Otworzyłam usta, ale nie wydobył się z nich żaden dźwięk. Mogłam tylko patrzeć to na moją babcię, to na przybysza.
Bunia, najpewniej zniecierpliwiona brakiem jakiejkolwiek reakcji z mojej strony, podeszła do gościa.

– Piotrusiu, nareszcie. Już zaczynałam się martwić.  – Nie rozumiałam co się dzieje. Obcy wyściskał babcię, a potem wszyscy uczestniczyli w spektaklu pod tytułem “nie nazywaj mnie panią Elżbietą, mów mi babciu, w końcu jesteśmy prawie rodziną”.
Z tego dziwnego odrętwienia wyrwał mnie szept mojej matuli:
– Prawie robi różnicę. – Zadziałał lepiej niż zimny prysznic. Chryste Panie! Jeśli uważałam, że gorzej być nie może, to ten u góry właśnie podjął rękawicę o powiedział “Nie? To patrz!”.

Odważyłam się ruszyć i zerknęłam na resztę towarzystwa.
A tam był cały przekrój emocji, od całkowitego zaskoczenia, przez zaciekawienie po pełne niesmaku nadęcie. To ostatnie dotyczyło kolegi mojego braciszka.
No dobrze, moja matka była dla odmiany wściekła.

– I co mam teraz zrobić? – Zanim zdążyłam zastanowić się nad odpowiedzią, babcia zrobiła to za mnie.

– Dziewczyno! Oprzytomnij wreszcie! Rozumiem, że możesz być zaskoczona, ale weź go w końcu zaprowadź do siebie. Niech się biedak ogarnie i wracajcie jak najszybciej do nas! Tout de suite! Tout de suite! – Te słowa wypowiedziane nadzwyczaj energicznie, zadziałały lepiej niż ostrogi. Gdy babcia przechodziła na francuski, żarty się kończyły.
Nie czekałam na żadną dodatkową zachętę.
Nie patrząc na nikogo, a już zwłaszcza w stronę mojej rodzicielki, rzuciłam w stronę nowo przybyłego:
– Chodź! – Po czym nie oglądając się za siebie, zaczęłam wchodzić po schodach.
Odgłos kroków jasno wskazywał, że blond niespodzianka podąża za mną.

Spokój zachowałam do momentu zamknięcia drzwi od sypialni.
– Kim ty do cholery jesteś?! – Zaatakowałam, ale okazało się, że trafiłam na godnego przeciwnika, któremu wyjaśnienia nie były w głowie.
– A co? Zaskoczona przyjazdem narzeczonego ze stolicy?!

I nagle mnie olśniło.
Jakimś cudem bunia dowiedziała się, że mój facet to ściema stulecia i wynajęła kogoś.
Ale po co? Żeby mnie ośmieszyć? Nie, tego by nie zrobiła.
A może chciała wkurzyć swoją synową?
Ta niedorzeczna myśl wcale nie była tak abstrakcyjna.
Obie się nie znosiły i tylko normy społeczne, podstawy wychowania plus to, że pewne rzeczy są jednak karalne powodowały, że jeszcze się nie pozabijały. Ale ile mogły, tyle krwi sobie psuły – w mniej lub bardziej subtelny sposób.

Widocznie babcia stwierdziła, że wytoczy grube działa,, bo czemu by nie.
Najprawdopodobniej ojciec jej się wygadał co do planów matrymonialnych mojej matuli, planów oczywiście wobec mnie.
I bunia stwierdziła, że dosyć. Wnuczka to sierota i nie ma co się łudzić, że na święta przywiezie jakiegokolwiek mężczyznę. Pewnie nie miała wątpliwości, że zapodam w ostatniej chwili wymówkę w stylu “dyżur”, a na to by namówić jakiegokolwiek kolegę by odegrał swoją rolę nie wpadnę.
Nie pomyliła się, bo rzeczywiście “dyżur” zastosowałam i na tak proste rozwiązanie nie wpadłam.

A możliwość wejścia w paradę i pokrzyżowania planów synowej była warta wszystkiego.
Kraken wyszedł na wolność i wpadł na najbardziej kretyński pomysł.
Sama wynajęła jakiegoś idiotę który będzie przez święta udawał legendarnego już warszawskiego lekarza.
Niczym nie ryzykowała, bo przecież ja się nie przyznam, że to jedna wielka mistyfikacja. Może gdyby moja matka była inna, ale nie była. Miałabym zatrutą każdą minutę życia do końca własnej śmierci, bo że jej nie to byłam pewna. Znalazłaby sposób by mnie dręczyć nawet po swoim zgonie.
A tak? Przekręt idealny – wnuczka się nie wygada, że faceta nie zna, synowa ugotowana. Żyć, nie umierać!

– Rany boskie. – Jęknęłam. – Ile ci za ten cyrk zapłaciła? Skąd ona ci wytrzasnęła?

Nieznajomego lekko przytkało, by chyba coś mówił do mnie w międzyczasie. Nic z tego do mnie nie dotarło, bo byłam zamknięta się na odbiór.

– Nic. – Zwariował. Spojrzałam na niego jak na idiotę.
– Mam uwierzyć, że w tym cyrku będziesz brał udział dobrowolnie? Co ci obiecała? – Niedowierzanie widoczne na twarzy nieznajomego powoli zaczynał zastępować gniew.
– Uwierzyć? Taka podstępna intrygantka ma mi wierzyć? – Wysyczał. – Coś takiego! Jesteś bardziej bezczelna niż myślałem!

Nagłe pukanie do drzwi złapało mnie, gdy nabierałam oddechu by odeprzeć ten absurdalny zarzut.
– Ej, gołąbki. – Julcia wspięła się na wyżyny dyplomacji. – Pogruchacie sobie później stęsknieni narzeczeni. Wszyscy na was czekają, a ja w dodatku chcę jak najszybciej dorwać się do prezentów. I żeby nie było! Schodzimy razem!

Oboje wiedzieliśmy, że to nie koniec rozmowy. Zgodnie zeszliśmy na dół i to był ostatnia wspólnie wykonana czynność. Matka dostawiła krzesło dla Piotra i owszem. Obok siebie.

Nie wiem jakie samopoczucie mieli inni, ale z mojej perspektywy kolacja wigilijna zmieniła się w stypę. Moją. Tylko jeszcze nikt, poza mną, o tym nie wiedział.

Z jednej strony miałam rodzinę, która w końcu dopadła mojego chłopaka-widmo. Matka może i była wściekła, ale przeważała ciekawość i to mnie przerażało najbardziej. Widząc jak pochłonięta jest rozmową z Piotrem czy jak mu tam, robiło mi się niedobrze. Widocznie dobrze odgrywał swoją rolę, bo nie widziałam na jej twarzy nic poza rosnącym zainteresowaniem. I tak źle i tak niedobrze.
Bunia, której nie mogłam rozgryźć. Jej zachowanie kompletnie nie pasowało do mojej teorii, ale może po prostu dobrze odgrywała swoją rolę. Dla odmiany zeszła z tematów kulinarnych, a weszła na magię świąt spędzanych w rodzinie. I Krzysztof, którego usilnie zabawiał w tej chwili mój braciszek, próbując tym samym odwrócić jego uwagę ode mnie. Bo chyba do tego dentysty nie docierało, że skoro zjawił się absztyfikant, to pierwotne plany muszą niejako ulec zmianie.
Siedziałam pośrodku tego cyrku i usiłowałam być niewidoczna zwłaszcza, że zupełnie nie wiedziałam co się właśnie dzieje.
Pobyt na pięterku zamiast chociaż trochę rozwiać wątpliwości, tylko wszystko jeszcze bardziej skomplikował.
– Uśmiechaj się do cholery! Jesteś tak jakby szczęśliwa! – Powtarzałam sobie co chwilę. A to było trudne, gdy obcy człowiek, który przed chwilą nazwał mnie podstępną intrygantką, siedział obok i zachowywał się jakby znał mnie od dawna.

– Prezenty. – Kuba, jeden z bratanków, delikatnie przypomniał co jest integralną częścią Bożego Narodzenia. W tym roku Julka czyniła honory i roznosiła prezenty. Towarzystwo zajęło się obserwowaniem młodej i komentowaniem wielkości oraz ciężaru otrzymanych paczuszek.

Teraz albo nigdy. Miałam tylko chwilkę i musiałam wydobyć się na wyżyny intelektu.
– Buniu, skąd ci to przyszło do głowy? – Pytania musiały być tak skonstruowane, by mnie nie pogrążyć. Bo to, że mi się coś wydawało to mi się tylko wydawać mogło.
– Dziecko, żal mi się was zrobiło. – No nie do końca takiej odpowiedzi potrzebowałam.
– Ale jakim cudem? – Ktoś nade mną czuwał i babcię odblokowało. Zdała mi szczegółową relację ze swoich poszukiwań, gdy szczęśliwie utknęła w Kopenhadze i nagle wpadła na genialny pomysł, by odszukać mojego lekarza. A mnie z kolej zamurowało, gdy usłyszałam skąd się wziął Piotr i jak tu dotarł.
Nie wszystkie elementy w tej układance mi pasowały, ale zignorowałam ten cichutki głosik mówiący, że coś tu jest nie tak. Niepokój przypisałam usłyszanym właśnie rewelacjom, bo co jak co, ale rozwaliły mnie całkowicie.

Wyobraziłam sobie babcię dzwoniącą po nocy do tych wszystkich szpitali i jęknęłam w duchu.
Jakiego trzeba mieć pecha żeby na coś takiego trafić?
To kara boska. Wiedziałam, że jak nie załatwię sprawy z moją matką po męsku, tylko spróbuję kręcić, to odbije mi się to czkawką.
Ale dlaczego aż taką? Kara niewspółmierna do winy.
I dlaczego ten człowiek zgodził się tu przyjechać? I w dodatku udaje mojego faceta?
O co tu chodzi?

Gonitwę myśli przerwała Julia, wręczając mi prezent. Podniosłam wzrok i spojrzałam na siedzącą vis-a-vis osobę. Zaintrygowane spojrzenie Krzysztofa jasno dało znać, że chyba nie do końca odgrywałam dobrze swoją rolę. Zanim coś zdążył powiedzieć, w paradę weszła mu Julia, a miała dziewczyna co roznosić.
Prezentów było dużo, zwłaszcza że Piotr też coś przywiózł. Jeśli wydawało mi się, że nie da rady zwiększyć mętliku w mojej głowie to właśnie zostałam wyprowadzona z błędu.
To nie tylko nie były drobiazgi, ale w dodatku bardzo przemyślane rzeczy. Czegoś takiego nie kupuje się nieznajomym osobom. Nie za tyle i nie tak trafione prezenty.
– Piotruś, nic nie mamy dla ciebie. – Nie wiem co mną bardziej wstrząsnęło. Ton mojej matki, jej troska czy to jak odnosiła się do kogoś kto kilkanaście minut temu był jej wrogiem numer dwa. Bo nie wiem co musiałby zrobić, by wyprzedzić babcię w rankingu.
– Ania jest moim prezentem. – Uśmiechnęłam się słabo, przeklinając w myślach chwilę, w której w tak kretyński sposób postanowiłam ukrócić ględzenie mojej matki.

Przeżyłam kolację, przeżyłam Pasterkę. Gdy wracaliśmy zastanawiałam się kiedy u licha będę mogła w spokoju i przede wszystkim bez świadków porozmawiać z Piotrem.
A potem zawyłam w duchu, bo okazało się, że muszę być bardzo ostrożna w wypowiadaniu życzeń. Moja niezwykle pruderyjna i trzymająca się zasad mamusia stwierdziła bowiem, że owszem – może i Piotr powinien spać w osobnej sypialni, ale i tak mieszkamy razem, więc tym razem zrobi wyjątek.
Nie uciekło mi podniesienie brwi przez mojego przyszłego współlokatora na “mieszkamy razem”.

Towarzystwo ulokowało się w swoich pokojach i w końcu zostaliśmy sami. Nawet Julia szybko zniknęła u siebie. Akurat tym byłam zaskoczona, bo naprawdę byłam przekonana, że młoda okopie się we wspólnej łazience i będzie nasłuchiwać odgłosów dobiegających z “gniazdka zakochanych”.

Pomyślałam, że najlepsze jest wzięcie od razu byka za rogi, ale nie wiem czy powinnam się aż bardzo do tego spieszyć. Jęknęłam widząc zaskoczenie na twarzy Piotra. Nie dotarło i nic dziwnego, bo nikomu normalnemu taka mieszanka do głowy by nie przyszła.
– Chcesz żebym uwierzył w tak kretyński zbieg okoliczności?! – Okazało się, że byk poniósł. Na szczęście nie krzyczał, ale ten pełen wściekłości syk brzmiał równie złowrogo. Szarpnął walizką. Omsknęła się i uderzyła go w nogę. Chyba boleśnie, bo stęknął.
– Ale to prawda. – Jęknęłam. Co ja za to mogłam, że to rzeczywiście była prawda. – Miałam pecha, że na ciebie trafiła.
– Nie mogła trafić na nikogo innego. Nie ma innych chirurgów o imieniu Piotr w Warszawie! – Syknął, bo tym razem przyłożył stopą w nogę łóżka. Patrzyłam na niego z niedowierzaniem. Niby dotarło do mnie co mówił, ale nie do końca.
– Niemożliwe! – Nie wytrzymałam. To naprawdę było niemożliwe. – Przecież ja sobie ciebie wymyśliłam!
– Doprawdy? Tak jak wszystkie kretynki przed tobą, które sobie wymyśliły, że będę dobrym kandydatem na męża? Miarka się przebrała!
– Jakiego męża? Zwariowałeś? Na co mi mąż? W dodatku taki?! – Zareagowałam odruchowo. Ostatnie co bym tolerowała, to blondyn u mojego boku. Aż mną wstrząsnęło. Nim na widok mojej miny też.

Mogliśmy tak długo, ale przerwało nam pukanie do drzwi. Tych wewnętrznych, od łazienki łączącej pokój mój i Julci.
A potem Julia oznajmiła.
– Już się skończyłam myć, możecie wchodzić. I mama kazała powiedzieć, żebyście się zachowywali. Tu są dzieci, a ja jestem nieletnia. Was słychać!

Na te wieści zbladłam. Nie mówiliśmy głośno i chyba tylko dzięki temu matka wyłapała emocje, ale nie treści. Oboje byliśmy wkurzeni i wzburzeni, a to można było równie dobrze przypisać namiętności.
W tym wszystkim na śmierć o niej zapomniałam.
Mój problem wcale nie zniknął.
– Błagam cię. Wyjaśnimy to sobie później. Strasznie cie przepraszam. nie wiem, będziesz musiał wracać jutro bo … o bo wezwali cie ze szpitala. A za kilka dni zerwiemy. Coś się wymyśli. Ale błagam, nie wydaj mnie przed moja matką. Mogę potem przez miesiąc sprzątać ci mieszkanie i prasować. – Widząc jego minę szybko dodałam. – Albo unikać wszystkich miejsc gdziekolwiek tam jesteś, żebyś mnie do końca życia nie widział. Ale mnie nie wydaj. Ona mi struje resztki życia.

Nie wiem czy zadziałało, czy nie.
– Idź się umyj. Muszę zostać na chwilę sam. – Też bym chciała zostać sama na jego miejscu. Bez słowa złapałam koszulkę nocną i szlafrok, bo spać w czymś musiałam, ale jednak to był obcy facet i bez słowa zniknęłam w łazience.
Prysznic, balsam, mycie zębów. Chwilę to trwało.
On na podłodze, ja na łóżku.
A nie – niech śpi na łóżku to może się wścieknie mniej. Powoli docierał do mnie ogrom mojego pecha. Byłam tą, która była o tą jedną za dużo. Z wcześniejszych wypowiedzi wywnioskowałam, że wcześniej trafiały mu się jakieś desperatki, wplątujące go w żenujący spektakl pod tytułem “polowanie na faceta”.
I akurat przy mnie doszedł do tej cienkiej granicy, za którą znajdowało się piekło pod nazwą “odpokutuje za wszystkie kretynki, z którymi miałem do czynienia”.
Jednym słowem odpowiedzialność zbiorowa, ale sama na to zasłużyłam. Trzeba było nie kłamać.
– Boże! Jak z tego wyjdę cała to obiecuję. Będę mówić tylko prawdę!

Wyszłam z łazienki pełna dobrych chęci, po czym spojrzałam na siedzącego na łóżku Piotra i mnie zmroziło.
Wyglądał jakby zaraz miał mnie zabić.
– Ale ja już nic więcej nie zrobiłam. – Wyszeptałam, bo poważnie. Naprawdę nic nie zrobiłam.

– Czy cała twoja rodzina jest tak szurnięta? Co robicie? Jakieś zakłady kto wywoła większy zamęt? – Nie rozumiałam o co chodzi. Spojrzałam na trzymaną przez niego komórkę.
Facebook?

Odpaliłam swój kombajn. Chwilę to trwało, ale w końcu weszłam na swoje konto i pierwsze co mi wyskoczyło to prośba o akceptację wyświetlenia treści na mojej osi czasu.

To Julcia. Seria zdjęć zrobionych komórką w czasie kolacji wigilijnej. Kiedy ona to robiła? A potem jeszcze kilka z rozdania prezentów i powrotu z Pasterki. A potem słodki selfiaczek sprzed kilku minut z sypialni z prezentami w tle.
Julcia była kochana. Poświęciła uwagę wszystkim i każdy był na zdjęciu. Co poniektórzy więcej niż raz.
I wszystkich oznaczyła, w tym “najlepszy materiał na szwagra ever-ever”.
Stęknęłam, co za głupia dziewucha:
– To się zaraz wykasuje?

Piotr spojrzał tak, że aż mnie zmroziło.
– Wykasuje? Po co? Już nie trzeba.

– Jak nie trzeba? – Nie rozumiałam, aż do momentu gdy podał mi swój telefon.
– Czytaj.

To był sms.

Od kogoś kogo miał zapisanego jako tata.
O treści:
– Synku. mama kazała się zapytać co ty w Poznaniu robisz.

 

 

** ** ** ** ** ** ** **

Święta z piekła rodem – część III
Święta z piekła rodem – część V

I mimo, iż kolejne święta dopiero przed nami to zapraszam do zerknięcia na Pinterest. Podsyłam fajnych pomysłów na święta Bożego Narodzenia

9 polubień
1652 Views

Poczytaj więcej

12 komentarzy

  • Sylwia30 marca, 2020 at 2:50 pm

    No, moja Droga 😉 Piotruś zaczął mi się podobać 😉 Czekam na kolejną cześć 🙂

    Odpowiedz
    • Anna Valetta30 marca, 2020 at 6:31 pm

      Ależ to blondyn! Mam do niego właściwy dystans … chyba 😉

      Odpowiedz
      • Sylwia31 marca, 2020 at 7:42 pm

        Oj, osobiście też wolę brunetów,chociaż…mój mąż jest blondynem 😀 😀 😀

        Odpowiedz
        • Anna Valetta31 marca, 2020 at 7:45 pm

          Nic mi nie mów! Uwielbiam brunetów, po prostu poszłabym do piekła i diabła za rogi wytargała w tej intencji.
          A teraz co? Znowu blondyn 🙁
          To chyba jakieś fatum, albo może znak? Wiesz – jakieś wady musi mieć, w ostateczności można się męczyć z tym kolorem włosów 😛

          Odpowiedz
  • Martirio30 marca, 2020 at 3:54 pm

    Podoba mi się 🙂

    Odpowiedz
    • Anna Valetta30 marca, 2020 at 6:32 pm

      Dziękuję!

      PS> Ale co mnie przeciągnęło z korektą to moje. Wzięłam sobie do serca słowa i odpokutowałam chyba za wszystkie popełnione wcześniej błędy.

      Odpowiedz
  • Emilia3 kwietnia, 2020 at 3:00 pm

    Hej. Kiedy pojawi się V część☺

    Odpowiedz
    • Anna Valetta3 kwietnia, 2020 at 4:08 pm

      Cześć,
      w kwietniu na pewno. Musiałam zrobić małe przetasowanie i dlatego przeszła na dalszy plan.

      Odpowiedz
  • Monika5 kwietnia, 2020 at 11:11 am

    Opowiadanie zaczyna się bardzo ciekawie😃 kiedy kolejna część

    Odpowiedz
  • Martyna Moga18 kwietnia, 2020 at 7:29 am

    Ale jaki dalszy plan?
    Ja tu oficjalnie protestuje. Idę szukać jakiegoś baneru…
    To tutaj trzeba szybciutko wstawić kolejną część. Trudno, nawet zniose to, że blondyn bo wydaje się też dobrze pokręcony, może być fajny. A ten duet ma jeszcze niejedno przed sobą 😂 czuję to w kościach

    Odpowiedz
  • Paulina25 kwietnia, 2020 at 1:38 pm

    Kiedy następna część

    Odpowiedz
    • Anna Valetta25 kwietnia, 2020 at 3:08 pm

      Zgodnie z harmonogramem jutro i nie chce być inaczej 🙂

      Odpowiedz

Zostaw komentarz

Please enter your name. Please enter an valid email address. Please enter message.