Obrzydliwie bogaci, albo nieprzyzwoicie piękni. Byli też tacy, którzy łączyli te dwie cechy.
I bardzo dobrze czujący się w swoim towarzystwie.
Widocznie większość z nich nie po raz pierwszy bawiła się wspólnie w takim gronie.
Nic dziwnego biorąc pod uwagę z jaką intensywnością elita Emiratów przyciągała takie osobowości. Nie chodziło tu o pieniądze, bo tych mieli niewyobrażalne ilości, ale liczyło się kto tu bywał, podziwiał ich i starał się wkupić w łaski.

Nie byłam jedyną która obserwowała, obserwowano też mnie.
Kilkakrotnie podchwyciłam spojrzenia zarówno kobiet jak i mężczyzn, ale złudzeń nie miałam. Zdawałam sobie sprawę jak się prezentuję, aczkolwiek miałam pewne fory ze względu na ochronę i asystentkę. Plus strój.
Suknia musiała kosztować ciężkie pieniądze i skoro ja to zauważyłam, to takie znawczynie salonów i domów mody również. Pewnie kapelusz też robił swoje. Zaufałam Alimie, które powiedziała, że wyglądam olśniewająco, bo bojąc się, że gdy ujrzę swoje odbicie to spanikuję, po prostu nie obejrzałam efektu końcowego.
A teraz? Pewnie po prostu zastanawiali się kim jestem, możliwe że nawet lekko zdziwieni. Byłam kimś obcym, kogo nikt z tu obecnych nie tylko nie spotkał, ale i nigdy nie widział czy o mnie nie słyszał.
I w dodatku nie byłam sama.
W rej części wydzielonej i dostępnej tylko i wyłącznie dla wybrańców, wszyscy mogli czuć się bezpiecznie. Co prawda zauważyłam kilka osób, którym dyskretnie towarzyszyła jednoosobowa obstawa, ale z nikim nie tłukła się taka asysta.
Moja obstawa była też dyskretna do momentu, gdy przypadkowo dwóch mężczyzn nie podeszło zbyt blisko.
O ile wcześniej po prostu stanowiłam ciekawostkę, której nie poświęca się dłuższej niż kilka sekund uwagi, to ta interwencja trochę zmieniła sytuację.

To stało się tak szybko, że nie byłam w stanie zrobić nic poza zatrzymaniem się w miejscu.
Zresztą nie zrobiłam tego sama.
Gdybym w tym nie uczestniczyła, to chyba zaczęłabym się śmiać. Albo myślała, że kręcą tu jakiś film, tylko zapomnieli mi dać o tym znać.

Jeden z ochroniarzy błyskawicznie zasłonił mnie swoim ciałem.
Usłyszałam tylko:
– Stop! – Chyba sięgnął dłonią pod marynarkę. Chyba, bo przed nosem miałam tylko plecy tego człowieka, skutecznie zasłaniające mi widok na cokolwiek z przodu.
Drugi ochroniarz natychmiast stanął za mną – też nie widziałam co robił, bo jedyne co do mnie dotarło, że przytrzymał mnie za ramię, zatrzymując tym samym w miejscu.
Alima znalazła się z boku, jednocześnie mnie zasłaniając.

Gdy się odsunęli, tych dwóch biedaków już nie widziałam.
Za to zyskaliśmy wokół siebie bardzo dużo przestrzeni.
W duchu zaczęłam wyć, bo o ile wcześniej mimo tych zaciekawionych spojrzeń, jednak byłam ignorowana to teraz nie było o tym mowy.
Nikt zwyczajny nie jest w taki sposób ani eskortowany, ani ochraniany.
Ze względu na przebywających tu ludzi ten teren był tak zabezpieczony, że nawet królowa brytyjska mogłaby tu chodzić bez asysty.
Nie wątpiłam, że ci którzy byli świadkami tego incydentu zadawali sobie teraz jedno pytanie:
– Kim ona jest?

– Możemy przejść dalej? – Cokolwiek miało się zdarzyć wolałam zmienić otoczenie, zresztą liczyłam na to, że świadkowie tej sceny zainteresują się szybko czymkolwiek innym.

Może to i głupie, ale doszłam do siebie względnie szybko. Niewątpliwie udział miały w tym dwie rzeczy.
Pierwszą był wysoki poziom abstrakcji tego co się stało. Umysł przyjął, przemielił i odrzucił.
A po drugie zobaczyłam coś, co odstawiło wszystko na plan dalszy wliczając w to wydarzenia z ostatnich kilkudziesięciu godzin.
Zbliżyliśmy się do miejsca, gdzie znajdowały się konie.
Słyszałam o tym. Przed wyścigiem umożliwiano tłumowi obejrzenie tych perełek z bliska. Wstęp oczywiście był zabroniony, ale nic nie stawało na przeszkodzie, by zatrzymać się przy ogradzających ten teren barierkach i z większej odległości przyjrzeć się tym niesamowitym istotom.
Wszystkie konie były piękne, spokojne i dumne.
Poza jednym. Wyglądał jakby diabeł postanowił się zabawić i wystawić w wyścigach swojego pupilka.
Widać było, że prowadzący go człowiek jest przerażony jakby prowadził samego szatana.
Podrygujący zad – nie człowieka oczywiście, jasno wskazywał, że rogate maleństwo aż się rwie i zacznie rozrabiać wkrótce niezależnie od miejsca w którym będzie się zajmował.

Miałam być cicho i się z niczym nie wyrywać. Zrobiłam to co zwykle – na intencjach się skończyło.
– Czy można stawiać zakłady? – Nie rozumiałam dlaczego Alima aż tak zaczęła promienień, dopóki nie dotarły do mnie jej słowa.
– Ależ oczywiście! Jego Wysokość wystawia jak co roku faworyta ze swojej stajni … – Pięknie, ale interesowało mnie tylko jedno.
– Czy to ten? – Wskazałam na interesującego mnie potwora, a w duchu modliłam się o jedno. Żeby to tylko nie był on. Ulga, jaką poczułam, gdy wskazała idącego w oddali kasztana była nieziemska.
– A wiesz co to jest za koń? Jak się nazywa? – Nadal pełna entuzjazmu i nic nie przeczuwająca kobieta odpowiedziała. – Lucky Bastard.
Człowiek, który tak go nazwał musiał mieć nie tylko fantazję, ale i niesamowite wyczucie tej bestii. Czułam, że imię odzwierciedla w pełni charakter i w ułamku sekundy nie tylko podjęłam decyzję, ale jeszcze oznajmiłam ją na głos.
Swojego czasu jeździłam konno. Przyrównywałam to do jazdy na motorze mającym własne zdanie co i jak należy zrobić. Przed sobą miałam ucieleśnienie koszmarów z tamtych czasów. Człowiek, który tak go nazwał musiał mieć nie tylko fantazję, ale i niesamowite wyczucie tej bestii. Czułam, że imię odzwierciedla w pełni charakter konia, po którym było widać, że rozpierniczy system i zrobi to z dziką przyjemnością.W  ułamku sekundy nie tylko podjęłam decyzję, ale jeszcze oznajmiłam ją na głos.
– Chcę na niego postawić. Wszystko!

W przebłysku rozsądku pomyślałam, że może to jednak głupota, ale tak szybko jak ta myśl przemknęła, tak zgasła.
Niestety pochodziłam z rodziny hazardzistów i od kiedy pamiętałam wszyscy, z wyłączeniem chyba tylko mojej matki grali.
W karty, kości, na wyścigach konnych, wyścigach psów.
U mnie skromnie to się ograniczało do pokera.
Do teraz.

Doceniłam jedno – cokolwiek miała przykazane Alima, jedną z tych rzeczy było zapewne to, że ma mnie słuchać.
Możliwe, że było to obwarowane zastrzeżeniami związanymi ze szkodliwymi działaniami, ale co tu było szkodliwego.
Jedynie to, że szastałam swoimi pieniędzmi i nie postawiłam na konia księcia.

Chyba to ostatnie lekko ją zastopowało, ale znowu odezwał się we mnie duch prababci.
– Czy jest z tym jakiś problem? – Byłaby dumna. Prababcia oczywiście. Dama w białych rękawiczkach machnęła palcatem raz. I nie musiałam powtarzać. Nic oprócz kwoty jaką chcę postawić.
Oczywiście, że byłam wypłacalna – ale to były wszystkie pieniądze jakie miałam w gotówce i na karcie włącznie.
Trochę tylko zbladłam jak uzmysłowiłam sobie, że ładnie i pięknie, ale jak przeżyję te trzy tygodnie w Dubaju bez kasy, w dodatku już z zarezerwowaną jedną eskapadą, ale machnęłam ręką.
To są pieniądze! Pieniądze zawsze da się jakoś zorganizować.

I wtedy doświadczyłam jak łatwe jest życie bogacza. Nigdzie nie musiałam chodzić, nikogo szukać.
Przy Alimie pojawił się elegancki mężczyzna z tabletem, krótka rozmowa i temat załatwiony.

Podekscytowana zgodziłam się zaprowadzić dalej, a po chwili dotarło do mnie że o ile wcześniej otoczenie było zdecydowanie zachodnio-europejskie, to teraz zdecydowanie jest więcej mężczyzn w kandurach.
Owszem, byli też arabowie we frakach, ale tych mogłam policzyć na palcach obu dłoni.

Zupełnie zapomniałam o tym z jakiego powodu naprawdę się tu znalazłam. Książę i jego chwilowy kaprys.
Odetchnęłam bo ten cyrk trzeba będzie przeżyć ze spokojem i godnością.
Nie wątpiłam, że kiedy mnie zobaczy to mina mu zrzednie. Dotrze do niego bowiem jak starą babę zarywał, o wyglądzie nie wspominając.
Oby tylko był gentelmanem i zachował się przyzwoicie. Wolałam już ignorancję niż ten dziwny wyraz niedowierzania na twarzy.

– Tu możemy usiąść. – Alima wskazała mi jeden z wielu stolików w tej części wyścigów. Nie zdziwił mnie kelner, który pojawił się chyba spod ziemi. Musieli być przeszkoleni by obsługiwać takich władców świata.
Odmówiłam szampana, wolałam mieć czysty umysł.
Popijając wodę znowu zajęłam się obserwacją otaczających mnie ludzi. Tym razem odpowiadała mi większa ilość spojrzeń.
Westchnęłam, bo widocznie wieści o incydencie sprzed kilkunastu minut rozeszły się szybciej i szerzej niż się spodziewałam.

A potem stało się kilka rzeczy na raz.
Konie wystartowały.
Dzięki lornetce mogłam obserwować sytuację na torze, a tym samym stałam się totalnie głucha i ślepa na wszystko co działo się tuż obok mnie.
Nie widziałam, że nagle atmosfera gęstnieje, gdy pojawiło się kilku mężczyzn.
Nie zauważyłam, że pojawił się nie tylko szejk, ale i jego syn, który był przyczyną tych wszystkich komplikacji.

Tym bardziej ominęło mnie to, że gdy tylko mnie zauważył, wyłączył się z toczonej dosyć gorączkowo dyskusji i zaczął mnie obserwować.
A nawet gdybym na to zwróciła uwagę, to z tej odległości i w dodatku przy moim wzroku umknąłby mi szczegół, który zdecydowanie nie przypadłby mi do gustu.
Ten dziwny błysk w oku, który pojawia się gdy mężczyzna widzi coś, albo kogoś kto go bardzo interesuje.

Bo to nie było ważne. Ważne było to co działo się na torze.
Ten koń z piekła rodem wystrzelił jak z procy, i z każdą sekundą był coraz dalej od goniącej go stawki.
Leciał jak na skrzydłach, a z nim moja kasa.
Z tego co pamiętałam, tam była straszna przebitka, ale to nie było ważne.

Liczyło się to, że moja intuicja wygrała. Oczywiście to, że nie stracę wszystkich pieniędzy też odgrywało rolę, ale głownie ta dzika satysfakcja, że miałam rację przesłaniała mi wszystko.
Gdy ta bestia pierwsza przekroczyła linię mety, nie wytrzymałam i zerwałam się krzycząc:
– Tak! Do cholery! Tak!

I wtedy ogarnęłam otoczenie. Nie było trudno bo wokół mnie zapadła cisza.
Okazuje się, że jedna kobieta może skutecznie uciszyć kilkuset gości, obsługę i spowodować, że ludzie, którzy z założenia traktowali niewiasty jako tło się zamknęli i patrzyli w tej chwili tylko na jedną z nich. Na mnie.

Dotarła do mnie głupota jaką właśnie zrobiłam.
Chciałam pozostać niezauważona, anonimowa i wtopić się w tłum.
Równie dobrze mogłam rozebrać się do naga.

Ale skala problemu dotarła do mnie dopiero wtedy gdy nagle przed sobą ujrzałam źródło moich kłopotów.
Mężczyzna, którego oczach płonął niepokojący ogień, schylił głowę w powitalnym geście i powiedział jedno zdanie, które zmroziło mi krew w żyłach:
– Przybyłaś na moje wezwanie!

** ** ** ** ** ** ** **

Zła decyzja – część V
Zła decyzja – część III

9 polubień
1726 Views

Poczytaj więcej

10 komentarzy

  • Styna13 kwietnia, 2020 at 7:13 am

    Aniu 🙂
    Jak zwykle zaintrygowałaś, zainteresowałaś, wciągnęłaś w świat bohaterów i pozostawiłaś z przeogromnym niedosytem…. 😡😉
    CHCĘ JESZCZE!!! Nie torturuj nas i wrzuć najszybciej jak się da kolejną część. Proszę w imieniu swoim, jak i innych Twoich wiernych czytelników🙂
    Pozdrawiam serdecznie 🙂🐤🐰🐥🐇🐣

    Odpowiedz
    • Anna Valetta13 kwietnia, 2020 at 7:47 am

      Dziękuję 🙂 Będzie dzisiaj, ale po mojemu … czyli do końca dnia.
      Tyle obrazów związanych z tym tekstem szaleje mi w głowie, że muszę przelać to na papier.

      Odpowiedz
  • PatiH❤️13 kwietnia, 2020 at 8:47 am

    Tak, ja również proszę o wiecej🙈

    Odpowiedz
  • Agnieszka13 kwietnia, 2020 at 9:52 am

    Wow przeczytałam i jestem ciekawa czy bedzie tak jak podejrzewam…..
    Widzę że chyba bedzie miała wiele kłopotów z powodu swojego temperamentu…. A co do szejka…. Myślę że bedzie chciał okiełznać jej temperament…. I to bedzie skutkować jej kłopotami….
    Mam nadzieje że nie bedziesz trzymać nas przez dlugi czas w niepewności…. Bo my nie wytrzymamy gdy tak trzymasz nas w niepewności…. Nie dość że z powodu tego co teraz sie dzieje (patrz siedzenie w domu zazwyczaj z dziećmi) mamy nerwy na ukonczeniu to jeszcze oczekiwanie na twoje potenduje to dodatkowo😂😂😂😂
    Domyślam sie że pisanie takich opowoadan to nie bułka z masłem ale nje rob nam tego i tak nie torturuj z oczekiwaniem na polejne części….

    ZLITUJ SIE NAD NAMI 😭😭😭🤗🤗🤗

    Odpowiedz
    • Anna Valetta13 kwietnia, 2020 at 12:39 pm

      Będzie i szejk i bohaterka … i nie tylko oni namieszają w tej historii. Machnęłam ręką na wszelkie “wypada, nie wypada” zwłaszcza, że “Zła decyzja”, nie zważając na nic, szaleje i to ostro.
      Będzie wesoło, przerażająco, ale też gorąco!
      Dzisiaj wskoczy kolejna część

      Odpowiedz
  • Jola13 kwietnia, 2020 at 10:11 am

    Super😉czekam z nie cierpliwościa na dalsze części😉😉Uwielbiasz nas trzymać w niedosycie 😊przez ciebie umrzemy…. czekając na dalsze części😄😄😄

    Odpowiedz
    • Anna Valetta13 kwietnia, 2020 at 12:40 pm

      Masz rację. Chyba coś w tym jest – ale mogę zdradzić, że sama jestem na głodzie czekając aż kolejne zdania usadowią się na papierze.
      Dopóki nie jest spisane, nic nie jest pewne.

      Odpowiedz
  • Teresa13 kwietnia, 2020 at 11:12 am

    No i co dalej poproszę o jeszcze

    Odpowiedz

Zostaw komentarz

Please enter your name. Please enter an valid email address. Please enter message.