Zamurowało mnie konkretnie. W sumie chyba dobrze, bo dzięki temu nie zrobiłam nic co mogłoby jeszcze bardziej skomplikować tę i tak już abstrakcyjną sytuację.

Pozwoliłam się zaprowadzić do jadalni, poczekałam aż obsługa dostarczy kolację, a potem się zdziwiłam.
Byłam przekonana, że miałam posiłek spożyć sama, a ilością dostarczonego jedzenia śmiało mogłam nakarmić kilkuosobową rodzinę.
Okazało się, że nie było pomyłki. To wszystko było tylko dla mnie.

– Pozwoliłam sobie poprosić o kilka dań, tak by mogła pani spróbować różnych specjałów z naszych restauracji. – Dopiero po chwili do mnie dotarło o co jej chodzi. Wypadało skosztować, ale na szczęście nie musiałam jeść wszystkiego. Tyle mogłam zrobić.
Nakładałam po odrobinie, bo rzeczywiście najbezpieczniej było spróbować chociaż trochę z każdego dania. Jadłam w milczeniu z kilku powodów.
Alima stanęła w progu, czekając aż skończę. Dlaczego? Albo tak wypadało, albo takie były zasady, mogła też najzwyczajniej w świecie mieć za zadanie przebywać ze mną w miarę możliwości jak najdłużej
Wolałam nie pytać, a rozmowa w takich warunkach byłaby dziwna.

Zyskałam też odrobinę czasu by wrócić do równowagi. A przynajmniej spróbować zacząć myśleć.

Z jednej strony miałam coś, co niestety nie było snem. Z jakichś nieznanych mi powodów wpadłam mu w oko. Mógł więcej niż zwykły człowiek, zresztą oni wszyscy mogli więcej. Problem polegał na tym, że ze zwykłym obywatelem Emiratów bym sobie poradziła. Niestety trochę za dużo przeczytałam, a nawet gdybym miała wątpliwości to to co się właśnie dostawiło, dałoby mi jasno do zrozumienia, że prawo jest po jego stronie.

Ale jednocześnie mogłam mieć nadzieję, że cokolwiek to jest może być tylko zwykłym kaprysem znudzonego księcia. Wszystko zawsze ładnie się układa, a tu nie dość, że spotkała go niemiła niespodzianka z lotem, to w dodatku trafiła się niepokorna kobieta. Może to tylko chwilowa ciekawość, która minie równie szybko jak się narodziła?
No bo gdyby był taki “wszystko moje, padajcie na kolana”, to bym już dawno tkwiła w jakimś haremie, szykowana na upojną i niezapomnianą noc.
I wtedy to zobaczyłam. Siebie, siedzącą pośrodku kamiennego basenu wypełnionego mlekiem i przygotowującego ciało na boski dotyk.

Dobrze, że akurat nic nie miałam w ustach. Skończyło się tylko na parsknięciu, bo dotarł do mnie kretynizm zarówno sytuacji jak i prowadzonych rozważań.
– Weź się kobieto ogarnij! To nie romans z “Tysiąca i jednej nocy”. Poza tym wrzuć na luz. Wszystko załatwiane przez biuro podróży, przyleciałaś, wleciałaś legalnie, wizę masz. Co oni Ci niby zrobią?! Poza tym czy on cię widział dokładnie? Tylko słyszał i wywąchał. No właśnie! Zobaczy i mu od razu amory przejdą.

To był bardziej niż logiczny tok rozumowania. Musiałam mieć rację.
Durny zbieg okoliczności, ale wyjaśni się szybciej niż mi się wydaje. Ten cały książę zobaczy mnie, trzepnie go lekko, że mu jakiekolwiek amory ze mną przyszły do głowy i tym samym będę mogła rozpocząć jakże zasłużone wakacje.

Uspokojona zajęłam się daktylami. Dobre były.
Trzeba było zaliczyć ten nieszczęsny turniej, by mieć to jak najszybciej z głowy. Musiałam pamiętać tylko o jednej prostej rzeczy.
Należało być miłą i uprzejmą, wyglądać po swojemu i nie otwierać za często ust.
Nie chodziło mi o seksowny głos, a raczej o to, że swoją bezczelnością i niewyparzonym językiem mogę się wpakować w niezłą kabałę. Obraza kogokolwiek z rodziny królewskiej była bardzo surowo karana.

Zjadłam, myślałam, że mam już spokój i na myśleniu się skończyło.
Okazało się, że moja asystentka na którą cały czas byłam skazana jest bardzo zapobiegliwa.
– Czy mam w czym pójść na wyścigi? – Teoretycznie tak, w praktyce okazało się, że nie.

Mieli fioła na punkcie wszelkich ceremoniałów i pompy, a przenoszenie pewnych rzeczy z Zachodu zdecydowanie w tym pomagało.
Wyścigi w Ascot to było nic. Potrzebowałam sukni, butów, torebki, kapelusza – przy tym ostatnim przestałam jej słuchać.
– Książę zapewne zadba, by mogła pani … – Chryste! Niech to się jak najszybciej skończy.
Byłam już zmęczona, a poziom abstrakcji przewyższał to, co byłam w stanie znieść.
– Jeśli książę zadbam to będę wdzięczna za wszelką pomoc. – W ukłonach i z wyraźną deklaracją, że jutro rano zjawi się z odpowiednim ubraniem i dodatkami, pożegnałam się z moim cieniem i tym razem zostałam już naprawdę sama.

Mogłam zrobić teraz kilka rzeczy.
Zacząć rozmyślać o co w tym wszystkim chodzi i zastanawiać się, jak może rozwinąć się sytuacja.
Albo zrobić coś na co miałam o wiele większą ochotę – zastanowić się co tak naprawdę chcę zrobić, gdy ten wariat w końcu się ode mnie odczepi.

Odpaliłam maleństwo, podpięłam się do sieci hotelowej i zaczęłam sprawdzać co mogę zamówić na najbliższe dni.
Przytomnie soboty nie ruszałam – nie wiedziałam, czy wykopie mnie od razu czy poczeka do końca wyścigów. Ale już taka niedziela zaczynała wyglądać obiecująco.
Stwierdziłam, że na razie zacznę od tego co mogę zarezerwować w hotelu, a potem najwyżej się rozwinę. W końcu trochę te wakacje miały potrwać.

Czasem coś po mnie chodzi. Dosłownie.
Wygląda to tak, że niezależnie czego szukam, albo gdzie idę trafiam na konkretny przedmiot, albo osobę. Z reguły chodzić to przestaje, gdy stawiam temu czoło.
Tak było z moim komputerem, albo albumem fotograficznym. Kupiłam i odzyskałam spokój.
I dokładnie tak samo zaczęło dziać się teraz z wyprawą samochodem terenowym na pustynię.
Różne opcje safari pojawiały się niezależnie od tego czy sprawdzałam jakie mają tu restauracje, albo w jakich godzinach mogę zagrać w tenisa na lądowisku dla helikopterów.
– Ok. – Mruknęłam. – Niniejszym mamy zwycięzcę.
Po czym zarezerwowałam pierwszy dostępny w niedzielę termin.
Cena przyzwoita, start i powrót pod same drzwi hotelu. Mercedesy?
Rany boskie, mają rozmach. Safari po wydmach samochodami za kilka milionów.
Można? Widocznie tak.
Prawo Murphy’ego zadziałało właściwie i safari przestało po mnie chodzić. Dumna, że tak szybko poradziłam sobie z chwilową blokadą, nagrodziłam się odwiedzeniem strony jednego z centrów handlowych zastanawiając się, czy jeśli tam pojadę to na jakiekolwiek zakupy będzie mnie stać.

Zastanawiałam się tylko, czy na śniadanie wypada mi zejść, czy zostanę obsłużona tak samo jak z kolacją.
Nie zdążyłam podjąć decyzji.
Opcja druga była tą właściwą, zwłaszcza że wraz z obsługą do apartamentów weszła moja asystentka. Nie sama, skądże. Ze swoją asystentką i toną toreb.

Tylko współpracując mogłam zyskać spokój i przede wszystkim w miarę bez większych komplikacji jak najszybciej zakończyć ten cyrk.
Po śniadaniu – tak na marginesie co one miały z tym staniem przy drzwiach – pozwoliłam im robić co chciały.
Przymierzałam od garsonek, po suknie. Niestety z kapeluszami włącznie.
Trochę mnie to ostatnie przerażało, bo w każdym nakryciu głowy wyglądałam koszmarnie a te proponowane nie dość, że wyglądały ekstrawagancko to w dodatku były dosyć duże.
Błękit i czerń. Finalnie skończyłam ze zwiewną i delikatną suknią w kolorze nie tyle niebieskim co gołębim. I kapeluszem wyjętym chyba z horroru. Czarnym jak smoła, dzięki kruczym piórom.
– Wystarczy! Nic więcej nie potrzeba. – Odetchnęłam z ulgą, bo ominęła mnie wątpliwa przyjemność walki z ewentualnymi dodatkami. Jakimi? Już wolałam się nie dopytywać.

A potem powiedziałam dzień dobry kosmetyczce, a potem fryzjerowi.
Z reguły tego typu rzeczy zajmowały mi godzinę, no maksymalnie dwie.

Wiadomo też, że jeśli siedzimy i nic nie robimy, a w dodatku osoby które nas otaczają mówią w języku, którego nie rozumiemy to ten czas płynie inaczej.
Nie przejmowałam się więc zbytnio tym, że mi się dłuży, bo każdemu by się dłużyło w takiej sytuacji.
Jedyne co zrobiłam to poinformowanie bardzo wyraźnie Alimy, że mogą robić co chcą, ale jeśli obetną mi włosy, albo nałożą na nie farbę to będę bardzo zła.
Zrozumieli, ale i tak te akcje z wałkami wykończyły mnie na tyle, że zamknęłam oczy i oddałam się rozważaniom z kim w tym safari wezmę udział i jak szybko da się przejechać przez wydmę.
Zostałam umalowana, uczesana, ubrana, a potem okazało się, że czas nie tylko płynął szybciej niż mi się wydawało, ale też mój pobyt na wyścigach ma wyglądać inaczej niż sobie wyobrażałam.
Nie na trybunach, a w strefie dla VIPów.
I nie sama, a z asystą w postaci Alimy i dwóch ochroniarzy.

Nie zdenerwowałam się, bo nie widziałam powodu. Po prostu jedna mała niedogodność więcej.
Zostałam dyskretnie poprowadzona do limuzyny i udałam się tam, gdzie każdy kto cokolwiek znaczył w Dubaju, albo znaczyć chciał już był. Na Dubai World Cup.

Zachowanie moich … hm … opiekunów również nie wzbudziło podejrzeń.
Z tego co przeczytałam i obejrzałam to po pierwsze nie zachowywali się jakoś nadzwyczajnie. Poza tym miałam znaleźć się w pobliżu jednych z najbogatszych i najpotężniejszych ludzi w tej części globu.
To było oczywiste, że mnie bacznie obserwowali i uważali na każdy mój gest czy ruch.
To, że książę miał kaprys to jedno, a bezpieczeństwo to drugie.

Alima w czasie drogi wyjaśniła tylko, że abym czuła się bardziej komfortowo będzie tuż obok mnie przez cały czas, służąc radą i pomocą.
Żebym nie czuła się zagubiona. Ochrona nam będzie towarzyszyć, żebyśmy czuły się bezpieczniej w tym tłumie.
Uśmiechnęłam się w duchu.
Jakie zagubiona? Jakie bezpieczniej? Tu?! Nie dość, że będzie mieć mnie cały czas na oku to w dodatku będzie pilnować, żebym nie popełniła żadnego faux-pas. A gdyby coś mi odbiło już te dwa goryle szybko temu zaradzą.
Machnęłam na to ręką – to nie był czas i miejsce na wyjaśnianie nieporozumienia.
Książę mnie zobaczy to mu chęć na amory przejdzie jak ręką odjął i tym samym uznam wakacje za rozpoczęte.

– Książę w tej chwili zajęty jest obowiązkami. Wyścigi są doskonałą okazją na podtrzymywanie relacji … – Boże! Przestałam słuchać co do mnie mówi. Po pierwsze to znowu wchodziło w abstrakcję, a po drugie uczestniczyłam w czymś czego mi najprawdopodobniej już nigdy nie będzie dane przeżyć.
Ten głupi zbieg okoliczności chociaż raz na coś się przydał, bo brałam udział w czymś o czym jako zwykły śmiertelnik nie mogłabym nawet marzyć.
Coś takiego ogląda się na filmach, bo wyobraźnia szarego człowieka jest zbyt uboga by móc stworzyć takie obrazy.

Chłonęłam wszystko.
Obrazy i dźwięki oszałamiały. Eleganckie kobiety, ludzie których nazwiska znałam z czołówek gazet, biznesmeni i politycy. To było creme de la creme.
I w tym wszystkim ja.

Uśmiechnęłam się w duchu, bo wyszło na to, że nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło.
– To naprawdę będą wakacje życia! – Dobrze, że nie wiedziałam jak prorocze będą to słowa.

** ** ** ** ** ** ** **

Zła decyzja – część IV
Zła decyzja – część II

 

 

12 polubień
1548 Views

Poczytaj więcej

13 komentarzy

  • DianaKwiecień 11, 2020 at 10:43 pm

    Oszalalam, że to będzie Montana… Ale pokusze się na zła decyzje dziś, bo zaczęłam już nawet opakowania od produktów czytać! Oszaleje od tej kwarantanny 🤦🏻‍♀️🤦🏻‍♀️🤦🏻‍♀️

    Odpowiedz
    • Anna ValettaKwiecień 11, 2020 at 11:16 pm

      Montana będzie do końca kwietnia, ale nie wiem jeszcze kiedy. Pomny wspólnych doświadczeń 5 tysięcy razy przemyślę wstawienie dokładnej daty 😀 Zawsze można przeczytać coś jeszcze raz! Albo przytulić się do Złej decyzji.

      Co do kwarantanny, to mamy taki okres jaki mamy i jedyne co możemy zrobić to przy tej frustracji wywołanej chociażby niemocą, włączyć na jeszcze większe obroty zdrowy rozsądek i uzbroić się w cierpliwość.
      Wiem, że jest ciężko!

      Odpowiedz
      • DianaKwiecień 12, 2020 at 12:38 am

        Dwa razy w tym tygodniu przytuliłam się do Diabła 😍 Boże, ta historia nigdy mnie nie zmęczy.

        Widzisz, mam małego synka. Skończył roczek. I tak siedzę w domu prawie cały czas. Problemem kwarantanny jest głównie to, ze to kwarantanna. Nawet jesli nie korzystasz z zycia i caly czas jestes w domu to jakos srednio Cie to rusza, ale kiedy tylko “zabronią” Ci wyjsc, to czujesz sie jakby Ci cos zabrali ( oczywiscie mowie tu caly czas o mnie ) to taki paradoks, nie wiem jak inaczej to nazwac.
        Mieszkam na stałe we Włoszech, więc pewnie zdajesz sobie sprawę co tu się dzieje. To już ponad miesiąc więzienia i strachu. Nawet jeśli więzienie da się znieść… To wierz mi, panika jaka sieją, nie jest już taka łatwa do zniesienia.
        Przeraża mnie to co się dzieje, ale jeszcze bardziej przerażają ignoranci i ludzie, którzy nie rozumieją powagi tej sytuacji. Tu też została zlekcewazona i caly świat widział co się porobiło.

        Odpowiedz
        • Anna ValettaKwiecień 12, 2020 at 6:41 am

          Rozumiem! Prywatnie porozmawiamy!!!!!!!!!!!!!!!
          Bardzo mocno się trzymaj!

          Odpowiedz
  • ANNA GRZELAKKwiecień 12, 2020 at 9:41 am

    Gdzie dalsza część , już nie mogę się doczekać

    Odpowiedz
    • Anna ValettaKwiecień 12, 2020 at 12:34 pm

      Się tworzy:) Przy aktywnych udziale mojej wyobraźni i na szczęście działającego komputera 😀

      Odpowiedz
  • JolaKwiecień 12, 2020 at 10:34 am

    Już się nie moge doczekać dalszych części😄😄czytając twoje opowiadania😄😄Wiem,że BĘDZIE SIĘ DZIAŁO 😘😘😘

    Odpowiedz
    • Anna ValettaKwiecień 12, 2020 at 12:37 pm

      Oj tak! Głowa mi już pęka od krzyczących kolejnych scen 🙂

      Odpowiedz
  • AnulkaKwiecień 12, 2020 at 11:19 am

    Szykuje się kolejna gwiazdeczka w alei dobroci na twoim blogu 😊😊😊szkoda tylko że tak szybko minęły te trzy rozdziały. Ale nie powiem – ta nutka tajemniczości unosząca się w powietrzu sprawia że nie mogę się doczekać kontynuacji 😈😈😈😈Dziekuje za kolejną perełeczkę 😙

    P.S. ciekawe czy ten książę będzie z charakteru kuzynem Raoula😈😈

    Odpowiedz
    • Anna ValettaKwiecień 12, 2020 at 12:40 pm

      Hm … aż mnie kusi, żeby napisać trochę więcej, ale nienawidzę spojlerować 😀
      Tym niemniej cztery litery aż mi nosi 😀

      Odpowiedz
  • GosiaKwiecień 12, 2020 at 1:52 pm

    Dziękuję, ale zrobiłaś prezent nam tutaj wpisem
    🙂🙂🤗😁😁😁

    Odpowiedz
  • Perla84Kwiecień 12, 2020 at 8:21 pm

    Błagam chcę więcej!!! Uwielbiam te opowiadania. Sprawdzam czy coś się pojawiło nowego co 30 minut.

    Odpowiedz
    • Anna ValettaKwiecień 12, 2020 at 10:10 pm

      Już jest, ale obawiam się że zaraz napiszesz to samo. Ja sobie bardzo zaostrzyłam apetyt na tę historię 🙂

      Odpowiedz

Zostaw komentarz

Please enter your name. Please enter an valid email address. Please enter message.