Zawiesiło go na amen. Cały proces myślowy miał wypisany na twarzy i na szczęście stał plecami do reszty towarzystwa, bo nie wyglądało to dobrze.
Zupełnie jakby powoli docierało do niego co właśnie powiedział, po czym umysł mu się buntował, krzyczał:
– Chyba cię zaćmiło. Stop! – Po czym robił reset i wracał do etapu, gdy powoli do niego docierało co przed chwilą wyszło z jego ust. Sytuacji nie ułatwiałam mu ja, gdzie całe moje ciało krzyczało:
– Chlapnąłeś takie kretyństwo? To teraz radź sobie sam!

Starałam się nie patrzeć na nikogo poza tym idiotą i w sumie na tym pomysły co mogę zrobić mi się skończyły.
Tu się nie dawało powiedzieć nic. Sytuacja beznadzieja i podsumować można było to tylko w jeden sposób:
– Właśnie osiągnęłam dno.

Na moją mamusię zawsze można było liczyć i tym razem również stanęła na wysokości zadania:
– Piotrusiu! Kochany! Ależ jak mogliście to w tajemnicy trzymać! – Chryste Panie! Jej marzenie właśnie się spełniło i będzie mogła od córeczki odpiąć łatkę “stara panna”.

Piotruś odetchnął głębiej i po wyrazie twarzy widziałam, że coś mu się w głowie wykluło. Co za ulga, wpadł na pomysł, jak się z tego bagna wyplątać.
Za szybko jednak ucieszyłam się, że coś się z tym da zrobić.
Było jednak gorzej, bo okazało się, że wcześniejszy wniosek iż stoję twardo na dnie był również trochę zbyt pochopny.

Bowiem Piotr, ten twardo stąpający po ziemi i rozsądny mężczyzna, oburzony moimi dyplomatycznymi zabiegami, cały czas patrząc na mnie otworzył usta i powiedział:

– Bo ja się jeszcze nie oświadczyłem.

Nie  zareagowałam, bo nie do końca miałam jak; dopadli do nas wszyscy. Możliwe, że bez Krzysztofa, ale to już nie miało znaczenia, gdy się jest szarpanym przez każdego z członków rodziny. Chyba chcieli nas uściskać, ale to nie do końca dobrze im wyszło.
Każdy usiłował też coś powiedzieć, ale ponieważ robiło to kilka osób jednocześnie to każdy chciał być tym, którego się słyszy i w efekcie zaczęli krzyczeć.
W to wszystko wdarł się ryk mojego ojca, któremu najwidoczniej zrobiło się nas żal, albo miał już dosyć tych krzyków i chciał w końcu skończyć śniadanie.
I szczerze mówiąc nie odważyłabym się założyć, która z tych opcji jest tą właściwą.

Nieszczęścia nie chodzą parami. One się wszystkie umawiają i zjawiają się na imprezie wszystkie w tym samym czasie.
– To się oświadcz. – Głos Julci może był i cichy, ale uzyskała coś czego nie udało się ojcu. Zapadła cisza.

To są te chwile, kiedy z radością wita się wszystkie możliwe katastrofy.
Wybuch gazu może nie, ale przynajmniej samochód wjeżdżający przez płot na posesję. W końcu podobno jeździ tyle pijanych kierowców w czasie świąt, to gdzie do cholery oni teraz są?!

Piotr chyba odzyskał sprawność umysłu, bo powiedział w końcu coś rozsądnego, co mogło odwlec wyrok:
– Nie wziąłem pierścionka. – To było genialne i jakże proste. Nie ma pierścionka, nie ma oświadczyn. Spieszył się, wyjazd był nagły, w końcu miał zostać w Warszawie, nieprawdaż?
Wyrok został odwleczony, a Ania wydobywa się na powierzchnię.

Prawda jest taka, że wystarczyłoby względnie cało się stąd wydostać, bo potem mogło się zdarzyć wszystko, począwszy od wykreślenia z życiorysu niedoszłego narzeczonego.
Już nie mogłam go niestety uśmiercić, ale zawsze była szansa że się strasznie pokłóciliśmy i tym samym związek przeszedłby do przeszłości.
Ale teraz liczyło się jedno – skończyć ten cyrk przy względnie małych szkodach własnych.
Wymówka Piotra była piękna, ale nie uwzględnił jednej rzeczy. Ogromnego parcia mojej matki, by w końcu zmienić mój stan cywilny.
– Chwileczkę. – Na razie nikt na to nie zareagował, bo równie dobrze mogła się wzruszyć i potrzebowała chusteczek.
Towarzystwo trochę się ruszyło i powoli zaczęło wracać do stołu. Co prawda wiedziałam, że temat będzie wałkowany, ale ostrze gilotyny ewidentnie wróciło na swoje miejsce. A było tak blisko. Teraz tylko zależało zadbać, by nikt jej nie uruchomił.

Złapałam mocno Piotra za dłoń, zatrzymując go w miejscu.
– Czekaj. – Syknęłam. Mogliśmy już nie mieć okazji, by zamienić kilka słów bez przynajmniej kilku par uszu łowiących każde słowo.

Nikt nas nie poganiał. W końcu nie na co dzień przychodzi dziewczynie dowiadywać się, że miała przejść na wyższy status w związku,
Staliśmy tuż przy sobie, Piotr z pochyloną głową, moje usta blisko jego twarzy, dłonie trzymające go mocno za ramiona.
Postronny obserwator widział zakochaną parę, której świat ogranicza się tylko do nich samych. Może szepczą sobie coś, co jest przeznaczone tylko dla nich?
Nikt nam nie przeszkadzał.

I bardzo dobrze.

Mając w nosie czy przypadkiem to go nie boli, trzymałam mocno tego kretyna, by w kolejnym przypływie zaćmienia nie odszedł za wcześnie. Nie było już miejsca na improwizację i bezwzględnie musieliśmy ustalić co dalej.
Ale nie byłabym sobą, gdybym nie wytknęła jednej rzeczy:
– Co ci do cholery odbiło?! – Wyszeptałam, a Piotr pochylił się jeszcze bardziej, by móc mi odpowiedzieć.
– Nie mam pojęcia. Nie każ mi wyjaśniać. Nie rozumiem co się stało. – Rzeczywiście wyglądał na mocno spłoszonego i zmieszanego. Może udzieliła mu się moja panika, albo jego logiczny umysł poległ w zestawieniu z  moją rodzinką? Cokolwiek to było, czasu się nie cofnie,  ale teraz należało zadbać o to, by straty nie były większe.
– Musiałem jakoś zareagować. Potrzebowałaś pomocy. – Już miałam dodać, że sama bym sobie poradziła, a za taką pomoc to serdecznie dziękuję, ale wtedy wróciło do mnie to co się wtedy działo. Przestraszyłam się. Tym, jak ktokolwiek w taki sposób mógł naruszyć moją strefę, ale również jak mnie to wtedy sparaliżowało. I, że tylko Piotr tak zareagował.
– Dziękuję. – Szepnęłam i gdy odpowiedział mi ciepły uśmiech, poczułam ogarniające mnie ciepło. I spokój.
– Będzie dobrze. Pouśmiechamy się, wytrzymamy do obiadu i będziemy wracać do domu. – Wiem co miał na myśli, ale poczułam się dziwnie. Zupełnie, jakbyśmy po wizycie u rodziców, mieli powrócić do własnego gniazdka. Tylko, że niczego takiego nie było. To po pierwsze. A po drugie należało modlić się, by cała ta impreza skończyła się bez większych komplikacji, bo jak na razie każde kolejne zdarzenie odbijało mi się tylko większą czkawką.
Poza tym nadal był jeden problem, którego nie wiedziałam jak rozwiązać:
– Przyjechaliśmy dwoma samochodami. Jak po tym tekście zostawisz mnie w tej jaskini lwa, to rozszarpią mnie na strzępy. – Oboje wiedzieliśmy co mam na myśli. Facet jeszcze by uszedł, ale ten numer z tekstem o oświadczynach kwalifikował się na grubszy kaliber.
Piotra nie dość, że odblokowało to umysł, chyba w ramach rekompensaty za wcześniejsze faux pas, wspiął się na wyżyny możliwości:
– Wzniesiemy toast, ja się napiję, a potem będę miał telefon, że muszę wracać. Nie będę mogł prowadzić, pojedziesz ze mną, a potem się jakoś ogarnie drugi samochód.

Po czym dodał coś, co rozwiało mój niepokój do końca.
– Musimy oboje się stąd jak najszybciej ewakuować.

Uśmiechnęłam się, bo po raz pierwszy od dawna poczułam ogromną ulgę i w końcu wyszło słońce.
– Dziękuję. – Wyszeptałam, ale wtedy coś się stało.
Wcześniej strach mnie blokował. Dosłownie. Byłam tak zestresowana, że tym samym stałam się odporna na większość bodźców.
Gdy strach odpuścił, to czego wcześniej nie zauważałam, dotarło do mnie jednocześnie.
Pod palcami czułam napięte ramiona mężczyzny.
Stał bardzo blisko, za blisko.
Pochylając się, dodatkowo zmniejszył i tak niewielki dystans. Oddychałam nim.
Jego zapach, usta prawie muskające moje ucho.
I to wszechogarniające mnie ciepło.
– Ja … – Nie mam pojęcia co chciałam powiedzieć, ale to nie miało znaczenia.

Bowiem, gdy wydawało się, że panujemy nad sytuacją, zjawiła się moja matka i zwolniła ostrze gilotyny, mówiąc:
– Widziałam, że to mam. Pierścionek babci. Możesz się oświadczać.

Zwalił mi się na głowę cały świat.
Uratowała mnie dyskusja, która się błyskawicznie rozpętała.
Na szczęście batalia o to, czy wypada dać pierścionek, gdy Piotr już dla mnie ma swój własny trochę potrwała, a to nam dało czas.
A raczej mnie, bo Piotr po chwilowej niedyspozycji, konsekwentnie trzymał formę.
– Nie panikuj. – Poczułam dreszcz przebiegający po karku, gdy jego oddech musnął moją skórę. – Zrobimy to, zgódź się. Potem toast i mamy imprezę z głowy. A w drodze do Warszawy zastanowimy się jak się zabić. – Parsknęłam i chyba tego właśnie mi było trzeba.
Trochę ten rollercoaster mnie już wykańczał i mi siadała psychika.
Boże, jakie to proste. Mówię tak, a potem się rozstaniemy i po problemie.

Poczułam co prawda lekkie wyrzuty sumienia na myśl o babci, ale z drugiej strony była na tym świecie tyle czasu, że nie powinna się zdziwić iż ludzie, którzy sprawiają wrażenie jakby świata poza sobą nie widzieli, tak naprawdę do siebie nie pasują i się rozstają.

To była gra, udawaliśmy, ale mimo to poczułam się dziwnie gdy Piotr odebrał od mojej mamy pierścionek.
Gdy ukląkł i zadał to sztampowe pytanie świat się zatrzymał.
Wiedziałam, że to tylko przedstawienie, ale mimo wszystko poczułam się dziwnie.
Byłam przekonana, że gdy się zgodzę to po prostu założy mi pierścionek na palec i będziemy mieli problem z głowy, ale okazało się, że nie.
Pochylił się i jego usta musnęły moje wargi.
Chociaż może chciał mnie pocałować w policzek, a to ja odwróciłam w złym momencie głowę?
Tylko, że skoro chciał musnąć, to dlaczego się nie cofnął?
I dlaczego ja się nie cofam?
Dylemat przerwał radosny chichot.

– Ale fajnie! – Julcia nie miała problemu z wyrażaniem i nazywaniem emocji. Myliłam się jednak myśląc, że to co powiedziała odnosi się do pocałunku.
Chociaż w sumie odnosiło, ale w trochę pokręcony sposób.
Nastolatki żyją internetem i w internecie, a młoda nie była wyjątkiem.
Obserwowała, reagowała i komentowała; jednym słowem była bardzo aktywna. Tym razem to ona znalazła się w centrum uwagi dając relację na żywo.
Z oświadczyn.
I sądząc z jej zachowania, zebrał nadzwyczaj dużą ilość reakcji.
Zmroziło mnie i już miałam się rzucić do niej, by odebrać jej komórkę i usunąć to cholerstwo zanim zdąży narobić większych szkód, gdy zadzwonił telefon.

Piotra.

** ** ** ** ** ** ** **

Święta z piekła rodem – część V
Święta z piekła rodem – część VII (premiera wkrótce)

10 polubień
1315 Views

Poczytaj więcej

24 komentarze

  • PerlaMaj 25, 2020 at 7:03 am

    Suuuper historia! Nie mogę się doczekać dalszych losów tych dwojga 😉

    Odpowiedz
  • PannaAnnaMaj 25, 2020 at 7:45 am

    Już wiem że to kolejna moja ulubiona historia ☺️

    Odpowiedz
  • DariaMaj 25, 2020 at 7:47 am

    Bardzo się cieszę z nowego kawałka tego tekstu🤩 i nie mogę się doczekać następnych ❤️

    Odpowiedz
  • AgaMaj 25, 2020 at 8:42 am

    Świetnie się rozkręca czekam na następną część niecierpliwie

    Odpowiedz
    • Anna ValettaMaj 25, 2020 at 7:43 pm

      Chciałam napisać, że pewnie jeszcze w maju będzie, ale właśnie się zorientowałam jaką datę mamy.
      Za szybko ten czas biegnie – a przed nami jeszcze Zła decyzja, Bez przebaczenia bo i mój Azyl 🙂

      Odpowiedz
  • MartynaMaj 25, 2020 at 9:55 am

    Lubie to. Każda część serwuje duża dawkę humoru. Przez cały tekst buzia mi się uśmiecha 😂

    Odpowiedz
    • Anna ValettaMaj 25, 2020 at 7:44 pm

      Czytając można się uśmiać, ale możesz mi wierzyć, że bycie w takiej sytuacji nie jest wesołe 😀

      Odpowiedz
  • BeaMaj 25, 2020 at 9:59 am

    Ale akcja!!!

    Odpowiedz
  • SylvieMaj 25, 2020 at 10:17 am

    Bardzo się cieszę, że wrócił Piotruś 😉 szkoda, że tak szybko skończyłaś, bo przez cały czas zastanawiałam się, co on powie swoim rodzicom…hehehe

    Odpowiedz
    • Anna ValettaMaj 25, 2020 at 7:45 pm

      Piotruś … o pardon. Piotr jest dobry 🙂
      Też chciałam dać więcej, ale zdaje się że już była trzecia w nocy i padłam 🙂

      Odpowiedz
  • BeaniaMaj 25, 2020 at 12:23 pm

    Super!!! czekam na ciąg dalszy 🙂

    Odpowiedz
  • JolaMaj 25, 2020 at 4:47 pm

    Super,ale emocje😄zaczyna się robić ciekawie😄no to teraz Piotruś będzie musiał się tłumaczyć rodzicom…😉😉Już się nie mogę doczekać dalszych części…

    Odpowiedz
    • AgataMaj 25, 2020 at 9:41 pm

      Piotruś da radę … może za wiele tych tłumaczen nie będzie mieć!!! P

      Odpowiedz
      • Anna ValettaMaj 26, 2020 at 3:09 am

        Na rzeczywistość zawsze można liczyć 😀
        Śmiem twierdzić, że będzie wesoło 😛

        Odpowiedz
  • MagdaMaj 25, 2020 at 8:30 pm

    Super. Nie mogę doczekać się następnego rozdziału. Ciekawie się robi. 😊

    Odpowiedz
  • AgataMaj 25, 2020 at 9:39 pm

    Pani Aniu, mam me
    Ęża , dwojke cudownych dzieci i 40 lat!!! W sumie juz powinnam byc poważna i czytać poradniki jak utrzymać paprotki przy życiu!!! Tymczasem jak pochłanuam wszystkie teksty z taką radością , marząc o tym co mogłam przeżyć a czego nie przeżyłam, zastanawiając się czy mając znow 20 lat można było zaznac trochę więcej motyli w brzuchu… ogromna radość sprawia mi to co Pani tworzy😀 teraz kolej na Diabła i potem znowu coś i tak można żyć!!! Mieć zdrowe dzieci, dobrego męża i Panią!!! ❤

    Odpowiedz
    • Anna ValettaMaj 26, 2020 at 3:11 am

      Pani Agato,
      bardzo dziękuję. Ma Pani wspaniałą rodzinę i bardzo dziękuję, że cieszy się też Pani z takiego narwańca jak ja.
      Nasze życie jest cudowne, ale czasem nie zaszkodzi pobujać w obłokach, albo … bujanie w obłokach opisać ku uciesze swojej i innych.
      Dziękuję i ciesze się, że jest Pani moją czytelniczką! Zdrowia i uśmiechu na twarzy każdego dnia życzę.
      Pozdrawiam serdecznie

      Odpowiedz

Zostaw komentarz

Please enter your name. Please enter an valid email address. Please enter message.