Wiem, że miał na myśli to, że nie ma tu nikogo z zewnątrz. Że w najbliższej okolicy znajdują się tylko i wyłącznie wierni poddani albo ludzie będący w służbie księcia.
Ale nic nie poradzę, że znowu powrócił obraz, który zobaczyłam w nocy.
Tylko on i ja.
Nikt więcej.

Otrząsnęłam się błyskawicznie.
Co za brednie! Nie dotknęłabym go nawet kijem i byłaby to usługa wzajemna.

Szłam prosto i z podniesioną głową nie tylko dlatego, że chciałam mu pokazać, że mimo tej paskudnej sytuacji trochę godności jeszcze we mnie pozostało.
To też, ale głównie mnie interesowało jak skomplikowaną trasę pokonamy i z jakimi zabezpieczeniami przyjdzie mi się zmierzyć zanim zobaczę tego potwora.

Skomplikowany układ korytarzy, ale to nie było dziwne mając na uwadze pierwotne przeznaczenie tej budowli.
I gdy już myślałam, że nie zaskoczy mnie nic, życie zweryfikowało moje przekonania.
Kolejne drzwi były zdecydowanie większe od poprzednich, a za nimi rozpościerał się raj.
Dosłownie.

Ogród w samym sercu fortu. Szaleństwo roślin, fontanny, a to wszystko częściowo zacienione dzięki rozpostartym nad roślinnością zwojom materiału.
Na chwilę zapomniałam dlaczego się znalazłam w tym miejscu.
Tu było tak pięknie.
Mimo panującego już o tej porze upału, zupełnie nie dawało się odczuć tej temperatury i duchoty.
Zapach wilgotnej ziemi, delikatny szum przepływającej wody, i ta gra słońca sprawiły, że po prostu zatrzymałam się w miejscu i byłam w stanie tylko przenosić wzrok z miejsca na miejsce.
Coś niesamowitego!

W oddali zauważyłam nawet coś w rodzaju małego pawilonu. Chyba nawet z fotelami, ale z tej odległości za wyraźnie nie widziałam.
A potem rozejrzałam się trochę bardziej i na chwilę przestałam oddychać.

Nawet nie wiedziałam kiedy moja nadzorczyni zniknęła, ale w ogrodzie oprócz mnie były nadal dwie osoby.
Cień, który najwidoczniej cały czas nie spuszczał ze mnie wzroku i równie intensywnie wpatrzony we mnie książę.

Nie wiedziałam jak się mam zachować i zrobiłam jedyną rzecz jaka przyszła mi do głowy.
Odwróciłam się do nich plecami i przeszłam do znajdującego się w oddali pawilonu, nie sprawdzając nawet czy któryś z mężczyzn za mną idzie.

Zadziwiające jak pracuje nasz umysł.
W chwilach ogromnego stresu i strachu wyłącza się i blokuje na największe zagrożenia, a pozostawia otwartą furtkę na drobiazgi.
Tak było i tym razem.

– Fotele, jednak fotele. – Pomyślałam, po czym usiadłam w oczekiwaniu na dalszy rozwój wypadków.
Nie wiedziałam czy nie popełniłam faux pas, ale to akurat w zaistniałej sytuacji miało najmniejsze znaczenie.
W końcu ten barbarzyńca mnie porwał, a jego sługus oznajmił mi, że jak nie będę grzeczna i nie spełnię zachcianek, to wyląduję w piachu.
Zupełnie tak samo jakby Maria Antonina przejęła się, że nie zachowała ceremoniału w drodze na szafot.

I wtedy to zobaczyłam.
Zawsze miałam nie tylko bujną wyobraźnię, ale błyskawicznie wizualizowałam swoje myśli.
Dużo mi nie było trzeba. Maria Antonina, szafot i w wyobraźni zobaczyłam ostrze, krew i toczącą się głowę razem z wystającymi z pozostałości szyi, resztkami żył, mięsem i białą kością pośrodku.
Momentalnie mnie nie tylko zemdliło, ale to co czułam znalazło odzwierciedlenie na mojej twarzy.
Na tę chwilę trafił książę.

Usiadł z taką złością na drugim krześle, że aż je przesunął.

Nie odzywałam się.
Ci miałam powiedzieć? Wypuść mnie ty prostaku? I tak byłoby to jedno z najłagodniejszych określeń.
– Trzymaj buzię zamkniętą na kłódkę. Cokolwiek chce zrobić, jeśli go wkurzysz to albo każe cię zabić, albo sam cię zatłucze, albo szybciej zrobi to co zamierzał i to bez twojej zgody. – Powtarzałam sobie w myślach i o dziwo zadziałało.

Udało mi się przywrócić neutralno-nijaki wyraz twarzy i wpatrując się w skromnie splecione i spoczywające na udach dłonie, czekałam w milczeniu aż sam zacznie rozmowę. I niech to trafi, bo się doczekałam.

– Jesteś piękna. – To był jakiś absurd. Spojrzałam z niedowierzaniem, bo wydawało mi się, że źle słyszę.
– Wyglądasz jak anioł. Mam nadzieję, że podróż cię zbytnio nie wyczerpała.

Ja chyba zwariowałam? Nie! To on oszalał. Zachowywał się, jak gdyby nic się nie stało.
Tak mogłoby przebiegać spotkanie, gdyby zaprosił mnie na miłą pogawędkę przy herbacie, ja bym to zaproszenie przyjęła i teraz siedzielibyśmy w neutralnym miejscu, rozmawiając grzecznie i on starałby się dać mi delikatnie znać, że jest mną oszołomiony i zauroczony.
Chyba, że tak wygląda ich “subtelne” i “delikatne” zasygnalizowanie, że są jakąś kobietą zainteresowani.
Nagle zaświtała we mnie durna myśl.
Może nie jest tak źle? Może on po prostu stwierdził, że chce ze mną spotkać się gdzieś na uboczu i porozmawiać ze spokojem, bez tych wszędzie mu towarzyszących i śledzących każdy jego ruch oczu?
A to wygląda tak dziko bo po pierwsze to pochodzę ze zwykłej w porównaniu z jego rodziny, a taki status społeczny i bogactwo wymuszają takie, a nie inne zachowanie? O kompletnie innej kulturze nie wspominając?
A to, że jego sługus zachował się w taki sposób i mówił takie rzeczy, wynika raczej z durnego charakteru i obycia Cienia, a nie rozkazu księcia?
Może Jego Wysokość po prostu chciał mnie zaprosić na spotkanie, nawet na obiad w ustronnym miejscu, a ten bęcwał zamiast zrobić to w sposób cywilizowany, to wykorzystał głupi zbieg okoliczności i mnie porwał, przy okazji mówiąc te durne rzeczy żebym nie chlapnęła czegoś przed księciem?
A te wszystkie rzeczy, jak kąpiel i ubrania, były po prostu dla nich czymś normalnym. Brudna, mimo iż jestem gościem, mogłabym obrazić księcia, okazując w ten sposób lekceważenie i brak szacunku.

To było możliwe. Gorzej! To była pewnie prawda.
A ja, ze swoją chorą wyobraźnią dodałam dwa do dwóch i wyszło mi 851.

Prawie jęknęłam. Jak dobrze, że nie zrobiłam nic głupiego i przede wszystkim, że nic nie powiedziałam.
Czy za takie oskarżenia w stosunku do członka rodziny królewskiej groziłaby jakaś kara? Wolałam o tym nie myśleć.

Nie pozostawało mi nic innego jak zachować spokój, spędzić miło to popołudnie z księciem i modlić się, żeby nikt się nie domyślił co mi chodziło po głowie.
– Dziękuję za komplement. – Mimo wszystko wolałam, żeby nie rozpływał się nad moją urodą. Trzeba było jak najszybciej zmienić temat.
– Omar, jakie piękne imię. – Uznałam, że skoro jestem europejką, to mogę sobie pozwolić zarówno na zwrócenie na to uwagi, ale i zadanie pytania.
– Jakie ma znaczenie? – Rozpromieniona twarz księcia i pełna entuzjazmu odpowiedź, dały mi znać, że to był dobry ruch.

Im dłużej rozmawialiśmy, tym bardziej upewniałam się, że to co uznałam za porwanie, tak naprawdę nim nie jest.
Służba przyniosła napoje i świeże owoce.
To naprawdę była zwykła rozmowa o wyścigach, moich wakacjach. Nawet nawiązanie do spięcia w samolocie było delikatne i subtelne.
Boże, zrobiłabym z siebie idiotkę.
Co prawda trochę tę sielankę psuły dwie rzeczy, ale doszłam do wniosku, że jestem po prostu przewrażliwiona. To, że ochroniarz księcia rejestruje każdy mój ruch było jak najbardziej zrozumiałe. To była w końcu jego praca. Musiał zachować czujność i uważać na wszystko co mogło stwarzać zagrożenie. Ja mogłam, byłam w końcu obca.
Trochę bardziej niepokojący był wzrok i mowa ciała samego księcia. Omar również nie spuszczał ze mnie wzroku. Chłonął całą sobą każdy mój ruch i gest, a oczy co chwilę wędrowały w stronę ust. To, że się czasem zawieszał też było wytłumaczalne. Byłam naturalną blondynką z niebieskimi oczami, ale nie za bardzo lubiąc swój kolor włosów, zmieniłam go dzięki farbom na brąz. O ile blondynka z niebieskimi oczami była czymś normalnie spotykanym, to szatynka z takim odcieniem tęczówek już nie. Mogło to go trafić. Wielu trafiało. Ale takie zapatrzenie i pochylone w moją stronę ciało mężczyzny, mogło również świadczyć o tym, że mnie słucha z uwagę.

Z każdą mijającą minutą uspokajałam się coraz bardziej, a tym samym przestałam być aż tak bardzo nastawiona na obronę. Zaczęłam czerpać przyjemność z tej rozmowy i z uśmiechem cieszyłam się tą chwilą.
Będzie co wspominać, aczkolwiek byłam pewna, że nikomu i nigdy nie wspomnę o moich obawach.
Zwłaszcza, że moim rozmówcą był nie tylko wdzięczny słuchać i nadzwyczaj inteligentny, ale również bardzo przystojny mężczyzna.

Czy można z kimś rozmawiać kilka godzin i mieć wrażenie, że to trwało zaledwie kwadrans?
Można.
Z zaskoczeniem przyjęłam nie tylko informację od nagle zmaterializowanego obok nas służącego, że kolacja będzie niedługo gotowa, ale i to, że nawet nie zauważyłam, że się ściemnia.
Naprawdę długo rozmawialiśmy. Zanim zdążyłam poważnie się zaniepokoić, usłyszałam:
– Wybacz. Wiem, że to nie tak miało być, ale jesteś nadzwyczaj dobrym kompanem do rozmowy.  – W sumie racja. Znowu patrzyłam na wszystko przez pryzmat własnych doświadczeń, gdzie czas to pieniądz i wszystko zawsze musiało być uporządkowane. Tutaj nie tylko czas biegnie inaczej.
To samo dotyczyło zwyczajów i norm. Czymś oczywistym musiała być daleko posunięta gościnność, a za taką pewnie była uznawana szykowana właśnie kolacja.
Ciekawe było tylko, czy mnie po niej odwiozą, czy Omar zaproponuje mi nocleg w tym niesamowitym miejscu.

– Liam będzie ci służył pomocą. Chcesz się zapewne odświeżyć. Wszystko jest już przygotowane. – Boże, co za wstyd. Teraz ja okazałam się barbarzyńcą. Przecież tu co chwile brali prysznice albo kąpiele i zmieniali ubrania. Co jak co, ale higiena była u nich na wysokim poziomie. Tylko ja, jak taki brudas zjadłabym kolację brudna i spocona, mając na sobie ubranie, które nosiłam jakby nie było cały dzień.

Ale było coś jeszcze. Cień zyskał imię.
Przez chwilę zastanawiałam się po co wywołał takie zamieszanie i tak mnie nastraszył. Nawet zakiełkowała we mnie myśl, by się go o to spytać, ale stwierdziłam, że to bez sensu.
Ani on pewnie nie miał ochoty udzielić odpowiedzi, a ja stwierdziłam, że wolałabym jej nie usłyszeć. W sumie to wolałabym nie mieć z nim do czynienia więcej niż to było konieczne.
Doprecyzowałam bowiem, co czułam zarówno w jego obecności jak i na samą myśl o nim. Nie strach, albo nie w czystej postaci.
Najlepiej pasowało do tego słowo “niepokój”.

Z powrotem zaprowadził mnie do sali kąpielowej.
Tym razem oprócz znanej mi już nadzorczyni, czekały na mnie jeszcze dwie kobiety.
I nie pozwoliły mi nic zrobić samodzielnie. pozwoliłam im na wszystko z jednym wyjątkiem – od pasa w dół umyłam się sama.
Znowu nie protestowałam, bo świeżo miałam w głowie jeden z seriali, gdzie niewolnice tak myły swoją panią.
Co kraj to obyczaj i to co dla mnie było szokujące, dla nich stanowiło normę.

Tym razem zaakceptowałam bez zastrzeżeń przyniesiony strój. Piękna, czarna szata haftowana dla odmiany nicią złotego koloru i ozdobiona drobnymi niebieskimi kamieniami, wyglądającymi jak szafiry.
Tym razem coś porobiły przy mojej twarzy, ale trwało to chwilę więc machnęłam ręką na proszenie o lustro. Możliwe, że po prostu podkreśliły mi oczy czarnym tuszem. Widziałam już wcześniej jak arabka malowała sobie jednym pociągnięciem pędzla piękne kreski, a robienie mojego makijażu trwało sekundę więc założyłam, że po prostu moja pomocnica zrobiła dokładnie to samo.

Klaśnięcie w dłonie oznajmiło czekającemu tym razem za drzwiami Liamowi, że jestem gotowa i może mnie zaprowadzić na kolację.

Nie byłam przygotowana na taką reakcję mężczyzny. Wcześniej, pomijając drobne incydenty wywołane moim nieodpowiednim zachowaniem, zachowywał spokój i opanowanie.
Tym razem nie był obojętny. Zmrużone oczy, zaciśnięta szczęka i szybszy oddech.
Dlaczego?
To była chwila i wrócił stary Cień.
Przyobleczona na twarz maska i mogliśmy iść.
Byłam ciekawa czy będą inni goście i przede wszystkim jak ta kolacja będzie wyglądać.

Wiedziałam, że doświadczam czegoś co było dane przeżyć tylko niewielkiemu procentowi ludzi.
Kolacja z prawdziwym księciem. W jego tajnej siedzibie – pewnie jednej z tysiąca.
Naprawdę będę miała co wspominać w nudne, listopadowe wieczory.

Byłam w dobrym nastroju, a świetne samopoczucie zawsze wpływało na mój wygląd.
Rozjaśniona twarz, rozmarzone oczy, uśmiech który promieniał z wnętrza i dotykał wszystkiego.
Kolejne drzwi były tym razem większe.

– Zupełnie jak te prowadzące do ogrodu. Witaj przygodo!

W pierwszej chwili nie do końca dotarło do mnie co widzę.
To, że pomieszczenie było ogromne to jedno.
W środku znajdowało się bardzo dużo rzeczy, których nie spodziewałam się zobaczyć.

Coś co najprawdopodobniej było miejscem, gdzie odbędzie się kolacja. Nie wiedziałam jak nazwać inaczej niski stolik z już znajdującymi się na nim potrawami i otaczające go stosy poduch.
Założenie było pewnie takie, że to spoczywając na nich będzie się spożywać posiłek. Możliwe, że na półleżąco.

Był też kominek z rozpalonym ogniem, co było dosyć kretyńskie zważywszy na to gdzie byliśmy i jaka panowała wokół temperatura.

Gorzej, że jednym z elementów wyposażenia było ogromne łoże z baldachimem.

Podskoczyłam słysząc dwie rzeczy. Głuchy łoskot zamykanych za mną drzwi, oraz Omara mówiącego:
– To będzie uczta w każdym znaczeniu tego słowa.

** ** ** ** ** ** ** **

Zła decyzja – część X
Zła decyzja – część VIII

16 polubień
1991 Views

Poczytaj więcej

11 komentarzy

  • Calypso25 kwietnia, 2020 at 11:37 pm

    ożesz , co tu się będzie działo. Ewidentnie ciągnie ją do Cienia. Ciekawe jak to rozwiążesz. Tak się wkręciłam że koniec części mnie zaskoczył. Czekam z ciekawością co się będzie działo. No przyznam że na razie nie jestem pewna w którą stronę potoczy sie ts historia. A przyznam że rzadko mi się to zdarza 😊

    Odpowiedz
    • Anna Valetta26 kwietnia, 2020 at 8:02 am

      Dziękuję! To duża sztuka móc stworzyć nie tylko dobrą historię, ale również nie wpaść w schemat i pułapkę przewidywalności. Z Twoich słów wynika, że minimalnie bo minimalnie, ale udało mi się zbliżyć do mojego ideału 🙂
      Rzeczywiście można tu powiedzieć “oczekuj nieoczekiwanego”

      Odpowiedz
  • ANNA GRZELAK25 kwietnia, 2020 at 11:39 pm

    I ja mam teraz iść spać. Matko ale będę miała sny.

    Odpowiedz
    • Anna Valetta26 kwietnia, 2020 at 8:02 am

      Po napisaniu od razu poszłam. I powiem Ci, że było ciekawie, dziwnie ale ciekawie 😀

      Odpowiedz
  • Jola26 kwietnia, 2020 at 8:15 am

    Jak tu wytrzymać do następnej części…😊 to jest jak narkotyk wciąga😊zaczyna robić się interesująca..co się będzie działo…

    Odpowiedz
    • Anna Valetta26 kwietnia, 2020 at 8:30 am

      Dziękuję Jolu 🙂
      Damy radę, tzn. mam nadzieję 🙂

      Odpowiedz
  • Bests26 kwietnia, 2020 at 8:46 am

    Jezu juz sie nie moge doczekac co bedzie dalej,mam bujna wyobraznie,ale tu nic nie moge wymyslec……czekam na dslsze czesci z zapartym tchem

    Odpowiedz
    • Anna Valetta26 kwietnia, 2020 at 8:52 am

      Dziękuję! To zawsze miód na moje sercem, by się dowiedzieć, że ktoś tak czeka na ciąg dalszy i że historia wciąga i nie puszcza 🙂

      Odpowiedz
  • Calypso26 kwietnia, 2020 at 7:29 pm

    I tu się z Tobą zgodzę, czasami czytając kilka opowiadań lub książek jednej autorki zauważam że popada ona moze nie w rutynę ale da się odczytać dalsze losy czy kroki bohaterów. Teraz nie wiem co się stanie. To dla Ciebie komplement dla mnie zagwozdka. Dalej próbuje dojść do tego w ktora stronę idzie to opowiadanie. Mam kilka scenariuszy, zobaczymy czy któryś sie sprawdzi. Pozdrawiam

    Odpowiedz
  • Sandra Kargulewicz29 kwietnia, 2020 at 6:05 pm

    Aaa przepraszam Pani autorko, a na zdjęciu to jest księciunio czy Pan Cień? Bo w te oczy wgapiam się jak szpak w gnat 😅🤭💖 ojj love wielkie 🥰 czekam na Montanę!!

    Odpowiedz
    • Anna Valetta30 kwietnia, 2020 at 10:42 pm

      Tu na zdjęciu jest księciunio. A na ankiecie był Cień 🙂

      Odpowiedz

Zostaw komentarz

Please enter your name. Please enter an valid email address. Please enter message.