On wiedział? Skąd?
Nie mógł mnie obserwować w kąpieli, przecież go tam nie było. A może jednak wszedł do środka, tylko go nie widziałam?
W tej chwili istotniejsze było inne pytanie: skoro wiedział to dlaczego nie zdradził tego Omarowi?
Bo że tego nie zrobił mogłam być pewna. Gdyby do tego co się działo, dołożył jeszcze informację, że kłamię, to mogłabym być pewna że reakcja księcia byłaby zupełnie inna.
Dlaczego?

Dziwny stukot dochodzący z korytarza poderwał mnie na równe nogi. Błyskawicznie znalazłam się przy drzwiach i z przyciśniętych do nich uchem zaczęłam nadsłuchiwać dobiegających z drugiej strony odgłosów.
Całkiem możliwe, że zaraz się przekonam “dlaczego”.

Zrobiło mi się niedobrze ze strachu, ale ustawiłam się do pionu błyskawicznie.
– Ach, przestań panikować i weź się w garść. Skup się do cholery! – Gdybym miała zgadywać to panowało tam małe zamieszanie. Pospieszne kroki i to zdecydowane więcej niż jednej osoby, rozmowy – chociaż raczej nazwałabym to rzucaniem rozkazów, ale tego pozostało mi się naprawdę domyślać, bo za nic nie rozumiałam arabskiego, trzaski; i pewnym momencie to wszystko zaczęło się oddalać i w końcu ucichło.
Najpierw myślałam, że na chwilę, ale przedłużająca się cisza jasno zasygnalizowała, że to już koniec.
Cokolwiek to było nie dotyczyło mnie, a przynajmniej nie na razie.

Mogłam teraz zrobić kilka rzeczy.
Przede wszystkim spróbować wyjrzeć na zewnątrz. Kusiło, ale wątpiłam czy to był dobry pomysł.
Raczej nie zostawili mnie samej – to po pierwsze. To, że cokolwiek uda mi się osiągnąć poza wparowaniem na ewentualnego strażnika było mało prawdopodobne, a mogło się równać zwiększeniu ich czujności, a na tym akurat mi nie zależało.

Mogłam też tkwić przy tych drzwiach, aczkolwiek nic by to pewnie nie wniosło. Ktoś chodzi i rozmawia? Niewątpliwie cenna informacja, ale wątpię czy bym cokolwiek z tego co by mówili, zrozumiała.

Pozostawało też trzecie wyjście, które – zważywszy na okoliczności – brzmiało idiotycznie, ale chyba było najlepszą rzeczą jaką mogłam zrobić.
Mogłam mianowicie położyć się i spróbować zasnąć.
W tych okolicznościach sen był ostatnią rzeczą na jaką mogłam liczyć, ale zdawałam sobie sprawę że go potrzebuję.
I tak teraz nic nie mogłam zrobić, a musiałam być wypoczęta a co za tym musiałam następnego dnia logicznie myśleć.
Człowiek zmęczony jest człowiekiem popełniającym błędy, a na to nie mogłam już sobie pozwolić.

Tylko się umyję! Byłam wykończona, ale rozpaczliwie potrzebowałam zmyć z siebie pozostałości po dotyku Omara. Mimo iż tylko musnął palcami moją dłoń, to nadal go czułam.
Na szczęście garderobę dobierał ktoś mądry i było tam wszystko. Wolałam nie wnikać, czy to stały zestaw przygotowany na tego typu zdarzenia. Najważniejsze, że znalazłam coś w czym mogłam spać, co nie wyglądało jak kostium w klubie go-go i w co się mieściłam.

Wyszorowałam się dokładnie, tak jakby miało od tego zależeć moje życie, po czym skorzystałam z pilniczka do paznokci i znalezionych w łazience środków higienicznych. Dopiero, gdy syknęłam z bólu dotarło do mnie jaki idiotyzm popełniam, ale było już za późno.

– Nigdy więcej. – Obiecałam sobie leżąc już w łóżku. Kolejna myśl była już całkowicie pozbawiona logiki.
– Jakie ogromne okna, ciekawe co za nimi jest. – I nawet nie wiem, kiedy zasnęłam.

Obudziło mnie światło.
Chyba.
Po otwarciu oczu, pierwsze co zobaczyłam to ściana zieleni. Okna sypialni wychodziły na ogród.
Jeszcze spałam i chyba tylko to, oprócz normalnego dla mnie stanu porannego zamotania, może być wytłumaczeniem na to co zrobiłam.
Było jasno, świeciło piękne słońce, ogród kusił, to i podniosłam się z łóżka i podeszłam jak prowadzona po sznurku do okna.
Okno okazało się nie być oknem, tylko przeszklonymi drzwiami, za którymi rozpościerał się zielony raj. Po chwili moje stopy dotknęły chłodnych po nocy kamieni, a do nosa dotarł zapach wilgotnej od porannej rosy zieleni.

Nie myślałam, nie chciałam; całą sobą chłonęłam otaczające mnie piękno.
Panująca wokół, niezmącona niczym poza szelestem liści i nawoływaniem ptaków cisza była magiczna. A potem chciałam zrobić jeszcze jeden krok i zrobiłam co nigdy wcześniej w życiu nie przyszłoby mi do głowy, a już na pewno nie tak szybko po przebudzeniu – przed postawieniem stopy na ziemi spojrzałam w dół.
Na kamieniach,  leżał wąż; zwinięty w kłębek, najprawdopodobniej wygrzewający się w pierwszych promieniach słońca. Musiał wyczuć ruch, po podniósł łepek do góry i zwrócił się w moją stronę. Nie ruszałam się, czekając aż odpełznie, gdy usłyszałam dobiegający zza mnie głos Liama:
– Ani drgnij. – Wtedy zauważyłam piękny wzór, biegnący wzdłuż całego ciała gada. W tej samej sekundzie poczułam obejmujące mnie w pasie męskie dłonie i nawet nie wiem jak znalazłam się z powrotem w pokoju.
Liam złapał leżący w progu kij i już robił krok w stronę leżącego cały czas na kamieniach węża, gdy wyrwało mi się:
– Nie zabijaj jej!
Zdumienie znowu zmieszało się z niedowierzaniem, ale moje słowa zatrzymały go tylko na chwilę. Ta chwila wystarczyła, bo gdy odwrócił się w stronę ogrodu, żmija zniknęła.
– Zwariowałaś? – Nie do końca wiedziałam co konkretnie ma na myśli i mimo iż gad zadziałał genialnie jako budzik, to nie do końca spełnił swoją rolę. To nadal był poranek, a mimo takiej pobudki nie zmieniało się moje nastawienie do świata.
To jego zwariowałaś odnosiło się do zbyt dużej ilości rzeczy. Co znaczy, że zwariowałam? Że wyszłam do ogrodu? Czy że wyszłam na bosaka?

Chyba był zły, bo kontynuował. Okazało się, że tym miał na myśli moją próbę powstrzymania go przed zabiciem węża. Ale potem zrobił coś, czego kompletnie nie rozumiałam.
Dobrze, zamknął drzwi prowadzące na ogród i to było logiczne, ale potem podszedł do mnie i uklęknął.
W panice się cofnęłam, ale ponieważ zdążył już złapać mnie za stopę, to górna część ciała i jedna noga poszły do tyłu, a druga stopa pozostała na miejscu.
Rezultat był ławy do przewidzenia. Runęłam na podłogę z hukiem i gracją godnym upadku słonia.
– Uspokój się. Nic ci nie zrobię. – W ustach człowieka, który mnie porwał i mógł być moim katem, zabrzmiało to jak kosmiczny żart. – Nie ruszaj się. Sprawdzę czy coś innego cię nie ugryzło. – Po czym dodał. – Nie musisz zachowywać się jak spłoszona łania.

Tego akurat posłuchałam. Nie dlatego, że nagle coś mi się stało i doszłam do wniosku, że ma rację, przecież wszystko jest w najlepszym porządku, nic się nie dzieje i świat jest piękny; tylko po to, by jak najszybciej się ode mnie odsunął.
Ale dlatego, że byłam spłoszona, zdezorientowana i przestraszona. Nie tym co się działo, a jego bliskością i dotykiem.
Tylko raz znalazł się tak blisko mnie – gdy udzielił mi jedynej, ale dosyć bolesnej lekcji w czasie jazdy przez pustynię. Ogarniający mnie wtedy niepokój, złożyłam na karb wydarzeń i odsunęłam bardzo daleko wszelkie myśli mówiące, że może to jednak było coś innego.
Teraz ten niepokój powrócił. To był strach, ale inny, dziwny, wywołujący pragnienie znalezienia się jak najdalej od tego człowieka.
– Nic mnie nie ugryzło. – Odburknęłam, bo to co robił zakrawało na absurd. Ignorując moje słowa, dokładnie obejrzał skórę stóp i łydek.
Nie podobało mi się, że mnie dotyka. Co tu w ogóle robił? Dlaczego przyszedł sam? Był mężczyzną, ochroniarzem czy kimkolwiek na służbie u księcia, ale mężczyzną. Chyba nie powinien tak wparowywać do mojej sypialni? I być ze mną sam na sam?
Pytań było coraz więcej, ale na razie ważniejsze niż odpowiedzi było jedno; niech w końcu przestanie mnie dotykać.

– Masz więcej szczęścia niż rozumu. – Tu miał rację, ale jak prorocze były to słowa dowiedziałam się w chwilę później.
Omar wyjechał w nocy. Ulga i szczęście zostały zastąpione szybko przez pewność, że to wcale nie będzie takie proste, gdy usłyszałam:
– Jego Wysokość polecił mi ciebie pilnować osobiście. – Zmartwiałam słysząc ciąg dalszy. – Jesteś zbyt nieprzewidywalna. Zostaniesz tu. I niech Allah ma cię w swojej opiece.

W jego ustach to brzmiało jak wyrok.

Nie zdążyłam zareagować, gdy klasnął w dłonie. Okazało się, że nie byliśmy tak całkiem sami. Za progiem czekała jedna ze spotkanych wczoraj kobiet, ta młodsza.
Nic nie przeczuwałam, gdy zniknęła na dłuższą chwilę w łazience.
Nadal wszystko było w porządku, gdy wyszła i powiedziała coś do Liama. Zachował kamienną twarz, ale mimo to nie umknęło mi lekkie drgnięcie brwi.
Naprawdę w tej chwili nienawidziłam swojej nieznajomości arabskiego. Ale jeszcze mniej rozumiałam z tego co się stało, gdy oboje wyszli.
Kobieta wróciła tylko z tacą pełną jedzenia, po czym postawiła ją na stojącym w rogu sypialni stoliku i wyszła zamykając drzwi.

Gdy zostałam sama, w pierwszej chwili po prostu się nie ruszałam się z miejsca.
Trwało to dobrą chwilę i w końcu zrozumiałam, że chyba na dobre zostałam sama.

Pierwsze co to skierowałam kroki do łazienki.
– Co tu robiłaś moja miła?  – Wszystko wydawało się być takie samo. Ręczniki, kosmetyki, wszystko wydawało się być na swoim miejscu. A potem mnie tknęło i zajrzałam do ostatniego miejsca, którego jeszcze nie sprawdziłam – do kosza na śmieci.
Zawinięte w opakowanie i papier podpaski nadal leżały na dnie i wszystko byłoby w porządku, gdyby nie to, że byłam pewna że ktoś je odwinął i zawinął.
Po co? Odpowiedź przyszła sama. Żeby sprawdzić zawartość.
Delikatnie odwinęłam zawiniątka ponownie i spojrzałam na zakrwawione podpaski. Po kilku godzinach wcześniej jasnoczerwona krew ściemniała i trudno byłoby na pierwszy rzut oka stwierdzić, czy pochodzi z rany na nodze czy jest efektem miesięcznego krwawienia.
Moje wczorajsze dokonanie, które uznałam za objaw daleko idącej paranoi, chyba właśnie uratowało mi życie.
Zawinęłam wszystko z powrotem i odłożyłam na miejsce. Umyłam ręce i wróciłam do sypialni.

Gdy tylko przekroczyłam próg łazienki, drzwi wejściowe ponownie się otworzyły i znowu zobaczyłam Liama.
Wrócił stary Cień. Żadnych emocji, żadnych uczuć – idealna maszynka do wykonywania rozkazów.
Zjawił się tylko po to, by mi oznajmić, że Jego Wysokość ponownie mnie odwiedzi za 10 dni.

Zostałam sama.
Nie czekając już na nic zaczęłam jeść przyniesione śniadanie. Musiałam mieć siły by odzyskać jasność, bo właśnie dostałam ponad tydzień by wymyślić jak  się stąd wydostać i tym samym im uciec

** ** ** ** ** ** ** **

Zła decyzja – część XII
Zła decyzja – część X

10 polubień
1851 Views

Poczytaj więcej

15 komentarzy

  • Sylwia5 maja, 2020 at 3:11 am

    Jestem pierwsza…taralala 🙂
    Dzięki, Kochana, za następną część 🙂
    To, że zakrwawiła szmatki czy też podpaski, z jednej strony uratowało jej tyłek, ale z drugiej chyba zmieniło nastawienie Liama. Po akcji z Omarem był pewien, że kobieta nie ma chęci na księcia. Więc kłamie, żeby się ratować. Stąd “czułości” z rana. Jednak służba znalazła krew. Więc może dziewczyna faktycznie krwawi? I wrócił Cień….hmm….Osobiście mam nadzieję, Liam niedługo się pojawi i uchylisz tajemnicy, kim on jest 😉

    Odpowiedz
    • Anna Valetta5 maja, 2020 at 10:17 am

      Bingo!
      Zostawiam tyle pięknych i wyraźnych wskazówek – pilnik i samookaleczenie; uwaga Anny dotycząca pochodzenia krwi.
      A zachowanie Liama na razie zostawiam: najpierw myślał, że ma do czynienia z naiwną, podobną do wielu przed nim idiotką. Potem coś się wydarzyło: jego reakcja, gdy prowadził ją na kolację z księciem, a potem ta uwaga, gdy później zostawiał ją w sypialni.
      Dokładnie – rano zachowywał się inaczej, ale gdy okazało się, że w łazience leżą zakrwawione podpaski, a tym samym okazało się, że wcale nie była tak sprytna i nie uciekła się do wybiegu by uniknąć zbliżenia z księciem … wtedy znowu trafiła do koszyczka z napisem “naiwne i głupie”.

      Odpowiedz
      • Sylwia5 maja, 2020 at 12:47 pm

        A ja myślę, że Anna mu się po prostu spodobała , tylko nie do końca wie , jak to ugryźć. Ten jego koszyk z hasłem “naiwna i głupia” to tylko maska, za którą kryje się coś więcej. Po pierwsze: zwróciła na niego uwagę na gonitwach i głowę dam, że Liam o tym pamięta. Po drugie : jeśli dziewczyna nie jest tak naprawdę chętna na intymne tête-à-tête z księciem , to jest szansa, że jest po prostu inna niż wszystkie i będzie chciała jego. Niestety, zawartość kosza trochę mu pomieszała w głowie i znowu nie wie, jak sprawa wygląda. Więc pojawił się nieufny Cień, bo przecież nie będzie się wygłupiał , jeśli laska woli Omara. Bądź co bądź, faceci to dumne istoty. A już zwłaszcza ci, wychowani w prawie szariatu…Hmm…I tutaj znowu dochodzimy do pytania, kim jest Liam. Z tego , co pamiętam, to imię typowo celtyckie, często używane przez Szkotów 😉 Znaczenie jest w tym wypadku chyba istotne , zwłaszcza dla Anny : ” opiekuńczy”. Obstawiam, że należy do rodziny królewskiej, może nie do końca w legalnej linii jako nieślubne dziecko. Tak czy inaczej, ma jakieś powiązania z Omarem. A mamusia nie była Arabką 🙂

        Odpowiedz
        • Anna Valetta5 maja, 2020 at 1:17 pm

          Razem z kolejną częścią dostaniecie chyba bardzo dużo odpowiedzi.

          Bardzo dobrze myślisz, ale od razu daję znać, że Liam jest w czołówce najpopularniejszych imion męskich nie tylko w Irlandii 😀

          Odpowiedz
          • Sylwia5 maja, 2020 at 3:44 pm

            Hehehe…o Irlandii nie pisałam, ale o Szkocji, choć tak naprawdę tych Liamów jest od groma i ciut ciut w USA i wszędzie tam , gdzie zawiało uciekinierów albo skazańców ze Starego Świata 😀 Macocha Anglia zawsze ich źle traktowała…więc nie zdziwiłabym się, gdyby w jego krwi płynęła “wielka rzeka przodków” z kolonii brytyjskich 😀
            I jeszcze jedno…dzisiaj przeczytałam sobie jeszcze raz jego spotkanie z Anna na gonitwie i przyszło mi do głowy porównanie go do tygrysa…Malezyjskim tygrysem nazywany był Sandokan…Pamiętasz ten stary serial włosko-jakiśtam ? Byłam dzieckiem, kiedy go puszczali w naszej telewizji 😉

  • PannaAnna5 maja, 2020 at 6:18 am

    Postać Cienia intryguje. Coś mi się wydaje że to anioł stróż i jedyna nadzieja dla kobiety.

    Odpowiedz
  • A.5 maja, 2020 at 7:42 am

    A ja myślę, że Cień to prawdziwy książę – za dużo może w stosunku do kobiety, którą jest podobno prawdziwy władca zauroczony. Zamienili się miejscami, żeby mógł ją dobrze poznać.

    Odpowiedz
    • Anna Valetta5 maja, 2020 at 10:21 am

      Cień jest kimś innym niż nam się wydaje, masz rację 🙂
      Ale nie zdradzę nic więcej 😀

      Odpowiedz
  • Ewelina5 maja, 2020 at 11:37 am

    Tajny agent, który bada poprzednie zaginięcia 😏

    Odpowiedz
      • Ewelina5 maja, 2020 at 11:59 am

        Anno 😊 koniecznie pomyśl o dodawaniu przynajmniej 3x dziennie kolejnych części. Tak się nie da żyć 😜

        Odpowiedz
  • PaniNoc6 maja, 2020 at 11:44 pm

    A może to Liam jest księciem?

    Odpowiedz
    • Anna Valetta7 maja, 2020 at 12:43 am

      Nie wiem, nie znam się. ja tu tylko piszę. Dziewczyny? 😀

      Odpowiedz

Zostaw komentarz

Please enter your name. Please enter an valid email address. Please enter message.