Gdy złapała mnie za rękę, poczułam się jakbym trafiła pomiędzy szczęki imadła.
– Chodź! – Drgnęłam i odruchowo próbowałam się uwolnić, ale zyskałam tylko tyle, że kobieta jeszcze bardziej zacieśniła uchwyt i nie zważając na nic szarpnęła mocno, pociągając mnie za sobą. i pociągnęła w stronę najbliższych drzwi.

– Ucieczka. Pamiętaj o ucieczce. Nie mogą pomyśleć, że sprawisz kłopoty. – Ta myśl spowodowała, że odpuściłam. Podążyłam za nią, chociaż w sumie nie za bardzo miałam inną możliwość. Starowinka nadal mnie trzymała dość mocno, a mój anioł stróż – chociaż nie wiem czy tak powinnam go nazywać, był tuż za nami.
Jedne drzwi, długi korytarz, kolejne i nagle się zatrzymaliśmy. A potem stałam się świadkiem czegoś dziwnego, bo inaczej nie mogłam nazwać tej ostrej wymiany zdań pomiędzy mężczyzną i kobietą. Brzmiało to zupełnie jak licytacja, ale przeprowadzona w dość agresywny sposób.
Nic nie rozumiałam. Gardłowe dźwięki tak charakterystyczne dla arabskiego brzmiałyby pięknie gdyby nie towarzyszące im okoliczności. I również gdyby nie coraz większa dysproporcja emocji okazywanych przez każdą ze stron. Coraz mniejsze opanowanie kobiety versus spokojny, ale przez to przerażający głos mężczyzny. Nie wiedziałam o co może chodzić, ale jednego byłam pewna – że to dotyczy mnie.
Kobieta w końcu się poddała.
Do kolejnego pomieszczenia też weszliśmy wszyscy i tu trochę zwątpiłam. To nie był pokój czy komnata, ale jedna wielka ogromna łazienka. Chyba, bo tak do końca nie mogłabym być tego pewna.
O ile wcześniej mijane pomieszczenia były pełne przepychu, ale dawało się to jeszcze jakoś ogarnąć, to tutaj mój umysł się zawiesił. Przepych na granicy kiczu, ogromna wanna albo mały basen pośrodku – chociaż raczej wanna koszmarnych rozmiarów bo kto normalny wypełniałby basen wodą z pianą, szezlongi, chyba jacuzzi bo z takiej odległości nie widziałam. Podsumowując cygański sen.
A potem dostałam w twarz, słysząc łamaną angielszczyzną:
– Rozbierz się. Tu się umyć. Pomogę. Potem włosy. Nowe ubranie. – Nie liczyło się nic poza jednym. Zrozumiałam, że mam się rozebrać i wejść do (jednak) wanny, ale najgorsze było to, że Pan Niebezpieczny mimo iż zatrzymał się zaraz za drzwiami to nie spuszczał mnie z oczu.
– Nie! – Chwilowo odstawiłam na bok swoje wcześniejsze postanowienia. Jak się okazało postanowienie by być grzeczną, szybko poszła w diabły w zderzeniu z rzeczywistością. Zanim staruszka zdążyła coś powiedzieć, przytomnie kontynuowałam.
– Nie rozbiorę się przy nim!

Nagle rozpromieniona twarz arabki, jej gwałtowna gestykulacja i potok słów wyrzucony w kierunku mężczyzny. To było to! O to się musieli kłócić!
Ona nie chciała, żeby jakiś mężczyzna oglądał wybrankę księcia przed nim samym.
Brew sama podskoczyła mi do góry, ale tak szybko jak się ucieszyłam z małego zwycięstwa – nic bowiem nie jest lepsze niż wprowadzenie zamieszania w szeregi wroga, tak mi przeszło.
On może się i kłócił z tą harpią, ale nadal na mnie patrzył. I zobaczył zdecydowanie za dużo.

Nie wiem kim był. Każdy normalny służący czy ktokolwiek inny, ale wykonujący polecenia, byłby bardziej podporządkowany. On zdecydowanie nie pasował do niczego.
Jedyne ustępstwo na jakie poszedł to postawienie małego parawanu, który nie pozwalał mu mnie wyraźnie widzieć. Ale co to było? Biała płachta, która bardziej przypominała w strukturze gazę niż płótno.
Staruszka ponownie skoncentrowała całą swoją uwagę na mnie i zabawa tym samym się skończyła.
Żadnych subtelności czy delikatności, gdy pomagała mi ściągnąć ubranie, przy okazji prawie je ze mnie zdzierając.

Nic nie pozostawiła przypadkowi i sama wyszorowała mnie gąbką.
Tylko i wyłącznie dwie rzeczy powstrzymały mnie od ponownej próby wyrwania się i buntu.
Znowu to co obiecałam sobie na początku, że stąd ucieknę ale muszę przynajmniej na początku wydać im się posłuszną kretynką. Ale perspektywa drugiej rzeczy była dla mnie o wiele bardziej przerażająca. Bałam się, że gdy zacznę rozrabiać zainterweniuje on.
Nie zważając czy jestem ubrana i co będzie musiał zrobić by mnie zdyscyplinować.

Zignorowałam pełne zachwytu cmokanie starowinki, gdy macała moje uda i biodra. I tak czułam się obrzydliwie, a natrętna myśl, że to wszystko przypomina targ niewolników nie chciała się ode mnie odczepić.
Byłam tylko kawałkiem mięsa, na który ktoś miał ochotę.
Natarta olejkami i owinięta w płachty materiału mające zastąpić ręcznik, wylądowałam na jednym z szezlongów.
A potem zobaczyłam w co mam być ubrana i znowu nie zapanowałam nad sobą.
– Mowy nie ma! Nie ubiorę tego za nic w świecie! – I tu nie żartowałam. Z założenia to miała być sukienka, ale tych kilka błyszczących skrawków materiału nie mogło nosić tej nazwy. Pomijam, że pasowałam do tego jak pięść do nosa, bo tego typu kreacje były idealne dla modelek, a nie kobiet o takich kształtach jak moje. Ale to i tak blakło przy tym, że w niej prezentowałabym się jak dziwka. Nic nie zostawiała wyobraźni, wszystko eksponowała a wulgarnością przebijała wszystko co kiedykolwiek zobaczyłam.
W nosie miałam co się teraz stanie. Nie założę tej szmaty i koniec.

Staruszka już brała oddech by coś powiedzieć, a po jej minie widziałam, że raczej nie do końca mi się to spodoba gdy nagle mój wywód przerwał męski głos.
– Wystarczy! – Cóż, wystarczyło.

Nie wiem która z nas była bardziej zdziwiona, gdy w odpowiedzi na klaśnięcie, do łazienki weszły dwie inne kobiety niosące kilka sukni. Ale tym razem sukni – sukni.
Owszem, był tam kwiatek w postaci kawałka materiału w zwierzęce motywy, ale znalazły się też inne, zdecydowanie bardziej spokojne. Znowu zostaliśmy sami, ale teraz naszej trójce towarzyszyła niezła kolekcja ubrań.

– Wybierz w co się ubierzesz. – Zadziwiające, że niezależnie od tego co mówił, brzmiało to jak rozkaz.

– Bo to był rozkaz idiotko. – Musiałam coś wybrać. Tu już nie było miejsca i czasu na wybrzydzanie.
Nie miałam wątpliwości, że w tym co założę, zostanę zaprezentowana Jego Wysokości.
O to co wtedy się stanie, będę się martwić gdy przyjdzie na to pora. Teraz moim zmartwieniem było to, że musiałam wyglądać jak najbardziej neutralnie, aseksualnie i bezpłciowo jak to tylko było możliwe.
Ale w tym co widziałam to wyglądało na “mission impossible”. Wcięcia, materiał, fason – każda z nich wręcz krzyczała “spójrz na mnie! podziwiaj mnie! podziwiaj tę, którą ozdabiam”. Nie do końca mi o to chodziło.
I nagle pojawił się promyk słońca. Znowu to światełko w tunelu, ale tym razem zarówno znalazłam się bliżej wyjścia, jak i nie słyszałam za sobą zbliżającego się pociągu.
Biała tunika z szerokimi rękawami. Prosta, pomijając może drobny haft wykonany srebrną nicią. Na tyle jednak delikatny, że prawie niewidoczny z dalszej odległości.
Nie było innego wyboru.

Znowu korzystając z parawanu pozbyłam się okrywającego mnie materiały i założyłam wybrane ubranie.
Staruszka zajęła się włosami, ale nie suszyła ich tylko porządnie wyszczotkowała. Myślałam, że mnie umaluje, bo tuż obok zauważyłam sporej wielkości kuferek zawierający cienie, pomadki i całą maść innych rzeczy służących upiększeniu twarzy.
Ale jednak nie.
Dobiegający z oddali hałas i nagłe zamieszanie uświadomiły mi jedno. Powód i sprawca moich kłopotów musiał właśnie przybyć, a to oznaczało jedno.
Teraz nadszedł moment, żebym zaczęła myśleć to “później” o które miałam się martwić właśnie nadeszło.

– Już. Idziemy. – Arabka uznała, że jestem gotowa. Nie pozostawało mi nic innego jak wstać i pójść za nią. Spojrzałam tylko przelotnie w stronę Cienia. To miano bardziej mi pasowało niż Pan Niebezpieczny. Nie wiedziałam i nie chciałam wiedzieć jak się nazywa, a musiałam go jakoś nazwać. Był do mnie przyklejony, od małego buntu na pustyni podążał za mną jak cień. Był Cieniem.
Tylko, że przelotne spojrzenie, zatrzymało bicie serca.
Cień wcześniej był obojętny i zdystansowany. Nie traktował mnie jak kogoś na kogo należy zwracać uwagę.
Teraz to się zmieniło.
Jego spojrzenie nabrało ostrości. Patrzył na mnie tak jakbym była naga.

To trwało sekundę.
Spojrzałam na niego jeszcze raz, ale napotkałam puste spojrzenie.
Czy to mi się wydawało?
To nie był dobry czas, ani miejsce by zadawać sobie takie pytania. Nie wspominając o niewłaściwym mężczyźnie.

Zresztą on nie był teraz moim problemem.
Mój problem miałam dopiero zobaczyć.

Za bardzo nastawiłam się na atak z przodu i podskoczyłam, gdy usłyszałam głos mężczyzny znajdującego się tuż za moimi plecami.
– Jego Wysokość zażyczył sobie widzieć cię natychmiast po przybyciu do fortu. Masz być miła, uśmiechać się i robić natychmiast co ci powie.

Tym razem to ja nabrałam powietrza, by coś odburknąć tak, by mu w pięty poszło, ale zgasił mnie błyskawicznie:
– I pamiętaj! Jesteśmy na środku pustyni. – Wiedziałam co ma na myśli. Nikt mi nie pomoże i nikt się nie dowie jak będą się chcieli pozbyć kłopotliwej zabaweczki. Ale potem dodał coś, co w jego zamierzeniach miało być kolejną dyscyplinującą mnie groźbą, ale spowodowało, że zadrżałam:

– Jesteśmy tu tylko my!

** ** ** ** ** ** ** **

Zła decyzja – część IX
Zła decyzja – część VII

14 polubień
1347 Views

Poczytaj więcej

21 komentarzy

  • Anna Valetta23 kwietnia, 2020 at 10:09 pm

    Ciężki dzień, mało pisania. Znowu za krótko, ale chciałam dać chociaż fragment. Dopiszę więcej, ale nie w nowej tylko w tej części. Dam znać.
    Dobrej nocy !

    Edit: małe zamieszanie, ale ankieta mnie zobowiązuje. Siedzę nad kolejną częścią. Mam nadzieję, że chętnie przytulicie jutro kolejny odcinek “Złej decyzji” 🙂

    Odpowiedz
  • Edyta23 kwietnia, 2020 at 10:23 pm

    Zniecierpliwoscia czekam na więcej 😃

    Odpowiedz
    • Anna Valetta24 kwietnia, 2020 at 6:15 pm

      Dziękuję!!!!!!
      Popełniłam czyn lekkomyślny i zrobiłam ankietę. Okazało się, że to co myślałam to jedno a Wasze pragnienia to drugie. Zaraz zrobię przetasowanie w harmonogramie i piszę kolejny odcinek Złej decyzji do oporu (tzn, dopóki dzisiaj nie padnę)
      Ufff – trochę szalony tydzień to był to i weekend nie może się wyłamać

      Odpowiedz
  • ANNA GRZELAK24 kwietnia, 2020 at 4:09 am

    No nie a gdzie dalsza część, jesteś nie dobra znowu to czekanie

    Odpowiedz
    • Anna Valetta24 kwietnia, 2020 at 6:16 pm

      Wiem, za krótka 🙁
      Wczoraj miałam mieć kilka godzin na dopisanie reszty, ale dzień w pracy był tak ciężki, że wyciszenie zajęło o wiele więcej czasu niż zwykle.
      Wybaczysz?

      Odpowiedz
      • ANNA GRZELAK24 kwietnia, 2020 at 7:12 pm

        Szybko zaspokój ciekawość a będzie ci wybaczone. Błagam daj więcej

        Odpowiedz
        • Anna Valetta24 kwietnia, 2020 at 7:52 pm

          Jutro? Właśnie zaktualizowałam harmonogram do 6 maja włącznie 🙂
          Żadnych zmian już nie będzie bo osiwieję, a Wy ze mną

          Odpowiedz
  • Kasia24 kwietnia, 2020 at 10:41 am

    Poczekamy 😊

    Odpowiedz
    • Anna Valetta24 kwietnia, 2020 at 6:18 pm

      Dziękuję.
      A najlepsze, że ankieta na facebooku skutkuje małym przetasowaniem planu publikacji i tym samym “Zła decyzja” pojawi się też w weekend (a nie tylko same “Święta z piekła rodem”)

      Odpowiedz
      • Kasia24 kwietnia, 2020 at 9:27 pm

        Oj ten facebook wiem wiem, ankieta mnie nie zaskoczyła choć jak już wiesz, głosowałam inaczej😉 ale i tak czekam czekam…❤

        Odpowiedz
  • Sylwia24 kwietnia, 2020 at 3:37 pm

    Kobieto, ćwiczysz nas w cierpliwości 😉😘

    Odpowiedz
    • Anna Valetta24 kwietnia, 2020 at 6:18 pm

      Cześć Sylwia,
      chyba trochę tak, ale to niechcący i zadziałały czynniki zewnętrzne. Ale postaram się poprawić 🙂

      Odpowiedz
  • Sandra Kargulewicz24 kwietnia, 2020 at 5:04 pm

    Czekam na ciąg dalszy 🙂
    Wiesz co mnie urzeka oprócz tekstu? Bardzo dobrze dobrane fotografie do tekstu no, po prostu petarda. Pierwsze co zanim przeczytam oglądam właśnie fotki 🙂 mega wiem też że pasjonujesz się fotografią 🙂 wierna fanką pozdrawia

    Odpowiedz
    • Anna Valetta24 kwietnia, 2020 at 6:21 pm

      Dziękuję Sandra.
      Lubię te fotografie. Przy akcji ze stroną coś się przestawiło i zdjęcia są widoczne tylko z tego ogólnego poziomu (wcześniej było je widać również we wpisie). Taki drobny szczegół, a o ile przyjemniej, prawda?
      Uwielbiam fotografować. I niedawno okazało się, że też rysować. I obie te rzeczy chyba też dobrze wychodzą. Dziękuję 🙂 To co moje staram się dodawać na Instagram, ale nie zawsze mam czas. A na stronie kilka zdjęć też jest mojego autorstwa 🙂
      Artystyczna rodzina, nie wypadało się wyłamać 😀

      Odpowiedz
  • Amna25 kwietnia, 2020 at 6:14 am

    No i nie pozostaje nic innego jak oczekiwać na dalszy ciąg. Już się nie mogę doczekać.

    Odpowiedz
  • Karolina25 kwietnia, 2020 at 3:38 pm

    Super. Przeczytane w 3 minuty hihi. Napięcie rośnie … czyżby ten “jej cień” okazał się kimś innym niż jest hmm…

    Odpowiedz
    • Anna Valetta25 kwietnia, 2020 at 5:20 pm

      Ten Cień pewnie namiesza, ale pozwólmy historii się rozwinąć we własnym tempie.

      Odpowiedz
  • Aga25 kwietnia, 2020 at 4:00 pm

    Nie lubie czekac,cierpliwosc nie jest moja mocna strona.Moge prosic o całość😉😉😉

    Odpowiedz
    • Anna Valetta25 kwietnia, 2020 at 5:19 pm

      Nie ma sprawy, na kogo wystawić fakturę? 😀 Żeby nie było – jestem dobra w pisaniu jeśli mam na to czas, więc w miesiąc dam radę 😛 Oczywiście siedząc tylko nad tym tekstem

      A poważnie to “Zła decyzja” jest teraz na tapecie, więc trochę trzeba będzie poczekać, ale obok “Azylu” i Świąt z piekła rodem” jest to jeden z tekstów, który bę∂zie w najbliższych miesiącach zakończony.

      Odpowiedz

Zostaw komentarz

Please enter your name. Please enter an valid email address. Please enter message.