Odwróciłam się, ale tym razem za sobą nie zobaczyłam Liama, ale drzwi.
Został na zewnątrz.
Po plecach przebiegł mi dreszcz, bo zrozumiałam w jakie bagno wpadłam.

Uroczo spędzone popołudnie nie było zwykłą kurtuazyjną rozmową, a ja wcale nie byłam bezpieczna. Omar najprawdopodobniej chciał jak najszybciej zobaczyć swoją najnowszą zabaweczkę i dlatego spotkał się ze mną zaraz po przybyciu do fortu. Dlaczego mnie nie zaciągnął od razu do łóżka?
Bóg raczy wiedzieć.
Całkiem możliwe, że po prostu miał taki kaprys lub stwierdził, że woli ze mną porozmawiać. Sama w to nie wierzyłam, ale cokolwiek nim kierowało nie miało to najmniejszego znaczenia. Teraz znajdowałam się tu i niezależnie od tego jak będą przebiegały najbliższe minuty, to skończy się to tak samo. Będzie chciał się do mnie dobrać.
– Gdzie on do do choinki jest? – Nie skończyłam myśli, gdy poruszył się i wtedy go zobaczyłam. Wcześniej kompletnie nie zwróciłam uwagi na kryjącego się w mroku człowieka.
W głowie huczało mi tysiąca myśli, pytań i pomysłów, ale zamiast wpaść na jakiekolwiek rozwiązanie i tym samym wyjście z tej sytuacji, osiągnęłam chaos doskonały.

Co mam teraz zrobić?
Jak się zachować? I to co było dla mnie najważniejsze – jak go powstrzymać?
Bo tego, że muszę go powstrzymać za wszelką cenę byłam pewna.

Powinnam zaprotestować, zażądać odwiezienia do hotelu i pewnie bym tak zrobiła, gdyby nie ostrzeżenie dane przez Liama w czasie podróży.
A może to nie było ostrzeżenie, tylko chciał sobie oszczędzić kłopotu?  Gdy byłam posłuszna zajęty był mną szejk, ale gdybym się zbuntowała brudną robotę musiałby pewnie wykonać on.
Zbladłam na samą myśl o tym jakby to miało wyglądać, bo o ile jeszcze kilkanaście minut wcześniej to wszystko wydawało mi się gigantycznym nieporozumieniem, tak teraz stało się śmiertelnym zagrożeniem. Dotarło do mnie, że logiczne i jedyne nasuwające się rozwiązanie nie wchodzi jednak w moim przypadku w grę.
Już nie.
Bo gdybym mu uległa i zrobiła to czego sobie zażyczy, powinnam być bezpieczna, ale na samą myśl o tym, że ma mnie dotknąć – nie mówiąc o innych rzeczach, poczułam tak ogromne obrzydzenie, że nie było o tym mowy.
Zupełnie jak Wanda, co nie chciała Niemca. Tylko tam chodziło o mariaż, a tu o zwykły seks.

Co do cholery mam zrobić?!

Nie zdążyłam zrobić nic.

– Wybacz mi. – Te słowa Omara spadły na mnie jak grom z jasnego nieba. O czym on do cholery mówił? Przepraszał za to, że mnie porwał i chce mnie zgwałcić?!
Okazało się, że nie. Uznał, że moja nagła bladość jest wynikiem zmęczenia, ale też głodu, a to wszystko było spowodowane jego pośpiechem i tym samym brakiem taktu. Wcześniejszych przekąsek nie można było bowiem traktować jako posiłek.
Miałam ochotę wepchnąć mu wszystko, z tacami włącznie, w gardło, ale nie przeszłoby to ulgowo. Sam pewnie umiał się obronić, a gdybym jakimś cudem mogła jednak stanowić poważniejsze zagrożenie, to za drzwiami był Cień. Na samą myśl o tym człowieku poczułam drżenie w kolanach. Do szejka czułam w tej chwili tylko i wyłącznie wstręt. Owszem bałam się, ale obrzydzenie wygrywało. Natomiast Liam wzbudzał we mnie nie tylko strach, ale nie dający się wyjaśnić niepokój. Gdybym go spotkała na zatłoczonej ulicy w centrum Berlina, poczułabym to samo. To dziwne ukłucie i postawienie w stan gotowości każdej komórki ciała nie dawało się niczym wytłumaczyć.
Chwilowo jednak był po drugiej stronie, a ja miałam pilniejszy problem do rozwiązania.

Wspólny posiłek odwlekał jednak w czasie coś czego musiałam za wszelką cenę uniknąć i dawał szansę na znalezienie jakiegoś rozwiązania.
Jakiegokolwiek!

Dotyku nie uniknę i dobrze o tym wiedziałam, dlatego pozwoliłam złapać mu się za dłoń i zaprowadzić do tego dość oryginalnego stołu biesiadnego, ale chyba dam radę trochę zjeść i nie zwymiotować.
Przelotne spojrzenie w mijane właśnie lustro i ostre szarpnięcie, gdy stanęłam jak słup soli.
Zostałam właśnie ukarana za coś co obiecałam sobie kilkanaście godzin wcześniej; jeśli arabki dostaną mnie w swoje ręce to zawsze potem sprawdzić jakie są tego rezultaty.
Patrzyłam na coś co teoretycznie było mną. Teoretycznie, bo nie byłam tego taka pewna.
Cokolwiek te kobiety ze mną zrobiły, miałam ochotę je za to udusić.
Nie rozpoznawałam siebie, bo patrzyłam na zjawisko. Kobieca postać w czarnej tunice, jednocześnie eteryczna i mocna, tajemnicza i uwodząca. Wydawałoby się, że tak prosty materiał i strój przytłamszą, ale zamiast tego otulały każdą krzywiznę ciała, tym samym kusząco eksponując kobiece kształty.
A oczy? Czysty, niezmącony niczym błękit, jeszcze bardziej wyeksponowany przez otaczająca mnie czerń i swobodnie spływające i wyglądające jak muśnięte jedwabiem włosy. Aż miało się ochotę zanurzyć w nich palce. To było przerażające! Twarz promieniała, aczkolwiek nie wiedziałam jakim cudem zważywszy na te okoliczności.
Sama patrzyłam na swoje odbicie jak zahipnotyzowana, a to byłam ja. Ta, która nawet nie tyle średnio się lubi, co po prostu nie ma złudzeń co do tego jak wygląda.
Byłam oszołomiona.
I wtedy zemdliło mnie konkretnie, bo jeśli ja tak się zachwyciłam, to co dopiero stojący obok mnie mężczyzna?

O ile wcześniej łudziłam się, że jakoś uda mi się go odwieść od tego co zamierzał, tak teraz zrozumiałam że nie ma na to szans. Żaden zdrowy mężczyzna nie zrezygnowałby z tego dania.
A ten w dodatku miał na nie nadzwyczajną ochotę.

Jedzenie nadal jednak odwlekało to co chyba było już nieuniknione, a ja potrzebowałam cudu.

Gdyby to nie był koszmar, to kolacja byłaby spełnieniem marzeń każdej kobiety.
Przystojny i oczarowany siedzącą obok niego kobietą książę, posiadający niewyobrażalną dla zwykłego śmiertelnika władzę i pieniądze.
Każdy jego ruch, gest, spojrzenie, były przepełnione pożądaniem i niewypowiedzianymi obietnicami tego co za chwilę nastąpi – półmrok nie był w stanie ukrywać pełnego pasji spojrzenia
W jego oczach był ogień nawet kiedy wkładałam do ust wybrane przez niego i podsunięte mi kąski.
Gdy brałam je do ust, wolałam nawet nie myśleć co wtedy sobie wyobrażał

Mrok, rozświetlony płomieniami świec i palącego się w oddali kominka.
I gdyby nie okoliczności to kto wie, może w jakimś przypływie zaćmienia dałabym się na to nabrać i poleciałabym szczęśliwa, jak ćma do ognia.
Tym razem na mój talerz trafił ociekający tłuszczem kawałek mięsa. W pierwszej chwili chciałam odmówić, ale potem pomyślałam, że może się po tym rozchoruję i to będzie tym wyjściem awaryjnym.

– Oby jak najszybciej. – Sięgnęłam po coś czego nie mogłam zidentyfikować, włożyłam do ust i pojęłam jak mogła smakować ambrozja.
Zawsze kochałam mięso, byłam wręcz mięsożercą wśród mięsożerców. Uważałam, że jestem mistrzem w przyrządzaniu karkówki i szczerze mówiąc byłam, ale z czymś takim co teraz skosztowałam, nie dane mi było obcować nigdy wcześniej. Wątpiłam czy to jest coś co znam, albo gdybym wiedziała co to jest to czy wzięłabym to do ust, ale miałam to teraz gdzieś.
To było pyszne i najgorsze, że reakcja na przysmak okazała się silniejsza ode mnie.

Zamknęłam oczy, by móc skupić się na rozkoszowaniu smakiem. Ściągnięte brwi, mimowolny jęk i zachwyt widoczny na twarzy doszły same z siebie.
A potem otworzyłam oczy i zamarłam.
Wyraz twarzy Omara, oczy, całe ciało wręcz krzyczało, że w tej chwili jestem jedyną rzeczą której pragnie i musi ją natychmiast dostać.
To już nie było zaintrygowanie, ale nie dająca się powstrzymać obsesja.

Szybko złapałam kielich i pijąc najwolniej jak mogłam znajdującą się w nim wodę, usiłowałam zyskać chociaż kilka minut.

Na plucie sobie brodę za doskonale zmarnowany czas w trakcie kolacji, nie było już miejsca.
Mogłam pomyśleć wtedy, teraz było trochę za późno.

Tego, że nie pozwolę mu się dotknąć byłam już pewna.
Przez sekundę trwała przy mnie myśl, że może jednak się przełamię. Zamknę oczy i pozwolę mu robić to na co ma ochotę, ale zrezygnowałam jeszcze szybciej niż o tym pomyślałam. Nie miało znaczenia że jest przystojny, jeszcze mniejsze kim jest – już nie. Był potworem, który uważał, że ma prawo robić z życiem innym co mu się podoba i jest w tym bezkarny. Zresztą zawsze był, dlaczego miał więc myśleć teraz inaczej? Byłam tylko kolejnym kąskiem mięsa, które chciał wziąć do ust, posmakować i albo wypluć albo połknąć.
Wolę przetrwania miałam silną, ale nie umiałabym zapłacić za to każdej ceny i nie zamierzałam tego zrobić.

Czyli tak się znika.

Przy blasku świec i przez czyjś kaprys.
Zabije mnie tu, czy nakaże wywlec z fortu i Liam zrobi to na pustyni.
Zastrzeli mnie? A może udusi by upozorować wypadek. Jak? Wepchnie moją głowę w piasek? To będzie bardzo bolało.
Potem tylko ukaże się krótka notka, że kolejna nieodpowiedzialna turystka, zgubiła się na pustyni. I może odnajdą później moje ciało, a może nie.

Spojrzałam na Omara i nagle do mnie dotarło, że niezależnie czy zacznę krzyczeć, szarpać się i bronić, to on i tak dopnie swego.
Mężczyzna chłonął każdy mój gest, a jego coraz cięższy oddech nie wróżył nic dobrego.

To co chciał zrobić i czego teraz zapragnął zaszło za daleko i nie zamierzał z tego rezygnować niezależnie od tego, jak mu przyjdzie to osiągnąć.
– A jak nie poradzi sobie ze mną sam? – Odpowiedź przyszła błyskawicznie i jeśli uważałam, że nie może być gorzej tak okazało się, że jestem w błędzie.
To oczywiste. Zjawi się tu Liam, ale nie po to by ten mnie zabrać, ale by okiełznać.
Wątpiłam, czy coś mi wtedy podadzą. Książę był myśliwym i w jego krwi była walka. O wiele większą przyjemność i satysfakcję sprawi mu złamanie mojego oporu, gdy będę przytomna i będę walczyć. Wszystko ma być tak jak on chce, niezależnie od ceny jaką innym przyjdzie za to zapłacić.
Boże! Co to za potwór!

I wtedy nastąpił cud.

Jedna myśl na tyle szalona, że w pierwszej chwili prawie ją zignorowałam.
Nie wiedziałam czy to zadziała, ale miałam to gdzieś. Jeśli się nie uda, zostanę zgwałcona i moim wyborem może być jedynie podjęcie decyzji czy zgodzę się na to sama.
Bo nagle przypomniała mi się scena z jednego z filmów.
Był dziwny i sama nie wiedziałam dlaczego go oglądam, ale teraz to nie było istotne liczyła się bowiem ta jedna konkretna scena.
Grupa modelek prezentowała swoje wdzięki siedzącym na fotelach bogatym Arabom, którzy decydowali na tej podstawie o tym z którą albo którymi się zabawią. Towarzyszył temu wyprany z emocji wewnętrzny monolog jednej z dziewczyn, która relacjonowała to co się dzieje, dlaczego to robią i wśród wielu rzeczy, które wymieniała była jedna, która była tak absurdalna, że mnie wtedy rozśmieszyła – bo napalony facet to napalony facet i nic go nie może powstrzymać, a tam okazało się, że jednak nie. Generalnie nie miały prawa sprzeciwu i jedynym powodem, dla którego były wyłączane z tych castingów, były kobiece dni. Zwykły okres stanowił dla tych mężczyzn barierę nie do przejścia.

Co ryzykowałam?
Wszystko, ale podobnie wszystko mogłam zaraz stracić.

Silnie drgnęłam wylewając na siebie resztki wody, gdy poczułam dotyk Omara.
Tak głęboko zatopiłam się w myślach, że męska dłoni wyjmująca z moich rąk kielich mnie zaskoczyła.

Teraz! Teraz albo nigdy!

Najdelikatniej jak mogłam powiedziałam:
– Nie mogę. – Cisza i jakikolwiek brak reakcji ze strony mężczyzny nie były dobrym sygnałem, a gdy spojrzałam na niego zrozumiałam, że miałam rację.
Przestał być pełen uwielbienia, na idealnym obrazie kochanka ze snów, pojawiła się rysa. Delikatne niedowierzanie z odrobiną coraz bardziej narastającego gniewu.
Śmiałam mu się sprzeciwić!
I zrozumiałam, że to jest już koniec. Teraz niezależnie od tego czy mnie zerżnie czy nie, to mnie zabije. Tylko dlatego, że mu odmówiłam.

Zbliżył się na tle, że jego oddech muskał moją twarz. W panice wyszeptałam:
– Naprawdę nie mogę. Krwawię.

Krótki krzyk, na który odpowiedzią były z hukiem otworzone drzwi i Liam.
Sparaliżowało mnie ze strachu tak, że prawie nie byłam w stanie oddychać,a  co dopiero się ruszyć.
Nie rozumiałam wypowiadanych przez księcia słów.
Cień zniknął błyskawiczne, a Omar wstał, zostawiając mnie samą na posłaniu.
Co się właśnie wydarzyło?

– Zamknij się. Chociaż raz w życiu zamknij się i nic nie rób – Powtarzałam w myślach, bo cokolwiek się wokół mnie działo dawało szansę, że koniec będzie inny niż ten, którego tak się obawiałam.

Szybkie kroki, Cień wchodzący do komnaty i krótka wymiana zdań.
Tym razem pozostał w środku.
Czy to dobrze, czy źle?

– To dlatego nie pozwoliłaś się dotknąć w kąpieli! – Omar znowu znalazł się przy mnie, ale tym razem zachowywał większy dystans.

Na początki nie zrozumiałam o co mu chodzi, a potem do mnie dotarło, że uratował mnie przypadek.
Kąpiel, chodziło mu o kąpiel.
Nie mogłam nawet znieść myśli, by w intymnych miejscach dotykała mnie kobieta, niezależnie od tego co nią kierowało. A ponieważ obawiałam się, że mimo wszystko i nie zważając na moje sprzeciwy, coś spróbują zrobić, to tylko dlatego absolutnie odmówiłam pomocy i umyłam się od pasa w dół sama.
Osłanianie się było nawykiem nabytym podczas brania kąpieli w siłowni, gdzie pod pozbawionymi ścianek prysznicami, tylko umiejętne manewrowanie ręcznikiem dawało odrobinę intymności.
Tylko dlatego nie pozwoliłam się dotknąć i bezwiednie zrobiłam coś, było już nawykiem gdy brałam kąpiel.

A on jest przekonany, że mówię prawdę; zaczęłam krwawić i dlatego chciałam zrobić wszystko sama.

Byłam tak oszołomiona tym gwałtownym zwrotem akcji, że jednak się odezwałam, ale to co powiedziałam, chyba wepchnął mi w usta sam mój anioł stróż.
– Przepraszam.

I nagle twarz mężczyzny zmieniła się o sto osiemdziesiąt stopni.
Furia, gniew zniknęły jakby nigdy ich nie było. Ciepło, troska i czułość nie były tym czego się spodziewałam, a właśnie to zobaczyłam w jego oczach.
Wolałam nie myśleć co kłębi się jego głowie i do jakich wniosków doszedł.

Teraz liczyło się tylko to, że zyskałam kilka dni i musiałam zrobić wszystko, by w tym czasie się stąd wydostać.
Nie będę miała drugiej szansy, a po tym co zrobiłam wiedziałam, że Cień mówił wcześniej prawdę.
Jakiekolwiek nieposłuszeństwo będzie ukarane.
Gdyby nie to, że ujrzałam zachowanie i przemianę Omara na własne o czy i niejako dotyczyło mnie to bezpośrednio, to bym w życiu nie uwierzyła, że ten uroczy i o nienagannych manierach mężczyzna jest zdolny do takich rzeczy.

Jak ogromny jest wstręt do kobiet w czasie okresu przekonałam się błyskawicznie.
Nie dał mi tego odczuć, bo chyba za bardzo chciał mnie mieć, ale wychowanie i przekonania zrobiły swoje.
Zostałam odesłana do swoich komnat.

Ze spuszczoną głową podążałam za moim strażnikiem.
Nie wiedziałam co na mnie czeka, ale modliłam się tylko o jedno – chciałam być sama. Potrzebowałam rozpaczliwie odrobiny samotności, by móc pomyśleć i nie być w tym czasie obserwowaną.
Tym razem skierowaliśmy się w inną stronę. Liam otworzył drzwi, zapalił światło i dopiero wtedy wprowadził mnie do komnaty równej wielkością tej, zajmowanej przez księcia. I wyglądało na to, że będę tu tylko ja.
Dwie pary drzwi w środku prowadziło do innych pomieszczeń. Nie czekając na reakcję mojego towarzysza, szybko do nich podeszłam i sprawdziłam co się za nimi znajduje. Bałam się jednego – że prowadzą nie tylko do pokoju, w którym nie tylko znajduje się ktoś jeszcze, ale że będą musiały być cały czas otwarte. Okazało się, że nie.
Łazienka, a raczej coś co powinno się nią nazywać i równie ogromna garderoba wypełniona ubraniami.

– Zadowolona? – Stał cały czas w progu, ale bacznie obserwował każdy mój ruch.
Skinęłam głową. Chciałam jak najszybciej zostać sama. Trzymałam się ostatkiem sił i wolałam, żeby nikt nie był świadkiem momentu, kiedy stres odpuści.

Odpowiedział mi skinięciem i zaczął się wycofywać.

To są te chwile, gdy myślimy, że coś nam się udaje, a potem nagle wszystko z hukiem się wali.
Tak było i tym razem.

Liam spojrzał na mnie i to był drugi raz, gdy czułam się jakby patrzył na mnie naprawdę.
Po czym powiedział:
– Dobrze to rozegrałaś. – I zamknął drzwi

** ** ** ** ** ** ** **

Zła decyzja – część XI
Zła decyzja – część IX

13 polubień
1680 Views

Poczytaj więcej

7 komentarzy

  • Gosia3 maja, 2020 at 12:18 pm

    Noo teraz to się nie doczekam następnej części. A Cień hmm ten face ma coś w sobie. Czytałam cały czas na wdechu haha dopiero teraz zobaczyłam jak zaczęłam pisać do Ciebie … co Ty że mną robisz 😉

    Odpowiedz
    • Anna Valetta3 maja, 2020 at 12:30 pm

      Gosiu, pewnie to co ze sobą. Mam taki chaos w głowie po przelaniu na papier tych scen, że nawet sobie nie wyobrażasz. 🙂
      Dzisiaj kolejna część, ale już mam kartkę z listą:
      – sprawdzić linki
      – dodać opis
      – dodać zdjęcie
      – tryb: publiczny
      – opublikować (i to nie jest śmieszne bo właśnie sobie uświadomiłam, że jeszcze to mogę zostawić jako szkic)
      – i jako ostatnie ale nie mniej ważne: udostępnić na facebooku

      W nocy nawalił (am) z “tryb: publiczny” 🙁

      Odpowiedz
      • Gosia3 maja, 2020 at 5:01 pm

        Ha A ja o 4 zaglądałam czy coś jest . Kolezanka O 1 haha. Ale warto było czekać;) jeszcze czekam co tam dziewczyny ogarnęły;) no to co masz w głowie to nawet sobie nie wyobrażam;) Ale na pewno pomieszane jak w mojej haha

        Odpowiedz
  • Magda0003 maja, 2020 at 2:27 pm

    I teraz narobiłaś… w takim momencie skończyłaś rozdział że już mnie skręca co będzie dalej.🤪
    To jest tak uzależniają, że codziennie sprawdzam czy wpadła kolejna część.

    Odpowiedz
    • Anna Valetta3 maja, 2020 at 3:33 pm

      A fakt, ale przynajmniej jest cała i zdrowa 😛
      Przyznam się, że te teksty równie mocno uzależniają mnie. Pewnie gdybym ich tu nie publikowała, to i tak bym je pisała. Zresztą tak robiłam wcześniej.
      Może przy przeprowadzce znajdę gdzieś stare notesy! To byłby skarb!

      Odpowiedz
  • Sylwia3 maja, 2020 at 7:16 pm

    Czyli następna część będzie dziś? Tak, tak i alleluja 😆 Bardzo mi się spodobało rozwiązanie, którym się posłużyła…hihihi😉 Ciekawi mnie, kim jest Liam. Sądząc z imienia, chyba nie typowym Arabem…może jakimś nieślubnym kuzynem z domieszką szkockiej krwi?…hmmm. Buziaki, Kochana i pisz, żebyśmy miały co czytać 😘😆😉

    Odpowiedz
    • Anna Valetta4 maja, 2020 at 12:28 am

      Mała zmiana. Już mamy jutro, a nie dość że się trochę rozjechałam ze ścieżką dźwiękową do “Bez przebaczenia” to w dodatku zapomniałam coś zrobić do pracy 🙁
      Juz zmieniłam datę w harmonogramie. Przepraszam za tę jednodniową korektę

      Odpowiedz

Zostaw komentarz

Please enter your name. Please enter an valid email address. Please enter message.