Powtórzyłam sobie w myślach:
– Spokojnie. Oddychaj. To twój urlop. Masz wypocząć. Masz się zrelaksować. I nie pakuj się więcej w żadne komplikacje.

Z mocnym postanowieniem, że posłucham przynajmniej tego ostatniego, ruszyłam w kierunku wyjścia i po chwili wspinałam się do mojej powietrznej taksówki.
Pierwsze koty za płoty.
Swoim zwyczajem zawsze musiałam coś namieszać.
Jak dotychczas ten lot pobił wszelkie rekordy, jeśli chodzi o durne zbiegi okoliczności i dziwne sytuacje. Jeśli schemat miał się powtórzyć czekał mnie nudny i przewidywalny urlop.
Oby!

Rzut oka na samolot i mina trochę mi zrzedła.
Kłębowisko ludzi przy okienkach nie wróżyło nic dobrego. Miałam tylko nadzieję, że jeśli robili zdjęcia to helikopterom i jeśli już złapali mnie w kadr to przynajmniej nie wyszłam za wyraźnie.

Po chwili miałam jednak inne zmartwienia na głowie.
Samolot, helikopter – mój błędnik nie lubił i jednego i drugiego.
Aviomarin przestawał działać – w sumie już nie działał.
A ten przelot trwał i trwał.

Usiłując powstrzymać reakcję organizmu na lot w chybotliwym małym czymś, kompletnie nie zwracałam uwagi na otoczenie. Chciałam jak najszybciej znaleźć się na w miarę stabilnym gruncie, a gdy już to osiągnęłam kolejnym celem było pozostanie.

 

Nie wiem czy sama obecność rodziny królewskiej czy jednak to moje zachowanie w samolocie przyczyniło się do innego przebiegu zdarzeń.

Komitet powitalny na dachu hotelu był trochę za liczny jak na zwykłą obsługę na lądowisku.
I w dość nietypowym składzie.
Złe przeczucie, że coś jest nie tak, nie pozostało niestety tylko przeczuciem.

Gnący się w dziwnych ukłonach oficjel, zupełnie niewyglądający na pracownika Burj Al Arab, postawił mnie przed faktem dokonanym.
Po przeprosinach związanych z wszelkimi niedogodnościami i obostrzeniami spowodowanymi pobytem w hotelu rodziny królewskiej, zostałam poinformowana o spotykającym mnie wyróżnieniu.
– Dla pani wygody proponujemy obecność asystentki. – Nie zareagowałam. Nie miało to najmniejszego sensu. Jakie proponujemy?! W tonie mężczyzny nie dawało się wyczuć żadnej sugestii czy propozycji. To był nakaz. – Pomoże pani ze wszystkimi formalnościami, jak również będzie służyła wszelką pomocą i poradą w czasie pani całego pobytu.

Pomoc i porada? Bzdura.
Mam najzwyczajniej w świecie na karku szpicla, który będzie pilnował każdego mojego kroku. Nie miałam już wątpliwości, że sama jestem sobie winna.
Widocznie cyrk odstawiony przeze mnie w samolocie został uznany za drobny pokaz moich możliwości. I woleli już dmuchać na zimne.

Westchnęłam z rezygnacją.
Cóż, ja i mój niewyparzony język nie szły chyba do końca w parze z kulturą Bliskiego Wschodu.

Może i bym zrobiła coś głupiego, ale miałam jeszcze w głowie świeżo poczynione postanowienie by nie pakować się w żadne komplikacje.
W dodatku mój osobisty szpieg okazał się przestraszoną, młodą dziewczyną i było mi jej trochę żal.
Dziwne zadanie w końcu dostała.
Pomijam to, że nadal mnie mdliło.

To wszystko spowodowało, że bez zbędnych protestów czy pytań podążyłam za moją przewodniczką do swoich pokoi.

Alima może i wyglądała na młodą, ale zarządziła wszystkim bezbłędnie.
Logistyka, bagaże – po chwili wszystko ze mną włącznie znalazło się w czymś, w czym miałam spać przez najbliższe dwa tygodnie.

Była trochę nieprzytomna, ale to, co zobaczyłam wstrząsnęło mną na tyle, że zostałam ustawiona do pionu.
Zdawałam sobie sprawę, że apartament jest spory, ale informacja podana w biurze podróży, że jest on w bardzo promocyjnej cenie, jest bardzo duży i, że będę miała ładny widok mi wystarczyła.
Zresztą, w jakiej promocyjnej?
Za standardową cenę dwóch nocy miałam zapewniony dwutygodniowy pobyt z przelotem pierwsza klasą i transferem na miejscy. To była okazja zdarzająca się raz na stulecie.
W dodatku na tyle duża, że nie sprawdziłam nic więcej i jak się okazało to był równie duży błąd.

Osobny pokój z barkiem, baldachimy w sypialniach, osobna jadalnia i pokój kąpielowy z kolumnami i z widokiem na ocean.
Usiadłam w tym ostatnim na szezlongu i patrząc na wybrzeże i wodę zaczęłam się zastanawiać, jakim cudem wpakowałam się w coś takiego.
I dlaczego jeszcze tu jestem?
Na ich miejscu, po takiej akcji w samolocie wyrzuciłabym siebie nie tyle z hotelu, co nawet nie wpuściłabym do Dubaju.

Alima, mając tym samym wolną rękę zajęła się wszystkimi bagażami i przerwała moje dziwne kontemplacje dopiero, gdy wszystkie rzeczy znalazły się w garderobie.
Podała mi teczkę – najprawdopodobniej z jakiś powitalny pakiet informacyjny i zapytała.
– Czy życzy sobie pani dzisiaj gdzieś wyjechać? – O rany boskie. Czy ja sobie życzyłam? Zaczyna się. Wzięłam głęboki oddech i najspokojniej jak mogłam odpowiedziałam.
– Nie. Dzisiaj nie. – I zamilkłam. Nie wiedziałam kompletnie, co mogę dodać więcej.

Dzisiaj rzeczywiście wolałam już nie kusić losu, ale generalnie to chciałam pozwiedzać.
I pojeździć na wielbłądzie.
I wyskoczyć na pustynię. Marzył mi się zwłaszcza surfing i jazda samochodem terenowym po piaskach.
Pomijam drobiazgi w postaci odwiedzenia autodromu czy parku wodnego.

Ale teraz był chyba zły moment by o tym wspomnieć.
A po takim wstępie zaczynałam wątpić czy uda mi się spokojnie zrealizować, chociaż połowę rzeczy z tej listy.
– W sumie wolałabym dzisiaj odpocząć. Posiłki też zamówię do apartamentu. – To ostatnie dodałam w jakimś przebłysku inteligencji i jak się okazało po reakcji mojej „asystentki”, słusznie.

– Oczywiście! To nawet dobrze się składa. Wypocznie pani po tak długim locie.  – O ile wcześniej była uprzejmo-miła, to teraz z jej głosu przebijał entuzjazm.
A potem dodała coś z siebie. I chyba więcej niż powinna.
–Dzisiaj niespodziewanie przyjechał Jego Wysokość. Książę bierze udział w wyścigach, ale ze względu na wypadek bierze też udział w dzisiejszej naradzie i musiał przylecieć … – na obliczu Alimy odmalowała się autentyczna zgroza – … rejsowym samolotem.

Cudem zachowałam kamienną twarz, ale powoli zaczynałam się czuć jak w innej czasoprzestrzeni.
Cóż to była za potwarz. Jego Wysokość podróżował z plebsem.

Wdech – wydech. Tylko spokojnie. To naprawdę jest inny świat.
Jeśli odezwałabym się teraz parsknęłabym śmiechem. I to by chyba zostało bardzo źle odebrane.

Dla wyciszenia zaczęłam przeglądać zawartość trzymanej w dłoniach teczki.
Wśród wszystkich rzeczy moją uwagę przykuła koperta.
Kremowa, bez żadnych adnotacji, za to z małym znaczkiem w górnym rogu i zalakowana.

I to ostatnie mnie zaciekawiło.

Złamałam pieczęć i ze środka wyciągnęłam dwie rzeczy.

Zaproszenie na wyścigi konne. To zrozumiałam – wszystko było w języku angielskim.

Problem miałam z drugą kartką, kremową i z takim samym znakiem w górnym rogu, który widniał na kopercie. I zapełnioną arabskimi znaczkami.

Cokolwiek to było, odręczne pismo zaintrygowało mnie na tyle, że musiałam dowiedzieć się, co to znaczy.
A pod ręką miałam kogoś, kto mógł mi pomóc w rozwikłaniu tej zagadki.
Problem był jednak w tym, że moja asystentka zauważalnie zbladła na widok nietypowego listu. Spodziewałabym się wszystkiego, tylko nie odmowy.
A to właśnie mnie spotkało.

– Nie mogę. To jest osobisty list od Jego Wysokości. – Jakby dla podkreślenia słów Alima wycofała się o kilka kroków. Zupełnie jakby chciała uniknąć sytuacji, gdy przez przypadek zdoła jednak przeczytać fragment tekstu.

Cholera. Teraz naprawdę nic nie narozrabiałam.
A miałam przeczucie, ze treść listu jest ściśle związana z zaproszeniem na wyścigi.
Tu już nawet nie chodziło o to, czy mam pójść tam jutro czy nie.
Cokolwiek zrobię bez jednoczesnej wiedzy co książę nabazgrał może być najpoważniejszym i przy złym zbiegu okoliczności ostatnim błędem w moim życiu.

Musiałam wspiąć się na wyżyny intelektu.W obecnej sytuacji, gdy czułam się jak w koszmarze sennym, bo jedno absurdalne wydarzenie goniło drugie, było to nie lada wyczynem.
– Alima. Jego Wysokość domyśla się, że nie znam języka arabskiego. Mimo to napisał i przekazał mi ten list. Jak myślisz jak zareaguje, gdy dowie się, że moja asystentka.. – Przesadziłam, ale nie miałam wyjścia – … odmawia pomocy w tłumaczeniu? Dla twojej wiadomości leciałam razem w jednym samolocie z księciem i najprawdopodobniej, dlatego dostałam tą kopertę

Nie dodałam nic więcej. Nie musiałam. Szara już na twarzy arabka przysunęła się bliżej i sięgnęła po kartkę.
Zawsze, ale to zawsze jestem karana, gdy zrobię coś złego. Musiałam przestraszyć biedną kobietę, ale natychmiast za to oberwałam. Jak wytłumaczenia otrzymania listu użyłam spotkania w samolocie – i wstrzeliłam się, tylko że nie tak jak o tym myślałam.

Alima spojrzała na list, potem z osłupieniem na mnie, z powrotem na kartkę, dla odmiany się zaczerwieniła i zaczęła karnie tłumaczyć.

– Nieznana niewiasto o glosie słońca i duszy wiedźmy. Zaletą kobiety i jej powołaniem jest pokora i posłuszeństwo wobec mężczyzny.

Zakrztusiłam się, ale moja asystentka gdy przełamała się raz, nie zamierzała już przerywać. Nie zważając na moje reakcje leciała dalej z tekstem.

– Nie wiem czy było zamiarem niebios czy piekieł, że nasze drogi się skrzyżowały. Jeśli niebios powinienem zostawić swój los w ich rękach. Jeśli piekieł muszę baczyć na każdy twój krok i gest. Twój głos jest zwodniczy i mamiący. A oblicze, jeśli mu jest równe sprawi, że przepadłem nawet jeśli niebiosa strzec mnie będą. Zapach kusi i odbiera zmysły.
– Kilka chwil, a moje serce zaczęło żyć własnym życiem jak nigdy wcześniej. Uwolnij mą duszę i nie pozwól, żebym świadomie dążył do zatracenia lub wyzwól mnie od klątwy i podaruj nowe życie.
Jeśli masz czyste serce pokonasz przeszkody. Jeśli dusza twa jest równa sercu, ujrzysz mnie takiego jakim jestem naprawdę.

Jęknęłam. Co to do cholery było?!

** ** ** ** ** ** ** **

Zła decyzja – część I
Zła decyzja – część III

53 polubień
7804 Views

Poczytaj więcej

55 komentarzy

  • Pandziorka7 marca, 2016 at 9:09 am

    iiiiijej szykuje się kolejne moje ulubione 😀 już nie mogę się doczekać, teraz podwójnie niecierpliwa 🙂

    Odpowiedz
  • Anna Valetta7 marca, 2016 at 9:38 am

    Z ciekawostek… opowiadanie powstało w 2013. Trochę się pewnie samo zmodyfikuje, ale jak zwykle okaże się to w trakcie :).

    Odpowiedz
  • kobietausteru7 marca, 2016 at 10:48 am

    Cudowne opowiadanie! Wciąga i nie wypuszcza. Kiedy kolejna część?

    Odpowiedz
    • Anna Valetta7 marca, 2016 at 5:56 pm

      Wkrótce.
      Najpierw wykończę “Pechową”… ale znając moje teksty “Zła decyzja” może mieć zupełnie inne zdanie na temat kolejności publikacji.

      Odpowiedz
  • aaa7 marca, 2016 at 12:08 pm

    Aaaaaa, kocham cie po prosru.Skoncz pechowa osemke i zacznij to opowiadanie ciagnac naprzemian z montana .

    Odpowiedz
    • Anna Valetta7 marca, 2016 at 5:55 pm

      A co z “Niezdrową fascynacją”?
      …a “Outlander”?
      .. . już nie wspomnę o “Córce Gubernatora”
      .. plus całe stado innych tekstów.

      😀

      Odpowiedz
      • anonimek7 marca, 2016 at 6:48 pm

        A gdzie “Pogromca Wampirzycy” !? ;D

        Odpowiedz
        • Anna Valetta7 marca, 2016 at 6:54 pm

          o jesuuuuu … szykuj kołek 😀

          PS> muszę wylądować znowu w nocy na tym cmentarzu (jak poczuję klimat poleci)

          Odpowiedz
  • kasia7 marca, 2016 at 10:04 pm

    Hmmm zaczyna się ciekawie tylko proszę Arabka z wielkiej litery podobnie jak Słowianka …

    Odpowiedz
    • Anna Valetta7 marca, 2016 at 10:27 pm

      Dziękuję za informację i punkt za czujność.

      … przyznaję się bez bicia, że tekst korekty na oczy nie widział i błąd – błędem jest poganiany. Chwała za to, że ortograficznych nie ma, ale literówki, ucięte lub nie skoordynowane ze sobą wyrazy .. tych u mnie dostatek 🙂

      Odpowiedz
  • kasia7 marca, 2016 at 11:11 pm

    generalnie opowiadanie fajne, jednak jeszcze fajniej by było abys skonczyla jedno a później zaczynala drugie, często przez takie latanie mam metlik w glowie, co podejrzewam ze nie tylko ja

    Odpowiedz
    • Anna Valetta8 marca, 2016 at 6:41 pm

      Generalnie: to świetnie.Dziękuję.

      Jeśli chodzi o mętlik to rozwiązań jest kilka:
      1. Po prostu to POKOCHAĆ – nie marudzić, nie denerwować, nie szukać dziury w całym, zrelaksować się i cieszyć z życia (zwłaszcza, że nie oddam głowy … ba nawet palca małego nie oddam za to, że coś się przypadkiem nie wkręci ….jakiś taki mały tekścik na przykład). Blog ma swoje prawa i nie zamierzam mu ich ograniczać. Bierzecie go z całym dobrodziejstwem inwentarza – ja zresztą też.
      Nawigację macie ułatwioną (menu – kategorie – linki do poprzednich części), nie musicie szaleć po blogu by znaleźć kolejny epizod – jednym słowem wystarczy tylko kliknąć.
      2. POCZEKAĆ, aż skończę dane opowiadanie na blogu i dopiero wtedy przeczytać całość (mam przynajmniej dwie takie czytelniczki – dają kobiety radę).
      3. KUPIĆ książkę i też przeczytać całość (ale to rada na przyszłość dopiero).

      Pozdrawiam ciepło
      AV

      Odpowiedz
      • Ile.Znasz. Sposobow.Zabijania.15 marca, 2016 at 1:33 pm

        Hmmm. Biorąc pod uwagę fakt jak wiele rzeczy wszystkie z nas zaczynają…wiedzą, że skończą…kiedyś, bo “samo wychodzi, samo się zrobiło”…bo tak jest.
        Jakby nie było, mamy wszyscy (panowie też tu zaglądają, pamiętam heh) czas na przemyślenie i odebranie treści. Słowa głębokie jak studnia…dlatego wracamy do niektórych literek często, by szukać…
        Wiecie jak to jest, jak się czyta coś jednym tchem… dużo ucieka, bo tak nas porywa, Czekając zauważyłam, że po prostu “dorastamy” do treści, albo zmieniamy o niej zdanie. Dlatego czytanie ponowne jest czasami bardziej fascynujące niż czekanie na nową treść, dostrzegamy więcej…i nie mówię tu o literówkach czy czymś takim 🙂
        Autorzy lepiej by nie czytali…bo pewnie czasami chcieliby połowę zmienić, albo gorzej, uciec z krzykiem, że to stworzyli heh. Taki syndrom to chyba każdy ma, chyba, że obiektywnie stwierdza, że jest zajebisty, a perfekcji nic nie brakuje :))

        Oczywiście, też mi się wszystko skręca w oczekiwaniu, nie powiem, że nie… Pana z Pechowej bym brała i nie wypuszczała… tyle, że…kim bym była by poganiać kogokolwiek, jak sama wiem, że grad kamieni by mnie zasypał 😀
        Grzesznice tak mają, że rozumieją siebie… to spokojnie czekamy i trzymamy kciuki 🙂

        Odpowiedz
        • Anna Valetta19 marca, 2016 at 7:55 pm

          Się nie skręcaj .. wracam do gry.
          Musiałam odespać i przespać się do przodu.
          Zaraz siadam do wygładzania Montany – aczkolwiek znowu pewnie utknę na poszukiwaniu odpowiedniego zdjęcia …

          Odpowiedz
          • Ile.Znasz. Sposobow.Zabijania.5 kwietnia, 2016 at 3:24 pm

            Mogłabym przespać życie…praca trzyma mnie w ryzach…chce być znów leniwcem na drzewie, albo koalą 🙂
            Tylko na początek wilkiem…i bezkarnie rozszarpać komuś gardło…o akurat kolejny sposób zabijania…czytam więc dalej hah

  • Askaa7 marca, 2016 at 11:35 pm

    Śmiałam się w głos:D
    Ty mnie rozbrajasz!:)

    Odpowiedz
    • Anna Valetta8 marca, 2016 at 6:42 pm

      I dobrze! Śmiech to zdrowie, a jeśli Cię rozbrajam to jak narozrabiam nie będziesz miała sumienia mnie udusić 😀

      Odpowiedz
      • Askaa9 marca, 2016 at 9:22 pm

        Osz Ty! Tak mnie bierzesz pod włos???:)
        Lepiej mów gdzie Pawełek?!:D

        Odpowiedz
        • Anna Valetta10 marca, 2016 at 8:09 pm

          Brałam, brałam.
          A na poważnie komplikacje sprzętowo-osobisto-niespodziankowe znowu spowodowały zmiany w harmonogramie.
          Komputer mi zaczął wariować.
          O osobistych pisać nie będę.
          O niespodziankowych powinnam móc powiedzieć pod koniec marca 😀

          Wszystko mnie odsunęło od pisania … tutaj.
          Teraz kończę na szybko jeszcze jeden tekst i wracam do …. no właśnie Montanty czy Pawełka? 😀
          .. teksty bardzo chciałabym dodać i dzisiaj, ale mogę nie dać rady więc chwilowo nic nie poprawiam.

          Odpowiedz
          • Askaa11 marca, 2016 at 8:56 am

            Komplikai osobiste- mam nadzieję,że szybko się z tym uporasz i nie wpływa to na Ciebie zbyt negatywnie. Trzymam kciuki,że wszystko wróci do normy!:)

            …ja to bym nacieszyla oko Pawelkiem,Montana poczeka:)

            Jak utrzymujesz niespodzianki? Bo ja to od razu bym wygadala..czasem muszę naprawdę ugryźć się w język:D

          • Anna Valetta13 marca, 2016 at 12:17 am

            Montana jeden dzień później … za mało by wrzucać, a akcja dopiero się rozkręciła. I tak swoim zwyczajem nocne pisanie uskuteczniam – tak czy inaczej publikacja w niedzielę.

  • aaa25 marca, 2016 at 7:04 pm

    Kiedy dodasz coś? Czekamy z niecierpliwością.

    Odpowiedz
  • anonimek27 marca, 2016 at 11:13 am

    Na stronie Babeczkarnii znajduje się link do posta Montana VIII, ale nie można go otworzyć 🙁 CO SIĘ DZIEJE ??

    Odpowiedz
  • Ewa16 listopada, 2016 at 7:15 pm

    Kiedy będą dalsze losy bo czekam i czekam a może wogule nie będzie

    Odpowiedz
  • Kasia2 lutego, 2017 at 11:17 am

    Musiałam przeczytać jeszcze raz. Zajebiaszcza historia.

    Odpowiedz
    • Anna Valetta2 lutego, 2017 at 8:26 pm

      Zajebiaszcza – jestem ciekawa czy mnie za to nie zamkną, ale raz się żyje 😀

      Odpowiedz
  • Luc18 lipca, 2017 at 12:42 pm

    Ale pamiętasz o tym? Też czekam

    Odpowiedz
  • marchew7 maja, 2018 at 5:46 pm

    Droga Aniu. Strasznie zaciekawiło mnie to opowiadanie, lecz mam pytanie. Czy jest możliwa kontynuacja pisania tego opowiadania? Pozdrawiam i życzę zdrowia ☺

    Odpowiedz
    • Anna Valetta7 maja, 2018 at 10:08 pm

      Droga/ Drogi Czytelniku
      Opowiadanie będzie bezwzględnie kontynuowane. Zwłaszcza, że już wróciłam do pisania tylko publikować muszę zacząć.
      Za życzenia dziękuję!!!!

      PS. ostatnio to mi towarzyszyło w czasie pisania jednej ze scen 🙂 Przypomnę się z tym później
      https://www.youtube.com/watch?v=Q0PyQ7sbeiQ

      Odpowiedz
      • marchew8 maja, 2018 at 5:03 pm

        Znam ta melodię, strasznie się dopasowuje w klimat opowiadania ☺

        Odpowiedz
  • marchew2 lipca, 2018 at 6:14 am

    Autorko, wróć do nas 🙁

    Odpowiedz
    • Anna Valetta8 lipca, 2018 at 7:57 am

      Jeszcze trochę cierpliwości. Proszę.
      Wczoraj rozmawiałam z kimś zresztą o Skrywanych Pragnieniach – dlaczego to miejsce jest w sieci i co ma dawać innym i mnie samej.

      Odpowiedz
  • Ayak1004 stycznia, 2019 at 9:10 pm

    Czy jest jakaś szansa na kontynuację?

    Odpowiedz
  • marchew19 stycznia, 2019 at 8:06 pm

    Droga Autorko!
    Strasznie tęsknimy za twoim pisaniem!!
    Mam nadzieję, że u Ciebie wszystko w porządku i niedługo wrócisz do nas!
    Pozdrawiam 🙂

    Odpowiedz
  • aricca12 grudnia, 2019 at 5:28 pm

    Droga autorki, trafiłam tu przez przypadek. Diabeł mnie wciągnął, ale Paradoks powalił na kolana. Bardzo przyjemnie się czyta twoje opowiadania. Czy w najbliższym czasie będziesz kontynuować Azyl i Złą decyzję?
    Pozdrawiam serdecznie

    Odpowiedz
    • Anna Valetta28 grudnia, 2019 at 10:52 pm

      Przypadków nie ma – to przeznaczenie.
      Paradoks mnie też powalił – ostatnio go znowu czytałam. Czy to wstyd przyznać, że się lubi własne teksty i z przyjemnością do nich wraca? Ja się chyba od nich uzależniłam

      Odpowiedz
  • Aga4 kwietnia, 2020 at 10:32 am

    Czyta się cudownie. Diabeł mnie powalił, Montana…..Paradoks rozłożył na łopatki. Kiedyś zakochałam się w J. Chmielewskiej i (pokłon, że o niej wspomniałaś ) już wiem na kogo będę teraz czekała. Czy jest szansa na kontynuację Złej decyzji ? A Diabeł ? Wskrzesisz go? Pozdrawiam 😀

    Odpowiedz
    • Anna Valetta4 kwietnia, 2020 at 10:53 am

      Kocham Chmielewską – a już jej wczesne pozycje w szczególności. Lesia – a raczej co przechodziła Chmielewska, tak naprawdę zrozumiałam jak spotkałam i dane mi było przez dłuższy czas przebywać z człowiekiem, który stał się jednocześnie inspiracją dla Szymcia z “Pechowej Ósemki”. I żeby nie było – po pierwsze styki zagrały mi później :D, a po drugie dużo rzeczy tam złagodziłam, bo by mi zarzucano, że poszłam za daleko w wymyślaniu do czego taki człowiek jest zdolny.
      Nie 😀 Okazuje się, że sam człowiek przebije siebie, wszystkich dookoła i jeśli hamowany nie jest …i jak sobie przypomnę 😀 Aż mnie kusi, by nie być aż tak restrykcyjną w łagodzeniu prawdy.

      “Zła decyzja” chwilowo się przesunęła ze względu na “Montanę”, ale będzie. Tam … oj, przepraszam – ale po prostu na samą myśl co tam będzie już się cieszę, że nie tylko będę to pisać, ale potem czytać.

      A co do reszty to siedzę cicho 😀

      Odpowiedz
  • Dżo6 kwietnia, 2020 at 5:45 pm

    Kiedy można się spodziewać dalszych części Zła decyzja? Jestem tak zafascynowana pani opowiadaniami ze codziennie sprawdzam czy się pojawia kolejna część…
    Diabeł obłęd Montana niedosyt Zla decyzja tuptam za nastepnymi… Pozdrawiam

    Odpowiedz
    • Anna Valetta6 kwietnia, 2020 at 5:53 pm

      Cześć Dżo,

      teraz siedzę nad Montaną. Ale Zła Decyzja wpadnie w tym tygodniu – możliwe, że w weekend i możliwe, że więcej niż jedna część.
      Trochę się obawiam reakcji, bo tam mam kilka kontrowersyjnych rzeczy, ale raz się żyje.

      Odpowiedz
  • Agata8 kwietnia, 2020 at 6:37 am

    No nie, czy jest dalszy ciąg? Przeczytałam diabła, czekam na ostatni rozdział Montany, po Twoim wpisie zerknęłam na Zła decyzję a tu co? No nie… trzeba czekać 😭😭😭super opowiadania, pozdrawiam 😃

    Odpowiedz
  • Gosia9 kwietnia, 2020 at 1:31 pm

    no cóż jestem rozgoryczona bo nie ma ciągu dalszego 🙁 a szkoda…..
    Pozdrawiam serdecznie i czekam na więcej, więcej i …. więcej 😀

    Odpowiedz
    • Anna Valetta9 kwietnia, 2020 at 1:36 pm

      Gosiu,
      nie da się pisać wszystkiego jednocześnie i dużo, jeśli robię to nocami w czasie wolnym (lub przeznaczonym na sen).
      Robię co w mojej mocy, bo jednak jakoś podzielić się muszę (już nie chodzi o samo pisanie, ale tyle ile Was jest, tak każda lubi coś bardziej) 🙂

      To, że niektóre teksty muszą poczekać, nie znaczy że są zostawione. No, może poza “Pogromcą Wampirzycy” – ten tekst to jakieś przekleństwo. Co go ruszam to wali się wszystko dookoła – sprawdzone przez te wszystkie lata 🙂

      Troszkę cierpliwości 🙂

      Odpowiedz

Zostaw komentarz

Please enter your name. Please enter an valid email address. Please enter message.