się w subtelności, poza tym cokolwiek się stało nie wyglądało na to, żeby mogła się nie tylko poruszać, ale nawet chciała w tym zakresie współpracować.
Przerzucił ją sobie przez ramię, zgarniając przy okazji dziwnie pachnące futro, buty i torebkę.
Przeszedł nad jęczącym Dexterem, stojącemu w drzwiach Nickowi oznajmił, że przejmuje pasażerkę, po czym najdelikatniej jak mógł ułożył Annę na tylnym siedzeniu radiowozu.
– Brutal. – Nadal nie wiedział na ile jest nieprzytomna, a na ile zaczyna kontaktować. Z przyjemnością by jej odpowiedział, ale bezpieczniej było pomyśleć:
– Nawet nie wiesz ile w tym racji. Daj mi tylko trochę czasu skarbie.

Nie pojechał od razu do siebie. Po drodze czekała ich jeszcze zmiana samochodu, była bowiem duża szansa, że radiowozem nie dojechaliby na miejsce w jednym kawałku.

Zarówno w czasie jazdy i podczas przenoszenia wierciła się i mamrotała, ale poza tym podróż upłynęła względnie spokojnie.
Cieszyło go, że co chwilę zapadała w sen.
Miał czas żeby zastanowić się nad kolejnymi krokami.

Nie było szansy, żeby wydostała się z domku sama. Nawet ona nie była tak głupia, by próbować przedzierać się w nocy przez góry. W dodatku śnieg oddał mu tę przysługę i zaczął padać.
Jednym słowem, wszystko w końcu zaczęło iść po jego myśli.
Zdawał sobie sprawę, że będzie musiał zostawić Annę na dłuższą chwilę samą. Ją ma chwilowo z głowy, a sytuacja w Bozeman, o Dexterze nie wspominając, wymagała konkretnego działania.
Szkody były znaczne, ale należało zapobiec rozprzestrzenieniu się tego pożaru.

Spała jeszcze gdy dotarli na miejsce. Idealnie, bo zależało mu żeby się obudziła na jego terenie. To jeszcze bardziej są zdezorientuje i wprowadzi większe zamieszanie, a o to mu teraz chodziło.

Po dotarciu na miejsce zdążył ułożyć ją na łóżku, wnieść kilka drobiazgów i gdy zajrzał do niej by sprawdzić czy wszystko w porządku, zastał ją nadal w pozycji leżącej, ale już z szeroko otwartymi oczami wpatrującymi się w niego całkiem przytomnie.
W sumie nie oczekiwał słów podziękowania, ale wiadomość, że się wynosi sprawiła, że szlag go trafił.
Ta kretynka myślała, że po wykręceniu takiego numeru i spowodowaniu takiego zamieszania, spakuje się teraz i opuści ten pożar w burdelu?
Doprowadziła go do takiego szału, że zamiast spokojnie porozmawiać rzucił finalnie w przestrzeń:
– Dopóki nie wyciszymy tej afery którą wywołałaś, nie ruszysz stąd tyłka! – Po czym sam zawinął swój, wsiadł w samochód i odjechał.

Poza ciężkim zdziwieniem i obrazą majestatu nic jej nie groziło.
Dom miał własny agregat, zapas jedzenia i drewna. Gdyby było jej za zimno mogła rozpalić w kominku.
Chwilowo sam miał ochotę to zrobić, używając jej zamiast opału. Wkurzała go jednak tak, że powoli całkiem realną zaczynała być wizja, że udusi ją w czasie pieprzenia.

Pierwsze co musiał załatwić do Dexter. Wiedział, że danie w mordę temu dupkowi, ujdzie mu na sucho.
Tym niemniej wolał nie tylko to po prostu wyjaśnić, ale przede wszystkim dowiedzieć się co zaszło w czasie ich randki i dlaczego Anna wzięła tyle proszków. Pozostawał jeszcze drobiazg w postaci kwoty, za którą został zlicytowany DJ, ale postanowił to zostawić na potem.
Idealnie sprawdzało się podejście jeden problem na raz i zamierzał się tego trzymać i tym razem.

W posiadłości DJ’a paliły się chyba wszystkie możliwe światła.
Nawet nie zdążył zapukać, gdy uchyliły się drzwi.
– Wchodź, czekałem. Jesteśmy sami. – Na widok spuchniętego policzka uśmiech sam mu wyskoczył na twarzy. Wszedł za gospodarzem do ogromnego salonu.
– Musiałeś tak walić? – O dziwo nie usłyszał pretensji w głosie rozmówcy. Czyżby coś go ominęło? Wiedział, że słuchając dowiadujemy się o wiele więcej niż gdy mówimy. Tak było i tym razem zwłaszcza, że Dexter miał dużo do powiedzenia.
A on z każdym słowem otrzymywał kolejne elementy układanki, które zaczynały powoli układać się w zupełnie inny obraz niż oczekiwał.

Od zagadki z lekarstwem, gdzie na wiadomość dlaczego Anna je brała znowu nie wytrzymał i parsknął śmiechem. Do wszystkiego podchodziła z pasją i sercem, więc torsje nie mogły być wyjątkiem. Zestawił najprawdopodobniej epickie wymioty z zamiarami Dextera i to rozłożyło go na amen. Wizja napalonego amanta z niedysponowaną w ten sposób kobietą była komiczna.
A potem spoważniał bo stojący przed nim mężczyzna przyznał skąd się wzięły te setki tysięcy dolarów. I, że to on był inicjatorem tej akcji.
I dlaczego.

Bo chciał mu zrobić na złość.
Nie dlatego, że go nie lubi, ale dlatego że Anna go odtrąciła.
Zazdrość. Głupia i nie wytłumaczalna niczym zazdrość.

Lubiła Callahana, ale nie na tyle by z nim być bliżej, by dać coś więcej niż pozbawioną intymności znajomość i serdeczność. Taką jaką się daje przyjacielowi czy bratu, ale nie kochankowi.
Musiało mu być na tyle wstyd, że powiedział jak wyglądała jedna z prób uwiedzenia.
– Zagroziła, że mnie wykastruje jeśli ją tknę. Rozumiesz? Mnie?!

I wtedy znalazł rozwiązanie ostatniego męczącego go problemu związanego z zamieszaniem wokół licytacji. W sumie podsunął mi je sam DJ.
Wiedział już jak odwrócić uwagę wszystkich od Anny i skupić ją na skacowanym moralnie, a co za tym idzie chętnym na wszelkiego rodzaju przysługi Dexter’e.
Zajęło im to w sumie dwa dni.

Dwa dni biegania, dzwonienia i rozmów przyniosły rezultaty – nikt nie mówił i pisał o Annie, tylko wszyscy uczepili się DJ’a.
Różnie, bo jedni przedstawiali go jako ekscentrycznego filantropa, który w oryginalny sposób zasilił budżet. Kilku dziennikarzy zmieszało go z błotem, jasno argumentując że zależało mu tylko na rozgłosie i zamieszaniu.
Zdjęcia w sieci czy prasie przedstawiały Dexter’a, a raczej cały wachlarz jego fotografii od chwili gdy stał na podium w czasie jednej z poprzednich aukcji po jakieś wykopane z czeluści archiwum zdjęcia z Riwiery Francuskiej, gdzie opalał się nago i zrobiono mu zdjęcia zarówno z wypiętym w stronę paparazzi tyłkiem jak i przyrodzeniem.

Dexter z własnej inicjatywy załatwił jeszcze jedno. Tylko jego ludzie widzieli, że wynosił Annę z samochodu i razem z nią odjechał i zdaje się, że ta informacja dołączyła do grona „ściśle tajne, sprawy prywatne szefa”.

Na komendzie zjawił się tuż przed powrotem w góry. Chciał mieć zapewniony spokój, a tydzień wolnego mu to gwarantował.
Nie tłumaczył po co je bierze, a nikt nie odważył się zadać mu tego pytania. Zresztą nigdy wcześniej tego nie rozbili.

Z przyzwyczajenia zajrzał jeszcze do siebie. Wśród kilku teczek i listów, na biurku znajdował się jeszcze mały stosik różnokolorowych karteczek.
Jednego nawyku Margaret nie umiała się pozbyć. W dobie komputerów, internetu i maili, cały czas zostawiała mu na biurku karteczki kto dzwonił, wraz z informacją w jakiej sprawie.
Dla spokoju zerknął kto się do niego dobijał i przy kolejnej kartce go zamroziło.

Nie było nazwiska, tylko imię.
James.
Dzwonił cztery razy.

W tym momencie dotarło do niego, że komórkę zostawił w domu przed balem i owszem, był już tam, ale w obliczu tego wszystkiego co się działo na śmierć zapomniał o zabraniu jej ze sobą z powrotem.
Numer do Webstera znał na pamięć.
Miał tylko nadzieję, że odbierze ten telefon.

Przygotował kartkę i notes. Wiedział, że jeśli James chciał się z nim skontaktować to miał konkrety, a jeśli próbował się dostać do niego za wszelką cenę to nie należały do kategorii „zwykłe”.

– Jestem. Nie mogłem wcześniej. – Nie było potrzeby by marnować czas na zbędne grzeczności. Usłyszał tylko:
– Zadzwoń za 6 minut. – Po czym połączenie zostało przerwane.

To była wieczność. Jeśli James nie mógł rozmawiać to nic nie stało na przeszkodzie, żeby mu to przekazał później.
Ale skoro zdecydował się przerwać to co robi, to znaczy, że było gorzej niż się spodziewał.
– Nie myśl! Poczekaj na informacje! – Powtarzał sobie w myślach jak mantrę, aż do chwili gdy upłynął wyznaczony czas i mógł ponownie nawiązać połączenie.

– Nie wiem wszystkiego, ale zdaje się, że wszedłem w jakieś potężne bagno. Dopiero to ruszyliśmy, ale wydaje mi się, że powinieneś usłyszeć czego się dowiedziałem. Chcesz najpierw o nim czy o niej?

Anna! Musiał to usłyszeć!
– Ona! – I James zaczął mówić, a on z każdym kolejnym słowem czuł jak ogarnia go coraz większy paraliż.
Zamarł, niezdolny do pisania – był w stanie tylko słuchać.
– Pamiętaj, że co do porwania nie jesteśmy stuprocentowo pewni. Dobrze zacierali ślady, ale jednak nie byli w stanie usunąć wszystkiego. Wiemy na pewno, że przez dłuższy czas była więźniem. To, że ją prawie zabił też jest potwierdzone. Podobnie jak ten brutalny gwałt. Nie wiem jeszcze co jej wtedy zrobił, ale długo ją potem stawiali na nogi. Nie rozumiem tylko jak się uchowała tak długo w jednym kawałku. Ten ślub to też była farsa. Udało nam się dorwać kogoś kto podsłuchał gdy jej groził wymordowaniem całej rodziny jeśli za niego nie wyjdzie. I to co najważniejsze, ona nie ma żadnych powiązań z tym co robił. Albo o tym rzeczywiście nie wiedziała, albo to nie miało dla niego znaczenia. W każdym razie jest czysta. A gdy w testamencie wyszło, że prawie wszystko jest własnością wspólnika, nic nie podważała tylko wyjechała. Zdaje się, że … a tak! To jest tak durne, że aż to zapisałem. Fortepian tylko wywiozła. Miała kilka walizek ubrań, jakieś nędzne resztki tej bajecznej fortuny na koncie i Steinway’a. To na szybko tyle. A teraz najlepsze na koniec.

Czym jego kumpel chciał przebić takie wieści.
James nabrał powietrza i wydusił z siebie:
– Gdy zaczęliśmy to wszystko sprawdzać jeszcze raz, tym razem prześwietlając bardzo dokładnie jego żonę, to .. – Mallroy nie wytrzymał.
– To co do cholery?!
Dopiero po chwili otrzymał odpowiedź.
– Przestaliśmy być tacy pewni, że Raoul Lazcanso nie żyje.

 

 

 

** ** ** ** ** ** ** **
Montana – część XXXVIII
Montana – część XXXVI

Pinterest: Montana vision board (z całującym się Joshem, bo niby dlaczego miałam sobie i Wam tego widoku żałować)

Podziel się:
9 polubień
971 Views

Poczytaj więcej

36 komentarzy

  • Anna ValettaStyczeń 6, 2020 at 2:08 am

    Mam nadzieję, że przymusową przerwę zrekompensuje Wam nie tylko 32 tysiące znaków ze spacjami, ale i zakończenie tej części.
    Żeby nie było – koniec Montany zdradziła jednej osobie (w razie czego zaświadczy, że to co się dzieje nie jest dziełem przypadku).
    A na poważnie miłej lektury.

    Odpowiedz
  • AgnesStyczeń 6, 2020 at 2:28 am

    O kurwa!

    Odpowiedz
    • Anna ValettaStyczeń 6, 2020 at 10:19 am

      Co prawda nie powinno się przeklinać, ale w pełni rozumiem reakcję

      Odpowiedz
    • Mrs M.Styczeń 8, 2020 at 12:34 pm

      O tym samym pomyslalam!

      Odpowiedz
  • Jo WinchesterStyczeń 6, 2020 at 8:08 am

    A ile jeszcze będzie części?

    Odpowiedz
  • AaaaStyczeń 6, 2020 at 8:24 am

    O KURWA…
    Tego się nie spodziewałam

    Odpowiedz
    • Anna ValettaStyczeń 6, 2020 at 10:20 am

      Jeśli życie wydaje się zbyt skomplikowane należy oczekiwać nadejścia jednego: jeszcze większych problemów

      Odpowiedz
  • KasiStyczeń 6, 2020 at 4:38 pm

    Epicka to jest ta część i nie mogę doczekać się kolejnej. Świetna historia

    Odpowiedz
    • Anna ValettaStyczeń 6, 2020 at 6:27 pm

      Dziękuję. Trochę mi szkoda zamykać ten rozdział, ale złego diabli nie biorą.

      Odpowiedz
  • JulkaStyczeń 6, 2020 at 5:58 pm

    Ło cholera… Co się tutaj wydarzyło… Nie wierzę …

    Odpowiedz
    • Anna ValettaStyczeń 6, 2020 at 6:26 pm

      Uprzedzałam, że trupy wypadną z szafy. Jeden wyszedł wcześniej, a teraz przyszła pora na drugiego.

      Odpowiedz
      • JulkaStyczeń 6, 2020 at 9:17 pm

        Owszem uprzedzałaś ale nie pomyślałam że to będzie aż takie trzęsienie ziemi 😉

        Odpowiedz
        • Anna ValettaStyczeń 6, 2020 at 9:42 pm

          Julka, chyba trochę mnie już znacie. Ja i drobny zwrot akcji? To się chyba nigdy nie stanie.

          Odpowiedz
          • JulkaStyczeń 8, 2020 at 7:44 pm

            Ano znamy ale tutaj zakręciłaś idealnie 😉

  • MariTHStyczeń 6, 2020 at 9:17 pm

    Ale zwot akcji 😁😁 już nie mogę się doczekać kolejnej części 🙃🙃

    Odpowiedz
    • Anna ValettaStyczeń 6, 2020 at 9:43 pm

      Moi aussi 😀
      A będzie ich tylko trzy.
      Z czego ostatnią dodam jak już będzie gotowy pierwszy epizod tej trylogii.
      Trzeba będzie Wam jakoś otrzeć łzy – a mogę to zrobić tylko tekstem.

      Odpowiedz
  • DariaStyczeń 6, 2020 at 11:36 pm

    Łooooo to się porobiło 🤯
    Grubo, kiedy następna część? 😁

    Odpowiedz
    • Anna ValettaStyczeń 6, 2020 at 11:47 pm

      Hej Daria,
      nie wierzę, że to robię bo chyba to najbardziej znienawidzone przez Was miejsce na tej stronie, ale zawsze byłam trochę lekkomyślna.
      http://skrywanepragnienia.pl/harmonogram/

      Do przeczytania

      PS. i będę bronić tego miejsca jak lwica młodych. A dla odwrócenia uwagi od powszechnie Wam znanego kłopotu kompatybilności mojej i harmonogramu podsuwam Wam całkiem uroczy gif.
      Jednym słowem „nakarmicie oczy” i nie będziecie skupiać się na drobiazgach 😀

      Montana – Anna & Josh

      Odpowiedz
      • AgnesStyczeń 7, 2020 at 11:26 am

        Chcę go. O mamusiu!!!!!!!!!!!!!!!!

        Odpowiedz
      • DariaStyczeń 7, 2020 at 5:34 pm

        No ja śledzę harmonogram, ale nie zawsze właśnie jest kompatybilny z Tobą… 🤭🤭🤭

        Odpowiedz
        • Anna ValettaStyczeń 7, 2020 at 7:01 pm

          Na ogół bardziej niż „nie jest” kompatybilny.
          Biję się ze wstydem w piersi i postaram się poprawić (z naciskiem na postaram).
          Aczkolwiek jest plus, bo nie za sztywne trzymanie się harmonogramu ma czasem swoje dobre strony.
          Czasem wpadnie coś albo wcześniej, albo zupełnie nowy tekst.

          Odpowiedz
      • AriccaStyczeń 9, 2020 at 5:52 pm

        Aaaaa na zdjęciu jest JDM ♥️

        Odpowiedz
        • Anna ValettaStyczeń 9, 2020 at 6:59 pm

          Fajny, prawda? Nawet nie wiecie ile czasu mi zajęło znalezienie tych gifów i zdjęć. Ale było warto.
          Dzielę się, bo takich widoków nie wolno zatrzymywać dla siebie

          Odpowiedz
  • BBStyczeń 7, 2020 at 11:52 am

    Witam, czytam Twoje tekst od dawna i jak do tej pory nie komentowałam…Ale teraz nie wytrzymałam…o ku…to mało powiedziane 😀
    Niesamowity zwrot akcji… czytając tą część czułam się jakbym siedziała na rozgrzanych do czerwoności zarzewiach…z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy. Pozdrawiam

    Odpowiedz
    • Anna ValettaStyczeń 7, 2020 at 7:02 pm

      BB, powrót Diabła Cię aktywował 😀 Czad!
      I dziękuję!Cała przyjemność po mojej stronie!

      Odpowiedz
  • AriccaStyczeń 9, 2020 at 5:50 pm

    OMG OMG OMG. Ja wiem że Raoul to morderca, diabeł itd…..ale OMG .
    Anna szalejesz ♥️♥️♥️

    Odpowiedz
    • Anna ValettaStyczeń 9, 2020 at 7:00 pm

      Oni szaleję. Jestem tylko obserwatorem, przenoszącym na papier ich historię.
      A na poważnie to dziękuję.
      Naprawdę czuję ogromny głód pisania

      Odpowiedz
      • AriccaStyczeń 10, 2020 at 8:15 am

        To mam nadzieję,że nigdy tego głodu nie nasycisz….
        Coś mi się wydaje ,że nie tylko Annie wypadnie trup z szafy. Szeryf też ma nieźle za uszami

        Odpowiedz
  • KasiaStyczeń 19, 2020 at 6:59 pm

    Czytam do poduszki, a potem spać nie mogę. Może i z niego kawał s….na, ale nie odmówiłabym gdyby chciał się ogrzać i nie tylko ogrzać.

    Odpowiedz
    • Anna ValettaStyczeń 30, 2020 at 7:20 am

      Hej Kasiu,
      przez tego neandertalczyka z Montany też spać nie mogę. Ale zaraz wejdzie inny … sno-przeszkadzacz.
      A już pomijam, że szykuje się gigant tekst. Zakochałam się w pomyśle tak jak w Diable 🙂
      I nie jest to kontynuacja Montany, ani Święta, ani Pogromca Wamprzycy, Azyl czy Zła decyzja.
      Coś o wiele, wiele bardziej stukniętego!

      Odpowiedz
  • ClaudiaStyczeń 20, 2020 at 6:07 pm

    I piekło zamarzło!!!!!!!!!!!!!!!!!!
    Brakuje mi słów, by napisać co czuję. Mogę cię tylko prosić żebyś nie przestała nigdy pisać? I dlaczego nie wydałaś jeszcze książki??? Trafiłabyś na główną półkę w Empiku!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

    Odpowiedz
    • Anna ValettaStyczeń 30, 2020 at 7:18 am

      Hm .. co do Empiku bym się nie zakładała, ale zobaczymy co się da zrobić. Chwilowo czas dzielę między czyściec i lekarza … w sumie nie wiem co gorsze.
      Ale mogę obiecać jedno – dopóki żyję i w miarę kontaktuję, nie przestanę pisać.

      Odpowiedz

Zostaw komentarz

Please enter your name. Please enter an valid email address. Please enter message.