Srebrna toyota mknęła na północ, nie przekraczając dozwolonej prędkości. Prowadził spokojnie nie tylko dlatego, by jeszcze bardziej uwiarygodnić swoje przebranie. Ostatnią rzeczą na jaką miał ochotę byłoby zatrzymanie na tym pustkowiu przez jakikolwiek patrol – i to z tak błahego powodu, jak kilka mil na liczniku więcej niż pozwalały na to przepisy. Spokój i opanowanie wynikały jeszcze z czegoś innego – z każdą minutą znajdował się coraz bliżej celu, bliżej niej.

Droga do Wyoming była jedynym słabym punktem w jego planie. Z drugiej strony, było to najlepsze z możliwych rozwiązań, bo każdy kto go znał wykluczyłby je jako pierwsze – o ile w ogóle brałby je pod uwagę. Poza tym Webster miał teraz co innego do roboty, w sumie to nawet kilka rzeczy, a Rodrigo? Uśmiechnął się na samą myśl o piekle jakie zgotowali temu bękartowi. To nie był kryzys, ale pożar w burdelu. Waliło mu się wszystko i ostatnia rzecz o jakiej teraz myślał, to polowanie na ducha. Bo nadal dla prawie wszystkich był duchem.
Logika nakazywała założyć, że jest bezpieczny, ale życie wielokrotnie udowodniło mu, że nie ma czegoś takiego jak ‘logika’.


Dlatego całkowicie skupił się na drodze.

Bacznie obserwował spotykane na stacjach benzynowych, mijane, ale też wyprzedzające go samochody i siedzących w nich ludzi. Zasada “spodziewaj się niespodziewanego” obowiązywała zawsze i wszędzie. Teraz interesowało go tylko nietypowe zachowanie innych kierowców, samochody które pojawiały się ponownie w polu widzenia mimo, iż nie miały prawa, jakikolwiek drobiazg, który mógł sugerować, że ktoś go śledzi, albo zwrócił na niego uwagę. Nic takiego się jednak nie zdarzyło.

W końcu ujrzał tablicę informującą, że na najbliższym skrzyżowaniu 90-ta międzystanowa przetnie się z 14-tą wschodnią. Był prawie na miejscu.

Nie skręcił jednak w lewo, ale ignorując drogowskaz kierujący go na lotnisko, dalej kontynuował jazdę międzystanową. Nie musiał nic sprawdzać, bo jeszcze przed wyjazdem przestudiował dokładnie nie tylko całą trasę, ale i okolice miejsca, do którego za chwilę miał dotrzeć. Gdyby jednak czekał na niego ktoś kto nie powinien, to mogło nie być czasu na znalezienie alternatywnej drogi na mapie, a żadnych urządzeń z lokalizacją przy sobie nie miał. Im mniej możliwych opcji, by go namierzyć, tym lepiej.

Minął Sheridan i po przejechaniu jeszcze kilku mil, przedostał się na przeciwległy pas i wjechał w boczną drogę. Po dłuższej chwili zobaczył znajdujące się w oddali zabudowania. To tam miał dotrzeć.
Skręcił w gruntową drogę prowadzącą na farmę i zatrzymał wóz przy pozornie opustoszałych budynkach. Ledwo zahamował, gdy wokół wozu zmaterializowało się kilku uzbrojonych ludzi i jednocześnie powitał go donośny śmiech Ramona:
– Nie wierzę. – Doskonale wiedział, co wywołało taką reakcję wspólnika. Sięgnął dłonią do kołnierzyka i odpiął koloratkę. Też w to nie wierzył, gdy pierwszy raz spojrzał w lusterko. Zostawił kluczyki w stacyjce, by można było przestawić samochód w mniej widoczne miejsce i podszedł do wspólnika.
– Cholernie dobrze widzieć cię znowu. – Ramon spoważniał, a mocny uścisk dłoni na ramieniu tylko podkreślił wagę jego słów. Zobaczyli się po raz pierwszy od bardzo dawna. Dla nich obu to było ciężkich kilkanaście miesięcy, a trudny okres jeszcze się nie skończył.

Skinął na powitanie, ale w tej chwili interesowała go tylko jedna rzecz. Ramon wiedział co i od razu dodał:

– Niedługo przyjadą. Były drobne komplikacje, ale mamy ją.

Raoul nie wszedł za nim od razu do domu, tylko zatrzymał się na chwilę w progu i rozejrzał po okolicy. Ktokolwiek go obserwował mógł pomyśleć, że robi to by przyjrzeć się otoczeniu, ale prawda była inna.

Usunął Annę ze swojego życia, kiedy ponad rok temu podjął decyzję, że ich ścieżki się rozchodzą. Dosłownie. Nie myślał o niej i nie wracał do wspólnych chwil. Ta kobieta przestała dla niego istnieć.

I wszystko działało – tylko, że kilka dni temu pojawiła się z gwałtownie powrotem w jego życiu, rozwalając z hukiem ustalony porządek. Podjął taką a nie inną decyzję co do jej losu, ale nadal nie odpowiedział sobie na pytanie „dlaczego”.

A teraz stało się coś co mu się bardzo nie spodobało. Gdy Ramon powiedział mu, że jest bezpieczna i, że ją wkrótce ujrzy, to odebrało mu oddech i poczuł coś czego się nie spodziewał. Obezwładniającą ulgę i wręcz fizyczną niemoc.


Wystarczyło kilka minut, by ta chwilowa słabość szybko została stłumiona.

Wrócił prawdziwy Raoul.

Wszedł do domu i zamykając za sobą drzwi powiedział:

– Najpierw chcę zobaczyć to co masz.

To nie była prośba a rozkaz. Ramon nie był samobójcą i bez słowa protestu położył na stole aparat i sporej grubości teczkę. W środku były kserokopie aktu własności domu, wniosków złożonych przez Annę – w tym pozwolenie na posiadanie broni. I kilka artykułów z lokalnych gazet dotyczące ostatnich wydarzeń – w tym obszerna relacja ze średniej jakości zdjęciami na temat tegorocznego balu. Dopiero gdy sprawdził jej całą zawartość, sięgnął po aparat fotograficzny i zaczął przeglądać zdjęcia zapisane na karcie pamięci.

Było ich całkiem sporo, ale zabronił dokonywać selekcji. Coś co dla innych mogło być nieistotnym szczegółem, często faktycznie okazywało się ważną wskazówką.

Ktokolwiek je robił, odwalił kawał dobrej roboty. Tyle ujęć i to w tak różnych sytuacjach. Niektóre były wykonane z większej odległości, ale w kilku przypadkach fotograf musiał być całkiem blisko.


Anna. W domu i poza nim. Praktycznie się nie zmieniła.

Oparł się pokusie, by zatrzymać się na dłużej przy jednym ze zdjęć, na którym siedziała z zamkniętymi oczami w samochodzie i sprawdzał dalej.

Blondyn, którego widział wcześniej na zdjęciach w gazecie, a który tu zbyt wiele razy był na jednym zdjęciu z jego żoną. To jego wylicytowała. On nie był groźny. Próbował sprawiać takie wrażenie, ale był zbyt gładki. Bogaty fircyk grający pierwsze skrzypce, ale znał takich. Wystarczyłyby jakiekolwiek poważniejsze komplikacje by zwiewał, gdzie pieprz rośnie. A co jak co, ale jego małżonka była jedną wielką komplikacją. Mimo, iż wokół niego było tyle zamieszania to wiedział, że na tego mężczyznę nie musi zbytnio uważać.

Inaczej było z tym drugim.

Na kolejnej fotografii zobaczył policjanta, ale nie zapytał Ramona kim on jest – nie musiał. Stróż prawa, który za bardzo wcinał nos w życie mieszkańców i na którego celowniku ostatnio znalazła się jego małżonka.

Wysoki i potężny brodacz, wyglądał bardziej na żołnierza niż glinę. Dużo zdjęć nie tylko w mundurze, ale i po cywilnemu.

Przeglądał kolejne fotografie.

Ogromny i pusty dom. Najprawdopodobniej jej.

Anna wychodząca ze sklepu.

Znowu ten sam dom, ale z Mallroyem widocznym w oknie.

Anna w samochodzie.

Coś było jednak nie tak. Niby patrzył na zdjęcia na których była jego żona, ale czuł jakby to był ktoś obcy. Wyglądała tak jak ona, ale coś się zmieniło. Dopiero po przejrzeniu kilkunastu fotografii, zrozumiał co. Miał wrażenie, że patrzy na inną kobietę, bo na prawie żadnym zdjęciu się nie śmiała. Była poważna, zamyślona, smutna. Owszem – reagowała. Widać było całą gamę emocji, wśród których brakowało tylko kilku. I to nie tylko radości czy uśmiechu, ale również gniewu czy zdenerwowania. Czegokolwiek co pokazywałoby, że jej zależy na czymkolwiek czy kimkolwiek – ze sobą włącznie.

Jego żona żyła, ale widać było, że ma na to coraz mniejszą ochotę.

A potem zobaczył kolejną fotografię i nim wstrząsnęło.

Zrobiono ją z większej odległości je w czasie tego felernego balu, ale to nie miało znaczenia. Bo wśród wielu osób tak naprawdę liczył się na niej tylko jeden człowiek, intensywnie wpatrujący się w coś poza kadrem.

Twarz policjanta była doskonale widoczna i wyrażała pewnie wszystko to, czego ten nie chciał nikomu pokazać. Wściekłość i prawie niemożliwą do opanowania furię.

Nie miał wątpliwości na kogo Mallroy patrzył. Tylko Anna potrafiła doprowadzić do tak szewskiej pasji, że zapominało się o wszystkim i wpadało w niemożliwy do okiełznania szał. Nienawiść i pragnienie by zniszczyć mur, którym się otoczyła. Ten jej głupi opór. Zmusić by się poddała, zapragnęła i zobaczyć w jej oczach głód i pożądanie tak silne, że można było za niego zapłacić najwyższą cenę.

Patrząc na Mallroya zobaczył siebie.




** ** ** ** ** ** ** **
Bez przebaczenia – część VI
Bez przebaczenia – część VIII

10 polubień
1978 Views

Poczytaj więcej

16 komentarzy

  • Anika4 lutego, 2021 at 1:23 pm

    Jest w końcu drgnęło… Mam nadzieję, że teraz już potrząśniesz nami, jak na Ciebie przystało.
    Zbliża się dzień sądu tylko nie wiem dla kogo… Anny , Raula czy Szeryfa…. Najsłabiej widzę Szeryfa, bo tylko Diabeł wie co mu zrobi za samo pożądanie JEGO Anny….
    Aniu tylko nie zanim się znowu na miesiące…. 😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘

    Odpowiedz
    • Anna Valetta15 lutego, 2021 at 12:27 pm

      Postaram się nie zniknąć, ale rzeczywiście początek roku był ciężki.
      Każdy ze wspomnianej trójki jest ciężkim przypadkiem i może ostro namieszać. Dobrali się strasznie, a – jak pamiętasz z Montany – szeryf też nie jest potulnym barankiem.
      Nie mam zamiaru ich hamować – niech robią swoje, a ja to po prostu opiszę 🙂

      Odpowiedz
  • Asia4 lutego, 2021 at 2:06 pm

    Nareszcie, bo już usychałam z tęsknoty 😉

    Odpowiedz
  • Lalca4 lutego, 2021 at 5:16 pm

    To będzie spotkanie ….Chyba na żadne inne nie czekałam tak długo ( nawet w realu) . Przebranie za księdza ❓❓.👹 Arogancja tego faceta nie ma granic ❗
    Ale czekam z niecierpliwością bo zakończenie Montany to moja ulubiona część. Mam już swój ciąg dalszy. Zobaczymy czy będzie spójny z Twoim. Raul jest zakochany !!! To, że tego nie okaże , nie ma żadnego znaczenia.

    Odpowiedz
    • Anna Valetta15 lutego, 2021 at 12:44 pm

      Chwilę mi zajęło pomyślenie co mogłoby być jego alibi – to była ponad 6-godzinna jazda samochodem. Musiał mieć przygotowaną jakąś historię, gdyby jednak ktoś go zatrzymał (czyt. policja) i się zapytał gdzie jedzie. I musiał też trochę zmodyfikować swój wygląd.
      Drobne szczegóły naprawdę sprawiają, że przestajemy widzieć rzeczy takimi jakie są naprawdę. A potem mnie olśniło.
      Znamy go jako nieliczącego się z niczym.

      Poza tym można się nieźle pobawić z symboliką. Znowu mamy Raoula w czerni – też jego ubranie miało tylko taką kolorystykę, gdy zobaczył Annę po raz pierwszy. I tak samo wtedy ją porwał.

      A koloratka? Można by powiedzieć, że bluźnierstwo. W jego wykonaniu tak. Nie ma respektu i nie szanuje niczego i nikogo. Tylko czy na pewno?

      Uwielbiam takie drobiazgi, które po odkryciu nabierają całkiem nowego znaczenia

      Odpowiedz
  • Jola4 lutego, 2021 at 6:37 pm

    Super ,że w końcu udało Ci się wrzucić rozdział😍😍😍No i zobaczymy co Raul zrobi ,oj będzie będzie się działo….😘😘😘 już się nie mogę doczekać kolejnego rozdziału😂😂😂😂

    Odpowiedz
  • Bea4 lutego, 2021 at 9:33 pm

    Ale niespodzianka!!! Nawet nie wiesz jak mi tego brakowalo 😍

    Odpowiedz
  • Monika6 lutego, 2021 at 2:59 pm

    czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy… Już nie mogę się doczekać, aby dowiedzieć się, czy Anna wróci do Raula. On jest jej pisany. I choć polubiłam Szeryfa, to jednak tylko Diabeł jest w stanie okiełznać tę Babę 😉

    Odpowiedz
    • Anna Valetta15 lutego, 2021 at 12:48 pm

      Odpowiem strasznie: dopóki książka nie pójdzie do druku to nie jestem w stanie potwierdzić jak ta historia się potoczy.
      Co prawda niby po opublikowaniu na skrywanychpragnieniach wiadomo co się dzieje, ale przypominam, że jest to tylko draft.
      Ta trójka jest straszna. Kompletnie nieprzewidywalna w zachowaniu i wyborach.

      Odpowiedz
  • Filipa12 lutego, 2021 at 3:12 am

    Nareszcie! Przecież ja już wątek straciłam jak i nadzieję na dalszy ciąg! Ilez mozna nas tak trzymac w oczekiwaniu na rozwój sytuacji?
    Ja trzymam za szeryfem! ! !
    Kiedy ciąg dalszy?? Pozdrawiam

    Odpowiedz
    • Anna Valetta15 lutego, 2021 at 12:49 pm

      Przepraszam 🙁 Z różnych względów nie mogłam nic dodać.

      Odpowiedz
  • PAT13 lutego, 2021 at 4:34 pm

    Oj, ktoś tu dostanie po dupie i z pewnością nie będzie to Szeryf 😎 Raoul chyba właśnie sobie uświadamia z kim mu przyjdzie się zmierzyć 😂 Good luck mate!

    Odpowiedz
    • Anna Valetta15 lutego, 2021 at 12:51 pm

      O tak – ktoś dostanie po czterech literach!
      Najlepsze, że nie wiadomo kto. Sama nie mam zielonego pojęcia 🙂

      Odpowiedz

Zostaw komentarz

Please enter your name. Please enter an valid email address. Please enter message.