To była chwila, trwająca mniej niż kilka sekund myśl, która nie powinna nigdy się pojawić. Tak szybko jak jak przyszła, tak błyskawicznie zdusił ją w zarodku.
Nie miało najmniejszego znaczenia kim jest ta kobieta, a przynajmniej nie dla niego. W tej chwili najważniejsze było jedno – jak najszybsze dostarczenie powodu tego całego zamieszania przed oblicze szejka. Dostanie ją, zabawi się i oby jak najszybciej zajmie czymś innym.
Mimo to obserwował ją uważnie, gdy była prowadzona na spotkanie z Omarem.
W końcu to była jego praca: ochrona, eliminacja ale i zapobieganie zagrożeniu w otoczeniu księcia.
Ona takim zagrożeniem była. A może już nie?
Szła spokojnie i wyglądało na to, że fazę buntu ma już za sobą.
Może dotarło do niej w końcu w jakiej sytuacji się znalazła, zestawiła wszystkie za i przeciw i wyszło jej, że opłaca się być miłą?

Nie do końca mu się chciało w to wierzyć, ale widząc jak swobodnie zachowuje się rozmawiając z szejkiem, uznał że jednak tak.
Tak czy inaczej wolał mieć ją na oku, tak na wszelki wypadek.
Wyglądała inaczej niż jego dotychczasowe rozrywki, ale miała w sobie to coś co sprawiało, że nie można było przejść obok niej obojętnie.
Może sposób w jaki przechylała głowę, słuchając rozmówcy, albo ten rumieniec, który nagle pojawił się na twarzy, gdy Omar w trakcie dyskusji pochylił się mocniej w jej stronę i tak już pozostał.
Podniósł tylko brew i cierpliwie obserwował trwający dłużej niż zwykle taniec godowy szejka, który na równi rozkoszował się rozmową, jak i towarzystwem.
To samo w sobie było niezwykłe.
Był przekonany, że ten nie powstrzyma się i będzie chciał mieć ją jak najszybciej. Tymczasem zamiast zaspokoić swoją żądzę, zachowywał się jak zauroczony młokos.
Teoretycznie nie było powodu do niepokoju, jeszcze nie.
Materiał na najnowszą kochankę zachowywał się tak jak powinien. Była pewnie w tej chwili ucieleśnieniem marzeń Omara – lekko spłoszona i zmieszana, onieśmielona ale i zaciekawiona. Niewinna, ale jednocześnie wykorzystująca każdy atut swojej kobiecości. Uśmiech mający odbicie w oczach i radość, którą aż promieniała.
Genialnie odgrywała swoją rolę, jakby instynktownie wyczuwając co zadziała na szejka.
Powinien czuć ulgę, że obyło się bez większych kłopotów, ale było coś co nie miało prawa się pojawić. Rozczarowanie?
– Koniec! Przestań analizować i myśleć o czymś, co nie jest twoją pracą.

To, że rozmawiali tak długo było nietypowe, ale gdy usłyszał od Omara rozkaz, że ma tym razem pozostać za drzwiami gdy Anna będzie przygotowywana do wieczornej uczty zrozumiał, że nadciągają kłopoty.
Żaden mężczyzna nie miał prawa oglądać jej bez ubrania – nawet on, a to oznaczało, że szejk zaczyna widzieć w niej coś innego niż zachciankę.
Skinął tylko głową na znak, że przyjął nowe zalecenie, po czym odprowadził ją do pokoju kąpielowego sam pozostając na zewnątrz.

Nie mógł co prawda nic widzieć, ale słyszał doskonale, a za drzwiami rozbrzmiała wspaniała awantura. Nie wiedział o co się rozeszło, ale było ostro. Prawie parsknął, bo Anna najwidoczniej miała inne pojmowanie „bycia miłą” niż cała reszta ludzi. Wzruszył ramionami; najwidoczniej poczuła się pewnie i uznawszy, że szejk zatańczy tak jak mu zagra, pokazała pazurki.
Cóż, nie jego małpa, nie jego cyrk, a możliwe, że takie pretensjonalne zachowanie przyczyni się do tego, że szejk zrobi to na co ma ochotę i porzuci zbyt kłopotliwą zabawkę.

Zerknął na zegarek i zmarszczył czoło. Ile mogły ją jeszcze szykować?
Zdziwił się, bo jednocześnie tych kilka godzin, które spędził w ogrodzie obserwacji siedzącej pary upłynęły błyskawicznie, a teraz czas ciągnął się nieubłaganie.
Pozostało cierpliwie czekać, zwłaszcza że tym razem tylko on miał ją zaprowadzić przed oblicze księcia.

Gdy w końcu służąca dała mu znać, że jest gotowa, spodziewał się wszystkiego poza tym co ujrzał.
I zrozumiał, że nawet taki charakterek może być czymś niewystarczającym by zniechęcić Omara zbyt szybko do tej kobiety, a przynajmniej nie od razu.
Jak to możliwe, by miała tyle twarzy? Jaka naprawdę była?
Zablokowało go tylko na chwilę, ale tych kilka sekund wystarczyło by nim wstrząsnąć i poruszyć strunę, którą dawno uważał za martwą.
Co się do diabła z nim działo?

Paradoksalnie ocknął się dzięki jej reakcji.
Zaskoczenie malujące się w oczach Anny było jak kopnięcie. Cokolwiek zauważyła nie powinno się powtórzyć. Nigdy!
Na szczęście nie odezwała się ani słowem, a idąc do apartamentu Omara miał aż nadto czasu by się opanować. Nie była nikim wyjątkowym, by miał na nią tak reagować.

Wpuściwszy ją do jaskini lwa, zamknął drzwi i usiadł naprzeciwko wejścia. Oby jego obecność nie była konieczna, bo oznaczałaby to tylko jedno – kłopoty jakie Anna ściągnęłaby na swoją głowę.
Ale raczej w to wątpił – niezależnie od tego jak się zaczynały przygody Omara, to dla kobiet kończyły się zawsze w ten sam sposób.
Lądowały zachwycone w jego ramionach, spragnione wszystkiego co mogły dostać – od pieszczot po prezenty. I teraz, mimo trochę innego początku nie zanosiło się, by teraz miało być inaczej.

Pozostawało cierpliwie czekać, aż Omar się nasyci w każdym znaczeniu tego słowa, a w tym wypadku mogło to zająć więcej czasu niż zwykle.
Zaczął planować kolejny dzień gdy nagle złapał się na tym, że jego uwaga nie jest skoncentrowana tylko na nadchodzącym dniu.
Nasłuchiwał.
Stare mury i solidne drzwi zapewniały izolację, ale nie całkowitą.
Wiedział, że o ile nie miał szansy na usłyszenie zwykłej rozmowy czy chociażby jęku, ale już krzyk tak.
I znowu myśli pobiegły nie w tę stronę, w którą by sobie życzył:
– Czy będzie krzyczeć? – Wrócił do chwili, gdy zbuntowała się w samochodzie. I tego momentu na wyścigach, gdy ujrzał ją po raz pierwszy. Była żywiołowa i pełna pasji, czy taka sama będzie w ramionach Omara? Czy sprawi, że się zapomni?

W złej chwili pomyślał:
– Spodziewaj się niespodziewanego. – Bowiem w tej samej sekundzie ciszę przerwał gardłowo wydany rozkaz.
Nie zabrzmiało to dobrze, a gdy wkroczył do komnaty był pewien, że jest bardzo źle.

Przerażona Anna i będący tuż obok niej Omar, który wstał na jego widok. Wydał tylko jedno polecenie: sprawdzić czy coś nietypowego zdarzyło się w czasie przygotowań do kolacji.
Miał w pamięci awanturę, a teraz – nie narażając się na posądzenie o zbytnie wścibstwo, mógł sprawdzić o co poszło. Pełen mieszanych uczuć wrócił do Omara i przekazał mu to co usłyszał.
Anna nie pozwoliła się dotknąć i cały czas osłaniała przed wzrokiem służących.

Dopiero ze słów Omara dowiedział się co właściwie zaszło.
Krwawiła. Zwykła kobieca przypadłość, która w oczach księcia czyniła ją nietykalną.

Nie odzywał się i na razie nie wysnuwał żadnych wniosków. Obserwował.
Omar nie nawykł by coś krzyżowało mu plany, a właśnie teraz musiał stawić czoło takiej sytuacji.
Jak na niego zniósł to wyjątkowo dobrze, a musiał naprawdę jej pragnąć skoro zdobył się jeszcze na chwilę rozmowy.

Dopiero gdy ją odprowadzał, przeanalizował fakty i jednego był pewien -nic mu tu nie pasowało.
Może dlatego, gdy Anna znalazła się już w swoim pokoju tuż przed zamknięciem drzwi, zagrał va bank i powiedział:
– Dobrze to rozegrałaś.
W jej oczach nie ujrzał tylko zaskoczenia, ale coś co dało mu solidnie do myślenia.
Była przerażona.

Nie zwlekając ani chwili wrócił do Omara wiedząc, że teraz będzie już tylko ciekawiej i niestety się nie zawiódł.
Napalony mężczyzna oznaczał kłopot, ale napalony książę który nie zaspokoił swojej chuci był poważnym problemem i to w dodatku jego.
Zamknął drzwi i stał w milczeniu czekając, aż siła gniewu szalejącego mężczyzny osłabnie chociaż odrobinę.
Na razie motał się po komnacie rzucając przedmiotami i przeklinając wszystkie kobiety, które są i pojawiły się wcześniej na ziemi.

On wiedział jedno: nie może podzielić się teraz swoimi wątpliwościami, bo gdyby to co podejrzewał okazało się prawdą, to siła gniewu Omara będzie nieporównywalnie większa niż jego pragnienie by tę kobietę posiąść.
Całkiem możliwe, że teraz w jego rękach znajdowało się po raz kolejny czyjeś życie i to nie anonimowej osoby, a człowieka któremu patrzył już w oczy. Od samego początku wiedział, że będą z nią kłopoty. Tak samo jak teraz czuł, że powinien się jej pozbyć.
Wcześniej bezwzględnie ufał i słuchał swojej intuicji, ale ten jeden raz postanowił zrobić inaczej. Może przyczyniła się do tego ta mała dziewczynka, która prawie go nie zabiła?
Wykończony wybuchem Omar w końcu usiadł, a jemu tym samym skończył się czas do namysłu. Jeśli miał podjąć decyzję to teraz.
– Omar. – Był jedną z niewielu osób z otoczenia szejka, która miała prawo zwracać się do niego po imieniu. Nie nadużywał tego przywileju, ale w chwilach takich jak ta, było to usprawiedliwione. Musiał ich rozdzielić na kilka dni, zająć szejka na tyle by zyskać na czasie i upewnić się co jest prawdą. Wątpił czy się mylił, nie po tym jak zareagowała na jego słowa. Była zbyt przerażona.
– I co ja mam z nią zrobić? – Szejk musiał być o wiele bardziej wytrącony z równowagi niż się wydawało skoro zapytał go o poradę. Jednocześnie ułatwił mu sprawę, bo w takim stanie był bardziej podatny na sugestie. Nie było sensu dłużej zwlekać.

Mówił spokojnie i konkretnie bazując na suchych faktach.
Pozostawienie tu Anny przez kilka dni będzie najrozsądniejsze – jest tu bezpieczna, nie będzie przez nikogo niepokojona i przez kilka dni dojdzie do siebie. W tym czasie książę wróci do Dubaju i będzie realizował swoje zobowiązania zgodnie z ustalonym już harmonogramem. A później tu wróci i będzie mógł kontynuować to co zaczął, zgodnie ze swoimi życzeniami i bez żadnych niespodzianek.
Cokolwiek to było, trafił.
– Trzeba jej będzie pilnować. – Skinął głową, bo Omar mówiąc to, tym samym potwierdził, że zgadza się z jego propozycją. Odetchnął z ulgą bo tym samym opanował szalejącego byka, gdy ten podjął wyzwanie i poniósł. – Ty to zrobisz. Ufam tylko tobie, a takiego klejnotu trzeba strzec.

Myślał, że się przesłyszał, ale nie. W sumie na własne życzenie władował się w takie bagno.
Sprzeciw nie wchodził w grę, nie w tej sytuacji. Jedyne co wymógł, to chwila zwłoki w opuszczeniu fortu wystarczająca, by złożyć dodatkowe dyspozycje swoim ludziom na czas jego nieobecności. Teoretycznie byli przygotowani na taki scenariusz, ale wolał się upewnić. Klaus i Jamal odlecieli z Omarem.
Obserwując światła oddalającego się śmigłowca, zastanawiał się, co do cholery mu odbiło.
Tymczasem pozostało tylko cieszyć się ze starych przyzwyczajeń.
– Kretyn. – Podsumował swoje zachowanie, wyciągając z bagażnika mercedesa torbę z podstawowym zestawem rzeczy, który zawsze miał przy sobie na taki wypadek jak ten.
Sprawdził tylko, czy postawiony na straży przed drzwiami do sypialni Anny wartownik wywiązuje się ze swojego zadania i przeszedł do przeznaczonego dla niego pomieszczenia. Wolał nie pozostawiać nic przypadkowi i zapobiec ewentualnym niespodziankom, takim jak samotna wyprawa tej kobiety poza swoją sypialnię.

Dopiero po wzięciu prysznica poczuł jaki jest zmęczony, ale gdy w końcu położył się na posłaniu sen nie nadchodził.
Zbyt wiele myśli krążył po głowie, a wszystkie dotyczyły „niespodzianki”, znajdującej się kilka metrów w linii prostej od niego.

Kim była naprawdę? Gdy już myślał, że ją rozgryzł zrobiła coś, co stawało w sprzeczności z wszystkimi jego wcześniejszymi wnioskami i założeniami.
Z jednej strony zachowywała się wyjątkowo głupio, naiwnie i lekkomyślnie. To jak rozmawiała z Omarem, w jaki sposób się do niego wdzięczyła jednoznacznie potwierdzało, że jest świadoma czego się od niej oczekuje i że to akceptuje. I pewnie by uwierzył, gdyby nie ta reakcja na jego słowa. Była przerażona, zupełnie jakby odkrył w jaki sposób postanowiła zniechęcić do siebie Omara, a przynajmniej odwlec chociaż na chwilę zbliżenie. Czyżby nie była zachwycona czekającą na nią przygodę?
Ale temu z kolej przeczyło jej wcześniejsze zachowanie. To jak flirtowała i uwodziła szejka, była jednym wielkim pragnieniem.

Wrócił myślami do chwili, gdy obserwował rozmawiającą w ogrodzie parę.
Była zwrócona twarzą w jego stronę i tym samym mógł bez przeszkód obserwować jej zachowanie i reakcje na słowa i gesty księcia.
Nawet z takiej odległości widział uśmiech, który rozświetlał nie tylko jej usta, ale i całą twarz.
Włosy podatne na podmuchy wiatru, muskały twarz i szyję. Cała w bieli, tak inna od widzianych ostatnio kobiet.
A potem chwila gdy ją ujrzał tuż przed kolacją. Biały anioł zamienił się w mrok, kuszący i wciągający.
Nic dziwnego, że Omar się wściekł, gdy taki kąsek uciekł mu z talerza.
Wpajane od urodzenia wartości stanęły skutecznie na drodze pożądania, aczkolwiek nie był pewien, czy gdyby nie jego ingerencja, to skończyłoby się to tak, jak się skończyło.
Pierwszy raz widział go w takim stanie i nie był zbyt pewien, czy gdyby nie dał mu więcej czasu do namysłu ten nie zmieniłby zdania i nie kazał przysłać jej z powrotem.

– Ale nie kazał. – I to była ostatnia myśl, którą zapamiętał zanim zasnął.

Poranna zaprawa ze stacjonującym w forcie oddziałem dobrze mu zrobiła.
Z czystym umysłem i rozruszanym ciałem postanowił sprawdzić co się dzieje u Anny.
Nowy wartownik zameldował, że nic się nie dzieje – cisza i spokój, więc najprawdopodobniej śpi, ale nawyki pozostały i wolał się upewnić czy wszystko jest w porządku. Kazał zawołać służącą, po czym wszedł do komnaty zajmowanej przez Annę.
W pierwszej chwili myślał, że śpi, ale dopiero gdy podszedł bliżej łóżka zobaczył, że na materacu znajduje się tylko skotłowana pościel.
Zobaczył ją, zanim zdążył się zdenerwować. Wyglądała jak nimfa, stojąc w ogrodzie z twarzą zwróconą w stronę słońca.
Lekki uśmiech przemknął mu przez usta i wtedy zauważył co leży u jej stóp.
Nie tylko ona cieszyła się z ciepłych promieni, które rozgrzewały świat po chłodniejszej nocy.
Ta idiotka mogła zaraz wejść na wygrzewającą się tuż obok niej żmiję. To były sekundy – tyle czasu zajęło mi znalezienie się przy niej i odsunięcie od gada.
Nie wiedział kto wykazał się gorszym zaćmieniem, ona gdy zabroniła mu zabić żmiję, czy on sam gdy zamiast to zrobić skupił całą uwagę na Annie.
Wąż zniknął.
– Niech to cholera! – Teraz zanim pozwoli jej tu wejść, trzeba będzie to bydlę znaleźć. W dodatku jak jest tak ostrożna, to równie dobrze coś mogło już ją ugryźć. Nie myślał, że na stare lata będzie się musiał bawić w niańkę i to w dodatku tak niezdarnej kobiety. Pierwsze co zrobiła, to się wywróciła jak ostatnia sierota. Nie parsknął tylko dlatego, że … w sumie sam nie wiedział.
Chociaż może powodem było to, że cały czas była w koszulce w której spała. Z delikatnego materiału, który nie do końca krył ciało znajdujące się pod nim.
Albo to, że cały czas była zaspana i lekko nieprzytomna i sam nie wiedział dlaczego, ale to spowodowało, że nie umiał być na nią zły za tak nieodpowiedzialne zachowanie.
Ale najbardziej zaskoczyła go jej reakcja na jego dotyk. Nie była w stanie zapanować nad swoim ciałem, bo gdy jego palce gładziły delikatną skórę, jej źrenice się rozszerzyły, a usta lekko rozchyliły. W tym ostatnim nie był odosobniony. Zmieszanie widoczne na jej twarzy, gdy sprawdzał czy nie ma na skórze śladów po ukąszeniu jasno świadczyło, że nie do końca rozumie co się z nią dzieje.
Była zdezorientowana, a ludzi w takim stanie łatwo złapać na kłamstwie. Zdekoncentrowani zdradzają się szybciej.

To był dobry moment, by zrobić to co chciał uczynić od samego początku.
Musiał wiedzieć, czy miał rację.
Klasnął w dłonie, przywołując tym samym służącą, po czym gdy weszła poinstruował ją dokładnie co ma zrobić i skupił swoją uwagę na Annie. Obserwował ją uważnie od momentu, gdy Arabka zniknęła w drzwiach łazienki, do chwili gdy wróciła i zdała mu szczegółową relację z tego gdzie i co znalazła.
To było to czego potrzebował.
Zostawił Annę samą, wydając tylko instrukcje by przyniesiono jej do pokoju śniadanie.

Potrzebował chwili, by zmierzyć się z tym czego się właśnie dowiedział.
Intuicja go zawiodła, po raz pierwszy w życiu. W dodatku nie to zabolało go najbardziej.
Musiał przyznać przed samym sobą, że miał nadzieję iż Anna jest inna. Okazało się, że nie.
Służąca znalazła w łazience zakrwawione podpaski. Czyli jednak to nie był wybieg z jej strony, a zwykły pech i zbieg okoliczności.
Czego się spodziewał? Kobiety z zasadami? Czy takie istniały? Była taka jak wszystkie spotkane dotychczas – można ją było kupić, trzeba było tylko zaproponować właściwą cenę lub zagrać odpowiednimi kartami.
Nawet jego zmyliła, perfidna i wyrachowana, a nie … Stop!
Żadnych takich myśli!
To jest kolejna kobieta na liście Omara, bardziej niż chętna na taką przygodę i nie miał co myśleć o kimś, kto nie istnieje. A jeśli nawet, to na pewno nie jest nią Anna.

Pozostało teraz tylko pilnować jej, by sama nie zrobiła sobie krzywdy – bo po porannym spotkaniu ze żmiją był pewien, że jest na tyle bezmyślna, że znowu może władować się w jakieś kłopoty, i czekać cierpliwie na przyjazd Omara.
Ten pobawi się z nią krócej lub dłużej, ale potem odeśle i będzie święty spokój.

Wrócił tylko do sypialni Anny, by powiadomić ją o zmianie planów szejka i zostawił samą.
Rozdysponował kolejne warty i poinstruował służące co do obsługi najnowszej wybranki szejka.
Czekało go wyjątkowo długich dziesięć dni.

Pomimo niechęci do pilnowanej, a raczej ochranianej kobiety, ze swoich obowiązków wywiązywał się sumiennie i wieczorem zajrzał do niej, by upewnić się czy wszystko jest w porządku.
Nie było.
Nudziła się.
Zastosował taktykę, którą często wykorzystywał wobec szejka, gdy ten zachowywał się jak rozkapryszony dzieciak.
Cierpliwie i uprzejmie wysłuchał co ma do powiedzenia, po czym zaproponował dwa rozwiązania, tłumacząc jednocześnie ich zasadność.
Dawało to jego rozmówcy poczucie władzy i wyboru, a tak naprawdę jemu zapewniało pełną kontrolę.
– Poza fortem nie jest bezpiecznie, a tylko tu możesz być chroniona. W ramach murów możesz spacerować wszędzie, proszę tylko by towarzyszył ci zawsze uzbrojony mężczyzna, ale to po to by chronić cię przed takimi niespodziankami jakie napotkałaś rano w ogrodzie. Możesz też przebywać z kobietami, ale miej na uwadze, że mają tu swoje obowiązki i muszą je wykonać. – Nie nawiązał słowem do tego, że znalazła się tu wbrew swojej woli. Ale brak jakiegokolwiek sprzeciwu wobec tej sytuacji czy żądania by ją odstawić z powrotem do hotelu tylko utwierdziły go w przekonaniu, że wcale nie chce stąd wyjeżdżać i z niecierpliwością czeka na powrót Omara.
Pokiwała głową i oznajmiła, że chce w takim razie pozwiedzać fort i chodzić na spacery.
Jej wybór i decyzja, absolutnie go nie kwestionował zwłaszcza, że tym sposobem będzie ją mieć pod kontrolą przez cały czas. Przydzieleni do jej obsługi wartownicy wiedzieli na co mają uważać i tym sposobem miał ją z głowy. Miała zajęcie to nie wymyśli, a co najważniejsze, nie wpakuje się w nic głupiego.

Dopiero w nocy wrócił do tego co poczuł, gdy poznał prawdę.
Rozczarowanie może było bolesną nauczką, ale zdecydowanie wolał to niż gdyby miało się okazać, że miał rację.

I to chyba było ostatnią zafundowaną przez nią niespodzianką. Nie musiał jej widzieć, by wiedzieć co robi, a po dwóch dniach spędzonych identycznie, wyglądało na to, że do przyjazdu Omara pozostałe będą też wyglądać tak samo.
Późne śniadanie i spacer po części fortu dostępnej tylko dla księcia i jego gości. Potem obiad, krótka sjesta, a tuż po niej wędrówka po murach i ogólnodostępnym dziedzińcu, a następnie spacer po większym ogrodzie – tym, gdzie spędziła czas z Omarem.
Nie protestował, bo jej przechadzki po ogólnodostępnej części, idealnie wpasowały się w przerwę żołnierzy. Gdy wędrowała po murach czy dziedzińcu, prawie cała obsługa siedziała w kantynie, a tym samym nie widziało ją zbyt wiele osób.
To, że o gościu wiedzieli wszyscy to jedno, ale widzieć jej już nie musieli.

Wyglądało na to, że pozostaje tylko cierpliwie odliczanie godzin do przyjazdu Omara i tym bardziej nie umiał uzasadnić towarzyszącego mu zaniepokojenia. Coś było nie tak, tylko nie umiał doprecyzować co.
Obudził się z silnym poczuciem, że coś złego właśnie się wydarza.
To były te chwile, gdy otwierał oczy, a umysł pracował na pełnych obrotach, gotowy na szybkie reakcje i działanie.
Nie zastanawiał się ani chwili, tylko od razu zadzwonił do Klausa. Wszystko było w porządku.
Czyli to nie Omar, a jeśli nie on to miał jeszcze tylko jeden powód do zmartwień.

Założył tylko spodnie i na boso przebiegł pod sypialnię Anny.
Wartownik podskoczył, gdy dotknął jego ramienia. Zdrzemnął się i nie słyszał kroków.
Wróci do tego za chwilę, ale teraz ważniejsze było sprawdzenie, czy jest z nią wszystko w porządku.
Uchylił delikatnie drzwi i miał wrażenie déjà vu. Już raz widział tak ułożoną pościel i wtedy też wydawało mu się, że na łóżku ktoś śpi.
Podobnie było i tym razem.
Łóżko było puste. Łazienka również, a drzwi i okna prowadzące na ogród zamknięte.
Miał jeszcze głupią nadzieję, że to jest jakiś durny żart i kobieta schowała się w garderobie, ale nie. Nie było jej.
Ten kretyn zasnął i Anna korzystając z okazji uciekła.

Największym kretynem okazał się on sam! Jak mógł tego nie przewidzieć.
Zwiodła go.
Musiała wykorzystać spacery by nie tylko uśpić jego czujność, ale i rozejrzeć się w miejscach, które normalnie nie byłyby dla niej dostępne.
Nie potrzeba było geniusza by dowiedzieć się co i jak zrobiła.

Wykorzystała kolejną drzemkę tego idioty i wymknęła się na boso z sypialni. Najpierw dotarła do pomieszczenia gospodarczego, gdzie przechowywano w przeszklonej gablocie wszystkie klucze. Wzięła wszystkie, mimo iż do przejścia do części wspólnej potrzebowała tylko kilku.
A potem z kantorku przy bramie, gdzie w równie przeszklonej gablocie znajdowały się kluczyki do wszystkich pojazdów, zgarnęła to co zobaczyła, po czym wzięła jeden z samochodów i wyjechała przez otwartą bramę.
W tym ostatnim pomógł jej czysty przypadek, bo jakiś kretyn po prostu nie dopełnił obowiązków i bramę przymknął, ale jej nie zablokował tak jak powinien. Gdyby to zrobił, to w tym miejscu ta szalona wyprawa by się skończyła, bo otwarcie wymagało wiedzy, której nie posiadała.
– Namierzyć ją. – Na ukaranie winnych będzie czas później. Powinien zacząć od siebie, bo to na nim spoczywała cała odpowiedzialność i spocznie jeśli nie znajdzie tej sieroty w jednym kawałku. Szlag go trafił na usłyszaną odpowiedź, bo jeśli myślał że nie może być gorzej to właśnie okazało się, że tak.
– Wzięła starego land rovera. W nich nie montowaliśmy nadajników. – Każdy z wozów był wyposażony w lokalizator, z wyjątkiem tych, które nadawały się praktycznie na złom. Gdyby Anna wsiadła do samochodu, którym została przywieziona, znalazłby ją błyskawicznie.
Było jeszcze gorzej. Zabrała ze sobą wszystkie znalezione klucze i tym samym unieruchomiła pozostałe wozy.
– Poza jednym. – Wśród wielu rzeczy, które miał przy sobie, był zapasowy pilot do mercedesa.
Jeden samochód był na chodzie i w końcu Bóg się nad nim zlitował, bo tylko ten jeden był wyposażony w reflektory na tyle silne, by móc przynajmniej spróbować zobaczyć pozostawione przez nią na piasku ślady. Sprzyjała mu również bezwietrzna noc.
Nie było czasu na analizowanie co, jak i kto. W tej chwili nie ufał zresztą nikomu.
Wyposażony w zapas wody, broń, apteczkę, kilka kanistrów paliwa i dodatkowe akumulatory ruszył na polowanie.

Nie mogła uciec dawno. Pozostawione przez nią ślady zbyt wyraźnie odznaczały się piasku.
Wiedział, że ją dopadnie, ale bał się jednego – że zanim to zrobi coś jej się stanie i nie odnajdzie jej żywej.

 

** ** ** ** ** ** ** **

Zła decyzja – część XIV
Zła decyzja – część XII

Podziel się:
14 polubień
654 Views

Poczytaj więcej

21 komentarzy

  • AnNoCzerwiec 22, 2020 at 3:40 am

    Brawo, udało się uciec 🙂

    Odpowiedz
  • AdaCzerwiec 22, 2020 at 7:28 am

    Długo na to czekaliśmy ale było warto! Kurde chce więcej hehe

    Odpowiedz
  • BeaCzerwiec 22, 2020 at 9:56 am

    Ale zwrot akcji!! Watro bylo poczekac I zaczac poniedzialek od takiej niespodzianki 😉

    Odpowiedz
    • Anna ValettaCzerwiec 22, 2020 at 2:33 pm

      Teraz wypuszczamy tygrysa, ale poważnie to sama nie mogę doczekać się kolejnej części.

      Odpowiedz
      • mariaCzerwiec 30, 2020 at 6:50 pm

        Extra! super materiał na film sensacyjny jak z Jamesem Bondem!

        Odpowiedz
        • Anna ValettaCzerwiec 30, 2020 at 9:06 pm

          Dziękuję. Ale z Paradoksu to by dopiero był hit … możliwe, że zakończony pozwem sądowym 😀

          Odpowiedz
  • GosiaCzerwiec 22, 2020 at 11:08 am

    Super niespodzianka 😉 dawno tak dobrze nie zaczęłam tygodnia 😉 dziękuję

    Odpowiedz
    • Anna ValettaCzerwiec 22, 2020 at 2:33 pm

      Do usług. Czyli wypadałoby nie tylko taki poniedziałek powtórzyć, ale regularnie powtarzać, prawda? 😀

      Odpowiedz
      • DanaCzerwiec 24, 2020 at 8:02 am

        Zdecydowanie czesciej!swietny rozdział i znow niepokojące zakonczenie,chcemy wiecej 😀

        Odpowiedz
        • Anna ValettaCzerwiec 30, 2020 at 9:09 pm

          I tyle wyszło z planowania. Wakacje się sypią, trzeba ratować co się da. Z drugiej strony będzie o czym pisać – i tak mi nikt nie uwierzy, że to się zdarzyło naprawdę 😀

          Odpowiedz
  • DominikaCzerwiec 22, 2020 at 4:16 pm

    Nareszcie !! Codzienne zaglądałam czy coś jest a tu taka niespodzianka. Jedno mnie tylko nurtuje, kto to opowiada, z czyjej to jest perspektywy ? Z tego co pamietam to jeden ochroniarz przecież sam podłożył jej do łazienki podpasek a tutaj wynika całkiem co innego

    Odpowiedz
    • Anna ValettaCzerwiec 22, 2020 at 6:12 pm

      Z perspektywy Liama – tylko i wyłącznie.

      I nikt jej nic nie podkładał. Sama zraniła się pilnikiem do paznokci w udo i to właśnie tę krew wykorzystała. Zresztą dołożyłam nawet kawałek jej rozważań dotyczący zbyt daleko idących środków zapobiegawczych i psychozy maniakalnej – w sumie okazało się, że słusznie, bo ochroniarz szejka sprawdził czy nie kłamie

      Odpowiedz
  • JolaCzerwiec 22, 2020 at 6:58 pm

    Super😍😍 długo kazałaś na siebie czekać,ale jak zawsze warto było czekać😍😍😍.Tradycyjnie zapowiada się ciekawie z Anną nie będziemy się nudzic
    Zapowiada sie ciekawie 😁😁😁Czekam z niecierpliwością na dalsze części😁😁

    Odpowiedz
    • Anna ValettaCzerwiec 22, 2020 at 7:42 pm

      Dziękuję Jolu 🙂
      Miejmy nadzieję, że nie tylko zapowiada się ciekawie, ale i tak będzie

      Odpowiedz
      • JolaCzerwiec 23, 2020 at 4:23 am

        Oj będzie znając twoją twórczość ❤❤❤ będzie kolejna perełka i kolejni ulubieńcy,którzy skradną nasze serca 😁 😁😁

        Odpowiedz
  • SylvieCzerwiec 26, 2020 at 12:23 am

    Nareszcie😁 Już nie mogłam się doczekać! A teraz napadną ją jacyś „pustynni piraci” i Liam będzie musiał ją ratować. I oczywiście nie mogą wrócić od razu, raczej po kilku dniach, żeby nic porozumienia została zawiązana 😉 Cieszę się Aniu, że do nas wróciłaś 😀

    Odpowiedz
    • Anna ValettaCzerwiec 30, 2020 at 9:08 pm

      Oj, są tam ludzie pustyni i będą mieć swój skromny udział w pewnych zdarzeniach 🙂
      Oni tą nicią to się udławią, ale zobaczymy co im z tego dławienia wyjdzie

      Odpowiedz
  • BeaLipiec 2, 2020 at 11:10 pm

    Ale nas trzymasz w napieciu … sprawdzam codziennie a tu nie ma niespodzianek 😟

    Odpowiedz
    • Anna ValettaLipiec 5, 2020 at 9:27 am

      Będą 🙂 Nie tyle trzymam w napięciu co mi się wakacje rozjechały i miałam mały pożar. W sumie nie taki mały bo rozjechało się wszystko – od przelotu po zaplanowane rzeczy.

      Odpowiedz

Zostaw komentarz

Please enter your name. Please enter an valid email address. Please enter message.