– Nic nie zrobiłam. – Nie wiem, po co to powiedziałam. To była raczej wypowiedziana na głos, powracająca co chwilę myśl.
Nie uwodziłam go. Nie zachęcałam. Przecież ja naprawdę nic nie zrobiłam.

We wzroku mężczyzny pojawiło się coś na kształt niedowierzania, ale nie tożsamego ze współczuciem, tylko będące wyrazem pogardy i konieczności konfrontacji z moją głupotą.

– Nikt nie będzie się z tobą bawił w niańkę. Słuchaj co będą mówili i rób co będą chcieli. Jeśli Jego Wysokość, albo ktokolwiek na jego życzenie czegoś od ciebie zażąda, masz to robić. Natychmiast. Bez protestów, dziwnych grymasów. A już na pewno bez idiotycznego flirtowania jak to robiłaś do tej pory.

To było tak absurdalne, że czułam się jakbym majaczyła w gorączce, a to co się działo było tak naprawdę halucynacją. Jak wysoce realistyczny i absurdalny koszmar, który nie chciał się skończyć.

– Pobawicie się, możliwe że znudzi się tobą równie szybko jak zainteresował. Będzie zadowolony, to wrócisz cała i adekwatnie wynagrodzona. Może nawet będziesz zadowolona z tej przygody. Tylko musisz być grzeczna. – Nie reagowałam. Nie byłam w stanie. Tego było za dużo.
Trafiły w moje ręce wzmianki o szalonych wyskokach i całkowitym braku granic.  Niedawne zamieszanie z jedną z księżniczek też nie pozostało niezauważone, ale wszelkie wzmianki szybko przycichły, nawet w międzynarodowej prasie. Byłam przekonana, że to mieszanka przesadzonych plotek i chęci wzbudzenia niezdrowej sensacji, które każdy logicznie myślący człowiek włoży między bajki i uzna za wymysły pismaków. Podsycane przez żądnych uwagi próżnych, bo próżnych ale zwykłych ludzi. Nie są bogami. Nie są bezkarni.

Nagle spojrzałam uważniej na cały czas mocno trzymającego mnie mężczyznę.
Niedowierzanie powoli zastępował strach.
On nie żartował.
To nie był głupi i niesmaczny dowcip. To nawet nie było kretyńskie nieporozumienie.

Kimkolwiek był książę uważał, że ma prawo do wszystkiego na co ma ochotę i nikt go nie powstrzyma.
Ani prawo, ani zasady, ani nawet to, że byłam gościem w jego kraju, turystką której zniknięcie nie pozostanie niezauważone. Ta myśl była jak promyk słońca w pochmurny dzień.

– Nic nie zrobicie. Nie uda się wam mnie uciszyć. – W chwili gdy mi się to wyrwało wiedziałam, że to był błąd.
– Nie rozumiesz prawda? – Czas na dyplomację dobiegł końca. – Jeśli nie spełnisz oczekiwań, a potem jeśli cokolwiek spróbujesz powiedzieć to umrzesz. Nie byłabyś pierwsza i nie będziesz ostatnia. Słyszałaś o księżniczce? – Drgnęła, potwierdzając tym samym, że tak.
A potem prawie przestałam oddychać, słysząc:
– Jeśli był w stanie na oczach świata porwać i zabić swoją swoją siostrę, to jak myślisz co zrobi z tobą?

Koniec.
Lekkie szarpnięcie wystarczyło, bym wróciła do samochodu, ale tym razem nie usiadł z przodu tylko zajął miejsce obok mnie.

Nie wiem czy za łatwo się poddałam? Nie sądzę.
Sposób w jaki się zachowywał, co i jak mówił, jasno wskazywały, że nie robili tego po raz pierwszy.
Może innym to się podobało? Może nawet nie trzeba było im grozić, tylko same z chęcią obdarzały swoimi wdziękami księcia?
Nie rozumiałam dlaczego tak się na mnie uparł, ale to nie miało najmniejszego znaczenia.

Nie wpadłam w szambo. Już w nim tkwiłam, zanurzona po dziurki w nosie i tylko jakimś cudem łapałam jeszcze powietrze.
Nawet nie musiałam udawać apatii i poddania się losowi.
Dla każdej kobiety znajdującej się na moim miejscu to byłby szok. Wychowana w kulturze i zachodnich obyczajach zetknęłam się ze światem, w którym kobieta nic nie znaczyła.
Można z nią było zrobić co się chce.
Tu już nie chodziło o to, czy przeżyję przygodę swojego życia. Jeśli chciałam przeżyć musiałam robić to czego ode mnie oczekiwali.

Koniec prób buntu i walki. Zrezygnowana, patrzyłam w milczeniu na minimalnie zmieniający się za oknem krajobraz.
Siedzący obok mnie mężczyzna dopiero po dłuższej chwili się odprężył.
Uznał, że ma mnie z głowy, a ten wyskok był jednorazowym wypadkiem, który już się nie powtórzy.

A ja tylko modliłam się, żeby wytrzymać i zachować ten otępiały wyraz twarzy i spojrzenie.
Zadziwiające jak pod wpływem stresu zaczynamy myśleć.
Byłam pewna jednego.
Niezależnie od konsekwencji nie byłabym w stanie zrobić tego, czego ode mnie oczekiwali. Ten człowiek wzbudzał we mnie teraz takie obrzydzenie, że nawet gdyby miał mnie obedrzec ze skróry to wybrałabym to, a nie … na samą myśl zrobiło mi się niedobrze.

Wyjścia miałam dwa. Chociaż w sumie trzy.
Pierwsze bardzo łatwe: mogłam od razu się postawić i zobaczyć waki sposób rozwiązują ten problem. Ale w takim wypadku najprawdopodobniej by mnie od razu zabili.

Drugie odpowiednie dla wariatki i bohaterki kretyńskiej telenoweli: narobić w odpowiedniej chwili takiego zamieszania i rabanu, że wszystkim bokiem by to wyszło. Ale tu też pewnie skończyłabym w piachu albo na dnie jakiejś wyschniętej studni.

Albo trzecie, które wyglądało na najrozsądniejsze. Mogłam uśpić ich czujność i w odpowiedniej chwili uciec. Gdziekolwiek będę wieziona, to mam jeszcze chwilę czasu. Przecież nie trafię prosto w ramiona tego potwora, a poza tym będę wśród ludzi. To nie Europa, gdzie można schować się w chatce w lesie. Będą ludzie, będą Europejczycy. A jak nie to inne nacje, które da się przekupić. Zawsze się daje kogoś przekupić. Szansa się nadarzy.  Nie będę szaleć, niech myślą że się tak przestraszyłam, iż zgodzę się na wszystko. Stracą czujność. A w tym czasie coś wymyślę. Może uda się wykraść samochód?
Musiałam tylko zachować spokój.

Nagle spojrzałam w prawo i zmartwiałam.
Mój nadzorca wcale nie był zrelaksowany, patrzył na mnie badawczo i najwyraźniej zastanawiał się co kombinuję.

Czasem zdarzają się chwile gdy myślę. Tak było i tym razem.
Nie zareagowałam nerwowo, nie drgnęłam tylko tak samo jak na niego spojrzałam, tak odwróciłam wzrok i ponownie zapatrzyłam się w dal.
Żadnej konfrontacji, żadnej próby buntu.
Może był tylko na chwilę, ale też musiał uwierzyć, że ma mnie już z głowy.

Kim był? Dlaczego to robił? Jak mógł to robić?
Czy kiedyś zabił?
Czy zabił kobietę?!

Skąd takie myśli? Ten człowiek nie powinien mnie obchodzić.
Chociaż nie do końca.
Powinien, bo musiałam na niego bardzo uważać.

Ochroniarze byli tępi. Można ich było łatwo zwieść, ale on był inny.
Zupełnie nie pasował. To nie był typ sługusa od takiej roboty. Już raczej wyglądał na żołnierza.
A może był żołnierzem? Najemnikiem? Ale jaki najemnik zajmuje się dostarczaniem kobiet do haremu arabskiego szejka?
To nie miało znaczenia. Kimkolwiek był wiedział co mnie spotka, a obojętność z jaką do tego podchodził potwierdzała jakim był człowiekiem.
Albo raczej że nim nie był.
Jego zachowanie mogło być wyrazem podejrzliwości, ale równie dobrze po prostu mógł tak mieć. Zakładał, że niezależnie od tego co widzi, białe nie jest białe, a czarne nie jest czarne.

Zrobiło mi się zimno. Za długo jechaliśmy, a mnie za bardzo wyczerpało zarówno to co się stało, jak i strach przed tym co mogło nastąpić. Odruchowo objęłam się ramionami, a widząc we wstecznym lusterku grymas na jego twarz zrozumiałam, jak genialnym był ten przypadkowy gest.
Pogarda i nawet nieukrywane lekceważenie. Tego chciałam, bo były jasnym sygnałem, że przestał mnie uważać za osobę, której trzeba było pilnować. Uznał, że się pogodziłam z losem i poddałam. O to błagałam w myślach, prawda? Właśnie tak miał o mnie myśleć.
Tylko dlaczego to tak zabolało?

Po chwili przestało to być moim problemem. Zwalnialiśmy. Na środku pustyni?
Dopiero po chwili zrozumiałam, że dotarliśmy na miejsce.

Zbliżaliśmy się do czegoś co wyglądało jak stary fort wojskowy. Gdy wjechaliśmy na dziedziniec zrozumiałam, że to był stary fort wojskowy.
Czytałam o nich. Było ich kilka, opustoszałe i rozsiane wokół Dubaju kiedyś były atrakcjami turystycznymi, a teraz hulał po nich wiatr.
W tym nie.
Ten tylko z zewnątrz wyglądał na zaniedbany.

W środku przypominał połączenie nowoczesnej twierdzy z luksusowym pałacem.
Cokolwiek chciałam zrobić wcześniej musiałam zweryfikować plany.
Tu nie miałam szansy na znalezienie sojuszników.
Rozglądałam się spłoszona, a przynajmniej miałam nadzieję, że tak to wygląda dla każdego kto mnie obserwował.
Sami żołnierze. Ochroniarze, którzy wysiedli ze mną z samochodu, wyglądali przy nich jak golden retrivery przy dobermanach.
Musiałam coś wymyślić. Wydostanie się stąd będzie trudne, ale się uda. Potrzebowałam tylko odrobiny czasu, by znaleźć rozwiązanie.
Nawet nie dopuszczałam do siebie innej myśli. Wiedziałam, że jeśli się poddam, jeśli zwątpię, że trzecie rozwiązanie ma szanse powodzenia to mnie. Wtedy mnie zabiją, bo dobrowolnie z księciem się nie prześpię.

Są chwile, gdy widzimy wyjście z tunelu. Ten jasny punkt w oddali, który oznacza koniec walki o przetrwanie. I gdy już się cieszymy, że wygraliśmy słyszymy za plecami łoskot zbliżającego się pociągu i dociera do nas, że nie zdążymy i to koniec.
Dla mnie był to widok idącej w naszą stronę bardzo pomarszczonej kobiety i wypowiedziane przez nią, łamaną angielszczyzną słowa:
– Szybko, szybko. Mało czasu. Jego Wysokość już leci.

** ** ** ** ** ** ** **

Zła decyzja – część VIII
Zła decyzja – część VI

 

12 polubień
1687 Views

Poczytaj więcej

6 komentarzy

  • Calypso20 kwietnia, 2020 at 10:48 pm

    o jaaaa znowu jestem pierwsza. Specjalnie czekałam do 24. Wiedziałam, że coś wrzucisz. To chyba Twoja ulubiona pora. Znowu mnie zaintrygowałaś, ona coś odwali No nie ma bata, aż jestem ciekawa. Czekam czekam już cierpliwie. Pisz pisz kochana ja codzienne będę sprawdzać czy coś wrzucasz 😊

    Odpowiedz
    • Anna Valetta21 kwietnia, 2020 at 7:36 am

      Tak, to moja i ulubiona i jedyna pora na pisanie. Muszę na przyszłość zaplanować publikacje na dzień później niż mam czas na pisanie. Bo potem jest północ, a ja dopiero zaczynam odcinek 😀
      Wyspać się! Teksty nie uciekną 🙂 Ale dziękuję 🙂 Sama bym tak zrobiła 😀

      Odpowiedz
      • Marcela21 kwietnia, 2020 at 5:39 pm

        Ciąg dalszy nastąpi?🙂

        Odpowiedz
        • Anna Valetta21 kwietnia, 2020 at 8:06 pm

          w Tym tygodniu 🙂
          Następny odcinek wskakuje 23 kwietnia

          Odpowiedz
  • Jola22 kwietnia, 2020 at 4:48 pm

    Super 😄już nie mogę się doczekać kolejnej części😄znowu nas zabija ciekawość o dalsze losy ….😄😄Ale warto czekać 😄😄

    Odpowiedz
    • Anna Valetta22 kwietnia, 2020 at 8:27 pm

      Dziękuję! Mam nadzieję, że warto. Ta historia jest przewidywalno-nieprzewidywalna, a przynajmniej mam nadzieję, że taka będzie.
      Ale też ją lubię. Jest mocno uzależniająca – przepadłam z kretesem 🙂

      Odpowiedz

Zostaw komentarz

Please enter your name. Please enter an valid email address. Please enter message.