Skrywane Pragnienia Zła decyzja XVIII

Błogosławił chwilę, w której wymógł montaż tego wojskowego ustrojstwa w wszystkich wozach wykorzystywanych przez ochronę Omara, bo gdy tylko wyruszył z fortu natychmiast skontaktował się z szejkiem. Rozmowa była krótka i należała do najdziwniejszych jakie kiedykolwiek przeprowadził ze swoim mocodawcą. Spodziewał się wściekłego wybuchu, spowodowanego niedbalstwem i niedopatrzeniem pilnujących kobiety ludzi – w tym i jego samego – a tymczasem Omar nie tyle to zignorował, co skupił się całkowicie na jednym.

– Musisz ją znaleźć i przywieźć do mnie. – Zanim się rozłączył dodał coś, co potwierdzało, że niezależnie od tego w jakim stanie znajdzie Annę, ta bajka nie będzie mieć dla niej szczęśliwego zakończenia. – Już nigdy nie ucieknie.

Niech ją piekło pochłonie za ten wyskok i sposób w jaki uśpiła jego czujność. Od samego początku czuł, że będą z nią kłopoty, ale nie przypuszczał, że aż takie. Ta idiotka nie zdawała sobie z konsekwencji swoich czynów, albo lekceważyła to licząc, że wszystko co słyszy to tylko czcze pogróżki. Uderzył z całej siły ręką o kierownicę i dopiero ból przyniósł opamiętanie. Jakim cudem chaos który rozpętała Anna, dotknął także i jego? Z niczyjego powodu, nigdy wcześniej nie zdarzyło mu się reagować tak emocjonalnie. Na coś takiego nie było nie tylko miejsca teraz, ale w ogóle w jego życiu, a już na pewno nie na myślenie o tej kobiecie więcej niż to było konieczne. Zresztą teraz liczyło się tylko jedno: znaleźć ją żywą. Wiedział, że ją w końcu dopadnie, ale musiał to zrobić zanim sama zrobi sobie krzywdę. Znał pustynię i wiedział jak potrafi być zdradliwa i pełna niespodzianek. Wydmy z łagodnym zboczem z jednej, a stromym z drugiej strony, nieoczekiwane zapadliska, których pokonanie za dnia dostarczyłoby sporo adrenaliny, ale w nocy – zwłaszcza dla kogoś niedoświadczonego – stanowiły śmiertelną pułapkę. Zdawał sobie sprawę, że na razie jedzie wolniej od niej, ale nie miał zamiaru się rozbić, tylko ją dopaść. Nie martwiło go to, bo niedoświadczona ofiara zawsze na początku ucieka jak szalona, ale potem – gdy przez dłuższy czas nie dzieje się nic co wzbudza jej niepokój, zaczyna tracić czujność i się odpręża. A co za tym idzie, popełnia błędy. Widoczne ślady potwierdzały, że Anna wpisała się w schemat i przynajmniej tu zachowała dokładnie tak jak przewidział. W dodatku pchając się w sam środek pustyni, a tym samym oddalając od wybrzeża potwierdziła, że nie ma zielonego pojęcia co robi. Jeszcze nie widział świateł land rovera, ale był już pewien, że mu nie ucieknie. I wtedy usłyszał coś co sprawiło, że ostro przyspieszył.
Narastający w oddali ryk oznaczał tu tylko jedno – burzę piaskową. On to kilkakrotnie przeżył – zarówno tu, jak i w czasie wojskowych misji, ale nie ona. Wątpił czy na czas zrozumie co się dzieje i zatrzyma w odpowiednim miejscu, które zapewni jej odpowiednie schronienie. W dodatku coraz mocniej wiejący wiatr zrobił to czego obawiał się najbardziej – zaczął zacierać ślady. Dodał gazu, chociaż już dawno przekroczył bezpieczną w takich warunkach prędkość. Istniała szansa, że Anna nie zmieniła kierunku jazdy. Zdał się na przeczucie, a to mu mówiło, że nie miała powodu by to zrobić: w końcu przez dłuższy czas nikt jej nie ścigał. W dodatku dzięki burzy mogła znacząco zwolnić, a to tym samym dawało mu szansę by ją dopaść. Na zewnątrz rozpętało się piekło i przestał widzieć cokolwiek; światła reflektorów nie było w stanie przebić się przez szalejące na zewnątrz piaszczyste piekło. Zostawił tylko drogowe światła i całkowicie skupił na jeździe.

– Gdzie jesteś ptaszyno? – To wszystko trwało za długo. W chwili gdy postanowił, że się zwolni i poczeka, aż to piekło przejdzie, nastąpiło uderzenie. Zupełnie jakby wjechał w betonowy blok. Uratowały go zapięte pasy, ale i tak przez chwilę siedział oszołomiony. Dopiero po dłuższej chwili był w stanie ruszyć ręką; nie raz był ranny, więc machnął ręką na złamane żebra. Bolało tak jak zwykle, a to oznaczało, że może przyjemnie nie będzie ale poruszać się mógł. Owinął głowę ściągniętą z siebie koszulą i jęknął w czasie otwierania drzwi: napór powietrza był tak mocny, że musiał włożyć dużo siły w to, by móc je uchylić. Nawet nie próbował otwierać oczu, tylko przesuwając się wzdłuż karoserii dotarł do tego w co uderzył. To, że był to inny wóz nie stanowiło zaskoczenia, ale gdy wymacał charakterystyczne dla landrovera klamki już tak. Starał się jak najszybciej dotrzeć do wnętrza samochodu – jeśli on mimo zabezpieczeń doznał takich obrażeń, to stan osób lub osoby w środku mógł nie być za dobry. Miejsce kierowcy było puste! Nie było dobrze. I wtedy wyciągnięta dłoń trafiła na pasmo delikatnych włosów.

Działał jak maszyna, dla której ból jest tylko jedną z nieznaczących usterek: przejście na drugą stronę, wyciągnięcie kobiety z uszkodzonego landrovera, przeniesienie do swojego wozu i ułożenie na tylnym siedzeniu. Sprawdził czy żyje i nie ma widocznych ran, a potem cofnął się by sprawdzić co stało się z mercedesem. Tylko zaklął gdy przestał rozróżniać które części należą do którego samochodu. Uderzył w nią chyba w najgorszy możliwy sposób. Zdecydowanie spokojniej przyjął fakt, że stracił również możliwość połączenia – możliwe, że ustrojstwo działało, ale uszkodzony w momencie wypadku nadajnik już nie. To nie miało znaczenia, bo lokalizator był nadal sprawny. Akumulator również. Wiedział, że chłopcy widząc nieruchomy punkt, ruszą do niego jak tylko będzie to możliwe. Co prawda chciał jak najszybciej wrócić, ale ten sam los, który zesłał na nich burzę piaskową zdecydował, że jeszcze przez chwilę na pustyni ich zatrzyma. Coś powodowało, że towarzystwo tej kobiety mu nie odpowiadało, ale zdawał sobie sprawę, że i tak nie pozbędzie się jej tak prędko, chyba że Omar zdecyduje się szybko zakończyć temat. Nie chciał myśleć o tym co zrobi, albo co jemu każe. W razie czego szybko to załatwi.

Wyłączenie empatii i współczucia było czymś czego musiał się nauczyć wcześniej. Gdyby targały nim takie emocje nie byłby aż tak dobry i skuteczny w tym co robił wcześniej.

– Gdy już raz dopuścisz wredną sukę do siebie, ta się wgryzie i nie puści. – Tak jeden z jego kompanów nazywał sumienie. Fakt, dopuścił raz i skończyło się to odejściem ze służby. Teraz nie ma na to miejsca.

I wtedy Anna jęknęła. Powinien to zlekceważyć, bo mimo iż wyglądała na całą to jednak uderzenie też musiało dać jej mocno w kość, ale to był tak żałosny dźwięk, że odruchowo się nad nią pochylił i dotknął delikatnie twarzy. Błogość, a potem wstrząs i przerażenie, gdy dotarło do niej co się stało i gdzie się znajduje. Nie zamierzał tego robić, ale gdy znowu jęknęła postanowił sprawdzić ją jeszcze raz. Gdy jest przytomna łatwiej będzie wyłapać niewidoczne urazy.
Musiała być nieźle zamroczona skoro go posłuchała. I dobrze, ostatnie na co miał siły to się z nią szarpać. Mimo iż był w stanie go znieść, to ból który zawsze towarzyszył złamanym żebrom nie był przyjemny. Przesuwając sukcesywnie dłonie i naciskając znajdujące się pod nimi ciało, jednocześnie bacznie ją obserwował. Była spięta i nerwowo reagowała na jego dotyk, ale poza tym nie miała żadnych poważniejszych zranień. Tylko oddychała coraz ciężej. Zaniepokojony wrócił do sprawdzenia głowy, ale gdy tylko wsunął dłoń we włosy szarpnęła się i wyszeptała:

– Nie mogę oddychać. – Zatrzymał się zdziwiony i wtedy ją ujrzał naprawdę. Wcześniej po prostu na nią patrzył, ale teraz ją zobaczył. Nawet skąpe światło nie było w stanie zamaskować rumieńców, rozchylone usta z trudem łapały powietrze i zaskoczonego wzroku. Odsunął się błyskawicznie, a potem zrobił coś czego nie rozumiał. Zranił ją. Nie fizycznie, chociaż to pewnie byłoby lepsze, ale oznajmił jej dlaczego tu jest i co dalej się stanie.
Przez głowę przemknęła mu tylko myśl:
Jeden zero dla mnie wredna suko. – I pozwolił Annie nie tylko zadawać pytania, ale i udzielał na nie odpowiedzi.

Widział jak gaśnie. Na cokolwiek liczyła nie było sensu by łudziła się i myślała, że historia będzie mieć inne zakończenie. To było też w jego interesie by podciąć jej skrzydła. Nie miał ochoty krzywdzić jej bardziej niż to będzie konieczne, a kolejna próba buntu nie będzie wiązała się dla niej z niczym dobrym i będzie ją musiał ukarać. Prawie się roześmiał, bo to co się właśnie działo nie było zbyt przyjemne i nie należało rozpatrywać tego w kategoriach nagrody, ale to nie było teraz istotne. Najważniejsze było odebranie nadziei – gdy ta umiera, każdy zmienia się w bezwolną i posłuszną istotę. Obserwował znajdującą się obok kobietę i widział, że to właśnie się z nią dzieje.

Zostawił ją z tyłu i sam przemieścił się na fotel pasażera. Dotarcie do nich mogło zająć ekipie ratunkowej trochę czasu, a on sam potrzebował odrobiny snu. Był przekonany, że gdy wrócą do fortu zastaną już tam Omara, a wiedział, że niezależnie od tego co krążyło w głowie szejka, realizacja tych wizji będzie wymagać jego obecności. Nie było sensu, by marnował energię na myślenie co to może być. Zmienił pozycję nie tyle na wygodniejszą, co na taką w której najmniej go bolało i zamknął oczy.

Zdrzemnął się na chwilę, ale przebudził z takim samym uczuciem jak ostatnio. Coś było nie tak.
Niedowierzając temu co widzi albo raczej czego nie widzi we wstecznym lusterku odwrócił się i zaklął. Anna zniknęła. Zachował się jak żółtodziób i chyba go coś opętało skoro uznał. że do tej idiotki w końcu coś dotarło. Nie było czasu na pretensje, ale tym razem los był po jego stronie.

Burza tak samo jak gwałtownie przyszła, równie szybko odeszła, a widoczne ślady stóp na piasku jasno wskazywały drogę ucieczki.

– Zabiję, ale najpierw wypatroszę.  – O ile wcześnie minimalnie było mu jej żal, tak te resztki współczucia zostały wyparte przez wściekłość. Cokolwiek Omar poleci mu zrobić, wykona rozkaz z przyjemnością dodając też coś od siebie. Ruszył w pościg, od samego początku biegnąc w stałym tempie. Nie miała szans by mu uciec, a on tym razem w pełni napawał się napełniającą go adrenaliną. Sama myśl o tym jaki strach czuje uciekająca przed nim kobieta dodawał mu sił, ale desperacja i ani chybi szaleństwo dodawało ich też jej. Biegła cały czas, mimo iż powinna już dawno zwolnić.
Do jasnej cholery, to jest zwykła kobieta! – Zaklął i wtedy ją zobaczył. Gorzej, że ona zauważyła też jego. Na co liczyła? Nie miała szans, ale mimo to nie poddawała się. Był coraz bliżej i wtedy zdecydował się na coś głupiego. Dlaczego? Sam Bóg raczy wiedzieć – możliwe, że swoje zrobiła szalejąca w nim złość, ale gdy była już na wyciągnięcie ręki to zamiast ją złapać, rzucił się na nią. Gwałtowne i niespodziewane uderzenie, które zwaliło ich oboje z nóg na szczycie wydmy i po którym oboje stracili kontrolę nad ciałami. Spadali walcząc – chciał za wszelką ceną mocno ją złapać, a ona równie mocno się przed tym broniła. Nie zważał na to, że spadają, ale wszystko skończyło się nagle gdy uderzył o ziemię. Przeszywający ból i ciemność.

Biegnąca dziewczynka i krzyki innych żołnierzy z patrolu. Wycelował, ale nie strzelał, w końcu to było tylko dziecko. Pozwolił by mała się zbliżyła – mogła się zagubić, ale równie dobrze jej dom mógł znajdować się zaraz za wzgórzem a ona, widząc żołnierzy zdecydowała się podbiec, bo chciała im się przyjrzeć bliżej. Dzieci nie bały się ich tak jak dorośli. Pozwolił dziewczynce podejść ignorując głos, który kazał mi strzelać. W końcu to tylko dziecko. A potem nastąpił wybuch, który odrzucił go na kilka metrów. Leżał ogłuszony, mogąc tylko patrzeć na znajdujące się nad nim niebo. Dlaczego jest tak ciemno? Przecież jeszcze chwilę wcześniej był dzień. Żył, wiedział że żyje, bo ból był zbyt silny by nie być prawdziwym. Ale on już nie miał siły. Zamknął oczy i zanurzył się w innej ciemności. Wyciągnął go z niej ból.
Wróciły do niego ostatnie minuty przed utratą przytomności. Anna, jej szalona ucieczka i jeszcze bardziej szalony pościg, a potem gwałtowny upadek. To był koniec, wygrała. Będzie martwa ale przynajmniej na swoich warunkach. Ucieknie, ale szans na przeżycie nie ma żadnych, nie na tym pustkowiu, nie sama. A potem pomyślał, że jeśli nie będzie w stanie się poruszyć to tak samo będzie z nim. Zanim ktokolwiek dotrze do samochodu, pustynia zatrze pozostawione przez nich ślady. I wtedy to zobaczył – nie siebie, ale ciało Anny powoli przysypywane przez piasek. Ten obraz wywołał fizyczny ból, silniejszy niż ten, który odczuwał teraz. Po chwili to się powtórzyło. Zmusił się do otwarcia oczu i ją ujrzał. W pierwszej chwili myślał, że to zwidy, podobne do tych sprzed chwili gdy w zmienionej formie wróciły do niego wspomnienia, ale gdy dotknęła go ponownie zrozumiał, że nie. Nie wnikał co spowodowało, że nie uciekła i dlaczego jest tuż obok, ale nie mógł zmarnować tego daru. Zmusił się do wysiłku i złapał ją mocno za to, co znajdowało się najbliżej. Syknęła z bólu, gdy palce z całej siły wpiły się w udo, ale się nie wyrywała.

Coś mówiła, ale miał to gdzieś. Dopóki ją trzymał był pewien, że się nie oddali. Chociaż z drugiej strony nigdy wcześniej nie składała takiej obietnicy, to były jego wnioski wysnute na podstawie obserwacji. A to, że były błędne bo założył, że ma do czynienia z normalną kobietą, a nie nieobliczalną wariatką było szczegółem. Nic nie szkodzi, bo i tak już teraz zakładał, że jest zdolna do wszystkiego. Czuł ją, wiedział że jest obok i to było teraz najważniejsze. Poza tym paradoksalnie dodawała mu energii. Nie rozumiał tego, ale było zupełnie tak jakby ktoś podłączył do niego akumulator. W głowie cały czas dźwięczały słowa:

– Nie zostawię cię – gdy poczuł kolejne dotknięcie, na tyle nietypowe że otworzył oczy i sprawdził co się stało. Uśmiechnął się mimo iż sytuacja w której oboje się znaleźli za wesoła nie była. Ale musiał, bo w końcu coś ją pokonało. Wykończona Anna, cały czas znajdująca się obok niego na klęczkach, w końcu padła – zasnęła na siedząco. Paradoksalnie on odzyskał siły. Wszystko bolało go jak nigdy wcześniej, ale odzyskał władzę nad ciałem. Ułożył ją delikatnie na piasku i puścił tylko na chwilę, by sprawdzić czy tak jest naprawdę, czy tylko tak mu się wydaje. Nie było tak źle – wyglądało na to, że karkołomny upadek nie narobił większych szkód przy żebrach, a rozcięcie przy brzuchu może wyglądało fatalnie, ale nie było groźne. Powinni wrócić do samochodu, ale wiedział, że nie ma teraz na to żadnych szans, kobieta była zbyt wykończona. On sam dałby radę, ale nie mógł jej zostawić. Położył się blisko niej, ale po chwili objął ją i mocno przytulił do siebie. Tylko w ten sposób mógł być pewien, że gdy się obudzi zastanie Annę u swojego boku.

Obudził się w chwili, gdy próbowała wysunąć się z jego ramion. I niech ją diabli, odzyskała siły.

Co za cholerny charakter – pomyślał i nie bawiąc się w subtelności położył się na niej, tym samym całkowicie ją blokując. Nie pomogło. Wiła się jak piskorz. Nie miał siły na takie gierki i złapawszy ją mocno za twarz powtórzył:

– To nie ma sensu. – Jeszcze przez chwilę czuł napięcie, a potem oczy straciły blask i się poddała. Przygniatał ją jeszcze przez chwilę do ziemi, nie do końca dowierzając, że to koniec. I wtedy dopadły go pytania, które tak uporczywie od siebie odganiał. – Dlaczego Anna wróciła? Dlaczego nie uciekła, kiedy miała ku temu okazję? Gdyby wtedy się oddaliła już bym jej nie odnalazł.

Tylko czy odpowiedzi cokolwiek by zmieniły? Nie.

Pozostawione w czasie pościgu ślady już dawno zniknęły, ale to nie stanowiło problemu. Znał kierunek z którego przyszli i nie potrzebował do tego żadnych map czy drogowskazów. Jedyną różnicę stanowiło to, że wracali dość powoli – rozglądał się uważnie nie tylko po to by nie przeoczyć wozów, ale również dlatego, że trzymał idącą za nim kobietę za dłoń. Może i cała jej postawa mówiła, że wie, że to już koniec, ale z nią niemożliwe było pojęciem, o którym należało zapomnieć. Stare nawyki, nic innego spowodowały, że obserwował uważnie nie tylko Annę, ale całą okolicę. Dlatego ich zauważył – znajdująca się w oddali grupa, która szybko zmierzała w ich kierunku. Tego, że nie byli to ludzie Omara był pewien zarówno ze względu na kierunek, z którego nadjeżdżali, jak i na to, że jeźdźcy znajdowali się na wielbłądach.
Nie było szans na ucieczkę, ani uniknięcie spotkania, a miał tylko kilka chwil by podjąć decyzję co zrobić i jak się zachować. Ktokolwiek to był nie mógł wiedzieć kim są, ani dlaczego się tu znaleźli. A przedstawiona bajeczka musiała pasować do znajdujących się w pobliżu wraków. Jedynym słabym ogniwem w tym wszystkim była Anna. Musiał jej zaufać, nie miał wyboru.

Trzech Beduinów. Nie było ani źle, ani dobrze. Specjalnie kalecząc arabski, który był jednak jednym z dosyć dobrze opanowanych przez niego języków, wymienił najpierw grzecznościowe uwagi, a gdy konwersacja powoli zmierzała w interesującym przybyszów kierunków stało się coś, co wywołało w nim wstrząs jakiego się nie spodziewał. Posłusznie stojąca cały czas za nim Anna, nagle drgnęła i położyła dłoń na jego plecach. Odczuł to tak, jakby ktoś go poraził prądem. Jego reakcja nie przeszła niezauważona, a widząc uśmiechy na twarzy jeźdźców, ale i zwykłe zaciekawienie wykorzystał okazję i nawiązał do stojącej za nim kobiety. Musiał ją chronić, ale równie dobrze mógł przestawić ją jako swoją siostrę. Co go podkusiło, by powiedzieć o niej że jest jego żoną? Zresztą ten dotyk był jedyną niesubordynacją, którą się wykazała. Gdy odwrócił się do niej, by zasłoniła włosy i twarz spodziewał się ujrzeć z powrotem złośliwy chochlik w oczach, albo tę minę aniołka, która tak naprawdę zwiastowała kłopoty jakich sobie nawet nie wyobrażał. Zamiast tego napotkał zrezygnowane spojrzenie i rezygnację. Powinien być zadowolony, w końcu gdyby zrobiła awanturę to, wpakowałaby ich pewnie w niezłe kłopoty.

Nie, żeby nie poradził sobie z trzema, nawet uzbrojonymi mężczyznami. Ale nigdy nie wiadomo, kto kryje się za wzniesieniem, a poza tym nie miał ochoty zabijać jednak niewinnych ludzi, których pechem było to, że na swojej drodze spotkali jego i najbardziej nieznośną kobietę na świecie.

A nie był to przypadkiem twój pech? – pomyślał, obserwując jak Anna zakrywa włosy.

Nie sposób było odmówić zaproszeniu. Zresztą musiał to zrobić jeśli chciał uwiarygodnić swoją historię. Jaki turysta odmówiłby pomocy po tym co ich oficjalnie spotkało? Co prawda środek transportu był oryginalny, ale od jazdy na wielbłądzie się nie umiera.
A potem pozostało mu tylko zacisnąć zęby, bo nie spodziewał się, że Anna tak ochoczo spełni jego polecenie. Miała go objąć, a tymczasem wtuliła się w niego tak mocno, że czuł każdą wypukłość jej ciała. Objąć też objęła, bezbłędnie trafiając w najbardziej obolałe miejsca. Ciekaw czy to czysty przypadek czy jej osobista zemsta.
Na szczęście siedziała spokojnie, ale wątpi czy tak by było, gdyby wiedziała o czym toczy się rozmowa. A dotyczyła też i jej.

Beduini dopiero co rozbijali obozowisko, a kilku mężczyzn postanowiło rozejrzeć się po okolicy. Najpierw natknęli się na rozbite samochody, a przy okazji zataczania kolejnego kręgu zauważyli ich. Zostaną tu kilka dni, ale potem planowali ruszyć dalej. Wtedy pomogą im wrócić do domu. Wszyscy łącznie z nim roześmiali się, gdy jeden z mężczyzn powiedział, że z taką kobietą to i rok na pustyni straszny nie jest. Oni myśleli o przyjemnościach, a on wybuchnął śmiechem na myśl, jakie piekło byłaby w stanie urządzić komuś przez rok.

Gdy dotarli do obozowiska nie było mowy, by przeszła chociaż kilka kroków samodzielnie. Wywróciłaby się, gdyby jej w ostatniej chwili nie złapał.
Spodziewał się, że ich ugoszczą, ale nie że z takimi honorami. Nie wypadało odmówić, gdy jeden z mężczyzn gestem wskazał sporej wielkości namiot, z którego właśnie kilka kobiet pospiesznie wynosiło zawinięte tobołki.

Zostawił Annę tylko na chwilę, ale i tak wchodził do środka z zaciśniętym gardłem, bo wcale nie był pewien co zastanie. Znajdujące się w obozie kobiety przyniosły nie tylko jedzenie i napoje, ale dzbany pełne gorącej wody. Kąpiel! Tego desperacko potrzebowali oboje z nich.

Słyszał jeszcze dobiegające z oddali śmiechy i chichot kobiet, ale to zignorował. Wiedział dlaczego tak się zachowują, ale miał to gdzieś tak długo jak gwarantowało im to spokój i pozwalało przebywać w odosobnieniu. A to, że brali ich za młode małżeństwo, które się jeszcze sobą nie nacieszyło i z chęcią pod pozorem odzyskiwania sił, spędzi czas na czymś co te siły odbiera było drobiazgiem. Jak doszli do takich wniosków? Nieważne, ale o ile jemu było wszystko jedno, to wolał jednak Annę na pewne rzeczy przygotować. Chociaż ostatnie wydarzenia potwierdzały, że skrzydła podciął jej skutecznie, to nie dałby sobie uciąć nawet koniuszka małego palca, że tylko tak mu się wydaje. Musiał zaryzykować.

Pomógł jej się rozebrać, a jednocześnie zaczął wyjaśniać co się dzieje i w jakiej sytuacji się znajdują. Trochę przesadził, ale nie było innego wyjścia, musiała bać się gospodarzy. A w tym przypadku cel uświęcał środki

Starał się być cierpliwy, ale szlag trafił dobre chęci szybciej niż przypuszczał. Anna za długo była spokojna i się postawiła, a on miał już dość. Żebra dokuczały mu coraz mocniej, chciał się umyć i położyć. Gdyby była inna to by ją zignorował, sam się umył i zdrzemnął, ale była zdolna do wszystkiego. Jedynym sposobem, by mógł spokojnie zasnąć było zastosowanie tego środka co poprzednio – trzymanie baby jak najbliżej siebie. I by to zrobił, ale Anna też potrzebowała kąpieli. Zabawa się skończyła.
Nie zważając na to, że sprawia jej ból, schwycił ją mocno i zaczął zdzierać z niej ubrania. Gdy zaczęła się bronić powiedział coś, co miało ją uspokoić, ale uzyskał efekt jakby do tego uspokajania użył kija bejsbolowego. Informację o tym, że śmierdzi przełknęła, ale znieruchomiała po usłyszeniu kolejnych słów.

– Nie ma tu niczego czego wcześniej bym nie widział. Stój i nie zgrywaj dziewicy. Im szybciej to załatwimy tym lepiej.

Kontynuował ściąganie z niej ubrań i wtedy ktoś u góry zdecydował, że czas zapłacić za wszystkie popełnione grzechy. Był zmęczony i osłabiony, a przynajmniej tak to sobie wytłumaczył. Ale to nie pomagało.

Stała pozwalając bez słowa protestu, by ją rozebrał. Nie była jednak w stanie opanować drżenia za każdym razem, gdy gdy jej dotykał. Też czuł mrowienie w koniuszkach palców, ale złożył to na karb własnej słabości. Ta kobieta mieszała mu w życiu od chwili gdy o niej usłyszał i skłamałby gdyby miał przyznać, że na niego nie działa. To nie miało wcześniej znaczenia, bo zarówno nie miał tak prawa o niej myśleć jak i pewne reakcje mogły być wywołane tym, że długo nie miał kobiety.

Ogarnij się. To czysta fizyczna reakcja na ciało jakie lubisz. – Myślał, rozbierając ją do końca. – Może nawet częściowo charakterek jaki lubisz. Ale nie w twoim stylu są takie panienki. Ta, gdyby nie okres też już dawno wylądowałaby w łóżku Omara. A ponieważ nie mogła, to jej odbiło, a teraz już pewnie zaplątała się której wersji powinna się trzymać. Broniąca czci dziewica, czy kusząca uwodzicielka.

Pomógł jej stanąć w misie i zrobił dobrą minę do toczącej się właśnie rozgrywki. Zachowywał się tak jakby mył przedmiot, a potem jego wzrok padł na ściągniętą przed chwilą z Anny bieliznę i na chwilę się zawiesił. Coś było nie tak od dłuższego czasu, ale nie umiał doprecyzować co go męczy. Bielizna była czysta. Jakim cudem skoro Anna od momentu gdy na nią wpadł nie wymieniała środków higienicznych.
To było jak trzęsienie ziemi i burza piaskowa w jednym. Wszystko to w co chciał wierzyć runęło z hukiem.

Jaka ona naprawdę była?

Upokorzona kobieta pozwalała mu na wszystkie czynności, stojąc z zamkniętymi oczami. Jakby chciała się chociaż w ten sposób odgrodzić od tego co się działo i co jej robił.
Nie przerwał tej dziwnej kąpieli, ale teraz skorzystał z okazji i obejrzał każdy fragment jej ciała. Tym razem jego uwadze nie uciekło nic – nie tylko zranione w kilku miejscach udo. Przyspieszony oddech i zarumienione policzki mógł wytłumaczyć zdenerwowaniem, ale czy to samo dotyczyło wrażliwości piersi i niekontrolowanych westchnięć, gdy mył jej włosy? Za długo jej dotykał, dowiedział się czegoś czego wolałby chyba nie wiedzieć i zrozumiał, że przestał sobie ufać. Musiał pomyśleć.

Zawinął ją w kawałek materiału na tyle spory, by zasłonić maksymalnie dużą powierzchnię ciała i odstawił na łóżko. Podał jej jeszcze coś do jedzenia i picia – głównie po to by mu się nie pętała pod nosem i sam zaczął się myć.
Założył, że ją zawstydzi, a tym samym spowoduje, że odwróci się do niego plecami. Był tego tak pewien, że nawet nie sprawdził czy to zrobiła. Rozebrał się, odwinął założony przez nią wcześniej opatrunek i wchodząc do tej samej misy, w której przed chwilą stała spojrzał w jej kierunku.

Siedziała tak jak ją zostawił, pośrodku legowiska, z kubkiem w jednej i kawałkiem placka w drugiej dłoni. Wpatrzona w niego jak zahipnotyzowana. Speszyła się, gdy w końcu zauważyła, że on ją widzi. Jeszcze kilkakrotnie gdy się mył zerkał w jej stronę, ale już na niego nie patrzyła. Albo nie dała się na tym przyłapać.

Mycie zajęło mu dłuższą chwilę, ale pewnie dlatego, że tę samą czynność powtarzał kilka razy. Analizował wszystkie odkryte elementy układanki i nie podobało mu się to co widział, a już najmniej to co dotyczyło jego. Ten jeden drobiazg przekreślił to czego tak kurczowo się trzymał i postawił na dobrą sprawę wszystko na głowie.

Nie wiedział co powinien teraz zrobić. Sprawa powinna być oczywista, obowiązywał go kontrakt i niepisane zasady, które wymuszały bezwzględne posłuszeństwo wobec Omara. Ale jednocześnie ta wredna suka, sumienie wgryzła się na dobre i nie zamierzała puścić.

Miał kilka dni, kilka dni by podjąć decyzję co zrobić. W skoro nie wiedział co ma zrobić, to postanowił na razie nie robić nic. I w tym momencie Anna jęknęła.

Nie brzmiało to dobrze. Dopiero teraz dotarło do niego, że zachował się jak kretyn. Po tych wszystkich zdarzeniach mogła być poobijana równie mocno co on, a w stwarzaniu pozorów – o czym się już zdążył przekonać, była mistrzynią. Zaniepokoił się na poważnie na całkowity brak reakcji z jej strony, gdy oznajmił że ją obejrzy. Teraz już był pewien, że coś jest mocno nie tak.

A potem uśmiechnął się, gdy jednak nie wytrzymała i zaprotestowała.

– Moja dziewczynka – pomyślał i zamarł. Nie wolno mu było tak o niej myśleć. To nadal nie była kobieta dla niego. Nigdy nie będzie jego. Tylko, że coś się zmieniło. I mimo, iż kilka minut wcześniej również jej dotykał, w dodatku nagiej, to jednak teraz było inaczej. A potem sam przestał myśleć, gdy dotknął jej skóry.

Inspekcję zaczął od nóg, bacznie uważając by nie naruszyć granicy wyznaczonej przez okrywający ją skrawek materiału. Nie jęczała z bólu, ale działo się z nią coś złego. Czuł napięcie, które ogarnęło całe ciało Anny. Musiało wiązać się to nie tylko z dużym bólem, ale i wysiłkiem, bo po chwili przestała panować nad sobą i mięśnie zaczęły drżeć. Przy udach było źle, ale jeszcze względnie panowała nad sobą. Gdy jednak dotknął szyi, natrafił na coś na tyle bolesnego, że nie wytrzymała i jęknęła. Prawie przestał, nie chcąc jej sprawiać jeszcze większego cierpienia, ale nie był w stanie. Tłumaczył to sobie jej dobrem, tym że musi sprawdzić co sprawia jej taki ból, ale tak naprawdę wiedział, że nie tylko o to chodzi.

Nie mógł oderwać od niej rąk. Nie chciał odrywać od niej rąk.

Cholerny materiał! Wyładował na nim całą swoją frustrację, bo jego ciało nie pozostało bez odpowiedzi. Jeden ruch który przysporzył mu niewyobrażalnego bólu, ale bez wahania powtórzyłby to jeszcze raz. Teraz leżała przed nim naga.

To tylko po to by ją zbadać. – Jeszcze w to wierzył. Dłonie bardziej pieściły niż naciskały ciało, starając się znaleźć wszelkie nieprawidłowości. Palce delikatnie muskały skórę w stłuczonych miejscach, gdzie pojawiały się już siniaki, starając się przynieść choćby minimalną ulgę w cierpieniu. Walczyła ostro i było to widać. Dzielna dziewczynka.

To był impuls, ale wiedział, że musi jej pomóc. Odprężyć się i zapomnieć. Pochylił się i wyszeptał:

– To pomoże. – Nie zaprotestowała, gdy ukląkł nad nią, praktycznie więżąc między swoimi udami. Może ta pozycja nie była konieczna, ale chciał ją mieć chociaż w ten sposób.

Anna była strasznie spięta. Stres i strach zakotwiczyły się w ramionach i barkach, sprawiając jej dodatkowy ból. Zaczął delikatnie rozmasowywać wybrane punkty, starając się przynieść jej ulgę. Musiało ją boleć, chociaż starała się powstrzymać jęk. Nie była jednak w stanie w pełni zapanować nad ciałem. Czuł drżenie, ale wiedział, że tylko tak jej pomoże. Na chwilę zostawił jej plecy, ale masaż głowy nie przyniósł jej wcale ulgi.
Co do cholery jej zrobił i jakim cudem tak uszkodził? Był wściekły na siebie, że swoimi działaniami doprowadził Annę do takiego stanu, ale do jeszcze większej frustracji doprowadzał go fakt, że nie umiał jej teraz pomóc. Najdelikatniej jak mógł, przesunął dłonie wzdłuż szyi i wtedy dotarło do niego, że nie tylko on ledwo nad sobą panuje.

Znajdująca się pod nim kobieta nie była w stanie już ukryć tego co się z nią działo i jęcząc wygięła się tak, że wtuliła się w pochylone nad nią ciało.

** ** ** ** ** ** ** **

Zła decyzja – część XIX
Zła decyzja – część XVII

24 polubień
3092 Views

Poczytaj więcej

20 komentarzy

  • Sylvie6 września, 2020 at 6:19 pm

    W takim momencie ?????? Dokładnie e tym samym przerwałaś wcześniej….😞 No , moja Droga, to już zakrawa na znęcanie się! I to nad wiernymi czytelniczkami…, a fe, niedobra kobieto!😝

    Odpowiedz
    • Anna Valetta6 września, 2020 at 8:26 pm

      Y…. przepraszam? Chyba 🙂
      Oj tylko troszkę 😀

      Odpowiedz
  • Ela6 września, 2020 at 6:59 pm

    Jeju jak ja kocham czytać punkt widzenia mężczyzny 😁 dla mnie ogień 🔥 co sprawia że stanowczo za mało 😉 oby nie było nam dane długo czekać na dalszą część

    Odpowiedz
    • Anna Valetta6 września, 2020 at 8:26 pm

      Zaskoczył mnie teraz. Co tu dużo mówić. Lubię go w każdym wydaniu i miejmy nadzieję, że to się nie zmieni

      Odpowiedz
  • Gosia6 września, 2020 at 8:01 pm

    O matko 😉 proszę o więcej:)

    Odpowiedz
  • Jola6 września, 2020 at 8:57 pm

    Super 😍Ty nas chcesz wykończyć znowu urwałaś w najlepszym momencie😂😂😂ale super ,że mogliśmy poznać co myśli Cień….😉 robi się coraz ciekawiej 💖💖💖

    Odpowiedz
    • Anna Valetta6 września, 2020 at 10:21 pm

      To nie ja, to oni. Ale może to i dobrze, bo chwila oddechu przy tej parze się przyda 😀

      Odpowiedz
  • Magda927 września, 2020 at 12:22 am

    OOOOMG! W najlepszym momencie koniec! Kiedy kolejny rozdzial? Juz nie moge się doczekac jak sie potoczy dalej.

    Odpowiedz
    • Anna Valetta7 września, 2020 at 9:43 pm

      Trochę mi przykro, ale za to jaki długo rozdział 😀

      Odpowiedz
  • Bea7 września, 2020 at 9:16 pm

    No zeby w takim skonczyc?!!! Napiecie budujesz idealnie …. mam nadzieje ze nie dasz dlugo czekac na kolejny rozdzial 😉

    Odpowiedz
    • Anna Valetta7 września, 2020 at 9:43 pm

      Brzydka Ania 😀
      Samo się buduje, a ja staram się tylko temu nie przeszkadzać 🙂 Dziękuję.

      Odpowiedz
  • Honorata11 września, 2020 at 7:51 pm

    Uwielbiam Twoje opowiadania. Miałam przerwę ale usiadłam do czytania i pochłonęłam. Te napięcie jest extra

    Odpowiedz
  • Honorata11 września, 2020 at 7:51 pm

    Uwielbiam Twoje opowiadania. Miałam przerwę ale usiadłam do czytania i pochłonęłam. Te napięcie jest extra.

    Odpowiedz
    • Anna Valetta14 września, 2020 at 9:32 pm

      Dziękuję! Same się tak pokazują – ja tylko spisuję co widzę 🙂

      Odpowiedz
      • Honorata19 września, 2020 at 9:26 am

        Kiedy dalsza część bo ja codziennie zaglądam z nadzieją 😊

        Odpowiedz
  • Ania14 września, 2020 at 1:29 pm

    Kochana kazałaś nam długo czekać ale byli warto. Ja wiem, że masz ważny projekt, naszego Diablo… Ale czy możemy liczyć na szybki kolejny rozdzialik 😁
    Pozdrawiam

    Odpowiedz
    • Anna Valetta14 września, 2020 at 9:33 pm

      Na razie to mam mózg zakręcony wokół “Diabła”.POważnie! nie wiem jak się nazywam. Jest jeszcze wcześnie, a czuję się jakbym nie spała dwa dni.

      Odpowiedz
  • Jo Winchester7 października, 2020 at 10:25 am

    Jak długie będzie to opowiadanie? Jestem z reguły bardzo niecierpliwa i wolę zacząć, kiedy będzie już całość 🙂

    Odpowiedz

Zostaw komentarz

Please enter your name. Please enter an valid email address. Please enter message.