Niewidoczna po tej stronie lustra, mogłam bez przeszkód obserwować dramat rozgrywający się w drugim pomieszczeniu. Porucznik jasno mnie poinformowała, że mam teraz tylko patrzeć i słuchać. Nie do końca rozumiałam po co odbywa się to całe przedstawienie, nawet nie byłam pewna czy mogę w tym uczestniczyć, ale już dawno nauczyłam się, że jeśli nie wiem co mam zrobić to znaczy, że nie powinnam robić nic. A dokładnie w takiej sytuacji znalazłam się teraz.

Na chwilę wróciłam myślami do tego co się stało nie tak dawno temu. Nikt nie był bardziej zaskoczony niż ja, gdy zadzwonił telefon. Nie chodziło o to, że dzwonił, tylko o to kto znajdował się po drugiej stronie. Porucznik McKenzie Jones, ta sama, z którą zetknęłam się kilka miesięcy temu. Nie wyjaśniła co się dzieje, a przynajmniej nie w sposób jaki oczekiwałam. Boże, ona w ogóle nic nie wyjaśniła. Po prostu podając datę i godzinę oznajmiła, że mam się u niej zjawić. Tylko tyle.
A potem wystarczyło w wyznaczonym terminie zmobilizować się, pojawić przy budynku, który swojego czasu widywałam aż za często i po prostu wejść.
Nikt na mnie nie czekał, ale gdy podałam swoje nazwisko dyżurującemu policjantowi ten nie pytając się o nic więcej – ani o powód przyjścia, ani z kim byłam umówiona – natychmiast przekazał mnie innemu stróżowi prawa. Ten też nic nie powiedział, a ja stwierdziłam, że pytania zacznę zadawać dopiero po dotarciu na miejsce. Tylko, że w założeniach miałam usiąść z kimś przy biurku, a nie zostać zaprowadzoną do osobnego pokoju i pozostawiona tam sama.

­– I co teraz? – Ta cisza trwała kilka minut. A potem drzwi się otworzyły i dołączyły do mnie dwie osoby – znana mi już policjantka i niewidziany wcześniej mężczyzną. Z tym, że oni nie zadawali pytań i co najdziwniejsze, również nic nie mówili. Z jednym wyjątkiem. Jones oznajmiła mi, że za chwilę coś zobaczę i mam się skupić na tym co będzie się działo za szybą. A potem kobieta przyciemniła światło, a po drugiej stronie szyby ktoś je zapalił i dopiero wtedy przestałam rozumieć cokolwiek. Spodziewałam się ujrzeć klasyczny pokój przesłuchać, ale ten wyglądał zbyt przytulnie. Owszem, były tam stół i krzesła, ale też obok znajdowała się sofa i fotele. Zupełnie jakby ktoś usiłował nadać cieplejszy ton temu wnętrzu, umożliwiając przeprowadzenie nietypowych rozmów. Nagle drzwi się otworzyły i do pomieszczenia weszła czwórka ludzi. Na pierwszy rzut oka dwie pary, ale po chwili w jednym z mężczyzn rozpoznałam widzianego już tu na komendzie policjanta. Poza tym różnili się, nie tylko wyglądem, ale i zachowaniem. Starsi wyglądali na małżeństwo, trzymali się za ręce. Młodsza para, gdzie w mężczyźnie rozpoznałam widzianego kiedyś policjanta, trzymała się od siebie z daleka, całą uwagę skupiając na towarzyszach. Usiedli przy stole, policjant otworzył przyniesioną teczkę, zaczął wyciągać zdjęcia i przestałam cokolwiek rozumieć. Starałam się oddzielić własne emocje od tych, które atakowały mnie zza szyby. Strach, przerażenie, agresja, gniew, rezygnacja. Tak jakby to co im pokazano, odebrało ostatnie strzępki nadziei. Co im pokazali, o co tu i chodziło? I co najważniejsze – dlaczego biorę w tym udział?

Niczym niezmącona cisza trwała, dopóki sąsiedni pokój nie opustoszał. Ale jeśli myślałam, że teraz Jones wszystko wyjaśni, to srogo się pomyliłam. Bo zamiast cokolwiek powiedzieć, stojąca wcześniej tuż obok mnie porucznik po prostu wyszła i zostałam z nieznanym mi mężczyzną sama.

Dopiero wtedy się odezwał. Przedstawił się, owszem – tylko, że natychmiast zapomniałam, jak ma na imię, bo potem dodał coś jeszcze. Że jest agentem FBI.
To od tego momentu przestałam cokolwiek ogarniać. Jeśli był tym za kogo się przedstawił – a nie wątpiłam, że tak jest – to co do cholery robił w tym miejscu? I dlaczego jestem z nim sam na sam?
Jeśli wcześniej uważałam, że nic nie rozumiem, to dopiero teraz okazało się, że nic oznacza naprawdę nic.

 Licząc, że może kolejne słowa rzucą światło i wyjaśnią powód, dla którego mnie tu ściągnięto, słuchałam go w milczeniu. Najpierw nie chciałam się odzywać, a potem po prostu odebrało mi mowę.

Gdy skończył zapadła cisza. Dopiero po chwili mnie odblokowało:

– Zwariowaliście. – Cały wcześniejszy spokój ze mnie wyparował. – To jest szaleństwo i najgłupsza rzecz na jaką kiedykolwiek i ktokolwiek był w stanie wpaść. I jesteście jeszcze większymi szaleńcami, jeśli uważacie, że to ma chociaż minimalne szanse powodzenia!






****************************************

Kolejny odcinek: Przynęta I





3 polubień
1098 Views

Poczytaj więcej

5 komentarzy

  • Teresa Karczewska19 września, 2020 at 12:55 pm

    No i robi się ciekawie i oczywiście dalej brak

    Odpowiedz
    • Anna Valetta19 września, 2020 at 1:39 pm

      Bo to prolog 😀
      Prolog jest jak wędka z przynętą, jak aperitif – ma pobudzić apetyt i go zaostrzyć, a nie zaspokoić 🙂

      Odpowiedz
  • Martirio19 września, 2020 at 11:16 pm

    A jest szansa, że najpierw poznamy zakończenie któregoś z poprzednich opowiadań?

    Odpowiedz
    • Anna Valetta20 września, 2020 at 8:05 am

      Całkiem możliwe, że tak ale nie zakładałabym się.
      To jest jak z wyścigami konnymi – jeśli nagle ktoś przegania faworyta i dotychczasowego championa, to nie powstrzymuje konia, bo wypada by faworyt znalazł się na mecie jako pierwszy 😀

      Pozdrawiam i do przeczytania

      Odpowiedz
  • Martirio22 września, 2020 at 10:59 pm

    To nie do końca tak – w wyścigach zazwyczaj ktoś jednak dociera do mety. 😉

    Odpowiedz

Zostaw komentarz

Please enter your name. Please enter an valid email address. Please enter message.