Nie mógł lecieć z szejkiem do Europy, ale był w stałym kontakcie ze swoimi ludźmi. Zwłaszcza, że stało coś co nie powinno się wydarzyć, zmiana planów.

Już sam ten przelot nie zwiastował nic dobrego.
Nienawykły do podróżowania z plebsem Omar był nieznośny i podobno marudził, kaprysił i zachowywał się jak niezdecydowany pięciolatek.
Skoro mu o tym mówili, to znaczyło że zachowywał się naprawdę koszmarnie.

Sytuację ratowało tylko to, że miał głowę zaprzątniętą niespodziewanym wezwaniem ojca. Uśmiechnął się na samą myśl o prawdopodobnej reakcji księcia, gdy otrzymał tę wiadomość.
Z reguły coś takiego oznaczało, że synalek narozrabiał tak, że nie da się tego ukryć i konieczne było osobiste przyprowadzenie do porządku przez głowę rodu. Smaczku dodawała informacja, że musi zdążyć na zwołaną w trybie pilnym naradę szejków.
Coś takiego nie zdarzyło się nigdy wcześniej.

Jedyną opcją by zdążyli na czas, było skorzystanie z rejsowego samolotu i taką też podjął decyzję. Bardziej współczuł towarzyszącym księciu ludziom niż jemu samemu.
Szczęściem w nieszczęściu było to, że trafili na Emirates; dzięki temu mogli sobie pozwolić na większe wymagania, a co za tym idzie przynajmniej ochrona miała mniej pracy by pogodzić zabezpieczenie księcia na czas podróży z jego umiłowaniem do posiadania zajmowanej właśnie przestrzeni na wyłączność.

Drobny problem na początku podróży, z zagubionym pasażerem w pierwszej klasie został szybko zażegnany.
– Pilnujcie go! – Mimo, iż to było oczywiste wolał to powiedzieć na głos. Klaus zrozumiał co miał na myśli: nie chodziło tylko o ochronę księcia przed zagrożeniami z zewnątrz, ale przede wszystkim chronienie go przed jego własnymi pomysłami.
– Odebrałem. – Rozłączył się, wiedząc, że książę jest w dobrych rękach.

Teraz pozostało tylko czekać aż Airbus wyląduje i szybko dostarczyć Omara na miejsce narady. Niezwykłe, bo dotychczas wszelkie tego typu spotkania odbywały się w Zabeel, ale nie wnikał dlaczego zdecydowano o tej zmianie.
To nie był jego problem.

Wszystko szło zgodnie z planem, ale mimo wszystko czuł niepokój. Coś było nie tak. Nienawidził tego uczucia.

Posiadał coś, co w oczach wielu było błogosławieństwem, ale sam czasem uważał to za przekleństwo, chociaż wiele razy ratowało mu to życie.

Zamknął na chwilę oczy i wrócił do tej chwili, gdy ten pozbawiony jakiejkolwiek logiki niepokój zaatakował go ze zdwojoną mocą w czasie patrolu. Zwykły rutynowy objazd i stojące na poboczu dziecko.
Pełne pobłażania i litości spojrzenia, gdy kazał się zatrzymać i przyłożył do ramienia broń.  A potem coraz bardziej przerażone krzyki, gdy mała zaczęła biec w ich stronę, a on milcząc wycelował i strzelił. W sekundę, może dwie później fala uderzeniowa rzuciła go do tyłu. Ktoś obłożył tego malucha ładunkami wybuchowymi, z dziecka zrobił żywą bombę.
Ocalił wtedy siebie i ich. Nosili go potem na rękach, rozpowiadając wszem i wobec o nosie łowcy i niesamowitym instynkcie.
Cały czas się zastanawiał co by było, gdyby się pomylił. To było tylko zwykłe przeczucie.
Gdyby dziecko stało, to miałby czas na zastanowienie się, albo rozkazałby odwrót. Ale mała zaczęła biec i musiał podjąć decyzję w ułamku sekundy.
A jeśli popełniłby błąd? Równie dobrze mogli trafić na zgubione na pustkowiu dziecko, które zobaczywszy ludzi starało się podbiec do nich jak najszybciej, by mu pomogli? By go uratowali? Przecież tak to wyglądało i tak przede wszystkim pomyśleli jego ludzie.
I to był koniec.
Wtedy podjął decyzję, że niezależnie od tego co się dzieje nie może już dłużej służyć. Droga do cywila była długa i przeczołgano go ostro, ale nie żałował tej decyzji.

Planował zaszyć się w jakiejś głuszy, ale farmera z myśliwego nigdy się nie zrobi.

Skontaktował się z nim wtedy dawny znajomy z pewną propozycją i tak zajął się ochroną. Nie każdy były żołnierz jest dobrym ochroniarzem, ale on odnalazł się w tym świecie jak ryba w wodzie. Najpierw mniejsze zlecenie, ale z czasem wyrobił sobie renomę i mógł wybierać.
Wolał polityków – jasno, czysto, choć nie zawsze przyjemnie. W miarę zdyscyplinowani i bynajmniej nie chodziło o zasady, którym hołdowali, a raczej to ile mieliby do stracenia w przypadku jakiegokolwiek skandalu.
Bo w tej pracy zagrożenie nie przychodziło tylko z zewnątrz, ale również ze strony samego klienta i jego otoczenia. Nieprzewidywalny pracodawca oznaczał wielkie komplikacje i problemy.
Jeden jedyny raz zrobił wyjątek i właśnie na ten wyjątek czekał.

Klingman przyjechał wtedy z dużą butelką whisky, po czym wystrzelił z grubej rury. Potrzebował kogoś przynajmniej na pół roku.
– Nie chcesz tego bo jest z rodziny królewskiej? – To, że się zdziwił słysząc odmowę było dużym niedopowiedzeniem. Takim pieniądzom nigdy się nie odmawia.
– Nie pracuję dla takich ludzi. Poza tym inni chętnie to wezmą. – Klingman nie poddawał się i nic dziwnego. Miał nóż na gardle i potrzebował kogoś zaufanego na już.
– Ale ty jesteś najlepszy.Nie byłoby mnie tutaj, gdyby to nie było poważne. – Chwila słabości? Albo zbyt duże zrozumienie dla problemu przed jakim stanął jego druh. Pół roku – tyle mu dał na znalezienie odpowiedniego zastępstwa.

Tym sposobem wylądował w tym miejscu i zetknął się z sytuacjami, których unikał wcześniej za wszelką cenę.
Niewyobrażalne pieniądze i jeszcze większe rozpasanie, niehamowanie niczym – poczuciem winy, moralnością czy prawem. Prawo stanowili oni.
Dał słowo. Dał cholerne słowo, że ten dupek ma pół roku.

Odetchnął i wrócił do „tu i teraz”.
A „tu i teraz” oznaczało dziwne mrowienie w karku zwiastujące zawsze nadchodzące kłopoty.

To, że coś jest nie tak zauważył natychmiast po wyjściu Omara z samolotu.
Szejk był zbyt podekscytowany, a ochrona zbyt poddenerwowana by mógł to zignorować.
Dopiero po wylądowaniu miał odpowiednie warunki by wydobyć z Klausa co się stało.
Odprawę, w czasie której zjedzie pracowników zostawił na później. Nie mógł tego tak zostawić, bo popełnili błąd, kardynalny błąd, który mógł skutkować straceniem klienta.
Zagubiona pasażerka mogła nie być przypadkową osobą. Takie pomyłki są niewybaczalne i na ogół słono się za nie płaci.
To, że książę znowu odleciał i zwrócił uwagę na tę kobietę chwilo odstawił na bok, tym problemem zajmie się później. W tej chwili najważniejsze było jak najszybsze dostarczenie go przed oblicze tatusia.

Klaus, sam przerażony swoim wcześniejszym niedopatrzeniem wspiął się na wyżyny swoich możliwości.
Informacja o tym, że „niespodzianka” z klasy pierwszej leci do tego samego hotelu, w którym odbywa się narada mogłaby być alarmująca, gdyby nie to, że już ją zdążyli sprawdzili. Dostał podstawowe informacje, zanim zdążył o nie poprosić.
Wykupiła tu pobyt wcześniej i wszystko wskazywało na to, że jest zwykłą turystką. I

Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie ten liścik.
Omar w swoim lenistwie zlecił zalakowanie koperty Klausowi, a ten już dawno miał wyrobiony nawyk sprawdzania wszystkiego co da się sprawdzić.
List zalakował, ale najpierw przeczytał.
Uwodzenie było jego stałą zagrywką, aczkolwiek pierwszy raz zetknął się z aż tak poetyckimi metaforami.
– Jesteś pewien? – Klaus pokiwał głową i mruknął:
– Tego nie da się tak łatwo wyrzucić z pamięci.

Gorzej, że do tych wynurzeń dołożył zaproszenie na jutrzejsze wyścigi i tym samym istniała szansa, że „niespodzianka” zaproszenie przyjmie. W myśl zasady, że strzeżonego Bóg strzeże, zlecił przydzielenie jej asysty.
– Nie odmówi. Nigdy nie była w Dubaju, więc wszystko będzie można jej wmówić. A jak nie jest naiwna, tylko nas oszukuje też się na to zgodzi, by nie wzbudzić podejrzeń. Tak czy inaczej będziemy mieć ją na oku.

Uspokojony wrócił do Omara i dopiero wieczorem, gdy przejęła go kolejna zmiana mógł wrócić myślami do tego co nie dawało mu od dłuższego czasu spokoju.
Dlaczego nazwał tak tę kobietę? I ciekawe co zrobi. by dopasować się do tego przezwiska.

Rano się dowiedział: przyjęła zaproszenie.
Niech to trafi!

Już nie miał czego robić tylko pilnować jeszcze i jej. I tak miał masę pracy, mimo iż książę między innymi dzięki jego poradom zdecydował się nie startować w wyścigach.
Mimo wcześniejszej wpadki zdecydował się do pilnowania jej oddelegować Klausa.
Razem z Jamalem mieli jej towarzyszyć i nie spuszczać z niej oczu. Uspokojony, że przy takim zabezpieczeniu nic głupiego nie wymyśli, mógł się skupić na kimś kto „nieprzewidywalny” powinien mieć nadany jako drugie imię.
– Nie interesuje mnie co robi, dopóki nie będzie chciała nic wysadzić w powietrze.

Bali się go. Jego ludzie szanowali go, ale jednocześnie się bali i chyba w przypływie zaćmienia potraktowali jego zalecenie dosłownie.
Tym sposobem nie dostał powiadomienia, że jadą, podobnie jak ominęła go informacja o postawieniu przez nią zakładu na konia z konkurencyjnej stajni.
Za to dane mu było ją usłyszeć, gdy po przegranej konia z królewskiej stajni, zapadłej na trybunie vipowskiej ciszy, rozległ się pełen radości i dzikiej satysfakcji krzyk:
– Tak! Do cholery! Tak!

Wiedział, że to ona. Był przy królu, gdy Omar ruszył w stronę powstałego zamieszania, łamiąc wszelkie protokoły.
Co za niespodzianka. Po chwili wrócił, ale szkoda została już uczyniona.

Do cholery! Bezwiednie powtórzył w myślach usłyszane przed chwilą słowa.
Musi tę babę ustawić i to natychmiast.

Ruszył za swoimi ludźmi, ale zbyt szybko się do nich zbliżył; z zadowoleniem stwierdził, że dobrze ich wyszkolił.
Klaus błyskawicznie ustawił „niespodziankę” pomiędzy nim i Jamalem i obaj sięgnęli po broń.
Na widok szefa odetchnęli, ale wtedy zza ramienia Jamala wychyliła się „niespodzianka” i zapytała:
– Czym pan pachnie?

Początkowo myślał, że jakimś cudem się pomylił.
Widział jej zdjęcia, ale nie był przygotowany na to co zobaczył. Pełna życia kobieta, której oczy wpatrywały się w niego z niespotykaną ciekawością. Trochę krnąbrna i niezbyt pokorna, biorąc pod uwagę wszystkie wcześniejsze zdarzenia. Jednocześnie otoczona nie dającą się doprecyzować aurą.
Coś w nim drgnęło, ale w tej samej chwili złożył wszystkie elementy układanki i zacisnął zęby. Może i wyglądała niewinnie, ale nic w jej zachowaniu nie wskazywało, że taka jest. Gdyby taka była, nie przyjęłaby zaproszenia. Nie była aż tak naiwna, by nie wiedzieć z czym to się wiąże.

Wycofał się tak szybko jak do nich podszedł, ale obserwował grupkę dopóki nie zniknęli wśród tłumu.

Omar mu ufał. I to nie było dziwne, chociażby ze względu na pełnioną przez niego rolę.
Ale Omar ufał mu na tyle, że dzielił się z nim sekretami, które nigdy nie powinny ujrzeć światła dziennego.
Doceniał to bo dzięki temu wiedział, że książę jest bardziej skłonny słuchać jego porady, ale po raz pierwszy zdarzyła się chwila, w której to przeklął.

Wieczorem odbywał z księciem zwykłą odprawę. Przekonał go, że takie omówienie wybranych kwestii służyć będzie zwiększeniu jego bezpieczeństwa.
Tylko, że tym razem księcia nie interesowała zbliżająca się podróż do Azji. Cała jego uwaga skupiona była na jednej rzeczy:
– Muszę ją mieć! – Nawet nie musiał mówić o kogo chodzi. Ta kobieta, mimo iż tak inna od dotychczasowych wybranek księcia, miała w sobie coś co przykuwało uwagę. Wygląd taki sobie, chociaż musiał przyznać, że to jak prezentowała na wyścigach mogło zwalić z nóg. Tym niemniej życzenie księcia, by ją mieć tylko dla siebie, było zaskoczeniem.

A potem wróciło wszystko co mówił mu Klingman, gdy już podpisał cyrograf i co gorsze, gdy on sam dał słowo, że niezależnie od sytuacji się nie wycofa.
Myślał, że tego starego wyjadacza wypatroszy, gdy ten zdał mu szczegółową relację w jakich okolicznościach odszedł, a raczej zniknął poprzedni szef ochrony, oraz co się działo w czasie bytności u rodziny królewskiej, w sumie to zarówno jego jak i poprzedników.
Miał nadzieję, że te 6 miesięcy na służbie minie bez podobnych incydentów, ale właśnie to miało się teraz zmienić.

Omara coś opętało, bo inaczej tego nie można było nazwać.

Niezależnie od tego czy „niespodzianka” zgodzi się lub nie, miał ją przewieźć do jednego z ulubionych fortów księcia. Też go lubił, bo ćwiczył tam swoich ludzi, ale to nie było miejsce na romantyczną schadzkę. Z drugiej strony, to nie miała być romantyczna schadzka.
Szejk chciał mieć tę kobietę tylko dla siebie i móc korzystać z niej tyle razy i tak jak ma na to ochotę. Nie mógł mu w tym nikt przeszkodzić, a taką gwarancję dawało mu odosobnienie.
Nie zważając na nic książę kontynuował:
– Gdybyś słyszał tę pasję w głosie. Ten ogień w oczach. Jest jak krnąbrny arab, którego chcesz okiełznać i zmierzyć się z tą dziką siłą. Musi być moja. Obsypię ją złotem i najpiękniejszymi klejnotami, ale najpierw tę dziką klacz muszę oswoić i ujeździć.

Skinął głową i zostawił Omara samego. Księcia nie interesowały szczegóły planu, tylko jego wynik.
Wracając do pomieszczeń dla służby, gdzie mieściły się również pokoje jego i podległych mu ludzi doszedł do wniosku, że tak wygląda kara za grzechy. Miał na myśli zarówno siebie, jak i Annę. Wolał już jej nie nazywać „niespodzianką” – bo za każdym razem fundowało mu to niezły zwrot akcji i dodatkowe atrakcje.
Mogła się przesiąść, mogła nie pyskować i mogła tak nie ulegać księciu. Na własne życzenie wpakowała się w taką sytuację i musi stawić czoło konsekwencjom swoich decyzji.
W sumie, gdy tak obiektywnie spojrzał na to co robiła i jak się zachowywała, przestał być taki pewien, że sama uzna tę przygodę za niemiłą.

Gdy dotarł na miejsce, miał już ułożony w głowie cały plan. Kolejne dyspozycje były jasne: Anna miała myśleć, że jedzie zwiedzać inwestycje; to pozwoli im ją zapakować bez większych komplikacji do samochodu. A jak tylko ją wywiozą za Dubaj, to mają problem z głowy.
Asystentka ją spakuje, a oficjalna wersja będzie taka, że zmieniła plany i leci do Abu Dhabi. Chodziło tylko o to, by na miejscu nikt z obsługi nie zainteresował się nagle dziwną nieobecnością jednego z gości. Niestety, albo stety rodzina królewska mogła liczyć na ślepe posłuszeństwo poddanych, ale w takich hotelach jak ten, dużą ilość obsługi stanowili obcokrajowcy – a na tych trzeba było uważać.

A potem pomógł mu przypadek. Czyste zrządzenie losu.
Gdy następnego dnia samochód z kierowcą był już w drodze do Burj Al Arab, dostał informację, że wykupiła sobie safari.
– Ona naprawdę jest stuknięta. – W tym stwierdzeniu nie było podziwu, raczej podsumowanie poziomu głupoty i bezmyślności. Nie opłacało się wracać, więc polecił by kierowca czekał przed wejściem do hotelu.
Z jeszcze większym niedowierzaniem odczytał przychodzącą wiadomość tekstową:
– Wsiadła mi do samochodu. Chyba drzemie.

To było naprawdę zrządzenie losu. Okazało się, że ich wóz ustawił się przypadkowo za grupą czekających na turystów pojazdów. Cokolwiek się stało, musiała pomylić samochody i zamiast wsiąść do jednego z wozów firmy eventowej, wpakowała się im prosto w sam środek czekającej na nią pułapki.
– Nie zepsuj tego!. – Instrukcje były jasne. Kierowca miał ruszyć w kawalkadzie z pozostałymi samochodami i w sprzyjającej chwili się od niej odłączyć.
Teraz pozostawało tylko przejęcie ładunku.

Przyjechali pierwsi. Mogło to się odbyć bez żadnych komplikacji, ale mogło być też mniej przyjemnie. O ile wcześniej dużo pracy odjął im przypadek, tak teraz nie mogło być na niego miejsca. Klaus i Jamal mogli być zbędni, ale wolał mieć ich na wszelki wypadek przy sobie.

Poszło nadzwyczaj łatwo.
Podane współrzędne i podjeżdżający, bliźniaczy do ich wozu, mercedes.
Wysadził ją z samochodu jak dziecko.
Nie stawiała oporu.
Wyglądała co prawda na zdziwioną, ale to mogły być pozory. Nie chciało mu się wierzyć, że przez całą drogę nic nie wzbudziło jej podejrzeń.
Posłusznie przeszła z jednego samochodu do drugiego, nie zadając żadnych pytań poza jednym. Chciała wiedzieć dokąd jadą, jakby to miało jakiekolwiek znaczenie.

Nie było już potrzeby by zajmował się nią osobiście.
Była potulna jak owieczka, możliwe że nawet ciesząca się na czekające ją atrakcje.
Nie zniżył się do tego, by to jakoś podsumować.
Jej tyłek, jej sprawa.

Klaus prowadził, a on zajął miejsce z przodu, zlecając Jamalowi by ją pilnował.
Sam zajął się analizą najbliższej podróży Omara, bo to było teraz jego priorytetem.
Temat Anny został zamknięty i nie było potrzeby by poświęcał na niego więcej czasu.

I wtedy z tyłu rozpętało się piekło. Zupełnie jakby wsadzili dziką klacz do samochodu, a ta nagle stwierdziła, że to nie zadziała i zaczęła jednocześnie wierzgać i gryźć.
Cholera ciężka!
Klaus błyskawicznie się zatrzymał, ale to on pierwszy do niej dotarł.

Chwila i leżała unieruchomiona na piasku, przygnieciona ciężarem jego ciała.
Mimo, iż nie miała z nim żadnych szans, nadal szarpała się tak mocno, że miał niemały problem by nad nią zapanować.
Nie było czasu na uspokajanie tej harpii. Cokolwiek się stało musiało już do niej dawno dotrzeć co się dzieje i jak ma się zachować.

Wyrzuty sumienia towarzyszyły mu tylko przez chwilę.
Wiedziała co robi. I nagle zaczęła zgrywać dziewicę? Czego oczekiwała bawiąc się tak z księciem? Że podjedzie na białym koniu pod jej okno i wręczy jej różę?
Naiwna idiotka.

Zmusił ją, by spojrzała mu w twarz i wprost powiedział czego się od niej oczekuje i co się z nią stanie jak wykona taki lub jakikolwiek podobny numer jeszcze raz.
Może przesadził, ale gdy przypomniał sobie co mówił mu Klingman, to wcale nie był tego taki pewien że przesadza.

Zrozumiała, a nawet jeśli nie do końca to widział, że do tej puściutkiej główki dotarło, że nie do końca ma wyjście.
Uspokoiła się, ale już jej nie ufał. Może i to był jej jedyny wybryk, ale na wszelki wypadek wolał mieć ją pod ręką.
Była nieprzewidywalna co w połączeniu z jej ograniczoną jak widać wyobraźnią, dawało niebezpieczne połączenie.

Tym razem nie zlekceważył potęgi głupoty i miał ją na oku cały czas.
Odpuścił dopiero, gdy zobaczył pełen rezygnacji gest, gdy objęła się ramionami. Dotarło, w końcu do niej dotarło.
Trafiła do koszyczka z innymi zabaweczkami księcia. Niezależnie od tego jak się zaczynało, wszystkie kończyły tak samo.
Gotowe na jego skinienie i spełniające każdą zachciankę, odstawiające na bok resztki dumy i szacunku do samej siebie.

Zdziwiło go tylko jedno – wiadomość o przyjeździe Omara. Książę musiał mieć wyjątkową ochotę na swoją najnowszą zabaweczkę, pytanie tylko czy będzie mu tak spieszno gdy się okaże, że zamiast dzikiej klaczy ma uległą kobyłkę.
Z drugiej strony, im szybciej do niej dopadnie, tym szybciej będą mieć ten problem z głowy.

Pomny wcześniejszej niespodzianki zdecydował, że nie spuści jej z oczu.
Nawet gdy przejęła ją służąca, szedł za nimi, chcąc ją widzieć cały czas.
Szła potulnie, gdy nagle wierzgnęła.
No tak, ten gatunek tak ma.

Zaskoczyła go tą batalią o wystawienie go za drzwi. Jakby go interesowało jak wygląda.
Okazało się, że uderzyła w czuły punkt, a on musiał stoczyć niespodziewaną batalię ze służącą.
Arabski opanował już dawno, ale jeszcze nigdy nie przyszło mu się w nim wykłócać o hegemonię w sypialni. Miał gdzieś jak będzie spożytkowane jej ciało i że Omar jej jeszcze nie widział. W swojej głupocie była tak nieprzewidywalna, że nie zostawi jej samej na pięć minut.
I może by uznał, że ten protest jest dziełem przypadku, ale nie umknął mu ten delikatny uśmiech błąkający się po ustach, gdy zażarcie kłócił się ze staruchą.
Ona to zrobiła specjalnie!
Zirytowała go!

Nie było mowy o tym, by ją zostawił bez nadzoru, ale mógł pójść na drobny kompromis.
Parawan, na to mógł się zgodzić zwłaszcza, że nie stanowił prawie żadnej ochrony. Chyba nie była tego świadoma, ale to go zupełnie nie interesowało. Starał się nie patrzeć, ale nie mógł nie zauważyć tego co się działo z drugiej strony.
Rozpuszczone włosy, krągłe ciało, które poczuł gdy kilkadziesiąt minut wcześniej tłumił bunt.
Wspomnienie dotyku przerwała kolejna awantura, tym razem dotycząca stroju.
– Jak będzie tak marudzić za każdym razem, to Omar najpierw ją ustrzeli, a potem przeleci. – Chyba w przypływie zaćmienia nazwał ją „niespodzianką”.

Skarcił ją, bo tego robiło się już za dużo. Uciszyła się, ale chyba tylko dlatego, że w końcu znalazła coś co zgodziła się założyć. Jeszcze chwilę trwały jakieś zabiegi pielęgnacyjne i była gotowa.
Najwyższy czas. Słyszał narastający hałas, jasno sygnalizujący przylot Omara.
Rzeczywiście mu się spieszyło do tej kobiety. Bez sensu, aż tak bardzo nie różniła się od innych.

Wtedy ją zobaczył i zrozumiał dlaczego Omar zapragnął tej kobiety.

 

** ** ** ** ** ** ** **

Zła decyzja – część XIII
Zła decyzja – część XI

 

Podziel się:
15 polubień
835 Views

Poczytaj więcej

13 komentarzy

  • PannaAnnaMaj 9, 2020 at 4:00 am

    W gruncie rzeczy wychodzi że Liam to chyba nie taki zły człowiek, tylko robotę ma wredną i irytującą babę na karku😁 a tak na poważnie uwielbiam Twoje teksty. Coś się dzieje, jest w tym sens i logika, fabuła jest ciekawa. Uwielbiam poprostu☺️♥️

    Odpowiedz
    • Anna ValettaMaj 9, 2020 at 12:53 pm

      Dziękuję. Czasem to co wyczyniają z logiką nie ma zbyt wiele wspólnego, ale na pewno nie można im odmówić tego, że są ciekawi i uwodzą 😀

      Odpowiedz
  • SylwiaMaj 9, 2020 at 11:41 am

    Hmmm…a jednak to nie żadna piąta woda po kisielu rodziny królewskiej, tylko najemnik…Tylko nie wiem czy przez to mi się bardziej podoba czy mniej. Choć w gruncie rzeczy chyba tak lepiej, że nie ma w głowie nasr….e, że facet to pan i władca świata jak Omar. Na pewno lepiej dla Ani 😉 Szkoda tylko, że tak długo będziemy czekać na dalsze jej wyskoki w towarzystwie Liama…ech…

    Odpowiedz
    • Anna ValettaMaj 9, 2020 at 12:52 pm

      Właśnie nie wiem czy lepiej dla niej. Takie osoby mają strasznie skrzywioną psychikę, nie zawsze oczywiście ale ci którzy wychodzą z takiego zajęcia względnie cali, stanowią zdecydowanie rzadkość.
      Jakie długo czekać? Na pewno w maju będą kolejne odcinki 😀

      Odpowiedz
  • Gosia ;)Maj 9, 2020 at 1:36 pm

    No teraz weekendy będzie miły 😉 aż uśmiech mam na twarzy 😉 idę pięć chleb 😉

    Odpowiedz
    • Anna ValettaMaj 9, 2020 at 3:30 pm

      Pięknie! Kiedyś się uśmiechnę o ten chleb, bo jakoś nie mogę zabrać się za pieczenie. Wiem, przepis prosty, ale jakoś podchodzę do piekarnika ostatnio jak pies do jeża

      Odpowiedz
      • Gosia ;)Maj 9, 2020 at 5:13 pm

        Mówię Ci że ja i pieczenie to każdy ci powie ze się mijamy hihi. Ale mam dobrze bo bratowa I szwgierka uwielbiają;) więc ja nie muszę A ten chleb to 10-15 min i gotowe. Więc więc skus się lub Ci upiekę Ale odbiór osobisty 😉

        Odpowiedz
        • Anna ValettaMaj 9, 2020 at 5:30 pm

          hahahaha! Ale mam z Wami dobrze – truskawki z dowozem; po chleb co prawda muszę pojechać, ale będzie czekał’ jeszcze mam super propozycję gościnny z imienniczką i małym diabłem za towarzyszy – nic tylko pisać 😀

          Odpowiedz
  • AdsMaj 9, 2020 at 2:50 pm

    Kocham i nienawidze twoje teksty. Z jednej strony bardzo podoba mi sie meska narracja (w bez przebaczenia to sztos!) ale z drugiej dalej pozostaje niedosyt bo historia nie idzie dalej tylko pokazana jest inna jej czesc. Jak spojrzalam w harmonogram kiedy kolejna czesc zlej decyzji to powiedzialam ***** ! Zlituj sie!

    Odpowiedz
    • Anna ValettaMaj 9, 2020 at 3:29 pm

      Rozumiem i mogę tylko powiedzieć jedno – w tej chwili myślę co i jak zrobić by móc zająć się tylko pisaniem.
      Z drugiej strony zobacz – mogłabyś przecież na mnie nie trafić. I o ile wtedy życie byłoby mniej skomplikowane

      Odpowiedz
  • JolaMaj 9, 2020 at 7:51 pm

    Jesteś nie dobra 😂znowu zostawiasz nas z niedosytem😉😉😉musimy czekać na dalsze części😉Ale jak zawsze warto czekać…znowu nas czymś zaskoczysz😍Brawo jak zwykle SUPER👏👏👏 jestesmy uzależnieni od Twoich opowiadań ….Czekamy z niecierpliwością,😉

    Odpowiedz
  • SylvieMaj 18, 2020 at 11:07 pm

    Nie mogę się doczekać na następną część 🙂

    Odpowiedz

Zostaw komentarz

Please enter your name. Please enter an valid email address. Please enter message.