Pustka. Tak mogę nazwać to co się działo w mojej głowie.
Nie miałam kompletnie pojęcia jak się zachować, co odpowiedzieć.
Zadziałał odruch dodatkowo napędzany dziwnym uczuciem niepokoju i tym sposobem zrobiłam coś, czego nie spodziewał się nikt, ze mną włącznie.
Dygnęłam.

Po pensjonarsku, tak jak się dygało przed babcią – przynajmniej moją. Albo przy powitaniu profesora lub dyrektora w liceum – znowu przynajmniej ja tak robiłam.
I natychmiast mnie pokarało, bo do całej gamy uczuć bijącej od stojącego przede mną mężczyzny doszło jeszcze jedno.
Zaintrygowanie.

Szczęście w nieszczęściu, że byliśmy w tym miejscu i o takiej porze.
Niezależnie od chęci, książę nadal był księciem i musiał sprawować swoje obowiązki, a ja mogłam poczekać.

Znowu zostałam sama z Alimą i dwoma cieniami, ale tym razem delikatna ciekawość innych gości przerodziła się w dosyć intensywne zainteresowanie.
Nie podobało mi się to.
To już nie było zwyczajne nieporozumienie czy niewinna przygoda, o której mogłam ze śmiechem opowiadać przyjaciółkom.
Nie rozumiałam tego co się właśnie stało i nie potrafiłam tego wyjaśnić.

Dlaczego on nadal był mną zainteresowany? Bo po tym co się stało musiałabym być naprawdę idiotką, by uważać inaczej.

Zapętliłam się w tym co uznałam wcześniej za pewnik, że spodobał mu się mój głos, może uwiódł go zapach, ale wystarczy, że tylko na mnie spojrzy i mu przejdzie. Nie byłam młoda, a już na pewno nie wybitnie piękna. Ludzie tego typu otaczają się modelkami, a na inne kobiety nie zwracają uwagi.
Jeżdżą bugatti, a nie fordem. Ja byłam fordem.

Alima przerwała tę kanonadę myśli:
– Wygrana wpłynie na konto. Proszą tylko o potwierdzenie rachunku. – Świetnie. Jedyna dobra rzecz w tym wszystkim, to że nie popłynęłam z pieniędzmi.
– Czy możemy wracać? – Nie wiedziałam czy to się uda, ale nie szkodziło spróbować. Musiałam zostać sama i w spokoju zastanowić się co mogę zrobić i przede wszystkim jak, w możliwie najdyskretniejszy i najdelikatniejszy sposób wyplątać się z tej kabały.

Okazało się, że możemy.
Nie zadawałam dodatkowych pytań. Zdawałam sobie sprawę, że takiej decyzji moja asysta nie podjęła samodzielnie. Nie interesowały mnie w tej chwili powody dla których mogłam wrócić do siebie. Liczyło się tylko to, że zniknę wszystkim z oczu, z piekielnym księciem włącznie.

W drodze powrotnej znowu ochrona zaliczyła szybką akcję, gdy jeden z gości nieopatrznie za bardzo się zbliżył. Ponownie cały mój świat zapełniły na chwilę plecy ochroniarza, ale tym razem doszedł jeden element.
Zapach. Męska woda. Z jednej strony bardzo orzeźwiająca, ale to było złudne.
Wraz z wdychanym powietrzem, wtargnęła w moje wnętrze i wywołała dreszcz.
Zapach mnie przytłoczył, ten zawrót głowy.

Nie pomyślałam.
Jedyne co miałam w głowie to ten niesamowity aromat i ogromną potrzebę by dowiedzieć się co to jest. Ochrona jest z reguły przygotowana na zagrożenie z zewnątzr.
Poza tym dotychczas byłam w miarę przewidywalna, no może poza tym wyskokiem gdy Lucky Bastard pomachał ogonem na mecie.
Ale tak byłam grzecznym gościem, który nie szalał.
Aż do tej chwili.

Wychyliłam się i zdałam pytanie:
– Czym pan pachnie? – Po czym spojrzałam na człowieka, który mógł powinien móc udzielić mi odpowiedzi i zrozumiałam, że to chyba był zły pomysł.
Na sekundę wszyscy zamarli, ale ta sekunda wystarczyła.
Zadziwiające na co kobieta zwraca uwagę.
W sumie nie wiem na co powinnam, ale wiem co ja zobaczyłam.

Ciemna karnacja i włosy wskazywałyby, że powinien pochodzić stąd. Ale był na to zbyt dziki.
Arabowie byli jednak gładcy, niektórzy wręcz wymuskani. Tego na pewno nie można było powiedzieć o stojącym przed nami mężczyźnie.
Nawet smoking nie zrobił z niego lalusia. Wyglądał jak drapieżnik, który chwilowo tylko założył przebranie łagodnego braranka.
Zaciśnięte zęby.
Blizna przy oku. Dodająca mu charakteru, ale od razu wywołująca pytanie w jaki sposób został tak zraniony.
A potem zatonęłam w oczach.
Ciemnych i skupionych na mojej twarzy.

Tylko kilka sekund.

A potem nagle wszystko się skończyło.
Nikt nie czekał na odpowiedź, ale też nikt jej nie udzielił.
Mężczyzna się cofnął, a ja delikatnie acz zdecydowanie zostałam zagospodarowana i po chwili siedziałam już w rolls-roys’ie.

Siedziałam cicho, słuchając nadającej cały czas Alimy.
Rozpływała się w samych superlatywach nad Dubajem, kulturą i ogromną popularnością jaką zasłużenie cieszy się obecnie tu panująca rodzina królewska.
Ogromne inwestycje, wsparcie rozwoju kultury, działania mające na celu jak najlepszy rozwój … ble, ble, ble.
Już zaczęłam się zastanawiać czemu to miało służyć, ale bardzo szybko się dowiedziałam.

Książę życzył sobie, żebym poznała bliżej ich kulturę i dlatego zaprasza mnie, abym spędziła z nim jutrzejszy dzień.
Już nabierałam powietrza, by zaprotestować, bo obraz który pojawił się mojej głowie gdy zestawiłam księcia ze wspólnie spędzonym czasem był co najmniej niepokojący.
– Książę uważa, że wizyta w szpitalu i odwiedzenie przygotowywanej właśnie światowej wystawy Expo pozwoli na docenienie jak … – Ulga jaką odczułam na wieść, że ma ty być “zwiedzanie-zwiedzanie” była tak olbrzymia, że przestałam słuchać.
Może jestem przewrażliwiona? I przede wszystkim za dużo się naczytałam tych wszystkich powieści o brankach porywanych w jasyr, ku uciesze i rozkoszy panów i władców.

Zostałam odstawiona w jednym kawałku do apartamentu wiedząc kilka rzeczy. Jutrzejsza wycieczka krajoznawcza zaplanowana jest na popołudnie.
Wiedziałam już, że w ciągu dnia temperatura i warunki panujące na zewnątrz do przyjaznych nie należą, więc to mnie nie zdziwiło.
Przyjęłam ze spokojem uwagę Alimy, że zjawi się wcześnie by pomóc mi się przygotować.
Stwierdziłam, że nie będę jej drażnić informując, że jeszcze ubrać się sama potrafię. I tak by przyszła wcześniej, a tylko niepotrzebnie wprowadziłabym nerwową i nieprzyjemną atmosferę.
Zwłaszcza, że oznajmiłam iż idealnie się składa bo po tak pełnym emocji dniu, chciałabym dłużej odpocząć i wolałam, żeby myśleli, że tak właśnie zrobię.

W końcu zamknęłam drzwi i zostałam sama.
Pierwsze co zamierzałam zrobić to telefon do Alicji. W nosie miałam, że jest sobota. Sytuacja jakby nie było zaczynała być trochę gardłowa.
Najpierw musiałam pozbyć się coraz bardziej irytującego mnie ubrania.
Chcąc nie chcąc podeszłam w garderobie do lustra i zamarłam.
Zrozumiałam jakim błędem z mojej strony było nie spojrzenie w lustro przed wyjściem na wyścigi.

Byłam na nogach dłuższy czas. W cieple, wręcz upale. Miałam prawo być wymęczona i sfatygowana.
I zapewne byłam, ale to nie miało znaczenia.
Patrzyłam na zjawisko.
To nadal byłam ja. Makijaż nie zmienił mi rysów twarzy, suknia nie odjęła mi kilogramów.
Ale było we mnie coś niepokojącego i tajemniczego.
Cienie wyeksponowały kolor i kształt oczu. Teraz błękit aż krzyczał. Suknia, kusząco podkreślała krągłości. A kapelusz przebił wszystko.

Nigdy nie miałam na sobie rzeczy ozdobionej kruczymi piórami. Raz tylko zdarzyło  mi się przeczytać w jednej książce o takim zjawiskowym kapeluszu.
Ale jak większość rzeczy, informację tę wsadziłam między bajki i o niej zapomniałam.
To nie była bajka.

Cokolwiek to było, moja twarz została spowita cieniem. Dodawał mi tajemniczości i powodował, że świat wokół przestawał istnieć.
Patrząc na własne odbicie w lustrze widziałam tylko tę aurę, przełamaną niesamowitymi oczami.
Jęknęłam, bo dotarło do mnie co zobaczył książę. Jeśli ja się zachwyciłam, przy całym krytycznym i przede wszystkim bardzo realistycznym podejściu do własnego wyglądu to co dopiero ten człowiek.
Co z tego, że byłam tak odmienna od dotychczas spotykanych kobiet. To co ujrzał mu się spodobało na tyle, że zignorował drobne niedoskonałości w moim wyglądzie.
I możliwe, że ten charakter się dołożył.
Dotychczas wszystko przed nim klękało i w podskokach spełniało każde życzenie. Jeden gest dłoni wystarczał, że miał co chciał.
A teraz trafił na coś nieprzewidywalnego, co przykuło jego uwagę.
Chwilowo, ale niestety taka chwila wystarczy by zatruć mi życie.
I oby na takich nerwach z mojej strony się skończyło.

Jednym słowem miałam przerąbane.

Nie było na co czekać.
W tym wszystkim chociaż jedna rzecz musiała wyjść dobrze. Alicja odebrała telefon.
Nie wiem co zrozumiała z tego co mówiłam, ale jej chłodny i rzeczowy ton był tym czego potrzebowałam.
W sumie zachowywała się tak, jakby takie akcje jak ta teraz, były na porządku dziennym.

Nie mam się denerwować. Wleciałam, mają wszystko odnotowane, jestem zameldowana, wszystko jest w porządku. Czasem niektórym szejkom odbija i z reguły to jest niegroźne. Jeszcze co prawda nie spotkała się z takim zachowaniem ze strony członka rodziny królewskiej, ale takie rzeczy się zdarzają.  Jej opowieść jak jedna z turystek dostała od próbującego zdobyć jej względy szejka małego lwa, doprowadziła mnie do śmiechu.
Prosiła tylko, żebym zachowywała się przyzwoicie i nie łamała żadnych zasad. Wiedziałam, że o to może być spokojna. Nawet gdybym mogła i tak bym nie piła alkoholu na zewnątrz, biegała topless czy całowała się publicznie.
Pozostawała jeszcze kwestia moich nieprzemyślanych wypowiedzi czy zachowania, ale stwierdziłam, że wspominanie o tym teraz po pierwsze nic nie da, a po drugie chyba wyczerpałam limit idiotyzmów popełnianych w czasie jednego wyjazdu i teraz będzie spokojnie.

Odzyskałam wigor i uśmiech.
Niepotrzebna panika, wywołana stresem i zmęczeniem, z dużą domieszką jednak nieznanej kultury, zaczęła przygasać.

Zadowolona doszłam do wniosku, że w sumie to mogą być bardzo udane wakacje i będąc na fali zrobiłam jedną rzecz.
Niczego w tym co zaplanował książę zmieniać nie zamierzałam, ale jednak następnego dnia chciałam sobie pojeździć po pustyni.
– Jak będzie to jadę. – Mruknęłam wybierając tym razem numer do consierge. Gigantyczny skrót myślowy był dla mnie bardzo logiczny, a oznaczał ni mniej ni więcej, że jak będzie miejsce w czasie jednego z porannych wyjazdów, to jutro czeka mnie szalona jazda po pustyni.

Siła wyższa zadziałała i stał się cud.
Może taki nie do końca bo godzina była barbarzyńska, ale jeśli bym chciała, mogłam dołączyć do rajdu rozpoczynającego się o 7 rano.
Chciałam.
W końcu musiałam tylko zjechać na sam dół, mieliśmy bowiem ruszyć tuż spod hotelu.

Leżąc już w łóżku wróciłam myślami do tego szalonego dnia.
Gdyby ktokolwiek mi o tym opowiedział, najpierw bym sprawdziła czy nie jest pijany. A potem pozwoliła mu mówić, w końcu wariatom się nie przerywa.
Ciekawiło mnie tylko kiedy ten książę się odczepi. Bo, że odczepi to wiedziałam, ale zastanawiało mnie kiedy.

Tylko raz widziałam go z bliska i na żywo.
Oczywiście, że twarz nie była mi nieznana. W końcu gdy szukałam informacji na temat Emiratów i Dubaju to sprawdziłam również kto jest obecnie przy władzy.
Ale zdjęcia nie oddają w pełni wyglądu i atmosfery jaką roztacza wokół siebie dana osoba.

Nie można mu było odmówić magnetyzmu. Podobał się kobietom i doskonale o tym wiedział.
Był ciężko przystojny, a w parze z urodą szło niewyobrażalne bogactwo i ogromna władza.
To zapierało dech i powodowało dziwną niemoc.

Chyba tylko moje dosyć krytyczne podejście do siebie i własnego wyglądu, trzymało mnie we względnych ryzach.
Plus to, że zaczął nie tak jak powinien. Tu z kolej przeważył zły charakter i ta durna duma, która była na pierwszym miejscu.

A gdyby zaczął inaczej? Gdyby nie był tak arogancki?
Czy wtedy ja zachowałabym się inaczej?
Może miałabym gdzieś moje zasady i stwierdziła, że raz się żyje?
I teraz nie leżała samotnie się we własnym apartamencie, tylko znajdowała się w objęciach mężczyzny.
Całowana i pieszczona?
A jego usta? Czy byłyby twarde i wymagające, czy kusiłyby obietnicą rozkoszy?

Odpłynęłam całkowicie, ale nagle zdałam sobie sprawę że nie za sprawą szejka.
Przyspieszony oddech wywołała wizja zbliżających się męskich ust. Przedłużających chwilę, gdy dotkną mojej skóry. Bawiących się i igrających z pragnieniem.
Ale nie należały one do księcia, tylko do przypadkowo spotkanego mężczyzny, którego widziałam tylko przez chwilę.

– Wariujesz od tych temperatur i nadmiaru napchanych testosteronem arabów. – Mruknęłam, bo rzeczywiście doszłam do takiego wniosku. Bo cóż innego mogło spowodować takie dziwne fantazje o nieznajomym?

Nigdy nie byłam rannym ptaszkiem. Wolałam siedzieć do 5 w nocy by coś skończyć, niż wstać o poranku i dopiero wtedy zająć się tematem.
Wyjątków nie było.
Budzik dzwonił jak powinien o szóstej. A potem wcisnęłam jedną drzemkę, i kolejną i kolejną.
I szczęśliwie zerknęłam na godzinę gdy znowu telefon zaczął wyć.
6:50.

Zerwałam się jak potłuczona.
Miałam 10 minut by się ogarnąć, ubrać i zjechać na dół. Niby powinno być ok, ale w tym wszystkim stwierdziłam poprzedniego dnia, że rano to czasu będę mieć aż nadto i nie uszykowałam sobie nic.

Chaos był niczym w porównaniu z tym co udało mi się osiągnąć. Po garderobie latało wszystko, ale udało mi się wyłapać rzeczy, w których mogłam wziąć udział w zaplanowanej ekspedycji.
Okulary, mały plecak, którego lwią zawartość stanowiły butelki z wodą i leciałam na dół.
Bojąc się, że czekanie na windę zabierze mi cenny czas, wybrałam schody.
Zdyszana dopadłam do ostatniego samochodu ze stojącej pod hotelem kolumny. Czarny? I bardzo dobrze. Reszta mercedesów była biała i nie żeby mi to jakoś specjalnie przeszkadzało, ale jakoś mi lepiej się zrobiło na duszy, że jestem w samochodzie, który chociaż trochę odróżnia się od masy.
– Weź no się uspokój. Rzeczywiście klasa g to masa. Zaczyna ci się w głowie przewracać.

Godzina zdecydowanie była za wczesna. Część turystów stała na zewnątrz, ale powoli wsiadali do stojących przede mną mercedesów.
Pewnie zaraz zaczną wsiadać i tu. Tylko ja wskoczyłam do samochodu według własnego widzimisie, a inni grzecznie czekali na swoją kolej i zajmowali wyznaczone im miejsca.
Na moje usprawiedliwienie przemawiało jedynie to, że naprawdę byłam jeszcze nieprzytomna.

Stwierdziłam, że najwyżej mnie przesadzą.
Albo i nie.
Nie miałam za to najmniejszej ochoty na rozmowę. Wiedziałam, że jej nie uniknę, ale o poranku nie byłam zbyt pozytywnie nastawiona do nawiązywania jakichkolwiek relacji towarzyskich.
Zamknęłam oczy, zakładając że ze śpiącą nie będą rozmawiać, a później to się jakoś przemogę.
Ale nie teraz.
W sumie nawet pięć minut snu by się przydało.

W samochodzie było idealnie chłodno. Cichy gwar rozmów działał kojąco.
I przysnęłam.
Może nie do końca.
Słyszałam jak otwierają się i zatrzaskują drzwi z przodu.
Ktoś musiał wsiąść, bo delikatnie zakołysało samochodem.
Cisza.
Pewnie kierowca.
Potem pomruk odpalanego silnika.
Nie zdziwiło mnie to. W końcu był najwyższy czas, żeby ruszać.
Nie zdziwiło mnie również, że nie wsiadł nikt więcej.
Zapewne ludzi było o wiele mniej niż dostępnych miejsc i po miałam szczęście, dostając samochód na wyłączność.
Kierowca pewnie nie raz miał do czynienia z takimi turystkami jak ja, obudzi mnie jak dojedziemy na miejsca, a potem sobie poszaleję.

Jazda w milczeniu i wyjątkowo płynna zadziałała jak dobrze zapodana kołysanka.
Zasnęłam jak dziecko.

Obudzić można się na kilka sposobów.
Leniwie, gdy słońce pieści twoją twarz, ale też w sposób gwałtowny, gdy samochód którym jedziesz nagle hamuje, a ty lecisz jak potłuczona do przodu, bo co jak co ale pasów nie masz zapiętych.

Obudziłam się w ten drugi sposób.
Nie było mowy o zaspaniu. Za to nie do końca ogarniałam co się dzieje.
Nagle ktoś otworzył drzwi i usłyszałam ostro wydany rozkaz:
– Wychodź! Szybko!

Co do choinki?!
Nic nie widziałam przez oślepiające mnie słońce.
Rozmówca nie czekał aż się ogarnę, tylko złapał mnie za ramiona i bezpardonowo wyciągnął na zewnątrz.

– Puść mnie! – Zaprotestowałam, usiłując jednocześnie wyswobodzi się z żelaznego uścisku.

Równie dobrze kociak mógł walczyć z tygrysem. Tylko się zasapałam i nabawiłam kilku siniaków.
Wzrok przyzwyczaił się do ostrego światła i w końcu wszystko zobaczyłam.
Już nie krzyczałam. Cokolwiek właśnie się działo krzyk nie miał sensu. Nie usłyszałby mnie nikt, kto mógłby mi pomóc.

Byliśmy na pustyni. Gdziekolwiek to było, znajdowaliśmy się na samym środku piaszczystego pustkowia.
Obok wozu, z którego mnie właśnie wyciągnięto stał drugi mercedes.
Identyczny jak ten, którym właśnie jechałam.
A przy mnie stało dwóch mężczyzn.
Obu już wcześniej spotkałam.To byli przysłani przez księcia dzień wcześniej ochroniarze, którzy towarzyszyli mi na wyścigach.
Spojrzałam w górę, by zobaczyć kto mnie cały czas tak mocno trzyma i zmartwiałam.

Widziałam tylko przez kilka sekund, ale to wystarczyło bym nie zapomniała go do końca życia.
Nie tych oczu.
Nie tej blizny.

 

** ** ** ** ** ** ** **

Zła decyzja – część VI
Zła decyzja – część IV

 

 

16 polubień
2627 Views

Poczytaj więcej

37 komentarzy

  • Ewelina14 kwietnia, 2020 at 4:23 am

    Ach… czekam z niecierpliwością na kolejną część, od Pani opowiadań nie można się oderwać 😉😉😉

    Odpowiedz
    • Anna Valetta14 kwietnia, 2020 at 12:24 pm

      Bardzo się z tego powodu cieszę 🙂 Dziękuję!
      Do przeczytania

      Odpowiedz
  • Jola14 kwietnia, 2020 at 7:36 am

    Super 😊😊przeczytane nie mogę się doczekać następnego rozdziału😊😊zapowiada się ciekawie ❤❤❤

    Odpowiedz
    • Anna Valetta14 kwietnia, 2020 at 12:25 pm

      Mam nadzieję, że będzie ciekawie. Ten tekst – mimo pewnych oczekiwań i obaw, że historia będzie sztampowa – powinien zaskoczyć

      Odpowiedz
      • Jola14 kwietnia, 2020 at 1:29 pm

        Już zaskakuje😊😊dzięki tajemniczej postaci😉😉dlatego wiem,że będzie ciekawie I tajemniczo😊😊już nie mogę się doczekać…ale na twoje opowiadania warto czekać I te emocje przy czytaniu są Boskie😉😉😉

        Odpowiedz
  • Agnieszka14 kwietnia, 2020 at 7:56 am

    Hmmmm…. Po przeczytaniu tego rozdziału zaświtała mi jedna myśl…. Że polki to jednak są glupie idiotki😂😂😂
    Wiem że to tylko opowiadanie ale patrząc na to z drugiej strony to kto przy zdrowych zmysłach tak by postąpił….
    Sama pcha sie w kłopoty a potem ma pretensje….
    Ale i tak czekam niecierpliwie na dalszy ciąg 😉

    Pozdrawiam Autorkę ☺️

    Odpowiedz
    • Anna Valetta14 kwietnia, 2020 at 10:02 am

      Odpowiem Ci kto … ja!
      Mogę nawet podać przykład, na szczęście odległy czasowo, więc kładę to na karb nie tylko zwykłego zakręcenia ale i młodzieńczej lekkomyślności.

      Wakacje, nie w Polsce.
      Przebywaliśmy tam dużą, międzynarodową grupą i mieszkaliśmy na terenie ośrodka sportowego w Liege (Belgia).
      Szczęście w nieszczęściu, że pojechałam tam z przyjaciółką, ale głupote ppopełniłyśmy obie.

      Grupa była zaangażowana w zajęcia od poniedziałku do piątku, a weekendy mieliśmy wolne.
      Już nie pamiętam czy to wtedy zrobiłyśmy sobie wycieczkę do Akwizygranu, ale generalnie znalazłyśmy się na miejscu z powrotem, gdzie w tym czasie powinnyśmy przebywać gdzieś indziej (w każdym razie to wiedziała nasza grupa).

      Byłyśmy same w ośrodku znajdującym się nad rzeką, pustym – bo nie było w nim nikogo z naszej ekipy, ani ludzi, którzy normalnie z niego korzystali.
      Powtarzam – nikt nie wiedział, że tam jesteśmy.
      I co zrobiłyśmy? A poszłyśmy nad rzekę się opalać. Nadbrzeże typowo portowe, bo nabrzeże tak na dobrą sprawę przemysłowe, w oddali widać było hangary, do którym można było śmiało wpłynąć barkami.
      I takie dwie kretynki siedziały sobie i się opalały.

      Przepłynęła obok nas motorówka.
      Dwóch chłopaków.
      Zawrócili.
      Przepłynęli kilka razy obok, w tym ostro się popisywali (gdzieś mam zdjęcie, jak znajdę nawet za kilka miesięcy to wrzucę).
      I w końcu podpłynęli do nas i zapytali się czy nie chcemy popływać.

      W tym wszystkim uroku dodawało, że obie znamy angielski, ale moja przyjaciółka dodatkowo niemiecki, a ja francuski.
      Ciężar konwersacji padł na mnie.
      To co? Przepłyniemy się?
      Oczywiście, że tak.

      Przypominam: portowe nadbrzeże, zero ludzi i nikt nie wiedział, że nie tylko wróciłyśmy, ale gdzie jesteśmy.

      Wsiadłyśmy.
      fajnie było do momentu, kiedy nie ogarnęłyśmy, że oni płyną w stronę tych hangarów, a drugi zaczął zadawać mi pytanie:
      “Combien de..? (dla nieznających francuskiego “ile”)
      I w tym momencie do nas obu dotarło jak piramidalną głupotę popełniłyśmy.
      Przecież gdyby nas zaciągnęli w te hangary to nie dość, że nikt by nas nie usłyszał ani nie pomógł, to i nie znalazł.
      Tak, to wtedy miałyśmy ten Akwizygran (to nadaje się na osobną historię).

      Skończyło się dobrze, bo pytanie brzmiało “ile tu jeszcze bę∂ziemy”, całe wróciłyśmy w miejsce skąd nas podjęli, ale od tego momentu wiem, że NIGDY, PRZENIGDY nie bedę nikogo osądzać i że najbardziej kretyńskie scenariusze, wydarzenia i głupie decyzje są możliwe i mogą się trafić każdemu z nas.

      Uważam się za jednostkę inteligentną, ale aż mi słabo na myśl o tym co mogło się stać.
      I co najlepsze wcale nie jest powiedziane, że podobnej albo nawet i gorszej głupoty nie popełnię.
      Jak sobie o tym pomyślę to nadal mi się robi słabo.
      Naprawdę ile myśmy miały wtedy szczęścia to …

      Ale w sumie popełniłam. Mogę się nawej do jednej przyznać.
      Nieważne już kto ( w sumie ważne bo to facet, kobieta by na to nie wpadła). umówił mnie na randkę z kumplem czy bratem swojego kolegi.
      Wszystko fajnie – sposób w jaki się spotkaliśmy to już w ogóle porażka, ale w trakcie “pierwszej randki” – grzecznej żeby nie było niedomówień, w kafejce siedzieliśmy, okazało się, że ten facet z jakiejś mafii musi być.
      Cytuję:
      – takim samochodem jeździsz. Załatwię ci coś fajnego? co lubisz?
      Hitem był odbiór pieniędzy jednego ze sklepów. W dużej papierowej torbie, może to i był właściciel, ale nawet bym się o to nie odważyła zakładać.
      Wtedy też wyszło ciekawie, bo moja “randka w ciemno” podjechała pod sklep tak, że zablokowała ruch tramwajów.
      Więc jeśli ktoś kojarzy, że w Poznaniu na ul. Podgórnej stał na środku sportowy mercedes z kobietą na miejscu pasażera, który tamował ruch, to tak – to byłam cholera ja.

      I czasami pchamy się w kłopoty, ale równie silnie kłopoty pchają się do nas.
      A przynajmniej ja tego doświadczam i już ze śmiechem wspominam swoje życzenie, żebym tylko nie miała nudnego życia.
      I niech to jasna trafi, spełnia się
      😀

      Odpowiedz
      • Agnieszka14 kwietnia, 2020 at 7:28 pm

        No to naprawde czytalam twoj wpis i w niektórych momentach się smialam a w innych to az gesia skórka mi po rekach przeleciala….
        No coz jak sama stwierdzilas bylas mloda i robilas głupstwa dobrze ze teraz mozesz sie z tego smiac… 😉
        Ja niestety az takich przypadkow nigdy nie mialam moze to i dobrze bo znajac moje szczescie to raczej nieskonczylo by sie az tak dobrze…
        W pewnym momencie nie mialam tyle szczescia 😞 niestety bylam wtedy dzieckiem a kiedys o tych rzeczach sie nie mówiło…. 😠😠😠😠😠
        Wiem ze twoja wyobraznia jest wielka i tu wielki szacun ale zrob kiedys opowiadanie o tym ze to my jestesmy silne a facet pakuje sie co chwila w jakies dziwne tarapaty 😂😂😂

        Pozdrawiam i czekam na ciag dalszy🤗🤗🤗

        Odpowiedz
        • Anna Valetta14 kwietnia, 2020 at 8:02 pm

          Szymcio… zerknij na Szymcia w Pechowej Ósemce,
          On istnieje naprawdę .
          Nie wiem jakim cudem ma jeszcze wszystkie kończyny, nikt go nie udusił za te numery, które odstawia innym. W dodatku “Szymcio” zaserwowany w “Pechowej” jest wersją ocenzurowaną i to bardzo 😀

          Odpowiedz
    • Anna Valetta14 kwietnia, 2020 at 11:01 am

      PS> i wejście do cudzego samochodu z obcym mężczyzną za kierownicą, a nie własnym mężem jest łatwiejsze (mówimy o pomyłce oczywiście, a nie celowym działaniu) niż mogłoby się wydawać 😀

      Odpowiedz
      • Ania1314 kwietnia, 2020 at 11:58 am

        Aniu.. po raz kolejny zgadzam się z Tobą. Niektóre z nas już tak mają ,że sytuacje , które można najdelikatniej określić jako co najmniej ” dziwne” bywają na porządku dziennym. Ale przynajmniej życie mamy ciekawe 🙂
        Pozdrawiam Cię niezwykle cieplutko i życzę wszystkiego co najlepsze.

        Odpowiedz
        • Anna Valetta14 kwietnia, 2020 at 12:32 pm

          Bardzo dziękuję. Przerażające, ale prawdziwe.
          Bo z drugiej strony takie sytuacje nieczęsto kończą się fatalnie.

          Mam wrażenie, że czasem rzeczywiście same się prosimy o kłopoty, ale dopóki udaje się z nich wyjść cało, albo nikomu nimi krzywdy nie robimy – dobra nasza.
          Przynajmniej jest co wspominać (nawet w myślach) 😀

          Oczywiście nie chodzi o to, żeby przesadzać, ale czasem po prostu dziwnie się dzieje i … dzieje się dziwnie 😀

          Odpowiedz
  • Aga14 kwietnia, 2020 at 9:08 am

    Pysznie:)nie ma jak dreszczyk:)tylko ciagle mało;)

    Odpowiedz
    • Anna Valetta14 kwietnia, 2020 at 12:29 pm

      Wiem! 😀 Kiedyś wrzuciłam fragment mający kilkadziesiąt tysięcy słów – też było mało 😀
      Ale to dobrze – to znaczy, że historia tak wciąga, że po zakończeniu chcemy więcej i więcej.
      To dobrze 🙂

      Odpowiedz
  • Teresa14 kwietnia, 2020 at 10:56 am

    Ciągłe mało 🙏🙏🙏🙏🙏

    Odpowiedz
  • malgorzatka14 kwietnia, 2020 at 11:48 am

    OMG 😍😍😍 czekam z niecierpliwością na kolejny

    Odpowiedz
    • Anna Valetta14 kwietnia, 2020 at 12:29 pm

      Dziękuję! Też nie mogę się tego doczekać 🙂

      Odpowiedz
  • Ania1314 kwietnia, 2020 at 11:58 am

    Aniu.. po raz kolejny zgadzam się z Tobą. Niektóre z nas już tak mają ,że sytuacje , które można najdelikatniej określić jako co najmniej ” dziwne” bywają na porządku dziennym. Ale przynajmniej życie mamy ciekawe 🙂
    Pozdrawiam Cię niezwykle cieplutko i życzę wszystkiego co najlepsze.

    Odpowiedz
    • Anna Valetta14 kwietnia, 2020 at 8:06 pm

      Oj tak Aniu, oj tak.
      Czasem mnie to wykańcza, równie często zastanawiam się ile do choinki można takich “perełek” zrzucać na jednego człowieka.
      Zaćmienie też powinno mieć swoje granice.
      Ale z drugiej strony, gdy już przestaje mi być głupio, albo nabieram odpowiedniego dystansu, to pozostaje po prostu śmiech i niedowierzanie. Ale życie jest piękne 🙂

      Odpowiedz
  • Anulka14 kwietnia, 2020 at 3:33 pm

    No no no – zwrot akcji i jak dla mnie nutka baaaaardzooo pozytywnego zaskoczenia 😈😈 Obstawiałam rozwój sytuacji z księciem a tu pojawia się nowy samiec i to mniam, jaki 😁😁 I ta blizna…. kochana ty chcesz mnie po prostu wykończyć 😛😛😉 Mi się w męskim haremie miejsce kończy!!! Dziękuje za cudny rozdział – jak zawsze i wspieram ciebie oraz twoją nieustającą wenę 🥰 Dziękuje i proszę o więcej!!!! 😘😘

    Odpowiedz
    • Anna Valetta14 kwietnia, 2020 at 7:24 pm

      Śmiem twierdzić, że od takiego przybytku głowa nie boli.
      Ale z drugiej strony taki harem to murowany ból głowy, bo którego teraz wybrać? 😀

      Mam wrażenie, że już to pisałam – i jeśli się powtarzam to przepraszam, ale cała historia wzięła się od Pana Niebezpiecznego.
      Zobaczyłam, umarłam, a potem pojawiły się obrazy.
      Dziękuję za ciepłe słowa! “Zła decyzja” będzie jednym z tych tekstów, który będę umieszczać na Skrywanych Pragnieniach na zmianę z Montaną , a później z Bez Przebaczenia i pewnie jeszcze jednym lub dwoma innymi tytułami.

      Odpowiedz
      • Anulka14 kwietnia, 2020 at 8:44 pm

        Głowa nie boli a wręcz przeciwnie – jak wspomniałaś pojawia się pytanie którego wybrać 😉 I u mnie chyba będzie tylko jedna i jedyna odpowiedź…. Diabeł 😍😍Raoul po prostu zawładnął mną i koniec 🙂 Chociaż… ten Max…. i w sumie stróż prawa też….

        Kurka ja chyba już mam ranking 😁😁

        Odpowiedz
        • Anna Valetta15 kwietnia, 2020 at 6:16 am

          Poległam! Dziękuję.
          W sumie dzięki Tobie mam pomysł na fajny artykuł!
          Nie ukrywam, że miałabym problem z wyborem … chyba :P.

          Odpowiedz
          • Anulka15 kwietnia, 2020 at 7:36 am

            Cieszę się że moje gadulstwo może się na coś przydać 😁😁😁To ja czekam z niecierpliwością na twoje dalsze perełeczki a także na nowe pomysły 🥰🥰

  • Teresa14 kwietnia, 2020 at 4:54 pm

    Co dalej z Zła decyzja?

    Odpowiedz
    • Anna Valetta14 kwietnia, 2020 at 7:32 pm

      Niecierpliwa kobieto 😀
      Dobrze, wcale nie narzekam. To naprawdę dobre uczucie widzieć jak chcecie poznać kolejną cześć historii.
      Kolejny odcinek opublikuję w tym tygodniu, najpewniej w piątek do końca dnia

      Odpowiedz
      • Teresa14 kwietnia, 2020 at 8:13 pm

        Pewnie że chce jeszcze dlatego popedzam w dobrym znaczeniu do pisania bo chcę zaspokoić swoją ciekawość

        Odpowiedz
        • Anna Valetta14 kwietnia, 2020 at 8:15 pm

          Rozumiem. Zaspokojenie ciekawości jest bardzo dobrym powodem 🙂

          Odpowiedz
  • Aaaaa14 kwietnia, 2020 at 7:49 pm

    Anuluj!!!
    Ja chce więcej I jeszcze więcej.
    Kiedy kolejną część.
    Ten tekst jest jak woda na pustyni..
    Pragnienie jest tak silne że nie mogę wytrzymać I czytam ta część już 5 raz
    By zobaczyć czy coś się zmieniło czy jednak nie…
    Proszę nie każ nam długo czekać…
    Piszesz na bieżąco czy ten tekst już powstał??

    Odpowiedz
    • Anna Valetta14 kwietnia, 2020 at 8:03 pm

      Nie bieżąco bo i tak bym napisała na nowo. Ta część miała wyglądać zupełnie inaczej, Pan Niebezpieczny miał się pojawić w innym miejscu i inaczej … eh … a potem usiadłam do poprawek i jak zwykle poszło po swojemu 😀

      Zła decyzja jest teraz na fali – kolejne odcinki będą jeszcze w tym tygodniu.

      Odpowiedz
  • Pola16 kwietnia, 2020 at 11:38 am

    Kolejna wciągająca historia…zaglądam codziennie czy jest już coś nowego…
    Pozdrawiam

    Odpowiedz
    • Anna Valetta16 kwietnia, 2020 at 6:15 pm

      Zła decyzja jest teraz moim oczkiem w głowie. Tym drugim oczywiście Montana i Bez Przebaczenia (te tomy traktuję jak jeden tekst).
      Nie mam jak pisać wcześniej – trochę ciężko w pracy, ale już jutro piątek i do końca dnia wpadnie kolejna część 🙂

      Odpowiedz
  • Calypso17 kwietnia, 2020 at 8:59 pm

    Nie wiem czy tylko ja durna odświeżam stronę codziennie ? Ponownie rozbudziłaś moją ciekawość. Zaczęło się od Diabła i poszły wszystkie opowiadania. Czekam, czekam i jeszcze raz czekam niecierpliwie 😊

    Odpowiedz
    • Anna Valetta17 kwietnia, 2020 at 10:15 pm

      Cześć Calypso.
      Zniecierpliwienie jest jak najbardziej wytłumaczalne, ale jestem jedna i w dodatku pisanie jest dodatkową rzeczą. Praca, rodzina i powiedzmy, że bardzo absorbujące czasowo rzeczy powodują, że nie wyrywam każdą wolną chwilę by nie tylko pisać, ale też robić masę rzeczy dookoła tego.
      Doba ma 24 godziny i nie chce być inaczej. Spać też muszę.
      Podsumowując – jeśli pisanie zostanie moim pełnoetatowym zajęciem, to w tekstach będzie się można tarzać. Nie ukrywam, że z przyjemnością bym to robiła 😛
      Pisała… w sumie tarzała się w tekstach też.
      Dzisiaj koszmarnie długo zajęło mi wjechanie z umysłem w historię i zaskutkowało to krótkim tekstem. Normalnie bym nie puściła, ale wiem że kilka osób czeka, więc już wolę słyszeć ( i słusznie), że krótko niż że nie ma.
      Jutro ( w sumie dzisiaj), mogę spać do 7-ej, więc jeszcze trochę popiszę 🙂

      Trzymaj kciuki za pisarski etat. 🙂

      Odpowiedz

Zostaw komentarz

Please enter your name. Please enter an valid email address. Please enter message.